niby powinnam się cieszyć, ale jest mi strasznie źle. Chodzi o
pracę. Jestem stosunkowo nowym pracownikiem ( pół roku), ale zanim
podjęłam pracę znałam dwie panie tam pracujące - przyjaxniły się z
moimi rodzicami. Obie są starymi pannami ( jeśli to ma w ogóle
jakieś znaczenie) w podeszłym wieku. Na poczatku pracowało nam się
OK, ale odkąd wyszłam za maż ( prawie 4 miesiące temu) jest nie do
zniesienia. Chyba zostanę specjalistą ds odczytywania złośliwych
aluzji

Rzucają nimi wciąż - komunikacja wprost dla tych pań nie
istnieje

lepiej rzucić aluzję niż powiedzieć, ze coś im się nie
podoba, o ciagłych psychoanalizach wszelkich moich zachowań i tonu
głosu nie wspomnę. Szykuję się na zmianę pracy, ale dopóki mój maż
się nie zakotwiczy i nie znajdzie czegoś na stałe, muszę tam tkwić (
pensja jest dość dobra jak na pierwszą pracę, a żyjemy na razie
tylko z jednej)...Ah...przykro mi