kiedys swisnelam z innego forum watek o wybrykach alkoholowych
ale umowmy sie: ciaza to burza hormonów i czasami czlowiek zostaje przez nie
porwany jak przez tsunami

- w poprzedniej ciazy zmywalam naczynia a mam taki stojak na sztucce ze jak
jest pelny lubi sie przewrocic, itak mi klapnal ze trzy razy w czasie jednego
mycia za czwartym razem wzielam dziadostwo jak pizgnelam przez kuchni i pokoj
to sie dopiero na scianie w pokoju zatrzymal a sztucce przez dwa tyg
znajdowalam w dziwacznych miejscach :o - mina mojego meza - bezcenna

- w tej ciazy jednego dnia poklocilam sie z mezem - o co? nie pamietam :o
zagonilam go do lazienki gdzie sie schowal przed moja furia a ja kopalam w
drzwi i krzyczalam "wylyaz tchorzliwy ch..ju"
- w ogole sasiedzi maja nas chyba za jakas patologie - raz jak prasowalam to
odkrylam na bluzie meza niezidentyfikowana plame - zwrocilam mu uwage ze
moglby bardziej szanowac rzeczy bo to nowa bluza itp od slowa do slowa doszlo
do dzikiej awantury w czasie ktorej spakowalam mezowi rzeczy do workow na
smiecie i wywalilam na korytarz

, oczywiscie musialam je isc pozbierac ale
godnosci nic przy tym nie stracilam :F
ogolnie jestem pyskata furiatka ale takie rzeczy to tylko w... ciazy
moj maz ma przechlapane nie?