Dodaj do ulubionych

pytania o śmierć - 3,5 latek

13.02.09, 09:03
Mój syn ma 3,5 roku i zaczął zadawać egzystencjalne pytaniasmile A
dokładnie o śmierć, dlaczego umieramy, jak to jest z tym cmentarzem,
czy w grobie ktoś leży itp. I co ja mam Mu mówić? No prawdę,
oczywiście. Ale jak to zrobić w sposób delikatny i odpowiedni do
Jego wieku? Jak na razie mówię, że owszem ludzie, pieski, różne
zwierzątka umierają. A co dalej? Umierają i już, po wszystkim? Czy
może zacząć opowiadać młodemu o niebie, Bozi i aniołkach?
Moje rozterki wynikają z tego, że nie jesteśmy jakoś szczególnie
religijni (chyba jak większość). Sama mam problem z tymi tematami i
daltego nie bardzo wiem co mam Mu mówić.
Dziewczyny, jak u Was wyglądają "te" sprawy?
Obserwuj wątek
    • joanna266 Re: pytania o śmierć - 3,5 latek 13.02.09, 09:09
      u nas jest tak.nie jestesmy praktykujacymi katolikami ale mowie
      dzieciom ze po smierci dusza idzie do lepszego świata gdzie nie ma
      chorób ,bólu itp.wszystkie stworzenia na ziemi maja swoje raje.a tu
      na ziemi zostaje tylko ciało które potem nie jest do niczego
      potrzebne.pytania takie przechodze co roku z związku z dniem 1
      listopada.moje dzieci wiedza ze kazdy kiedys umrze i dlatego czas
      ktory jest nam dany tutaj trzeba wykorzystac jak najlepiej.zakres
      wieku pytających od 9 do 4 lat.powiem ci szczerze ze tez nie lubie o
      tym rozmawiac ale nie daje po s0bie poznacsmile
    • gryzelda71 Re: pytania o śmierć - 3,5 latek 13.02.09, 09:12
      O niebie,bozi i aniołkach....o jejku.
      • sloooneczko Re: pytania o śmierć - 3,5 latek 13.02.09, 09:14
        a co w tym złego?
        • gryzelda71 Re: pytania o śmierć - 3,5 latek 13.02.09, 09:23
          Nic.Ale można nie lubić takiego nazewnictwa.No i może trzeba się zdecydować,czy
          jest się wierzącym,czy nie.
          • joanna266 a jesli jest sie ateistą... 13.02.09, 09:24
            to co wtedy mowi sie dziecku?
            • magda762 Re: a jesli jest sie ateistą... 13.02.09, 09:29
              No właśnie. Też mnie to zastanawia. Ja ateistką nie jestem, ani
              jakoś szczególnie wierzącą. Chyba gdzieś w połowie drogi stanęłam i
              stoję. Czekam, nie wiem na co, szczerze mówiąc. Mam wrażenie, że
              katolicyzm jest nie dla mnie. Dobra, to moje poszukiwania (na razie
              z marnym skutkiemsmile ale moje. Tylko, czy te poszukiwania mają
              dotyczyć też mojego dziecka?
              Popaprane to jakieś takie.
            • mama_kotula Re: a jesli jest sie ateistą... 13.02.09, 09:33
              Wtedy mówi się dziecku, zgodnie z prawdą, że niewiadomo tak do końca co się dzieje po śmierci, bo nikt stamtąd nie wrócił ani maila nie napisał wink.
              Mówi się, że jedni ludzie wierzą w niebo, aniołki i bozię wink)), a inni ludzie wierzą, że po śmierci wraca się na ziemię w innej postaci, a jeszcze inni ludzie wierzą, że nie ma po prostu nic.

              I mówi się, że ludzie jak nie wiedzą czegoś, to sobie wyobrażają.

              I że taki pan Terry Pratchett miał dość ciekawą koncepcję, że po śmierci z człowiekiem dzieje się to, w co dany człowiek wierzy. I jedni muszą zapierniczać przez pustynię, a po innych przybywają dziewice i ich w górę unoszą.

              Mnóstwo rzeczy się mówi wink.
              • cudko1 Re: a jesli jest sie ateistą... 13.02.09, 10:12
                no nie wiem czy mówienie dziecku, z e może jest tak a tak to dobry
                sposób. Tak jak napisała któraś z poprzedniczek, dziecko potrzebuje
                pewności i poczucia bezpieczeństwa, a odpowiedzi tego typu mogą je
                tylko przestraszyć - no bo na pytanie gdzie będzie mamusia, tauś w
                przypadku jak coś się stanie odpowiedz dla 3,5 letniego dziecka
                chyba nie powinna brzmieć nie wiadomo???

                Nie wiem ja to mam jeszcze przed sobą, więc zobaczymy co przyszłość
                przyniesie, pamiętam tylko jak mój młodszy brat lata temu (miał
                pewnie jakies 4 ja 7) wpadł w histerię (dosłownie) ze bedzie wojna i
                wszyscy umrzemy i co się z nami stanie - wątpie czy w takim
                przypadku odpowiedź ze nie wiadomo by go uspokoiła.
                • tabakierka2 Re: a jesli jest sie ateistą... 13.02.09, 10:15
                  cudko1 napisała:

                  wątpie czy w takim
                  > przypadku odpowiedź ze nie wiadomo by go uspokoiła.

                  no tak, ale ustaliliśmy, że najlepiej powiedzieć
                  a) osoba wierząca - zgodnie z wiarą, czyli, że ciało umiera, a dusza
                  idzie do Nieba do Boga i, że po śmierci wszyscy się tam spotkamy
                  b) ateista - że po śmierci człowieka nie ma, już nigdy nie wróci i
                  że nie ma nic ( oczywiście jakoś sensownie trzeba to ubrać w słowa).
                • mama_kotula Re: a jesli jest sie ateistą... 13.02.09, 10:22
                  Wiesz, dla mnie tak samo nieokreślonym pojęciem, budzącym strach, jest powiedzenie dziecku, że mamusia będzie w niebie, bo dla 3-latka to taka sama abstrakcja, a strach budzi nie konkretne miejsce przebywania rodzica po śmierci, tylko fakt, że tego rodzica NIE MA OBOK.

                  W przypadku 3-latka skupiałabym się bardziej na tym, jak oswoić to, że kogoś nie ma na co dzień, nie ma w domu, że jego droga się skończyła - ale pozostaje we wspomnieniach, w pamięci, w sercu. Skupiłabym się na tym, co było. Na rozpracowaniu uczuć dziecka, a nie na wymyślaniu bajeczki o bozi, niebie i graniu na harfie na chmurce, czy bajeczki o Valhalli albo innym Hadesie, bo tego nie wiem. A dziecku, jak już napisałam, potrzebne jest poczucie bezpieczeństwa - które wg mnie polega na przepracowaniu uczuć w związku ze śmiercią.
                  • cudko1 Re: a jesli jest sie ateistą... 13.02.09, 11:54
                    otóż to ale czy tak się stanie gdy jako wierząca w Boga powiem ze
                    mama jest w niebie, bliscy którzy umierają są gdzieś tam w lepszym
                    świecie, opiekują sie nami, patrzą na nas i się z nami cieszą i
                    smuca itp., ze są w miejscu gdzie się kiedys wszyscy spotkamy
                    czy jako ateistka hdy powiem ze mama, dziadek, tata itp. umarł i już
                    go nie ma??
                    no nie wiem szczerze mówiąc i bardziej skłaniam się ku pierwszej
                    wersji, z zastrzeżeniem ze niekoniecznie musi być mowa o bogu,
                    niebie itp. można to przedstawic jako miejsce gdzie wszyscy są
                    szczęśliwy itp.
                    ja jako wychowana w rodzinie katolickiej, ale raczej nie wierząca, a
                    przynajmniej nie uznająca instytucji kościoła, nie będąca też
                    zatwardziałą ateistką (dziecko ochrzciłam) biorę z tego wszytskiego
                    to co mi pasuje nie rozgraniczam itp (nie wiem pewnie to źle ale na
                    dzień dzisiejszy nie potrafie przyjać jakiejs jednoznacznej postawy)
                    a w przyszłości tłumacząc takie kwestie mojemu dziecku bede kierować
                    sie tylko i wyłącznie tym żeby dzieka nie przestraszyć, żeby mu
                    wyjaśnić wszytsko jak najlepiej itp.

                    I o ile zgadzam się ze stwierdzeniem ze dziecko w tym wieku
                    najbardziej boi się samego faktu ze mamy moze nie byc to
                    jednoczesnie uwazam ze ten strach bedzie znacznie mniejszy jezeli
                    bedzie wiedziało ze ta mama gdzies jest a nie odchodzi w niebyt i
                    już.
                    • mama_kotula Re: a jesli jest sie ateistą... 13.02.09, 12:12
                      > otóż to ale czy tak się stanie gdy jako wierząca w Boga powiem ze
                      > mama jest w niebie

                      No i bardzo dobrze. Poprzedzając to klauzulą "ja wierzę, że mama jest w niebie <tu cała reszta>".

                      Cytat
                      strach bedzie znacznie mniejszy jezeli bedzie wiedziało ze ta mama gdzies jest a nie odchodzi w niebyt i już.


                      Ale sęk w tym, że ja NIE WIEM, czy ta mama gdzieś jest czy nie.
                      Moze jest, a może nie ma. Niektórzy ludzie wierzą, że jest miejsce, gdzie wszyscy się spotykają po śmierci - i może mama jest w takim miejscu. Ale być może takiego miejsca wcale nie ma. Ja nie wierzę, że jest. Co nie znaczy, że go nie ma.

                      To jest bardzo trudny temat. Bo z jednej strony, jak piszesz, świadomość "miejsca" gdzie jest mama, może być dla dziecka ułatwiająca. A z drugiej strony, może utrudniać i budzić wątpliwości - a dlaczego jest tam i dlaczego nie pozwala mi się do niej iść. I czy ta mama co jest w niebie/valhalli/na polach elizejskich to mnie jeszcze kocha? A jak mnie kocha, to czemu jest tam, a nie tu?

                      Widocznie, wersję trzeba wybrać. Ja wolę powiedzieć dziecku, że nie wiem, i że nikt tego nie wie. I że być może to, a być może to. I że to nie jest taka istotna kwestia, bo liczy się teraz to, co było, i to, co po zmarłym pozostało - w naszych wspomnieniach, na opowieściach, w uczuciach. I w tym kierunku bym prowadziła rozmowę.


                      Moje dzieci z dużym zainteresowaniem słuchały o różnych wersjach życia pozagrobowego wink. Po czym doszły do wniosku, że właściwie niewiadomo, czy coś jest, czy nie ma, bo każdy wierzy w coś innego, a nikt "stamtąd" nie wraca, aby opowiedzieć. No fakt, dzieci starsze mam - 4,5 i 6.
                      • cudko1 Re: a jesli jest sie ateistą... 13.02.09, 12:29
                        wiesz sama nie wiem to jest cholernie trudne, mam nadzieje ze gdy
                        moje dziecko bedzie pytać to ja już będe w tej kwesti mądrzejsza i
                        bede wiedziała co odpowiedzieć temu mojemu konkretnie dziecku... bo
                        chyba wiele zalezy też od dziecka.
    • rotera Re: pytania o śmierć - 3,5 latek 13.02.09, 09:36
      mój starszy prawie 5 lat, mniej więcej w tym samym czasie zaczął
      zadawać pytania

      praktykujący nie jesteśmy, co do doktryn kościoła to gdybym je
      wszystkie znała to pwenie niekończąca się dyskusja, ale

      moim zdaniem dziecku potrzebne pewniki, spokój, nie wielki wybuch,
      teori Darwina itd
      mój wie że człowiek każdy umiera, że można umrzeć bo jest się
      starym, bo się bardzo zachoruje bez względu na wiek, bo się nie
      uważa bez względu na wiek

      i dlatego trzeba trzymać mame za ręke na ulicy, o chorobach nie
      można oszukiwac jak się czegos nie chce zrobić, a krew pobieramy i
      szczepionki robimy mimo że boli
      co do ptk o 'starym' to mamy problem bo dlaczego dziadek miał 80
      latek i nie żyje, a babcia 100 i jeszcze żyje
      no i mówie, że Bozia decyduje kiedy, że potem się śpi ale tak mocno
      że nikt niemoże obudzić, że kiedyś wszyscy się spotkają i Bozia
      wszystkich obudzi, ale nie powiedziała kiedy i nikt nie wie bo to
      tajemnica

      wersje modyfikuje ja, przedszkole, babcie itd, kiedyś dojdziemy do
      tego Darwina...
      a wieku 3 lat nie było nic o budzeniu, było jak wybiegniesz jeszcze
      raz na ulice i samochód Cię zabije to będziesz sam i nigdy się nie
      zobaczymy

      wczoraj przed spaniem mnie zaskoczył - już prawie usypia i nagle
      mówi z lekkim chlipem, mamo wczoraj mi się śniły niedobre sny,
      dzisiaj naucz mnie wierszyka do Bozi to jej powiem i Bozia
      przypilnuje, żeby mi się dobrze spało
      ja - panika bo nic nie pamiętam, gorączkowo szukam..., kołacze mi
      się 100 pytań skąd mu to przyszło do głowy, u babć o 2 tyg nie był
      itd.
      powiedzieliśmy krótko...droga Boziu...
      i faktycznie poprzedniej nocy przyszedł do nas i coś opowiadał, a
      dziesiejszą przespał spokojnie, czyli potrzebował takiego pewnika...

      • tabakierka2 czegoś nie rozumiem 13.02.09, 09:41
        jesli ktos nie wierzy ( jest ateistą) to nie powinien powiedzieć
        swojemu dziecku, że on uważa, że po śmierci nie ma nic? że życie się
        kończy, człowiek umiera i to tyle?

        I jeszcze: błagam!!! nie "Bozia" to żenujące określenie! Bóg,
        Bóg...co za Bozia???
        • joanna266 Re: czegoś nie rozumiem 13.02.09, 09:43
          a mnie sie "bozia" z dziecinstwem kojarzy.bardzo pozytywnie. lubie
          to słówko.choc na codzien wzelkie zdrobnienia letko mnie wkurzają.
          • tabakierka2 Re: czegoś nie rozumiem 13.02.09, 09:48
            joanna266 napisała:

            > a mnie sie "bozia" z dziecinstwem kojarzy.

            A mnie się kojarzy to określenie z niedojrzałością,
            infantylizmem, "wiejską" mentalnością - wyobrażam sobie, jak wiejska
            baba straszy dziecko "Bądź usłuchany, bo Bozia cię widzi i cię
            ukarze"...Nie trzeba mówić do dziecka jak to ograniczonego umysłowo,
            a to określenie takie właśnie zdaje mi się być.
            • mama_kotula Re: czegoś nie rozumiem 13.02.09, 09:51
              Dla mnie jeszcze gorszą formą jest "BoziO" - stosowana chyba jako zdrobniała
              forma Boga.
            • joanna266 przesadzasz 13.02.09, 09:53
              choc faktycznie moja niezyjąca juz babcia pochodziła ze wsi.była
              bardzo mądra i sprawiła ze wraz z siostrą miałysmy cudowne
              dziecinstwo.moi rodzice pracowali a nami na co dzien zajmowali sie
              dziadkowie.nigdy nas bozią nie straszyła.o jakim ograniczeniu
              umysłowym ty mowisz?matko dla niekórych to wszystko jest albo czarne
              albo białe.
              • tabakierka2 Re: przesadzasz 13.02.09, 09:59
                joanna266 napisała:

                o jakim ograniczeniu
                > umysłowym ty mowisz?

                o takim, że strasznie mnie wkurza, jak dorośli mówią do dziecka jak
                to jakiegoś d.bila za przeproszeniem " spodenki", "buciczki"..."daj,
                mamunia założy ci buciczki, spodenki, kurteczkę"...w tym również
                mieści się okreslenie "Bozia", "Bozinka"...matko! dzieci nie
                są "tympe" żeby do nich tak mówić - czy nie można normalnie?co to
                bozia?? "Bóg", "spodnie", "buty"...Do tej samej kategorii należy
                jeszcze słowo "pieniążki"...masakra dla mnie!
                • joanna266 PRZeszadzasz! 13.02.09, 10:03
                  tez nie przepadam za zdrobniałymi okresleniami rzucanymi na lewo i
                  prawo.ale mowie do corki "przynies buciki""wytre ci buzie","masz
                  brudne rączki",na posladki tez mowie"pupa" a na
                  pochwe"pisia"przeciez to jest mała dziewczynka to jak mam mówic do
                  ciezkiego lichasmile
                  --
                  gdybyś mówił językami ludzi i aniołów a internetu byś nie miał..smile
                  • mama_kotula Re: PRZeszadzasz! 13.02.09, 10:15
                    Bo to jest tak - religia katolicka przeważnie traktowana jest z wielkim patosem. I chce się dziecku ją oswoić, przerobić na bardziej "przyswajalną". Stąd wszelkie Bozie, Jezuski, aniołeczki.

                    A przecież można o Bogu dziecku opowiedzieć normalnie, nazywając rzeczy po imieniu, tak jak się nazywają. Małe dziecko równie naturalnie przyswoi imię Maria, Matka Boska, jak przyswoi sobie to nieszczęsne Bozia.

                    W ramach anegdotki w temacie:
                    Mam znajomych, wierzących, córka ich ma bodaj coś ponad 4 lata. Byłam u nich w okresie świątecznym, młoda pokazała mi szopkę, wszystkie figurki.
                    "Ciociu, to jest Józef, to dzieciątko Jezus, a to Maria, Matka Boska" - powiedziała. Po czym konfidencjalnym szeptem dodała "ale jak się wieczorem modlimy, to czasem mówię do niej: Marysia, bo to ładniej i milej".
                    Uśmiałam się, ale to imho fajnie pokazuje, jak dziecko SAMO sobie oswaja religię. I zapewne za jakiś czas Marysia stanie się Marią, bezboleśnie. A nie jakąś nieokreśloną bliżej "Bozią".
                    • tabakierka2 Re: PRZeszadzasz! 13.02.09, 10:18
                      Otóż to, otóż to!
                      Dziecko z czasem samo sobie przyswoi pewne treści, ale trzeba je
                      traktować jak równowartego partnera do rozmowy, a nie jak przygłupa,
                      do którego mówi się dziwnym językiem.
                      Z drugiej strony warto też zachować umiar. Pamietam kiedy 9-letnia
                      kuzynka opowiadała, że jej mama jest w ciąży, będzie miała brata,
                      ale "ciąża jest zagrożona, bo mama ma skróconą szyjkę macicy" -
                      watpię, z całym szacunkiem dla jej intektu, czy wiedziała o co
                      chodzi...
                      • mama_kotula Re: PRZeszadzasz! 13.02.09, 10:26
                        Tabakierko, to jest 9-latka, no zlituj się.

                        Dlaczego 9-latka ma o tym nie wiedzieć? Ok, przeciętna 9-latka nie będzie wiedziała. Ale w tym przypadku wierzę, że temat został w domu przepracowany. Matka czuje się niespokojna, dziecko to widzi, pyta. I matka wyjaśnia. Że dziecko może urodzić się szybciej, bo <tu proste i krótkie wyjaśnienie nt. znaczenia długości szyjki macicy dla ciąży, najzwyklej w świecie - normalnie wejście do macicy ma kształt długiej szyjki, a u mamy jest krótsze, co może spowodować, że się otworzy za wcześnie>. Ja nie widzę problemu, naprawdę. 9-latka to nie 3-latek.
                        • joanna266 Re: PRZeszadzasz! 13.02.09, 10:31
                          mojemu 9 letnimu synowi tez bym to wytłumaczyla w ten
                          sposób.ostatnio mnie pytał kto to jest "pedał" bo w szkole tak
                          chłopcy na siebie z złosci krzyczą.wytłumaczyłam mu na spokojniesmilez
                          9 latkiem mozna pogadac prawie na kazdy temat.zwłaszcza jak ciekawy
                          swiata jest.
                          • mama_kotula Re: PRZeszadzasz! 13.02.09, 10:36
                            Heh, ja ostatnio miałam przeprawę z 6-latkiem, w temacie czym różni się "zakochać się" od "kochać". Po tym, jak mi radośnie zakomunikował "mamo, ja się zakochałem w Kubie!".
                            • mika_p Re: PRZeszadzasz! 13.02.09, 22:40
                              Kotula, jasny gwint, ty juz o swoim synu mówisz "6-latek"?
                              • mama_kotula Re: PRZeszadzasz! 13.02.09, 22:50
                                mika_p napisała:

                                > Kotula, jasny gwint, ty juz o swoim synu mówisz "6-latek"?

                                W czerwcu będzie mieć 6. Za 4 miesiące nooo big_grin
                                On sam tak o sobie mówi tongue_out że ma 6 tongue_out
                                To ja nie zaprzeczam.
                                Starzejemy się, Miko droga big_grin
                        • tabakierka2 Re: PRZeszadzasz! 13.02.09, 10:36
                          Mamo-kotula i Joanno,
                          mama, która zajmuje się dzieckiem faktycznie takie sprawy potrafi
                          ywjasnić, ale mama, która zajmuje się plotkowaniem z koleżankami,
                          solarium i tipsami, a dziećmi niekoniecznie, nie. Mała podsłyszała,
                          jak jej mama rozmawiała nt tej szyjki z kumpelkami - nie wiedziała
                          jakie są konsekwencje i z czym się ta szyjka wiąże. Niestety sad
                          • mama_kotula Re: PRZeszadzasz! 13.02.09, 10:40
                            No ale skoro jak twierdzisz - mała podsłyszała, to ja nie rozumiem, dlaczego
                            podajesz to jako przykład do zachowania umiaru w wyjaśnianiu dziecku pewnych spraw?

                            Inna sprawa, że matka słysząc takie podsłyszane słowa od dziecka, powinna
                            zapytać, czy dziecina wie, o czym mówi i czy chciałaby się dowiedzieć, o co chodzi.
                            • tabakierka2 Re: PRZeszadzasz! 13.02.09, 10:45
                              mama_kotula napisała:


                              >
                              > Inna sprawa, że matka słysząc takie podsłyszane słowa od dziecka,
                              powinna
                              > zapytać, czy dziecina wie, o czym mówi i czy chciałaby się
                              dowiedzieć, o co cho
                              > dzi.
                              >
                              Ta akurat konkretna mama nie sądzę żeby słyszała, co córka mówi,
                              chyba nie bardzo ma na to czas. Natomiast w rozmowie ze mną mała
                              wielokrotnie używała określeń, których znaczenia na pewno nie znała.
                              Ponadto jest to bardzo rezolutna dziewczynka, choć troszkę, jak to
                              mawiają "młoda-stara".
                              Widać,że wiele ją interesuje, choć chyba nikt jej tego nie tłumaczy
                              stosownie do wieku.
                              Zapytała mnie np. "ciociu, a Ty śpisz u wujka w domu?" ( było to
                              kilka miesięcy przed naszym ślubem)"bo u tatusia często spią jego
                              koleżanki" uncertain "aha, a dlaczego nie śpisz u wujka?" itd itp.
                          • joanna266 tabakierko 13.02.09, 10:41
                            to zmienia postac rzeczy.choc przyxnam sie ze sama od czasu do
                            czasu zajmuje sie tym wszystkim o czym napisałas tzn
                            solarium,tipsami i plotkowaniem z kolezankamismilejednakowoz z dziecmi
                            rozmawiam na kazdy temat jaki tylko przyjdzie im do głowy.
                            • tabakierka2 Re: tabakierko 13.02.09, 10:48
                              joanna266 napisała:

                              przyxnam sie ze sama od czasu do
                              > czasu zajmuje sie tym wszystkim o czym napisałas tzn
                              > solarium,tipsami i plotkowaniem z kolezankamismile

                              Ale domyślam się, że w tym czasie te dzieci ( akurat w przypadku
                              opisanym 9-latka i 11-latek)są pod czyimś okiem, a nie pozostawione
                              same sobie z ich dziecięcymi problemi i pytaniami -ech...w ogóle
                              historia tych dzieci jest przykra i smutna...a rodzice
                              zainteresowani własnymi sprawamisad
                • kwiat_w_kratke Re: przesadzasz 07.02.14, 21:45
                  tabakierka2 napisała:


                  > o takim, że strasznie mnie wkurza, jak dorośli mówią do dziecka jak
                  > to jakiegoś d.bila za przeproszeniem " spodenki", "buciczki"..."daj,
                  > mamunia założy ci buciczki, spodenki, kurteczkę"..

                  To znaczy, że do debili mówi się zdrobniale? big_grin Naprawdę tak uważasz? W takim razie obawiam się, że jesteś maluśkim debilusiem z ciasnym umysłusiem. Wyrazy współczucia dla rodzineczki, w tym najbardziej dla mężusia.
        • mama_kotula Re: czegoś nie rozumiem 13.02.09, 09:43
          Cytat
          jesli ktos nie wierzy ( jest ateistą) to nie powinien powiedzieć
          swojemu dziecku, że on uważa, że po śmierci nie ma nic? że życie się
          kończy, człowiek umiera i to tyle?


          Oczywiście. Z naciskiem na "ja wierzę, że ...", co pozwala na dopowiedzenie "ale wcale tak nie musi być".

          Nota bene asekurację w stylu "my wierzymy, że..." powinno się wg mnie przy takich pytaniach stosować niezależnie od wyznania czy jego braku.
          • tabakierka2 Re: czegoś nie rozumiem 13.02.09, 09:46
            mama_kotula napisała:


            >
            > Nota bene asekurację w stylu "my wierzymy, że..." powinno się wg
            mnie przy taki
            > ch pytaniach stosować niezależnie od wyznania czy jego braku.
            >

            Też tak uważam - jakkolwiek nie powinno się chyba określać, że "tak
            jak mówię jest i kropka" - myślę, że określenie "wierzymy, że..."
            powinno zawsze poprzedzać odpowiedzi na pytania tego typu.
        • rotera Re: BOZIA , BÓG - świadomie użyte zdrobnienie 13.02.09, 10:53
          dla wyjaśnienia - nie lubie, nie używam ani do dzieci, ani dorosłych
          zdrobnień, dziecinady - podpadją pod to też emotki, ale to akurat
          słowo zostało świadomie użyte.


          dla mnie słowo Bóg ma twarde brzmienie i zabarwienie, pod tym
          pojęciem nie jest tylko ten miłosierny z Nowego Testamentu ale i ten
          srogi, jakby nieubłagany i gniewny

          świadomie używam zdrobienia, a podświadomie dla dzieci rezerwuje
          tylko ten miłosierny obraz - to jeśli chodzi o mnie

          jeśli zaś o moje dziecko to słowem Bozia 'załatwiam' kilka rzeczy
          - mamo dlaczego się mówi Pan Bóg
          -mamo czy to była rodzina Pan Bóg, Pani Maria i Pan Jezus - tata,
          mama i ich syn
          -mamo kto to był Józef, czy taki drugi tata jak się rodzice rozwiodą
          i się ma dwóch?
          -mamo co to jest trójca święta? i dlaczego tam jest duch? jak
          wszyscy umarli to wszyscy są duchy? czy tylko ten jeden duch?
          i mamo duchy są straszne...ja nie chce ducha...


          nie wiem jak to wszystko odpowiedzieć.
          podejrzewam że albo myśli że Pan Bóg to ten który stoi koło Maryi w
          stajence koło żłóbka, albo rozwiedziaony drugi tata

          nie chce wnikać w pytania czy ma się pomodlić do Pana Boga czy do
          Pani Maryi i czy któremuś nie będzie przykro...

          więc genaralnie mówie modlimy się do BOZI (Pana Boga, Maryi, Jezusa)

          no i chwilowo zostanie nam to pojęcie zbiorcze, aż będe miała
          chwile,poszukam jakieś książki obrazkowej, wymyśle jak to powiedzieć
          zeby było czytelne dla pięciolatka
          • mama_kotula Re: BOZIA , BÓG - świadomie użyte zdrobnienie 13.02.09, 10:59
            O rany, dla mnie to jest wybacz - chore.

            Co trudnego jest w odpowiedzi na pytanie "czy ma się pomodlić do Pana Boga czy do Pani Maryi i czy któremuś nie będzie przykro.."? Nie może się modlić do obojga? z tego co kojarzę, to zdaje się modlitwa Pańska rozpoczyna się "Ojcze nasz" a do Maryi "Zdrowaś Mario", zapewne są też jakieś pseudomodlitwy dla dzieci, a może się ewentualnie mylę, i katolicy mają wyłącznie modlitwy zbiorcze?

            Z odpowiedzią na pozostałe pytania też nie widzę większych problemów.

            Czyli reasumując: mówisz Bozia, bo tak ci wygodnie, i nie musisz rozmawiać z dzieckiem?
            • rotera Re: BOZIA , BÓG - świadomie użyte zdrobnienie 13.02.09, 11:12
              < to zdaje się modlitwa Pańska rozpoczyna się "Ojcze nasz"
              > a do Maryi "Zdrowaś Mario", zapewne są też jakieś pseudomodlitwy
              dla dzieci>

              zapewne są, zapewne jakoś się zaczyna...tyle że nie pamiętam, a
              wczoraj o 23 ni jak nie byłam sobie w stanie przypomnieć, a pobiec
              po lekture też mi się nie chciało, o ile pamiętam wybrane
              przypowieści, pieśn nad pieśniami itp, nie pamiętam żadnej modlitwy
              w całości.

              <Czyli reasumując: mówisz Bozia, bo tak ci wygodnie, i nie musisz
              rozmawiać z dzieckiem?>

              Czyli chwilowo TAK, sama nie znam/pamiętam modlitw sama się musze
              dokształcić i żeby udzielić przemyślanych odpowiedzi na pytania
              stosuje chwilowy wybieg/unik.
          • tabakierka2 rotera 13.02.09, 11:00
            a może Biblia w obrazkach dla dzieci?
            Moja mama mi taką czytała i z tego, co pamiętam wiele rzeczy było
            dla mnie jasnych i do dziś pamiętam obrazek powstania wszechświata i
            raju...
            • mama_kotula Re: rotera 13.02.09, 11:07
              Ja nie bardzo kumam, dlaczego to ma być "w obrazkach" i nie bardzo kumam, w jaki sposób kwestie ewentualnego rozwodu rodziców Jezusa ma się omawiać za pomocą historyjki obrazkowej.

              W obrazkach proszę bardzo, dostęp płatny:
              www.sunday-school-fun-zone.com/index.html
              i podobnych stron jest w necie multum. Dość sporo na temat wyjaśniania dziecku kwestii religijnych można znaleźć na katolickich stronach homeschoolowych.
              • tabakierka2 Re: rotera 13.02.09, 11:14
                mama_kotula napisała:

                > Ja nie bardzo kumam, dlaczego to ma być "w obrazkach" i nie bardzo
                kumam, w jak
                > i sposób kwestie ewentualnego rozwodu rodziców Jezusa ma się
                omawiać za pomocą
                > historyjki obrazkowej.
                >

                smile
                Napisałam tylko, że może Biblia w obrazkach pomogłaby generalnie
                zrozumieć kwestie wiary. Przechodzisz od początku od wyjaśnienia
                idei Boga, który stworzył świat i ludzi...aż po zwiastowanie Maryi,
                narodzenie Jezusa, Józefa, który był opiekunem Jezusa i Boga -Ojca,
                który jest w Niebie...Tak chyba dość łatwo sobie wyobrazić ideę
                ewentualnego "rozwodu".
                A obrazki są świetnym uzupełnieniem treści IMO i pomagają dziecku w
                zrozumieniu, pokazują jak daną treść tłumaczy Biblia, no i są
                atrkacyjne dla dziecka.
              • rotera Re: katolickich stronach homeschoolowych.> 13.02.09, 11:41

                po pierwsze - zauważam, ze sama się musze dokształcić, bo wyrywki
                biblii traktuje jak przykład literatury, tak jak mitologie

                po drugie - sama nie wiem czy mi się chce...nie wiem czy nie
                zdecyduje, że ten poziom bliżej nieokreślony 'Bozia' nie zostanie,
                skoro mam być aż tak profesjonalna z "katolickich stronach
                homeschoolowych" dla uczciwości powinnam poszukać też wszystkich
                główniejszych religii i równie rzetelnie się przygotować, a tego mi
                się nie chce robić.

                więc może zostanie z tym żenującym określeniem (jak to któraś
                napisała) i może to jest dla niektórych "chore" ale sam fakt że dla
                kogoś ma to aż takie znaczenie świadczy o jakby to
                nazwać...'zacietrzewieniu w wierze'....

                dziękuje za linki i porady, ale dla mnie nie jest to aż tak palący
                problem, ani też nie czuje potrzeby tak rzetelnego, profesjonalnego
                dokształcania żeby szukać na necie szkółek niedzielny i 'katolickich
                stronach homeschoolowych'
                faktycznie pójde na łatwizne z obrazkową biblią i wyłoże z grubsza,
                bo inaczej mi się nie chce, nie jest to dla mnie ważne.
                • mama_kotula Re: katolickich stronach homeschoolowych.> 13.02.09, 11:47
                  Ok. Skoro to nie jest dla ciebie ważne, to zwracam honor.
                  I się trochę dziwię, mimo wszystko.

                  A - co do "zacietrzewienia w wierze" nie trafiłaś smile, jestem ateistką. Po prostu uważam, że jak się już praktykuje jakąś religię, to albo rzetelnie albo wcale. Ale to moje zdanie i nie trzeba się z tym zgadzać.
                  • rotera Re: jak się już praktykuje jakąś religię 13.02.09, 12:11
                    <Po prostu uważam, że jak się już praktykuje jakąś religię, to albo
                    rzetelnie albo wcale>


                    tyle, że jak już napisałam w pierszym poście
                    'nie praktykuje'

                    zostałam w takiej wierze wychowana, nie zgadzam się z pewnymi
                    doktrynmi kościoła katolickiego, mam inny pogląd na antykoncepcje,
                    in vitro,uważam za śmieszne ukrywanie że jednym z papieży była
                    kobieta, że papież miał córke, że jednocześnie panowało kilku, nie
                    podoba mi się że księży obowiązuje celibat, a jednoczesnie jednym z
                    największych wolnych środków w kościele jest fundusz alimentayjny na
                    ich dzieci... , a księża nie mają małych dzieci, rodzin teściowych
                    ale mają mi mówić np podczas spowiedzi jak mam postępować z buntem
                    dwulatka czy z teściową np, pomijając żenade z tegoroczną kolendą,
                    gdzie najważniejsza była koperta, czy mamy ślub kościelny, a na
                    niefortunnie zadane pytanie księdza czy wszyscy zdrowi i moją odp.
                    ja i syn młodszy nie....usłyszałam zbywające aha.

                    i wiele innych,
                    zostałam wychowana w takiej wierze, ale nie wiem czy chce powtarzać
                    błędy swoich rodziców, jednocześnie mojemu dziecku na chwile obecną
                    potrzebny pewnik i kontynuacja, więc zatrzymam się na własnej tezie
                    wierze w Boga ale niekoniecznie w kościół rzymsko katolicki.
    • madziulec Re: pytania o śmierć - 3,5 latek 13.02.09, 09:49
      Mialam podobny problem.
      Moj tata, ukochany dziadzius zmarl nagle, wrecz w ciagu 8 dni.
      Mowilam malemu razem z mioja mama, ze dziadzius jest w szpitalu. Zabraklo sily
      na powiedzenie o smierci.

      Ale trzeba bylo powiedziec.
      Maly nie pytal, dopiero potem jak mu sie powiedzialo.

      Ale to wlasnie jest problem. Bo powiedzialysmy, ze jedziemy na cmentarz do
      dziadziusia a on ejchal z przeswiadczeniem, ze tam spotka go zywego, mimo ze
      tlumaczylysmy, ze dziadzius byl chory, umarl, nie zyje i tak dalej.

      Maly mial niecale 4 lata (tak mneij wiecej wlasnie 4,5).

      Tlumaczenie w tymw ieku jest dosc trudne, bo jest to tlyumaczenie abstrakcji,
      ktora wg mnie jest w tym wieku jeszcze nei do pojecia.
      MOje dziecko owszem pomnik zobaczylo, ale nie moglo sobei wyobrazic, ze pod
      plyta jest trumna i ktos tam jest. Jakies cialo.
      A dusza? Coz ta dusza?
      Niepojete...

      I do dzis nei rozumie...
      • tabakierka2 Re: pytania o śmierć - 3,5 latek 13.02.09, 09:52
        madziulec napisała:


        >
        > I do dzis nei rozumie...


        Wybacz, ale też bym nie rozumiała, gdyby ktoś mi tak sprawę
        wyłożył uncertain
        dlaczego nie był na pogrzebie, żeby pożegnać dziadka?
        Dlaczego mu nie powiedziałaś, jakie są konsekwencje tego, że dziadka
        już nie ma?
        Niepojęte.
        • madziulec Re: pytania o śmierć - 3,5 latek 13.02.09, 12:08
          Nie byl bo byl po operacji migdalkow i drenazu uszu, na ktora czekal okolo roku.
          (mial powazny niedosluch, wiec nie moglam odkladac).
          Nie mogl wiec opuszczac domu przez dokaldnie 2 tygodnie.

          Zostal z moja przyjaciolka.


          Czy zostane w TWOICH oczach usprawiedliwiona???
          • rotera Re: naciągane usprawiedliwienie.... 13.02.09, 12:21
            > Nie byl bo byl po operacji migdalkow i drenazu uszu, na ktora
            czekal okolo roku (mial powazny niedosluch, wiec nie moglam
            odkladac). Nie mogl wiec opuszczac domu przez dokaldnie 2 tygodnie.

            >> Czy zostane w TWOICH oczach usprawiedliwiona???>


            ja Cię o usprawiedliwienie nie prosiłam ku ściałości,

            jednak po drenażu uszu i migdałkach zostaje się dobe w szpitalu i
            już tego samego dnia w trakcie pobytu w szpitalu można wychodzić na
            dwór.
            wiem bo moje dziecko miało oba te zabiegi jednocześnie, chłopiec
            który miał leżał z nami na sali i miał poprawke tzn jeden zabieg
            rano, drugi po południu wyszedł na dwór nastepnego dnia,
            po 5 dniach kontrola, a po 7 od zabiegu mógł iść do przedszkola.

            zabieg w Kajetanach w zime, więc nie wciskaj ciemnoty prosze...

            • madziulec Re: naciągane usprawiedliwienie.... 13.02.09, 19:03
              Klamiesz.

              Moje dziecko mialo zabieg w ziemi i musialo zostac w domu 2 tygodnie.
              W tym roku mial zabieg nacinania blony bebenkowej, rowniez w zimie i mial zostac
              w domu tydzien.

              Lekarz stwierdzil, ze gdyby bylo lato to przynajmniej 2 dni musialby zostac w domu.
              A pojscie na cmentarz (dojazd 2 godziny), do tego 30 minut w kosciele.. No coz,
              widze, ze mam przed soba osobe, ktora za wszelka cene uwaz, ze nalezy isc na
              cmentarz, anwet kosztem zdrowia dziecka...

              Wiec TY nie wciskaj ciemnoty.
              • rotera Re: naciągane usprawiedliwienie....kłamiesz 13.02.09, 22:02
                > Klamiesz.>

                ????
                że co prosze?
                zadzwoń prosze do Kajetan i zapytaj jaka jest procedura jak nie
                wierzysz.
                pierwsze słysze o 2 tygodniach...a Kajetany są najbardziej
                renomowaną i wyspecjalizowaną kliniką słuchu w Europie.
                Tego samego dnia - o 9 zabieg,40 min, potem pół h na pooperacyjnej
                aż się nie wybudzi z rurką intubacyjną i monitorowany, po wyjęciu
                rurki jakieś 10 min i dziecko schodzi z łóżka o własnych siłach, za
                rączke po schodach na dół do swojej sali 3 osobowej, wymioty krwią
                ok 1h, picie żeby pozbyć się narkozy, troche zmieniony głos od
                rurki, o 12 już na nogach przymusowe spacery po korytarzu, a o 13
                wyjście na dwór (wewnętrzny dziedziniec) żeby narkoza jak
                najszybciej zeszła z organizmu.
                następnego dnia o 10 po badaniu po mikroskopem wypis o 10, więc 25h
                po zabiegu w domu, 5 dni po kontrola, a w poniedziałek był w
                przedszkolu i pytałam lekarza czy może odp - jak najbardziej.

                o uszach, niedosłuchu, płynie, zrostach za młoteczkiem,ziarkniakach
                wokół drenów, badaniach abr, autoemisji itp możemy dyskutować
                dowoli....od paru lat jestem w temacie na bierząco


                <No coz, widze, ze mam przed soba osobe, ktora za wszelka cene
                uwaz, ze nalezy isc na cmentarz, anwet kosztem zdrowia dziecka...>

                jeśli chodzi o cmentarz to ja widze, że mam przed sobą osobe która
                nie czytała moich postów w tym wątku i wyciąga wnioski nie wiem skąd.

                <Moje dziecko mialo zabieg w ziemi>
                gdzie?

                > Lekarz stwierdzil, ze gdyby bylo lato to przynajmniej 2 dni
                musialby zostac w domu.>

                czyżby przedpotopowa szkoła, tak jak kiedyś po cesarce leżeć 2 tyg,
                a teraz 2 dnia wstawać, a 4 dnia do domu?

                <Wiec TY nie wciskaj ciemnoty.>

                ja nie wciskam ciemnioty
                co do własnych przekonań religijnych też stawiam sprawe uczciwie,
                może Ty też byś tak zrobiła i napisała
                'nie chciałam brać dziecka, a zabieg był dobrą wymówką dla
                otoczenia, bo łatwiej powiedzieć jest po zabiegu niż uważam że to
                niepotrzebne dla niego emocje, sama będe zapłakana, kto się będzie
                nim zajmował jak będą spuszczać trumne, a ja będe zalana łzami, jak
                on to zniesie, nie chce dla niego takich strasznych emocji...itp

                zabieg nie był przeciwskazaniem bezwględnym.
                • madziulec Re: naciągane usprawiedliwienie....kłamiesz 13.02.09, 23:42
                  i dziecko po usunieciu 3 migdala, podcieciu 2 bocznych i zalozeniu drenu idzie 2
                  dni pozniej do przedszkola????


                  Na antybiotykach??
                  Bo przeciez dostaje antybiotyki...

                  Nie wiem jak inne dzieci, moje dostalo nastepnego dnia 38 stopni goraczki, 2 dni
                  pozniej bylo ok, zero goraczki.
                  Wiec jak widac to TY klamiesz.

                  WSZYSCY pisza, ze rekonwalescencja trwa nawet do MIESIACA.

                  www.maluchy.pl/forum/index.php?showtopic=52246&st=0&p=7585209&#entry7585209
                  www.kafeteria.pl/ziu/obiekt.php?id_t=481
                  www.qz.pl/glowna.php?dzial=dzieci&artykul=263
                  No i jak widac, jakies samozwancze ekspertki takie jak Ty wiedza lepiej.

                  Jestem rozsadna matka, ktora nie naraza dziecka dla zaspokojenia NIEZDROWYCH
                  ambicji wlasnych. Nie ciagnelam niemowlaka na Wszystkich Swietych tylko dlatego,
                  ze wypada. Nie ciagnelam dziecka na pogrzeb dziadziusia, sama sie wymarzlam, a
                  narazanie dziecka 3 dni po zabiegu (zabieg mial we wtorek wieczorem, a pogrzeb
                  byl w piatek rano) byloby IDIOTYZMEM.
                  Szczegolnie dziekc , ktore ma predyspozycje do zachorowan roznych.

                  Wiec nie gadaj glupot, bo jak widac - dziecko rok po pierwszym zabiegu musialo
                  juz miec drugi zabieg, by odzyskac sluch. Niestety nie slyszy. I narazanie jego
                  ucha jest idiotyzmem, niefrasobliwoscia i niczym wiecej.

                  Jak dala mine EOT, ale denerwuje mnie, gdy ktos MUSI za wszelka cene pokazac, ze
                  dziecko musi uczestniczyc we wszystkich obrzadkach nawet kosztem wlasnego zdrowia.
                  • rotera Re: naciągane usprawiedliwienie....kłamiesz 14.02.09, 12:24
                    > Jak dala mine EOT, ale denerwuje mnie, gdy ktos MUSI za wszelka
                    cene pokazac, ze dziecko musi uczestniczyc we wszystkich obrzadkach
                    nawet kosztem wlasnego zdrowia.>

                    Ty wogóle czytałaś mój post?
                    Rozgraniczam dwie rzeczy:
                    -jedna to niemożność wychodzenia na dwór po zabiegu
                    - druga to uczestniczenie w pogrzebie

                    o ile spierasz się ze mną w kwestii pierwszej (a raczej zarzucasz mi
                    kłamstwo), to w drugiej się nie wypowiadasz, albo ewidentnie
                    przekręcasz moje słowa

                    - co do obecności na centarzu...nie wiem czy wziełabym własnego
                    prawie 5 latka, że nie wspomne o młodszym, z powodów m.in
                    wymienionych wyżej plus paru innych na nie.

                    - co do uszu...
                    nie po 2 dniach od zabiegu ale po 7 tak, poszedł do przedszkola
                    antybiotyk? nie nie dostawał tyle co na sali pooperacyjnej w
                    kroplówce, nie gorączkował, nie dostał żadnego antybiotyku do domu,
                    nie brał żadnych leków, nawet zyteku czy mukosolvanu, chcieli mieć
                    obraz bezlekowy na pierwszej kontroli na pstrowskiego po miesiącu

                    <WSZYSCY pisza, ze rekonwalescencja trwa nawet do MIESIACA.>
                    ??? jaka rekonwalestencja?
                    pare godz po był na dworze, wieczorem mało sali nie roznieśli tak
                    biegali, w domu następnego dnia bił się z bratem mieczami.

                    mój syn faktycznie odzyskał częściowo słuch 70 i 50 decybeli,
                    rekonwalestencja żadna, objawy - zaczął zauważać hałasy, dzwięki,
                    niektóre rzeczy obserwował z zaciekawieniem, innych się
                    przestraszył, momentalnie zaczął próbować mówić
                    niedogodność to watki w uszach z kremem podczas mycia głowy,
                    pilnowanie na basenie żeby nie zamoczył głowy, tłumaczenie że może
                    zjachać na zjeżdzalni wodnej

                    <No i jak widac, jakies samozwancze ekspertki takie jak Ty wiedza
                    lepiej.>
                    po paru latach wizyt co 2, 3 tyg na pstrowskiego (pierwsza jak miał
                    nie cały miesiąc), po zabiegach w Kajetanach co nieco wiem.

                    Nie wiem w jakiej kliniece Twoje dziecko miało zabieg, ale NIE jest
                    tak jak to opisujesz, przynajmniej w Kajetanach,
                    może w jakiejś przedpotopowej klinice dzieci leżą dniami, nie
                    wychodzą z domu i standardowo dostają antybiotyki...
                    Twoj akurat gorączkował, ale czy inne dzieci dostały te antybiotyki
                    tak odgórnie? po co?
                    wszystkie dzieci które leżały z nami na sali biegały pare godz po
                    zabiegu, żadne nie dostało antybiotyku, to samo z sali obok,
                    spotykamy się na korytarzach na badaniach na pstrowskiego w poradni
                    i żadne nie musiało leżeć w domu/nie wychodzić/ brać antybiotku
                    ogórnie po zabiegu (jeden miał problem z siusianiem - ponarkozowy)

                    nie jestem samozwańczą ekspertką, ale może posłuchaj innej opinii,
                    innej relacji, innego podejścia do leczenia uszu, niedosłuchu i może
                    rozważ konsultacje w Kajetanach, z nami jednocześnie miały zabiegi
                    dzieci z Katowic, ze Szczecina...Jako nowy pacjent pewnie poczekasz
                    z pół roku na termin, jak już będziesz pacjentem to jeśli trzeba
                    wizyty masz umawiane co tydzień. Moim zdaniem warto, przeciez to
                    najlepsza klinika uszu w Europie. A na wizycie na Pstrowskiego
                    najpierw idziesz do biologa (badanie pod mikroskopem), potem piętro
                    wyżej na badania autemisji, abr itd, potem do biologa z wynikami,
                    omawia te wyniki kilku lekarzy, w tym samym miejscu, ten sam lekarz
                    wysyła do psychologa dziecięcego, do logopedy, do linguisty. Zabiegi
                    robią w Kajetanach.
                    Wszystko komleksowo bez zaniedbania rozwoju mowy czy psychorozwoju
                    ze względu na niesłyszenie.
                    To co opisujesz to jakiś hardcore i stare podejście.
                    jeżdze tam już pare lat, polecam.

                    A właściwie to Armi Krajowej przemianowali ostatnio, teraz już
                    dojazd dobry bo skończyli metro i nie ma objazdów.
                    Telefonicznie ciężko się tam dodzwnić, ale na maile odpowiadają
                    expresowo.


                    Przeskanowałam linki które przesłałaś...
                    - jest tam opis 20 latków, 18 latków jak kiedyś mieli....ja też
                    kiedyś miałam, przeszło 30 lat temu a teraz to dwie różne bajki
                    - zwolnienie lekarskie? na czas pobytu i tydz po jak chcesz wypisują
                    w Kajetanch
                    - zabieg, pobyt i wyżywienie dziecka i jednego rodzica na kase
                    chorych, wszystko na karty magneczne, dostęp do stołówki też.
                    - sala 3 osobowa z łazienką
                    - zabieg- zanosisz dziecko na rękach na sale, śpiewasz mu,
                    zagadujesz, przytrzymujesz maseczke, wychodzisz jak uśnie, sama
                    kładziesz na stole operacyjnym, zdejmujesz skarpetki
                    - żadnych leków nie brał, nawet przeciwbólowych, żadnych problemów z
                    przełykaniem, tego samego dnia jadł biszkopty i dużo pił,
                    następnego dnia na stołówce, w skrzydle obok pił herbate, jadł
                    jajecznice i bułke bez najmniejszych problemów,
                    - przez dzień miał zmieniony głos
                    Przykro mi że Twój syn nie słyszy, wiem co to znaczy.

                • gosc1.234 Re: naciągane usprawiedliwienie....kłamiesz 07.02.14, 19:01
                  Do Kajetan jeździmy z córka i żoną od trzech lat około pięćset kilometrów. Pierwsze wrażenie po przybyciu do Kajetan bardzo pozytywne. Wszystko nowe, dobrze wyposażony ośrodek i wydawałoby się że zatrudnia profesjonalistów. Kontrole raz w roku. Oczy nam się otworzyły po przybyciu na operację wszczepienia implantu dla aparatu BAHA. Lekarz zbierający informację przed narkozą zdziwiony był, że takie implanty jeszcze zakładają. Po wybudzeniu córki z narkozy pani pielęgniarka poradziła, żeby dać jej się napić wody i tu nasze zdziwienie - czy można ? . Po zabiegu pani doktor na oddziale udzieliła informacji, iż sam aparat zostanie założony po tygodniu jak pojawimy się na kontroli, a reszta informacji przy wypisie. W dniu wypisu chcieliśmy dowiedzieć się co dalej z aparatem i jak dbać o miejsce założenia implantu. Pan doktor po wielu pytaniach z naszej strony poinformował nas tylko że aparat może być już założony przy następnej wizycie za tydzień, a miejsce założenia implantu należy odkażać i smarować, a wszystkiego dowiemy się za tydzień. Stwierdził : cytuję „Oni założyli implant i swoje już zrobili”. Jakie było nasze zdziwienie po tygodniu gdy wróciliśmy. Pomijam fakt że czekaliśmy trzy godziny na przyjęcie, oczywiście nie było mowy o założeniu aparatu w tak krótkim terminie po zabiegu ( jak twierdzili poprzedni lekarze) termin mamy za miesiąc, przy okazji i przez przypadek dowiedzieliśmy się, że trzeba jeszcze zapisać się na ten aparat piętro wyżej (dobrze że żona jest dociekliwa i się zapytała). Jakie zdziwienie było pani doktor, że nie zdejmowana była nakładka plastikowa na implant podczas pielęgnacji miejsca zabiegu i nasze jeszcze większe, że nikt nam o tym nie powiedział przy wypisie ( bez komentarza).
                  Takie są nasze doświadczenia z Kajetanami ( jak na razie), którymi chcieliśmy się podzielić też z innymi osobami ( może w czymś pomogą) i do wyciągnięcia wniosków przez kierownictwo szpitala.
                  • nil.la Re: naciągane usprawiedliwienie....kłamiesz 07.02.14, 23:11
                    i w tym celu odkopałeś wątek 5 letni, na dodatek o tym jak mówić z dzieckiem o śmierci, i tu właśnie chciałeś się tym podzielić ?
                  • ona_37 Re: naciągane usprawiedliwienie....kłamiesz 28.02.14, 10:23
                    gosciu 1.234 skaczesz po wszystkich forach i klepiesz jedno i to samo, przestań spamować i krytykować. Co mieli skakać koło was jak koło tronu,uważaliście się za kogoś więcej niż inni pacjenci?
    • sanna.i Re: pytania o śmierć - 3,5 latek 13.02.09, 13:15
      Ja mówię o niebie itp., bo w to wierzę.Mój syn przyjął to naturalnie - a
      ostatnio umarła moja ukochana babcia,jego zaś kochana 'praba'.Teraz mówi,że
      praba umarła i jest "na niebie" wink
      Nie mów nic o "zaśnięciu",bo ponoć potem niektóre dzieci boją się zasypiać.
      • magda762 Re: pytania o śmierć - 3,5 latek 13.02.09, 13:25
        Chciałabym przekazać Mu prawdę odnośnie umierania, dlatego nie będę
        opowiadać bajek o spaniu. Zresztą pamiętam z dzieciństwa, jak zmarł
        mój dziadek, ja miałam wtedy 9 lat, więc już byłam raczej
        uświadomiona. Ale moja kuzynka, wówczas chyba 3 letnia, wysłuchwszy
        historyjki o "śpiącym" dziadku, szarpała Go za nogę kiedy leżał w
        trumnie i wołała: "Dziadziu, wstań już jest dzień". Di dzisiaj mam
        dreszcze jak o tym myślę.
        Rzeczywiście, macie racę mówiąc, że dziecko potrzebuje stabilizacji
        i porządku rzeczy. Dlatego chyba najlepszym rozwiązaniem jest
        opowiadanie Mu o niebie, raju i itp. A moje rozterki są moimi
        rozterkami. I tyle.
    • klubgogo Re: pytania o śmierć - 3,5 latek 07.02.14, 21:46
      Prawdę, całą prawdę - że ciało lezy w grobie, że zgnije, zjedzą go robaki. Co niby chcesz przed dzieckiem ukrywać?
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka