Dodaj do ulubionych

utrata statusu zony

18.03.09, 21:11
Tak po poscie jednej foremki, ktora pisze, ze utrata statusu zony
bylaby dla niej "niewyobrazalna tragedia" zastanawiam sie czy dla
Was rowniez?
Ja szczesliwa bym zapewne nie byla, depresyjna moze, bo kocham meza,
martwilabym sie czy dzieci nie straca kontaktu z nim, musielibysmy
sie odnalezc w nowej sytuacji itp...
Ale " niewyobrazalna tragedia" bo utracilam STATUS zonki??? No
kurcze nie az tak. Czy to moze znaczy , ze lepszy status zony przy
byle jakim mezu niz jakikolwiek status? Czy waszym marzeniem
bylo/jest osiagniecie i utrzymanie statusu takiego za wszelka cene?
Mozem ja po prostu zla zona jest smile.
Obserwuj wątek
    • wieczna-gosia Re: utrata statusu zony 18.03.09, 21:13
      gdyby moj maz mnie porzucil- tak bylaby to dla mnie tragedia. Jak sadze-
      przezylabym, bo czlowiek zniesie wszystko.
      • alyeska Re: utrata statusu zony 18.03.09, 21:22
        ale mi nie chodzi o strate meza( tfu , tfu)ale o "utrate statusu zony"
        nomenklaturowo statusu. Bom zona jest i basta! A ty konkubino , ty
        singielko, ty rozwodko bez statusu zadnego jestes biedna kobito
    • deodyma Re: utrata statusu zony 18.03.09, 21:17
      no nieszczesliwa to bym z tego powodu na pewno nie bylasmile
      jesli miedzy mna a moim mezem by bylo naprawde zle i bysmy kiedys mieli sie
      rozejsc( wszak w zyciu bywa roznie), to bym piala ze szczescia i upajala bym sie
      wolnosciasmile
    • agatracz1978 Re: utrata statusu zony 18.03.09, 21:17
      Jeżeli mój mąż zrobiłby w życiu coś przez co utraciłabym status jego żony to by
      oznaczało, że nie jest mnie wart. A skoro nie jest mnie wart to nie może być
      moim mężem. Wobec czego nie ma czego żałować. Nie, nie chciałabym być żoną
      kogokolwiek za wszelką cenę.
      • babowa Re: utrata statusu zony 18.03.09, 21:23
        a do czego mi taki status potrzebny?

        to jakis wyznaCZNIK MOJEJ WARTOŚCI CZY JAK?

    • rita75 no coz.. 18.03.09, 21:19
      dla niektorych kobiet status zony to jedyna kariera...
      • paolka_82 Re: no coz.. 18.03.09, 21:24
        rita75 napisała:

        > dla niektorych kobiet status zony to jedyna kariera...

        A daj spokój -co to za kariera, skoro awansowac nie można. No chyba
        że z młodszej żony na starszą żonę. He hE
        • rita75 Re: no coz.. 18.03.09, 21:30
          > A daj spokój -co to za kariera, skoro awansowac nie można.

          ale zona jest- i to sie liczy...jezeli jeszcze to maz daje wikt i
          opierunek...to swiat sie wali
          • rotera Re: awans i degradacja 19.03.09, 09:03
            awans - wdowa
            degradacja - rozwódka

            no i masz 3 stopnie, nawet 4, albo 5

            stara panna
            panna
            rozwódka
            żona
            wdowa

            (uszeregowanie według rangi, zakładając że przy bylejakim mężu wdowa
            jest awansem...no i jak się przyjrzeć to czasem można 'skoczyć' o 2
            szczeble)
            • iwles hmmmmmmmmmmm to mialo być śmieszne ? 19.03.09, 15:02



              • rotera Re: hmmmmmmmmmmm to mialo być śmieszne ? 19.03.09, 15:47
                sarkastyczne raczej,
                jak samo posiadanie statutu...
    • mama-maxa Re: utrata statusu zony 18.03.09, 21:20
      pewnie troche bym to przeżyła, ale wkońcu co cię nie zabije, to cię
      wzmocni, a jak mu się nie podobam jako żona, to niech spada i tyle.
    • morgen_stern Re: utrata statusu zony 18.03.09, 21:20
      Hmm, tragedia to może dla mnie nie była, ale przyznaję bez bicia, że lubiłam być
      żonką wink lubiłam nosić obrączkę, "pokazywać" się z mężem, z którego byłam dumna
      (nie z tego, że w ogóle był, ale jakim był fajnym człowiekiem) - co w tym złego,
      do cholery? Cieszę się, że tego zasmakowałam.

      Teraz już żonką nie jestem i.. to mi się też podoba tongue_out
      • morgen_stern Re: utrata statusu zony 18.03.09, 21:21
        No i tak, jak napisała rita - jeśli to główny cel w życiu, to tak, można się
        załamać tongue_out
      • babowa morgen 18.03.09, 21:29

        to żadne lizu lizu , broń boże ale bardzo mi się podoba jak ktoś o
        swoim przeszłym wyraża sie w miły , prawie przyjacielski spósób
        • morgen_stern babowa 18.03.09, 21:37
          Muszę uważać, bo zaraz znów usłyszę, że jestem słodkopierdząca tongue_out

          A prawda jest taka, że oczywiście moje małżeństwo nie było idealne, bo inaczej
          trwałoby nadal wink ale jakimś cudem udało nam się rozstać w zgodzie, był nawet
          wspólny obiad po ogłoszeniu wyroku i podziękowanie sobie za te kilka lat razem -
          serio! Wiem, że w to trudno uwierzyć, mnie też, bo pamiętam przez jakie jazdy
          przechodziliśmy.

          K..a, chyba mam jakiś syndrom sztokholmski tongue_out tongue_out
          • babowa Re:morgen :P 18.03.09, 21:41

            więc dobrze odczytałam o kolezankach big_grin

            momentami jesteś słodkopierdząca tongue_out

            ale nie znam żadnego byłego małżeństwa by rozstali się w ten sposób
            i tyle
            • morgen_stern Re:morgen :P 18.03.09, 21:49
              > momentami jesteś słodkopierdząca tongue_out

              Jak się dopieprzam, źle, jak jestem miła, to też źle, odwalcie się wy wszyscy
              ode mnie w końcu tongue_out
            • julianna2 Re:morgen :P 19.03.09, 11:06
              ale nie znam żadnego byłego małżeństwa by rozstali się w ten sposób
              > i tyle

              a ja znam - moje małżeństwo zakończyło się w taki sam sposób,
              podaniem ręki i wspólnym obiadem, naprawdę polecam, zero stresu.
              a co do statusu małżonki - nie uwierzycie, jakie to może być ważne
              dla niektórych kobiet, zwłaszcza jak się mieszka na pipidówie, gdzie
              wszyscy o wszystkich wszystko wiedzą. Mam znajomego, który odszedł
              od żony praktycznie w jednej koszuli, oddał jej wszystko, nie
              zdradził jej, po prostu miał jej dość po 20 latach męczarni. Ona nie
              daje mu rozwodu, bo być rozwódką to hańba, wolałaby żeby umarł(nie
              uwierzycie ale tak powiedziała) , byłaby wdową, co plasuje ją wyżej
              na społecznej drabince. Wdowieństwo ubiera w blask męczeństwa, bycie
              rozwódką to degradacja i obciach. Na szczęście znajomy ma się dobrze
              fizycznie psychicznie i finansowo, odżył jak sie od niej uwolnił.
              • echtom Re:morgen :P 19.03.09, 22:55
                Moje zakończyło się burzliwie, ale po paru latach ułożyliśmy sobie całkiem fajne
                przyjacielskie relacje - zresztą formalnego rozwodu nie mamy do dziś.
        • gacusia1 Babowa-nie kazdy moze 18.03.09, 22:35
          wyrazac sie pozytywnie o ex. Moj byl i jest skur...syn do potegi
          entej. Jedyne co dobrego o nim moge powiedziec,ze ojcem BYL dobrym.
          Pisze BYL,bo jak mu sie 2 kolejne corki pojawily to o pierwszej
          jakos zapomina...
    • kawka74 Re: utrata statusu zony 18.03.09, 21:27
      A jak wysoko się ten status plasuje w hierarchii społecznej? Bo nie wiem, czy
      mam być z jego posiadania zadowolona, czy wręcz przeciwnie?
      • rita75 Re: utrata statusu zony 18.03.09, 21:31
        > A jak wysoko się ten status plasuje w hierarchii społecznej?

        to zalezy, czy mozesz powiedziec "moj maz jest z zawodu derektorem"
        czy tez nie big_grin
        • kawka74 Re: utrata statusu zony 18.03.09, 21:40
          Patrząc od tej strony, jestem na wygranej pozycji wink
      • kropkacom Re: utrata statusu zony 18.03.09, 21:32
        > A jak wysoko się ten status plasuje w hierarchii społecznej?

        Na pewno wyżej niż status kochanki smile
    • bylinka Re: utrata statusu zony 18.03.09, 21:27
      Przez 35lat nie mialam statusu zony. gdy ktos mnie nie zna, nie wie,
      zem zona, obraczki nie nosze, nazwiska nie zmienilam.
      Nie, nie bylaby tragedia, ale nie chcialabym meza stracic, nie ze
      jest mezem, ale jako czlowieka w moim zyciu.
    • burza4 Re: utrata statusu zony 18.03.09, 21:36
      "niewyobrażalna tragedia"? trochę mi żal kobiet które patrzą na to w
      tych kategoriach. Jak się zaliczy parę związków ma się o wiele
      bardziej rozsądne podejście i nie dopatruje końca świata w
      PRZEJŚCIOWYCH problemach. Kocha się raz, potem drugi, trzeci,
      piętnasty...
      • kropkacom Re: utrata statusu zony 18.03.09, 21:39
        > "niewyobrażalna tragedia"?

        No, łatwe to by nie było i nie widzę powodu żeby to umniejszać. Nie chodzi o
        status żony ale o to że kocham swojego męża.
    • kai_30 Re: utrata statusu zony 18.03.09, 21:39
      No nie, gdy się rozwodziłam nie myślałam o tym, że "tracę status żony" smile I nie
      była to dla mnie niewyobrażalna tragedia, tylko świadomie podjęta decyzja.

      Teraz mam status konkubiny smilesmilesmile
    • gacusia1 Re: utrata statusu zony 18.03.09, 22:32
      "Niewyobrazalna tragedia"???? Na pewno nie. Bylby to policzek no i
      motywacja do dzialania.
    • chalsia Re: utrata statusu zony 19.03.09, 00:30
      > utrata statusu zony
      > bylaby dla niej "niewyobrazalna tragedia"

      oplułam ze smiechu monitor, że taka dulszczyzna jeszcze istnieje.
      • volta2 Re: utrata statusu zony 19.03.09, 08:44
        oplułam ze smiechu monitor, że taka dulszczyzna jeszcze istnieje.


        chalsiu, gdyby mąż mnie tak zrobił w bambuko jak ciebie robiąc
        niemal jednocześnie dziecko tobie i kochance, to nie dziwię się
        twoim urazom i rozumiem, że status żony pożegnałaś bez żalu

        czy teraz też opluwasz monitor? bo jak ja czytałam twoją historię,
        to się nie śmiałam, raczej współczułam, no ale każdy ma swój poziom
        humoru
        • chalsia Re: utrata statusu zony 19.03.09, 14:22
          > chalsiu, gdyby mąż mnie tak zrobił w bambuko jak ciebie robiąc
          > niemal jednocześnie dziecko tobie i kochance, to nie dziwię się
          > twoim urazom i rozumiem, że status żony pożegnałaś bez żalu

          moje podejście do kwestii uznawania za wartośc samą w sobie
          jakiegokolwiek statusu było i jest zawsze takie samo - i niezalezne
          od moich osobistych perypetii małzeńskich. Mnie status żony zawsze
          powiewał, ślub zostal wzięty dla wygody i podatków po wielu latach
          zwiazku na kocią łapę. Dokładnie to samo napisałabym przed i w
          czasie małżeństwa. Tak samo powala mnie śmiechem, gdy komuś zależy
          na statusie VIPa, celebryty itp.

          A wracajac do tematu - forum to napisane słowa. Stąd tak istotne
          jest by bardzo klarownie pisać, o co chodzi, jak się rozumie jakieś
          pojęcia.
          I absolutnie rozumiem, że mając dobry związek nie chce się męża
          tracić (w obojętnie jaki sposób). Ale dla osoby czytającej
          stwierdzenie: "nie chcę tracić TEGO męża, Tego mężczyzny (bo jest
          super itp), będzie dla mnie tragedią gdy nie będziemy razem/stracę
          JEGO" jest zupełnie czym innym niż stwierdzenie "tragedią bedzie
          utrata statusu żony".
          Jesli coś ma być żartem w wypowiedzi, to się to zaznacza (np.
          emotikony), właśnie po to, by ktoś na poważne nie odczytał żartu.

          > czy teraz też opluwasz monitor? bo jak ja czytałam twoją
          historię,
          > to się nie śmiałam, raczej współczułam, no ale każdy ma swój
          poziom
          > humoru

          zero emocji - nie ruszają mnie opinie na temat mojej już odległej
          przeszłości.
          Twojej historii nie czytałam, nie znam, zainteresował mnie TEN
          wątek o statusie.
    • volta2 Re: utrata statusu zony 19.03.09, 06:56
      Tak po poscie jednej foremki

      to ja napisałam, widziałam twoje zszokowanie tym wyrażeniem, ale nie
      chciało mi się podejmować dyskusji w tamtym tonie

      teraz wyrażasz się nieco kulturalniej i bardziej z sensem niż tylko
      rzucasz hasła w stylu, czy zrośnięta z moim mężem jestem i milion
      wykrzykników do tego.


      w swoim rozumowaniu robisz błędne założenia i dlatego może tak się
      dziwisz mojej wypowiedzi
      lepszy status zony przy
      > byle jakim mezu niz jakikolwiek status?

      dlaczego zakładasz, że mój mąż jest bylejaki? no właśnie jak się ma
      bylejakiego, to może nie widzi się nic złego w utracie takiego
      faceta i szukaniu następnego? mój jest wyjątkowy i dlatego nie
      chicałabym się pożegnać z byciem jego żoną.

      utrzymanie statusu takiego za wszelka cene?
      i znów błędne założenie, to, że nie chciałabym przestać być żoną
      (aktualnego mojego faceta), to wcale nie znaczy, że mogłabym nią być
      za wszelką cenę, to że coś takiego byłoby dla mnie straszne, to
      niczego jeszcze nie dowodzi

      ja wiem już jak to jest, jak się traci bezpowrotnie miłość życia,
      wiem, jak to zniosłam, wiem, jak sama chciałam do tej miłości na
      tamten świat dołączyć. i jak sobie ułożyłam życie na nowo - i to
      między innymi mój mąż mnie na nogi postawił, to właśnie nie
      chciałabym tego przeżywać jeszcze raz.
      wiem, jak to być wdową,
      wiem, jak to być panną
      wiem, że z dotychczasowych sytuacji ta obecna jest dla mnie najlepsza

      ciebie to śmieszy, dziwi?
      trudno, nie jestem od tego, by cię zapewniać, jak bardzo to dla mnie
      ważne w życiu, ważniejsze od pracy, od dzieci, od pieniędzy

      a "status żony" jest dla mnie wyrażeniem żartobliwym, zasłyszanym w
      dowcipie o awanturującej się kochance, która swój status zamienić
      chce na status żony
      • kali_pso Re: utrata statusu zony 19.03.09, 07:03
        a "status żony" jest dla mnie wyrażeniem żartobliwym, zasłyszanym w
        dowcipie o awanturującej się kochance, która swój status zamienić
        chce na status żony




        Widzisz, wystarczyło w tamtym poście ubrać w cudzysłów ten status
        żony( jak to zrobiłaś tutaj) i nie byłoby zdziwienia, drwin i
        komentarzy. Oczywiście nie musiałaś tego robić, ale w takim razie po
        co teraz się szczegółowo tłumaczysz?winkp
        • volta2 Re: utrata statusu zony 19.03.09, 07:36
          nie umieszczałam w cudzysłowie, bo mimo wszystko moja wypowiedź była
          autentyczna, ja naprawdę nie chciałabym utracić męża, inaczej tego
          statusu żony właśnie
          co ciekawe większość z piszących zakłada, że mój status żony może
          ulec zmianie, bo się mąż znudzi taką niepracującą(aktualnie) i
          nieprzyszłościową żoną, a tu zupełnie odwrotnie u nassmile
          po
          > co teraz się szczegółowo tłumaczysz?winkp
          jak widzisz, w tamtym wątku wyjaśniać i tłumaczyć niczego nie
          zamierzałam, a drwiny i żarty na forum nie są dla mnie jakimś
          specjalnym problemem, wiedziałam że używając tego sformułowania mogę
          wywołać burzę(ale ja często kontrowersyjna jestem i mnie te
          zdziwienia nie drażnią)

          teraz, skoro moja wypowiedź stała się inspiracją do dyskusji na nowy
          wątek - to mogę się dopisać nieco bardziej wyczerpująco.
          a tamten żart o kochance rozbawił mnie naprawdę. szkoda, że nie
          pamiętam puentysmile

          • kawka74 Re: utrata statusu zony 19.03.09, 09:25
            ja naprawdę nie chciałabym utracić męża, inaczej tego
            > statusu żony właśnie

            Właśnie nie. To są dwie odrębne sprawy.
            Status żony to czysta formalność, wiele kobiet status ów posiada, natomiast pan
            mąż widnieje tylko w papierach.

            (ale ja często kontrowersyjna jestem i mnie te
            > zdziwienia nie drażnią)

            Raczej mało precyzyjna, przynajmniej w tym wypadku.
            • chalsia Re: utrata statusu zony 19.03.09, 14:24
              > ja naprawdę nie chciałabym utracić męża, inaczej tego
              > > statusu żony właśnie

              kawka74 napisała:


              > Właśnie nie. To są dwie odrębne sprawy.
              > Status żony to czysta formalność, wiele kobiet status ów posiada,
              natomiast pan
              > mąż widnieje tylko w papierach.
              >
              > (ale ja często kontrowersyjna jestem i mnie te
              > > zdziwienia nie drażnią)
              >
              > Raczej mało precyzyjna, przynajmniej w tym wypadku.

              zgadzam się w 100%
        • vibe-b Re: utrata statusu zony 19.03.09, 08:22
          kali_pso napisała:


          >
          >
          > Widzisz, wystarczyło w tamtym poście ubrać w cudzysłów ten status
          > żony( jak to zrobiłaś tutaj) i nie byłoby zdziwienia, drwin i
          > komentarzy.

          No widzisz, a tym drwiacym wystarczylo by ruszyli swoimi leniwymi
          mozgami i wykoncypowali, ze za okresleniem "Status zony" moga sie
          kryc inne tresci niz im sie na pierszy, powierzchowny rzut oka
          zdaje, i nie byloby zdizwienia, drwin i komentarzy.
          • rita75 Re: utrata statusu zony 19.03.09, 08:49
            wystarczylo by ruszyli swoimi leniwymi
            > mozgami i wykoncypowali, ze za okresleniem "Status zony" moga sie
            > kryc inne tresci

            to znaczy? forumowiczki wykoncypowaly prawidlowo, czyli zgodnie ze
            znaczeniem slowa "status"z łac. "pozycja", a ze autorka uzywa slow,
            ktorych znaczenia nie rozumie...no coz- to raczej tutaj tkwi problem.
            • vibe-b Re: utrata statusu zony 19.03.09, 10:56
              rita75 napisała:

              >
              > to znaczy? forumowiczki wykoncypowaly prawidlowo, czyli zgodnie ze
              > znaczeniem slowa "status"z łac. "pozycja",


              A teraz skup sie i zastanow sie nad znaczeniem, trescia
              slowa "pozycja". Czy na pewno chodzi tylko o formalne nazewnictwo
              czy moze o to wszystko co za tym stoi? Czy np. pozycja matki to opis
              kobiety ktora wydala na swiat dziecko (i na przyklad oddala do
              adopcji, ale jakby nie bylo matka biologiczna) czy tez raczej pasuje
              okreslenie "matka" do kobiety ktora dziecko wychowuje, daje mu
              milosc? Tak samo pozycja, status zony ma - oprocz prawnych aspektow-
              rowniez znaczenie blizsze naszej intuicji- odnosi sie do kobiety
              ktora najwyrazniej znalazla milosc swojego zycia.
              Nie wie, kazdy interpretuje jak chce, ja nie milaam problemu z
              wlasciwym odczytem jej pierwszej wypowiedzi.
              • rita75 Re: utrata statusu zony 19.03.09, 14:00

                > Nie wie, kazdy interpretuje jak chce, ja nie milaam problemu z
                > wlasciwym odczytem jej pierwszej wypowiedzi

                no wlasnie- interpretuje, a nie nadinterpretuje
              • malila Re: utrata statusu zony 19.03.09, 18:13
                vibe-b napisała:
                > Tak samo pozycja, status zony ma - oprocz prawnych aspektow-
                > rowniez znaczenie blizsze naszej intuicji- odnosi sie do kobiety
                > ktora najwyrazniej znalazla milosc swojego zycia.

                Od razu sprawdziłam w słowniku internetowym - status to też stan
                prawny danej osoby oraz funcja, ranga czy znaczenie czegoś.
                Obawiam się, że na ocenę tego "statusu żony" spory wpływ miało
                przywiązanie do określonego skojarzenia z tym słowem.
          • kali_pso Re: utrata statusu zony 19.03.09, 16:55



            Tyle, że to volta poczuła w sobie potrzebę wytłumaczenia, tego co
            napisała- ciekawe, czy dlatego, że ją ubodło to, co przeczytała czy
            też dlatego, że zrozumiała, że mogła zostać źle zrozumiana z powodu
            braku precyzji.
            • malila Re: utrata statusu zony 19.03.09, 18:02
              kali_pso napisała:
              > Tyle, że to volta poczuła w sobie potrzebę wytłumaczenia, tego co
              > napisała- ciekawe, czy dlatego, że ją ubodło to, co przeczytała
              czy
              > też dlatego, że zrozumiała, że mogła zostać źle zrozumiana z
              powodu
              > braku precyzji.

              Zapewne dlatego, że użyte przez nią sformułowanie stało się kanwą
              nowego wątku. Mnie też by się nie chciało odpowiadać na zaczepkę
              jednej foremki. Wątek na mój temat byłby dla mnie trudniejszy do
              zignorowania.
              • kali_pso Re: utrata statusu zony 19.03.09, 18:11

                Nie wiem..na mnie ta wypowiedź w tym wątku zrobiła wrażenie próby
                wyjaśnienia powstałych wątpliwości, nie obrony swojego "statusu"smile
      • alyeska Re: utrata statusu zony 19.03.09, 08:05
        Smieszy mnie moze nie ale dziwi tak, dlatego zalozylam watek aby
        dowiedziec sie jaka jest opinia innych kobiet.
        Teraz to mnie juz kompletnie powalilas stwiedzeniem ze status zony
        jest dla ciebie wazniejszy :" od dzieci". To znaczy od dobra dzieci
        tez?
        Twoje priorytety , Twoje zycie. Ale nie stawialabym tak wszystkiego
        na jedna karte, dywersyfikacja ryzyka sprawdza sie nie tylko w
        zarzadzaniu finanasami.
        I jak podkreslilam wczesniej nie chodzi mi o strate meza (bardzo
        przykro mi, ze Cie to spotkalo) ale o strate "statusu zony".
    • liwilla1 Re: a co to takiego ten status? 19.03.09, 07:40
      czy ja też go mam (konkubinat)? bo nie za bardzo rozumiem czego utrata może być
      tak tragiczna.
    • vibe-b Re: utrata statusu zony 19.03.09, 08:31
      alyeska napisała:

      > ze utrata statusu zony
      > bylaby dla niej "niewyobrazalna tragedia" zastanawiam sie czy dla
      > Was rowniez?
      Czy to moze znaczy , ze lepszy status zony przy
      > byle jakim mezu niz jakikolwiek status?


      A dlaczego pytasz innych foremek co tamta foremka miala na mysli?
      Typowie zagranie, najpierw obsmiac nie wiedzac dokladnie z czego sie
      nabija, a potem prosic inne forumki o przyklasniecie.
      • alyeska Re: utrata statusu zony 19.03.09, 09:12
        "Typowie zagranie, najpierw obsmiac nie wiedzac dokladnie z czego
        sie nabija, a potem prosic inne forumki o przyklasniecie"

        please , please przyklasijnie niebodze
    • jowita771 Re: utrata statusu zony 19.03.09, 08:55
      Utratą statusu żony martwiłabym się najmniej w razie rozwodu. Myślę, że trzeba
      być wyjątkowo zakompleksionym, żeby poczucie własnej wartości opierać na
      posiadaniu męża.
    • mamapodziomka Re: utrata statusu zony 19.03.09, 09:11
      Niewyobrazalna tragedia to nie byla, tym bardziej, ze od momentu rozstania do
      rozwodu minelo ponad 3 lata (tak to akurat wyglada tu gdzie mieszkam), wiec w
      miedzyczasie zdazylam zapomniec, ze w ogole czyjaskolwiek zona jestem. A teraz
      ciesze wolnoscia i powoli planuejmy slub, ale specjalnie mi sie nie spieszy smile
    • 18_lipcowa1 Re: utrata statusu zony 19.03.09, 09:59
      Smutna bym byla z powodu rozpadu zwiazku a nie na boga z utraty
      statusu zony...Ale niedowartosciowane kobiety tak maja, dla nich
      bycie zona i matka to mega awans w spolecznosci.
      • cofoko Re: utrata statusu zony 19.03.09, 15:30
        Przecież to to samo,utrata statusu żony = związek małżeński się rozpada,tylko
        inaczej się nazywa.Jak się nie ma kompleksów to kobieta nie boi się używać
        słów:żona,należę do Mojego Męża itd.Dla mnie postawa asekuracyjna wynika właśnie
        z kompleksów(wątek o niezależności)
        • 18_lipcowa1 Re: utrata statusu zony 19.03.09, 17:49
          Jak się nie ma kompleksów to kobieta nie boi się używać
          > słów:żona,należę do Mojego Męża itd.Dla mnie postawa asekuracyjna
          wynika właśni
          > e
          > z kompleksów(wątek o niezależności)



          alez ja tez mam meza i jestem jego zona niemniej nie uwazam zeby
          mnie to wynioslo na wyzyny spoleczne, ze jestem lepsza niz
          panny/wdowy/rozwodki
    • smerfetka8801 Re: utrata statusu zony 19.03.09, 10:03
      status żony...ło jezu..........
      ja bym ubolewała nad rozpadem związku nad tym ,ze rodzina przestaje być pełna
      ,ze się nie udało...ale nie nad ...statusem żony.idiotyzm jakiś
    • gaskama Re: utrata statusu zony 19.03.09, 10:12
      A mnie się wydaje, że chwyciłaś dziewczynę za słowo. Po prostu
      chodziło jej chyba o to, że będzie cierpiała, że będzie to dla niej
      poważny problem.
      • alyeska Re: utrata statusu zony 19.03.09, 10:15
        gaskama napisała:

        > A mnie się wydaje, że chwyciłaś dziewczynę za słowo. Po prostu
        > chodziło jej chyba o to, że będzie cierpiała, że będzie to dla
        niej
        > poważny problem.
        No ale przeczytaj sobie jej dalsze wypowiedzi nawet to ,ze status
        zony jest wazniejszy od dzieci??? Przeciez jasne, ze rozwod, smierc,
        porzucenie itp . raczej nikogo nie uszczesliwiaja i jak najbardziej
        to rozumiem. Dla niej jednak status jest najwazniejszy z naciskiem
        na status.
        • gaskama Re: utrata statusu zony 19.03.09, 10:22
          Nie wiem, gdzie są dalsze wypowiedzi. Wydaje mi się, że piszesz o
          volcie2. Znalazłam jeden mail napisany przez nią w wątku o terorze
          materialnym, w którym mówi o statusie żony. Nadal twierdzę, to, co
          twierdziłam. Czepiasz się. Chyba, że przeoczyłam jakieś inne
          wypowiedzi lub też chodzi o kogoś innego.
          • alyeska Re: utrata statusu zony 19.03.09, 10:31
            w tym watku poczytaj.
            • gaskama Re: utrata statusu zony 19.03.09, 11:12
              Przeczytałam i niestety nie zgadzam się z Tobą. Chwyciłaś się słów,
              które dziewczyna bardzo klarownie wyjaśniła. Moim zdaniem. A każdy
              ma prawo do swojego.
        • vibe-b Re: utrata statusu zony 19.03.09, 10:45

          >
          Dla niej jednak status jest najwazniejszy z naciskiem
          > na status


          Juz ci to wylozyla dosc klarownie a ty dalej swoje. Uparlas sie z
          tym statusem jakby od tego zalezala Twoja kariera forumowa tongue_out
    • madami Re: utrata statusu zony 19.03.09, 15:08
      Ja pewnie nieszczęśliwa bym była bo rozpadł się związek z ukochanych człowiekiem.
      Status żony istnieje, owszem, w niektórych środowiskach, jest czymś
      nobilitującym. Fakt, niektórzy zatrzymali się w rozwoju społecznym na XIX wieku.
    • volta2 Re: utrata statusu zony 19.03.09, 19:25
      to już tak ogólnie, bo szczegółowa dyskusja z każdym zarzutem, czy
      słowami poparcia, byłaby za długa

      o statusie - wiem co to słowo oznacza i jakoś trudno mi zarzucić
      jego nieznajomość(faktycznie może zbyt to mało precyzyjne było, ale
      tu można co poniektórym też zarzucić nadinterpetację)

      nigdzie w żadnym swoim poście nie deprecjonowałam innej pozycji,
      funkcji społecznej jakie pełnimy
      i w żadnym też tego statusu(żony) za lepszy od innch dla innych nie
      uważam.

      jeśli komuś dobrze być wdową/rozwódką/konkubiną - to świetnie
      mnie dobrze a nawet bardzo być żoną(i pisałam - nie obojętne czyją i
      za jakąkolwiek cenę - tylko tego jednego konkretneg człowieka) i
      dalej nie rozumiem, czemu tak jest to źle spotrzegane.
      jeśli ktoś siebie definiuje najpierw jako matkę czy pracownika - to
      też ok(to też w końcu jakaś fukcja społeczna), mnie nic do tego.

      wątek odnośnie dzieci moich własnych pominę milczeniem, pisałam na
      ten temat kiedyś tak bardzo wyczerpująco i powtarzać się nie chcę,
      szukać też nie będę, bo chyba by się nie udało, dyskusja tamta
      toczyła się dawno. oczywiście nie oczekuję, że ktoś to będzie
      pamiętał, a sporo uczestniczek dzisiejszej dyskusji pewnie jeszcze
      wtedy na tym forum nie było w ogóle


      nie napisałam też nigdzie, że jestem tylko żoną, mam wiele różych
      obszarów zagospodarowanych w życiu, że i tak mi mało na to wszystko
      czasu, dobrze że w tej chwili mogłam sobie zrobić wolne od pracy (w
      związku z tym łatwo mogłabym się stać ofiarą przemocy ekonomicznej i
      stąd udział w tamtym wątku - a wolne od pracy nie ma związku z
      pojawieniem się i wychowywaniem dzieci) i nie wpłynęło to w żaden
      sposób na moją pozycję w małżeństwie.
      ale napisałam i potwierdzam, że moje życie nie miałoby większego
      sensu, gdyby zabrakło przy mnie mojego męża. tylko tyle i aż tyle.

      że to takie de mode? czy jak?
      • skubany_kotecek Re: utrata statusu zony 19.03.09, 20:08
        nie wiem volta czy de modewink
        ja Ciebie świetnie rozumiem, mogę się dokładnie pod Toba podpisać,
        absolutnie pod całym postem nawet tym o dzieciach- myslę że rozumiem
        o co Ci chodzismilechoc tamtej dyskusji chyba nie znam..
      • chalsia Re: utrata statusu zony 19.03.09, 22:49
        > ale napisałam i potwierdzam, że moje życie nie miałoby większego
        > sensu, gdyby zabrakło przy mnie mojego męża. tylko tyle i aż tyle.
        >
        > że to takie de mode? czy jak?

        no to tylko mogę Ci współczuć, jesli sens Twego zycia zalezny jest od bycia/nie
        bycia z Twoim mężem. Smutne to.
    • niiikaa Re: utrata statusu zony 19.03.09, 20:28
      Co co to właściwie jest "status żony"? Akt małżeństwa z USC? A może fakt dzielenia życia z bliskim człowiekiem?

      Zresztą określenie wydaje mi się mocno niewłaściwe, trochę niegodne. Tak jakby bez tego statusu przestawało się istnieć.
      Dlatego wolę powiedzieć, że mam męża czy jestem mężatką.

      Nigdy nie odbierałam małżeństwa jako statusu. Chociaż rozumiem, że są Panie, które małżeństwo w taki sposób postrzegają.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka