Tak po poscie jednej foremki, ktora pisze, ze utrata statusu zony
bylaby dla niej "niewyobrazalna tragedia" zastanawiam sie czy dla
Was rowniez?
Ja szczesliwa bym zapewne nie byla, depresyjna moze, bo kocham meza,
martwilabym sie czy dzieci nie straca kontaktu z nim, musielibysmy
sie odnalezc w nowej sytuacji itp...
Ale " niewyobrazalna tragedia" bo utracilam STATUS zonki??? No
kurcze nie az tak. Czy to moze znaczy , ze lepszy status zony przy
byle jakim mezu niz jakikolwiek status? Czy waszym marzeniem
bylo/jest osiagniecie i utrzymanie statusu takiego za wszelka cene?
Mozem ja po prostu zla zona jest

.