Dodaj do ulubionych

Chyba się rozwiodę.

27.06.09, 09:22
Znamy się odkąd pamiętam, mamy 2 dzieci /1,5 i 5 lat/ i chyba to
wszystko co nas łączy. Sama nie wiem co mam zrobić, niby wszystko w
porządku mąż dobry /?/, nie pije, zarabia, nie chodzi z kolegami na
piwko, w ogóle nigdzie nie chodzi, nie ma pasji, zainteresowań, nie
ma ochoty się rozwijać i dokształcać, zajmuje się dziećmi itp., itp.
A ja no cóż, wczoraj popatrzyłam w lustro i znalazłam kilka siwych
włosów, mam 30 lat i poczucie, że właściwie nie żyję, ale wegetuję.
Zawsze byłam osobą, która musi być ciągle w ruchu, coś robić, po
urodzeniu starszego pracowałam i poszłam na studia podyplomowe,
uczyłam się języka, czytałam, utrzymywałam kontakty towarzyskie
prawie takie jak przed ciążą. A teraz kryzys, jak wspomniałam o
doktoracie, to mąż 2 dni się do mnie nie odzywał. A ja już nie mogę,
ciągle dom, praca, zakupy, obiadki. Jak myślę o urlopie to mnie
ciarki przechodzą, dwa tygodnie z osobą na którą nie mogę już
patrzeć.
Kocham moje dzieci nad życie i wiem, że to im zrobię największą
krzywdę, rozwodem, ale kurcze jestem nieszczęśliwa i muszę coś
zmienić. Nie chcę za 10- 20 lat być rozgoryczoną, nieszczęśliwą
kobietą, z poczuciem , że mogłam coś zmienić, zrobić.
Może spróbuję, jeszcze porozmawiać z mężem, ale zrobię to trochę
wbrew sobie... Nie mam do niego już żadnych ciepłych uczuć. Coś się
we mnie wypaliło.
Nie oczekuję, od was dziewczyny rad, bo sama muszę zdecydować.
Chciałam się tylko wygadać.
Pozdrawiam
Obserwuj wątek
    • paolka_82 Re: Chyba się rozwiodę. 27.06.09, 09:36
      A dlaczego za niego wyszłaś ? Jeśli z miłości, to spróbuj sobie przypomnieć za
      co go kochałaś.
      Taki kryzys zdarza się niemal każdemu, mi średnio raz do roku. Czasem pomaga
      chociaż krótka odskocznia od codzienności. Krótki wypad we dwoje czasami czyni
      cuda. Albo terapia małżeńska.
      • anika313 Re: Chyba się rozwiodę. 27.06.09, 09:59
        Dlaczego za niego wyszłam za mąż? Właśnie paradoksalnie dlatego,
        dlaczego chcę go teraz zostawić. Podobała mi się jego stateczność,
        odpowiedzialność. Teraz nie mogę znieść jego braku ambicji, tej
        niechęci do zrobienia czegokolwiek i odwiecznego pytania "A po co?"
        Przykłady z ostatnich dni: telefonuje jego kolega, swojego czasu
        najbliższy przyjaciel, jeszcze z podstawówki, zaprasza nas z
        dziećmi /sam ma trójkę w zbliżonym wieku/ do siebie do domu,
        pogadamy, bo dawno się nie widzieliśmy, napijemy się winka,
        mieszkają ok. 1 km od nas. Pytam męża pójdziemy? Mąż odpowiada: A po
        co?- siedzimy więc w domu przed telewizorem.
        Kolejny przykład: potrzebujemy komody do pokoju małej, jej rzeczy
        trzymam w pudłach ustawionych na podłodze, mieszkanie zmieniliśmy
        rok temu. Mówię trzeba kupić jakąś komodę i co słyszę...
        Czasami nie mam już siły, i na pewno nie kupię sama tej cholernej
        komody.
        Kryzysy owszem miewaliśmy już wcześniej, pewnie jak każdy.
        Ale teraz to naprawdę mam dość.
        • asiara74 Re: Chyba się rozwiodę. 27.06.09, 10:10
          Rozwód? Zawsze to jakieś wyjście. Zamknij jednak oczy i oczyma wyobrażni popatrz
          w przyszłość. Jesteś sama, z dwójka maluchów, wieczory samotne przed tv,
          wszelkie wyjazdy czy imprezy gdzie są raczej pary omijasz szerokim łukiem bo żle
          czułabyś się wśród sparowanych. Oczywiście można przyjąć wersję optymistyczna,
          tzn poznajesz kogoś niezwykle ekscytującego i kochasz go nad życie, seks jest
          super, wszystko jak w bajce lecz po kilku latach znowu przychodzi kryzys i
          trzeba powalczyc więc co robisz? No zawsze mozna pomysleć o rozwodzie. Poza tym
          uwierz mi,ze faceci nie pchają sie drzwiami i oknami aby wychowywać cudze
          dzieci. Na ogół to egoiści dbający o swoje wygody.

          Radzę więc popracować nad związkiem i powiedzieć facetowi szczerze, ze nudno tu
          jakoś po kilku latach. zawalczyć trzeba koniecznie.
          • anika313 Re: Chyba się rozwiodę. 27.06.09, 10:23
            Ale właśnie jest tak jak piszesz. Na imprezy, nawet te rodzinne
            chodzę przeważnie sama i sama oglądam TV, bo męża albo nie
            interesuje program, albo woli posiedzieć przy komputerze - grywa
            sobie w gry i to chyba jedyne jego zainteresowanie.
            A wogóle to nie rozważam opcji rozwodu, po to aby się ponownie
            wiązać. Ja właśnie chcę być sama.
          • drinkit Re: Chyba się rozwiodę. 27.06.09, 12:14
            asiara74 napisała:

            > Rozwód? Zawsze to jakieś wyjście. Zamknij jednak oczy i oczyma wyobrażni popatr
            > z
            > w przyszłość. Jesteś sama, z dwójka maluchów, wieczory samotne przed tv,
            > wszelkie wyjazdy czy imprezy gdzie są raczej pary omijasz szerokim łukiem bo żl
            > e
            > czułabyś się wśród sparowanych.


            Z całym szacunkiem, ale co Ty za bzdury opowiadasz? Ktoś kto jest WOLNY może wspaniale ułożyć swój czas (i czas dzieci). Uwolnienie się od niedobrego związku dodaje skrzydeł. Raczej bym powiedziała ze sporo ludzi 'pierniczeje' w parach, spędza wieczory przed TV. A możliwość sterowania własnym życiem w 100% i odpowiedzialnośc mobilizuje.

            Poza tym... przypomina mi to tekst jednej koleżanki "nie zrywaj z nim przed wakacjami, raczej po bo nie bedziesz miała z kim jechać".
          • sir.vimes a z jakiej racji miałaby spędzać wieczory przed TV 27.06.09, 19:08
            jeśli właśnie od tego chce się uwolnić?

            Jesteś sama, z dwójka maluchów, wieczory samotne przed tv,
            > wszelkie wyjazdy czy imprezy gdzie są raczej pary omijasz szerokim łukiem bo żl
            > e
            > czułabyś się wśród sparowanych.

            Dlaczego miałaby źle się czuć wśród SWOICH znajomych i czy jedynym sensem życia
            jest znalezienie innego faceta?


            "Oczywiście można przyjąć wersję optymistyczna,
            > tzn poznajesz kogoś niezwykle ekscytującego i kochasz go nad życie,
            (...)
            Poza tym
            > uwierz mi,ze faceci nie pchają sie drzwiami i oknami aby wychowywać cudze
            > dzieci. "
        • ikabg O rany! Piszesz o moim mężu...!;) 28.06.09, 20:11
          Mam to samo.. "A po co?".. Ja przywykłam do tego ale nie powiem czasem mnie
          szlag trafia...
      • nemesis5 Re: Chyba się rozwiodę. 27.06.09, 13:59
        jakbym czytala o sobie tylko, że boje sie ze ja dojde za jakis czas do takiego punktu w zyciu jak Ty. zawsze sobie mysle ze zyje dla dzieci, siebie swoich dokonan i przyjaciol a maz jesli chce stac z boku to jego wybor...
    • na_pustyni Re: Chyba się rozwiodę. 27.06.09, 10:34
      Widziały gały ci brały - tak by było najprościej odpowiedzieć. Zastanowiło mnie
      jedno - co się zmieniło, że wcześniej byłaś aktywna, a teraz mąż na wzmiankę o
      doktoryzowaniu się strzela focha na dwa dni? A może Ty też się zmieniłaś?
      Próbowałaś z nim rozmawiać? Ale tak normalnie bez straszenia rozwodem?
      Rozwód to wyjście dla ludzi, którym kompletnie już na sobie nie zależy, a ich
      dzieci więcej zyskują na rozstaniu niż na ciągnięciu dalej małżeństwa. Jestem po
      rozwodzie, a mimo to nadal uważam, że to moja życiowa porażka. Coś przegraliśmy
      i każdemu będę radziła próbować zawalczyć o związek.
      • anika313 Re: Chyba się rozwiodę. 27.06.09, 10:44
        Z pewnością się zmieniłam, ja wcale nie twierdzę, że obecna sytuacja
        to wina mojego męża. Ja wiem, że oboje zapracowaliśmy na to co w tej
        chwili mamy. Jestem przekonana, że mąż też nie jest szczęśliwy. O
        rozwodzie z nim nie rozmawiałam, bo wiem, że z jego poczuciem
        odpowiedzialności szczególnie wobec dzieci, będzie wolał udawać, że
        nic złego z nami się nie dzieje. Jego rodzice żyli w ten sposób tzn.
        każde z nich miało swoje sprawy, w domu się mijali, i śmieszne było
        jak wobec obcych próbowali udawać przykładne małżeństwo. Bardzo nie
        chciałabym, żeby moje własne życie tak właśnie miało wyglądać.
        • na_pustyni Re: Chyba się rozwiodę. 27.06.09, 11:02
          Napisz, czy z nim rozmawiałaś? Czy usiedliście i pogadaliście?
          • anika313 Re: Chyba się rozwiodę. 27.06.09, 11:26
            Oczywiście, że rozmawialiśmy. Mąż przyjmuje do wiadomości moje
            argumenty, przez chwilę jest lepiej tzn. robimy coś tam razem, mamy
            jakieś plany, a potem rzeczywistość- wszystko wraca do normy. Z tym,
            że zauważyłam, że te lepsze okresy są coraz krótsze. Tak jakby nam
            obojgu już się nie za bardzo chciało.
            • umasumak Ja bym zrobila tak 27.06.09, 12:34
              powiedziałabym mu, że otwieram ten przewód doktorski i w ogóle przejęłabym
              inicjatywę. Dlaczego poddajesz się stagnacji? Po to żeby potem narzekać? Myślę,
              że jak maż zobaczy, że działasz, a nie tylko gadasz, że tego potrzebujesz to
              spróbuje zmienić swoje nastawienie. Rozwieść się jeszcze zdążysz w razie czego.
              A teraz farba na głowę i do roboty smile.
    • flavia3 Re: Chyba się rozwiodę. 27.06.09, 11:59
      Oj Anika, skąd ja to znam...Nie będę się rozpisywać o swojej
      sytuacji, ale jest bardzo podobna. Napiszę tylko, jak ja sobie z tym
      radzę: otóż nie zwracam uwagi na jego obojętność czy wręcz niechęć
      do robienia niektórych rzeczy. Robię to co uważam za słuszne,
      pracuję, spotykam się z przyjaciółmi, wyjeżdżam z dziećmi. A on, jak
      nie chce, może siedzieć w domu. I wiesz co? Chyba zaczyna go to
      wciągać, bo coraż częściej ma ochotę na wyjście. Nie wiem czy coś z
      tego wyjdzie, czy nie znudzi mi się takie życie'obok', ale próbuję,
      dla dzieci. Trzymaj się i próbuj to jakoś poukładać, rozwieść się
      zawsze zdążysz!
      • marzeka1 Re: Chyba się rozwiodę. 27.06.09, 12:10
        "A ja już nie mogę,
        ciągle dom, praca, zakupy, obiadki."- a kto kazał ci zostać maszyną
        wieloczynnościową? Pracą w domu, zakupami itp. można się tak podzielić, by nie
        mieć poczucia kieratu.
        • anika313 Re: Chyba się rozwiodę. 27.06.09, 12:15
          Źle się wyraziłam, domowymi obowiazkami dzielimy się. Chodziło mi o
          monotonię i niechęć mojego męża do jakichkolwiek inicjatyw.
          • marzeka1 Re: Chyba się rozwiodę. 27.06.09, 12:24
            A to inaczej wygląda. Z boku widać to tak: ty dalej się rozwijasz, masz pasje, a
            on -woli stagnację, domowe bambosze. Myślę, że mnie też to by przeszkadzało.
            Rozmawiałaś z mężem,że przeszkadza ci to TAK BARDZO, że myślisz o rozwodzie?
            może to skłoniłoby go do próby zmiany.
      • anika313 Re: Chyba się rozwiodę. 27.06.09, 12:22
        Wiesz, ostatnio jechałam na konferencję, mówię do męża, że wyjeżdżam
        na dwa dni. A on na to: "a zostawisz nam obiady?". No w mordkę jeża,
        nie zapytał o to dokąd jadę, z kim, nawet tego swojego a po co?
        Czyli, że jakby nie obiady to nawet pewnie by nie zauważył, że mnie
        nie ma. A może by się ucieszył, że przynajmniej niczego od niego nie
        chcę.
        Nie wiem czy długo tak wytrzymam.
        A ty Flavia3 długo tak ciągniesz?
        • flavia3 Re: Chyba się rozwiodę. 29.06.09, 13:15
          No i dobrze, wyjeżdżaj jak najczęściej. Po pracy zabieraj dzieci na
          spacer, do znajomych, na plac zabaw itp. I mów tylko: wychodzę, będę
          wieczorem. Ja tak robię. Już od jakichś 2 lat tak jest. Ja żyję
          swoim życiem, on swoim. Ostatnio zaczyna coraz częściej pytać czy
          może iść/jechać z nami, inicjować rozmowy; chyba zudziło go takie
          życie w pojedynkę. Zobaczymy jak będzie dalej. Mam nadzieję, że
          lepiej. Trzymaj sięwink
    • morgen_stern Re: Chyba się rozwiodę. 27.06.09, 12:24
      Jak jeszcze raz przeczytam w podobnym wątku tekst: "widziały gały, co brały", to
      poprzegryzam wam tętnice, głupie babska.. najgorszy tekst, jaki można usłyszeć,
      kiedy przechodzi się w związku kryzys albo myśli o rozstaniu. Nie można mieć
      problemów w związku, nie można zmieniać priorytetów ani punktu widzenia na różne
      sprawy (ależ skąd, przecież my wszyscy jesteśmy tacy sami przez całe życie), bo
      zaraz jedna idealna z drugą idealną wyjadą z nieśmiertelnym "widziały gały" i
      poczują się lepiej.
      Głupi, płytki i krzywdzący tekst, już pomijając to, że nie wnoszące NIC poza
      poprawieniem nastroju piszącej te "mundre" rady. No ale czym byłoby forum bez
      takich ciotek dobra rada tongue_out
      • morgen_stern Re: Chyba się rozwiodę. 27.06.09, 12:26
        Ach, no i zapomniałam, że przecież wszystkie podejmowałyście zawsze rozsądne do
        bólu decyzje, macie idealne związki i idealnych chłopów w domu, nigdy nie
        byłyście ślepo zakochane, nie dokonywałyście złych wyborów życiowych i błędów,
        nienie! Doprawdy, czasem forum to takie second life, gdzie wszyscy jesteśmy
        tymi, jakimi chcemy być w swoich najśmielszych marzeniach smile
        • triss_merigold6 Huczne brawa dla tej pani 27.06.09, 12:34
          Oraz gorące wyrazy uznania. Qrde ludzie się zmieniają, ewoluują, ich
          potrzeby też są modyfikowane. Kiedyś moim hobby była niemal
          nieustająca balanga a teraz drzemka w weekend.

          Ja widzę u panów zanik dbania o związek i relację z kobietą.
          Wypełniają rolę ojca, pracownika i współprowadzącego gospodarstwo
          domowe i na tym koniec. Nie dbają o gromadzenie wspólnych
          doświadczeń i doznań z partnerką, bo im się nie chce. Mam świra na
          punkcie wspólnego spędzania czasu, bo dla mnie to poza seksem
          najbardziej więziotwórczy element związku.
          • morgen_stern Re: Huczne brawa dla tej pani 27.06.09, 12:43
            Ja w moim sześcioletnim byłym związku (oraz epizodycznym małżeństwie) miałam
            kilka bardzo poważnych przewartościowań, na początku związku byłam kimś zupełnie
            innym, czego innego oczekiwałam, czego innego pragnęłam, pod koniec byłam już
            kompletnie inną morgen smile a to tylko 6 lat. Mój ex-mąż oczywiście czuje się
            przeze mnie oszukany. W sumie go rozumiem. Ale rozumiem tez wszystkie kobiety,
            które pewnego dnia budzą się ze snu śpiącej królewny obok obcego człowieka.
        • umasumak Re: Chyba się rozwiodę. 27.06.09, 12:46
          O tak "widziały gały co brały" jest tyleż popularne, co idiotyczne.
      • marzeka1 Re: Chyba się rozwiodę. 27.06.09, 12:27
        Tylko, że ten tekst ma rację bytu w odniesieniu do tych kobiet, które WIEDZIAŁY,
        że przed ślubem facet: kocha alkohol, imprezy, nie dla niego domowe rozkosze,
        lubi kobiety nie tylko popatrzeć, ale i pobzykać na boku, jest pępowinowo
        zjednoczony z mamunią. Wtedy "widziały gały, co brały". Tu raczej mamy klasyczną
        zmianę osoby i zastój drugiej.
        • morgen_stern Re: Chyba się rozwiodę. 27.06.09, 12:30
          Ale nawet wtedy, to co on, przepraszam, daje? Uważam nadal, że tylko i wyłącznie
          dobry nastrój. Och, bo ja jestem taka mądra i tak świetnie wybrałam (lub miałam
          szczęście po prostu), a ty byłaś idiotką, a jak ci o tym powiem, to się tak
          zajebiście poczuję. Trochę to płytkie, nie sądzisz?
          • marzeka1 Re: Chyba się rozwiodę. 27.06.09, 12:41
            Może i płytkie, ale ZROZUMIAŁE,gdy towarzyszy temu naiwne "on się zmieni po
            ślubie", a potem zdziwienie, że nie.
            Współczuję raczej założycielce wątku, bo z opisu widać, że świetna
            kobieta,rozwojowa, która tkwi przy grzybie,marzącemu o bamboszach.
      • kawka74 Re: Chyba się rozwiodę. 27.06.09, 12:31
        E, tam. W kontekście całości wypowiedzi nie brzmi to tak okropnie.
        I - nie da się ukryć - są takie sytuacje, w których to powiedzenie jest jak najbardziej uzasadnione (nie twierdzę, że w tym wątku tak jest).
        Czasem ludzie się zmieniają, czasem wychodzi z nich prawdziwa natura, a czasem jednej z połówek otwierają się oczy i zaczyna taka połówka rozumieć, że misio czy też ukochana nie zmienią się nigdy, chyba że na gorsze.
      • na_pustyni Re: Chyba się rozwiodę. 27.06.09, 13:58
        O tych gałach to do mnie jest? Jak do mnie, to nie zrozumiałaś mojego postu.
    • kiddy Re: Chyba się rozwiodę. 27.06.09, 12:28
      Anika, męża nie zmienisz. Ale swoje życie możesz. Rozumiem cię
      doskonale. Nie pozwól, by konwenans, źle rozumiane poczucie
      obowiązku itp. zniszczyły ci życie. Masz je tylko jedno, kolejnej
      próby nie będzie. A dzieci? Za parę lat zaczną rozumieć, że rodzice
      się nie kochają i nie chcą ze sobą być - czy to będzie dla nich
      dobre? Potem dorosną i odejdą.
      Masz prawo do szczęścia.
    • mamamonika Na razie zacznij robić doktorat :P 27.06.09, 12:47
      Zacznij - od siebie smile

      Zacznij robić doktorat, realizować swoje zamierzenia. Dlaczego to
      niby mąż się przestał odzywać po takim Twoim stwierdzeniu? Zazdrości
      że zostanie w tyle? Boi się czegoś? Osobiście nie rozumiem takiej
      postawy wobec partnera. Ja bym się martwiła, że mój się zakociubia i
      vice versa. Toż rozwój jest potrzebny jak powietrze, bo się umiera
      za życia w innym przypadku. Może jak kanapowy gad zobaczy, ze do
      przodu idziesz Ty, wyrwie go to z kolein i na dobre wyjdzie.

      Na rozwód będzie czas, teraz może czas na małe wstrzasy. Stagnacja
      zabija. Jeśli jednak facet sie zrobi nie do wytrzymania i będzie
      rzecz torpedował, to i tak sie rozwiedziecie - na jedno wyjdzie, a z
      zyskiem dla Ciebie tongue_out.
      I i Ty będziesz się dużo lepiej czuła wiedząc, ze idziesz do przodu.
      • anika313 Re: Na razie zacznij robić doktorat :P 27.06.09, 13:01
        Nie sądzę, żeby się bał mieć wykształconą żonę, bo od początku
        wiedział, że jestem ambitna i lubię się uczyć. Poza tym sama
        namówiłam go do zrobienia dodatkowych studiów podyplomowych -
        płacili mu pracowawcy, więc nie specjalnie miał wymówkę, żeby się
        wymigać. Z perspektywy czasu myślę, że nawet jest zadowolony bo
        dostał awans, chociaż ostatni coś bąkał, że teraz ma za dużą
        odpowiedzialność i lepiej było jak był po prostu pracownikiem -
        dodam, że ja go nie namawiałam do przyjecia nowego stanowiska- to
        była wyłącznie jego decyzja.
        Nie sądzę, żeby coś go mogło wyrwać z tego marazmu, chyba ma taki
        charakter, ale słowo daję, że z upływem czasu to się pogłębia.
        Całe szczęście, że wyjechał na jakieś szkolenie, bo patrzenie na
        jego minę cały weekend jest dla mnie ostanio nie dowytrzymania.
        I słowo daję, jak znowu po powrocie usłyszę A PO CO?, to nie
        odpowiadam za siebie.
        • mamamonika Re: Na razie zacznij robić doktorat :P 27.06.09, 13:05
          Taki był zawsze czy od jakiegoś czasu?
          Chyba po prostu musisz robić swoje, jak nie dasz rady z nim to bez
          niego.
          Znam taki egzemplarz z autopsji - żona meczyła się 30 lat i ... się
          nie zmienił. Każda nowa rzecz to była droga przez mękę i była przez
          niego oceniana jako kompletnie zbędna już na starcie (nieważne -
          remont mieszkania, wyjazd, zmiana czegokolwiek - bo trzeba było się
          ruszyć), poza tym nie miała się prawa udać z zasady (wymyślał milion
          straszliwych przeszkód mających być argumentem dlazego nie warto).
          Jak już żona coś przeforsowała, często po fakcie opowiadał znajomym,
          czego to ON nie dokonał.
          Ja bym tego nie wytrzymała.
        • kawka74 Re: Na razie zacznij robić doktorat :P 27.06.09, 13:11
          Trudno tego nie rozumieć uncertain
          Mój ojciec miał podobny charakter - nie była to tylko kwestia spędzania wolnego czasu, ale generalnie priorytetów. Wystarczało mu akurat to, co miał, byle by się nie przepracować i nie wyjść poza minimum. Gdyby nie moja matka, pewnie jeszcze długo mieszkalibyśmy w jednym pokoju w suterenie. Bo mu więcej nie było potrzebne.
          Po co się dokształcać, dobrze jest, jak jest; po co wychodzić, kiedy potem i tak trzeba wrócić, i tak w kółko.
          Obawiam się, że jest to nie do przeskoczenia - po prostu taki typ, taki charakter. Nie da się komuś zaimplantować chęci do działania ani ambicji.
          • umasumak Re: Na razie zacznij robić doktorat :P 27.06.09, 13:18
            kawka74 napisała:

            Obawiam się, że jest to nie do przeskoczenia - po prostu taki typ, taki charakt
            > er. Nie da się komuś zaimplantować chęci do działania ani ambicji.

            Zgadza się, ale można nie dać się wciągnąć w taki styl życia. Czasem trzeba się
            rozstać, chociaż bywa, że takie funkcjonują związki na zasadzie przeciwstawieństw.
            • kawka74 Re: Na razie zacznij robić doktorat :P 27.06.09, 13:24
              > Zgadza się, ale można nie dać się wciągnąć w taki styl życia.

              Oczywiście, że tak.
              Z tym że trudno mi wyobrazić sobie, jak długo można ciągnąć taki związek, w którym, jak to mówiła moja mama, każdy ch.. na swój strój, z przeproszeniem. Przecież nie na tym polega małżeństwo - nie na spędzaniu całego czasu osobno, nie na tłumaczeniu spraw oczywistych (weź wytłumacz facetowi, że mieszkanie w suterenie jest mniej fajne od mieszkania w bloku, skoro jemu jest dobrze).
              Chyba nie dałabym rady.
        • joanna35 Re: Na razie zacznij robić doktorat :P 27.06.09, 22:55
          Z ciekawości pytam - jaką ma minę? Mój - wiecznie nabzdyczoną, poza
          tym wieczne fochy i humory, a o przewlekłym zmęczeniu nie wspomnę -
          zmęczony zaczął być na drugi dzień po weselu, więc to nie nadmiar
          obowiązków, dzieci itp.
    • xxe-lka Re: Chyba się rozwiodę. 27.06.09, 13:39
      Miałam bardzo podobną sytuację i odeszłam od męża. Samej zyje mi się
      dużo lepiej. Tez mam dwoje dzieci i samotne macierzyństwo to nie
      jest sprawa łatwa, lekka i przyjemna, ale mimo wszystko tak mi
      lepiej. I eksowi też. Jak już emocje po rozstaniu opadły mamy teraz
      bardzo fajny kumplowsko-partnerski układ.
      Ale początkowo mąż miał do mnie ogromne pretensje - że ZNOWU coś
      wymyślamwink, że przecież jest super - nie pije nie bije, pracuje i
      dzieci kocha. Ale jak go poinformowałam, że rozważam przeprowadzkę z
      dziećmi 200km od dotychczsowego miejsca zamieszkania to
      niespecjalnie próbował mnie od tego pomysłu odwodzić i mnie
      powstrzywać - był raczej obojętny - jak zwykle - co ostatecznie
      przesądziło sprawe
    • joanna35 Re: Chyba się rozwiodę. 27.06.09, 17:26
      Aniko, doskonale Cię rozumiem. Ja w tym roku kończę 40 lat i gdy
      pomyślę, że resztę życia mam spędzić z moim mężem i, że ma ono
      wyglądać tak jak wygląda to mam ochotę strzelić sobie w łeb. Mój mąż
      ma trzy ulubione powiedzonka(odpowiedzi) , obok "A po co?" słyszę "A
      muszę teraz?" i koronne" Przecież wszyscy tak żyją" i nie dociera,
      że mnie zwisa i powiewa jak żyją wszyscy. Zaczęłam więc wprowadzać w
      życie plan piecioletni, o czym pan jest poinformowany. Ponieważ od 9
      lat jestem kura domestica, więc cały proces muszę sensownie rozłożyć
      w czasie - odbudowanie poczucia własnej wartości, reaktywowanie
      prawa jazdy, powrót do pracy i...żegnaj Gienia świat się zmienia. Z
      tym, że ja podobnie jak Ty nie chcę mieć już żadnego faceta. Chcę
      być sama. Jedynie czego się boję to tego, że po rozwodzie będzie się
      siłą rzeczy jeszcze mniej zajmował dziećmi, a do powiedzenia bedzie
      miał strasznie dużo.
      • verdana Re: Chyba się rozwiodę. 27.06.09, 17:55
        No to ja będę jak zwykle advocatus diaboli.
        Piszesz, ze maż się nie rozwija. No, jak to się nie rozwija, jak
        skonczył studia podyplomowe? I ma wyższe stanowisko niż kiedyś?
        Piszesz, ze dzielicie sie obowiązkami domowymi. I że zajmuje sie
        dziecmi
        Rozumiem, ze Ty obecnie nie pracujesz. Jestem doskonale w stanie
        zrozumieć, ze osoba, ktora ma odpowiedzialne stanowisko poza domem,
        przychodzac do domu marzy tylko o tym, by w nim pozostać i odpocząć.
        I że osoba, ktora cały dzień zasuwa przy dzieciach chce się
        wieczorem z tego domu wyrwać. Ale niestety, obawiam się, ze nie da
        się zrobic rozrywakowego faceta z kogos, kto obecnie zarabia na
        cztery osoby, pomaga w domu i nie miga się od opieki nad dziećmi.
        Moze facet dlatego się wsciekl na mysl o robieniu przez Ciebie
        doktoratu, bo oznacza to, ze w tym czasie także tylko on bedzie
        utrzymywał rodzinę?
        Jesli się rozwiedziesz, to nadal pozostanie Ci gotowanie obiadkow,
        pranie i sprzatanie - a nie bedziesz osoba wolna, ktora moze
        swobodnie wychodzic z domu i robic co chce. W tym celu musiałabys
        rozwieść się także z dziecmi.
        Naprawdę, jak wracam do domu czasem wieczorem po całym dniu pracy
        poza domem, to zamordowalabym kazdego, kto chciałby, abym z nim
        poszla sie rozerwać.
        • triss_merigold6 Re: Chyba się rozwiodę. 27.06.09, 18:03
          Yyy wydawało mi się, że pani wspominała, że pracuje.
          W tygodniu - rozumiem. Ale zostają weekendy i wtedy naprawdę można
          coś robić RAZEM.
          • kol.3 Re: Jakie RAZEM? 27.06.09, 19:16
            A jakie jest robienie RAZEM, jak żonka pracuje (od 8 do 16 przypuszczalnie),
            potem chodzi na języki obce (minimum 2 popołudnia w tygodniu zajęte), studiuje,
            rozumiem, że zaocznie, a więc w weekendy znika i dom zostaje na głowie męża,
            oprócz tego ma sesję egzaminacyjną, zaliczenia, testy itp. Tak było przy
            pierwszym dziecku, nie było żadnego RAZEM, tylko najpewniej przerzucenie całego
            domu na głowę męża. W tej chwili pani w ramach rozwoju osobistego wymyśliła
            sobie kolejną atrakcję, coby prysnąć z chałupy i zafundować mężowi powtórkę z
            rozrywki. Rozumiem, że pan ma na głowie pracę i dom i jeszcze uchodzi za mało
            ambitnego cielapieja.
            • joanna35 Re: Jakie RAZEM? 27.06.09, 23:19
              nie było żadnego RAZEM, tylko najpewniej przerzucenie całeg
              > o
              > domu na głowę męża.

              Od 9 lat cały dom został przerzucony na mnie. Możesz mi powiedzieć
              droga Kol. dlaczego nikt mi nie stawia pomnika z racji pełnionych
              obowiązków, a wręcz przeciwnie wszyscy uważają, że to normalne,
              dlaczego nikt - na czele z moim mężem nie chce usłyszeć, że mam
              dość, że psychicznie wysiadam? Bo jestem kobietą i MUSZĘ się
              poświecać? Nawet gdyby tak było w małżeństwie Autorki to naprawdę
              nie widzę nic nadzwyczajnego w facecie, którego matka nauczyła
              samoobsługi. Nie widzę , bo to powinna być norma - matkom synów pod
              rozwagęwink
              • nutka07 Re: Jakie RAZEM? 28.06.09, 00:31
                Chodzilo raczej o podzial obowiazkow a nie zrzucenie wszystkiego na barki jednej
                osoby. Bez wzgledu na plec.

                To, ze Ty jestes w sytuacji, w ktorej 'musisz' sie poswiecac, nie znaczy ze ja
                tez mam tak miec, badz inny malzonek.
                • kol.3 Re: Jakie RAZEM? 28.06.09, 08:47
                  Otóż to.
                  • joanna35 Re: Jakie RAZEM? 28.06.09, 09:48
                    Nie zrozumiałaś - ani Ty, ani nutka. To nie chodzi o to co robię ja
                    jako ja, ale ja jako kobieta. Nie wiem, może niedokładnie
                    przeczytałam posty Autorki ale wg. mnie nigdzie nie pisze, ze pan
                    mąż nadwerężał swoje siły przy wykonywaniu domowych obowiązków -
                    Autorka napisała jasno i wyraźnie z czyjej pomocy korzystali w
                    róznych okresach życia i że dzielą się obowiązkami, wszak oboje
                    pracują, prawda? Niemniej od razu założyłaś, że skoro Autorka jest
                    wręcz nadaktywna to musiało to się dziać kosztem biednego męża. A ja
                    się pytam - nawet gdyby tak było, to co? Wiedział z kim się żeni,
                    przynajmniej jeżeli chodzi o pracę zawodową żony i wiedział jakie są
                    warunki jej wykonywania.
                    • nutka07 Re: Jakie RAZEM? 28.06.09, 10:14
                      joanna35 napisała:

                      > Niemniej od razu założyłaś, że skoro Autorka jest
                      > wręcz nadaktywna to musiało to się dziać kosztem biednego męża. A ja
                      > się pytam - nawet gdyby tak było, to co?

                      To maz ma pelne prawo miec DOSC i wysiadac psychicznie tak jak Ty.

                      Rownie dobrze Tobie moge zadac pytanie: Wiedzialas chyba za kogo wychodzisz?
                      Jaka bedzie Twoja rola w rodzinie jako kobiety?
                      • joanna35 Re: Jakie RAZEM? 28.06.09, 10:28
                        Wychodziłam za mąż za człowieka , który mieszkał sam - miaam więc
                        prawo sądzić, że samoobsługę ma w małym palcu. Wychodziłam za
                        człowieka, któremu "się chciało", który miał pomysł, z którym
                        godzinami rozmawialiśmy o życiu, o nas, o naszym związku,
                        małżenstwie i rodzinie. Po ślubie, jeszcze za nim pojawiły się
                        problemy, bardzo szybko okazało się, że mój mąż jest mocny, ale w
                        gębie, tylko,zże wtedy jeszcze tego tak nie odbierałam.
                        Wychodziliśmy mało i zawsze z mojej inicjatywy, ale wtedy poza pracą
                        w zasadzie nie miałam większych obowiązków, więc miałam czas i chęci
                        na wyciąganie go tu czy tam.
                        > Jaka bedzie Twoja rola w rodzinie jako kobiety?
                        W momencie wychodzenia za mąż wiedziałam, że nie będę darmową
                        służącą u W. Owszem, miałam być żoną i matką, ale miałam też moją
                        pracę, którą autentycznie lubiłam i , z której nie zamierzałam
                        rezygnować.
                        • joanna35 Re: Jakie RAZEM? 28.06.09, 10:36
                          Zresztą to nie o to chodzi. Chodzi o to co dostaję w zamian. W moim
                          odczuciu - nic. Siłą się powstrzymuję jak widzę tę wiecznie
                          skrzywioną minę, jak słyszę to warczenie na dzieci(odpowiadanie)
                          żeby nie rzucić czymś ciężkim. Mam dośc wiecznego narzekania,
                          wiecznego malkontenctwa i przekonania jak to on ma ciężko. Mam dość
                          jego wiecznego zmęczenia. Też jestem zmęczona, też chciałabym mieć
                          zdrowe=bezproblemowe dzieci, ale nie mam i mieć nie będę. Swoją
                          postawą mój mąż wykańcza nie tylko mnie, ale właśnie dzieci, a
                          przynajmniej to które rozumiem. dziecko boi sie odrabiac z tatusiem
                          lekcji, bo tatuś robi miny, bo tatuś mówi grobowym głosem, bo tatuś
                          był geniuszem z matematyki, więc dziecko też ma być, a jak odpowie
                          źle to tatuś wpada w depresję. Eeee... długo mogłabym pisac, ale to
                          nie mój wątek, więc poprzestane na tych postach, które już
                          wypociłam. Chciałam tylko pokazać, że są faceci wykształceni, którzy
                          nie piją, nie biją, w domu pomagają,a szczęścia nie dają.
                          • nutka07 Re: Jakie RAZEM? 28.06.09, 11:06
                            Ze zwiazkiem jest tak, ze nie da sie ladowac caly czas jak w studnie bez dna.
                            Jezeli nie dostaje sie nic w zamian i te proporcje dawania i dostawania sa
                            zachwiane to zaczynaja sie problemy. Ciezko o milosc bez warunkowa.

                            Maz to ma jakis problem ze soba i nie dotyczy to chyba tylko Waszego malzenstwa?
                            • joanna35 Re: Jakie RAZEM? 28.06.09, 15:35
                              > Maz to ma jakis problem ze soba i nie dotyczy to chyba tylko
                              Waszego malzenstwa
                              > ?
                              Nutko, jesteś bardzo mądrą dziewczynąsmileMasz całkowitą rację -
                              problemy zasadnicze są dwa - nie można nie miec problemów ze sobą,
                              gdy się miało takiego ojca jak mój teść, ale mój mąż nie chce tego
                              przyjąć do wiadomości. Drugi problem dotyczy naszego opóźnionego w
                              rozwoju syna - chyba dotąd sie z tym nie pogodził. W mężu jest pełno
                              biernej agresji, co nawet wyszło w jakichś testach psychometrycznych
                              (nie wiem czy czegoś nie pokręciłam, sorry) podczas badań okresowych
                              w pracy. Nie raz już namawiałam go na terapię, przecież nikt nie
                              musi wiedzieć, że chodzi do psychologa. No, ale nie.
                        • nutka07 Re: Jakie RAZEM? 28.06.09, 10:46
                          Maz autorki mogl wlasnie zenic sie z 'inna' kobieta albo ona wychodzila za
                          'innego'. Wszyscy na przestrzeni lat sie zmieniamy, zmieniaja sie nasze
                          priorytety, zainteresowania, pragnienia.

                          Co do roli w rodzinie. To juz sprawa w naszych rekach, zeby nie dac sie
                          zaszufladkowac jako 'darmowa sluzaca'.
                          • joanna35 Re: Jakie RAZEM? 28.06.09, 15:43
                            Wszyscy na przestrzeni lat sie zmieniamy, zmieniaja sie nasze
                            > priorytety, zainteresowania, pragnienia.
                            To prawda Nutko, zresztą ktoś już o tym ładnie tutaj pisał. Problem
                            polega na tym, ze mąż nie zmienił sie na przestrzeni lat, ale po
                            urodzeniu drugiego syna.

                            To juz sprawa w naszych rekach, zeby nie dac sie
                            > zaszufladkowac jako 'darmowa sluzaca'.
                            Wierz mi Nutko to nie jest taka prosta sprawa. Moja rezygnacja z
                            pracy zawodowej była spowodowana konkretnymi wymogami ówczesnej
                            sytuacji. To była nasza wspólna decyzja i wszystkiego czego
                            oczekiwałam w zamian to docenienia tego i szacunku, bo dla wygody
                            mojego męża poświęciłam bardzo dużo. To naprawde nie jest kwestia
                            prania, sprzątania, gotowania, przynajmniej tak długo, jak długo ten
                            szacunek jest.
                            • nutka07 Re: Jakie RAZEM? 28.06.09, 21:35
                              Zgadzam sie z Toba.

                              Samotnosc w zwiazku jest ciezka a jeszcze gorzej jest, gdy ma sie 'wroga
                              sabotujacego' nasze starania.

                              Odnosze wrazenie, ze Ty wiesz czego chcesz i jak napisalas bedziesz to
                              realizowala w czasie. Zreszta juz chyba od dawna jestes 'sama'.

                              Zycze Ci, zebys osiagnela swoje cele i znalazla swoje miejsce w zyciu.
                              • joanna35 Re: Jakie RAZEM? 29.06.09, 00:19
                                Dzięki. To miłe co napisałaśsmile
                    • joanna35 Re: Jakie RAZEM? 28.06.09, 10:18
                      I jeszcze jedno - dwa-trzy lata temu kiedy Triss odeszła od męża z
                      bardzo podobnego powodu uważałam, że panna ma przewrócone w głowie -
                      rozbijać małżeństwo z powodu fanaberii, tylko dlatego, że czuje się
                      niezauważana przez faceta? Na litość boską, przecież tak żyje 50%
                      kobiet w tym kraju będących w stałych związkach - tak wtedy
                      myślałam. Dzisiaj myślę inaczej - Triss ma rację i odwagę sięgać po
                      to co jej się od życia należy, reszta tej odwagi nie ma i dlatego
                      będzie drążyć i szukać ukrytych kochanek, bo przecież problem nie
                      tkwi w facecie, w tym, że mu się NIE CHCE, tylko albo w żonie, albo
                      w kochance. Najpewniej w żonie. To ona(3/4 rad) ma walczyć o
                      utrzymanie tego związku. A ja się pytam - w imię czego to ONA ma
                      walczyć? W imię dzieci? To są też jego dzieci i jak widać taki
                      argument do pana nie przemawia, skoro zmiany, nawet jeżeli się
                      pojawiają to na krótko. Zresztą jak widać pan jest zdolny do zmian i
                      gdyby tylko "mu się chciało chcieć to by mu sie mogło móc". Ale jemu
                      się NIE CHCE. Jemu tak jest dobrze. Ożenił się, ma dzieci - wypełnił
                      więc społeczne oczekiwania jeżeli chodzi o założenie podstawowej
                      komórki społecznej i do śmierci może tkwić w błogim zadowoleniu.
                      Nieważne, że ona chce więcej. Nieważne, że inaczej wyobrażała sobie
                      ich małżeństwo, rodzinę i jego udział w tym przedsięwzięciu.
                      Wreszcie - nieważne, że ona o tym głośno mówi, że próbuje coś
                      zmienić, żeby było lepiej - wszystkim. Nieważne, bo pan nie ma
                      takiej potrzeby i koniec. Pan swoja rodzinę traktuje w kategorii
                      umeblowania pokoju - wie, że fotel stoi w pokoju, ale to wszystko -
                      na co dzień go nie zauważa.
                      • nutka07 Re: Jakie RAZEM? 28.06.09, 10:35
                        No widzisz. Ja tych rad nie odbieram tak jak Ty, ze tylko ona ma walczyc o
                        zwiazek. Bo chocby robila nie wiadomo co to sama nie uzdrowi zwiazku, ktory
                        tworza dwie osoby. Najpierw ona sama musi podjac decyzje czy ratowac zwiazek
                        (stad rady walcz o zwiazek) a potem maz musi chciec. Meza tu nie ma wiec piszem
                        do niej. Moze sprobowac z nim porozmawiac, wyjasnic co i jak i oczekiwac ruchu z
                        jego strony. To wlasnie musi zrobic sama. To jest jej indywidualny wklad o ile
                        zechce.
                      • anika313 Re: Jakie RAZEM? 28.06.09, 10:36
                        Ja ostanio porównałam nasze małżeństwo do wygodnych, znoszonych
                        kapci. I słowo honoru nie chodzi mi o to, żeby mąż kupowł kwiaty i
                        patrząc w oczy szeptał wyznania dozgonnej miłości, nie chcę również
                        pilotować F16, ani zdobyć Everestu. Ale chcę przeżyć moje życie, a
                        nie prześlizgnąć się przez nie.
                        Fakt, nie mam jeszcze odwagi tak po prostu powiedzieć koniec, ale i
                        tak mam pewność, że niedługo tak się stanie, bo niestety dwoje ludzi
                        musi chcieć się dogadać, żeby być ze sobą.
                        A, apropos miny mojego męża to przypomniało mi się jak jakiś czas
                        temu pojechaliśmy po wielogodzinnych namowach do Ikei po pudła na
                        zabawki, dzieciaki bawiły się w takim kąciku przy restauracji, mąż
                        siedział przy stoliku, a ja spotkałam koleżankę i ona patrzy na
                        mojego męża i mówi: "O, kurcze co mu się stało, zęby go bolą?" -
                        serio.
                        • triss_merigold6 Szafka 28.06.09, 12:35
                          Czułam się jak szafka - użyteczne to, potrzebne ale nie zachwyca i z
                          szafką nic specjalnego się nie robi, bo przecież JEST.
                          Żeby się chciało chcieć... Skoro jasne komunikaty pomagają na krótko
                          to znaczy, że jednak facet jest w stanie wykrzesać z siebie
                          cokolwiek tylko mu się nie chce.
                      • anika313 Do Joanna35 28.06.09, 10:43
                        Jak przeczytałam twoje wypowiedzi, to zaczęłam podejrzewać, że mamy
                        tego samego męża.
                        • nutka07 Re: Do Joanna35 28.06.09, 10:55
                          Dlatego nie ma wystarczajaco czasu dla zadnej z Was wink
                          • anika313 Re: Do Joanna35 28.06.09, 10:59
                            Właśnie czasu to on ma moim zdaniem za dużo.
                            • nutka07 Re: Do Joanna35 28.06.09, 11:02
                              A on jest szczesliwy, zadowolony ze swojego zycia? Da sie z nim porozmawiac na
                              takie tematy? Chce byc dalej w zwiazku?
                              • anika313 Re: Do Joanna35 28.06.09, 11:17
                                Pisałam już wcześniej, że jak zapytałam czy jest szczęśliwy to mi
                                odpowiedział: A czy wyglądam na nieszczęśliwego? i popatrzył jakbym
                                się urwała z choinki. Wnioskuję, że jest zadowolony i pewnie do
                                głowy mu nie przyjdzie, że ja myślę, żeby go zostawić. No bo po co?
                                Wszystko poukłdane, idealnie takie samo.
                                • nutka07 Re: Do Joanna35 28.06.09, 15:54
                                  Trzeba mu bylo powiedziec, ze tak.
                                  No nie wiem takie odpowiedzi na odczep sie. Zdaje sobie sprawe, ze sa ludzie
                                  ktorym ciezko rozmawiac na takie tematy no ale przeciez cos musi sie ruszyc.
                                  Jakas rozmowa, wnioski, dlasze decyzje. Zawieszenie jest bezsensu, to marnowanie
                                  czasu.
                      • triss_merigold6 Powiem Ci tak 28.06.09, 12:22
                        Zanim się zdecydowałam przeczytałam tysiące rad jak zaktywizować
                        pana, który zaczął patrzeć na kobiete jak na skrzyżowanie garkotłuka
                        z opiekunką dziecięcia i część z owych rad próbowałam wcielić w
                        życie. Samoocenę i tak miałam na poziomie podłogi. Małżonek przegiął
                        w momencie kiedy byliśmy umówieni na pierwszą wizytę na terapię dla
                        par (NFZ, czekanie 2 miesiące) - otóż nie zdążył przyjechać z pracy.
                        To ja dziękuję. Moje odejście było pod hasłem "Licz się ze mną,
                        człowieku" i gdyby potem wykonywał jaiekolwiek gesty świadczące o
                        tym, że mu zależy to bym wróciła w podskokach. Ale nie wykonywał.

                        Ja sobie nie życzę żyć jak moja matka, chociaż starzy uchodzili za
                        bardzo udane małżeństwo.
                        Z aktualnym planuję zamieszkać za jakiś czas i powiedziałam mu
                        wprost, że ja już nic nie muszę. Nie jestem dana raz na zawsze
                        bezwarunkowo. Potrafię odejść mimo uczuć jeśli bilans zysków i strat
                        w związku jest dla mnie bardzo niekorzystny.
        • kawka74 Re: Chyba się rozwiodę. 27.06.09, 18:41
          Mam jednakowoż wrażenie, że:
          -dziewczyna pracuje;
          -nie chodzi tylko o rozrywki;
          -gdyby powodem odmowy było zmęczenie, odpowiedź na propozycję wyjścia raczej nie brzmiałaby: 'a po co'.
    • kol.3 Re: Chyba się rozwiodę. 27.06.09, 18:43
      A mnie zastanawia jedno - autorka mając dwoje dzieci, pracuje, robi studia
      podyplomowe, uczy się języka, czyta, ma zamiar robić doktorat. To są dość
      pracochłonne zajęcia i w domu się w tym czasie samo nie robi, tylko ktoś musi
      prać, sprzątać, zajmować się dzieciakami itp. Czy to przypadkiem nie mąż przejął
      gros obowiązków domowych i zaczyna się buntować? Być może mamy do czynienia z
      dwiema osobami o diametralnie różnych usposobieniach: mąż po pracy domator, żona
      wyrywająca z domu, byle dalej, gotowa kończyć kolejne studia, kursy,spotykać
      się, byle nie zajmować się sprawami domowymi.
      Czarno to widzę.
      • verdana Re: Chyba się rozwiodę. 27.06.09, 18:57

        Wyraznie pisze, ze pracowała i studiowała po urodzeniu starszego.
        Wnosze z tego, ze teraz nie pracuje i nie studiuje. Ale maż jednak i
        tak pomaga i zajmuje sie dziećmi (slusznie zresztą). Tyle, ze nie
        można mieć wszystkiego - męża utrzymujacego dom, współuczestnika
        prac domowych, ktory doksztalca się caly czas (najwyraźniej jedne
        studia podyplomowe to za mało) oraz dba o rozrywki żony.
        • kol.3 Re: Chyba się rozwiodę. 27.06.09, 19:06
          Bardzo możliwe,że autorka teraz nie pracuje. Napisała:
          "Zawsze byłam osobą, która musi być ciągle w ruchu, coś robić, po
          urodzeniu starszego pracowałam i poszłam na studia podyplomowe,
          uczyłam się języka, czytałam, utrzymywałam kontakty towarzyskie
          prawie takie jak przed ciążą."
          Skoro ona tyle robiła mając dziecko, na czyjej głowie był dom? Prawdopodobnie
          męża, który zdaje się ma dosyć.

          • iuscogens Re: Chyba się rozwiodę. 27.06.09, 19:33
            Jak dla mnie to jest jasne. Autorka wyraźnie pisze:
            "A ja już nie mogę,
            ciągle dom, praca, zakupy, obiadki. Jak myślę o urlopie to mnie
            ciarki przechodzą, dwa tygodnie z osobą na którą nie mogę już
            patrzeć."
            Więc pracuje, bo raczej nie chodzi tu o pracę męża.
    • anorektycznazdzira Re: Chyba się rozwiodę. 27.06.09, 19:26
      Posłuchaj, nie musicie być tacy sami, żeby być razem.
      To TY i TYKO TY jesteś odpowiedzialna za to, czy się nudzisz w życiu,
      czy nie. Idź na ten doktorat. Co to znaczy "nie odzywał się"?! Jesli
      jest między wami tak duża różnica temperamentów (zupełnie jak w moim
      małżeństwie), to mąż będzie się musiał nauczyć i zaakceptować, ze
      realizujesz się a związek na tym nie cierpi, dzieci nadal kochasz i
      wszystko jest po staremu. To się da. Nie wlecz go za uszy, jeśli
      facet nie chce lub nie potrafi a z drugiej strony nie daj się
      zaszantażować i zabronic niczego. Jesli naprawdę ci na nim zależy, to
      kiedyś zobaczy, ze idziesz do przodu, osiągasz kolejne rzeczy i to
      nie powoduje, ze wasz związek jest zagrożony czy ulega zniszczeniu.

      Chyba, że Ci nie zależy. To wtedy rozwiedź się jak najszybciej.
    • nutka07 Re: Chyba się rozwiodę. 27.06.09, 20:00
      Sorry za szpiegostwo wink co sie zmienilo od listopada??? forum.gazeta.pl/forum/w,$f,$t,$a,$seot.html?f=567&w=87454787&a=87455308
      • anika313 Re: Chyba się rozwiodę. 27.06.09, 20:23
        W zasadzie niewiele, myślę, że dramatycznie potrzebuję jakiegoś
        dowodu zainteresowania żeby wogóle mieć pewność, że jeszcze po coś
        mam wracać do mojego męża, do domu, a nie od razu kazać mu się
        spakować. I to typowe zbywanie drobnostkami, żeby nie musieć podjąć
        decyzji. Czyli kupienie mi dwóch par butów na allegro, lub jak
        ostanio wisiora ma mnie "zatkać", żebym go dalej nie męczyła, czegoś
        nie chciała. Poza tym chyba trochę się łudziłam i jeszcze dalej się
        łudzę, że może mam za duże wymagania, za bardzo się czepiam. Choć z
        drugiej strony coś mi szepcze marnujesz czas i już go nigdy nie
        cofniesz.
    • anika313 Re: Chyba się rozwiodę. 27.06.09, 20:08
      Chwilę mnie nie było - pojechałam z dzieciakami na łono natury.
      Porządkuję informacje. Po urodzeniu pierwszego dziecka po pół roku
      wróciłam do pracy. Teraz również pracuję, ponieważ jestem naukowcem
      nie mam ściśle normowanego czasu pracy /nie muszę być codziennie 8-
      16, czasem jestem 4 godziny, a czasem 9 , ale przeważnie poza domem
      wraz z dojazdami ok. 7 -8godzin/ na studia chodziłam 1 raz w
      miesiącu -piątek + weekend. Do pomocy 1 babcia na cały etat, druga
      dorywczo, przy pierwszym dziecku jeszcze opiekunka na pół etetu,
      więc super komfortowa sytuacja. Język po pracy - w tym samym budynku
      2 razy w tygodniu po ok. 1 godz. Teraz opiekunki nie mam, bo
      finansowo przy dwójce, wiadomo, że gorzej, a poza tym młodsza mało
      problematyczna.
      Mąż chyba niezbyt przeciążony domowymi obowiązkami jakieś zmywanie,
      sprzątanie, zakupy oczywiście do spólki ze mną i nigdy zbytnio nie
      narzekał.
      Myślę, że teraz właśnie jest czas na zrobienie czegoś w życiu- to
      jeśli chodzi o mnie, od niego chcę chociaż jakiegoś znaku, że chce
      żyć, a nie prześlizgnąć się jakby był na tym świecie za karę. Jak
      pytam czy jest szczęśliwy, to patrzy jak na wariatkę i pyta czy
      wygląda na nieszczęśliwego.
      • nutka07 Re: Chyba się rozwiodę. 27.06.09, 20:15
        A moze on tez mysli o rozwodzie, stad brak zainteresowania.
        • paolka_82 Re: Chyba się rozwiodę. 27.06.09, 20:45
          Tak czytam ten wątek i przypomniało mi się jak kilka lat temu mój znajomy zerwał
          ze swoja dziewczyną, z która był 3 lata.
          Po prostu któregoś dnia powiedział do niej, że ma bilety do teatru i czy
          pójdzie z nim. Ona na to, że ok. W tym momencie mój znajomy nie wytrzymał i
          powiedział że nie będzie dalej z osobą, która tak się na wszystko zgadza, zdania
          nie ma i nawet nie pyta na jaką sztukę do tego teatru, tylko od razu ok. Po czym
          odwrócił sie i wyszedł, więcej sie z nią nie spotkał.
          • kawka74 Re: Chyba się rozwiodę. 27.06.09, 21:04
            Ciekawy typ.
            Wspominał jej chociaż wcześniej, że coś mu się nie podoba, czy nie podobało mu się po cichu?
            • anika313 Re: Chyba się rozwiodę. 27.06.09, 21:25
              Może chciał sprawdzić czy coś ją wyprowadzi z równowagi. Prawdę
              mówiąc też czasami mam taką ochotę.
              Aha, przepraszam za ewentualne literówki i niejasność myśli -
              właśnie piję drugi kieliszek wina, dzieci śpią, cicho gra muzyka i
              mam komputer tylko dla siebie.
              • mateoeasy Re: Chyba się rozwiodę. 27.06.09, 22:49
                a moze powod tego wszystkiego jest banalnie prosty.twoj maz czuje
                sie przy tobie mniej wyksztalcony,pewnie mysli ze uwazasz go za
                debila..itd.nie nadaza.no i nie o czym mialby rozmawiac w
                towarzystwie twoich znajomych.ten problem jest mi znany.odkad ja
                znalazlam lepiej platna prace ,bo mam wieksze wyksztalcenie niz moj
                maz zaczal sie problem,ze go zostawie..i td.moze tu jest ten glowny
                problem.piszesz ze zrobil studia..nie pomyslals ze dla ciebie,by byc
                na rowni,by byc moze zebys sie go nie wstydzila.to sa bardzo
                delikatne sprawy o ktorych sie na ogol nie mowi,ale niestety
                istnieja.zastanow sie naprawde mocno czy to co sie dzieje nie ma
                przypadkiem jakiegos glepszego gruntu i no walcz.rozwod to juz
                ostatecznosc.,kiedy wszystkie mozliwe proby ratowania zawioda.
                • joanna35 Re: Chyba się rozwiodę. 27.06.09, 22:51
                  no walcz.rozwod to juz
                  > ostatecznosc.,kiedy wszystkie mozliwe proby ratowania zawioda.

                  Lecz w tym cały jest ambarans, żeby dwoje chciało narazwink
                • anika313 Re: Chyba się rozwiodę. 27.06.09, 23:11
                  Przecież mamy takie samo wykształcenie, tzn. oboje podyplomówki on
                  na shg'u, ja na uw,na pewno nie chodzi o wykształcenie. Zresztą on i
                  tak zarabia 3x tyle ila ja. A poza tym wiedział, że będę
                  chciała=musiała robić "doktora" - bo takie obecnie są wymogi-
                  przynajmniej w mojej pracy. Nie, to nie o to chodzi.
                  W przypadku mojego męża chodzi o WIELKIE NIECHCENIE CZEGOKOLWIEK, i
                  o to czy mnie chce się walczyć o to, żeby on CHCIAŁ.
                  O kurcze, chyba wypiłam za dużo wina.
                  • liberata Re: Chyba się rozwiodę. 28.06.09, 02:05
                    Ale po co masz WALCZYć żeby on chciał?
                    Jak nie chce, to niech nie robi, ty chcesz to rób. Byle nie
                    przeszkadzał.

                    Znam małżeństwo, w którym ona jest właśnie na wysokich obrotach,
                    wiecznie zajęta, zaaferowana, znerwicowana, ma tysiąc pomysłów na
                    minutę, gada za dziesięciu. I wciąż wymaga, aby on brał udział w
                    tych pomysłach, a jak on nie chce (nie chce mu się, bo po co) to ją
                    szlag trafia i tak długo wierci mu dziurę w brzuchu, aż on wreszcie
                    porzuci kapcie i stanie na baczność zwarty i gotowy. On - typ
                    spokojny, obowiązkowy, zarabia więcej od niej, ma swoje pomysły, do
                    realizacji których jej nie wciąga i mimo, że wydaje się że on nic
                    nie robi, bo nie miota się jak dzikie zwierzę w klatce, jakoś
                    potrafi utrzymać dom na wysokiej stopie, ma swoich przyjaciół i
                    zainteresowania.

                    Nie twierdzę, że tak jest u was, ale może twój mąż to po prostu typ
                    flegmatyka i tego już nie zmienisz, nawet jak będziesz WALCZYć o to
                    jak lwica.
    • nutka07 Re: Chyba się rozwiodę. 28.06.09, 08:05
      Moze on wczesniej zaczal przechodzic podobny kryzys dotyczacy Waszego zwiazku?
      Nie zauwazylas nic? Moze mu poprostu nie zalezy.

      Gdy partner wyjzezdza w delegacje wypadaloby wykazac odrobine zainteresowania.
      Gdzie, co, jak sama wczesniej napisalas. A tu nic. Dla mnie to dziwne. Mysle, ze
      jak ja z mezem bylabym nawet sklocona to zapytalby o cos wiecej.

      Moze inna kobieta?

      Klocicie sie, zyjecie w milczeniu z roznymi przerywnikami?
      • anika313 Re: Chyba się rozwiodę. 28.06.09, 08:31
        Kłócimy się myślę, że średnio ststystycznie, ze wskazaniem na mniej
        niż więcej. Pamiętam ,że po urodzeniu starszego, kłóciliśmy się
        prawie non stop, a jak młodsza pojawiła się na świecie, przygotowana
        byłam na powtórkę z rozrywki, a tu miła niespodzianka. Zero
        konfliktów i nawet mężowi coś tam sę chciało zrobić, ale po pewnym
        czasie wszystko wróciło do normy.Czy inna kobieta? Nie sądzę, choć
        pewności przecież mieć nie mogę.
        Jeśli chodzi o poprzedni post, ja nie zmuszam męża, żeby ciągle coś
        robił, miał 1000 spraw, pasji, rzeczy do zrobienia. Ja po prostu
        chcę od czasu do czasu RAZEM spotkać się ze znajomymi, wyjść do
        kina, pójść z dzieciakami do zoo. I minimum zainteresowania tym co
        robię, dlaczego właśnie to.
    • inguszetia_2006 Re: Chyba się rozwiodę. 28.06.09, 11:30
      Witam,
      Mąż skapacniał. Niestety, jak patrzę na swoje koleżanki ich mężów to
      skapcanienie jest powszechne. Taka domowa rutyna, dla jednych
      cudowna, bezpieczna przystań, dla innych jest kulą u nogi. Też
      jestem z tych, dla których to kula u nogi. W Polsce rodziny zamykają
      się w czterech ścianach, taka kultura i tradycja. Za granicą
      normalką jest, że na święta zaprasza się znajomych, szczególnie
      samotnych,ale nie tylko, przyjaciół wszelkich i się biesiaduje
      wspólnie. U nas, na odwrót. Rodzina to wielka sprawa, ale nie każdy
      mieści się niej w takim stereotypowym rozumieniu. Ja się nie
      mieszczę i wiem o tym od zawsze.
      Przegadaj z mężem problem, w końcu znacie się jak dwa łyse konie.
      Acha i duże głaski ode mnie;-D
      Będzie dobrze, jeśli ty nie skapcaniejesz;-D
      Pzdr.
      Inguszetia
    • anika313 Re: Chyba się rozwiodę. 28.06.09, 21:33
      Wiecie co jestem naprawdę wzruszona tym, że mnie Dziewczyny
      zrozumiałyście i przykro mi, że kilka z Was było lub jest w podobnej
      sytuacji. Rodzona i najukochańsza matka w dzisiejszej rozmowie
      stwierdziła, że padło mi na mózg jak powiedziałam jej, że chyba czas
      kończyć pewien rozdział w życiu. Przecież dla postronnego widza
      jesteśmy idealną parą młodzi, zdrowi, wykształceni, dorodne
      dzieciaki itp, itp. A ja mam kprys i chcę to wszystko zniszczyć.
      Nie wiem jeszcze co zrobię, taka decyzja jest b. trudna.
      • nutka07 Re: Chyba się rozwiodę. 28.06.09, 21:56
        Jak to sie mowi... kazdy ma swojego trupa w szafie.

        Ja w trakcie powaznego kryzysu zaczelam myslec, ze gdyby maz wlasnie pil, bil
        itd. to bym sie nie zastanawiala i bymsmy sie rozeszli. Bylo by latwiej.
        Funkcjonuje cos takiego nie pije, nie bije, przynosi pieniadze itd. to nie ma co
        sie czepiac. Ale zaraz przyszlo otrzezwienie i zrozumialam, ze w zwiazku trzeba
        czegos wiecej. Kazdemu wedle potrzeb.

        Jestem pewna, ze jestesmy i nawet wtedy bylismy postrzegani jako bardzo udana
        para. Moje przyjaciolki tez sa zdezorientowane czasami. Widza jedno ja narzekam
        z drugiej strony wink to tak a propo mamy. Nie sugeruj sie jej opinia. Jezeli masz
        watpliwosci to daj sobie troche czasu ale poinformuj meza. Przeprowadzcie
        rozmowe, ustalcie cos. Jak sie nic nie zmieni moze bedzie Ci latwiej.
    • asia_i_p Re: Chyba się rozwiodę. 28.06.09, 21:51
      Jeśli uczucia wielkiego nie było nigdy, jeśli to było małżeństwo z tak zwanego
      rozsądku, to nie ośmielam się słowa pisnąć.
      Ale jeśli się kiedyś kochaliście naprawdę, spróbuj przeczekać ten kryzys. Chyba
      John Gray (ten od mężczyzn z Marsa) pisał, że w miłości są pory roku - wiosna -
      zakochanie, lato - burzliwe docieranie, jesień - zbieranie owoców pracy, zima -
      usychanie, śmierć. I że jak w naturze, zima nie musi być końcem, po zimie może
      być wiosna. Z tą samą osobą.
      Jeżeli się kochaliście, nie pomyl depresji, lęku przed przemijaniem z końcem
      miłości.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka