anika313
27.06.09, 09:22
Znamy się odkąd pamiętam, mamy 2 dzieci /1,5 i 5 lat/ i chyba to
wszystko co nas łączy. Sama nie wiem co mam zrobić, niby wszystko w
porządku mąż dobry /?/, nie pije, zarabia, nie chodzi z kolegami na
piwko, w ogóle nigdzie nie chodzi, nie ma pasji, zainteresowań, nie
ma ochoty się rozwijać i dokształcać, zajmuje się dziećmi itp., itp.
A ja no cóż, wczoraj popatrzyłam w lustro i znalazłam kilka siwych
włosów, mam 30 lat i poczucie, że właściwie nie żyję, ale wegetuję.
Zawsze byłam osobą, która musi być ciągle w ruchu, coś robić, po
urodzeniu starszego pracowałam i poszłam na studia podyplomowe,
uczyłam się języka, czytałam, utrzymywałam kontakty towarzyskie
prawie takie jak przed ciążą. A teraz kryzys, jak wspomniałam o
doktoracie, to mąż 2 dni się do mnie nie odzywał. A ja już nie mogę,
ciągle dom, praca, zakupy, obiadki. Jak myślę o urlopie to mnie
ciarki przechodzą, dwa tygodnie z osobą na którą nie mogę już
patrzeć.
Kocham moje dzieci nad życie i wiem, że to im zrobię największą
krzywdę, rozwodem, ale kurcze jestem nieszczęśliwa i muszę coś
zmienić. Nie chcę za 10- 20 lat być rozgoryczoną, nieszczęśliwą
kobietą, z poczuciem , że mogłam coś zmienić, zrobić.
Może spróbuję, jeszcze porozmawiać z mężem, ale zrobię to trochę
wbrew sobie... Nie mam do niego już żadnych ciepłych uczuć. Coś się
we mnie wypaliło.
Nie oczekuję, od was dziewczyny rad, bo sama muszę zdecydować.
Chciałam się tylko wygadać.
Pozdrawiam