Ufacie swoim facetom?

15.07.09, 20:20
Zastanawiam się czy ja jestem taka naiwna czy inne osoby takie przewrażliwione. Oczywiście nie zakładam, że jestem taka piękna, mądra i super że mój mąż nigdy nie spojrzy na inna kobietę ale czasami dziwią mnie sytuacje które wywołują popłoch u innych, także na tym forum.
Zainspirowało mnie kilka wątków które tu ostatnio czytałam, między innymi ten o nieodbieraniu telefonu i nie oddzwanianiu (przez całe 1,5 godziny), niedawno był taki o tym jak facet wstąpił do sklepu idąc na piwo bodajże (po co on tam poszedł), ten o pomyleniu imienia i zwróceniu się do żony dwukrotnie (w przeciągu dwóch tygodni a nie jednego stosunku)imieniem koleżanki z pracy czy o tym czy mąż/niemąż ma przyjaciółkę....

Nie mam nic przeciwko temu aby mój mąż poszedł z kolegami na piwo, choć ktoś opisywał ostatnio jak to mąż chodzi na dyskoteki i flirtuje z panienkami a potem to żonie opowiada (to już dla mnie nie teges). Nie panikuje jak nie odbiera telefonu. Nie wydzwaniam jak jest w podróży służbowej ani nie wysyłam stu smsów na godzinę. Nie widzę powodu aby nie miał pojechać na czysto rozrywkowy wyjazd kilkudniowy sponsorowany przez pracodawcę czy na spływ kajakowy który co jakiś czas firma urządza a na który ja nie mogę pojechać z nim. Nie oczekuję że zrezygnuje z tego tylko dlatego, że ja nie mogę (oczywiście nie odbywa się to co tydzień, tylko jakieś 2-3 razy w roku).
Nie miałam nic przeciwko temu aby poszedł na koncert rockowy z koleżanką z pracy (samotna i całkiem ładna - którą ja też znam dobrze)a potem ją odprowadził do domu coby nie łaziła sama po nocy. Oczywiście zapytał wcześniej czy mam coś przeciwko, bo sam idzie a ona tez ma ochotę ale głupio jej samej - czemu miałabym się nie zgodzić?. Nie widzę nic złego w tym, że czasami jedzie jej w czymś pomóc (wychowuje sama syna i czasami coś im robi przy komputerze a dokładniej jakieś gry dla młodego wgrywa czy sprząta po wirusach).

Dla mnie zawsze podstawą związku było zaufanie. Urwałam się z choinki? Zgadzacie się na takie sytuacje czy są dla Was nie do przyjęcia?
    • kropkacom Re: Ufacie swoim facetom? 15.07.09, 20:24
      Ufam.

      > Nie panikuje jak nie odbiera telefonu.

      Jak nie odbiera znaczy zajęty smile No chyba że ma gdzieś dojechać to chce wiedzieć
      tylko czy dotarł cały i zdrowy.
    • mniemanologia Re: Ufacie swoim facetom? 15.07.09, 20:34
      No co mam robić, ufam. A tez czasem nie odbiera, czasem siedzi
      dłużej w pracy, czasem odwozi do domu koleżankę ze skręconą nogą...
      Mogę popadać w paranoję, tylko po co? Ufam mu, zresztą dziwnie
      wydaje mi się, że on wie i ja wiem, że za dużo byśmy sobie popaprali
      przez jakieś durnowate akcje. Że nie warto. Jest dom, dziecko, taki
      Marcinkiewicz to nas oboje w zażenowanie wprawia.
    • gagunia Re: Ufacie swoim facetom? 15.07.09, 20:49
      Ufam mu jak nikomu. Ale jakieś gry, komputery, koncerty itp. Never. Rozumiem, że
      raz się zdarzy czy dwa w roku. Ale bez przegięć.
      Co innego wyjście na piwo z kumplem, na imprezę z ekipą z pracy. Nie komentuję
      jak się obejrzy czasem za jakąś laską albo rzuci okiem na ładny dekolt. Nie
      grzebię w telefonie, nie pytam kto dzwonił, nie kontroluję w pracy czy po
      pracy. Ale regularne kontakty z kumpelą z pracy wybiłabym mu z głowy szybko.
      Była taka jedna, z która był pół roku na szkoleniu poza domem. Nie omieszkałam
      wyrazić dosadnie swojej opinii na temat tej znajomości i się skończyło. Nie
      zgadzam się na takie "koleżeńskie" związki i koniec.
    • wieczna-gosia Re: Ufacie swoim facetom? 15.07.09, 20:54
      Moj maz ma wieksze pole do popisu ufnosci niz ja smile gdzy ja posiadam przyjaciol,
      ja jezdze z kolegami gdzies tam itd. Uam mu, on ufa mi chociaz staramy sie oboje
      popuszyc piorka i pookazywac zazdrosc. Uwazam ze moja ufnosc lub nie nic nie
      zmieni. Kocham meza- zdradzajac mnie zlamie mi serce a ja nie potrafie ustawic
      sobie temperatury milosci na letnia.
    • broceliande Re: Ufacie swoim facetom? 15.07.09, 20:55
      Na koncert rockowy, to bym poszła z nimismile

      A tak serio... wyznaję zasadę, że ufam dopóki mnie nie zawiedzie.
      Sprawdzanie telefonu i dopytywanie sie, gdzie był, kiedy nie mogłam
      go namierzyć, jest poniżej mojej godności.

      Jeśli dowiem się, że coś... po prostu niech spada.
      I on wie o tym.
      • slonko1335 Broceliande 15.07.09, 21:24
        Ujęłaś to dokładnie tak samo jak ja to czuję. Każde słowo pasuje idealnie, poza
        tym koncertemwink akurat te Gwiazdy mnie nie interesowały w przeciwieństwie do
        męża, choć były wielkiego formatu i chyba powinno się zobaczyć takie wydarzenie
        ale też ktoś musiał zostać z dziećmi.
        • broceliande Re: Broceliande 15.07.09, 21:31
          big_grin
          Mam nadzieję, że Twój mąż też zostaje z dziećmi, kiedy idziesz
          realizować swoje hobby.
          • slonko1335 Re: Broceliande 15.07.09, 21:35
            Oczywiście, nie ma z tym najmniejszego problemu a za dzieciakami szaleje. Przez
            pierwsze pół roku nie dał mi wykąpać córki, ależ panikowałam jak wyjechał i
            musiałam zrobić to sama. jak sobie to przypominam to się jeszcze dzisiaj śmieję,
            dzwoniłam po mamę żeby mi przyszła pomóc wykąpać półroczne dzieckosmile
            • broceliande Re: Broceliande 15.07.09, 21:46
              To fajniesmile
              Widzę w sygnaturce, że dzieci jeszcze naprawdę młodociane.
              My raczej razem sie opiekowaliśmy, teraz się wyzwalamy.
              Mały ma pięć lat.
            • dorisja Re: Broceliande 17.07.09, 09:46
              tez wyznaje zasade ufam dopóki nie zawiedzie
              nie mozna popadac w paranoje, ja tez czasem sie uśmiechne do obcego faceta, ale
              to nie znaczy, ze zaraz wskakuje mu do lozka
              off topic tak samo nazwalysmy dzieci wink
    • super-mikunia Re: Ufacie swoim facetom? 15.07.09, 20:58
      Jesteś - wg. moich standardów - bardzo tolerancyjna wink A ja? Ja z
      tych nieufnych, niecierpliwych i krókto trzymających wink

      Oczywiście nie zakładam, że jestem taka piękna, mądra i super że
      mój mąż nigdy
      > nie spojrzy na inna kobietę

      oj faceci w większości przypadków zdradzają dlatego, że czują się
      gorsi od swoich partnerek i w ten sposób uzyskując uznanie u innych
      partenrek reperująs woje ego...dlatego wybierają młodsze partenrki
      takim, której łątwiej swoją pozycją, wiedzą, doświadczeniem
      zaimponują...
    • umasumak Re: Ufacie swoim facetom? 15.07.09, 21:07
      Z tą koleżanką to jednak uważaj. Znajome małżeństwo się właśnie rozwodzi z
      powodu takiej koleżanki
      • slonko1335 Re: Ufacie swoim facetom? 15.07.09, 21:16
        Wychodzę z założenia, że jak będzie chciał to go i tak nie upilnuję, wiec jak
        zrobię scenę i zabronię (co jest zupełnie nie w moim stylu) to następnym razem
        mi nie powie gdzie idzie albo mnie okłamie po prostu, więc wolę jak po prostu
        powie, że jedzie do Andżelki bo Wiktor coś pokasował (Wiktor ma 5 lat) i gra nie
        działa. Poza tym śmiejemy się, że ANdżelka zawsze płaci w naturze i mamy całą
        spiżarkę przetworów owocowych i pysznych ogórków kiszonych o robieniu jakich ja
        nie mam pojęcia a ona owszem więc zawsze mu wpycha pełną torbą dla mnie i dla
        dzieci tych słoikówsmile
        • umasumak Re: Ufacie swoim facetom? 15.07.09, 21:47
          A kto mówi o robieniu sceny? Po prostu trzeba uważać.
    • anorektycznazdzira Tak, urwałaś się z choinki. 15.07.09, 21:12
      Albo spadłaś z księżyca. Teorie różnie sprawdzają sie w życiu,
      szczególnie, jeśli są utopijne lub oderwane od realiów. Miejmy
      nadzieję, że załapiesz się na wyjątek potwierdzający regułę.
      Bo widzisz, jest jeszcze bardzo duża przestrzeń pomiędzy krótką
      smyczą i histeryczną kontrolą, a przesadzonym loozem w imię idei,
      który przywodzi drugą stronę do myśli, ze wolno wiele, baaaaardzo
      wiele. Osoby nie decydujące się świadomie na wolny związem powinny
      sie mocno zastanowić, w jaki sposób zademonstrować swoje tzw.
      zaufanie.
      tongue_out
      • slonko1335 Re: Tak, urwałaś się z choinki. 15.07.09, 21:21
        Wiesz tak zupełnie wyluzowana to nie jestem. Na weekend nad morze z koleżanką
        bym go nie puściła na przykład - bez przesady.
      • asia_i_p Re: Tak, urwałaś się z choinki. 16.07.09, 15:45
        To nie do końca tak, że jak ufam, to zaraz wolny związek. Stopień
        wolności związku dogadaliśmy w trakcie narzeczeństwa i nie obejmuje
        on ani zdrady fizycznej, ani istnienia "przyjaciół domu" płci
        obojga. Nie flirtujemy, nie mamy powierników płci przeciwnej, którym
        byśmy wypłakiwali małżeńskie żale.
        Zaufanie polega na tym, że każde pilnuje swojego stopnia realizacji
        wolności związku, a nie drugiej strony. Nie sprawdzam komórki, nie
        kontroluję znajomych z pracy nie dlatego, że mi wszystko jedno,
        tylko dlatego, że wierzę, że mąż mówi mi prawdę. I on o tym wie.
        • kali_pso Re: Tak, urwałaś się z choinki. 16.07.09, 16:35

          To ciekawe co piszesz....czyli według Ciebie ustalenie braku
          powierników płci przeciwnej nie jest pewnego rodzaju asekuracją
          przez zbytnim zaangazowaniem sie partnera?
          Bo zdrada fizyczna to nie jedyny problem, o czym czesto sie zapomina.
          Takie koleżanki z pracy, którym to się pomaga, słuzy ramieniem czy
          własna osoba na koncercie to róznież źródło potencjalnego
          zaanagżowania uczuciowego, bez konieczności łózkowych wygibasów.
          Na to też Wasi faceci są odporni?
          Domyslam się, że mąż Kropki na pewnowinkP ale Ty zdaje się nie do
          końca w to wierzysz, skoro ustaliliście, że o przyjaciołach płci
          przeciwnej mowy być nie może?
          • asia_i_p Re: Tak, urwałaś się z choinki. 16.07.09, 18:55
            Nie chodzi o przyjaciół płci przeciwnej.
            Chodzi specyficznie o sytuację, w której mam przyjaciela płci
            przeciwnej bliższego niż mąż, któremu się zwierzam z tego, co przed
            mężem zatajam.
    • karra-mia Re: Ufacie swoim facetom? 15.07.09, 21:12
      ufam
      nie sprawdzam, bo nie chcę, żeby i mnie sprawdzano
      nie wydzwaniam, bo nie lubię, jak się do mnie wydzwania milion razy
      nie wypytuję o każdy szczegół, bo ja też nie lubię, jak mnie ktoś
      wypytuje, jak chcę coś powiedzieć, to sama powiem
      nie czytam smsó, bo nie chcę, zeby czytano moje
      nie zabraniam znajomości, wyjść z kumplami, bo nie wyobrażam sobie,
      że mi też ktoś tego zabroni

      wyznaję po prostu zasadę, nie robię tego, czego nie chciałabym sama
      doświadczyć.
      • loganmylove Re: Ufacie swoim facetom? 15.07.09, 21:28
        Nie mam wyjścia-mój partner spędza średnio połowę roku w delegacjachsmile
        Oszalałabym będąc podejrzliwą. Wychodzę z założenia,że czego oczy nie widzą tego
        sercu nie żal i tak sobie żyjemy w zgodzie i szacunku już 15 latsmile
    • deodyma Re: Ufacie swoim facetom? 15.07.09, 21:31
      tak.
      zreszta ufamy sobie oboje.
    • 18_lipcowa1 Re: Ufacie swoim facetom? 15.07.09, 21:49
      Ufam ale reki sobie uciac nigdy nie dam i nigdy nie bede
      twierdzila,ze absolutnie mnie nie oszuka/nie zdradzi bo jestem tego
      pewna, bo juz niejedna taka pewna widzialam i niejednego na pozor
      grzecznego misia.
      Ufam, kocham, wierze, ale nie kontroluje, nie sprawdzam, nie mam
      obsesji zdrady. Wychodze z zalozenia ze jak ma cos zrobic to zrobi i
      obym sie nie dowiedziala. Tyle.
      • nadrugiemiania Prawdziwe z ciebie słonko 15.07.09, 21:51
        Urwałaś się z choinki.Na bank!!!
    • mim288 Re: Ufacie swoim facetom? 16.07.09, 14:15
      Ufam, on mi też, nie uważam że to dowodzi urwania sie z choinki. Nie
      wyobrażam sobie bycia z facetem na innych zasadach i tyle -sama nie
      jestem panienką z problemami osobowościowymi i nie mam absolutnie
      żadnej słabości do niedojrzałych osobników płci przeciwnej. Jaki
      sens ma bycie z fecetem, którego musiałabym "pilnować" żeby nie
      zwinął sie do innej albo nie skakał w bok - dla mnie żaden (utrzymać
      się i wychować dzieci to mogę sama).
      • kropkacom Re: Ufacie swoim facetom? 16.07.09, 14:23
        Dla mnie sprawa jest jasna, są faceci którym można ufać i tacy którym nie można.
        Pytanie tylko po co być z tymi drugimi?
        • umasumak Re: Ufacie swoim facetom? 16.07.09, 14:52
          To tak, jakbyś powiedziała, że życie jest czaro białe
        • kali_pso Re: Ufacie swoim facetom? 16.07.09, 16:09

          A według Ciebie panie, które zostały zdradzone, w kazdym przypadku
          mogły przewidzieć, że wiążąc się z tym danym panem, zostana tak
          przez niego potraktowane? Gratuluję wyobraźni...a raczej jej braku.
          • kropkacom Re: Ufacie swoim facetom? 16.07.09, 17:39
            Nie, nie brakuje mi wyobraźni. Zdradzić może każdy ale jest pewien typ ludzi
            (chyba nie zaprzeczysz) którym w życiu byś nie zaufała. Ja z takim kimś
            przeżyłam dzieciństwo.
    • aurinko Re: Ufacie swoim facetom? 16.07.09, 14:55
      Mam pełne zaufanie do mojego faceta i ostatnio czytając forum odnoszę wrażenie, że jestem jakaś nienormalna i że nasz związek też jest co najmniej dziwny, bo nie kłócimy się tylko rozmawiamy, nie robimy sobie scen, z problemami radzimy sobie wspólnie, wspieramy się, czyli wszystko co powinno być w partnerskim związku - okazuje się jednak, że w modzie są sceny zazdrości o byle gó..., podejrzliwość na każdym kroku, szpiegowanie po necie, komórce, zakazy i wieczne pretensje.
      Dla mnie brak zaufania to ciężar, z którym nie potrafiłabym żyć. Uwielbiam czerpać radość z miłości a brak zaufania to przekreśla.
    • kali_pso Re: Ufacie swoim facetom? 16.07.09, 15:33
      Nie miałam nic przeciwko temu aby poszedł na koncert rockowy z
      koleżanką z pracy (samotna i całkiem ładna - którą ja też znam
      dobrze)a potem ją odprowadził do domu coby nie łaziła sama po nocy.
      Oczywiście zapytał wcześniej czy mam coś przeciwko, bo sam idzie a
      ona tez ma ochotę ale głupio jej samej - czemu miałabym się nie
      zgodzić?. Nie widzę nic złego w tym, że czasami jedzie jej w czymś
      pomóc (wychowuje sama syna i czasami coś im robi przy komputerze a
      dokładniej jakieś gry dla młodego wgrywa czy sprząta po wirusach).



      No Grochola by się nie powstydziła takich historiiwinkp
      Ufaj, mu ufaj..w razie zawodu będziesz się pocieszać, że przecież
      ufałaś bezgranicznie, bo bezgraniczne zaufanie to podstawa dobrego
      związku..litości...
      • kali_pso Re: Ufacie swoim facetom? 16.07.09, 15:35

        A co do mojego faceta- jestem przeciwna takim zbytnim zażyłościom-
        biedne, samotne panie i skorzy do pomocy panowie- nie lubię
        prowokować losu ani zaufania do drugiego człowieka aż takiego nie
        mam, choćby był osobistym mężemwinkp
        • shellerka Re: Ufacie swoim facetom? 16.07.09, 15:42
          kalipso - dokładnie... o ile w kwestii meskich wieczorow, (ale nie takich jak w
          watku o panu flirtujacym w dyskotece) i wyjazdow jestem tolerancyjna - tym
          bardziej ze wiem z kim gdzie i po co, o tyle kazda zagubiona, samotna i
          potrzebujaca meskiej pomocy "kolezanke" natychmiast bym wyeliminowała z gry. Nie
          awantura, ale stanowczoscia i "odpowiednimi" argumentami. zaufanie - tak.
          glupota i naiwnosc -NIE
        • felicia.3 Re: Ufacie swoim facetom? 16.07.09, 15:53
          A rozumiem,ze maz tez nie ma nic przeciwko,zebys z samotnym,przystojnym kolega
          poszla do teatru i czasem mu pomogla zrobic obiad,bo sam nie potrafi? Naiwna
          jestes i tyle.Ufaj sobie ile chcesz.Ja tam akurat w takie kolezenskie
          zwiazki,bez swiadomego czy podswiadomego kontekstu erotycznego nie wierze.Twoj
          maz pomagajac kolezance lechce swoje ego,jaki to z niego rycerz.A kolezanka
          wciskajac mu sloiki pokazuje jaka z niej prawdziwa gospodyni-w podtekscie
          "popatrz twoja zona nie robi tak pysznych konfitur".
          • umasumak Re: Ufacie swoim facetom? 16.07.09, 16:48
            felicia.3 napisała:

            Twoj
            > maz pomagajac kolezance lechce swoje ego,jaki to z niego rycerz.A kolezanka
            > wciskajac mu sloiki pokazuje jaka z niej prawdziwa gospodyni-w podtekscie
            > "popatrz twoja zona nie robi tak pysznych konfitur".


            I z tym się całkowicie zgadzam.
          • mim288 Re: Ufacie swoim facetom? 16.07.09, 17:11
            Owszem chodzę z kolegami (również we dwójkę) na piwo, na drinka,na
            kawę, i o zgrozo CODZIENNIE chodzę z kolegą z pracy na lunch we
            dwoje. Wyjeżdzam na wyjazdy słuzbopwe również na ogół z kolegą (bo
            jest nas dwójka jako jeden "dział" w firmie) i mój mąż nie ma nic
            przeciwko temu - nie jestesmy naiwni jesteśmy normalnymi dojrzałymi,
            odpowiedzialnymi ludźmi. Jeśli nie wierzysz w koleżeńskie związki to
            masz dośc ubogie życie towarzyskie, za to bogate skojarzenia ale
            wyłącznie erotyczne - ja mam wielu przyjaciół facetów, ale żadnych
            podtekstów w tym nie ma (mam rodzinę i to dla mnie wyklucza
            podteksty, wystarczająco długo byłam nie związana z nikim na stałe,
            gdybym dalej chciała to mogło tak pozostać). Wiem, że znalazłyby
            sie kobitki co lepiej gotują, mają wiekszy biust, albo dłuzsze nogi
            itd niż ja, ale mój maż jest ze zną a nie znimi, tylko,że wartość
            dla mnie ma tylko to, że jest ze mną bo chce, a nie że jest ze mna z
            braku innych okazji i możliwości zmiany - dla mnie taki związek
            byłby żałosny.
            • felicia.3 Re: Ufacie swoim facetom? 16.07.09, 17:30
              Tylko zapomnialas dodac,ze samotne kobiety bywaja przebiegle,wyrachowane i
              chetne ma cudzych mezow,bo o tym tutaj mowa-o samotnej kolezance.Nie kazda jest
              szczesliwa i niechetna mezatka nie szukajaca chlopa.Dla mnie zalosne i ponizej
              godnosci byloby proszenie o pomoc i inne atrakcje zonatego faceta.Natura rzadzi
              sie swoimi i prawami.Moj moz tez kiedys pomagal w problemach z komputerem
              znajomej,ale naszej wspolnej i nigdy nie jezdzil do niej sam.A ona tez zawsze
              zapraszala nas razem.O wyjscie do kina,koncert itp. nie prosila,bo kazdy
              normalny czlowiek widzialby w tym cos nie do konca jasnego.
              • lady_nina Re: Ufacie swoim facetom? 17.07.09, 08:44
                uwierz felicia, ze istnieja ludzie (wg Ciebie pewnie nienormalni),
                dla ktorych sa to sytuacje calkowicie jasne. W proszeniu o pomoc czy
                wspolnym wyjsciu faceta i babki, nie bedacych razem w
                sformalizowanym czy nie zwiazku, nie widze nic zalosnego ani tym
                bardziej ponizej godnosci.
                Tak jak mim wierze w zwiazki kolezenskie (damsko-meskie) bez
                podtekstow erotycznych, bo takowe sama posiadam od wielu lat i maz
                tez. Nie tylko samotne kobiety bywaja przebiegle, wyrachowane i
                chetne na cudzych mezow. Po zastanowieniu dochodze do wniosku, ze
                osobiscie takiej nie spotkalam, a samotnych kobiet pare znam.
                I tak , przywyklam do tego, ze uchodze za dziwadlo. Ale w testach
                osobowosci jestem w tej cwiartce, gdzie przynalezy 2% ludzkosci,
                wiec nie oczekuje powszechnego zrozumienia.
                Ale tez szafowanie okresleniami typu glupota, naiwnosc, zalosne,
                ponizej godnosci, etc. uwazam za naduzycie.
        • amilos Re: Ufacie swoim facetom? 16.07.09, 15:54
          mój mąż na szczęście nie jest skory do pomocy biednym, samotnym paniom, chyba
          nawet takich nie zna, ufam mu, zresztą to u nas ja jestem ta imprezowa,
          wycieczki z pracy, wyjazdy integracyjne z pracy, a on zostaje z dzieckiem i
          nigdy nie narzeka. Wie, ze często podwożą mnie koledzy z pracy (zamiast
          autobus), nie ma nic przeciwko, bo wie, ze nie zrobiłabym nic, czego bym nie
          mogła przy nim (tzn. gdyby on siedział obok nas)
    • asia_i_p Re: Ufacie swoim facetom? 16.07.09, 15:40
      Ufam całkowicie. Nie zawiodłam się przez dwa lata "chodzenia", rok
      narzeczeństwa i 10 lat małżeństwa.
    • gacusia1 Re: Ufacie swoim facetom? 16.07.09, 15:59
      Ja na takim zaufaniu wyszlam jak "Zablocki na mydle" i dlatego
      jestem juz 10 lat po rozwodzie(od 4 w nowym zwiazku .-P)
      • asia_i_p Re: Ufacie swoim facetom? 16.07.09, 16:17
        To może w sumie nie wyszłaś jak Zabłocki na mydle? Może gdybyś
        kontrolowała, to by nie zdradził, ale o zdradzie fantazjował, a ty
        żyłabyś w złudzeniu związku? W toksycznym związku kontrolującej
        kobiety i nieodpowiedzialnego mężczyzny, zamiast w zdrowym jaki masz
        teraz?
        Może warto ufać właśnie po to, żeby na pewno wiedzieć, z kim się ma
        do czynienia - albo jest godzien zaufania i wtedy jest fajnie, albo
        jest nieodpowiedzialny i wtedy lepiej się o tym dowiedzieć prędzej
        niż później.
        • kali_pso Re: Ufacie swoim facetom? 16.07.09, 16:24

          Doprawdy myślisz, że tylko faceci tych kontrolujących pań fantazjują
          o zdradzie? Faceci tych, które ufają bezgranicznie są na takie
          fantazje odporni? Częśc kobiet, które zostały zdradzone nigdy sie to
          tych zdradach nie dowiedzą, a zapewne, o ewentualnych fantazjach
          mężowskich, nie wie jeszcze więcej.....
          Bo żeby zdradzić trzeba jednak pozbyc sie pewnych hamulców. Fantazje
          są bardziej bezpiecznewinkp
          • asia_i_p Re: Ufacie swoim facetom? 16.07.09, 18:58
            Jest różnica między fantazjowaniem i niezdradzaniem z wyboru, bo
            kocham żonę i nie chcę jej zranić, a fantazjowaniem i
            niezdradzaniem, bo żona skutecznie pilnuje.
            Może to pokrętnie trochę piszę, ale chodzi mi o to, że jeśli mąż
            jest za dobrze pilnowany, to trudno powiedzieć, że jest wierny, bo
            wierność to wybór, a on nie ma wyboru.
        • semijo Re: Ufacie swoim facetom? 16.07.09, 16:38
          Generalnie mam zaufanie i raczej nie kontroluje, jedyne co by mi się
          nie podobało to ta jego koleżanka. Ktoś tu mądrze napisał. On
          stroszy piórka jaki z niego rycerz a ona pokazuje jaka gospodarna
          jest i wyskakuje z tymi słoikami. Co innego twoja koleżanka, która
          może się poczuwac do lojalności wobec ciebie, a co innego jego
          koleżanka. Ja bym tu uważała, bo samotne kobity często zdolne są do
          różnych rzeczy. I niezgadzam sie że:

          > Może warto ufać właśnie po to, żeby na pewno wiedzieć, z kim się
          ma
          > do czynienia - albo jest godzien zaufania i wtedy jest fajnie,
          albo
          > jest nieodpowiedzialny i wtedy lepiej się o tym dowiedzieć prędzej
          > niż później.

          bowiem czasem unikanie pewnych sytuacji wystarczy saby coś się nie
          narodziło między ludźmi, nawet wbrew im samym. Przeciez nie każdy
          kto odchodzi do innej to bawidamek czy dziwkarz z natury.
    • fabryka.lodow.napatyku Re: Ufacie swoim facetom? 16.07.09, 16:28
      ufam, bo nie lazi z kolezankami, jakby lazil, to bym nie ufala
    • teraz_asia Re: Ufacie swoim facetom? 16.07.09, 16:48
      Wczoraj wieczorem mój mąż został (jak co najmniej 3 dni w tygodniu)
      do późna w pracy. Wiedziałam, ze siedzi w tej pracy sam ze swoją
      systentką i dłubią w jakiejś prezentacji. No i tak o 23 wpadłam na
      pomysł, żeby do niego zadzwonić, czego nie robię nigdy. Zadzwoniłam
      i powiedziałam ciepłym głosem- kochanie, właśnie przed chwilą miałam
      bardzo konkretną wizję, jak posuwasz swoją asystentkę na biurku
      wśród rozrzuconych dokumentów-
      Dawno nie widziałam, żeby się tak ubawiłsmilePrzyznał mi się dziś
      rano, że już mnie zaczął podejrzewać jakąś patologię, bo nigdy nie
      okazuję zazdrości. Na co ja przypomniałam mu grzecznie, że kiedy
      ostatnio powiedziałam mu, że idę z kolegą z pracy do kina, to
      zapytał tylko, o której ma położyć córkę spać.
      Chyba mamy odchył w drugą stronę.
      Na serio- nie wierzę, żebym była w stanie kontrolą powstrzymać
      dorosłego, inteligentnego, pracującego mężczyznę przed tym, zeby
      puścił mnie kantem. Mogę mu tylko pokazywać, co by stracił, gdyby to
      zrobiłsmile
      • umasumak Re: Ufacie swoim facetom? 16.07.09, 16:56
        teraz_asia napisała:

        > Na serio- nie wierzę, żebym była w stanie kontrolą powstrzymać
        > dorosłego, inteligentnego, pracującego mężczyznę przed tym, zeby
        > puścił mnie kantem.

        Między kontrolą, a głupią naiwnością jest spora różnica. Nie kontroluję męża,
        ale gdyby przyszło mu do głowy wspierać męskim ramieniem jakaś samotną koleżankę
        podczas koncertów i spędzać u niej wieczory pod pretekstem pomocy w czymkolwiek,
        to jednak tupnęłabym nogą.
        • lady_nina Re: Ufacie swoim facetom? 16.07.09, 17:29
          umasumak napisała:

          Między kontrolą, a głupią naiwnością jest spora różnica.

          no to dołączę ochoczo do grona "głupich naiwnych". Chociaż nigdy tak o sobie bym nie pomyślała - no, ale człowiek się uczy całe życie jak widać.

          Ufam, nie sprawdzam, nie mam nic przeciwko koleżankom, nie odczuwam zazdrości, sama nienawidzę bycia kontrolowaną więc nie kontroluję. Tak, urwałam się z choinki.
          • bsl Re: Ufacie swoim facetom? 16.07.09, 17:38
            ufam , ale...

            nauczona przez życie jestem czujniejsza
          • umasumak Lady 16.07.09, 17:41
            Przeczytaj proszę jeszcze raz co napisałam
            • alyeska Re: Lady 16.07.09, 19:27
              kontrola najwyzsza forma zaufania...jak to sie Stalin wypowiedzial.
              Ufam mezowi a on mnie, nie daje mi powodow do zazdrosci a ja za bardzo
              go szanuje aby jego do zazdrosci prowokowac.
              Wierze, ze zdrada jest kwestia wyboru a nie okazji.
              • umasumak Re: Lady 16.07.09, 20:04
                Nie kontroluje, nie sprawdzam. Ale nadmierna ufność, jaką jest między innymi
                przyzwolenie na spędzanie przez męża wieczorów z samotną koleżanką, to już głupota.
                • slonko1335 Re: Lady 16.07.09, 21:29
                  Wy zakładacie, że on do niej jeździ codziennie? bo dziwi mnie to co tu czytam.
                  Był u niej może z 5-6 razy w ciągu 3 lat, aż tak często jej się z ten komputer
                  nie psuje bez przesady (acha on jest informatykiem gwoli jasności, znaczy z
                  zawodu budowlańcem ale z zamiłowania komputerowiec). Na koncert się zgodziłam a
                  w efekcie poszli na ten koncert także z kuzynką i jej mężem bo okazało się, że i
                  oni się wybierają, więc małż zaproponował że jak już jedzie po bilety to kupi i
                  dla nich i się spotkają pod wejściem, samotny romantyczny wypad to nie był na
                  pewno no ale chodziło o to, ze jak się zgadzałam na to wyjście to o kuzynce nie
                  wiedziałam. W każdym razie w tym błogim stanie naiwności żyję sobie już 10 lat i
                  nigdy jeszcze nie zawiódł mojego zaufania.
                  Acha koleżanka jest samotna w sensie że nie ma męża, stałego partnera, samotnie
                  wychowuje syna ale miewa facetów i związki, mało udane niestety póki co. Na
                  imprezy typu parapetówa, urodziny, itp. zawsze mamy zaproszenie razem jeżeli
                  oczywiście akurat zaprasza kolegów z firmy (bo w firmie są sami faceci oprócz
                  niej) i mąż nigdy nie poszedł na taką imprezę sam jak nie mogliśmy iść razem.
                  Ktos pytał o mojego przyjaciela czy jest i czy mąz ma coś przeciwko. Owszem mam
                  przyjaciela jeszcze z czasów studenckich, teraz to także jego przyjaciel a jego
                  żona to nasza przyjaciółka. Spotykam się z nim bardzo często także bez jego żony
                  i mojego męża i żadnych zdrożnych zachowań nigdy między nami nie było, o
                  przepraszam kilka razy tańczyliśmy razem na imprezie na której naszych drugich
                  połówek nie było.
                • lady_nina Re: Lady 17.07.09, 08:24
                  umasumak napisała:

                  > Nie kontroluje, nie sprawdzam. Ale nadmierna ufność, jaką jest
                  między innymi przyzwolenie na spędzanie przez męża wieczorów z
                  samotną koleżanką, to już głupota.

                  Uma - ale widzisz, to Ty uwazasz, ze to glupota i oczywiscie masz do
                  tego prawo. A ja (byc moze w swej naiwnosci, choc jak wspomnialam z
                  naiwnoscia sie nie utozsamiam) czy slonko tak nie uwazamy i tez mamy
                  do tego prawo. W opisanych przez nia sytuacjach zachowalabym sie
                  dokladnie tak samo. Dla mnie nie istnieje pojecie nadmiernej
                  ufnosci, po prostu mezowi ufam i juz. W byciu razem dobijamy do
                  pelnoletnosci, ponad 12 lat trwa nasze malzenstwo. Nigdy w tym
                  czasie nie poczulam sie oszukiwana, choc moj maz w sumie zawsze mial
                  wiecej bliskich kolezanek (wolnych, samotnych, w zwiazkach,
                  zameznych) niz bliskich kolegow, ktore w wiekszosci nie sa moimi
                  bliskimi kolezankami - dla mnie co najwyzej znajome. Uwierz, ze nie
                  stanowi to dla mnie problemu. Ja potrzebuje do zycia duzego
                  marginesu swobody i zaufania i to samo oferuje mezowi. Dla mnie
                  wyjscie do knajpy czy na koncert z kolezanka, czy pomoc jej w jakies
                  sprawie domowej, jest tylko wyjsciem do knajpy czy pomoca. Nie
                  projektuje sobie, ze takie sytuacje musza zaowocowac silna relacja
                  emocjonalna, romansem, zdrada czy czym tam jeszcze. Nie uwazam, zeby
                  nasze wzajemne zaufanie do siebie bylo jednoczesnym przyzwoleniem na
                  zdrade czy jej prowokowaniem. Nie zakladam zdrady ani z mojej ani z
                  jego strony, ale nie mam pojecia co mi zycie przyniesie, co sie moze
                  wydarzyc za dzien, m-c, rok, 5 lat. Nie zyje w przeswiadczenieu, ze
                  MNIE maz NIGDY nie zdradzi - to bylaby dla mnie glupota.
                  Tym bardziej, ze dawno wyroslam z rozmiaru 38 wink
    • jopowa Re: Ufacie swoim facetom? 16.07.09, 22:27
      to rzeczywiscie jest problem i trzeba sie powaznie zastanowic jak go
      rozwiazac zeby potem nie zalowac ze sie postapilo pohopnie.Dobrze ze
      pytasz innych i szukasz dorbych rad,to znak ze zalezy ci na madrym
      rozwiazaniu tej sprawy.Powodzenia!
    • truscaveczka Re: Ufacie swoim facetom? 17.07.09, 07:25
      A to da się być z kimś, komu się nie ufa? Świat mnie zadziwia.
      • joanna35 Re: Ufacie swoim facetom? 17.07.09, 08:48
        Nie wiem czy da się BYĆ Z KIMŚ, ale obok siebie i owszem , można. I
        bynajmniej nie chodzi tu o "baby"
    • moofka Re: Ufacie swoim facetom? 17.07.09, 08:50
      ufam, ale kolezaneczki przekraczalyby granice mojej tolerancji
      podobnie i ja nie spotykam sie z kolegami
      poza praca nie mam kolegow, a i tam sie specjalnie z pcia przeciwna nie bratam
      wole z babami pogadac i jesli gdzies wychodze sama to tez z kolezanka
      przeciwko meskim spotkaniom czy wyjazdom na mecz nie mam nic, jesli sa w
      rozsadnych proporcjach
      na szczescie monsz z tych raczej domowych i czesto sie nie zdarza
      nasze spotkania wygladaja raczej "panstwo do nas my do panstwa" kiedy to
      dziewczyny gadaja o sprawach dziewczynskich, chlopy o chlopskich, a dzieci sie
      bawia wink
      i zawsze ktos nie pije bo prowadzi
      wcale tez nie mam zamiaru dobrodusznie dzielic sie swoim mezem z samotnymi
      kolezankami
      meska pomoc (oprocz matki) u niego dotyczy owdowialej cioci
      jej czasem co dzwignie, i w komputerku pogrzebie
      z mlodszymi i ladniejszymi wole sie mezusiem nie dzielic przezornie smile
      taka ze mnie zaborcza jaga wink
      • szyszunia11 Re: Ufacie swoim facetom? 17.07.09, 08:54
        ja dokładnie tak jak moofka.
    • pocket.size Re: Ufacie swoim facetom? 17.07.09, 09:14
      > Dla mnie zawsze podstawą związku było zaufanie. Urwałam się z choinki?

      Nie, nie urwałaś się. Zaufanie to podstawa. Ja nie wyobrażam sobie jakkolwiek kontrolować mojego partnera. Znam jego piny i hasła, ale używam ich tylko wtedy, gdy jest to niezbędne (np. on jest bez dostępu do netu, a potrzebuje jakiejś informacji z poczty). Nie sprawdzam telefonu i nie boję się, że on sprawdzi mój. Na wakacje jeździmy razem, ale ustaliliśmy, że każde z nas potrzebuje też wakacji tylko dla siebie (np on pojechał na weekend majowy na żagle, a ja urzędowałam z przyjaciółkami). Uważam, że to fajny układ. Nie chodzi o to, żeby się rozstawać na 2 tygodnie, ale jaki by związek nie był, każdy potrzebuje trochę oddechu. I nie przeraża mnie to, że jak dzwoni telefon to on wychodzi do drugiego pokoju, sama lubię pogadać w spokoju. Nie podejrzewam go od razu, że kogoś ma. Swoją drogą, jak ktoś rozmawia z kochankiem/kochanką w pokoju obok czy w ogrodzie(info z forum), to jest popapranysmile
    • gonia28b ja to się dopiero urwałam z choinki! ;) 17.07.09, 10:39
      swojemu małżonkowi to ja ufam bardziej niż sobie samej... smile
Inne wątki na temat:
Pełna wersja