Znalazłam ostatnio takiego ciekawego bloga:
frugal.blox.pl/2009/05/5-rzeczy-na-ktorych-powinno-sie-oszczedzac.html
a ponieważ kredycik ssie, oj ssie

a nawyk szastania kasą został ten sam,
kombinuję jak mogę i staram się ciąć tam, gdzie należy.
Na razie wprowadzam (z pewnymi oporami, bo kusi i wymaga jednak nakładu czasu)
zabieranie ze sobą robionych w domu przekąsek do pracy, żeby nie wydawać na
mieście na napoje i batoniki. Ciężko mi idzie gotowanie w domu (czyli nie
kupowanie gotowców) - wracam z pracy koło 19 i ostatnią rzeczą, na jaką mam
ochotę to stanie przy garach.
Zamierzam mocno obciąć pakiety na kablówce - 3/4 wykupionych kanałów w ogóle
nie oglądam, więc po co?
W ogóle, jak się tak wokół siebie rozejrzę, to masę rzeczy kupuję NIE WIADOMO
PO CO, chyba tylko dla samej radości kupowania. Czasem, jak sobie pomyślę, ile
kasy radośnie i nie wiadomo kiedy przepultałam, to aż się słabo robi.
Na czym jeszcze można spokojnie oszczędzić?