Dodaj do ulubionych

zaczynam sobie nie radzić...

04.08.09, 18:19
Witam, jestem Młodą Mamą od 2m-cy... wraz z mężem mieszkamy z dala od rodziny.
Mąż pracuje, a ja zajmuję się domem i naszym Dzieciątkiem. Od początku
macierzyństwa były problemy, 2tygodnie w szpitalu po porodzie, później kolejny
pobyt mojego dziecka w szpitalu... następnie okres kolek, zatwardzeń... Teraz
mniej więcej wszystko wyszło na prostą, ale ja nie radzę sobie ze wszystkim.
Dziecko śpi łacznie jakieś 2h w ciągu dnia, jak nie śpi, to śpiewanie,
zabawianie kołysanie, noszenie, noszenie i jeszcze rz noszenie na rączkach.
Nie poleży samo w łóżeczku. Nie mam kiedy ugotować obiadu, sprzątnąć,
poprasować, już nie mówiąc o zadbaniu o siebie. Teraz mam chwilkę więc
usiadłam i się wygadałam. Może któraś z Was była bądź jest w takiej sytuacji?
proszę o słowa otuchy...już nie daję rady sad
Obserwuj wątek
    • mamakrzysia4 Re: zaczynam sobie nie radzić... 04.08.09, 18:25
      głowa do góry smile
      każda z mam to przerabiała dzieci dorastają i pojawiają się inne
      jazdy ale wyluzuj i nie noś na rękach nawet kiedy maluch drze się
      idz i zrób co masz zrobić ale nie noś bez przerwy każdą wolną chwile
      poświęcaj sobie kiedy dziecko śpi kiedy tatuś może się zająć
      dzieckiem etc.... nie świruj
      • ewma Re: zaczynam sobie nie radzić... 04.08.09, 18:33
        Też byłam zdana tylko na siebie i czasami ciężko było ale jakoś tak
        sobie zorganizowałam czas aby zdążyć się wyrobić z tymi
        najważniejszymi sprawami.
        Co do noszenia cały czas to ostrożnie bo dziecko przyzwyczai się i
        będzie chciało tak ciągle.
        U mnie cudownym rozwiązaniem okazał się fotelik w którym dziecko
        siedziało i widziało mnie np. gdy gotowałam obiad.
    • edycja_kopiuj_wklej Re: zaczynam sobie nie radzić... 04.08.09, 18:32
      Kup chuste i proste rzeczy rob z dzieciakiem na sobie. Zainwestuj w lezaczek,
      albo bardziej rozbudowana forme lezaczka i zabieraj dziecko do kuchni jak
      gotujesz, a ono niech sie wpatruje w otoczenie. Wyluzuj, obiad nie musi byc
      codziennie gotowany, a mieszkanie nie musi lsnic.
      Porozmawiaj z mezem o zatrudnieniu raz na tydzine/miesiac (w zaleznosci od
      zarobkow) osobe do sprzatania. Porozmawiaj z mezem, zeby wieczorem po pracy
      spedzil z dzieckiem przynajmniej godzine. I zaczac malucha uczyc, ze mama nie
      jest na kazdy ryk, ze ma sie raczki, ktore trzeba dokladnie pociamciac, karuzela
      nad lozkiem.
      • ktosikowska Re: zaczynam sobie nie radzić... 04.08.09, 18:38
        Mam, leżaczek-bujaczek, karuzelkę nad łóżkiem, ale to wszystko na góra
        30minut... Mam też chustę, taką najzwyklejszą-poucha, Mała mogłaby siedzieć w
        niej non-stop, tylko czy jej to nie zaszkodzi? Mąż zajmuje się nią odkąd wróci z
        pracy, zabawa, kąpiel, usypianie... Hm, jak uodpornić się na jej marudzenie i
        płacz gdy nic nie dolega i chce na rączki. Boję się, że straci poczucie
        bezpieczeństwa.. ehh chyba świruję...
        • lolinka2 Re: zaczynam sobie nie radzić... 04.08.09, 18:41
          ty masz dziewczyno poporodowe obniżenie nastroju co najmniej.
          1) wyspać się
          2) olać co się da
          3) jeśli pkt 1 i 2 są nie do zrealizowania (obiektywnie lub
          subiektywnie), zwrócić się o fachową pomoc - psycholog/psychiatra.
          • myelegans Re: zaczynam sobie nie radzić... 04.08.09, 18:55
            ladna pogoda, pakuj dziecko do wozka, zabieraj koc, ksiazke, wode i
            jedzenie dla siebie i mozesz wybywac na pol dnia. Ja tak robilam,
            dziecko wrzesniowe i z tych cyckowych wolnojedzacych. On spal, ja
            czytalam wylozona na kocu.
            Tak czy inaczej wychodz z domu, sama albo z dzieckiem.
          • truscaveczka Re: zaczynam sobie nie radzić... 05.08.09, 12:18
            lolinka2 napisała:

            > ty masz dziewczyno poporodowe obniżenie nastroju co najmniej.
            > 1) wyspać się
            > 2) olać co się da
            Do pktu 2 - a najbardziej olać te, które twierdzą, że jesteś mięczak i flądra,
            bo one to tydzień po cesarce przemeblowanie robiły, żeby odkurzać co 30 minut,
            bo dzidzia się alergii nabawi od kurzu wink
        • beniusia79 co robisz gdy maz zajmuje sie mala? 04.08.09, 18:54
          ja w tym czasie zajmowalam sie soba. 2 miesiace po porodzie
          zapisalam sie na fitness i 3 wieczory w tygodniu wychodzilam sobie-
          bardzo dobrze mi to zrobilo. dodam, ze bylam w podobnej co ty
          sytuacji. nie gotuj codziennie, nie sprzataj tak czesto, wyluzuj.
          niech maz czasami cos ugotuje lub kupi cos na miescie, niech czasem
          poodkurza. zobaczysz, za pare miesiecy gdy dziecko bardziej sie
          usamodzielni, bedziesz sie nudzila i zastanawiala co zrobic z tym
          calym wolnym czasem wink
    • super-mikunia Re: zaczynam sobie nie radzić... 04.08.09, 18:51
      tyaa pamiętam jak nie raz musiałam wyskakiwać z kapieli bo Młody po
      5 min snu przebudził się na dobre... wink
      musisz ustalić priorytety co dla Ciebie ważne, dla mnie były
      codzienne spacery smile a był listopad smile cudownie się czułam gdy się
      mogłam "wystroić" wink i wyjśc z domu (a jakie cudowne uczucie, że
      możesz się wbić w ulubione spodnie sprzed ciąży) wink
      sprzątanie starałm się robić jak najszybciej (gorzej teraz...kiedy
      włazi pod deskę do prasowania, wyrywa kontakt od żelazka gdy
      prasuję...ja wstawiam pranie a on już rozrabia na balkonie...) gdy
      Młody spał, gotowanie Młody w leżaczku w kuchni, a ja coś tam szybko
      naszykowałam (z reguły gotuję na 2 dni), zakupy jak mąż wracał z
      pracy po obiedzie (zostawaiałam ich samych) albo z Młodym, albo z
      Młodym i mężem
      ale...mąż z głodu nie umrze jak przyjdzie i obiadu nie będzie, i
      zdążysz się jeszcze ansprzątać w życiu wink dziecko nie jest malutkie
      przez całe życie
      • beniusia79 super-mikunia, podziwiam za odwagwe... 04.08.09, 18:58
        ..włazi pod deskę do prasowania, wyrywa kontakt od żelazka gdy
        prasuję..
        moja corka jest juz w miare duza (ma 3 lata) i wiele rozumie, ale i
        tak nigdy nie odwazylabym sie przy malym dziecku prasowac bo nigdy
        nie wiesz co takiemu do glowy strzeli, wystarczy jeden moment
        nieuwagi. widzialam juz wystarczajaco duzo poparzonych od zelazka
        malych dzieci...
        • na_pustyni Re: super-mikunia, podziwiam za odwagwe... 04.08.09, 19:12
          Nie rozumiem. Ja córce - w wieku Twojej - wytłumaczyłam, że żelazko jest gorące
          i ma go nie dotykać. Dzieci w tym wieku dużo rozumieją, oczywiście nie można
          zapominać o ostrożności smile

          Do autorki wątku - trzymaj się, to minie.
          • beniusia79 wytlumaczyc mozna, owszem 04.08.09, 19:14
            ale dziecko jest nieobliczalne. dlatego tez nigdy nie prasuje przy
            corce... jak juz pisalam, nieraz widzialam poparzonego od zelazka
            malucha i to mi wystarczy.
            • na_pustyni Re: wytlumaczyc mozna, owszem 04.08.09, 19:18
              Wiem, dlatego napisałam o ostrożności smile Pzdr.
              • beniusia79 poprzedniczka napisala tez, ze maluch ciagnie 04.08.09, 19:23
                za kabel od zelazka. bardzo to ostrozne i madre, co nie?
                • na_pustyni Re: poprzedniczka napisala tez, ze maluch ciagnie 04.08.09, 19:29
                  Na pewno nie zaczęłabym prasować przy takim dziecku. Reasumując: ostrożność +
                  wiele zależy od dziecka.
            • paolka_82 Re: wytlumaczyc mozna, owszem 04.08.09, 19:48
              W takim razie można wiedzieć kiedy prasujesz, ewentualnie gdzie wysyłasz dzieci
              jak rozkładasz prasowanie ? Bardzo mi zależy na odpowiedzi.
              • beniusia79 paolka, do mnie pytanie? 05.08.09, 08:13
                jesli tak to odpowiadam. prasuje wieczorem gdy mala spi-tak robi
                tez wiekszosc moich znajomych. odkad jest na swiecie zredukowalam
                isosc rzeczy do prasowania-tzn. prasuje tylko, ktore na prawde tego
                wymagaja, czyli jakies bluzki, dzinsy...
                • truscaveczka Re: paolka, do mnie pytanie? 05.08.09, 12:25
                  Widzisz Beniusia, dziwne jesteśmy, bo nie ufamy malutkiemu dziecku. Moja
                  czterolatka ma wytłumaczone wszystko na temat prasowania, ostatnio musiałam
                  poprasować przy niej, siedziała na kanapie i oglądała bajkę na Cbeebies... I
                  nagle podbiegła do mnie i mnie złapała za nogi, bo muuuusiała się przytulić,
                  natentychmiast. Dziecko może być nauczone wszystkiego, a się zapomnieć.
                  Dlatego prasuję gdy mąż jest w stanie trzymać małą z daleka ode mnie.
                  • beniusia79 no wlasnie.... 05.08.09, 12:50
                    ja mojej tak do konca juz nie ufam. kiedys, choc miesiacami jej
                    tlumaczylam, ze nie wolno wbiegac na ulice, uciekla mi z usmiechem
                    na twarzy na srodek ruchliwej ulicy, choc trzymalam ja za reke
                    jakos mi sie wywinela... odtad wiem, ze dziecko jest tylko
                    dzieckiem i jest nieobliczalne. uwazam, ze lepiej nie liczyc na to,
                    ze dziecko przeciez rozumie bo juz przeciez ma 3 albo 4 lata.
                    dziecko do 7 roku zycia nie jest jeszcze w stanie zdac sprawy z
                    tego, jakie konsekwencje przyniesc moga jego czyny. dziecko nie
                    jest takze w stanie oszacowac ewentualnego zagrozenia...
                • paolka_82 Beniusia 05.08.09, 13:33
                  Przepraszam ale nie wyobrazam sobie sytuacji, gdzie moge prasować wtedy gdy nie
                  ma w mieszkaniu dzieci. Mam trójke maluchów 7 lat 5 lat i 10 mies. Prasowanie
                  jest w zasadzie codziennie, do tego cały zapas lezy i czeka na uprasowanie.
                  Zanim dzieciaki ogarnę do spania to jest 20.00. Póżniej ogarnięcie mieszkania- i
                  jest 21,00. Mam do wyboru albo prasuje, albo ogarniam siebie przed snem.
                  Wybieram opcje 2. Gdybym natomiast czekała aż ktoś zabierze dzieci z domu to
                  prasowałabym raz na miesiąc. w moim przypadku nierealne. Zresztą deska do
                  prasowania stoi rozłozona non stop, na niej stoi żelazko i tak juz dwa lata nikt
                  go nie strącił nie pociągnął za sznur itp.
                  Nie rozumiem potrzeby ukywania sie z żelazkiem przed dzieckiem. Może dlatego że
                  prasuję w osobnym pokoju, ale dzieci są tam ze mną podczas prasowania, więc to
                  tez niewiele zmienia.
                  • beniusia79 paolka, twoja sprawa. ja bym sie nie odwazyla 05.08.09, 16:21
                    i tyle. ok, mam tylko jedno dziecko, ale pracuje wiec wiekszosc
                    rzeczy w domu robie wtedy gdy mala spi. jestem zwolenniczka
                    wczesniejszego kladzenia spac, tzn. moja panna po 19 jest juz w
                    lozku i wtedy mi raczej juz nie przeszkadza. inaczej tego sobie nie
                    wyobrazam....
                    • paolka_82 Re: paolka, twoja sprawa. ja bym sie nie odwazyla 05.08.09, 16:29
                      Od tygodnia dwójka starsza jest u babci, jestem więc chwilowo mamą jednego
                      dziecka i nagle okazało się że pralka co 3 dni to max, a prasowania tyle co kot
                      napłakał. POłożenie spac dziecka to kwestia 20 min łącznie z kąpielą. Wieczory
                      sa teraz taaaakie długie. Sprawa naprawde dużo inaczej wygląda jak ogarnięcie
                      wieczorne dzieci trwa 1,5 godz, a póżniej trzeba dom doprowadzić do stanu
                      równowagi. przy większej niz 1 liczbie dzieci nie da rady robić wszystkiego
                      wieczorami. Po prostu się nie da.
                      • super-mikunia Re: paolka, twoja sprawa. ja bym sie nie odwazyla 05.08.09, 16:38
                        da się nie da, skoro jestem z Młodym cały dzień to mam więcej czasu
                        na to, żeby coś tam porobić w domu, a nie będę tego odkładać na
                        wieczór, że niby jak mąż wróci z pracy to jaka ja jestem zajęta i
                        ile mam na głowie hehe tongue_out
                      • beniusia79 Re: paolka, twoja sprawa. ja bym sie nie odwazyla 05.08.09, 17:22
                        moja mama miala 3´i nigdy nie prasowala przy nas. moja tesciowa 6 i
                        tez nie latala z zelazkiem przy dzieciach. jak pisalam, to wasza
                        sprawa, nie moja. gdybym miala wiecej dzieci, nie prasowalabym
                        pewnie wcale; juz teraz ograniczam sie do minimum bo pracuje i
                        wieczorem padam na pysk i szkoda mi czasu na takie pierdoly.
                        • paolka_82 Re: paolka, twoja sprawa. ja bym sie nie odwazyla 05.08.09, 18:28
                          O matko, a nas w domu czworo było i mama nas do sasiadów nie wyganiała jak
                          zaczynała prasowac. Zwyczajnie każdy z nas wiedział ze zelazko jest gorace i
                          dotykac nie wolno, podchodzić tez nie.
                          Poza tym znam dużo bardziej niebezpieczne zajęcia domowe niż prasowanie.
                        • super-mikunia c.d. debaty o prasowaniu ;) 05.08.09, 19:28
                          Słuchaj nie to, że ja kogoś do czegoś namawiam, ale... Czy nie jest
                          tak, że nasza uwaga i czujność w takich sytuacjach jak wspomniane
                          prasowanie...wzrasta po tysiąckroć...Przynajmniej u mnie tak jest,
                          gdybym nie była pewna,że nia panuję nad dzieckiem to i owszem nie
                          prasowałabym przy nim...

                          Najpoważniejszzew wypadki zdarzają się gdy ktoś nie zdaje sobie z
                          sprawy z zagrożenia i owszem też słyszałam o wypadkach z żelazkiem,
                          z braku wyobraźni rodziców no sorry. A brak wyobraźni rodziców grozi
                          wypadkiem dziecka nawet w łóżeczku. W momencie kiedy rodzic
                          absolutnie nie przeczuwa zagrożenia.

                          forum.gazeta.pl/forum/w,567,98364628,98482515,Re_Nie_idealna_matka.html

                          hmm tu też ktoś fajnie o tym napisał (mam nadzieję, że autorka się
                          nie pogniewa, że użyłam jej jako cytat)

                          Mój brat jak był Maly też spędził 3 tygodnie w szpitalu z powodu
                          popażeń, od herbaty, która stała na stole i teoretycznie nie mógł
                          jej dosięgnąć, a w pokoju były i babcia i mama. A jednak pomysłowe
                          dziecko zawsze da radę. I co przez to miałby już więcej nie parzyć
                          herbaty - nie stłały się bardziej czujne.

                          Najważniejsze to zdawać sobie sprawę z zagrożenia,a to już połowa
                          roboty.
                          • super-mikunia heh 05.08.09, 19:30
                            poparzenie (ałć wink )
        • ktosikowska Re: super-mikunia, podziwiam za odwagwe... 04.08.09, 19:15
          dziękuję smile nie gotuję codziennie, mąż każe mi zamawiać żarełko do domu, pomaga
          mi bardzo dużo, ogarnie chałupę, zrobi zakupy wracając z pracy tylko do teraz
          miałam wyrzuty sumienia, że to ja powinnam robić, podchodziłam do tego bardzo
          ambicjonalnie, a teraz niech się dzieje co chce! ważne żeby Mała była najedzona,
          a Ja uśmiechnięta
          • beniusia79 usmiechnieta to bedziesz jak wyluzujesz. 04.08.09, 19:24
            poswiec wiecej czasu sobie. wyskakuj gdzies sama, odpocznij od
            codziennosci...
        • super-mikunia dzięki za troskę :) 04.08.09, 19:47
          spoko daję radę! smile gdyby nie to na pewno nie robiłabym tego przy
          nim... panuję nad moim 9 m-nym dzieckiem choć jak napisałam już
          wcześniej przy takim to trzeba sie trochę nagimanstykować już wink
        • gacusia1 Przesadzasz n/t 04.08.09, 22:27

        • bacha1979 Ja też prasuje TYLKO wtedy 05.08.09, 08:29
          kiedy mała śpi, albo nie ma jej w domu.
          Mimo, że wie, że żelazko może poparzyć- sama pokazuje i mówi, ale bałabym sie,
          że przez malutka chwile może zdarzyć sie nieszczęście.
          • super-mikunia Re: Ja też prasuje TYLKO wtedy 05.08.09, 09:08
            zabawkami też się nie pozwalcie bawić - przecież może udławić się
            nimi, nadziać...
      • magda_mp ja wogóle nie prasuję:-( 05.08.09, 09:38
        tak całkowicie wogóle!Mam czterolatka, drugie dziecko w drodze, jak
        pracuję (obecnie jestem na L-4) to jestem w domu o 19:00, 20:00.
        Podobają mi się wyprasowane rzeczy ale nie chce mi się i nie mam na
        to czasu. Piorę z opcją, żeby się nie wygniotło, uważnie i dokładnie
        rozwieszam pranie. Jak mąż potrzebuje koszuli to prasuje ja sobie
        sam i wścieka się, że żony/dziewczyny wszystkich kolegów im prasują
        tylko ja jestem taki wybrak...
        • tabakierka2 Re: ja wogóle nie prasuję:-( 05.08.09, 12:00
          magda_mp napisała:

          > tak całkowicie wogóle!Mam czterolatka, drugie dziecko w drodze,
          jak
          > pracuję (obecnie jestem na L-4) to jestem w domu o 19:00, 20:00.
          > Podobają mi się wyprasowane rzeczy ale nie chce mi się i nie mam
          na
          > to czasu. Piorę z opcją, żeby się nie wygniotło, uważnie i
          dokładnie
          > rozwieszam pranie. Jak mąż potrzebuje koszuli to prasuje ja sobie
          > sam i wścieka się, że żony/dziewczyny wszystkich kolegów im
          prasują
          > tylko ja jestem taki wybrak...

          a w pracy nie musisz mieć stroju eleganckiego?
          bo ja prasuję i koszule męża i własne.
          W sumie po równo wychdzi.
          Lubię prasować - ja prasuję, maż w tym czasie robi dla nas kolację.
          Zwykle prasuję w trakcie jakiegoś filmu, więc właściwie dwa w
          jednym. Chyba doszłam do zautomatyzowania tej czynności,bo całkiem
          szybko i sprawnie mi to idzie... Hmm...Zauważyłam, że prasowanie
          często jest kością niezgody w malżeństwietongue_out
          • lacitadelle Re: ja wogóle nie prasuję:-( 05.08.09, 12:21
            > a w pracy nie musisz mieć stroju eleganckiego?
            > bo ja prasuję i koszule męża i własne.
            > W sumie po równo wychdzi.
            > Lubię prasować - ja prasuję, maż w tym czasie robi dla nas kolację.
            > Zwykle prasuję w trakcie jakiegoś filmu, więc właściwie dwa w
            > jednym. Chyba doszłam do zautomatyzowania tej czynności,bo całkiem
            > szybko i sprawnie mi to idzie... Hmm...Zauważyłam, że prasowanie
            > często jest kością niezgody w malżeństwietongue_out

            Nienawidzę prasować, kupuję sobie rzeczy, które tego nie wymagają i dbam, żeby
            ładnie wyschło po praniu. Raz mężowi wyprasowałam koszulę, jak się spieszył na
            samolot - cały czas mu to wypominam wink
          • magda_mp Re: ja wogóle nie prasuję:-( 05.08.09, 12:33
            do pracy kupuję albo koszule, których nie prasuje się na gładko -
            sporo jest takich materiałów. A jak musze iść do pracy na totalnego
            sztywniaka to i tak idę w marynarce lub w żakiecie więc wtedy
            przyznaję prasuję kołnierzyk i przód koszuli. Powiedzmy na 10
            koszuli, które mam do pracy dwie są takie, że jednak żelazko w
            niektórych częściach jest potrzebne.
            • beniusia79 moja znajoma mowi, ze trzeba z glowa wyprac 05.08.09, 12:53
              i powiesic i wtedy nie trzeba nic prasowac-i ma racje. ona ustawia
              na slabe wirowanie i porzadnie roztrzepuje pranie przed
              powieszeniem. ja robie podobnie, ale niektore rzeczy jeszcze
              prasuje-te eleganckie tego wymagaja. nie prasuje natomiast nigdy
              ciuchow od malej...
    • e-kieszonka Re: zaczynam sobie nie radzić... 04.08.09, 19:37
      Witam
      Pamiętam co mi powiedziała położna na wizycie w domu - dać sobie odpocząć, odpuścić sobie, kiedy dziecko śpi też odpocząć a nie latać ze ścierą i "nadrabiać". Nie trzeba radzić sobie ze wszystkim! Trzeba się przyzwyczaić, znaleźć nowy rytm - to co piszą kobitki powyżej to dobre rady, obiady na dwa dni, tatuś pomagający przy dziecku itp. I ostrożnie z tym bieganiem na każde kwękanie, u nas sprawdził się leżaczek, z czasem zainteresowanie światem wkoło będzie większe i spokojnie można zrobić obiad dając maluchowi coś z kuchni do zabawy (i nie myślę tu o zapałkach wink Powodzenia z czasem będzie coraz lepiej!
      • hugo43 Re: zaczynam sobie nie radzić... 04.08.09, 20:03
        mialam to samo,jakas taka niemoc mnie ogarnela przez pierwszy
        miesiac.nie bylam w stanie ogarnac niczego,choc dziec spal ja bylam
        zestresowana,ze zaraz zacznie ryczec itd.co ciekawe jak maz zostawal
        czasem z malym,to dom byl posprzatany,zarlo ugotowane,dziec
        zadowolony itd...powoli zaczniesz sie organizowac.moj synek ma teraz
        5miesiecy i mam czas na wszystko(no tylko na sen wciaz brakuje)
    • wimperga Re: zaczynam sobie nie radzić... 04.08.09, 20:03
      ktosikowska napisała:

      > Może któraś z Was była bądź jest w takiej sytuacji?

      Byłam dwa razy. Dziewczyny dobrze radzą - staraj się odpoczywać,kiedy dziecko
      śpi, odpuść duże porządki i obiadki dla męża, wychodź z domu choć na chwilę,
      kiedy tylko masz taką możliwość. Pamiętam, jak myślałam, że zwariuję z roczną
      córką i kolkującym niemowlakiem ale jakoś przeżyłam. Teraz starsza ma 5,5 roku
      a młodsza 4 a ja coraz częściej myśle o maleństwiewink.
    • kamelia04.08.2007 Re: zaczynam sobie nie radzić... 04.08.09, 22:39
      na noszenie przyda ci się chusta, lżej i ręce przynajmniej wolne, a dziecko się
      szybko uspokaja. Poza tym, jak jest ładna pogoda to zabieraj na spacer w wózku.
      Co do gotowania, sprzątania, prasowania itd., to jest jeszcze chyba twój mąż i
      on by mógł w tych rzeczach popartycypować. Zajmowanie się dzieckiem jest bardzo
      absorbujące. Nie wszystko musi być na twojej głowie

      Odnośnie noszenia, to jak wynosisz ja teraz, to potem nie będziesz musiała
      nosić, bo nie będzie chciała. Moja już nie jest zainteresowana tak noszeniem, a
      bardziej zabawą i oglądaniem świata (ma 7 m-cy)
    • patrice7 Re: zaczynam sobie nie radzić... 04.08.09, 23:33
      Spokojnie minie.
      Daj sobie czas.
      To DOPIERO 23 miesiace.
      Moje dziecko pierwsze 6 miesiecy 90% !!!! czasu kiedy nie
      spalo:plakało,jeczało,marudziło.
      To był dopiero czad! Po 6 miesiacach jak reka odjąl.
      • patrice7 Re: zaczynam sobie nie radzić... 04.08.09, 23:33
        oj literowka mialo byc dopiero 2 miesiace
    • em_em71 Re: zaczynam sobie nie radzić... 04.08.09, 23:43
      Wszystko przemija jak najdłuższa żmija wink
      Gdy urodził się mój drugi dzieciak, starszy miał 3 latka i
      kategorycznie odmówił chodzenia do przedszkola. Gdy młodszy miał
      miesiąc, ja MUSIAŁAM wychodzić na zajęcia, których w sumie nie
      miałam aż tak dużo, ale logistycznie było to grube przedsięwzięcie.
      Dodam, że mąż był w tym okresie raczej gościem w domu. Jeśli chodzi
      o pomoc, mogłam liczyć jedynie na swojego ojca, który miał śmierć w
      oczach zostając sam na sam z dziećmi. Dom, zakupy, ogarnięcie
      bajzlu, szykowanie posiłków - choćby dla starszego, zapewnienie mu
      minimum rozrywek, rozdarte, wymagające niemowlę + ze swojej strony
      praca... czasem myślałam, że zwariuję i być może jestem lekko
      upośledzona od tamtej pory, ale generalnie nie zagrażam
      społeczeństwu wink Dasz radę smile
      • mamand Re: zaczynam sobie nie radzić... 05.08.09, 09:10
        > Wszystko przemija nawet najdłuższa żmija
    • lacitadelle Re: zaczynam sobie nie radzić... 05.08.09, 11:56
      Miałam to samo (karuzelą zajął się tylko po pierwszym powieszeniu i tylko przez
      10 minut), jakoś przejaśniło się około 6 miesiąca (ja już wtedy miesiąc
      chodziłam do pracy), choć mój syn ciągle wymaga nieustannej uwagi (14 miesięcy).

      Z perspektywy mogę powiedzieć, że zmieniłabym 2 rzeczy: wyluzowała maksymalnie,
      skupiła się tylko na sobie i dziecku, nosiłabym dziecko jak najwięcej w chuście
      (z tym przyzwyczajaniem to nieprawda - jak dziecko zacznie się poruszać, to samo
      się będzie z rąk wyrywać).

      Trzymam za Ciebie kciuki, bo wiem jak się czujesz. Niedługo wszystko się jakoś
      ureguluje, a Ty zaczniesz się cieszyć macierzyństwem smile
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka