...czy to normalne?
Kocham ich nad życie i uważam, że to naprawdę super chłopaki. zdrowe,
uśmiechnięte, z humorem
Ale...
no właśnie, ale...
Czasem, po przeczytaniu tu i ówdzie, albo usłyszeniu, że córka dla matki to
prawdziwa podpora, nachodzą mnie właśnie pytania - jak to będzie jak chłopcy
dorosną. Matka z córką zawsze poplotkuje, porozmawia o babskich sprawach, a z
synem? - już raczej to wszystko odpada. Kiedyś, kiedy byłam w ciąży z drugim
synem jedna znajoma skrzywiła się na wieść, ze oczekujemy właśnie drugiego
chłopczyka i stwierdziła - oj ty to będziesz miała ciężko jak w przyszłości
np.zachorujesz, bo w takiej sytuacji jednak córka była by bardziej pomocna i
mniej byś się krępowała... itd.
Właściwie naturalną reakcją każdego było już z góry jakby pocieszanie mnie, że
trzecia będzie córka! A ja przecież nie potrzebowałam pocieszenia, bo
szczęśliwa byłam, że oczekujemy drugiego dziecka, o czym właśnie miałam
wrażenie,że ludzie zapomnieli. Nie rozumiałam czemu tak reagowali.
Ale czas mijał i w pewnym momencie, przypominając sobie pewne rozmowy, ku
swojemu zaskoczeniu złapałam się na tym, że chyba tęsknię za posiadaniem córki
(ale nie jest to już teraz takie proste, niestety).
I nawet (za co może, albo nawet za cały ten wątek zostanę okrzyczana) czasami
to zazdroszczę znajomym, które mają córki, choć nie jestem typem zazdrośnika.
I jakaś iskierka smuteczku, właśnie czasami mi się pojawia.
Smutku, albo tęsknoty za czymś czego w sumie nie mam.
Choć przecież tak naprawdę mam tak wiele. Wiem