Dodaj do ulubionych

ciężkie życie apostatki ;)

01.09.09, 15:54
Jeszcze się na dobre nie zaczęło, a już chodzę podminowana, a to za sprawą mojej rodzicielki.
Ponieważ była z wizytą u rodziny w wiosce, gdzie byłam chrzczona, poprosiłam ją o załatwienie odpisu chrztu celem dokonania apostazji oczywiście. Kiedy dowiedziała się po co mi to, w słuchawce zapadła cisza. No ale dokument załatwiła.
Ale mamusia sprawę przemyślała i zadzwoniła do mnie z fochem i następującymi problemami do przedyskutowania:

- czy zastanowiłam się, co powie na to szwagier i siostra (wierzący)?
- po co ja to w ogóle robię? Bez sensu.
- a czy pomyślałam o tym, że ksiądz z mojej parafii, gdzie będę składać dokumenty zawiadomi tego, skąd brałam świadectwo chrztu i moja kuzynka będzie miała problemy? To wieś, wszyscy się znają. (w domyśle - jestem straszną egoistką i w ogóle nie myślę o innych)

Nie muszę dodawać, że się zagotowałam jak woda w czajniku i matka usłyszała parę cierpkich słów na temat hipokryzji, że co kto sobie na ten temat pomyśli, to jest tylko jego problem, nie mój i byłoby mi milej, gdyby bardziej przejmowała się mną, a nie kuzynką. Dodałam również parę luźnych uwag na temat tego, że nie żyjemy w państwie totalitarnym i wyznaniowym i naprawdę nie muszę się przejmować jak moje wybory światopoglądowe i religijne wpłyną na kuzynkę mieszkającą 500 km ode mnie.

Nie oczekiwałam wybuchów radości, ale z tą kuzynką... no litości.. a ja myślałam, że to u księdza będę miała bieg z przeszkodami. A to zdaje się dopiero początek tongue_out

No dobra, wygadałam się, już mi się łapy nie trzęsą smile
Obserwuj wątek
    • mniemanologia Re: ciężkie życie apostatki ;) 01.09.09, 15:56
      No weź, mama robi, co może. Ostatnie deski ratunku.
      • morgen_stern Re: ciężkie życie apostatki ;) 01.09.09, 16:01
        Ale najlepsze jest to, że matka do kościoła chodzi raz na ruski rok i ogólnie
        dość luźno podchodzi do kwestii związanych z religią, tylko w takich kwestiach
        budzi się w niej jakaś taka odmiana przaśnego, bezmyślnego katolicyzmu, który
        głównie przejmuje się tym, co ludzie powiedzą. Niech sobie będzie jaka chce, ale
        pouczać się jej w tych kwestiach nie dam.
        • morgen_stern Re: ciężkie życie apostatki ;) 01.09.09, 16:01
          Chyba nadal jestem podk..a, bo trzy razy w jednym poście użyłam słowa "kwestia",
          sorry wink
          • liwilla1 morgen 01.09.09, 22:19
            spotkamy sie w piekle tongue_out
            • attiya Re: morgen 01.09.09, 22:22
              ja będę z wami w pierwszej trójeczce smile
              • morgen_stern Re: morgen 01.09.09, 22:25
                Mogę iść do piekła.. z tego, co widzę, będzie tam fajne towarzystwo wink
                • liwilla1 Re: morgen 01.09.09, 22:32
                  ja jeszcze apostazji nie dokonalam, ale tylko z powodu wrodzonego lenistwa smile
                  poza tym swiekra by mi na zawal padla, a to bardzo zacna osoba smile
        • iwonawl Re: ciężkie życie apostatki ;) 01.09.09, 17:48
          mam bardzo podobna sytuacje. U mnie jeszcze temat apostazji nie wypłynal,jestem w ciazy i nie poruszam tego, nerwów mi teraz nie trzeba, a spodziewam sie w tym temacie trzeciej wojny swiatowejsmile natomiast padlo pytanie o chrzest dziecka, ktore jest w drodze no i szok, ze chrztu nie planuję. Szok, zapieklenie, i zachowywanie sie, jak by doswiadczyło sie jakiej wielkiej osobistej obrazy. Ciezko w mojej rodzinie znalesc praktykującego katolika, za to niespodziewanie w obliczu zagrozenia, ze ktoś bedzie zył troche inaczej niz oni, ta gorliwosc katolicka przejawia sie z lekka fanatycznie.
    • wespuczi Re: ciężkie życie apostatki ;) 01.09.09, 15:59
      eeeeeee
      tam
      ja z rodziny teologow i roznych innych podobnych
      to byl dopiero hardkor,
      ja mysle ze u ciebie to sredna krajowa smile
    • broceliande Re: ciężkie życie apostatki ;) 01.09.09, 16:02
      Ja nieochrzczona, a mój mąż w końcu z apostazji zrezygnował.
      Trochę rozumiem.
      Głupio by mi było - jego rodzice przyjmują ksiądza. Córka bezdzietna
      singielka, syn ożeniony z ateistką, wnuk nieochrzczony.
      I jeszcze z Kościoła by wystąpił?
      I na mnie by było.
    • attiya Re: ciężkie życie apostatki ;) 01.09.09, 16:22
      a pomyślałaś, że kuzynka w ramach odwetu może być spalona na stosie?
      i to publicznie
      moze jednak ulituj się nad kuzynką
      • morgen_stern Re: ciężkie życie apostatki ;) 01.09.09, 16:27
        I to na środku wsi... wśród okrzyków żądnej krwi tłuszczy.. masz rację, muszę to
        przemyśleć.
        • attiya Re: ciężkie życie apostatki ;) 01.09.09, 16:34
          poproszę miejscówkę w pierwszym rzędzie - tylko jak coś, żeby nie było, że po
          znajomości !
    • hexella Re: ciężkie życie apostatki ;) 01.09.09, 16:32
      Morgen, ja Cię ładnie proszę, napisz na forum cos w rodzaju powieści
      w odcinkach "jak Morgen z KK występowała". Przyda się to wielu
      foremkom. Mnie też pewnie to niedługo czeka, bo po dzisiejszym
      rozpoczęciu roku szkolnego, spotkaniu z panią wychowawczynia, która
      okazała sie byc katechetkę w jednej osobie, mam ogromny "przypał",
      żeby to w końcu formalnie załatwić. Nosz cholera- niby nie jesteśmy
      państwem wyznaniowym, niby trza naukę od religii oddzielać, ale dziś
      właśnie byłam swiadkiem jak to w praktyce wyglądauncertain
      • morgen_stern Re: ciężkie życie apostatki ;) 01.09.09, 16:33
        Postaram się, skoro tak pieknie prosisz tongue_out

        A co było w szkole? Nawijaj.
        • hexella Re: ciężkie życie apostatki ;) 01.09.09, 16:48
          morgen_stern napisała:


          > A co było w szkole? Nawijaj.

          Bo wiesz, na widok krzyży byłam przygotowana (zdziwił mnie jedynie
          rozmiar tegoż, na oko pół metrowy), ale to mało: wielgachny plakat
          papieża i jakieś takie monidło z Jezusem, tez słusznych rozmiarów, a
          na biurku u pani jakiś aniołek i swieczka- to juz mnie lekko
          spłoszyło. Myślę sobie nic to, na duperele nie zwrazać uwagi, ale
          kiedy pani wychowawczyni nie znając przecież jeszcze swojej klasy,
          zaczęła gorąco zachęcać do popołudniowej wizyty w kościele, celem
          poświęcenia tornistrów słowami: "bo kiedy ksiądz poświęci wasze
          podręczniki, to wiedza wam łatwiej do głowy trafiać będzie"- to
          wtedy się trochę wqrwiwszy. Polazłam potem do wychowawczyni wraz ze
          swoimi koleżankami bezbożnicami, ktorych dziecięta będą wraz z moim
          do klasy owej pani uczęszczać i poprosiłam (na razie grzecznie) aby
          nie robiła takich swiatopogladowych wycieczek w przyszłości.
          Podpisałyśmy jakies świstki, że nie chcemy, aby nasze dzieci
          uczęszczały na religię, ale pani miała wzrok bazyliszkawinkI znowu się
          kurna poczułam jak UFOwink
          • wespuczi Re: ciężkie życie apostatki ;) 01.09.09, 17:20
            o brrrrrrrrrr
          • kawka74 Re: ciężkie życie apostatki ;) 01.09.09, 17:52
            > Podpisałyśmy jakies świstki, że nie chcemy, aby nasze dzieci
            > uczęszczały na religię,

            Wiesz, co jest najciekawsze?
            Zgodnie z prawem to rodzice, którzy chcą posłać swoje dzieci na religię, powinni składać pisemne zgłoszenia, a dopiero potem powinny być organizowane lekcje religii. Tyle, że o tym już nikt nie pamięta i nikt tego nie przestrzega.
            • lubie.garfielda Re: ciężkie życie apostatki ;) 01.09.09, 18:02
              szybciej odpowiedziałaś niż ja zapytałam

              Obawiam się że w naszym "laickim" kraju nawet nie ma po co upomnieć
              się o taki szczegół...
              • kawka74 Re: ciężkie życie apostatki ;) 01.09.09, 18:06
                Ano uncertain Religia jest na stałe wpisana w plan lekcji, tyle tylko, że czasem niektóre szkoły umieszczają w tym planie religię jako pierwszą albo ostatnią lekcję.
                Ale skoro już katecheci zostają wychowawcami, chociaż jest to bezprawne, to czegóż się spodziewać?
              • maurra Re: ciężkie życie apostatki ;) 01.09.09, 18:08
                a nie, w "mojej" szkole właśnie w tej sprawie będę pyszczyć
                chyba każdy średnio rozgarnięty n-l czy dyrektor rozumie, że jak świat światem w przypadku nieobowiązkowych zajęć deklaruje się chęć uczestnictwa a nie nieuczestniczenia

                Nie zostawiajcie bez reakcji takich durnot, jeśli dzieją się w szkołach waszych dzieciaków, bo nigdy się to nie zmieni
              • jowita771 Re: ciężkie życie apostatki ;) 02.09.09, 08:34
                > Obawiam się że w naszym "laickim" kraju nawet nie ma po co upomnieć
                > się o taki szczegół...

                Mam silne postanowienie, że będę się upominać, bo też mnie wnerwia ta sytuacje.
            • hexella Re: ciężkie życie apostatki ;) 01.09.09, 18:11
              kawka74 napisała:

              > Zgodnie z prawem to rodzice, którzy chcą posłać swoje dzieci na
              religię, powinn
              > i składać pisemne zgłoszenia, a dopiero potem powinny być
              organizowane lekcje religii.

              Tak, doczytałam to. Przeczytałam też, ze takie same pisemne
              zgłoszenia dotyczą etyki. Czy to oznacza, że jeśli w szkole jej nie
              ma (w mojej nie ma) to dlatego, że nikt do tej pory jej nie
              zapotrzebował jako alternatywy dla religii? Aż mi się wierzyć nie
              chce, to ogromna szkoła, moloch taki i nikogo to wcześniej
              nie "uwierało"? Chyba muszę się przygotować na pionierską robotę.
              • ib_k Re: ciężkie życie apostatki ;) 01.09.09, 18:15
                Czy to oznacza, że jeśli w szkole jej nie
                > ma (w mojej nie ma) to dlatego, że nikt do tej pory jej nie
                > zapotrzebował jako alternatywy dla religii?

                dokładnie tak! rodzicom się nie chce, nie lubią się wyłamywać, a dziecko się cieszy bo dwie wolne godzinysmile)
              • kawka74 Re: ciężkie życie apostatki ;) 01.09.09, 18:16
                Czy to oznacza, że jeśli w szkole jej nie
                > ma (w mojej nie ma) to dlatego, że nikt do tej pory jej nie
                > zapotrzebował jako alternatywy dla religii?

                Być może. Może też było za mało chętnych. Może nikt na to nie wpadł albo wyszedł z założenia, że i tak nic z tego nie będzie. Możliwe też, że rodzice postanowili po prostu zafundować dzieciom godzinę wolną.
            • atena12345 Re: ciężkie życie apostatki ;) 01.09.09, 20:56
              no wlaśnie, ja w przedszkolu musialam podpisać zgodę na to, by moje
              dziecko chodziło na religię, a nie odwrotnie.
          • lubie.garfielda Wie ktoś? 01.09.09, 17:56
            A czy czasem to osoby zainteresowane katechezą nie powinny
            podpisywać kartki że sobie życzą a nie na odwrót?
            • maurra Re: Wie ktoś? 01.09.09, 19:02
              ROZPORZĄDZENIE MINISTRA EDUKACJI NARODOWEJ z dnia 14 kwietnia 1992 r. w sprawie warunków i sposobu organizowania nauki religii w publicznych przedszkolach i szkołach

              § 1. [...] W publicznych szkołach podstawowych, gimnazjach, ponadpodstawowych i ponadgimnazjalnych, zwanych dalej "szkołami", organizuje się w ramach planu zajęć szkolnych naukę religii i etyki:
              1) w szkołach podstawowych i gimnazjach - na życzenie rodziców (opiekunów prawnych),
              2) w szkołach ponadpodstawowych i ponadgimnazjalnych - na życzenie bądź rodziców (opiekunów prawnych) bądź samych uczniów; po osiągnięciu pełnoletności o pobieraniu religii i etyki decydują sami uczniowie.

              2. Życzenie, o którym mowa w ust. 1, jest wyrażane w najprostszej formie oświadczenia, które nie musi być ponawiane w kolejnym roku szkolnym, może natomiast zostać zmienione.

              Tak więc stoi jak wół, że to rodzic życzący sobie katechizacji dziecka składa pisemne oświadczenie a nie rodzic który tego sobie nie życzy.
              • lubie.garfielda Re: Wie ktoś? 01.09.09, 19:09
                Pamiętam z zeszłego roku że jedna z ematek żaliła się że
                szkoła "zapomniała" że dziecko nie chodzi na religię i było
                zaskoczenie że dzieciak opuszcza zajęcia
          • titta Re: ciężkie życie apostatki ;) 01.09.09, 22:15
            Ja, czlowiek wierzacy, miala bym duuuze trudnosci aby pamietac o
            milosci blizniego. Bo z chrzescijanstwem taki teatrzyk niewiele ma
            wspolego (z hinduizmem za to dosc sporo)... Moze by tak na
            pania "katechetke" do proboszcza zakablowac? Jak to wiernych
            odstrasza? wink
      • maurra hexella 01.09.09, 16:52
        prawo oświatowe zakazuje przyznawania wychowawstwa katechetom
        szkoła twojego dziecka łamie prawo, jako rodzice powinniście to zgłosić gdzie trzeba
        • hexella Re: hexella 01.09.09, 17:03
          ja nie wiem, czy to dotyczy tez klas 1-3, gdzie wychowawca prowadzi
          nauczanie zintegrowane. Spytałam pani, kto bedzie prowadził lekcje
          religii, odpowiedziała mi, że ona. Zdziwiłam się trochę, bo
          sądziłam, ze od tego są katecheci. Jeśli jest tak jak mówisz, nie
          zostawię tego. Nigdy swiadomie nie posłałabym swojego dziecka do
          klasy prowadzonej przez kogoś, co do którego mam podejrzenia, ze nie
          bedzie potrafił oddzielić nauczania religii od innych przedmiotów.
          • maurra Re: hexella 01.09.09, 17:28
            ROZPORZĄDZENIE MINISTRA EDUKACJI NARODOWEJ z dnia 14 kwietnia 1992 r.
            w sprawie warunków i sposobu organizowania nauki religii w publicznych przedszkolach i szkołach
            (Dz. U. Nr 36, poz. 155, z 1993 r. Nr 83, poz. 390 oraz z 1999 r. Nr 67, poz. 753)

            § 7. 1. Nauczyciel religii wchodzi w skład rady pedagogicznej szkoły, nie przyjmuje jednak obowiązków wychowawcy klasy.

            I nie ma znaczenia czy to LO czy klasy 1-3 w podstawówce.
            To, co robi "twoja" szkoła to bezprawie.
            • hexella Re: hexella 01.09.09, 17:47
              Dzięki Maurro. Zaopatrzona w odpowiednie wydruki, pójdę jutro
              zgłębiać temat. W podanym przez Ciebie rozporządzeniu zaniepokoiło
              mnie jeszcze to:
              § 12. W pomieszczeniach szkolnych może być umieszczony krzyż.
              W szkole można także odmawiać modlitwę przed i po zajęciach.
              Odmawianie modlitwy w szkole powinno być wyrazem wspólnego dążenia
              uczniów oraz taktu i delikatności ze strony nauczycieli
              i wychowawców.
              • maurra Re: hexella 01.09.09, 18:16
                Pod ten fragment od biedy da się podciągnąć msze organizowane ok. 1h przed
                rozpoczęciem roku szkolnego w podstawówkach i gimnazjach. Na szczęście poza
                terenem szkoły i bez zaprzęgania do nich nauczycieli.
                • hexella Re: hexella 01.09.09, 18:28
                  No tak, msza oczywiście też sie odbyła, ponieważ jednak we właściwym
                  dla siebie miejscu czyli kosciele, nic mi do tego. Jeśli natomiast
                  pani uzna za stosowne zaczynać i kończyć lekcje modlitwą, powodując
                  w ten sposób swoiste wyobcowanie z grupy mojego syna, nie przymknę
                  na to oka.
                  • titta Re: hexella 01.09.09, 22:23
                    Tu akurat nie rozumiem, co ci modlitwa przeszkadza? Dzieciak sie
                    conajwyzej szacunku do odmiennych pogladow i wyznan nauczy.
                    • attiya Re: hexella 01.09.09, 22:25
                      przeszkadza bo to szkoła świecka a nie wyznaniowa
                      rozumiem, że chętnie uczestniczyłabyś w regularnych i codziennych modlitwach np
                      żydowskich?
                      • titta Re: hexella 01.09.09, 22:39
                        Bez najmniejszego problemu. Podobnie jak w w hinduistycznych (w
                        ktorych nota bene, uczestniczylam kiedys z sympati i szacunku dla
                        moich wspolokatorow. Nie ukrywam, ze rowniez po to aby oni ze mna do
                        kosciola (nie katolickiego) czasem sie przeszli smile
                        • maurra Re: hexella 01.09.09, 22:44
                          I to wszystko w szkole?
                          Bo szkoła to nie jest dodatkowy dom spotkań modlitewnych
                          a konieczność przerywania pracy na potrzeby modłów w świeckiej, publicznej szkole IMO szacunku nie uczy bo niby w jaki sposób?
                          • titta Re: hexella 01.09.09, 22:57
                            To akurat nie w szkole. Ale w moim liceum zajecia zaczynaly sie od
                            modlitwy. Szkola swiecka, ale nie panstwowa. Kwestja szacunku i
                            tolerancji byla w statucie smile

                            • jelon_p Re: hexella 01.09.09, 23:33
                              Widzę w tym jeden fundamentalny problem. Szkoła jako miejsce przekazywania
                              wiedzy nie powinna odprawiać obrzędów właściwych religii. Nie mam nic przeciwko
                              nauczaniu o religiach jako zjawiskach występujących na świecie, mam problem z
                              czynnym uczestnictwem dzieci w obrzędach w szkole.
                          • titta Re: hexella 01.09.09, 23:03
                            A szacunku uczy. Uczy, ze ludzie maja inne poglady, ktore moga byc
                            dla nich wazne. Uczy wyczymac kilka minut,z godnoscia, a nie wyrazac
                            swojego ja ostentacyjnym zachowaniem, czaskaniem drzwiami i drwina.
                            • titta Re: hexella 01.09.09, 23:04
                              trzaskaniem
                            • krzysztof-lis Re: hexella 01.09.09, 23:06
                              > Uczy wyczymac

                              Ja tam wolałbym, by nikt nie uczył wyczymywania.
                              • titta Re: hexella 01.09.09, 23:10
                                Ja jednak wole zyc w spoleczenstwie, w ktorym ludzie potrafia
                                sie "wytrzymac" nawzajem.
                                Z takiego niewytrzymywania biara sie rzezie i wojny religijne.
                                • krzysztof-lis Re: hexella 01.09.09, 23:13
                                  A to o wytrzymywanie chodziło?

                                  Ja potrafię wytrzymać innych ludzi. Co więcej, nawet szanuję ich odmienność.
                                  Mimo to nie muszę i nie zamierzam wytrzymywać ich dziwacznych obrzędów.
                                • z_lasu Re: hexella 02.09.09, 21:25
                                  Wojny religijne biora się z fanatyzmu religijnego, a nie z braku
                                  tolerancji dla fanatyzmu.
                            • maurra Re: hexella 01.09.09, 23:09
                              blablabla
                              ludzie mają też różne poglady polityczne a jakoś nikt zdrowy na umyśle nie
                              spędza maturzystów na godzinną prelekcję aktywistki z LPR w ramach nauki
                              szacunku dla różnych poglądów.
                              Nawet jeśli mieliby się tylko nauczyć nie"czaskać" i "wyczymywać"
                              • titta Re: hexella 01.09.09, 23:12
                                Nie nie zmusza. Jednak jesli sie jest w towarzystwie ludzi
                                pasjonujacych sie aktywistyka PRLu nie wychodzi sie kiedy tylko o
                                tym zaczynaja mowic.
                                • krzysztof-lis Re: hexella 01.09.09, 23:15
                                  > Jednak jesli sie jest w towarzystwie ludzi pasjonujacych sie
                                  > aktywistyka PRLu nie wychodzi sie kiedy tylko o tym zaczynaja mowic.

                                  A kiedy zaczną recytować Marksa?
                                  • titta Re: hexella 01.09.09, 23:17
                                    Osobiscie? Grzecznie wyslucham, ale pozniej zmienie towarzystwo.
                                    • krzysztof-lis Re: hexella 01.09.09, 23:18
                                      > Osobiscie? Grzecznie wyslucham, ale pozniej zmienie towarzystwo.

                                      Czyli dziecko ma wychodzić z kolejnych lekcji, na których będą odmawiane modły?
                                      • titta Re: hexella 01.09.09, 23:31
                                        Powtorze, kilka minut modlitwy, to mie godzinna prelekcja Marksa wink
                                        Osobiscie uwazam ze dziecka nie ubedzie.
                                        • krzysztof-lis Re: hexella 01.09.09, 23:35
                                          > Powtorze, kilka minut modlitwy, to mie godzinna prelekcja Marksa
                                          > wink

                                          Nie mówiłem o godzinnej prelekcji z marksizmu.

                                          > Osobiscie uwazam ze dziecka nie ubedzie.

                                          Ja uważam, że ubędzie. Ponieważ w teorii nie jesteśmy państwem wyznaniowym, będę
                                          walczyć do upadłego o to, żeby moje dziecko w przyszłości nie było zmuszane do
                                          uczestnictwa w modłach i na lekcjach religii.

                                          Wolność katolików kończy się tam, gdzie zaczyna się moja wolność.
                                      • titta Re: hexella 01.09.09, 23:32
                                        Znaj proprcyja, mociumpanie (jakkolwiek idiotycznie to wyglada bez
                                        polskich znakow).

                                    • z_lasu titta, nie osłabiaj 02.09.09, 21:46
                                      Sama sobie przeczysz.

                                      > Nie nie zmusza. Jednak jesli sie jest w towarzystwie ludzi
                                      > pasjonujacych sie aktywistyka PRLu nie wychodzi sie kiedy tylko o
                                      > tym zaczynaja mowic.

                                      Ale oni o tym nie mówią, oni to robią! Oni nie mówią o religii tylko
                                      odprawiają obrzędy, a to róznica.

                                      > Osobiscie? Grzecznie wyslucham, ale pozniej zmienie towarzystwo.

                                      Zmienisz towarzystwo? A dlaczego? Przecież Ci od tego nie ubędzie. I
                                      szacunku się nauczysz. Naprawdę nie widzisz różnicy między
                                      jednorazową sytuacją, a codzienną indoktrynacją? Indoktrynacją
                                      DZIECKA? Problem w tym, że dziecko jest w sytuacji, w której nie
                                      może zmienić towarzystwa. I właśnie dlatego szkoła powinna być
                                      świecka.


                            • attiya Re: hexella 02.09.09, 08:03
                              titta napisała:

                              > A szacunku uczy. Uczy, ze ludzie maja inne poglady, ktore moga byc
                              > dla nich wazne. Uczy wyczymac kilka minut,z godnoscia, a nie wyrazac
                              > swojego ja ostentacyjnym zachowaniem, czaskaniem drzwiami i drwina.
                              dziewczyno - religia to sprawa osobista każdego człowieka - kto jakie szopki w
                              domu odprawia to jego broszka
                              chcesz się modlić rób to w czterech ścianach - swoich czterech ścianach
                              państwowa szkoła powinna być szkołą swiecką - co inngo katolickie - tam sobie
                              módlcie się całymi dniami
                            • syriana Re: hexella 02.09.09, 08:40

                              > A szacunku uczy. Uczy, ze ludzie maja inne poglady, ktore moga byc
                              > dla nich wazne.

                              taak! właśnie, tak samo jest z niewierzącymi
                              nie wierzę = to mój pogląd = proszę go szanować i nie próbować przekonać, że
                              powinnam uwierzyć i że słuchanie o Bogu obecnym w każdej cząstce jest mi
                              emocjonalnie obojętne

                              ja poglądy wartościuję; niektóre cenię, inne nie, jeszcze inne mnie nie wzruszają
                              nie wierzę, że Ty tego nie robisz
                            • beznickova Re: hexella 02.09.09, 09:47
                              > Uczy wyczymac kilka minut,z godnoscia, a nie wyrazac
                              > swojego ja ostentacyjnym zachowaniem, czaskaniem drzwiami i drwina.

                              A co jeśli pani uzna, że ostentacyjnym zachowaniem jest stanie bez słowa, kiedy
                              inne dzieci się modlą?

                              I dlaczego katolicy z szacunku do przekonań niewierzących kolegów nie mogą
                              pomodlić się przed lekcjami we własnych domach?
                              • kkokos Re: hexella 02.09.09, 16:34
                                > I dlaczego katolicy z szacunku do przekonań niewierzących kolegów
                                nie mogą
                                > pomodlić się przed lekcjami we własnych domach?

                                bo ich obowiązkiem jest dawanie świadectwa swojej wiary smile dlatego
                                wszelkie teksty o tym, że wiara jest sprawą prywatną, są w istocie
                                prześladowaniem.

                                to wszystko jest bardzo spójnie obmyślone: zawsze prędzej czy
                                poźniej wyjdzie na to, że wierzący są prześladowi, także w polskiej
                                szkole.
                                • attiya Re: hexella 02.09.09, 17:00
                                  chyba zaraz ulituję się nad biednymi wierzącymi
                                  tak kochana wiara to twoja prywatna sprawa - nei jesteśmy państwem wyznaniowym
                                  • beznickova Re: hexella 03.09.09, 09:10
                                    Yyy, Kkokos to chyba ironicznie o tych prześladowaniach pisała wink
                                    • kkokos Re: hexella 03.09.09, 14:17
                                      beznickova napisała:

                                      > Yyy, Kkokos to chyba ironicznie o tych prześladowaniach pisała wink
                                      >


                                      yyy, chyba tak smile ale kto mnie tam wie smile
                      • titta Re: hexella 01.09.09, 22:49
                        Intryguje mnie dlaczego ludzie niewierzacy (czesto uwazajacy sie za
                        tolerancyjnych, hic!) reaguja tak alergicznie na wszelkie przejawy
                        kultu. Skoro niewierza, powinno im to powiewac. Ja rozumiem bunt
                        przeciwko wszelkiemu narzucaniu pogladow i - co szczegolnie grozne -
                        wartosciowaniu. Ale wlasnie dlatego, ze sama na wartosciowanie i
                        ocene pogladow sie nie zgadzam, sama staram sie pokazac inna
                        postawe, szanujac poglady innych. Dlatego, bedac u rodziny do
                        kosciola katolickiego chodze. Nie na pokaz, ale ze zwyklego
                        szacunku, bo wiem, ze dla nich to jest wazne. W zamian oczekuje
                        szacunku dla siebie (choc nie wymuszam go).
                        • krzysztof-lis Re: hexella 01.09.09, 22:53
                          > Skoro niewierza, powinno im to powiewac.

                          Mnie kościół, msze i modlitwy powiewają.

                          Ale przestałyby mi powiewać, gdyby ktoś zmuszał mnie lub moje dziecko do
                          uczestnictwa w nich.
                          • titta Re: hexella 01.09.09, 22:59
                            Bycie obecnym w tym samym pomieszczeniu to jeszcze nie zmuszanie do
                            uczestnictwa smile
                            • maurra Re: hexella 01.09.09, 23:03
                              gdyby tak było niewierzące dzieci zmuszano by do siedzenia na religii w imię np.
                              bezpieczeństwa" w szkole
                              na szczęście prawodawca miał więcej oleju w głowie i więcej szacunku dla odmienności
                              • titta Re: hexella 01.09.09, 23:07
                                Widzisz chyba roznice pomiedzy siedzeniem calej godziny, a odstaniem
                                kilku minut?

                                • maurra Re: hexella 01.09.09, 23:14
                                  titta napisała:
                                  > Widzisz chyba roznice pomiedzy siedzeniem calej godziny, a odstaniem
                                  > kilku minut?

                                  ja widzę tylko zmuszanie mnie do sterczenia w miejscu i w towarzystwie, w którym
                                  nie mam ochoty przebywać.
                                  I nie odczuwam potrzeby okazywania szacunku.
                                  zwłaszcza, że ktoś mnie szacunku chce uczyć przymusem
                                • bri Re: hexella 02.09.09, 10:41
                                  Msza czyli czytanie ze świętej księgi, świeczki, dzwonki, śpiewy są
                                  do zniesienia. Inna sprawa to kazanie czy pogaduszki w ramach
                                  ogłoszeń duszpasterskich, które z samą religią często nie mają nic
                                  wspólnego, a czasem są jedynie wyrazem osobistych uprzedzeń i
                                  zboczeń księdza, który je wygłasza. Ostatnio byłam w kościele na
                                  mszy z okazji komunii córki znajomych. Ksiądz krzyczał na biedne,
                                  przejęte i zmęczone siedmioletnie dzieci, że nie przyjść do kościoła
                                  w Boże Ciało to GRZECH ŚMIERTELNY!!!! Dzieci były przerażone. Zaraz
                                  po tym ogłoszeniu duszpasterskim ksiądz zapowiedział, że
                                  dziewczynki, które na uroczystość bierzmowania przyjdą ubrane w
                                  spodnie, nie dostąpią sakramentu. Potem zapomniał na chwilę, że to
                                  msza tak naprawdę dla dzieci i rozpoczął zawiłą opowieść o panu,
                                  który się pokłócił z żoną i która go wyrzuciła z domu (!) bo nie
                                  chciał iść na procesję w Boże Ciało. Na szczęście nie dowiedzieliśmy
                                  się jakie miało być zakończenie, bo ksiądz się zreflektował i
                                  zmienił temat. Mogę słuchać o baranku bożym, ale już np. o
                                  podrzędnej roli kobiety nie.
                                  • falka32 Re: hexella 06.09.09, 14:55
                                    Zaraz
                                    > po tym ogłoszeniu duszpasterskim ksiądz zapowiedział, że
                                    > dziewczynki, które na uroczystość bierzmowania przyjdą ubrane w
                                    > spodnie, nie dostąpią sakramentu.

                                    A to czemu? Bo ksiądz chciał pooglądać nóżki, czy dlatego, że kobieta powinna
                                    chodzić w spódnicy, bo przez spódnicę jest się łatwiej dobrać, niż przez spodnie?
                            • krzysztof-lis Re: hexella 01.09.09, 23:04
                              > Bycie obecnym w tym samym pomieszczeniu to jeszcze nie zmuszanie do
                              > uczestnictwa smile

                              Zależy jak dla kogo.

                              Bycie zmuszonym do obecności w tym samym pomieszczeniu jak dla mnie jest
                              równoznaczne z byciem zmuszonym do uczestnictwa. A że nie do czynnego, to inna
                              historia.

                              Modlitwy są dla mnie równie odrażające jak zoofilia, więc nie chciałbym być
                              obecny w tym samym pomieszczeniu, w którym by się to działo.
                              • titta Re: hexella 01.09.09, 23:09
                                > Modlitwy są dla mnie równie odrażające jak zoofilia

                                No wlasnie to mnie dziwi. Ta fobia. To na wizyte u psychiatry
                                zakrawawink I niech ktos mi powie, ze ateizm nie jest forma fanatyzmu
                                religijnego. (tyle, ze pozbawionego kultu).
                                • krzysztof-lis Re: hexella 01.09.09, 23:10
                                  > No wlasnie to mnie dziwi. Ta fobia.

                                  Jaka fobia? Zwykłe obrzydzenie.
                                  • titta Re: hexella 01.09.09, 23:11
                                    Irracjonalne obrzydzenie to wlasnie fobia.
                                    • krzysztof-lis Re: hexella 01.09.09, 23:12
                                      > Irracjonalne obrzydzenie to wlasnie fobia.

                                      A to ciekawostka, bo ja zawsze myślałem, że fobia to chorobliwy strach.
                                    • jelon_p Re: hexella 01.09.09, 23:37
                                      Twoje osobiste opinie o tym co jest racjonalne a co irracjonalne nic nie wnoszą
                                      do sprawy.
                            • attiya Re: hexella 02.09.09, 08:11
                              titta napisała:

                              > Bycie obecnym w tym samym pomieszczeniu to jeszcze nie zmuszanie do
                              > uczestnictwa smile

                              jest to bierne zmuszanie do uczestnictwa
                        • veritas Analogicznie - katolikom ... 01.09.09, 23:30
                          Analogicznie - katolikom "nie powiewają" z reguły praktyki religijne innych
                          religii i z oburzeniem przyjęliby udział - nawet bierny - swoich kilkuletnich
                          latorośli w modłach muzułmańskich, prawosławnych czy żydowskich.

                          Nb takie praktyki w szkołach stanowią naruszenie Konstytucji, konkretnie Art. 53
                          ust. 6 ("Nikt nie może być zmuszany do uczestniczenia ani do nieuczestniczenia w
                          praktykach religijnych.") oraz ust. 7 ("Nikt nie może być obowiązany przez
                          organy władzy publicznej do ujawnienia swojego światopoglądu, przekonań
                          religijnych lub wyznania.")
                          • titta Re: Analogicznie - katolikom ... 01.09.09, 23:34
                            Myslacy z oburzeniem nie uczestnicza. Z ciekawoscia (przynajmniej za
                            pierwszym razem wink
                            Tak na marginesie, przeciwko prawoslawnym czy Zydowskim nie powinni
                            miec kompletnie nic przeciwko.
      • ib_k Re: ciężkie życie apostatki ;) 01.09.09, 18:13
        spotkaniu z panią wychowawczynia, która
        > okazała sie byc katechetkę w jednej osobie

        a to ciekawesmile czy będzie nietaktem jeśli spytam w jakim to mieście panują takie zwyczaje?
        • hexella Re: ciężkie życie apostatki ;) 01.09.09, 18:20
          Zielona Góra. A co ciekawe, zwana często "czerwoną górą" z uwagi na
          duże poparcie dla lewicy we wszelkich wyborachwink Coż, ludziska się
          nie orientują, ze to niezgodne z prawem. Sama do dziś żyłam w tej
          nieświadomoścismile
      • anorektycznazdzira religijny wychowawca 05.09.09, 15:32
        hexella napisała:

        > spotkaniu z panią wychowawczynia, która
        > okazała sie byc katechetkę w jednej osobie,

        Matko, to to jest zgodnie z prawem?!
        Po mojemu nie.

        Wiesz, moje dziecko przez 3 lata prowadziła polonistka będąca też
        świadkiem jehowy. Nie miałam do niej zarzutów przez te 3 lata,
        zaliczyła wszelako jedną grubą wtopę:
        moje dziecko było i jest we wszystkie strony przeszkolone z teorii
        ewolucji. Wygłosiło więc pogląd, ze ludzie należą do zwierząt i
        poparło to darwinowskimi m/w argumentami. Klasa ryknęła, ze to
        nieprawda (no, bo to małe dzieci były) a pani na to:
        "faktycznie kochanie, niektórzy tak twierdzą"
        !!!
        Nie "wasza koleżanka ma rację, ale temat omówimy w 5 klasie", tylko
        "NIEKTÓRZY twierdzą", OMG...
    • gku25 Inaczej ale podobnie 01.09.09, 16:36
      Moja teściowa twierdzi, ze jak nie wezmę kościelnego to nasza córka będzie miała
      przechlapane w szkole itd. Sama bywa w kościele przy uroczystościach typu
      chrzest, ślub, pogrzeb (jednym słowem sporadycznie)a nam cały czas na ten temat
      jęczy. My twardo tkwimy przy swoim, już przy chrzcinach córki się nagięłam
      wystarczająco, bo mnie również moja mama cisnęła.
    • syriana Re: ciężkie życie apostatki ;) 01.09.09, 16:56
      dobre, dobre
      moi by się chyba nie zdobyli na żadne komentarze gdybym ich poprosiła o pomoc w
      tej sprawie, ale swego czasu popis niezły dali
    • guderianka Re: ciężkie życie apostatki ;) 01.09.09, 17:03
      Ja ze względu na mamę nie dokonam apostazji. Nie chcę sprawiać jej
      przykrości- a to jest dla mnie ważniejsze niż apostazja, która i tak
      jest byłaby tylko formalnym i do niczego nie potrzebnym symbolem
      mojej postawy.

      A dla twojej mamy i tak szacunek że jednak pomogła ci w twoich
      zamierzeniach-mimo obaw, może wstydu (?), innych poglądów
    • krzysztof-lis trzymam kciuki 01.09.09, 17:15
      Docelowo też się do tego przymierzam. Na razie nie chrzcimy syna i tylko czekam,
      aż ten temat wypłynie...
    • aluc Re: ciężkie życie apostatki ;) 01.09.09, 17:52
      to ja w takim razie dzwonię do swojej matki i zrobimy to razem smile
      • schiraz Re: ciężkie życie apostatki ;) 01.09.09, 18:14
        To jest nic, mnie w przyszłym roku czeka przeprawa, bo Syn do komunii nie
        pójdzie, a mieszkam w malutkiej, absolutnie katolickiej wsi (jestem chyba jedyną
        osobą, która nie chodzi na mszę, jedyną której dziecko nie chodziło w
        przedszkolu na religię) Na dodatek moja teściowa i cała jej rodzina jest głęboko
        wierząca (co szanuję, ale oni mojej niewiary już nie)a córka teściowej jest
        katechetką (notabene właśnie dostała wychowawstwo w gimnazjum). Nie wiem, czy
        oni to przeżyją, już i tak z powodu swojego ateizmu jestem wyklęta przez pół wsi
        i podawana jako przykład zgnilizny moralnej nieomal (koleżanki opowiadają mi jak
        to ksiądz na kazaniach co jakiś czas wspomina: "jest wśród nas jedna czarna
        owca, która zabrania swemu Synowi przychodzić do domu bożego, zabrania mu
        uczestniczenia w lekcjach katechezy, ale i na nią przyjdzie kara" ).
    • triss_merigold6 Re: ciężkie życie apostatki ;) 01.09.09, 18:03
      Qrde jednak jestem coraz bardziej wdzięczna rodzciom, że mnie nie
      ochrzcili. Swojemu dziecku tez krzywdy nie zrobiłam, w przedszkolu
      teraz będę musiała zaznaczyć, że nie życzę sobie aby moje na
      katechezę chodziło, bo 5-latki juz mają.
      • ib_k Re: ciężkie życie apostatki ;) 01.09.09, 18:08
        w przedszkolu
        > teraz będę musiała zaznaczyć, że nie życzę sobie aby moje na
        > katechezę chodziło, bo 5-latki juz mają.

        błąd! wg ustawy wtej sytuacji nic nie musisz zaznaczać, muszą to robić ci którzy chcą aby ich dziecko miało zajęcia z religi
        • triss_merigold6 Re: ciężkie życie apostatki ;) 01.09.09, 18:31
          Alez oczywiście. Tylko, że teoria rozmija się z praktyką więc
          zamiast egzekwować podpisy od 20 rodziców dzieci chodzących na
          katechezę, panie przyjmą moje ustne oświadczenie.
    • wieczna-gosia Re: ciężkie życie apostatki ;) 01.09.09, 21:01
      a moje ziecko chodzi i to samo z wlasnej woli a jednak wrocilo zapienione ze:
      1. zadna z religii nie jest na pierwszej lub ostatniej lekcji.
      2.klasa nie bedzie miala dzielonego jezyka gdyz stan osobowy wynosi 23 osoby i
      sie nie nalezy.
      3. ale w planie lekcji znalazlo sie miejsce na DWIE lekcje religii- za moich
      czasow byla jedna, nie zauwazylam by ci ktorzy chodzili- narzekali.

      smaczek- u nas w szkole nie da sie, powtarzam NIE DA SIE zrobic dyskoteki
      klasowej we piatek bo to pamietka meki panskiej. Nie ma formalnego zakazu, nikt
      glosno nie powie ale derekcja na zabawy huczne w piatki pozwolen nie wydaje smile

      Mlody rosne na ateiste po matce- jest dociekliwy, pytan zadaje wiele ale jak
      wchodzi do kosciola to jakby w niego diabel wstapil- i tak jest od chrztu smile na
      chrzecie mam zdjecia wylacznie meza i rodzicow chrzestnych gdyz ja karmilam
      rozwrzeszczanego roczniaka w zakrystii zeby sie zamknal, w kluczowym momencie
      przyszedl po mnie ministrant smile
    • anatt Re: ciężkie życie apostatki ;) 01.09.09, 21:02
      Witam się na emamie i piszę, bo mnie temat wielce zaciekawił. Ja wprawdzie i ochrzczona i po ślubie kościelnym (ostatni ukłon w stronę wymagań rodziny), ale już dziecka chrzcić nie zamierzam - póki co temat przepracowany z teściami. Jak podejrzewam, czeka mnie przeprawa z moją familią, która wielce katolicka. Będzie się działo, oj, będzie.

      Ale ja nie o tym...tak z ciekawości - co trzeba zrobić, żeby apostazji dokonać? Bo mnie to intryguje nieziemsko. A dowiem się chętnie, bo jak na razie, na moje i męża hasło o daniu dziecku wolnego wyboru padają hasła, że ochrzczenie to właśnie danie wyboru, bo dziecię potem samo zdecyduje, co z tym dalej zrobić. A tu, proszę, żeby się wypisać z KK, pewnie trzeba się wysilić trochę...
      • kawka74 Re: ciężkie życie apostatki ;) 01.09.09, 21:04
        www.apostazja.pl/jak.html
    • morgen_stern Re: ciężkie życie apostatki ;) 01.09.09, 21:51
      Oj, nie wiem, czy mój przykład będzie zachęcający..

      Miałam poważną rozmowę z siostrą. Matka zrobiła aferę i cała rodzina jest na mnie obrażona. To dość delikatnie powiedziane, mam wrażenie, jakbym rzuciła bombą atomową. Z tego, co wywnioskowałam, siostra brała pod uwagę zerwanie ze mną kontaktu.

      Mają pretensję, że mam całą rodzinę "w dupie", że ich na to nie "przygotowałam" (?) i dowiedziałam się też, że spędzając z nimi święta byłam hipokrytką (bo jako nie-katolik nie mam zdaje się prawa spożywać wigilijnego barszczu i spędzać tego czasu z rodziną).
      Kwestia tego, że wiedzieli, że już od wielu lat nie chodzę do kościoła i jestem niewierząca jest zdaje się marginalna.

      Aktu chrztu nie dostanę (choć nawet mama za niego zapłaciła), mam z jego odbiorem sobie poradzić sama.

      Podobno ksiądz wyczytuje z ambony nazwisko ekskomunikowanego, więc również jest wielka obraza, że ludziom na wsi zrobię wielką krzywdę i kłopoty (w sensie ludzie obgadają itd.)

      Powiem tak.. Po pierwsze nie uważałam się nigdy za antyklerykałkę, ale po takich przygodach to chyba nią zostanę..
      A po drugie, zdania nie zmieniłam i zrobię to, jeszcze nie wiem jak, ale zrobię.
      Mam zamiar też zadzwonić za kilka dni do kuzynki i z nią porozmawiać, bo mam niejasne uczucie, że afera w związku z nią jest nieco sztucznie rozdmuchana.
      • anatt Re: ciężkie życie apostatki ;) 01.09.09, 22:13
        > Mają pretensję, że mam całą rodzinę "w dupie", że ich na to nie "przygotowałam"
        > (?) i dowiedziałam się też, że spędzając z nimi święta byłam hipokrytką (bo ja
        > ko nie-katolik nie mam zdaje się prawa spożywać wigilijnego barszczu i spędzać
        > tego czasu z rodziną).

        Noo, wigilijny barszczyk tudzież rybna toż to przecież sakrament niemalże wink
    • anmoko Re: ciężkie życie apostatki ;) 01.09.09, 21:58
      Z zaciekawieniem przeczytalam Wasze posty i mam pytanie: czy aby nie
      nakrecacie sie nawzajem/ nie ulegacie modzie? Kosciol to nie tylko
      nawiedzona katechetka czy ciotki, matki "mohery". Nie jestem zbyt
      religijna, na msze chodze sporadycznie, ale mam wszystkie sakramenty
      i nie wyobrazam sobie swiadomego podpisania apostazji czy tego, ze
      nie prowadze dziecka do kosciola, nie ucze podstawowych modlitw, nie
      zapisuje na regligie. Przeciez katolicyzm to czesc naszej tradycji,
      kultury! Trudno mi uwierzyc, ze trafiacie na katechetow same "zakute
      lby"... Ja mialam szczescie kilkakrotnie rozmawiac z madrymi,
      inteligentnymi ksiezmi, katechetami. Mysle, ze odcinajac dzieci od
      Kosciola (pal licho z Wami, starymi babamismile )pozbawiacie je dostepu
      do baaaardzo bogatej i ciekawej historii. A co z kilkusetletnia
      sztuka Europy? Wasze dzieci nie beda rozumialy po cholere ludzie
      budowali katedry, malowali obrazy, rzezbili, nie beda znac Biblii -
      beda kulturowymi ANALFABETAMI. Takie jest moje zdanie. pozdrawiam
      • anatt Re: ciężkie życie apostatki ;) 01.09.09, 22:08
        Ja uważam, że niechrzczenie nie odbiera dostępu do kultury. Przecież to na
        języku polskim i historii dzieci uczą się o Biblii jako o dziele literackim
        m.in., budowaniu katedr, całym tym zapleczu kulturalnym, o którym piszesz. Tego
        typu rzeczy nie są poruszane na lekcji religii, a przynajmniej ja podczas mojej
        szkolnej kariery nigdy nie usłyszałam od księdza czy katechetki o kulturalnym
        dorobku chrześcijaństwa.
      • attiya Re: ciężkie życie apostatki ;) 01.09.09, 22:20
        no ja cię proszę - a od kiedy to uczą na religiach o malarstwie albo innej
        sztyce sakralnej?
        no i nie wiedziałam, ze nie chodząc na religię jestem/byłam czegoś pozbawiona. Z
        resztą zamiast religii jakbym miała wybór wolalabym mieć ze dwie godziny
        angielskiego.
        No a z tymi kulturowymi analfabetami to przegiełaś.
        Nie przypominam sobie nauki kultury na religii.
      • wieczna-gosia Re: ciężkie życie apostatki ;) 01.09.09, 23:08
        anmoko to ze ktos nie wierzy w Boga nie oznacza ze slowo Bog mu przez usta nie
        przechodzi a Biblia parzy go w palce. To nie jest wiedza tajemna, mozna czytac,
        ogladac, zwiadzac i rozmawiac, chociaz to niepojete- nawet z ksiezmi smile
      • angazetka Re: ciężkie życie apostatki ;) 01.09.09, 23:36
        > Przeciez katolicyzm to czesc naszej tradycji, kultury!

        Katolicyzm to wyznanie. Wypadałoby wierzyć w Boga i zasady głoszone
        przez KK, by uważać się za katolika. Podziwianie gotyckich świątyń,
        znajomość frazeologii rodem z Biblii i jedzenie barszczu na Wigilię
        to jest zupełnie inna para kaloszy, która bez przeszkód może być
        udziałem osób niewierzących.
      • beznickova Re: ciężkie życie apostatki ;) 02.09.09, 10:25
        Wypisanie się z Kk nie jest równoznaczne z odrzuceniem chrześcijaństwa jako
        jednego z fundamentów naszej kultury. Tak jak fakt, że nie uczestniczymy w
        Dionizjach nie oznacza, iż przekreślamy
        tradycję antyczną!

        Znam ludzi, którzy chodzili do kościoła i na religię przez wiele lat, a nie
        potrafią wymienić ewangelistów. Był kiedyś na Forum Humorum wątek, gdzie ludzie
        pisali, jak w dzieciństwie przekręcali słowa różnych piosenek, wierszy itp.
        Bardzo często padały przykłady przekręcanych modlitw - i nierzadko dorośli
        ludzie przyznawali się, że
        dopiero z forum dowiedzieli się, że robili błąd. Zresztą nic dziwnego, nie
        przypominam sobie, żeby jakakolwiek katechetkę, a z kilkoma miałam do czynienia,
        interesowało, czy my właściwie rozumiemy, co mówimy. Nie - trzeba było odklepać
        pacierz na ocenę (!)i tyle. Szkolna religia niczego mnie o kulturze
        chrześcijańskiej nie nauczyła, chociaż miałam ją od początku podstawówki 2 razy
        w tygodniu (a wcześniej raz w tygodniu w przedszkolu; w LO zrezygnowałam, ale i
        tak uzbierałoby się chyba tych lekcji więcej niż np. biologii).

        Na marginesie - mój młodszy brat jako jedyny w klasie umiał na polskim
        odpowiedzieć na pytanie, co to jest przypowieść i podać przykład. Na religię nie
        chodzi, reszta klasy owszem.
    • wobbler Re: ciężkie życie apostatki ;) 01.09.09, 22:19
      Ależ Wy macie ciężkie życie! Same zgryzoty z tym Kościołem...
      Ale to dopiero początek - przyjdzie czas, wczesniej niż się Wam wydaje, ze
      trzeba będzie rachunki przed Bogiem zdać.
      Będzie płacz... sad
      • szyszunia11 Re: ciężkie życie apostatki ;) 01.09.09, 22:24
        Wobbler, ale nie ma naprawdę sensu tak mówić, osądzać. Ni esiedzisz w sumieniu tych osób, nie wiesz jakich ludzi , może jakie zgorszenia spotkały na swojej drodze, co w nich siedzi. To wie tylko Bóg, ni emamy prawa pisać, że "będzie płacz" bo to nadużycie.
        • wobbler Re: ciężkie życie apostatki ;) 02.09.09, 00:02
          No to - prawdopodobnie będzie płacz...
          Ja się z tego wcale nie cieszę. Uprzedzam tylko że jest to możliwe.
          • szyszunia11 Wobbler 02.09.09, 09:03
            domyślam się, ze się ni ecieszysz. Ale przesadzasz. Do "prawdopodobnie" też nic Cie nie uprawnia. Taki e"prawdopodobnie", "być może" itp. można zastosować do każdego z nas. "Dobry Łotr" został świętym, Apostoł Judasz - poszedł na potępienie. Nie tędy droga.
            • wobbler Re: Wobbler 02.09.09, 10:46
              Patrząc z Twojego, obiektywnego punktu widzenia - tak.
              Ale ja patrzę z punktu mojej wiary, a ona mówi, ze kto nie wierzy, iż Chrystus
              umarł na Krzyżu za jego grzechy, zbawiony nie będzie.
              • szyszunia11 Re: Wobbler 02.09.09, 11:26
                wobbler napisała:

                > Patrząc z Twojego, obiektywnego punktu widzenia - tak.
                > Ale ja patrzę z punktu mojej wiary, a ona mówi, ze kto nie wierzy, iż Chrystus
                > umarł na Krzyżu za jego grzechy, zbawiony nie będzie.

                miło, że uznajesz mój punkt widzenia za obiektywny, ale zdaje się wyznajemy tę sama wiaręwink
                jeśli jest to katolicyzm rzymski, to jestes w błedzie. Bóg w tajemniczy sposób, tylko sobie znany, może udzielić Nieba także neiwierzącym. Dlatego nasza misja jest ewangelizować, a nie oceniać, kto się do zbawienia nadaje. Tylko Bóg zna sumienia ludzi. Piszę na podstawie encykliki JPII Redemptoris Missio.
                • wobbler Re: Wobbler 02.09.09, 11:48
                  "kto Syna przyjął nie będzie sądzony, a kto Go odrzucił, już jest osądzony" -
                  oczywiście nie jest to słowo w słowo cytat, ale nie mam czasu teraz szukać.
                  Ale masz rację, że ostatecznie Bóg zdecyduje o losie każdej z nas.
                  Nie osądzam nikogo, to nie moje zadanie, a jeśli gdzieś tak to wygląda to
                  przepraszam. Chciałam tylko wskazać ewentualność, że po śmierci może być płacz.
                  O tyle to prawdopodobne, że odrzucając Boga, odrzuca się też jego przykazania,
                  czyli żyje wbrew Bożym zaleceniom. Bóg nie jest Bogiem chaosu, a ładu i
                  porządku, więc skoro powiedział, ze Mu się to i to nie podoba...
                  Ale jasne, że zbawi kogo zechce, a mnie nic do tego. Tyle że nie mogę nie
                  napomnieć, bo zaciąży na mnie grzech zaniedbania - o co już mniejsza - ale wbrew
                  temu co się o mnie mówi, większość forumowiczek lubię i jakoś tak mi przykro, ze
                  ryzykują...
                  • szyszunia11 Re: Wobbler 02.09.09, 12:10
                    wobbler napisała:

                    > "kto Syna przyjął nie będzie sądzony, a kto Go odrzucił, już jest osądzony" -
                    tak Wobbler, ale w przeciwnieństwie do protestantów nie możemy swobodnie i bez żadnych ograniczeń interpretowac Pisma Świętego, bo jest jeszcze Tradycja i Magisterium Kościoła. A dokumenty papieskie mówią, że każdy ma szanse, także poza Kosciołem. To wynika z CAŁOSCI Objawienia, nie z pojedynczego fragmentu. Zresztą to raczej logiczne - w koncu Bóg jest istotą myślącąwink i skoro ktos nie miał warunków społecznych czy kulturowych do przyjęcia wiary, to przecież nie będzie go oceniac tak samo, jak np. kogoś wychowanego w wierze. Nam ludziom z zewnątrz czasem bardzo trudno te kryteria oceniac. Np. ktoś niby wychowany w super-religijnej rodzinie, od maleńskości zmuszany do udziału w rel. praktykach, przepytywany na okolicznośc spowiedzi (bo i tak niestety się zdarza) itp. itd - tez moim zdaniem nie miał warunków do własciwego przyjęcia wiary i czyms naturalnym może być bunt. Dlatego naprawde nie nam oceniać. A przez straszenie Sądem Ostatecznym nie głosi się Dobrej Nowiny.
                    • krejzimama Re: Wobbler 02.09.09, 12:30
                      Co wy pieprzycie za farmazony. Nie ma żadnego boga, nie ma żadnego zbawienia i
                      życia wiecznego.
                      Wszyscy ludzie kończą tak samo. W ziemi żrą ich robaki.
                      No chyba ze mieli pecha trafić kiedyś na chrześcijan lub nazistów.
                      Ci palili albo na stosach albo w piecach.
                    • wobbler Re: Wobbler 02.09.09, 12:34
                      Powiedz to Krejzimamie... wink
                      Pewnie, ze i ją Bóg może zbawić jeśli zechce, ale myślę że wątpię. smile))
                      • szyszunia11 Re: Wobbler 02.09.09, 12:40
                        wobbler napisała:

                        > Powiedz to Krejzimamie... wink
                        > Pewnie, ze i ją Bóg może zbawić jeśli zechce, ale myślę że wątpię. smile))

                        czasem ludzie naprawdę NIE WIEDZA co mówiąwink
                      • krejzimama Re: Wobbler 02.09.09, 12:48
                        Ale który bóg? Tylu ich jest. Thor? Odyn? Swiatowid? Zeus? Horus?
                        Bo ten chrzescijan to taki niedorobiony. Nawet imienia nie ma.
                        Znaczy nieochrzczony? To pójdzie do piekieł i tam lucyfer zrobi z niegi
                        szaszłyka w piecu.
                  • attiya ech... 02.09.09, 14:42
                    sory ale myślę, że to wszystko wymyślono bo jakże to - zwykłemu człowiekowi jest
                    nie do pomyślenia, że po śmierci nic nie ma i życie ot tak sobie się kończy...
                    wymyślono Boga i przez tyle lat wmawiano, że tylko ci którzy w niego wierzą
                    dostąpią łaski, a życie przyszłe będzie rajem w porównaniu do obecnego. No bo co
                    innego można byłoby powiedzieć, żeby ludzie uwierzyli?
                    No i trzeba też czymś ludzi postraszyć więc dla odmiany powstał diabeł, później
                    czyściec a później milion dogmatów. I tak jakoś interes się kręci.
                    A Jezus - zwykły cieśla pewnie w grobie się przewraca jak widzi co z jego wiarą
                    zrobiono i jak poprzekręcano jego słowa. I co wynikło z jego dokonań. On chodził
                    w jednej szacie i mieszkał gdzie popadło, spał na ziemi - a dziś co? Pałace
                    arcybiskupie. Kiedyś modlono się pod gołym niebem a dziś kościoły niczym wieże
                    Babel do nieba sięgają.
                    Jezus pracował razem z ojcem Józefem a dziś kościelne pasibrzuchy odklepią mszę
                    jedną na tydzień i grom wie co przez pozostały czas robią...
                    zaraz widzę jak mnie tu zjedzą co niektórzy...
                • maurra szyszunia 02.09.09, 16:18
                  A w jaki sposób określacie, że podmiot chce być ewangelizowanym?
                  • morgen_stern Re: szyszunia 02.09.09, 16:22
                    No przecież takim Indianom z Ameryki Południowej to po twarzy było widać, że chcą smile
                  • szyszunia11 maurra 02.09.09, 22:51
                    np. przez pytanie. Ale kiedy mówię o sobie, czyli coś w rodzaju świadectwa, nie pytam o pozwoleniewink
                    poza tym, jak ktoś np. przychodzi do Kościoła, na rekolekcje itd. to można załozyc, że tego oczekuje. Może się też zdarzyć, że usłyszy lub zobaczy coś przypadkiem - no trudno - ja tez nieraz zobaczę lub usłysze przypadkiem coś, czego bym nie chciaławink
          • douglas.beauty Re: ciężkie życie apostatki ;) 02.09.09, 13:17
            Niewyobrazalnie malo mozliwe jednak...
      • anatt Re: ciężkie życie apostatki ;) 01.09.09, 22:26
        Ja płacę swoje rachunki.

        Swoją drogą, ciekawe, przed którym Bogiem płacą je ci, którzy nie przynależą do
        żadnej religii?
        • maurra Re: ciężkie życie apostatki ;) 01.09.09, 22:29
          są przypisywani losowo?
          • anatt Re: ciężkie życie apostatki ;) 01.09.09, 22:31
            Ło matko, no nie wiem, czy bym przeszła przez sito takiego Allaha na ten przykład...
          • wobbler Re: ciężkie życie apostatki ;) 02.09.09, 00:05
            To nie ZUS.
            Śmiej się. Do czasu...
            • an_ni Re: ciężkie życie apostatki ;) 02.09.09, 12:43
              to sekta
              jeszcze gorzej ...
        • titta Re: ciężkie życie apostatki ;) 01.09.09, 22:31
          Przed tym samym, bo jest Jeden. Zreszta nie z religi beda przezd nim
          zdawac rachunek. I zgroza mnie chwyta jak wiele ludzi utorzsamia Go
          z "swieczkami", "klepaniem modlitw" i cala ta hipokryzja...
          • maurra Re: ciężkie życie apostatki ;) 01.09.09, 22:37
            jaki rachunek miałby zdawać apostata przed bogiem skoro tenże bóg nie dał mu
            "łaski wiary"?
            No chyba, ze Bóg woli kołtuna który udaje że wierzy, chrzci dla świętego
            spokoju, czyni znak krzyża bo w koście wszyscy wilkiem się gapią.
            Bóg lubi hipokrytów?
            • titta Re: ciężkie życie apostatki ;) 01.09.09, 23:22
              "Albowiem gniew Boży ujawnia się z nieba na wszelką bezbożność i
              nieprawość tych ludzi, którzy przez nieprawość nakładają prawdzie
              pęta. To bowiem, co o Bogu można poznać, jawne jest wśród nich, gdyż
              Bóg im to ujawnił. Albowiem od stworzenia świata niewidzialne Jego
              przymioty - wiekuista Jego potęga oraz bóstwo - stają się widzialne
              dla umysłu przez Jego dzieła, tak że nie mogą się wymówić od winy.
              (...) Tak wiec nic nie maja na swoja obronę" (Lit do Rzymian).
              Nie o chrzest chodzi. bo sam chrzest jako akt nie ma nic wspolego ze
              zbawieniem. Czlowiek niewierzacy ochrzczony jest tylko mokrym
              czlowiekiem niewierzacym. Dlatego osobiscie i razem z wieloma
              kosciolami nie zgadzam sie ze chrztem dzieci, jako pozbawionym sensu
              biblijnego.
              • wobbler Re: ciężkie życie apostatki ;) 02.09.09, 00:12
                Ma, jeno wiara bez uczynków jest martwa.
                To bardzo złożone. Nie da się w dwóch zdaniach wykazać związków przyczynowo
                skutkowych.
            • wobbler Re: ciężkie życie apostatki ;) 02.09.09, 00:08
              Może poproś o tę łaskę? Przyszło Ci to kiedyś do głowy?
              • maurra Re: ciężkie życie apostatki ;) 02.09.09, 00:10
                jest mi w życiu doskonale zbędna i niech tak zostanie. Amen
              • wieczna-gosia Re: ciężkie życie apostatki ;) 02.09.09, 00:16
                a jak placzu jednak nie bedzie to co wobbler? wpadniesz do mnie z zaswiatow i
                odszczekasz pod stolem?

                Nawiasem mowiac straszenie sadem ostatecznym uwazam za wyjatkowo szkodliwe dla
                samej religii, a Bog, ktorzy na sadzie ostatecznym nie bedzie umial docenic czy
                faktycznie bylam dobrym czlowiekiem czy tez nie- nie interesuje mnie.
                • titta Re: ciężkie życie apostatki ;) 02.09.09, 00:24
                  Problem w tym, ze absolutnie nikt nie jest wystarczajaco dobrym
                  czlowiekiem. Kazdy cos ma na sumieniu. Istnieje jednak cos takiego
                  jak laska (ulaskawienie) wink Ale o nia trzeba poprowsic. Albo
                  inaczej: wystarczy poprosic.
                  • wobbler Re: ciężkie życie apostatki ;) 02.09.09, 01:32
                    Tak.
                    A nawet-wystarczy przyjąć... Ale obowiązku nie ma. smile
                  • wieczna-gosia Re: ciężkie życie apostatki ;) 02.09.09, 09:00
                    wtedy zawsze pozostaje krzepiacy przyklad zloczyncy na krzyzu, ktory za
                    niewinnosc nie wisial a z poproszeniem sie jakos wyrobil smile
                    • jowita771 Re: ciężkie życie apostatki ;) 02.09.09, 11:00
                      Przypomniała mi się znajoma pani katoliczka, która chodzi do kościoła
                      codziennie, udziela się i tak dalej. I ta pani kiedyś z księdzem dyskutowała,
                      jakie to niesprawiedliwe, że taki co się nawróci przed śmiercią, pójdzie do
                      nieba, tak jak ona, która jest taka przykładna. Nie podobało jej się to boże
                      miłosierdzie za bardzo.
              • z_lasu Wobbler, ale KOGO ma poprosić 03.09.09, 13:26
                o tę łaskę? big_grin
            • mika_p Re: ciężkie życie apostatki ;) 02.09.09, 00:50
              maurra napisała:
              > jaki rachunek miałby zdawać apostata przed bogiem skoro tenże bóg nie dał
              > mu "łaski wiary"?

              Przeczytaj sobie siódmy tom Kronik Narnijskich, "Ostatnia bitwa". Tylko do
              końca. Wg mnie to będzie tak wyglądało.
              • katia.seitz Re: ciężkie życie apostatki ;) 02.09.09, 10:54
                Albo tak, jak powiedział sam Jezus: będzie decydowało wypełnianie następujących
                przykazań:

                Bo byłem głodny, a daliście Mi jeść;
                byłem spragniony, a daliście Mi pić;
                byłem przybyszem, a przyjęliście Mnie;
                byłem nagi, a przyodzialiście Mnie;
                byłem chory, a odwiedziliście Mnie;
                byłem w więzieniu, a przyszliście do Mnie".
                Wówczas zapytają sprawiedliwi: "Panie, kiedy widzieliśmy Cię głodnym i
                nakarmiliśmy Ciebie? spragnionym i daliśmy Ci pić? Kiedy widzieliśmy Cię
                przybyszem i przyjęliśmy Cię? lub nagim i przyodzialiśmy Cię? Kiedy widzieliśmy
                Cię chorym lub w więzieniu i przyszliśmy do Ciebie?" A Król im odpowie:
                "Zaprawdę, powiadam wam: Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich
                najmniejszych, Mnieście uczynili".

                (o chodzeniu do Kościoła, ba - nawet o samej wierze! nic tu nie ma)
                • wieczna-gosia Re: ciężkie życie apostatki ;) 02.09.09, 11:33
                  z ciekawostek- w sakramencie pokuty o samym Bogu jest na koncu- skladowe to
                  rachunek suienia (niewierzacy tez w konu maja sumienie), zal za grzechy (
                  zalowac tez potrafia) mocne postanowienie poprawy (czemu nie) spowiedz szczera
                  ( w wielu odlamach chrzescijanstwa kazdy spowiada sie przed Bogiem bez
                  posrednictwa)zadoscuczynieie Panu Bogu i blizniemu (no i tutaj pojawia sie Bog,
                  ale w mysl cytatu powyzej ze "cokolwiek uczyniliscie .... itd" jest calkiem
                  niezle).

                  Zas droga wobbler pycha oraz zazdrosc sa wsrod grzechow glownych wiec uwazaj.
          • anatt Re: ciężkie życie apostatki ;) 01.09.09, 22:38
            Ja nie utożsamiam. Pytanie było ironiczne, bo odniosłam wrażenie, że Wobbler
            uważa krytykowanie KK za coś, za co się przed Bogiem zapłaci i to słono...
            A jak jest Jeden, to chyba nie musimy się tego bać, w końcu wyznawcy wielu
            religii przed nim staną, prawda?
          • attiya Re: ciężkie życie apostatki ;) 01.09.09, 22:40
            ja wiem czy jeden....na pewno jeden to ten z Torunia - oni mają swojego jak
            nic....taki Radyjowy Bóg
            ten drugi to Polski - katolicki - tylko Polacy-katolicy w niego wierzą bo juz
            inne narody to nie za bardzo
            trzeci to Bóg nienawiść - są tacy u nas, co innych to w smole wyparzyliby i ze
            skóry obdarli - żyją nienawiścią, pamiętają tylko to co złe - coś w tym stylu
            jak nie jesteś z nami to jesteś przeciw nam
            na pewno tez jest Bóg miłości ten, który nie wymyślił tych wszystkich
            beznadziejnych dogmatów, Bóg pierwotny, prosty, pełen miłości, Bóg, który cieszy
            sie, gdy my się cieszymy i płacze razem z nami - Bóg chrześcijański - bo na
            początku było chrześcijaństwo a nie katolicyzm
            • titta Re: ciężkie życie apostatki ;) 01.09.09, 23:28
              Absolutna zgoda. Z druga czescia wypowiedzi, rzecz jasna smile
              Bog jest Bogiem prostym i kochajacym. Ale tez sprawiedliwym. Dlatego
              wlasnie ci, ktorzy usiluja na wszelkie sposoby Go innym obrzydzic
              (naprzyklad wprowadzajac martwy kult, lub zalatwiajac swoje interesy
              udajac jednoczesnie troske i religijnosc), najbardziej powinni sie
              obawiac przezd nim stanac...
              • figrut Titta 02.09.09, 01:15
                Nie wiem czy ci współczuć, czy też nie, bo coś mnie się zdaje, że Ty jak i ja
                korzeni na dobre w żadnej religii nie zapuścisz wink
                > Bog jest Bogiem prostym i kochajacym. Ale tez sprawiedliwym.
                Ot i właśnie cała prostota na której opiera się moja wiara w Boga. Wierzę ot
                tak, po prostu. Wierzę, że jest, a mnogość religii często się nawzajem
                zwalczająca odpycha mnie od zapuszczenia korzeni w jednej, jedynej. Bóg nie chce
                wojny, a miłości. Czasami się zastanawiam, czy te zimne wojny między religiami o
                to, która religia lepsza i bardziej prawdziwa nie doprowadzą swych wiernych do
                zguby, bo pycha to właśnie to, czego Bóg nie lubi...
        • wobbler Re: ciężkie życie apostatki ;) 02.09.09, 00:04
          przed Jedynym...
      • attiya Re: ciężkie życie apostatki ;) 01.09.09, 22:26
        no weź - ty tak naprawdę myślisz?
        jaki płacz, jakie rachunki?
        • elf_15 Re: ciężkie życie apostatki ;) 03.09.09, 12:14
          za prąd, gaz i telefon!!!wink)
          • attiya Re: ciężkie życie apostatki ;) 03.09.09, 15:26
            a fakt - zapomniałam na śmierć o tym prądzie...smile
    • morgen_stern Re: ciężkie życie apostatki ;) 01.09.09, 23:15
      Do nerwowych drgawek doprowadzają mnie teksty typu "ale co ci przeszkadza
      uczestnictwo we mszy? No chyba wysiedzisz?", "ojej, no i co z tego, że dziecko
      będzie codziennie wysłuchiwać modlitwy, stanie mu się coś?"
      I nie dociera, że owszem, mam tysiąc pomysłów na ciekawsze spędzenie czasu niż
      uczestnictwo w nudnej dla mnie mszy (jako dziecko już się dość wysiedziałam), że
      gdyby matka tego dziecko chciała zapisać go do szkoły wyznaniowej, to pewnie by
      to zrobiła. Że tak, PRZESZKADZA mi to, denerwuje i jeśli będę miała ochotę pójśc
      do kościoła, to to zrobię i kościoły mnie nie parzą, ale na pewno nie zrobię
      tego ciągana dla towarzystwa "bo co ci szkodzi".

      Bo przecież ateistkom jest generalnie "wszystko jedno" to takie puste w środku
      twory, takie niemyślące ludziki, które można przekładać z miejsca na miejsce i
      stawiać w różnych niewygodnych i niezgodnych z ich światopoglądem sytuacjach, no
      bo niby co? A i moralności nie mają żadnej i oparcia żadnego, ależ to
      nieszczęsliwi ludzie musza być..

      sorry za słowotok, chyba już zmęczona jestem i wykończona psychicznie
      dzisiejszymi dyskusjami, a rano pobudka. Dob ranoc.
      • titta Re: ciężkie życie apostatki ;) 01.09.09, 23:38
        O mszy nic nie mowie. Choc raz -dwa na rok mozna. Zastanowila mnie
        niechec do kilkuminutowej modlitwy. bo to juz tak dla zasady,
        przyznasz. (tylko, prosze nie podlicz ile czasu w ciagu roku
        wyjdzie wink

        No i troche jalowa dyskusja sie zrobila, a ja na pewno mialam
        bardziej praktyczna rzecz do zrobienia: pojscie spac. Dobranoc i
        mimo wszystko mam nadzieje, ze nie doprowadzilam do drgawek wink
        • krzysztof-lis Re: ciężkie życie apostatki ;) 02.09.09, 00:03
          > Zastanowila mnie niechec do kilkuminutowej modlitwy. bo to juz tak
          > dla zasady, przyznasz.

          Jakieś zasady w życiu trzeba mieć, przyznasz.
        • maurra Re: ciężkie życie apostatki ;) 02.09.09, 00:08
          titta napisała:
          > O mszy nic nie mowie. Choc raz -dwa na rok mozna. Zastanowila mnie
          > niechec do kilkuminutowej modlitwy. bo to juz tak dla zasady,
          > przyznasz. (tylko, prosze nie podlicz ile czasu w ciagu roku
          > wyjdzie wink

          Mnie z kolei zastanawia uporczywe trwanie przy tym pomyśle.
          Czemu nikt nie forsuje zwyczaju kilkuminutowej modlitwy wszystkich pracowników
          Tesco przed otwarciem sklepu, trzydniowych rekolekcji dla wszystkich pracowników
          Zakładów Naprawczych Taboru Kolejowego czy wpisanej w tygodniowy grafik
          półgodzinnej pogadanki wszystkich kierowców autobusów z duchownym.

          Dziwnym trafem tylko szkoła stała sie miejscem w którym trzeba zapewniać
          nieustanną możliwość zaspokajania na 15 sposobów potrzeb duchowych i doznań
          religijnych.
          • titta Re: ciężkie życie apostatki ;) 02.09.09, 00:28
            Moze dlatego, ze pracownicy tesko moga sami dzien pracy zaczac od
            modlitwy. A dzieci sie wychowuje. Zreszta np. w Korei (te
            poludniowej) w wielu miejscach dzien pracy zaczyna sie od modlitwy.
            (przyklad kraju laickiego, bo o wyznaniowych nie ma co wspominac).
            • maurra Re: ciężkie życie apostatki ;) 02.09.09, 00:36
              autentycznie wierzący nastolatek nie modli się sam z siebie rano i wieczorem, że
              trzeba go do tego jeszcze w publicznej szkole przymusić?

              • titta Re: ciężkie życie apostatki ;) 02.09.09, 01:06
                Dla autentycznie wierzacego nastolatka, modlitwa w szkole jest
                przywilejem, nie przymusem.
                • titta Re: ciężkie życie apostatki ;) 02.09.09, 01:06
                  W powyzszym zdaniu nie ma demagogi. Wiem z autopsji smile
                  • triss_merigold6 Ale w domu i w zagrodzie 02.09.09, 08:58
                    We własnym domu i zagrodzie możesz zaczynać dzień od modlitwy z
                    dziećmi, nawet dwugodzinnej, broni Ci ktoś? Szkoła natomiast
                    publiczna jest instytucją neutralną światopoglądowo i nie jest
                    miejscem stosownym do manifestowania przekonań religijnych.
                    Religioznawstwo - jestem ZA. Katecheza - absolutnie przeciw.
                • mondovi Re: ciężkie życie apostatki ;) 02.09.09, 09:50
                  a dla autentycznie niewierzącego nastolatka czym jest modlitwa w szkole?
                  • maurra Re: ciężkie życie apostatki ;) 02.09.09, 10:05
                    przeszkadzajką, której miejsce jest poza szkołą i która powoduje marnowanie
                    czasu innych
                    Świecka szkoła jest miejscem zdobywania solidnego i rzetelnego wykształcenia a
                    nie instytucją powołaną do wychowywania zastępów katolickich wiernych i
                    ćwiczenia ich w modlitwie.

                    Akurat w tej materii kościołowi i wierzącym rodzicom miejsc, narzędzi i metod
                    nie brakuje. Nikt kościołów, domów parafialnych i innych kościelnych przybytków
                    nie burzy, nie zamyka i nie przerabia na spichlerze
                • mondovi Re: ciężkie życie apostatki ;) 02.09.09, 10:22
                  ok, ale ilu jest "autentycznie wierzących" nastolatków, którzy się cieszą z
                  tego, że mogą pomodlić się w szkole? i czy jeśli są "autentycznie wierzący"
                  dlaczego nie mogą cieszyć się modlitwą w domu? czy modlitwa w szkole daje
                  większą satysfakcję? czy dla jednej, dwóch osób na klasę trzeba dezorganizować
                  lekcje?
            • miedzymorze Re: ciężkie życie apostatki ;) 02.09.09, 01:02
              > Moze dlatego, ze pracownicy tesko moga sami dzien pracy zaczac od
              > modlitwy. A dzieci sie wychowuje. Zreszta np. w Korei (te

              No to zaczynaj dzień w domu ze swoimi dziećmi od modlitwy i pomódlcie się od razu za lekcje, żeby w szkole już nie tracić czasu przeznaczonego na naukę. Proste ?
              Właśnie o to chodzi, że dzieci każdy wychowuje wg własnego światopoglądu. I wprowadzanie religii, modlitw do szkół a także obwieszanie ich krzyżami jest zamachem na moje wychowywanie dzieci.

              Jeśli np ślub kuzynki wiąże się z pobytem w kościele, albo wigilia u wierzących dziadków z wyrecytowaniem modlitwy to owszem wtedy jest czas i miejsce na 'pouczestniczenie' takie jak je opisujesz.
              W szkole nie.

              pozdr,
              mi

          • majenkir Re: 02.09.09, 01:30

            maurra napisała:
            > Czemu nikt nie forsuje zwyczaju kilkuminutowej modlitwy wszystkich
            pracowników Tesco przed otwarciem sklepu, trzydniowych rekolekcji
            dla wszystkich pracowników Zakładów Naprawczych Taboru Kolejowego
            czy wpisanej w tygodniowy grafik półgodzinnej pogadanki wszystkich
            kierowców autobusów z duchownym.


            Do czasu, Maurra, do czasu.....
        • wieczna-gosia Re: ciężkie życie apostatki ;) 02.09.09, 09:03
          jesli ktos nie wierzy to kilkuminutowa nawet modlitwa jest bez sensu, przyznasz?
    • krejzimama Re: ciężkie życie apostatki ;) 02.09.09, 09:00
      Ja też chętnie poczytam jak ta sytuacją się rozwinie. Choć przyznam, że bardziej
      mnie interesuje reakcja KK. Gratuluję odwagi.
      Mam nadzieję, że moje dziecko kiedy dorośnie będzie żyło w normalnym laickim
      kraju. A i ja na starość chetnie bym to zobaczyła.
    • krejzimama do woblera 02.09.09, 09:03
      Napiszę Ci tyle. Jeśli ten cały bóg istnieje i ja przed nim stanę to go kiepsko
      widzę. Powiem mu co o nim myśle, jego tzw dziele i jego wyznawcach.
      Niech tylko przy tym będzie grzeczny bo będzie z nim kiepsko.
    • diabel.lancucki Re: ciężkie życie apostatki ;) 02.09.09, 09:11
      Jeżeli, jak piszesz, jesteś niewierząca to po co Ci akt apostazji? Skoro nie
      wierzysz w Boga to chrzest jest dla ciebie takim samym obrzedem jak oczepiny na
      weselu. Nic nie dają, a jedynie służą uciesze gawiedzi. Rozumiem, że chcesz
      zmienić wyznawaną religię, zostać np. muzułmanką. Ok. Ale w twoim przypadku jaki
      to ma sens? Czy też wystąpisz z wniosek o rozwód w przypadku ślubów kolonijnych
      ze szczerbatym Krzysiem sprzed powiedzmy 20 lat?
      • attiya Re: ciężkie życie apostatki ;) 02.09.09, 09:23
        akt apostazji jest choćby po to aby nie figurować w statystykach kościelnych,
        aby moja osoba nie podnosiła im tych ich chlubnych 99%-towych statystyk
        • syriana Re: ciężkie życie apostatki ;) 02.09.09, 09:33
          z tego co wiem, apostazja nic nie zmienia w tych dokumentach, bo nie oznacza
          wykreślenia z księgi chrztu a jedynie stosowny w niej przypisek

          ale może się mylę
      • syriana Re: ciężkie życie apostatki ;) 02.09.09, 09:32
        ślub kolonijny z Krzysiem nie nadaje statusu społecznego na całe życie, chciałam zauważyć
        nie jest powszechnie szanowanym obrzędem, którego odprawienie (a także pakietu kolejnych obrzędów w moim przypadku) jest równoznaczne z zakwalifikowaniem delikwenta do określonej grupy wyznaniowej czy choćby światopoglądowej

        błąd logiczny ludzi uważających procedurę apostazji za dowód na pogardzanie KK czy inne podobne uczucia, tkwi w założeniu, że ateizm to obojętność
        otóż nie, dla mnie moja niewiara jest poglądem analogicznym do wiary ludzi wierzących, zajmuje taką samą powierzchnię w świadomości i odpowiada za te same wybory, przekonania, itp.

        ja mówię: Boga nie ma
        nie twierdzę: a właściwie to może Bóg istnieje, może nie, a tak w ogóle jest mi to obojętne i nigdy się nad tym nie zastanawiałam

        w tej chwili jestem katoliczką z ważnym abonamentem
        chciałabym nie być, tak dla samej siebie i dla jasnego komunikatu światopoglądowego wysyłanego otoczeniu, ale strasznie nie lubię ustawiać się w pozycji petenta i jestem leniwa
        • diabel.lancucki Re: ciężkie życie apostatki ;) 02.09.09, 09:45
          syriana napisała:

          > ja mówię: Boga nie ma

          wiec jednoznaczne dla mnie jest, ze chrzest sie dla mnie nie liczy. Bo co to
          bylo? Ot, jakis tradycyjny obrzed zorganizowany przez rodzicow.

          >
          > błąd logiczny ludzi uważających procedurę apostazji za dowód na pogardzanie KK
          > czy inne podobne uczucia, tkwi w założeniu, że ateizm to obojętność
          > otóż nie, dla mnie moja niewiara jest poglądem analogicznym do wiary ludzi wier
          > zących, zajmuje taką samą powierzchnię w świadomości i odpowiada za te same wyb
          > ory, przekonania, itp

          nie zakładam, że ateizm to obojetnosc. po prostu uwazam, ze jezeli nie wierze w
          cos to nie ma to nie maja dla mnie znaczenia rytualy i obrzedy, ktorym poddali
          mnie rodzice iles lat temu. w mojej niewierze ich wartosc jest taka sama jak
          slub z kolonijnym Krzysiem. nie ma to nic wspolnego z obraza czy pogardzaniem
          KK. Sa to po prostu puste gesty.

          Ale przyjmuje do wiadomosci argument o statystykach oraz o podatkach, ktory
          nalezy placic z tytulu bycia czlonkiem KK w niektorych krajach europejskich.
          • syriana Re: ciężkie życie apostatki ;) 02.09.09, 10:02

            > wiec jednoznaczne dla mnie jest, ze chrzest sie dla mnie nie liczy. Bo co to
            > bylo? Ot, jakis tradycyjny obrzed zorganizowany przez rodzicow.


            nienienie

            to że odrzucam istnienie Boga nie znaczy, że odrzucam istnienie ludzi, którzy w niego wierzą
            ergo - ich obrzędy traktuję poważnie jako coś dla nich znaczące i NIEOBOJĘTNE dla mnie

            kiedyś na jakąś imprezę u mnie w rodzinie zaproszono panią, która niby dysponuje dziwnymi mocami energetycznymi w dłoniach, które po obmacaniu rzekomo fantastycznie wpływają na samopoczucie i zdrowie ogólne
            no i cała familia zaczęła się ustawiać przed panią, a pani macała dumna i blada ze swego talentu

            ja się obśmiałam a kiedy przyszła moja kolej na macanie odmówiłam argumentując, że wiara w takie siły jest drastycznie sprzeczna z moim światopoglądem
            i tak samo jest właśnie z chrztem

            nie rozumiem wierzących, którzy są zdziwieni protestami przeciw krzyżom w miejscach publicznych
            zawsze pytają: ale co to szkodzi że sobie wisi?
            jakby krzyż dla nich nic nie znaczył, był obojętny w swojej wymowie
            a tak przecież nie jest, jest konkretnym symbolem takiego a nie innego światopoglądu i wiary w określone wydarzenia i wartości


            • syriana Re: ciężkie życie apostatki ;) 02.09.09, 10:08
              przyszedł mi do głowy jeszcze jeden przykład
              a mianowicie gdyby chrzest i inne sakramenty czy obrzędy katolickie byłyby mi obojętne i nieznaczące, to np. dla dziwnie pojętej rozrywki mogłabym sobie urządzać w niedzielę rundki po kościołach i przystępować do komunii, bo uwielbiam smak opłatka

              ale tego nie robię, bo wierzę że są ludzie, którzy wierzą że ten opłatek to coś ważnego i znaczącego
          • jowita771 Re: ciężkie życie apostatki ;) 02.09.09, 11:12
            Diable, ja Ci odpowiem, jak to jest u mnie. Sam fakt pokropienia mi głowy nie
            przeszkadza mi zupełnie. Mierzi mnie natomiast, że organizacja, z którą się
            absolutnie nie zgadzam zalicza mnie w swoje szeregi i w dodatku wywiera wpływ na
            prawo w kraju podpierając się ilością zrzeszonych. Gdyby każdy, kto ma takie
            poglądy, jak ja, wypisał się, wytrącilibyśmy im ten argument z ręki.
      • maurra Re: ciężkie życie apostatki ;) 02.09.09, 09:45
        diabel.lancucki napisała:
        > Jeżeli, jak piszesz, jesteś niewierząca to po co Ci akt apostazji? Skoro nie
        > wierzysz w Boga to chrzest jest dla ciebie takim samym obrzedem jak oczepiny na
        > weselu.

        Aby nie tkwić w strukturach i statystykach wspólnoty, której poglądów i
        postępowania nie akceptuję. Tak samo jak nie życzę sobie tkwić na liście
        członków MW, Klubu AA, Miłośników Ziemi Rybnickiej czy Stowarzyszenia Pomocy
        Królikom.
        Generalna zasada - należę tylko tam, GDZIE ja chcę a nie tam, ktoś mnie zapisał
        wykorzystując fakt, że nie mogę zaprotestować.
    • morgen_stern cd 02.09.09, 13:14
      Ojejejejej, rozmawiałam przed chwilą z miłym księdzem z parafii, gdzie byłam
      chrzczona i dostanę odpis pocztą! Nie było wypytywań, a na co, a po co, a niech
      sobie sama po to przyjedzie, czego się obawiałam, więc pozostaje mi tylko czekać
      na przesyłkę i rozglądać się za świadkami smile
      • attiya Re: cd 02.09.09, 14:03
        czy mogę być owym świadkiem? mam bardzo wybujałą wyobraźnię a kłamanie sztuka
        dla sztuki to moje drugie ja smile
        poza tym w tak zacnym czynie to tylko można pomóc smile
    • morgen_stern Re: ciężkie życie apostatki ;) 02.09.09, 14:51
      I dwa obrazki tematyczne smile

      https://img513.imageshack.us/img513/3481/addiscartoon.jpg

      https://img513.imageshack.us/img513/9721/dzejms404x800.jpg
    • krejzimama katolicka "tolerancja" 02.09.09, 18:06
      Polecam lekturę tego wątku na innym forum
      www.katolik.pl/forum/read.php?f=1&i=110029&t=110029
      Według katolików tolerancja polega na tym, że ateista ma się godzić na wszelkie
      religijne fanaberie katoliczki. Inaczej fora ze dwora. Najlepszy jest ten post

      Jeśli naprawdę Ci tak na tym zależy to postaw mu ultimatum, jeśli
      naprawdę Cię kocha to i tak weźmie z Tobą ślub kościelny obowiazujacy tylko
      Ciebie (tzw. małzeństwo mieszane) i pozwoli Ci wychowywać dzieci w twojej
      wierze, bo z drugiej strony co mu zależy, ale nie zmuszaj go do wiary.
      Rozmawiaj z nim o tym, a na pewno znajdziecie kompromis.

      Hee, kompromis według katolika to stawianie ultimatum. Dobre co?
      Z drugiej strony co atolowi zależysmile Pewnie, my nie mamy żadnych przekonań,
      poglądów, uczuć. Tylko ru...ie z kim popadnie, chlanie, ćpanie.
      • figrut Re: katolicka "tolerancja" 02.09.09, 22:10
        > Hee, kompromis według katolika to stawianie ultimatum. Dobre co?
        Stwierdziłaś to na podstawie ilu rozmów z katolikami ? Ultimatum to nie jest za
        fajne słowo jeśli chodzi o związek, ale kompromis jest jak najbardziej OK.
        Znałam małżeństwo ŚJ z katolikiem (znałam, bo obydwoje zginęli w wypadku). Tu
        trzeba było większych kompromisów i mąż katolik ustąpił żonie ŚJ. co do religii
        w której były wychowane dzieci. Katolik nie ma znaku równości z "moherem".
        • szyszunia11 Re: katolicka "tolerancja" 02.09.09, 22:55
          Slub jednostronny jest bardzo daleko idącym kompromisem ze strony osoby, dla której małżeństwo=sakrament.
          • krejzimama Re: katolicka "tolerancja" 02.09.09, 23:05
            Małżeństwo bardziej przypomina umowę cywilno-prawną niż jakiś tam sakrament.
            Małżeństwo to wiele lat wzajemnej akceptacji dwóch osób i wspólne życie pomimo
            różnic. I na pewno w tym nie pomoże niewidzialny dżolero siedzący w niebie.
            Pomoże w tym miłość dwojga ludzi.
            • figrut Re: katolicka "tolerancja" 02.09.09, 23:14
              > Małżeństwo bardziej przypomina umowę cywilno-prawną niż jakiś tam sakrament.
              > Małżeństwo to wiele lat wzajemnej akceptacji dwóch osób i wspólne życie pomimo
              > różnic. I na pewno w tym nie pomoże niewidzialny dżolero siedzący w niebie.
              > Pomoże w tym miłość dwojga ludzi.
              To jest Twój punkt widzenia. Jednak punkt widzenia ludzi wierzących może być
              zupełnie inny.
            • szyszunia11 Re: katolicka "tolerancja" 02.09.09, 23:18
              krejzimama napisał:

              > Małżeństwo bardziej przypomina umowę cywilno-prawną niż jakiś tam sakrament.

              dzięki za cenną informację Krejzimamowink
        • krejzimama Re: katolicka "tolerancja" 02.09.09, 23:09
          Byłam z takim jednym w krótkim związku.
          Ja przełamałam się i poszłam z nim na mszę bo bardzo mu na tym zależało.
          No i co? Dowalił się, że do komunii nie poszłam.
          Wtedy sobie przyrzekłam że nigdy w życiu nie zwiążę się z żadnym wyznawcą
          jakiegokolwiek boga.
          Na szczęście znalazła, uroczego liberała ateistęsmile, który nie unika pracy w domu
          dlatego że coś tam powinna zrobić kobieta. Dziś pięknie posprzątał całe mieszkaniewink
          • figrut Re: katolicka "tolerancja" 02.09.09, 23:17
            > Na szczęście znalazła, uroczego liberała ateistęsmile, który nie unika pracy w dom
            > u
            > dlatego że coś tam powinna zrobić kobieta. Dziś pięknie posprzątał całe mieszka
            > niewink
            Uważasz, że to dzięki temu, że jest nie wierzący ? Może jednak dzięki temu, że
            takie wzorce wyniósł z domu, albo też jest odpowiedzialnym za wspólny związek
            facetem.
            • krejzimama Re: katolicka "tolerancja" 02.09.09, 23:22
              Może nieco naciągnęłam. Ale coś w tym jest, że nie jest skostniałym
              konserwatystą tzw tradycjonalistą. Zawsze mówi że jest mężczyzną a nie facetem.
              A różnica jest że mężczyzną robi to co uwaza za słuszne a facet robi to co
              wypada facetowi robić.
              • figrut Re: katolicka "tolerancja" 02.09.09, 23:28
                Jako, że wychowałam się w wierze katolickiej, więcej rodzin znam katolickich i
                uwierz mi, że w wierze katolickiej również występuje taki gatunek jak Mężczyzna
                i to nie zwapniały tradycjonalista, a logicznie myślący.
                • krejzimama Re: katolicka "tolerancja" 03.09.09, 08:51
                  Sama wiesz, że nie mogę tak napisać bo wiadomo że wśród takiej grupy ludzi można
                  poszukać pozytywne jednostki.
            • attiya Re: katolicka "tolerancja" 03.09.09, 08:40
              figrut napisała:

              > > Na szczęście znalazła, uroczego liberała ateistęsmile, który nie unika pracy
              > w dom
              > > u
              > > dlatego że coś tam powinna zrobić kobieta. Dziś pięknie posprzątał całe m
              > ieszka
              > > niewink
              > Uważasz, że to dzięki temu, że jest nie wierzący ? Może jednak dzięki temu, że
              > takie wzorce wyniósł z domu, albo też jest odpowiedzialnym za wspólny związek
              > facetem.

              to ja nie wiedziałam, ze ksiundz tego w kościele uczy....z tego co wiem kobieta
              w wierze katolickiej jest podrzędną istotą, drugiej kategorii, nie mająca nic do
              powiedzenia w każdej jednej sprawie
              A jeśli ktoś takie wzorce wyniósł z domu to dlatego, że mamusia z tatusiem
              zdrowe podejście do rzeczy mieli....
              • krejzimama Re: katolicka "tolerancja" 03.09.09, 08:49
                Tak jest w każdej kulturze patriarchalnej niestety. Możemy być szczęśliwe, że
                mieszkamy w kulturze zachodu bo tu nasze prawa są najbardziej przestrzegane choć
                nadal jest jeszcze wiele do zrobienia. W każdym razie im gorsze wykształcenie
                oraz przywiązanie do tzw tradycji tym gorsza rola kobiety.
                Co ciekawe moim zdaniem za komuny sytuacja naszych mam czy babć była DUZOOOOOO
                gorsza. Tam można powiedzieć o upodleniu kobiet mimo że propaganda mówiła coś
                zupełnie odwrotnego. Życie codzienne to była mordęga i udręka a tak poszperajcie
                we wspomnieniach czy jeśli jak ja interesujecie sie historią poczytajcie. We
                władzach praktycznie nie było kobiet. Wszędzie tylko te nalane czerwone ryje o
                kaprawych oczkach. Ciekawe dlaczego komunisci mieli takie wstretne ryje? Może to
                kwestoa tego że wieksozsc z nich wywodziła sie z rynsztoka społeczenstwa.
              • figrut Re: katolicka "tolerancja" 03.09.09, 09:31
                > to ja nie wiedziałam, ze ksiundz tego w kościele uczy....z tego co wiem kobiet
                > a
                > w wierze katolickiej jest podrzędną istotą, drugiej kategorii, nie mająca nic d
                > o
                > powiedzenia w każdej jednej sprawie
                Mało w takim razie wiesz. Słowa "mężowie, szanujcie swoje żony; żony, szanujcie
                swoich mężów" to tekst który bardzo często słyszałam w kościele. Na mszy podczas
                ślubu mojego starszego brata słyszałam też, że obowiązki związane z opieką nad
                dziećmi i obowiązki domowe należą do obojga ludzi w związku.
                Chyba więc jednak niewiele słyszałaś. Po za tym podziały płci i tym samym ról są
                w większości kultur (jeśli nie we wszystkich). Jing i jang np. to nie wymysł
                katolików.
                • attiya Re: katolicka "tolerancja" 03.09.09, 10:56
                  szczerze - ilu jest takich księży....ilu? generalnie praktyka a teoretyka to
                  dwie różne sprawy...
                  • figrut Re: katolicka "tolerancja" 03.09.09, 11:06
                    > szczerze - ilu jest takich księży....ilu? generalnie praktyka a teoretyka to
                    > dwie różne sprawy...
                    Cała masa po za wstydliwymi wyjątkami.
                    • attiya Re: katolicka "tolerancja" 03.09.09, 15:28
                      hahaha na pewno
                      cała masa to lenie nic nie robiący,no poza braniem kasy
    • morgen_stern Re: ciężkie życie apostatki ;) 03.09.09, 09:36
      Ekhm, ekhm, chciałabym prosić, aby nie utożsamiać mnie z wypowiedziami krejzimamy.
      To obraźliwe i agresywne podejście jest mi z gruntu obce wink
      • krejzimama Re: ciężkie życie apostatki ;) 03.09.09, 10:56
        Oświadczam, że przedstawiam w tym oraz innych wątkach swoje jedynie słuszne
        poglądy na świat i życie. Ani GwiazdaPoranna ani nikt inny nie ma obowiązku się
        z nimi utożsamiać.
      • wieczna-gosia Re: ciężkie życie apostatki ;) 03.09.09, 11:11
        ale frajde masz z tego wateczku co nie morgen wink
        • morgen_stern Re: ciężkie życie apostatki ;) 03.09.09, 11:17
          Cytat> ale frajde masz z tego wateczku co nie morgen wink

          no ba tongue_out
          • arwena_11 Re: ciężkie życie apostatki ;) 03.09.09, 12:10

            Witam serdecznie wszystkich.

            Przeczytałam cały wątek i mimo że jestem wierząca to podziwiam
            morgen_stern za odwagę walki o swoje poglądy. Mam przyjaciółkę która
            też zastanawia się nad apostazją i ma podobne dylematy. Szanuję
            ludzi którzy walczą o swoje i nie płyną z prądem, bo co kto powie.
            Denerwują mnie hipokryci przyjmujący sakramenty "dla rodziny" i "no
            bo co ludzie powiedzą", jakby to był jakiś folklor.

            Zastanawia mnie tylko niechęc do wychowawczyni katechetki. Przeciez
            może mieć kwalifikacje. W klasach 1-3 zajęcia prowadzi nauczyciel po
            odpowiednich studiach ( nauczanie początkowe ) i nikt nie
            powiedział, że nie może jednocześnie być historykiem, geografem itd.
            dlaczego wiec nie katechetą? NIe musi przeciez się ze swoimi
            poglądami obnosić.
            Dla mnie szkoda np. że nie am wymogu aby osoby o innej orientacji
            seksualnej nie mogły być wychowawcami.
            Ciekawe ile osób by zakwestionowało takiego wychowawcę i poszło
            robić raban do dyrekcji. A może w imię "poprawności politycznej"
            schowałoby głowę w piasek?
            Uważam, że podobnie jak wiara nie może być nadużywana, tak i
            tolerancja również.

            Swego czasu w jednym z łódzkich przedszkoli, odbyła się pogadanka
            prowadzona organizację gejowską na temat jak to normalne jest że
            chłopiec z chłopcem, a dziewczynka z dziewczynką ( był nawet program
            w tv na ten temat ). Nikt się nie zapytał rodziców dzieci, czy sie
            na to zgadzają, czy nie kłóci się to z ich poglądami. Jak wyszła z
            tego afera, to dopiero dyrekcja się tłumaczyła, że "to teraz takie
            modne pogadanki"

            Pewnie zaraz pojawią sie głosy o "homofobach", "mocherach itd, ale
            dlaczego jednym wolno nieakceptować religii w szkole, katechetki
            wychowawczyni i przejawów wiary, a immym nie wolno nieakceptować
            homoseksualistów, konkubinatów i innych kontrowersyjnych problemów.

            NIe piszę o tolerancji, tylko o akceptacji, bo to dwie różne sprawy.
            Mogę tolerować, czyjąś odmienność ( dopóki nie ma ona wpływu na moje
            dzieci i moją rodzinę), ale nie muszę jej akceptować. Tylko dlaczego
            wypowiadanie takich poglądów wywołuje ogólną agresję.


            Od razu zaznaczam, że nie chce wywoływać burzy ani afery, ale ten
            temat nurtuje mnie od jakiegoś czasu i dlatego pozwoliłam sobie na
            poruszenie go tutaj.


            Od razu powiem, ze chcąc mieć pewność iż nikt nie będzie mówił moim
            dzieciom rzeczy niezgodnych z naszą wiarą i poglądami, puściłam je
            do katolickiej szkoły, ale prowadzonej przez świeckich.
            • kawka74 Re: ciężkie życie apostatki ;) 03.09.09, 12:20
              > Zastanawia mnie tylko niechęc do wychowawczyni katechetki.

              Po pierwsze katechetka wedle ustawy nie może być wychowawcą, kto inny ją kwalifikuje, komu innemu podlega, itd. [Po pierwsze nie mamy armat wink ]
              Po drugie katechetka w pewnych istotnych sprawach nie będzie w stanie wykazać obiektywizmu. Trudno mieć do niej o to pretensje, ale również trudno wymagać od rodziców, żeby cieszyli się z niezgodności w sprawach fundamentalnych.
            • gwee Re: ciężkie życie apostatki ;) 03.09.09, 12:20
              Ja tak bardziej w duchu tego, co szyszunia i wobbler napisały...

              Fajniej jest kochać i być kochanym niż nie wink

              Praktyki religijne są (dla wierzących) ważne, ale nie są celem samym
              w sobie. U ich podstaw jest świadomość tego, że istnieje Bóg, który
              mnie kocha, a ja Go też wink

              Posyłanie dzieci na religię, przestrzeganie przykazań, chodzenie do
              kościoła mają więc sens - bo wyrażają tą miłość, jej poszukiwanie,
              szacunek do Boga, nawet przestrzeganie norm etycznych itd.


              A że członkami Kościoła są zwykli ludzie, grzesznicy, stąd wiele
              nieprawidłowości, niezrozumienia, czynów mających się nijak do
              dekalogu.

              Pozdrawiam smile
            • syriana Re: ciężkie życie apostatki ;) 03.09.09, 12:32
              czyli twierdzisz, że katechetka wcale nie musi swoim przekonaniom dawać wyrazu,
              ale gej z pewnością nie przepuści okazji by przekonwwertwać biedne dziatki na swoje?

              • arwena_11 Re: ciężkie życie apostatki ;) 03.09.09, 12:52

                NIe zakładam tak. Takie założenie zostało przyjęte przez osoby
                wyżej. Jak katechetka to od razu zacznie mącić dzieciom w głowach.
                Dlatego podałam inny przykład osoby, która może ( chociaż nie musi )
                próbować przekazać swoją wizję swiata dzieciom. Ja nie musze się
                zgadzać na to, żeby ktos wbrew mnie mówił dzieciom co jest normalne
                a co nie.

                Nie mam wśród znajomych homoseksualistów ( ani kobiet ani mężczyzn),
                więc nie wiem jak by się zachowywali. Mam raczej pewnie przerysowany
                obraz wielu stylistów i fryzjerów z telewizyjnych programów, jak
                również tych wszystkich działaczy pokazywanych w telewizji. Może to
                są karykatury, może zachowują sie w sposób przerysowany, i nie dają
                pełnego obrazu, ale nic nie poradzę, że denerwują mnie faceci
                zniewieściali i dziwnie się zachowujący. Wolałabym, aby nie byli
                wzorem dla moich dzieci ( a taki powinien być wychowawca ).

                O
                W sumie piszemy o gejach, bo są bardziej widoczni,
                • syriana Re: ciężkie życie apostatki ;) 03.09.09, 12:57
                  Ja nie musze się
                  > zgadzać na to, żeby ktos wbrew mnie mówił dzieciom co jest normalne
                  > a co nie.

                  oczwiście, że nie musisz
                  ale powiedz w takim razie, czemu sprzeciw wobec wychowawstwa katechetki uważasz za z góry przesadzony i wynikły z uprzedzeń?

                  jakbyś na starcie roku szkolnego dowiedziała się, że wychowawcą Twojego dziecka będzie gej, to rozumiem, że nie podjęłabyś żadnych kroków w celu choćby zamanifestowania swojego zdania?

                  przecież to analogiczne sytuacje
                  • arwena_11 Re: ciężkie życie apostatki ;) 03.09.09, 13:11
                    Dokładnie analogiczne, tylko że wiekszość twierdzi, że osoba
                    katechetkę jako wychowawczynie ma rację, a jak ja bym kwestionowała
                    wychowawstwo geja, to byłoby święte oburzenie i teksty o braku
                    tolerancji, homofobii itd.

                    Ja uważam, że żaden nauczyniel nie powinien, propagować swoich
                    poglądów. A już na pewno wbrew woli rodziców.

                    Zastanawia mnie też ten przepis cytowany przez was, że katecheta nie
                    może być wychowawcą, bo podlega kurii. A nie może być tak, że dana
                    osoba jako nauczyciel nauczania oczątkowgo podlega dyrektorowi, a
                    jako nauczyciel religii kurii? Przecież można mieć dwa fakultety.



                    • syriana Re: ciężkie życie apostatki ;) 03.09.09, 13:15
                      > Ja uważam, że żaden nauczyniel nie powinien, propagować swoich
                      > poglądów. A już na pewno wbrew woli rodziców.


                      no i właśnie stąd sprzeciw wobec wychowawczyni katechetki
                      nie można o dziewiątej uczyć literek, a o 11 o Jezusie
                      • arwena_11 Re: ciężkie życie apostatki ;) 03.09.09, 13:21
                        A dlaczego? Przeciez to dwie różne sprawy
                    • kkokos Re: ciężkie życie apostatki ;) 03.09.09, 14:31
                      arwena_11 napisała:

                      > Dokładnie analogiczne,


                      a w jaki niby sposób analogiczne???? katechetka jest oficjalnie
                      katechetką i jej służbowym obowiązkiem jest głoszenie słowa bożego,
                      za to jej płacą
                      gej nauczyciel dostaje pieniądze za nauczanie matmy czy
                      angielskiego. może lata całe uczyć i nie wyrazić wobec uczniów
                      swojego poglądu na homoseksualizm. większość nauczycielek, które
                      wplatały w lekcję opowieści o swojej rodzinie, pamiętam jako idiotki
                      (również, nie tylko z tego powodu), za to te, o których nie
                      wiedziało się nic (od nich samych, bo np. wiedzą powszechną było, że
                      mają rodzinę lub nie), zwykle były najlepsze. więc gej może być
                      świetnym nauczycielem i nikt o jego homoseksualizmie może nei
                      wiedzieć albo tez może to być wiedza powszechna w żaden sposób przez
                      samego zainteresowanego nie komentowana.
                      natomiast katechetka, powtórzę, dostaje pieniądze za to, że o swojej
                      wierze opowiada

                      > Ja uważam, że żaden nauczyniel nie powinien, propagować swoich
                      > poglądów. A już na pewno wbrew woli rodziców.

                      święta racja. i między innymi dlatego katecheta nie powiniem być
                      wychowawcą.

                      > Zastanawia mnie też ten przepis cytowany przez was, że katecheta
                      nie
                      > może być wychowawcą, bo podlega kurii. A nie może być tak, że dana
                      > osoba jako nauczyciel nauczania oczątkowgo podlega dyrektorowi, a
                      > jako nauczyciel religii kurii? Przecież można mieć dwa fakultety.

                      dwa fakultety zawsze można miec, ale takie podwójne podleganie to
                      schizofrenia. już widze, jak ta sama pani godzi się na to, że do
                      nauczania początkowego dyrektor jej się wtrąca, bo może, a do
                      religii nie, bo nie ma prawa. to się zawsze skończy tak, ze pani
                      będzie świętą krową nie do ruszenia przy każdym przedmiocie, którego
                      uczy, bo dyrekcja się boi proboszcza/kurii.
                • syriana Re: ciężkie życie apostatki ;) 03.09.09, 12:59
                  no i weź też pod uwagę, że chyba nie od parady ustawodawca przewidział różne
                  pułapki związane z wychowawstwem katechetów, skoro stosowny zakaz umieścił

                  o gejach nic nie ma, może jakiś homoseksualista uczy Twoje dziecko a Ty o tym
                  nie wiesz
                  • arwena_11 Re: ciężkie życie apostatki ;) 03.09.09, 13:19
                    Akurat w szkole moich dzieci wszyscy nauczyciele są prześwietlani
                    dokładnie. To szkoła katolicka i kieruje się zasadami wiary.

                    W innej szkole jakbym nie wiedziała, że gej uczy moje dzieci, to
                    byłoby równoznaczne z tym, że się on nie obnosi ze swoimi
                    poglądami, nie zachowuje się w odmienny sposób, więc ja mu do
                    sypialni nie zaglądam.

                    Poza tym Kościół nie napiętnuje kogoś że jest gejem, tylko że ulega
                    złym skłonnościom i to one są potepiane jako grzech.

                    Ciekawe, czy reakcja oburzonej koleżanki na wychowawczynię
                    katechetkę byłaby taka sama, gdyby tamta nie zaczęła namawiać na
                    pójscie do kościoła.
                    • morgen_stern Re: ciężkie życie apostatki ;) 03.09.09, 13:26
                      CytatW innej szkole jakbym nie wiedziała, że gej uczy moje dzieci, to byłoby równoznaczne z tym, że się on nie obnosi ze swoimi
                      poglądami


                      Orientacja seksualna to nie "pogląd", który można głosić.

                      Cytatnie zachowuje się w odmienny sposób

                      Nie wymachuje torebeczką na zgiętym nadgarstku?


                      Cytat> Akurat w szkole moich dzieci wszyscy nauczyciele są prześwietlani
                      > dokładnie.


                      Normalnie katostasi.

                      Proponuję jednak zapoznać towarzysko parę osób ze środowiska LGBT, bo widzę duże braki i uleganie stereotypom. Przymusu oczywiście nie ma, ale w takim razie nie wypowiadaj się już na ten temat, bo się niestety ośmieszasz.
                      • wieczna-gosia Re: ciężkie życie apostatki ;) 03.09.09, 13:33
                        Arwena, no ale jak gej ma partnera to juz sie obnosi czy jeszcze nie?

                        MOrgen szkola katolicka prywatna ma prawo przeswietlac, jak kazda wyznaniowa,
                        nie przesadzaj myslisz ze w Lauderze nie przeswietlaja?
                      • arwena_11 Re: ciężkie życie apostatki ;) 03.09.09, 13:47

                        CytatNie wymachuje torebeczką na zgiętym nadgarstku?

                        Bez przesady, nie mówiłam o karykaturach, ale patrząc na zachowanie
                        przywódców organizacji gejowskich, to widać że są inni, a jakoś
                        torebkami nie machają.

                        CytatNormalnie katostasi

                        Bez przesady, nie musisz nikogo obrażać. Nikt na siłę nikogo tam nie
                        trzyma, każdy nauczyciel jest wybierany zarówno pod względem
                        kompetencji i kwalifikacji, jak i wiary i życia zgodnie z nią.

                        Wiesz co
                    • syriana Re: ciężkie życie apostatki ;) 03.09.09, 13:31
                      > Poza tym Kościół nie napiętnuje kogoś że jest gejem, tylko że ulega
                      > złym skłonnościom i to one są potepiane jako grzech.

                      ale niewierzący nie mówią o potępieniu biednej katechetki, tylko o trzymaniu się
                      przepisów ustawy jasno precyzującej temat
                      wymagają tego co im się należy

                      poza tym, sama chyba przyznasz że okazji by siedmiolatkom mówić o Jezusie,
                      chodzeniu do kościoła i pokrewnych tematach jest nieporównywalnie więcej niż do
                      dzielenia się z nimi swoimi poglądami na temat homoseksualizmu
                    • kawka74 Re: ciężkie życie apostatki ;) 03.09.09, 13:36
                      > Akurat w szkole moich dzieci wszyscy nauczyciele są prześwietlani
                      > dokładnie.

                      To znaczy jak? Jak dyrekcja sprawdza, czy ktoś nie jest gejem?
                      • arwena_11 Re: ciężkie życie apostatki ;) 03.09.09, 13:51
                        Nie mam pojęcia smile. Wiem tylko, ze ci nauczyciele są tam od wielu
                        lat. Mają rodziny, które często znamy, bo pojawiają się na naszych
                        festynach rodzinnych. Wiem również, że mają obowiązek brać udział w
                        rekolekcjach, szkoleniach itd. Wydaje mi sie, że ciężko byłoby ukryć
                        swoje skłonności przez tyle lat, będąc w szkole więcej niż
                        obowiązkowe pensum ( u nas nauczyciele prowadzą po lekcjach różne
                        kułka zainteresowań, są na świetlicy itd. ).
                        • kawka74 Re: ciężkie życie apostatki ;) 03.09.09, 13:58
                          Mają rodziny, które często znamy, bo pojawiają się na naszych
                          > festynach rodzinnych

                          Geje czy lesbijki też mogą mieć rodziny.
                          Z drugiej strony - czy nauczyciel w szkole Twojego dziecka nie może być kawalerem albo panną, bo jest automatycznie podejrzany?

                          Wiem również, że mają obowiązek brać udział w
                          > rekolekcjach, szkoleniach itd.

                          To raczej marny test skłonności.

                          Wydaje mi sie, że ciężko byłoby ukryć
                          > swoje skłonności przez tyle lat,

                          Dlaczego? Jeśli nauczyciel/ka nie opowiada uczniom o swoim życiu erotycznym ani nie zaprasza partnera na seks w sali od biologii, żeby dzieci popatrzyły, to na jakiej podstawie można stwierdzić, że jest gejem albo lesbijką?
                          • arwena_11 Re: ciężkie życie apostatki ;) 03.09.09, 15:03
                            Nie wiem w sumie jak ci odpowiedzieć, ale tak mi się wydaje, że
                            bycie "czynnym" homoseksualistą kłóci się z zasadami wiary
                            głoszonymi przez kościół. Taki człowiek nie dostanie rozgrzeszenia,
                            nie przyjmie sakramentu komunii. W szkole, gdzie uczestnictwo we
                            mszy świętej jest wpisane w plan zajęć ( pierwsze piątki, roraty,
                            inne uroczystości kościelne ) nie da się aż tak ukrywać. Msze są
                            tylko dla naszej małej szkoły, nauczycieli, rodziców, dzieci. Nie
                            wierzę, że ktoś by aż tak się poświęcał by pracowac w takiej szkole,
                            żeby drwić z sakramentów i wiary. Za dużo zachodu.

                            Ale nikt nie mówi, ze osoba o takich skłonnościach nie może nad sobą
                            pracować, zyć w celibacie i zgodnie z wiarą. Są tacy, tylko się o
                            tym nie mówi, bo przecież "to nie medialne". Są u nas panny.
                            Kawalerów nie ma, tylko żonaci, tak wyszło.
                            • kawka74 Re: ciężkie życie apostatki ;) 03.09.09, 15:16
                              W kwestii homoseksualizmu są dwie (katolickie!) szkoły - falenicka i otwocka.
                              Katechizm KK ujmuje "problem" homoseksualizmu dość ostrożnie, bez zadęcia, niechęci, i zaleca traktowanie homoseksualistów z szacunkiem, delikatnie, bez dyskryminacji. Trzeba było obecnego papieża, żeby pojawiły się porównania homoseksualizmu do choroby psychicznej i nawoływanie do jawnej dyskryminacji gejów i lesbijek.
                              Wszystko zależy od wybranej opcji.
                              Tak czy siak, nadal nie wiem, po co rodzicom wiedza na temat orientacji seksualnej nauczyciela.
                              • kkokos Re: ciężkie życie apostatki ;) 03.09.09, 16:06
                                > Tak czy siak, nadal nie wiem, po co rodzicom wiedza na temat
                                orientacji seksual
                                > nej nauczyciela.


                                ja też nie wiem
                                ale szkole wyznaniowej przyznaję pełne prawo do wybierania
                                nauczycieli zgodnych pod każdym względem z linią programową
                                co innego w publicznej
                                • kawka74 Re: ciężkie życie apostatki ;) 03.09.09, 16:16
                                  > ale szkole wyznaniowej przyznaję pełne prawo do wybierania
                                  > nauczycieli zgodnych pod każdym względem z linią programową

                                  Jasne, tylko nadal nie bardzo widzę możliwość sprawdzenia orientacji nauczyciela - to mnie najbardziej intryguje.

                                  > co innego w publicznej

                                  Oczywiście.
                  • arwena_11 Re: ciężkie życie apostatki ;) 03.09.09, 13:55
                    Niestety u nas teoretycznie nie masz prawa zapytac kogoś o jego
                    orientację jak przyjmujesz do pracy. Dla mnie to dziwne, bo myslę,
                    ze wielu rodziców chciałoby o tym wiedzieć.

                    Podobnie jak z pedofilami ( od razu zaznaczam, że nie uważam że gej
                    musi być pedofilem ). Jak nie mają wyroku o zakazie pracy z dziećmi,
                    to po odbyciu kary mogą uczyć w szkołach itd. A jak minie jakiś czas
                    ( chyba ok 5 lat to nawet i w krs nie znajdziesz czy był ktoś
                    karany ).
                    • kawka74 Re: ciężkie życie apostatki ;) 03.09.09, 14:01
                      Dla mnie to dziwne, bo myslę,
                      > ze wielu rodziców chciałoby o tym wiedzieć.

                      Ale po co rodzicom taka wiedza? Czy bycie homo równa się niskim kwalifikacjom? Pedofilii? Programowej indoktrynacji?
                      • arwena_11 Re: ciężkie życie apostatki ;) 03.09.09, 14:55
                        Nie chodzi o kwalifikacje, ale może kłóci się z poglądami rodziców?
                        Nie mówię że muszą sie go od razu pozbyć, ale powinni wiedzieć.
                        Podobnie jak o tym, że ktoś był karany czy jest chory psychicznie (
                        nawet jak się leczy )
                        • kawka74 Re: ciężkie życie apostatki ;) 03.09.09, 15:01
                          > Nie chodzi o kwalifikacje, ale może kłóci się z poglądami rodziców?

                          Ale w jakiej sprawie? Jeśli ktoś nie propaguje swoich prywatnych przekonań, czy to dotyczących wiary, czy preferencji seksualnych, to w jaki sposób może się to kłócić z poglądami rodziców? Chyba, że rodzice odmawiają gejowi prawa do pracy, to wtedy tak.

                          > Podobnie jak o tym, że ktoś był karany czy jest chory psychicznie (
                          > nawet jak się leczy )

                          Znaku równości pomiędzy chorobą psychiczną, przestępstwem a orientacją seksualną na pewno bym nie postawiła.
                        • lady.deidre Re: ciężkie życie apostatki ;) 03.09.09, 15:30
                          Cytat
                          Nie chodzi o kwalifikacje, ale może kłóci się z poglądami rodziców?

                          Co masz na myśli pisząc, że kłóci się to z poglądami rodziców? Rodzice muszą mieć poglądy zgodne z poglądami nauczyciela, bo nie rozumiem za bardzo?

                          Cytat
                          Nie mówię że muszą sie go od razu pozbyć, ale powinni wiedzieć.

                          Do czego im ta wiedza jest potrzebna? Nie widzę innego powodu poza zwykłym wścibstwem, skoro tak, to rodzice powinni też wiedzieć o innych pikantnych szczegółach np. czy nauczyciel jest swingersem, alkoholikiem, lubi bdsm, kiedy stracił dziewictwo, jaki ma przebieg, itd.
                          Nauczyciele to też są ludzie, i mają takie same prawo do prywatności jak inni. Przecież spora część homoseksualistów nie mówi o swoich skłonnościach nawet własnym rodzicom, bo boją się ich reakcji, a mają ot tak sobie informować dyrekcję i rodziców?
                        • wieczna-gosia Re: ciężkie życie apostatki ;) 03.09.09, 16:59
                          zupelnie sie z toba nie zgadzam- po pierwsze choroba psychiczna to jednak nie to
                          samo co homoseksualizm. Po drugie- nawet w przypadku choroby uwazam ze wiedziec
                          powinien o niej dyrektor. I starczy. Jesli on dopuszcza nauczycela do pracy a
                          lekarz psychiatra nie widzi przeciwskazan to rodzicom NIC do tego.
                        • mondovi Re: ciężkie życie apostatki ;) 05.09.09, 19:44
                          > Nie chodzi o kwalifikacje, ale może kłóci się z poglądami rodziców?
                          na przykład z moimi poglądami kłóci się nauczyciel neofaszysta, homofob,
                          ortodoksyjny katolik, konserwatysta...
            • syriana Re: ciężkie życie apostatki ;) 03.09.09, 12:37
              > NIe musi przeciez się ze swoimi
              > poglądami obnosić.

              czymże jest wobec tego tekst wychowawczyni-katechetki, który przytoczyła Hexella na początku wątku:

              kiedy pani wychowawczyni nie znając przecież jeszcze swojej klasy,
              zaczęła gorąco zachęcać do popołudniowej wizyty w kościele, celem
              poświęcenia tornistrów słowami: "bo kiedy ksiądz poświęci wasze
              podręczniki, to wiedza wam łatwiej do głowy trafiać będzie"
            • kkokos Re: ciężkie życie apostatki ;) 03.09.09, 14:41
              > Swego czasu w jednym z łódzkich przedszkoli, odbyła się pogadanka
              > prowadzona organizację gejowską na temat jak to normalne jest że
              > chłopiec z chłopcem, a dziewczynka z dziewczynką ( był nawet
              program
              > w tv na ten temat ). Nikt się nie zapytał rodziców dzieci, czy sie
              > na to zgadzają, czy nie kłóci się to z ich poglądami. Jak wyszła z
              > tego afera, to dopiero dyrekcja się tłumaczyła, że "to teraz takie
              > modne pogadanki"


              mnie się wydaje, że to nie było przedszkole, tylko gimnazjum, ale
              się nie upieram
              tylko widzisz, to że istnieją takie pary jak dziewczynka z
              dziewczynką jest wynikiem biologii, czyli faktów stwierdzonych
              naukowo. nikt nie pyta rodziców, czy wolno uczyć dzieci faktów
              stwierdzonych naukowo.
              • arwena_11 Re: ciężkie życie apostatki ;) 03.09.09, 14:51
                Tyle, że nie można nazywać tego normalnością, w naturze to jednak
                jest dewiacja.
                Dlatego nie można tego przedstawiać jako normalne zachowanie, tylko
                właśnie jako coś nienaturalnego, podobnie jak urodzenie cielaka z
                dwoma głowami nie nazwiesz normalnością, a jednak też sie w naturze
                zdarza.
                No i chyba przyznasz rację, że taka pogadanka bez wiedzy i
                akceptacji rodziców to jednak coś nie tak.

                Na biologii raczej uczy się o tym, że musi być para osobników
                odmiennej płci aby przedłużyć gatunek ( no chyba że mówimy o
                jednokomórkowcach czy innych bardzo prymitywnych organizmach..
                • morgen_stern Re: ciężkie życie apostatki ;) 03.09.09, 15:09
                  Cytat> Tyle, że nie można nazywać tego normalnością, w naturze to jednak
                  > jest dewiacja.


                  A mówiłam ci, żebyś się nie wypowiadała na tematy, o których nie masz pojęcia, no mówiłam...

                  pl.wikipedia.org/wiki/Homoseksualne_zachowania_zwierz%C4%85t
                  • arwena_11 Re: ciężkie życie apostatki ;) 03.09.09, 15:13
                    No raczej mam pojęcie, jakby to była norma to wszyscy by tacy byli.
                    A tak jest mały procent. Wiec nie można muwić o normie. A to że WHO
                    skreśliła homoseksualizm z listy chorób, świadczy tylko o tym, że
                    oni dobrze lobbują, a nie że mają rację.
                    • arwena_11 Re: ciężkie życie apostatki ;) 03.09.09, 15:14
                      miałobyć mówićsmile
                    • morgen_stern Re: ciężkie życie apostatki ;) 03.09.09, 15:16
                      Nie mam słów.. Obudź się, dziewczyno, halooooo, tu XXI wiek!
                      • arwena_11 Re: ciężkie życie apostatki ;) 03.09.09, 15:25
                        A co ma do rzeczy wiek? Ty uwarzasz że kościół i wiara są złe, ja
                        nieakceptuje homoseksualistów ( nie mylić z tolerancją ). Każdy ma
                        prawo do własnych poglądów. Ja nie przekonam ciebie a ty mnie.

                        W sumie wyszło na to co napisałam w pierwszym poście. Można atakować
                        wiarę i kościół i oczekuje się że nikt nie powie złego słowa, ale
                        nie można homoseksualizmu, bo to już nieładnie.
                        • morgen_stern Re: ciężkie życie apostatki ;) 03.09.09, 15:32
                          Podajesz kato-spiskową teorię dziejów jako fakty (WHO i skreślenie z listy
                          chorób), nie znasz osobiście żadnego homo, a wymądrzasz się na ten temat, jakbyś
                          wszystkie rozumy pozjadała i oczywiście pominęłaś milczeniem fakt dość licznego
                          występowania zachowań seksualnych wśród zwierząt (to jeden z moich ulubionych
                          argumentów, czyli słynna "niezgodność z naturą").
                          Po prostu apeluję do resztek twojego zdrowego rozsądku - nie wypowiadaj się na
                          tematy, o których nie masz pojęcia.
                          Jak cię mogę, kochać nas nie musisz, ale przynajmniej nie opowiadaj głupot.
                          • arwena_11 Re: ciężkie życie apostatki ;) 03.09.09, 16:44

                            Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) skreśliła homoseksualizm z listy
                            chorób 1990 r.
                            Więc nie wiem co to ma ze spiskami. To fakt. Stwierdzono że
                            zaburzenia powstają w okresie płodowym i są wynikiem zaburzeń
                            genetycznych.
                            • wieczna-gosia Re: ciężkie życie apostatki ;) 03.09.09, 17:10
                              zaburzenia sa naturalne. W naturze nie ma czegos tekiego jak norma- jest
                              statystyczna wiekszosc i mniejszosc wystepowania czegostam. To ze jakies
                              zachowanie jest promowane w okreslonym srodowisku nie oznacza wcale ze przetrwa-
                              wrecz przeciwnie moze sie zdarzyc ze sila jakiegos dominujacego gatunku staje
                              sie przyczyna jego wyginiecia.

                              z jednym sie zgadzam- tolerancja dzisiaj mylona jest z akceptacja. Tolerowac to
                              ja moge balagan w pokoju dzieci ale go nie akceptuje smile
                    • kkokos Re: ciężkie życie apostatki ;) 03.09.09, 16:04
                      świadczy tylko o tym, że
                      > oni dobrze lobbują, a nie że mają rację.



                      a to można równie dobrze powiedzieć o wielu posunięciach
                      poczynionych pod wpływem kościoła katolickiego, więc to dość
                      obosieczy argument, na twoim miejscu bym go nie używała
                      • arwena_11 Re: ciężkie życie apostatki ;) 03.09.09, 16:31
                        Oczywiście że tak. Sama uważam, że religia w szkole państwowej nie
                        była dobrym pomysłem. Pamiętam jak w podstawówce religia była w
                        salkach katechetycznych. U nas akurat było ustawione klasami ze
                        szkoły ( np. w poniedziałek 8a, wtorek 8b itd ). I w sumie chodziła
                        cała klasa, poza paroma wyjątkami mieszkającymi daleko od szkoły i
                        będącymi z innej parafii.Była to okazja to ponownego spotkania się
                        ze znajomymi, podyskutowania. Dużo lepiej wspominam te lekcje niż
                        obowiązkowe w liceum.

                        Mimo wszysto uważam, ze podobnie jak religii nie powinno być w
                        szkole państwowej, tak i nie powinno się forsować ( pogadanki,
                        wykłady itp.) kontrowersyjnych poglądów, bez zgody rodziców. dzieci
                        nie są do tego aby na nich eksperymentować.

                        • maurra Re: ciężkie życie apostatki ;) 03.09.09, 18:14
                          arwena_11 napisała:
                          > Mimo wszysto uważam, ze podobnie jak religii nie powinno być w
                          > szkole państwowej, tak i nie powinno się forsować ( pogadanki,
                          > wykłady itp.) kontrowersyjnych poglądów, bez zgody rodziców.

                          ale religia w szkole (mimo protestów) jest
                          i też nikt rodziców nie pytał, czy tego chcą
                          tym bardziej więc powinno być tam miejsce dla innych niż katolickie poglądów -
                          na temat orientacji seksualnej na przykład
                          dla zdrowej równowagi i żeby nie stwarzać złudnego wrażenia, że nauka, której
                          reprezentantem jest szkoła, milczy wobec pseudonaukowych teorii o nienormalności
                          i dewiacji głoszonych na katechezie
                          Normalna, świecka szkoła ma IMO wręcz obowiązek przekazać uczniom, że oprócz
                          religijnego jest też świecki i naukowo zweryfikowany stan wiedzy o orientacjach
                          seksualnych człowieka
                          • frisky2 Re: ciężkie życie apostatki ;) 03.09.09, 18:26
                            > ale religia w szkole (mimo protestów) jest
                            > i też nikt rodziców nie pytał, czy tego chcą


                            A tu sie mylisz. Moje dziecko musialo przyniesc do szkoly list od rodzicow czy
                            chca, zeby chodzilo na religie, czy na etyke.
                            • maurra Re: ciężkie życie apostatki ;) 03.09.09, 18:34
                              aha
                              i dopiero jak się okazało, że większość karteczek jest "za" to szkoła zabrała
                              się za układanie planu lekcji uwzględniającego religię a proboszcz przysłał
                              katechetę z misją.
                              ewenement w skali kraju:-p

                              ja nie o tym skarbie
                              • frisky2 Re: ciężkie życie apostatki ;) 03.09.09, 18:37
                                Nie. jest w szkole etyka i religia. Kto chce chodzi na jedno, kto chce na
                                drugie. Zwykla szkola publiczna, liceum. Moze nie warto tak wierzyc do konca
                                propagandzie antykoscielnej?
                                • veritas etykę ciężko spotkać 03.09.09, 19:41
                                  >Zwykla szkola publiczna, liceum.

                                  Raczej niezwykła, należąca do 1% wybranych. Etyka jest tylko w około 350
                                  szkołach na około 32.000 szkół w Polsce.

                                  A tu np. można przeczytać o problemach z etyką w dużym mieście Polski zachodniej:

                                  miasta.gazeta.pl/wroclaw/1,35751,6991002,Dyrektorzy_wroclawskich_szkol_nie_chca_etyki.html
                                  ------------------------------
                                  Kiedy gasną stosy, robi się jaśniej.
                                  • frisky2 Re: etykę ciężko spotkać 04.09.09, 17:05
                                    Jak ktos nie chodzi na religię i nie ma w szkole etyki, to ma po prostu wolną
                                    godzinę.
                                    • wieczna-gosia Re: etykę ciężko spotkać 04.09.09, 17:56
                                      po prostu musi tkwic w szkole godzine dluzej bo religia nie bywa na ostatniej
                                      lub pierwszej godzinie....
                                • babcia47 Re: ciężkie życie apostatki ;) 03.09.09, 19:56
                                  moje dzieci i synowe chodzili do szesciu w sumie szkół (takie
                                  roczniki, że podstawówka była jeszcze ośmioletnia)..w zadnej nie
                                  były prowadzone lekcje etyki. Synowa z racji wykształcenia mogłaby
                                  prowadzić takie zajęcia i swego czasu szukając pracy, sprawdzała czy
                                  szkoły potrzebują kogoś do prowadzenia tych zajęć..zarówno w duzym
                                  miescie wojewódzkim gdzie poczatkowo mieszkali, potem w ok 120-
                                  tysiecznym i w okolicznych, gdzie mogłaby dojezdżać..nie tylko nie
                                  potrzebowano kogos takiego ale w wiekszości te lekcje nie były
                                  organizowane!!
                                  • frisky2 Re: ciężkie życie apostatki ;) 04.09.09, 17:10
                                    OK, etyki nie bylo, ale czy ktos zmuszal dzieci, zeby chodzily na religie?
                                    • mondovi Re: ciężkie życie apostatki ;) 05.09.09, 19:47
                                      w zerówkach jest religia. np o 11.30. i co ma rodzic zrobić? brać wolną godzinę
                                      i wyprowadzać dziecko z przedszkola?
                            • maurra Re: ciężkie życie apostatki ;) 03.09.09, 19:54
                              > A tu sie mylisz. Moje dziecko musialo przyniesc do szkoly list od rodzicow czy
                              chca, zeby chodzilo na religie, czy na etyke.<

                              Nie nie mylę się
                              Nikt nie pytał rodziców, nauczycieli i uczniów, czy w ogóle CHCĄ wprowadzenia
                              religii do szkól, czy wolą religię w salkach

                              tak więc te dzisiejsze karteczki - dowód bogwiejakiej swobody - to sprawa już
                              mocno wtórna

                              bezproblemowe wybieranie etyki zamiast religii jest fikcją. w praktyce jest
                              wybór między religią a ławką na korytarzu
                        • triss_merigold6 Droga Arweno 03.09.09, 18:29
                          Jesli chodzi o poglądy to dla np. sporej grupy Amerykanów
                          kontrowersyjna (czytaj: nie do przyjęcia) jest teoria Darwina,
                          wierzą natomiast, że istota najwyższa stworzyła świat literalnie w 6
                          dni a siódmego odpoczywała.
                          POnieważ płacę podatki, które są przeznaczane m.in. na publiczne
                          szkonictwo to zgodnie z prawem mogę sobie nie życzyć, żeby
                          wychowawczynią była katechetka. Jak również żeby katechetka
                          prowadziła lekcje przygotowania do życia w rodzinie. Albowiem
                          sprzeda okreslony światopogląd - katolicki w wersji JPII.
                          • frisky2 Re: Droga Arweno 03.09.09, 18:33
                            Mozesz sobie nie zyczyc, podobnie jak ktos inny moze sobie nie zyczyc, zeby
                            ateista byl wychowawca jego dziecka.
                            • maurra Re: Droga Arweno 03.09.09, 18:41
                              ateista - inaczej niż katecheta - nie podejmuje pracy w szkole żeby dawać
                              świadectwo, realizować misję i ewangelizować.
                            • triss_merigold6 Bzdura 03.09.09, 19:47
                              Podobno ten kraj nie jest oficjalnie państwem wyznaniowym. Żaden
                              pracodawca nie ma prawa pytać nauczyciela o wyznanie/brak, podobnie
                              jak rodzice - też nie mają prawa. Czego sobie życzą w kwestii
                              ewentualnego ateizmu nauczyciela jest ich prywatną sprawą.

                              Katecheci z definicji są zobowiązani realizować misję
                              ewangelizacyjną kk, inni nauczyciele nie.
                              Rozumiem, że potrzeba wypowiedzenia się ciśnie ale czasem zastanów
                              się co piszesz i czy ma to cień racjonalności.
                              • frisky2 Re: Bzdura 04.09.09, 17:09
                                Cisnie jak czytam takie postysmile Piszesz, ze nie mozna zmienic nauczyciela?
                                Dzisiaj w polskiej szkole rodzice mogą bardzo dużo. Mogą nawet doprowadzić do
                                zmiany nauczyciela i to nie ze względu na jego poglądy, ale np. że uważają, ze
                                ma zle podejscie.
                                Oczywiscie jesli nauczyciel sie nie podoba tylko jednemu z rodzicow, to nikt go
                                nie zwolni.
                • wieczna-gosia Re: ciężkie życie apostatki ;) 03.09.09, 17:04
                  arweno moja droga biologia nie zna pojecia dewiacji- natira zna co najwyzej
                  pojecie mutacji. Wszystko co w naturze sie zdarza jest naturalne. Wiec biologii
                  w to nie mieszajmy ok?
                  • frisky2 Re: ciężkie życie apostatki ;) 03.09.09, 18:28
                    Czy ktos udowodnil, ze homoseksualizm sie bierze z natury? Dlaczego w takim
                    razie slyszy sie o tym, ze w wiezieniach dochodzi statystycznie b. czesto do
                    stosunkow homoseksualnych, chociaz zdecydowana wiekszosc trafiajacych tam osob
                    jest hetero?
                    • wieczna-gosia Re: ciężkie życie apostatki ;) 03.09.09, 18:40
                      pomyslmy? Moze dlatego ze nie sama natura zyje czlowiek?

                      Owszem dla czlowieka heteroseksualnego wymuszony stosunek homoseksualny jest
                      niezgodny z jego natura. Jest gwaltem- wymuszonym albo sila albo potworna
                      samotnoscia (bo i tak sie zdarza) i potrzeba bliskosci takze fizycznej.

                      Zwierzeta nie siedza w wiezieniach. Na zwierzeta nie dziala kultura czy w tym
                      wypadku subkultura smile
                      • frisky2 Re: ciężkie życie apostatki ;) 03.09.09, 18:46
                        Czyli jednak homoseksualim przynajmniej w pewnych warunkach bywa nabyty, a nie
                        naturalnie wrodzony.
                        A tak z innej strony - dasz glowe, ze homoseksualizm jest wrodzony i naturalny?
                        Ja nie, bo nie jestem lekarzem czy p[sychologiem, a czytalem pare artykulow,
                        ktore mowily o tym, ze ktos stal sie homoseksualista ze wzgledu na okolicznosci:
                        np. mial kontakty homoseksualne najpierw wbrew swojej orientacji, potem juz nie
                        chcial inaczej.
                        • krejzimama Re: ciężkie życie apostatki ;) 03.09.09, 18:53
                          Nie czytaj więcej Naszego Dziennika bo nic ciekawego sie tam nie dowiesz.
                          Odwróćmy sytuacje. A co jesli ktos rodzi sie homo, ale pierwsze kontakty
                          seksualne sa hetero bo nie mógł inaczej. I co wtedy?
                          Dajmy lesbijkom i gejom zyc tak jak sie im podoba. Do tego mają prawo w ramach
                          prawa manifestować swoje preferencje.
                          • frisky2 Re: ciężkie życie apostatki ;) 04.09.09, 17:14
                            Oczywiscie niech zyja jak chca. Co nie znaczy, ze ludzie ktorym ich preferencje
                            nie odpowiadaja nie maja prawa tego powiedziec.
                            • lisbeth25 Re: ciężkie życie apostatki ;) 04.09.09, 17:52
                              Mi nie odpowiada to, że istniejesz i właśnie ci to mówię, bo mam prawo.

                              frisky2 napisała:

                              > Oczywiscie niech zyja jak chca. Co nie znaczy, ze ludzie ktorym ich
                              preferencje
                              > nie odpowiadaja nie maja prawa tego powiedziec.
                            • lisbeth25 Re: ciężkie życie apostatki ;) 04.09.09, 18:03
                              A tak w ogóle co cię obchodzi co ktoś robi w łóżku?
                              Nie masz własnego życia czy co?
                        • wieczna-gosia Re: ciężkie życie apostatki ;) 03.09.09, 18:57
                          Alez oczywiscie. W pewnych sytuacjach rowniez ofiara porwania zakochuje sie w
                          swoim porywaczu i go broni ale nie rzmawiamy o tym czy stan zakochania to stan
                          szkodliwej patologii, prawda?

                          Niektore kobiety po porodzie grzebia dzieci w beczkach po kapuscie a jednak nie
                          mamy watpliwosci ze zazwyczaj macierzynstwo jest pieknym stanem.

                          ale przy omawianiu hooseksualizmu jednak bedziemy rozmawiali o chlopach
                          gwalconych w dziecinstwie prawda?
                    • krejzimama Re: ciężkie życie apostatki ;) 03.09.09, 18:59
                      Ale żeś argument walnął. Jak w wiezieniu zamknietych jest 600 chłopa to jakie
                      mają wyjście?
                      1. Celibat(ale to wali na mózg co widać tez po ksiezach)
                      2. Walenie gruchy
                      3. Bzykanie ze Zdzichem z drugiem pryczy.
                      4.Jogini sami sobie mogą obciągn
                      Poza tym w wiezieniu gwałt słuzy wyznaczeniu hierarchi i jest tez forma samosadu.
                      Dlaczego jak pojawi sie jakis mocher tutaj to zaraz pisze takie bzdury?
                    • figrut Re: ciężkie życie apostatki ;) 03.09.09, 19:00
                      > Czy ktos udowodnil, ze homoseksualizm sie bierze z natury? Dlaczego w takim
                      > razie slyszy sie o tym, ze w wiezieniach dochodzi statystycznie b. czesto do
                      > stosunkow homoseksualnych, chociaz zdecydowana wiekszosc trafiajacych tam osob
                      > jest hetero?
                      Bo na bezrybiu i rak ryba. Jak zaczniesz przymierać głodem, to z osoby uczciwej
                      staniesz się złodziejem chleba, bo potrzeba jedzenia jest silniejsza niż moralne
                      zachowanie.
                      • triss_merigold6 Re: ciężkie życie apostatki ;) 03.09.09, 19:50
                        Albo inaczej: w więzieniach seks staje się instrumentem służącym do
                        ustalania hierarchii.
                        • frisky2 Re: ciężkie życie apostatki ;) 04.09.09, 17:20
                          Czytalem jeszcze za komuny w jakims Na przelaj, (nie w Naszym Dzienniku), albo
                          innym quasi mlodziezowym pismie historie chlopaka, ktory najpierw sie
                          prostytuowal za pieniadze z gejami, choc nie byl gejem, a potem tak mu sie
                          psychika przestawila, ze juz chcial tylko z facetami. Ot taki przyklad. Ponoc sa
                          tez gabinety psychologiczne, w ktorych zmieniaja gejom orientacje na hetero.
                          • wieczna-gosia Re: ciężkie życie apostatki ;) 04.09.09, 17:54
                            a jak ktos jest hetero a chce byc homo to ciekawe czy tez zmieniaja.....
          • babcia47 Re: ciężkie życie apostatki ;) 03.09.09, 13:10
            Ty się tak nie ciesz, napisz lepiej co tam u Twojego "potomstwa"? smile
            • morgen_stern Re: ciężkie życie apostatki ;) 03.09.09, 13:13
              Rośnie i rojbruje smile a poza tym szcza i sra na potęgę i żre i walczy ze sobą nawzajem i bawi się papierkami i galopuje po mieszkaniu głośno tupiąc i włazi mi na głowę i chyba niczego nie pominęłam smile
              • babcia47 Re: ciężkie życie apostatki ;) 03.09.09, 13:48
                smile) to masz z nimi trzy światy i sto pociech..
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka