Gość: ARTUR
IP: 212.244.184.*
05.04.02, 16:00
Może i nie jestem całkiem tak normalny, a przynajmniej jestem gość niebanalny.
Piszę często banialuki i mam pewnie w wykształceniu luki.
Bywa, iż jak kiepski błazen w podupadłym cyrku żongluję słowami, już stara
baba, co na jarmarku handluje jajami, więcej pożytku przynosi i się ze swoją
głupotą jak ja nie obnosi. Filozofia moja wątpliwej jest próby, uprawiana przez
szaleńca, którego umysł ukojenia nie zazna, dopóki nie zrobi z siebie
kompletnego błazna. Zabawia się w grę słów ten stary satyr, w grę której forma
raczej jest średnia, a treść równa się zero. Już lepszym filozofem na pewno był
Neron. Wyrażam opinie płytkie i kalekie tak bardzo od doskonałości dalekie.
Okryty płaszczem utkanym z sofizmatów w głowie mojej powstaje wiele
takich „filozoficznych” traktatów, których tematem jest przelewanie z pustego w
próżne. Staję na głowie i opowiadam przy tym wierutne bzdury różne, które
prawdziwi filozofowie baliby się nawet przelać na papier, by nie straszyć
dzieci i by nie gorszyć publiki, takie są niestety mej żałosnej „publicystyki”
rezultaty i wyniki. Zresztą cała ona bazuje wyłącznie na wyświechtanych
frazesach, żenujących komunałach i jeszcze gorszych od nich banałach. Od czasu
do czasu nietrafiona puenta, która zasługuje tylko na to, by być wyśmianą lub
najlepiej – litościwym milczeniem pominięta. Dowcip, która z rzadka mi się
zdarza, ma kabotyńskie podłoże, więc w chwilowym przypływie świadomości
stwierdzam, że mnie samemu już nawet i psychiatra chyba nie pomoże. Choć
wkrótce się do niego po poradę zwrócę pewnie, może on jeden przynajmniej o
mej „twórczości” wypowie się pochlebnie.