Mój też chce odejść

28.05.04, 13:50
Witajcie
Siedzę i czytam te forum od kilku miesięcy,ponieważ od pewnego czasu źle się
dzieje w moim małżeństwie.Od kilku miesięcy słyszę "nie kocham cię",chcę
odejść,męczę się z Tobą,nie jestem szcześliwy" etc.
Od kilku miesięcy upokarzam sie i proszę żeby nie odchodził,żeby dał mi? nam
szansę,żeby nie niszczył rodziny (dwoje małych dzieci).Początkowo myslałam ze
jest inna kobieta,on twierdzi że nie,że dopiero będzie chciał kogoś
poznać,nie wiem może się łudzę ale o potencjalnej rywalce nie myślę.
Czytając Wasze posty,myślałam Boże,jakie One maja straszne przeżycia,ja
jeszcze nie mam tak żle ,bzdura.
Od kilku miesięcy reanimuję trupa, nasza miłośc, a moze jego. Zeby nie było
za bardzo różowo,mój mąż ma jeszcze problem alkoholowy. Codziennie widzę jego
obojętność, codziennie widzę jego upitego do nieprzytomności……… i dalej
proszę żeby nie odchodził,żeby się nie wyprowadzał.Dlaczego?, dlaczego tak
się zachowuję ze strachu?,z miłości? Chyba to drugie. Spytałam się dlaczego
nie podaje o rozwód,powiedział,ze ma świadomośc jak złoży pozew to go już nie
wycofa,a tak daje jeszcze sobie cień nadziei ze może za nami satęskni.
Ja tego cienia się uczepiłam jak tonący brzytwy.Pytanie do Was dziewczyny,
czy pozwolić mu się wyprowadzić ,umierać ze strachu ze nie wróci,czy tkwić w
tej sytuacji,odpowiedź wydaje się oczywista, ale nie dla mnie.
Pozdrawiam .Kasia
    • carri Re: Mój też chce odejść 28.05.04, 14:48
      Moze sie myle (oby), ale wg mnie to traktuje Ci ponizej wszelkiej krytyki. Daje
      Ci nadzieje, ale od kilku miesiecy nic sie nie zmienia. Do tego problem
      alkoholu... Wiem, ze jak sie kocha, to wiele mozna przebaczyc, zwlaszcza dla
      dobra rodziny, ale dla tego samego dobra powinnas wziasc sie w garsc i przestac
      pozwalac na to, zeby on Toba pomiatal. Twoje plaszczenie sie nic nie da, bo
      wie, ze moze Cie miec w kazdej chwili na najmniejsze skinienie. Uwierz mi, po
      paru miesiacach, gdy staniesz na nogi zobaczysz, ze sa na swiecie inni faceci,
      a zycie bez niego nie jest takie straszne. Moze nawet lepsze. Duuuzo sily i
      powodzenia!
    • isia_21 Re: Mój też chce odejść 28.05.04, 14:48
      Kasiu,
      to strach nie pozwala Ci przerwać tej reanimacji. Kobieto pomyśl o sobie, o
      swoim życiu o swoich dzieciach. Nie potepiam Ciebie - broń Boze - bo sama też
      reanimowałam martwe uczucie mojego już byłego męża do mnie. Tez upokorzyłam się
      dla tzw. rodziny. To juz mam za sobą. Kasiu Ty już jesteś sama. On jest tylko
      obecny ciałem w waszym domu, w waszym życiu. Was jako związku już nie ma. i
      dopiero jak to sobie uswiadomisz może podejmiesz właściwą decyzję o rozstaniu.
      Wierzę , że będzie lepiej tylko uwierz w siebie. przecież Ty też masz jedno
      życie i Twoje dzieci też mają jedno życie. On chce być szczęśliwy - ok, ale ty
      też masz prawo do szczęścia. nie bój się. Otwórz się, wywal to co w sobie
      dusisz.Jest na tym forum kobieta która strasznie szanuję - to Chalsia - i wiem,
      że na 100 % poradziłaby Ci pójść do terapeuty. Jezżeli możesz zrób to. Jeżeli
      boisz się to chociaż nazwij pewne rzezcy po imieniu przed kimś innym (ale
      bliskim i zaufanym). Wywal to wszystko co Ciebie zżera od środka. i nie bój
      się. Pozdrawiam Ciebie bardzo mocno. Isia
      • cheddar Re: Mój też chce odejść 28.05.04, 23:30
        Chyba większym problemem jest ten alkohol. To jest wróg nr 1 i od tego należy
        albo uciec, albo coś z tym zrobić. A jak nie ma miłości to chyba ciężko będzie
        coś zrobić. Droga do trzeźwości jest ciężka, czasem długa i wymaga chęci jej
        podjęcia. Mam nadzieję, że nie chodzi Ci o to "niechby nawet pił, ale był", bo
        to nie jest życie, tym bardziej jeśli są dzieci (wierz mi, wiem, co mówię, ja
        jestem takim dzieckiem). Jak zapewne wiesz, z alkoholem można wygrać, ale jeśli
        nie ma między Wami więzi to wątpię czy się uda. Dlatego rób to co dla Ciebie
        jest dobre, a z Twojego opisu wygląda, że lepiej dla Ciebie i dzieci, żeby
        jednak sobie poszedł. Uwierz mi, że czas leczy rany. Czytałam gdzieś, że
        najtrudniej jest zakończyć związek, w którym ponieśliśmy fiasko, bo potrzeba
        udowodnienia, że jednak potrafimy, nie pozwala nam odpuścić. Drugie co
        czytałam, to że ofiary dlatego tak długo trwają w niedobrych związkach, że są
        uzależnione od tych dobrych chwil, które następują po burzach. Niby banały, ale
        jak w każdym banale, jest dużo życiowej prawdy. Moja mama dużo by mi
        zaoszczędziła, gdyby tak bardzo nie kochała mojego ojca. Ostatnio nawet jej to
        wypomniałam, bo mam wiele wspomnień nawet z okresu gdy miałam 2-3 lata -
        naprawdę. Bo te wspomnienia są "mocne".
        • chalsia Re: Mój też chce odejść 29.05.04, 01:47
          > Czytałam gdzieś, że
          > najtrudniej jest zakończyć związek, w którym ponieśliśmy fiasko, bo potrzeba
          > udowodnienia, że jednak potrafimy, nie pozwala nam odpuścić.

          To bardzo prawdziwe i mądre stwierdzenie. Tak sobie o nim myślałam i myślałam
          jednak doszłam do wniosku, ze jest tylko prawdziwe. Bo czy ktoś kończy związek,
          w którym NIE poniesliśmy fiaska ????????

          Pozdrawiam,
          Chalsia
    • iziula1 Re: Mój też chce odejść 28.05.04, 23:49
      Mysle Kokilki,ze powinnaś poszukać pomocy w poradni AA.Jesteś osoba
      współuzależniona.Tak jest zawsze,gdy ktos najbliższy w domu pije.Może dlatego
      nie potrafisz powiedzieć dość.Te ciągłe oczekiwanie na cud, który nie
      nadchodzi,to szukanie najmniejszych oznak,że może to jednak nie koniec,może mu
      zależy.
      To przykre co powiem ale Twemu małżonkowi w tej chwili zależy tylko na
      piciu.Jesli jest z toba to tylko po to by miec większy komfort picia.On zawsze
      znajdzie powód by sięgnąc po alkohol.
      Pozwól mu odejśc,odzyskaj wiare w siebie i nie czekaj na jego powrót.Masz
      dzieci żyj dla nich.
      Pozdrawiam.
Pełna wersja