majer555
16.11.11, 22:17
Chciałam się podzielić pewnym przeżyciem. Otóż po wielu latach (może zbyt wielu) zdecydowałam się wreszcie złożyć powództwo o ustalenie ojcostwa. Zaskoczyło mnie to, że ex nie odpowiedział na moje "cześć". Opowiadam o tym koleżance, bezdzietnej i niezamężnej - to prawda, ale czy naprawdę zdarzenie, które relacjonuję wymaga głębi empatii - no i ona mówi: "Pewnie ma żal do ciebie, że go pozwałaś". Byłam tak zaskoczona, że nie uświadomiłam sobie w pierwszej chwili co jej słowa znaczą.
A teraz jestem w... na.
Pierwsze co jej przychodzi do głowy to to, że on ma żal. No ja was proszę.....
Rozmawiam o tym samym z drugą kumpelą. Ta z kolei wychowuje sama syna, o alimenty i ustalenie ojcostwa postanowiła się nie starać z jakichś dla niej oczywistych przyczyn. Jej reakcja taka sama: "widać ma żal." Przy czym nie są to jakieś ukryte fanki byłego, znały go przelotnie z widzenia, z zawirowań w związku nie zwierzałam się im ani ja ani on.
Ja nie rozumiem, dlaczego pierwsze co się nasuwa ludziom na myśl kiedy dowiadują się, że po wielu (ok. 8) latach kobieta decyduje się ustalić kto ma jakieś obowiązki, to słyszy, i to od innych kobiet, że on może mieć "żal". Wprawdzie badania genetyczne już poszły - pan tak sobie zażyczył - i wynik wyszedł jednoznaczny - ale może uda mi się jeszcze odkręcić sprawę, kurczę, nie chcę żeby ktoś miał do mnie "żal". Co sądzicie?