Dodaj do ulubionych

Oswajamy lęki

27.06.12, 23:46
Czego się boicie/lękacie?

Podobno lęk jest nienazwany, a strach - to czego się boimy - możemy nazwać.

Kiedy zostałam sama, od razu bałam się:
- że jak będę wyrzucała w nocy śmieci to klucze wpadną mi do śmietnika i nie będę mogła wrócić do domu, w którym śpi mała;
- że ktoś mnie zaatakuje, gdy pójdę w nocy po wodę (W-wa, XXIwiek... oligocenkę=);
- że wpadnę pod samochód gdy będę wyciągać zakupy z auta.

Od zawsze do teraz: że coś mi się stanie gdy będę sama w domu z małą.
Że się uduszę. Duszności mam z lęku.

A lęk? Chyba chodzi o bliżej nieokreśloną przyszłość. O brak planu, wiedzy, bo plany poszły się ganiać. Jest improwizacja i w tej improwizacji jedyne co mogę to oswoić ten lęk poprzez pozytywne myślenie, które nigdy nie było moją mocną stroną. Że jest dobrze teraz (bo... jest) i jakoś będzie dobrze później.
Obserwuj wątek
    • lilith76 Re: Oswajamy lęki 28.06.12, 10:15
      Myślałam, że tylko ja jestem taka dziwna. Ale kiedyś przeczytałam wywiad z Joanną Racewicz (trochę po tym jak została wdową z dwulatkiem) i ona miała podobnie.

      Mam tylko jeden strach. Coś mi się stanie (zawał, zakrztuszenie, poślizgnięcie), gdy jestem zamknięta w mieszkaniu z dzieckiem i mała umiera z pragnienia i głodu. A po jakimś czasie znajdują nas obie martwe smile
      Apogeum było, gdy córka była niemowlęciem unieruchomionym w jednym miejscu. Do tego stopnia, że byłam gotowa umówić się z kimś na codzienny telefon, by mógł interweniować w razie milczenia. Ale wstyd mi było smile
      Teraz jest trochę lepiej. Sprawdzam jaki jest dostęp do wody i jedzenia dla dziecka i się uspokajam smile
      • danaide Re: Oswajamy lęki 28.06.12, 11:05
        Nie wiem czy rzeczywiście to powiedziałam czy to tylko moje wyobrażenie. Mam sąsiadów z góry, małżeństwo z czwórką dzieci, pomocy właściwie mi nie udzielają lub nie chcieli się narzucać; w gruncie rzeczy zarabiałam w życiu na opinię niezłego świra - i CHYBA im kiedyś rzuciłam coś w stylu: Mam nadzieję, że jak mała będzie bardzo długo i głośno się darła, to ktoś zareaguje.

        Nie chciałam (chciałam, ale odpuściłam) zakładać kolejnego wątku a propos ostatnich wydarzeń z tragicznym udziałem małych dzieci, ale u źródeł mojego lęku leżała też z jednej strony moja nieumiejętność proszenia o pomoc, z drugiej - świadomość, w jakim DYSKRETNYM społeczeństwie żyjemy. Kiedy puszczały mi nerwy i wściekałam się na małą i krzyczałam, a potem ona płakała, bolało mnie wszystko, także to, że miałam wrażenie, że właściwie poza mną, babcią daleko (i ojcem, który jak mała mówi, "tata jest, daleko daleko, ale jest") ona nikogo nie obchodzi, że żyjemy w próżni. Chyba byłoby mi łatwiej gdyby jakiś sąsiad przyszedł i przynajmniej na mnie nakrzyczał.

        __
        "Wasz ojciec miał tam wypadek; pani McGregor zrobiła z niego pasztet."
        B. Potter "Piotruś Królik"
        • ma_niusia Re: Oswajamy lęki 28.06.12, 11:51
          Ja jestem raczej taka praktyczna, ale przewidująca. Jakichś specjalnych lęków u siebie nie zauważam. Jedyne o co się boję, to co się stanie z dzieckiem jeśli:
          1) w drodze powrotnej z pracy zginę w wypadku/trafię do szpitala itp. (kto go odbierze ze złobka i co z nim będzie?)
          2) jak jesteśmy sami w domu i cokolwiek mi sie stanie (miewam problemy z sercem i duszności - jestem alergiczką) - co będzie z dzieckiem?
          Podeszłam praktycznie i podjęłam działania:
          - mam regularny telefoniczny kontakt z moimi rodzicami (mieszkają daleko ale jesteśmy w stalym kontakcie), jak nie zadzwonię do taty z rana a do mamy wieczorem to sami dzwonią sprawdzić co się dzieje
          - w żłobku mają listę telefonów do połowy bliskiej rodziny i w razie czegokolwiek mają do nich dzwonić
          - ponieważ zamek w drzwiach w domu otwiera się potwornie ciężko (i dobrze, bo by midziecko bez przerwy wyłaziło z domu, już to sprawdziłam wcześniej), uczę syna na razie czysto teoretycznie reagować w trudnych sytuacjach; uczę go - na razie bezskutecznie - zadzwonić po pomoc (ale umie odebrać telefon więc jak coś mi się stanie i babcia zadzwoni kontrolnie to da radę!); syn sam się obsługuje, picie, jedzenie, toaleta więc da sobie radę, jedynie nie wiem jak psychicznie i emocjonalnie by zniósł jakbym leżała zdechła - na szczęście mamy kontaktowych fajnych sąsiadów (pod nami i nad nami) więc w razie czego jakby się bardzo wydzierał to by zareagowali (mam nadzieje).

          Więcej grzechów nie pamiętam wink
    • gosiamamaeryka1 Re: Oswajamy lęki 28.06.12, 16:56
      Ja się bałam, że w przypadku mojego odejścia dziecko będzie musiało iść do bio. Powiedzmy że się już tego nie boję, bo jest starsze, wyrazi swoje zdanie, no i raczej byłaby bijatyka, kto nim ma się zająć, nbo za dużo osób chętnych byłoby. ALe że ja nigdzie się nie wybieram, więc to raczej nigdy nie nadejdzie smile
      • miaowi Re: Oswajamy lęki 28.06.12, 19:13
        O, no też się tego boję.
        A poza tym bardzo się boję, że stracę pracę i w wyniku (odpukać, odpluć) uwarunkowań zdrowotnych nie będę mogła znaleźć nowej. I nas nie utrzymam.
        • kasia111177 Re: Oswajamy lęki 29.06.12, 09:25
          Generalnie nie jestem strachliwa.
          Ale boję się, że w razie mojej śmierci dzieci zostałyby rozdzielone, a są ze sobą bardzo zżyte.
    • ciociacesia zombie apokalipsy 29.06.12, 14:30
      wojny
      ataku kosmitów
      rodzielenia z dzieckiem
      ze mnie facet przestanie kochac - ostatnie do przezycia, ale jakos nie chcialabym powtarzac
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka