md0512 30.01.05, 05:04 Cześć !! Opowieść o... dzielnej Anicie (coś do poczytania): kobieta.gazeta.pl/kobieta/1,53302,2479015.html Trzymajcie się. Uszy do góry Odpowiedz Link Zgłoś czytaj wygodnie posty
kropla113 Re: Ku pokrzepieniu serc... :-) 30.01.05, 09:29 PIEKNE. na koncu to sie poplakalam Odpowiedz Link Zgłoś
virtual_moth Re: Ku pokrzepieniu serc... :-) 30.01.05, 13:13 Czy ona taka dzielna, ta Anita? Dzielna to ona byłaby, gdyby sama świadomie wybrała samotne macierzyństwo w imię lepszej sprawy, godności, nadziei na lepsze życie. A to przecież maż ją rzucił jak bezwolną marionetkę. Czy konsekwencję głupoty, zaślepienia, naiwnosci, można nazwać odwagą? Kobieta-cyborg. Dom, obiadki, pranie w rękach, studia, praca, pisanie pracy meżowi. Co jeszcze - nie pamiętam, ale nie mam ochoty tego drugi raz czytać, bo mi się flaki tak zwane wywracają. O co jej chodzi tak w ogóle? Sama się w ten kierat wpędziła, na własne życzenie. Obrzydliwe jest to, ze teraz jak męczenniczka czekająca na medal opisuje publicznie swoje zasługi. "Zobaczcie, jak sie starałam, jaką byłam wspaniała żoną, a on taki drań". Ciekawe czy tak samo chętnie opisywałaby to, gdyby mąż nie odszedł? Czynić z głupoty sztandar? Wspaniała matka, przyjaciel, kochanka. Kucharka, sprzątaczka i kto wie co tam jeszcze. A mąż sukinkot tego nie docenił! No samobójca jakiś? Jestem ciekawa jak wyglądałaby relacja męża Tak, ona była wspaniałą żoną. Uznałem, ze musze od niej odejsć, aby dać jej szansę na ułożenie sobie życia z lepszym ode mnie)) Pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
md0512 Ona go kochała... 30.01.05, 14:07 Cześć !! Masz rację - zawsze trzeba wysłuchać obu stron sporu... Jednakże zachowanie jej męża nie wytrzymuje krytyki. Moim zdaniem zdrada jest zawsze najgorszym z możliwych rozwiązań. Dlaczego nie zdecydował się wystąpić o rozwód, tylko po prostu zwiał? Poza tym jeżeli jest choć trochę prawdy w tej historii, to zachowanie mężusia ma dla mnie znamiona pasożytnictwa... Odpowiedz Link Zgłoś
virtual_moth Re: Ona go kochała... 30.01.05, 14:35 md0512 napisał: > Masz rację - zawsze trzeba wysłuchać obu stron sporu... > Jednakże zachowanie jej męża nie wytrzymuje krytyki. Moim zdaniem zdrada jest > zawsze najgorszym z możliwych rozwiązań. Dlaczego nie zdecydował się wystąpić o > > rozwód, tylko po prostu zwiał? Poza tym jeżeli jest choć trochę prawdy w tej > historii, to zachowanie mężusia ma dla mnie znamiona pasożytnictwa... > Nikt tu nie wybiela męża Anity. Zachował się jak ostatni sk... zdradzajac i porzucając swoje dzieci. Jednak jego wina nie niweluje w żaden sposób winy matki, bo to, ze jest współwinna, nie ulega IMO wątpliwościom. I wszystko byłony klasycznie, "normalnie" (bo porzucający mąż żonę z 3 dzieci to częsty przypadek), gdyby Anita nie robiła z siebie publicznie męczennicy. Chce zadośćuczynienia, częściowego wyrównania krzywd, niech składa pozew o rozwód z winy męża, a nie płacze w mankiet dziennikarce. A ona ze swojej niedbałości czyni zaletę - pisze, że "miała inne rzeczy na głowie" niż bawienie się w rozwód. Znaczy, że JAK ZWYKLE zapracowana była, bo codziennie prać musiała w rękach. Owszem, na wielki plus trzeba jej przypisać to, ze stanęła na nogi i sobie radzi. SAMA. Po co tylko te płacze? A moze to jakas forma oferty matrymonialnej? Bo z tego co widzę, ona potrzebuje zaharowywać się dla faceta i bardzej niż perfumy za 200 zł podnieca ją masochistyczne pranie w rękach Wiele z nas się żali na tym forum na "tych złych i podłych". Nie spotkałam się jednak z tym, aby z głupoty ktokolwiek robił tutaj zaletę. Pozdrawiam Pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
ashan Re: Ona go kochała... 30.01.05, 14:48 virtual_moth napisała: " I wszystko byłony klasycznie, "normalnie" (bo porzucający mąż żonę z 3 dzieci > to częsty przypadek), gdyby Anita nie robiła z siebie publicznie męczennicy. > Chce zadośćuczynienia, częściowego wyrównania krzywd, niech składa pozew o > rozwód z winy męża, a nie płacze w mankiet dziennikarce. A ona ze swojej > niedbałości czyni zaletę - pisze, że "miała inne rzeczy na głowie" niż bawienie się w rozwód. " > > Owszem, na wielki plus trzeba jej przypisać to, ze stanęła na nogi i sobie > radzi. SAMA. " i najśmieszniejsze (?) jest to, że jej mąż może w każdej chwili wyciągnąć rękę po wszystko, do czego doszła własną pracą. Bo jakoś nie jest wspomniane, żeby ta pani znalazła chwilę i przeprowadziła rozdzielność majątkową. Coż. pozdrawiam a. Odpowiedz Link Zgłoś
virtual_moth Re: Ona go kochała... 30.01.05, 14:54 Ashan, bardzo trafne! Czekać aż mężuś wróci i zgarnie połowę majątku. Wtedy dopiero będzie marudzenie Odpowiedz Link Zgłoś
md0512 Re: Ona go kochała... 30.01.05, 16:01 Cześć !! ...wtedy może powstanie rozdział drugi Odpowiedz Link Zgłoś
md0512 Re: Ona go kochała... 30.01.05, 14:53 Cześć !! OK, Przyczyną powstania tego tekstu jest pewnie chęć wzięcia udziału w konkursie GW . Dlaczego pisze tak o sobie w taki sposób? Chyba naturalnym dążeniem większości jest przedstawianie siebie w pozytywnym świetle - zwrócenie uwagi na zalety. Często oczekujemy wsparcia, współczucia czy podziwu... Czy artykuł jest ofertą matrymonialną? Być może... Może ona chce realizować się jako dobra żona... Odpowiedz Link Zgłoś
virtual_moth Re: Ona go kochała... 30.01.05, 14:58 md0512 napisał: > Może ona chce realizować się > > jako dobra żona... Najpierw musi zrozumieć, że bycie dobrą żona nie polega na usługiwaniu panu i władcy... W sumie taki artykuł to pożyteczna rzecz, pokazuje czego nie należy robić będąc żoną Odpowiedz Link Zgłoś
md0512 Opowieść o zaufaniu... 30.01.05, 15:04 Cześć !! Może jest to opowieść o naiwnej istotce, która bezgraniczne zaufała swojemu facetowi, bezgranicznie go kochała, zrezygnowała z siebie... i się na tym zaufaniu nieźle przejechała. Może po tym doświadczeniu zrozumiała... a może nie... Odpowiedz Link Zgłoś
aga19745 Re: Opowieść o zaufaniu... 30.01.05, 15:47 dla mnie zapomniala dodac wielu rzeczy,by sie wyidealizowac-matka polka meczennica.a moze to tylko zanizony system wartosci,brak wiary w siebie ,odciecie od swiata.kazda kobieta sie poswieca ale to jest do przesady,obojetnie w jakiej sytuacji jestem to nie mozna doposcic do takiego ponizania.ta kobieta zyla w innym swiecie,wierzyla w cos co nie istnieje w realnym swiecie-liczyla na medal ze strony meza-tylko jeszcze w zadnej bajce tak nie bylo by go dostala. Mi szkoda jednego dnia na takie poswiecenia -chyba za duzo widzialam.A moze to tylko naiwna kobieta. Odpowiedz Link Zgłoś
md0512 Re: Opowieść o zaufaniu... 30.01.05, 16:00 Cześć !! Można jakieść szczegóły - co widzałaś? To chyba jednak naiwna kobieta, która miała nadzieję właśnie na medal za swoje poświęcenie. Widziałem kilka takich związków. Bardzo krzywdzona kobieta trwa w nim ciągle i prędzej da się pokroić niż przekonać się do zmiany istniejącego stanu rzeczy. Ciągle obowiązuje chyba zasada "lepszy stary wróg niż nowy przyjaciel"... Odpowiedz Link Zgłoś
aga19745 Re: Opowieść o zaufaniu... 30.01.05, 16:07 Czego zycie mnie nauczylo to to drogi poprzedniku ze 80%mezczyzn-nie zasluguje na zadne poswiecenia.W obecnym swiecie trzeba myslec o sobie czy chcesz czy nie bo reszta Cie zadepcze Odpowiedz Link Zgłoś
california_dreaming Ona w ogóle tego konkursu nie powinna była wygrać 30.01.05, 16:08 Jego podtytułem było "Jak zmieniłam swoje życie" a ona sama nic nie zmieniła, to meżuś ja zostawił. Ona nawet nie zmieniła swojej psychiki, nadal czuje sie mała dziewczynką. Jedyne co udało jej sie to spłacic długi meża. A może on nastepne teraz robi aby ona mogła znowu je spłacać/ Matką była fatalną: wolała charować na nieroba niż dawać siebie dzieciom. Możemy sobie tylko wyobrażać jak ona są zaniedbane psychicznie. Ile straconych szans, nierozwiniętych talentów, samotności, niezrozumienia przeżyły. Nauczyła swoje córki negacji samych siebie a syna(ów) że kobieta jest do pracy a facet do zabawy. Potem jej (ex-)synowa będzie odwiedzać to forum i pytać "Skąd się biorą takie kanalie?" Przykazanie boskie jest "miłuj blizniego jak siebie samego" a nie "bardziej" niż siebie samego. "Bardziej" nie jest zgodne z wolą boską. Odpowiedz Link Zgłoś
maminekb Re: Ona w ogóle tego konkursu nie powinna była wy 30.01.05, 23:11 Niestety mam podobne wrażenia. W zasadzie do tego momentu każda z nas mogła opowiedzieć podobną historię. My też umierałyśmy, my również byłyśmy zdzwione i z problemami. Sporo z nas nie raz traciła pracę, wikt etc. Sztuka to wszystko poukładać i znaleźć w sobie siłę, chęci do życia i radości z życia. A tak naprawdę większość z nas jest silna tylko dlatego że nie ma innego wyjścia. Odpowiedz Link Zgłoś