paula595
29.05.06, 23:05
Jestem samotną matką od trzech miesięcy. Od tego czasu kiedy mój mąż
wyprowadził się z domu poprosiłam go o pomoc przy naszym 3-miesięcznym
dziecku tylko dwa razy. Za pierwszym razem gdy poprosiłam go aby pojechał do
mojej pracy i wziął potwierdzenie ubezpieczenia gdyż szłam z synem do lekarza
usłyszałam słowa "zapomniałem". A dzisiaj gdy poprosiłam go o zwolnienie się
z pracy godzinę wcześniej i opiekę w tym czasie nad dzieckiem gdyż muszę
pójść na sprawę do sądu, usłyszałam słowa "nie mogę, mam dużo pracy". W
związku z tym przypomiał mi się zarzut, który usłyszałam od męża, gdy
wyprowadzał się z mieszkania - "jesteś zbyt samodzielna i zaradna".
Powiedzcie mi jak mam nie być samodzielna w takiej sytuacji?
Tylko dwa razy zwróciłam się o pomoc i o dwa razy za dużo. Mój mąż chce
wątyłej, słabej kobietki, dla której byłby jedynym autorytetem, lecz mnie
samą zmusza do bycia niezależną i samodzielną. Powiedzcie czy to nie paradoks?
Tak się zastanawiam czy ojcowie naszych dzieci poczuwają się do jakiś
obowiązków względem dzieci, poza oczywiście obowiązkiem alimentacyjnym.
Przecież chcą być pełnoprawnymi ojcami!