luana4
17.01.07, 15:09
Witajcie!
Wlasciwie to sprawa nie dotyczy mnie, ale po kolei:
....bylo raz malzenstwo, udane, szczesliwe, kochajacych sie bardzo dwoje
ludzi, ktorzy z niewiadomych przyczyn nie mogli miec dzieci. Po kilku latach
prob na swiat przyszla przesliczna, zdrowa dziewczynka, za trzy lata rownie
sliczny chlopczyk i potem jeszcze jedna dziewczynka. Rodzinnej idyli nie bylo
konca. Ludzie przyzwoicie sytuowani, wybudowali wlasny dom, mieli dobra
prace, dzieci rosly, a oni kochali sie tak, ze wiele malzenstw mogloby
pozazdroscic.
Kolezanka zaczela odczuwac jakies dziwne dolegliwosci, na poczatku
bagatelizowala sprawe, a gdy sie okazalo, ze choroba jest powazna (nowotwor
zlosliwy) swiat im sie zawalil. Maz byl zalamany do tego stopnia, ze chwilami
doslownie tracil zmysly i wydawalo sie, ze nie przezyje tego calego koszmaru.
Kolezanka po dlugiej walce o zycie, ciezkiej operacji, chemioterapii powoli
wracala do sil, gdy pan maz znalazl juz ukojenie w ramionach innej kobiety.
Poczatkowo wszystko bylo tajemnica, kolezanka chyba cos podejrzewala, bo
pomimo choroby i oslabienia coraz czesciej siegala po alkohol, ktory
zastepowal jej srodki uspokajajace. Wtedy mogla zasnac i o wszystkim
zapomniec. Maz w domu bywal coraz krocej i coraz zadzej. Pieniedzy na
wspolnym koncie bylo coraz mniej, a dlugi rosly w zastraszajacym tempie.
Wszystko zaczelo sie sypac, dzieci zanoiedbywaly szkole i nauke, niegdys
czysciutki jak przyslowiowe laboratorium dom zaczal przypominac meline.
Kobieta jest teraz w silnej depresji, on sie wyprowadzil bez slowa
wyjasnienia, z dziecmi tez sie nie pozegnal...
Boje sie o nia, chcialabym jej jakos pomoc, ale nie wiem jak. Jest mi
strasznie przykro. Patrze bezradnie na ich cierpienie i po prostu nie wiem
jak pomoc. Moge wczuc sie w jej sytuacje, sama mam 2 dzieci i meza, ale wiem
co bym przezywala, gdyby mnie sie cos podobnego przytrafilo.
Dziewczyny, licze na Was!