Dodaj do ulubionych

1 września. (chyba b. długie)

31.08.07, 23:20
Hej, dziewczyny (i chłopaki).
Białe koszule na sznurach schną?smile Nasza dzieciarnia wraca do szkół,
a wy co? Wypoczęci po wakacjach?
Dawno mnie nie było. Do forumowania, tak jak do wszystkiego, brakuje
mi wytrwałości. Chociaż ostatnio było trochę inaczej. Pisałem Wam,
że szkolni koledzy dręczą mi syna-ośmiolatka. Oczywiście na tle
nieobecności mamy. Bardzo poważnie myślałem wtedy o przeniesieniu go
do szkoły społecznej, bo Mały cierpiał i zaczął się buntować
przeciwko mnie. Miałem też trochę innych kłopotów, za sobą nieudany
związek. Z uwagą przeczytałem wszystkie Wasze komentarze nt. naszej
sytuacji - te pisane w wątku, i te na priv. Dziękuję wszystkim,
którzy mi wtedy doradzali.
Miałem napisać, co zdecydowałem, nie napisałem. Przepraszam za to.
Pojawiam się i znikam. A zdecydowałem, że Jonasz zostanie w swojej
rejonowej podstawówce. To była zła decyzja. W zasadzie tydzień po
tym, jak przestałem przyglądać się szkołom społecznym, wdał się w
pierwszą bójkę. Wtedy byłem zadowolony - chodziło mi przecież o to,
żeby dał sobie radę. Nawet w taki sposób. I rzeczywiście przez jakiś
czas był spokój, już mi się wydawało, że ten łomot oczyścił
sytuację, ale następnym razem wrócił z wybitym zębem - na szczęście
mlecznym. Krótko potem była wywiadówka. Wystąpiłem na forum,
powiedziałem o problemie, rodzice dokuczających chłopców napadli na
mnie, że wychowałem agresywne dziecko - bo to mój Mały za każdym
razem zaczynał - odparłem, że mój syn nie był agresywny, dopóki ich
dzieci nie zaczęły go wyzywać. Ogólnie, awantura i zamieszanie. Mało
konstruktywnych wniosków. W maju było już strasznie. Dziaciaki
zaczęły się go czepiać dosłownie o wszystko - a to, że leworęczny,
że głupie imię ma, że włosy jak dziewczyna, że ojciec go do szkoły
przywozi, a nie sam przychodzi. Kozioł ofiarny. Wszystko to
przetykane okresami, w których wszystko się uspokajało, a ja miałem
wrażenie, że już wyszliśmy na prostą. Nic z tego. Na początku
czerwca wychowawczyni sama zasugerowała, żeby już nie chodził do
szkoły, bo atmosfera jest zbyt napięta. I przypominam - chodzi o
pierwszoklasistów, o siedmio-, ośmioletnie dzieci! Odbiło się to
poważnie na naszych kontaktach. Młody miał jakieś dziwne huśtawki
nastrojów, raz wszystko chciał ze mną robić, innym razem wcale się
nie odzywał albo wszczynał ze mną kłótnie, zarzucał mi, że ja się
wychowywałem w pełnej rodzinie, a on nie. Zaczął przeklinać,
pyskować. Kilka razy uciekł mi w mieście, kilka w supermarkecie -
ile ja się strachu najadałem. Chyba zawsze będę pamiętał, jak
przyszedł do mnie kiedyś wieczorem i poprosił, żebym go ostrzygł na
6 milimetrów. I jak płakał w czasie strzyżenia, ale prosił, żebym
nie przerywał. No, a w czerwcu zamiast do szkoły chodził do pani
psycholog. I bardzo nam to pomogło. I tu wielki ukłon w Waszą
stronę, bo kilka osób od razu radziło mi odwiedziny u terapeuty.
Gdybym poszedł wcześniej, oszczędziłbym Małemu kilku stresów. Nigdy
nie byłem przekonany do takich wynalazków, ale teraz wiem, że warto.
Jeśli ktoś z Was się waha, niech idzie śmiało. Dowiedziałem się
kilku ważnych rzeczy. Mój syn aż do czasu tej afery prawie w ogóle
nie pytał o matkę. Sądziłem, że mu to po prostu niepotrzebne, że na
tyle mu dobrze w naszym układzie, że po prostu nie zaprząta sobie
tym głowy. To była pycha. Dowiedziałem się, że Mały od zawsze
zastanawiał się, jaka jest jego mama, kim jest, ale nie pytał, bo
zauważył, że ja się boję tego tematu. Nie chciał mi robić
przykrości, więc omijał drażliwą sprawę, ale narastał w nim
niepokój. Dlatego m.in. tak źle zniósł sytuację w szkole, dlatego
zaczął się przeciwko mnie buntować. Potem oprócz zwykłego urlopu
udało mi się wziąć jeszcze trzy tygodnie bezpłatnego i wyjechaliśmy
na półtora miesiąca do głuszy. I, odpukać, chyba się odzyskaliśmy.
Siedzenie godzinami z wędką na pomoście sprzyja rozmowom. Tak samo
dom bez telewizora. A zwłaszcza jednopokojowy domsmile Aż wreszcie
padło "Ale ty wiesz, tata, że to nigdy nie było tak na serio, wiesz,
że ja cię kocham najbardziej na świecie". I włosy mu już trochę
odrosłysmile I poczucie bezpieczeństwa chyba też. A w poniedziałek
idzie do nowej szkoły. Oczywiście społecznej. I w czwartki będzie
chodził do pani psycholog. A ja mu właśnie wyprałem mundurek na
wielkie wejście i tak jakoś mi dobrze. Zmęczyło mnie to wszystko,
ale jestem szczęśliwy, że udało nam się wreszcie rozwiązać ten
półroczny ból. I jedno wiem na pewno - będę uciekał, tchórzył,
unikał takich sytuacji, chronił przed nimi moje dziecko. Nie dam go
drugi raz tak skrzywdzić. Jeśli to będzie konieczne, znowu zmieni
szkołę. I nie będę się już wahał, przedłużał, czekał, aż coś się
zmieni. Bo zmienia się tylko na gorsze. I może wychowam tchórza, ale
przynajmniej nie depresyjnego popaprańca. Przed chwilą mój syn się
obudził i szurając bosymi stopami przyczłapał się przytulić. Boże,
jak mi tego brakowało. Jutro sobota, więc mamy mnóstwo planów. I
Wam, samodzielni, udanego weekendu. Dobrze, że można do Was czasem
zajrzeć, łatwiej jest. Ściskam i pozdrawiam. Borys
Obserwuj wątek
    • guderianka Re: 1 września. (chyba b. długie) 01.09.07, 09:27
      dzielny i mądry syn- po tacie wink

      p.s. biała bluzka schnie a ja myślę jak to bedzie. córka idzie do
      1klasy, klasy integracyjnej. Walki na podwórku juz za nami, choc
      nadal czasem zdarzają sie zgrzyty i obce dzieci muszę uczyć
      tolerancji. Wierze że w szkole bedzie inaczej ale wypowiedzi takie
      jak twoja na nowo przypominają mi jak okrutne bywają dzieci ..
      pozdrawiamwink
      • borys.joszko Re: 1 września. (chyba b. długie) 01.09.07, 22:48
        Oj, będzie dużo frajdysmile Pamiętam, jak mój malec się cieszył, kiedy
        poszedł do szkoły. Pierwsze tygodnie to była nieustająca euforiasmile I
        nie ma się co martwić na zapas. Trochę mi przykro, że zasiałem w
        Tobie ziarenko niepokoju. Oby Twoja córka spotkała w tej szkole
        samych przyjaciół. pozdrowienia!smile
        • guderianka Re: 1 września. (chyba b. długie) 02.09.07, 08:08
          spoko wink to ziarno chyba zawsze bedzie we mnie gdzies tkwiło.wink
          póki co mała sie cieszy -jak głupia- pakuje i rozpakowuje, pisze,
          liczy kombinuje hehhewink układa wierszyki i ma wielkie plany
    • mephostophiles Re: 1 września. (chyba b. długie) 01.09.07, 22:05
      to nie ucieczka,
      to nie Ty stchorzyles, to panstwowa szkola przegrala po calej linii:

      >Na początku
      >czerwca wychowawczyni sama zasugerowała, żeby już nie chodził do
      >szkoły, bo atmosfera jest zbyt napięta.

      Smutny obraz ewidentnej porazki szkoly i wychowawczyni. Skoro w
      panstowej szkole nie ma miejsca dla Twojego Jonasza - wrazliwego,
      zdolnego dziecka - to dla kogo jest ?
      Napieta atmosfera ? a co to jest -
      klasa z dziecmi mowiacymi w roznych jezykach narodowych, w sytuacji
      konfliktu etnicznego ?
      W takim razie w drugiej kalsie dzieci zaczna komus dokuczac bo kazdy
      chodzi w czerwonych gumiakach, a jedno przyjdzie w ulewe w zielonych
      na ten przyklad, i znowu bedzie napieta atmosfere.
      Gdyby to bylo w 6 lat pozniej, pierwsza klasa gimnazjum - podczas
      gdy jedne dzieci chodza po lekcjach na korepetycje, basen,
      angielski, francuski itd., - inne zaczela wychowywac ulica,
      wyciagaja komus z auta pierwsze radio, zaczynaja eksperymentowac
      z braunem na klatce schodowej, nikt nie ma na nie wplywu... ale w
      pierwszej klasie szkoly podstawowej nauczycielka nauczania
      poczatkowego, tzw. "Nasza Pani" chyba stanowi autorytet dla swoich
      podopiecznych 7-latkow i nawet jak juz jedno wybije drugiemu zeba na
      przerwie - to costam jest im w stanie przetlumaczyc ??
      pozdrawiam i dzieki za wpis, bo uswiadomil mi ze zgredzialem i moje
      wyobrazenia w tej kwestii sa zupelnie nieadekwatne do rzeczywistosci.
      • borys.joszko Re: 1 września. (chyba b. długie) 01.09.07, 23:02
        A wiesz, co mnie w tym wszystkim najbardzej boli? Że przez siedem
        lat uczyłem mojego syna wrażliwości, empatii i szacunku dla innych -
        jak mi się wydaje, z niezłym rezulatatem. Posłałem dzieciaka do
        szkoły i mi to zdeptali. Został skażony tym wszystkim, czego dla
        niego nie chciałem. Taki pierwszy cios w szczenięcy idealizm. I w
        dodatku to my spasowaliśmy, my ucieliśmy przed nimi. Bo przecież tak
        było. Że szkoła się nie popisała - inna sprawa. Ale de facto, w jego
        oczach, chamstwo i wulgarność wygrały. Dlatego nie zdecydowałem się
        go przenieść w półroczu - żeby nie nauczył się, że ludzie, którzy na
        niego bluzgają, są silniejsi. I co nam z tego przyszło.
        Wiesz, ja chyba też zgredziałem. Bo nie spodziewałem się tych
        kłopotów tak szybko. Wiedziałem, że kiedyś mogą być, że rówieśnicy w
        końcu wytkną mu brak matki. Ale że siedmiolatek o aparycji anioła
        wyzwie moje dziecko od bękartów, to ja w najczarniejszych snach nie
        widziałem.


        • mephostophiles Re: 1 września. (chyba b. długie) 02.09.07, 00:46
          Mowiac, ze przegrales - tak jakbys jednoczesnie zakladal, ze
          chamstwo, wulgarnosc i nietolerancja, z ktorymi zetknelo sie Twoje
          dziecko utworzyly w danych warunkach jakas nowa norme, ktorej
          koniecznie trzeba sie przeciwstawic, zeby wyszlo na to ze to my mamy
          racje. I, nie przecze, ze z Twojej strony tak to wlasnie wygladalo.
          Ale te postawy nie sa norma i nigdy nie beda, dlatego z uporem
          maniaka bede utrzymywal, ze przegrala szkola, przegrali rodzice,
          przegrywaja dzieci ktore nie sa uczone, jak Twoj Jonasz,
          wrazliwosci, empatii - ale przede wszystkim nie sa uczone tego, co
          norma jest - czyli wlasnie szacunku dla drugiego czlowieka, dla jego
          odmiennosci (jakkolwiek slowo "odmiennosc" zupelnie nie chce mi sie
          w tym przypadku przecisnac przez gardlo).
          Bardzo nie chce sie tu silic na jakis teoretyczno - filozoficzne
          rozwazania, zeby odwrocic kota ogonem. Przeciwnie,
          mowie prostymi slowami o czyms co jest proste - relacje w normalnym,
          cywilizowanym swiecie opieraja sie przeciez na wzajemnym szacunku,
          na tolerancji.
          Nie Jonasz bedzie plakal, ze nie potrafi funkcjonowac w tym
          cywilizowanym swiecie, bo on ta umiejetnosc bedzie w sposob
          naturalny posiadal.
          A co do dzieci ktore go przesladowaly, nie otrzymujac zawczasu
          sygnalow, ze takie zachowania sa nie w porzadku - to istnieje
          ryzyko, ze kiedys stana sie pod wieloma wzgledami spolecznie
          niepelnosprawne. Zycie zweryfikuje bledy szkoly i rodzicow.
          No dobrze, ale ktos zapyta - a co jesli w wiekszosci panstwowych
          szkol w Polsce rzeczywistosc wyglada od pierwszej klasy tak, jak w
          bylej szkole Jonasza ? No coz, na takie pytanie pozostaje powtorzyc
          za Zamojskim "Takie beda Rzeczypospolite, jakie ich mlodziezy
          chowanie."
          • borys.joszko Re: 1 września. (chyba b. długie) 02.09.07, 01:31
            Tak naprawdę, to ja nie wiem, jaka jest norma.
            Do zeszłego roku byłem pewien, że normą jest to, czego uczę Jonasza.
            Ale kiedy zaczęła się ta cała afera, uświadomiłem sobie, że z tzw.
            przekrojem społecznym ostatni raz miałem do czynienia w podstawówce.
            Czy były takie sytuacje? Bywały. Być może nie tak ostre, ale i czasy
            były trochę inne. Więc chyba jednak norma. Może jestem teraz
            rozgoryczony, ale tak mi się wydaje. Pamiętam też jak trzy czy
            cztery lata temu wczesnym wieczorem w centrum miasta pewien pan
            zażądał od mojej towarzyszki portfela i telefonu. Ja z tych
            ideologów, więc się postawiłem, a ludzie widząc co się święci, jak
            najszybciej przechodzili na drugą stronę ulicy. Oj, dało mi to do
            myślenia. Tak więc ci, którzy naszych norm nie respektują, poczynają
            sobie pewnie, a my uciekamy. Dokładnie tak jak my uciekliśmy z
            rejonowej podstawówki. W ten sposób pozwalamy im się panoszyć.
            Oczywiście, mój syn będzie od teraz dorastał wśród ludzi, którzy
            respektują te same normy co ja. Ale zdaję sobie sprawę, że są to
            warunki szklarniane. I obawiam się, że nie pozwolę mu być ideologiem
            i będę go uczył, żeby oddał i portfel, i telefon, i na wszelki
            wypadek jeszcze wszystkie pieniądze.
            • galateja Re: 1 września. (chyba b. długie) 04.09.07, 10:24
              Ja nie sadze ze poslanie dzicka do drugiej szkoly to ucieczka. To
              proba ratowania dziecka. I nie wazna kto tu wygal kto przegral wazne
              ze twoje dziecko odzyska spokoj. Wazne to ze ty i synek wiecie ze
              stoicie po wlasciwej stronie. Nie mysl o tym co sobie pomysla o was
              w tamtej szkole to juz nie ma znaczenia. Znaczenie ma to aby twoj
              skarb odnalazl sie w nowej szkole i aby znow byl szczesliwy wedlug
              dzieciecej natury.
              Pozdrawiam i zycze powodzenie.
            • mammaj O wartościach :-) 05.09.07, 00:12
              Cieszę się, że trafiłam na tę dyskusję o wartościach.
              Normą są WARTOŚCI (uczciwość, odpowiedzialność, odwaga,
              samodyscyplina, pokojowość, sprawiedliwość, szczęście, optymizm,
              humor, solidarność, piękno, mądrość - za aut. książki, po którą
              właśnie sięgnełam - szczerze polecam lekturę).
              Nie da się dobrze bez nich żyć. A przecież dobrego życia chcemy dla
              naszych dzieci. Żeby wyrosły na mądrych, szczęśliwych, dobrych
              ludzi, żeby były samodzielne, budowały trwałe realcje. Dlatego warto
              uczyć dzieci wartości; bez nich nigdy tego nie osiągną.
              My startujemy z nauką już od dziś smile)).

              Szacunek dla siebie i innych.
              "I w dodatku to my spasowaliśmy, my ucieliśmy przed nimi".
              Nie uważam, że to ucieczka to własnie ten szacunek - dla siebie.
              Szczerze gratuluję.





              • borys.joszko Re: O wartościach :-) 05.09.07, 23:14
                Nawet trochę mnie podniosły na duchu te zapewnienia, że to nie do
                końca była ucieczkasmile Może jak sobie jeszcze poczytam te komentarze,
                to uwierzęsmile A tak na serio - chyba muszę sprawę jeszcze raz
                przemyśleć. Albo stawiam nam za wysoką poprzeczkę.
          • guderianka Re: 1 września. (chyba b. długie) 02.09.07, 08:10
            mephisto- w sensie globalnym i w wymiarze moralnym w pełni sie z
            tobą zgadzam. to samo tłumaczę mojej corce gdy "wlaczymy z
            wiatrakami"-nietolerancją, chamstwem, agresją na odmienność (córka
            jest niepełnosprawna). Wiemy-że to my wygrywamy-że mamy dobre
            serca,twarde tyłki, że w życiu damy rade ale..czasem dzieciak ma to
            wszystko w głebokim poważaniu bo najważniejsze dla niego jest to co
            odczuwa TU I TERAZ a więc upokrzenie, wstyd, ogromny żal do
            wszystkich crying
    • jane795 Re: 1 września. (chyba b. długie) 03.09.07, 00:47
      Witaj!
      Czytając Twoje posty,zawsze zastanawiam się,gdzie są tacy faceci jak Ty?smile))
      Już ostatnio chciałam napisać kilka słów do Ciebie,po Twoim ostatnim poście a
      dlatego,że moja sytuacja-właściwie mojej córki-była także skomplikowana.Ale ona
      miała i mam nadzieję będzie miała wielkie szczęście do Pedagogów,takich z
      prawdziwego zdarzenia.
      Przede wszystkim jest Mulatką i do tego nadruchliwą i nadpobudliwą. Tak,jak
      przed przedszkolem nie miałam obaw-a było wiele problemów- tak przed jej
      pójściem do szkoły umierałam z niepokoju.Pani psycholog stwierdziła,że do
      rejonowej podstawówki(a tylko taka w mojej sytuacji wchodziła w rachubę)Sylwia
      absolutnie nie może iść(dwie zmiany, bardzo dużo dzieci,hałas itp,itd) tylko do
      integracyjnej.
      Na szczęście nie posłuchałam i udało się.Trafiła na wspaniałą Panią,która nigdy
      nie miała z nią kłopotów!!Sytuacja jak w klasie Twojego syna była dla tej Pani
      nie do pomyślenia!!Zawsze reagowała bardzo szybko na sytuacje konfliktowe w
      klasie.Tłumaczyła,rozmawiała i było super.W klasie cisza,dzieci wspaniale
      pracowały a jak Panią kochały!!
      Dziś-nasze dzieci idą do czwartej klasy-chcą wrócić i na nowo chodzić do
      pierwszej aby tylko być ze swoja Panią.Tak więc pytam,gdzie w klasie Twojego
      synka był "nauczyciel"???Przecież,tak małe dzieci nigdy nie powinny zostać
      same?Doprawdy,trafiliście chyba na "wyjątkową" szkołę i panią.
      A ja znów się boję.Moje dziecko zaczyna 4 klasę,w nowej szkole,każdy nauczyciel
      inny.A dlaczego nowa szkoła?Bo dostała się do szkoły sportowej.Wielki sukces ale
      jakie obawy.....
      Trzymajcie za nas kciuki,oby trafiła na fajną klasę i fajnych nauczycieli...
      Pozdrawiam Ciebie gorąco,mam nadzieję,że napiszesz jak nowa szkoła.
      Bogna mama Sylwii
      • borys.joszko Re: Jane 03.09.07, 18:41
        Witaj. Strasznie Ci zazdroszczę, że trafiłaś na takiego pedagoga.
        Nie zliczę, ile razy rozmawiałem z osobą, która w założeniu miała
        być wychowawczynią klasy mojego syna. Ale z wychowaniem jej
        działania miały niewiele wspólnego. "Ale, proszę pana, co ja mam z
        nimi zrobić?" - pytała, jakbym to ja skończył kursy pedagogiczne.

        Nie wiem, czy Cię to zainteresuje, ale kiedyś trafiłem na blog mamy
        samodzielnie wychowującej córkę-Mulatkę - chyba mniej więcej w wieku
        Twojej córki. Czytałem obszerne fragmenty tego bloga i z tego, co
        pamiętam, jeden jedyny raz pojawiła się informacja, że dziewczynkę
        spotkała jakaś przykrość na tle rasowym. Zresztą szybko ta sytuacja
        została rozwiązana. Autorka bloga opisauje różne sprawy, nie tylko
        wychowanie dziecka, z tego, co widziałem w komentarzach, to bardzo
        otwarta osoba. Gdybyś miała ochotę zajrzeć:
        missbartender.blox.pl
        I jak pierwszy dzień w czwartej klasie?smile
        Mój syn został bardzo ciepło przyjęty. Pani wychowawczyni (i nie
        zawaham się w tym przypadku użyć tego słowa) przedstawiła go
        dzieciakom, każdy z osobna się przedstawił i z nim witał. Widziałem,
        że wzbudził ciekawość - w pozytywnym sensie. W klasie przewaga
        dziewczynek, więc jestem spokojniejszysmile Zobaczymy, co z tego
        będzie. A po rozpoczęciu roku poszliśmy na okropnego, niezdrowego
        hamburgera. Ja chciałem do restauracji, ale syn nie podziela moich
        gustów kulinarnych - mam nadzieję, że tylko na razie - a to w końcu
        był jego wielki dzień.
        Pozdrawiam serdecznie.
        • galateja Re: 05.09.07, 10:18


          > I jak pierwszy dzień w czwartej klasie?smile
          > Mój syn został bardzo ciepło przyjęty. Pani wychowawczyni (i nie
          > zawaham się w tym przypadku użyć tego słowa) przedstawiła go
          > dzieciakom, każdy z osobna się przedstawił i z nim witał.
          Widziałem,
          > że wzbudził ciekawość - w pozytywnym sensie. W klasie przewaga
          > dziewczynek, więc jestem spokojniejszysmile Zobaczymy, co z tego
          > będzie. A po rozpoczęciu roku poszliśmy na okropnego, niezdrowego
          > hamburgera. Ja chciałem do restauracji, ale syn nie podziela moich
          > gustów kulinarnych - mam nadzieję, że tylko na razie - a to w
          końcu
          > był jego wielki dzień.
          > Pozdrawiam serdecznie.

          Ciesze sie barzdo ze tak dobrze Wam poszlo. Oby tak dalej.
          A tak nawiasem mowiac moj maly rowiez uwaza ze hamburger to smak
          zwyciestwa.
          Pozdrowionka smile)
    • pmwk Re: 1 września. (chyba b. długie) 03.09.07, 09:35

      a tak z ciekawości - gdzie jest mama Młodego? Czy On czasem Ją
      widzi? Czy ona ma jakieś problemy ze sobą, że Mały jest z Tobą? Bo
      to rzeczywiście problem dla dziecka.

      Trzymam kciuki, żeby w szkole było wszystk dobrze!! Ucałowania dla
      Was chłopaków!!
      • borys.joszko Re: 1 września. (chyba b. długie) 03.09.07, 19:01
        pmwk napisała:
        > a tak z ciekawości - gdzie jest mama Młodego? Czy On czasem Ją
        > widzi? Czy ona ma jakieś problemy ze sobą, że Mały jest z Tobą? Bo
        > to rzeczywiście problem dla dziecka.

        Gdzie jest? Nie wiem. Wieść gminna niesie, że wyjechała za granicę i
        że założyła tam rodzinę. Chciałem napisać "nową rodzinę", ale my
        nigdy nie tworzyliśmy rodziny. Mały swojej matki nie zna, od
        początku jest ze mną.

        > Czy ona ma jakieś problemy ze sobą, że Mały jest z Tobą?
        smile Uśmiechnąłem się, czytając to zdanie. Ale cóż, tak to przecież
        wygląda w naszym krajusmile
        Ma pewnie nie większe problemy ze sobą, niż ojcowie, którzy
        porzucają swoje nowo narodzone dzieci.
    • jane795 Re: 1 września. (chyba b. długie) 05.09.07, 23:57
      Witaj ponownie Borys!
      Dziękuję za odpowiedz i podanie bloga zaraz tam zajrzę.Pozdrawiam
      gorąco,wrześniowo.Ja podobnie jak Ty,jestem bardzo zadowolona po rozpoczęciu
      roku.Chyba jednak Sylwii szczęście do pedagogów działa dalej,bo trafiła na fajną
      Panią i klasę chyba też.Na razie żali się na jedną dziewczynkę,która nazywa ją
      czekolada(czego bardzo nie lubi)ale reaguje spokojnie-co w jej przypadku jest
      sukcesem,kiedyś od razu dotkliwie biła w takich sytuacjach.Widać,że powoli
      dojrzewa.Napisałam jej plan w piórniku,patrzy tam i jakoś trafia na kolejne
      lekcje i na razie nie zapomniała także pójść na obiad.Może niektórym z Was wyda
      sie to śmieszne,że z tego się cieszę ale w jej przypadku to sukces.
      Być może prawdą jest,to,co niektórzy mi mówili,że kiedy będzie musiała sama być
      za siebie odpowiedzialna to się zmieni i wydorośleje.
      Szkoła jej się podoba z niecierpliwością oczekuje basenu i treningów.
      Cieszę się strasznie,że Twój synek tym razem trafił dobrze.Oby tak dalej.Może
      teraz trafi na prawdziwego pedagoga i może tak jak moja Sylwia nie będzie lubił
      wakacji,bo nie ma szkoły?Życzę tego Wam obu z całego serca.
      A wiesz,co do Twojego Borys pierwszego listu...tak myślę o tych agresywnych
      dzieciach i ich rodzicach.Potem widzimy taką mamusię lub tatusia w mediach jak
      mówią,mój synek tego nie zrobił bo to takie grzeczne dziecko.Oby zrozumieli
      zawczasu chociaż nie sądzę.
      W jakim świecie żyjemy,że można dręczyć kolegę,za brak matki??Czy taką podłość
      mogli wymyślic sami?Czy też komentarze usłyszeli w domu?Wiesz Borys,im więcej
      myślę o tej sytuacji,tym bardziej mnie ona oburza.Myślę,że nawet gdyby Sylwii
      wprost wygłoszono rasistowski komentarz to byłoby to mniej podłe jak to,co
      spotkało Twojego synka.
      A to,co myślę o dawczyni jajka i macicy Twojego synka nie mogę tutaj
      napisać.Powiem tylko tak,jak mówi mój kolega z pracy: oby ją biegunka spotkała i
      trzymała 33 dni!!
      Pozdrawiam Cię gorąco i czekam na dalsze relacje z roku szkolnego...
      • ada_zie Re: 1 września. (chyba b. długie) 07.09.07, 12:16
        Witam,
        zapamietałam Twoją historię i czytam wszystkie Twoje posty.
        Dołączam do grupy ludzi z sieci trzymających za Was kciuki!!
        Nie wiem czym to spowodowane ale po lekturze tego co piszesz wracam do domu i
        bardziej kocham i doceniam swojego męża - przynajmniej przez jakiś czas wink))
        Chyba dociera do mnie, że faceci potrafią być wspaniali i ja na takiego trafiłam.
    • lacido Re: 1 września. (chyba b. długie) 07.09.07, 23:59
      dobrze, żę w końcu wróciłam na forum SM, spodziewam się podobnych "akcji" ale
      dopiero za parę lat, rzeczywiście , człowiekowi się wydaje ze jak sie stara i
      robi wszystko to uda się zastąpić drugiego rodzica a tu niestety.Czasem rozmowy
      nic nie dają i trzeba szukać pomocy u innych.
      Musze przyznać ze trochę mnie to przestrzaszyło, bójki i wyzwiska.
      Szkoda, żę wychowawczyni nie potrafiła odpowiednio zareagować, w sumie dużo
      mogła zrobić.
      CIesze się ze się Wam ułozyło

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka