Hej, dziewczyny (i chłopaki).
Białe koszule na sznurach schną?

Nasza dzieciarnia wraca do szkół,
a wy co? Wypoczęci po wakacjach?
Dawno mnie nie było. Do forumowania, tak jak do wszystkiego, brakuje
mi wytrwałości. Chociaż ostatnio było trochę inaczej. Pisałem Wam,
że szkolni koledzy dręczą mi syna-ośmiolatka. Oczywiście na tle
nieobecności mamy. Bardzo poważnie myślałem wtedy o przeniesieniu go
do szkoły społecznej, bo Mały cierpiał i zaczął się buntować
przeciwko mnie. Miałem też trochę innych kłopotów, za sobą nieudany
związek. Z uwagą przeczytałem wszystkie Wasze komentarze nt. naszej
sytuacji - te pisane w wątku, i te na priv. Dziękuję wszystkim,
którzy mi wtedy doradzali.
Miałem napisać, co zdecydowałem, nie napisałem. Przepraszam za to.
Pojawiam się i znikam. A zdecydowałem, że Jonasz zostanie w swojej
rejonowej podstawówce. To była zła decyzja. W zasadzie tydzień po
tym, jak przestałem przyglądać się szkołom społecznym, wdał się w
pierwszą bójkę. Wtedy byłem zadowolony - chodziło mi przecież o to,
żeby dał sobie radę. Nawet w taki sposób. I rzeczywiście przez jakiś
czas był spokój, już mi się wydawało, że ten łomot oczyścił
sytuację, ale następnym razem wrócił z wybitym zębem - na szczęście
mlecznym. Krótko potem była wywiadówka. Wystąpiłem na forum,
powiedziałem o problemie, rodzice dokuczających chłopców napadli na
mnie, że wychowałem agresywne dziecko - bo to mój Mały za każdym
razem zaczynał - odparłem, że mój syn nie był agresywny, dopóki ich
dzieci nie zaczęły go wyzywać. Ogólnie, awantura i zamieszanie. Mało
konstruktywnych wniosków. W maju było już strasznie. Dziaciaki
zaczęły się go czepiać dosłownie o wszystko - a to, że leworęczny,
że głupie imię ma, że włosy jak dziewczyna, że ojciec go do szkoły
przywozi, a nie sam przychodzi. Kozioł ofiarny. Wszystko to
przetykane okresami, w których wszystko się uspokajało, a ja miałem
wrażenie, że już wyszliśmy na prostą. Nic z tego. Na początku
czerwca wychowawczyni sama zasugerowała, żeby już nie chodził do
szkoły, bo atmosfera jest zbyt napięta. I przypominam - chodzi o
pierwszoklasistów, o siedmio-, ośmioletnie dzieci! Odbiło się to
poważnie na naszych kontaktach. Młody miał jakieś dziwne huśtawki
nastrojów, raz wszystko chciał ze mną robić, innym razem wcale się
nie odzywał albo wszczynał ze mną kłótnie, zarzucał mi, że ja się
wychowywałem w pełnej rodzinie, a on nie. Zaczął przeklinać,
pyskować. Kilka razy uciekł mi w mieście, kilka w supermarkecie -
ile ja się strachu najadałem. Chyba zawsze będę pamiętał, jak
przyszedł do mnie kiedyś wieczorem i poprosił, żebym go ostrzygł na
6 milimetrów. I jak płakał w czasie strzyżenia, ale prosił, żebym
nie przerywał. No, a w czerwcu zamiast do szkoły chodził do pani
psycholog. I bardzo nam to pomogło. I tu wielki ukłon w Waszą
stronę, bo kilka osób od razu radziło mi odwiedziny u terapeuty.
Gdybym poszedł wcześniej, oszczędziłbym Małemu kilku stresów. Nigdy
nie byłem przekonany do takich wynalazków, ale teraz wiem, że warto.
Jeśli ktoś z Was się waha, niech idzie śmiało. Dowiedziałem się
kilku ważnych rzeczy. Mój syn aż do czasu tej afery prawie w ogóle
nie pytał o matkę. Sądziłem, że mu to po prostu niepotrzebne, że na
tyle mu dobrze w naszym układzie, że po prostu nie zaprząta sobie
tym głowy. To była pycha. Dowiedziałem się, że Mały od zawsze
zastanawiał się, jaka jest jego mama, kim jest, ale nie pytał, bo
zauważył, że ja się boję tego tematu. Nie chciał mi robić
przykrości, więc omijał drażliwą sprawę, ale narastał w nim
niepokój. Dlatego m.in. tak źle zniósł sytuację w szkole, dlatego
zaczął się przeciwko mnie buntować. Potem oprócz zwykłego urlopu
udało mi się wziąć jeszcze trzy tygodnie bezpłatnego i wyjechaliśmy
na półtora miesiąca do głuszy. I, odpukać, chyba się odzyskaliśmy.
Siedzenie godzinami z wędką na pomoście sprzyja rozmowom. Tak samo
dom bez telewizora. A zwłaszcza jednopokojowy dom

Aż wreszcie
padło "Ale ty wiesz, tata, że to nigdy nie było tak na serio, wiesz,
że ja cię kocham najbardziej na świecie". I włosy mu już trochę
odrosły

I poczucie bezpieczeństwa chyba też. A w poniedziałek
idzie do nowej szkoły. Oczywiście społecznej. I w czwartki będzie
chodził do pani psycholog. A ja mu właśnie wyprałem mundurek na
wielkie wejście i tak jakoś mi dobrze. Zmęczyło mnie to wszystko,
ale jestem szczęśliwy, że udało nam się wreszcie rozwiązać ten
półroczny ból. I jedno wiem na pewno - będę uciekał, tchórzył,
unikał takich sytuacji, chronił przed nimi moje dziecko. Nie dam go
drugi raz tak skrzywdzić. Jeśli to będzie konieczne, znowu zmieni
szkołę. I nie będę się już wahał, przedłużał, czekał, aż coś się
zmieni. Bo zmienia się tylko na gorsze. I może wychowam tchórza, ale
przynajmniej nie depresyjnego popaprańca. Przed chwilą mój syn się
obudził i szurając bosymi stopami przyczłapał się przytulić. Boże,
jak mi tego brakowało. Jutro sobota, więc mamy mnóstwo planów. I
Wam, samodzielni, udanego weekendu. Dobrze, że można do Was czasem
zajrzeć, łatwiej jest. Ściskam i pozdrawiam. Borys