alicja_wk
06.07.10, 14:01
Wiem, że podobny wątek pojawił się już jakiś czas temu i przywołał
dośc burzliwą dyskusję. Mimo, iż jest to dość kontrowersyjny temat,
to chciałabym podzielić się z Wami swoją historia wywolaną przez
robale.
Może nawet niektórzy z Was pamiętają moje liczne posty na temat
ciągłych problemów z karmieniem i przyrostami wagi u synka.
Nasza trauma zaczęła się, gdy mały miał zaledwie 3 m-ce, początkowe
problemy z karmieniem objawiające się poprzez prężenie, wyginanie w
mostek, odpychanie od piersi przerodziły się w problem z kupami,
które przez bardzo długi czas były wodniste, zielonkawe i śluzowate
z pasmami krwi. Od tego momentu synek słabo przybierał na wadze. Do
niepokojących objawów doszły jeszcze: nadmierna potliwość ciała i
głowki, bulgotanie, przelewanie w jelitkach, liszajowate zmany przy
łokciach i kolanach, sporadyczne wypryski na twarzy, okresowe bóle
brzuszka, z czasem ogromne zaparcia, które objawiały się tym, że
synek wypróżniał się raz w tygodniu z naszą pomocą przy wielkim
płaczu i bólu, gdzie wydalał z siebie tyle przeraźliwie CUCHNĄCEJ
masy kałowej, co robi czasem dorosły człowiek. POnadto przez kilka
długich miesięcy nie potrafilismy się uporac z cigle zatkanym
noskiem, co było ciągle spychane na karb sezonu grzewczego i suchego
powietrza, tylko, że od dłuższego czasu nie ogrzewamy mieszkania, a
problem nadal jest. Do tego pojawił się jeszcze nadpobudliwość
ruchowa, która postępuje wraz ze zdobywaniem nowych umiejętności.
Synek nawet przez sen cały czas się kręci, do tego stopnia, że
zmienia pozycję o 180 st., dzwiga pupę do góry, przebudza się.
Jednak najbardziej niepokojące z tych wszystkich sygnałów były
bardzo niskie przyrosty masy ciała. Dosłownie widziałam jak moje
dziecko marnieje z miesiąca na miesiąc, jego ciałko robi się wiotkie
i coraz szczuplejsze, co wyraznie widziałam po zapięciach pieluchy i
ubrankach, z których przez długi czas nie wyrastał.
W między czasie przeszliśmy przez sporo badań, bylismy diagnozowani
w szpitalu i renomowanej klinice w kierunku problemów alergicznych i
endokrynologicznych. Wszystkie badania w tym kierunku wyszły ok.
Nieprawidłowe były jedynie próby wątrobowe, zbyt niski poziom żelaza
i niestrawione składniki pokarmowe w kale, które są bardzo częstym
symptomem wskazującym na zajęcie jelita cienkiego przez "obcych",
którzy blokują wchłanianie substancji odżywczych do organizmu.
W koncu dzięki podpowiedziom życzliwych osób z forum, zapoznaniu się
z teorią na ten temat, własnej obserwacji i analizie objawów
jednoznacznie potwierdziło się, iż powodem są właśnie pasożyty.
Nie znam jeszcze wyników badań, ale są one dla mnie konieczne
jedynie w celu zidnetyfikowania tych osobników, a nie dla
potwierdzenia przypuszczen.
Chciałabym jeszcze tylko dodać, iż mimo powszechnej opinii panującej
na temat drogi zakażenia pasożytami, nie jest to jedynie
choroba "brudnych rąk", gdyż jaja i cysty mogą występować zarówno w
kurzu domowym, w powietrzu, u zwierząt, a nawet w wodzie, w której
się myjemy. Ja odkąd pamiętam miałam obsesję na punkcie czystości, a
szczególnie higieny osobistej, więc po narodzinach dziecka dbałm o
to jeszcze bardziej. Do małego nigdy nie podeszłam bez
wcześniejszego umycia rąk, nie pozwalałam też na to innym, choc nie
ukrywam, że goście często pchali się do dziecka z brudnymi łapami
prosto od drzwi. Zanim zdążyłam zareagować, zwykle było juz po
fakcie, ale przewaznie od razu gnałam myć małemu rączki.
Jak widać, na nie wiele się to zdało, bo mimo to mały i tak załapał
to paskudztwo i teraz pewnie bedziemy borykać się z tym przez dlugi
czas.
Cieszę się tylko, że w koncu udało się dojśc przyczyny naszych
problemów, bo tak to pewnie lekaze nadal "leczyli" by małego na
niewiadomo co, a stan dziecka pogarszałby się z każdym dniem.
Dlatego jestem ogromnie wdzięczna tym, którzy poprzez swoje
doświadczenia zechcieli podzielic się nimi ze mną i wskazali
kierunek działania.
Pomimo tego jadu, który niejednokrotnie pojawia się na forach,
cieszę się, że one istnieją, bo lekarze świadomie lub nieświadomie
błądzą po omacku i próbują leczyć skutki, zamiast przyczyn.