Dodaj do ulubionych

co zrobić z psem, doradźcie!!!!!

04.08.04, 11:11
Dziewczyny, mam pewien problem, może Wy mi dorasdzicie jak postąpić, żeby
było humanitarnie i dobrze dla wszystkich. Mój problem dotyczy psa, a
dokładnie suki jamniczki 10 letniej. Zwierzę zawsze było złośliwe i dość
nieposłuszne. Wychowywała się w domu moich rodziców, mieszkała z nami. Kiedy
wyszłam za mąż wzięliśmy ją do siebie. Moi rodzice nie mogli już wytrzymać
ciągle przesikanych mebli(sunia uparła się, że najlepiej będzie jej sikać na
kanapy), i związanego z tym smrodu, rywalizacji o to, kto pierwszy znajdzie
się przy drzwiach, kiedy ktoś puka, jej złośliwości w stosunku do gości, a
szczególnie dzieci. Praktycznie nikt z dzieckiem u nas nie bywał, bo ludzie
się bali. No ale do rzeczy. Szkoda mi było psa, więc wzięłam ją po ślubie do
nas. Tutaj jest jeszcze gorzej. Słuch tylko mojuego męża, bo jego się boi,
dostała od niego parę razy dość mocno, dlatego zachwuje się dość przyzwoicie.
Niestety, to są krótkie chwile, kiedy mąż jest w domu, w zasadzie wieczory.
Kiedy jest ze mną, zachowuje się jak obłąkana. Do tej pory to znosiłam, bo
btyła jedyną istotą poza nami w domu. Pojawiło się dziecko, i pies dostaje
szału. Pokoje mam pozamykane, suka siedzi tylko w kuchni w swoim pudełku.
Sika gdzie i kiedy chce, nie słucha i jest strasznie zazdrosna. Nie
pokazywałam jej jeszcze dziecka, bo boję się agresji. Ja jestem z Adasiem
praktycznie sama całe dnie i nie daję już rady zajmować się jeszcze psem.
Wiadomo, że zwierzę trzeba wyprowadzić na dwór, dać mu jeść, po prostu się
nim zająć. Mój synek z kolei jest dzieckiem bardzo absorbującym, marudnym i
czasem jest tak, że muszę wybirać : albo wychodzę z wściekle ujadającym psem,
albo uciszam i uspakajam płaczące dziecko. Nie chcę dokonywać takich
wyborów!!!! Adaś ma tylko 6 tygodnio. Boję się, że kiedyś zostawię dziecko,
żeby wyjść z psem, i doprowadzę do jakiejś tragedii, bo synek mi się
zakrztusi czy zachłyśnie, a mnie przy nim nie będzie. Ostatnio wyjechaliśmy z
mężem do lekarza i nie domknęłam drzwi do pokoju, w którym śpi dziecko. Po
przyjeździe piesek spał ślicznie na wersalce w pokoju, a na dywanie i
parkiecie były psie odchody (kupy). Przecież to jest strasznie niezdrowe dla
dziecka. Obawiam się, że w takich sytuacjach (niestety często się
powtarzających) moje mieszkanie to siedlisko bakterii. Podobne sceny
zazdrości pojawiają się w nocy. Synek śpi w miarę spokojnie, budzi się raz
czy dwa. Za to, dziś np., do Adasia wstałam raz, a do psa 5 razy. I to żeby
cokolwiek jej było? A to chciała żeby ją przykryć, a to na dwór siku (
nadmieniam, że musiało jej się nie chcieć tak bardzo, bo chodziłam z nią 10
minut zanim się załatwiła), a to dosypać czapi,a czasem po prostu szczekała
dla zasady, żebym wstała i przyszła do kuchni. W dzień swoim szczekaniem, a
nawet bieganiem po domu budzi mi dziecko, które bardzo trudno zasypia, i
budzi się przy lada skrzypnięciu. Mój mąż nie cierpi suki z całego serca,bo
paraliżuje ona normalne życie i powoduje, że Adaś staje się niespokojny i
marudny. Wszyscy radzą mi uśpić sukę, bo takie życie jest do niczego
niepodobne. No właśnie, wszyscy... Tylko nikt nie chce się tego podjąć ani
pomóc w inny sposób. I co ja mam zrobić??? Z jednej strony nie mam już sił
żeby rywalizować z psem, boję się dokonywania wyborów między nim a dzieckiem,
a z drugiej ... miałam tego psa 10 lat. Kurcze, co robić, błagam
odpowiedzcie, co zrobiłybyście w takiej sytuacji??? Od razu zaznaczę że oddać
go nikomu nie oddam, bo to zwierzę kanapowe, nie przyzwyczai się na podwórku,
nie zniesie zmiany właścicieli, będzie tęsknić. Pozdrawiam. Agnieszka.
Obserwuj wątek
    • wana Re: co zrobić z psem, doradźcie!!!!! 04.08.04, 12:00
      Wiesz, trudno mi coś radzić nie widząc tego psa, ale... U mnie było podobnie: W
      naszym domu był 10-cio letni pudel, charakter miał również ciężki. Moja mama
      wróciła do domu ze szpitala przynosząc mnie, to pies wylądował w kuchni i było
      jeszcze gorzej. Wreszcie pediatra KAZAŁA dać psu mnie do powąchania (pod
      kontrolą) i pies "wciągnął mnie do stada" - od tej pory nie byłó mowy o żadnej
      agresji wobec mnie (bo wobec gości się nic nie zmieniło).
      Tyle historia. Ja sama miałam spa i gdyby astma moja nie stałą na przeszkodzie,
      pewnie miałabym znowu. Najgorsze, co można zrobić, to izolować psa od
      domowników - wtedy robi się nieszczęśliwy, zazdrosny, a od tego do agresji jest
      bardzo blisko. Oceń, na ile możesz spróbować zapoznać psa z dzieckiem
      (oczywiście trzymając mocno psa, aby mu nić do głowy nie strzeliło) - prędzej
      czy później i tak się spotkają, a im później, tym gorzej. A nie daj Boże
      raczkujące dziecko wejdzie na posłanie psa...!!! Lepiej Zapoznaj ich ze sobą
      teraz i postaraj się, aby psina zaakceptowała dziecko, bo będziesz miałą
      horror, nie dom w przyszłości.
      Pozdrawiam
      wana
      • ikruck Re: co zrobić z psem, doradźcie!!!!! 04.08.04, 12:09
        Trudna sytuacja, chyba jedyne wyjście to uśpić.
    • wana Re: co zrobić z psem, doradźcie!!!!! 04.08.04, 12:06
      Acha, jeszcze: o bakterie się nie martw, dziecko i tak się z nimi styka. Dodam,
      że wczesny kontakt z sierścią uodparnia na nią i zmniejsza ryzyko alergii, a co
      za tym idzie: astmy. Uśpić? A czym pies sobie zasłużył na wyrok śmierci?
      Zachowaniem zgodnym ze swoją naturą? Wasza w tym głowa, aby poznał dziecko -
      przecież pies nie wie, co to za stworzenie, jak je traktować, wie tylko, że
      przez nie jego sytuacja się zmieniła. W ostateczności oddaj psa w dobre ręce -
      lepsze to niż morderstwo.
      Właściciele są odpowiedzialni za wychowanie psa - to w dużej mierze od Was
      zależy, jaki ten pies jest. Spróbujcoie się z nim dogadać, a jak się nie da,
      poszukajcie mu dobrego domu. Pies wyczuwa niechęć, to potęguje jego
      dezorientację.
      Ufff.... Poradź się może jeszcze kynologa (ja takim nie jestem, poprostu miałąm
      psa, dużo czytałąm na temat psa i posiadam ponad 15-to letnie doświadczenie w
      obcowaniu w czworonogiem ).
      Pozdrawiam i powodzenia
      wana
      • elasz4 Do wany 04.08.04, 12:47
        Mądrze to wszystko napisałaś, nic dodać nic ująć.
        Szkoda tylko, ze ludzie nie rozumieją tego, ze psy tak samo czują jak my i te
        wszystkie negatywne odruchy w stosunku do zwierząt powodują narastanie
        problemu, bo przecież kiedy człowieka się odpycha to on też staje się agresywny
        i po prostu niebezpieczny, ale przyrównywanie psa do człowieka, chociaż tak jak
        i oni jesteśmy zwierzętami spotyka się z potępieniem.
        • wana Re: Do wany 04.08.04, 13:02
          Dzięki za wsparcie, bałam się, że zostanę zaatakowana wink
          A pies, tak jak i każda inna istota ma swoje prawa. Człowiek, jeśli wziął psa,
          jest za niego odpowiedzialny i nie może - gdy coś nie wychodzi - powiedzieć: a
          teraz, Azorku, pójdziemy Cię uśpić.
          Jeśli kłópoty nie ustąpią - znaleźć psu nowy dom, a nie zabijać. Czym jest
          uśpienie? Wydaniem polecenia morderstwa na stworzeniu, nad którym opieki ktoś
          się podjął dobrowolnie.
          Pozdrawiam
          wana
          • elasz4 Re: Do wany 04.08.04, 13:31
            Ja też wychowywałam się z psami, teraz kiedy mieszkam na swoim mamy psa. Ale my
            zawsze nasze psy traktowaliśmy jak domowników, nie chodzi o to żeby psu na
            wszystko pozwalać, ale nie wyobrażam sobie sytuacji kiedy mój pies spałby w
            kuchni, a nie z nami w pokoju. Zawsze u mnie tak było i uważam to za normalne,
            nasz pies ma swoje legowisko w naszym pokoju i nikomu to nie przeszkadza, nie
            ma żadnych ograniczeń wszędzie może przebywać w każdym pomieszczeniu i wie, że
            jest członkiem tej rodziny.
            Psa mieliśmy wcześniej niż dziecko i po urodzeniu małego nikt nie robił szopek
            aby zabraniać psu zobaczenia małego. Odrazu, OPawełek został pokazany Maksowi.
            Pies go obwąchał i praktycznie nie był zainteresowany dzieckiem, za wyjątkiem
            kiedy mały płakał to pierwszy dawał sygnał, ze coś dzeiej się z dzieckiem
            biegnąc do łóżeczka i warując przy nim. Teraz Pawełek ma 15 miesięcy, a Maks to
            jego najlepszy przyjaciel, mały się do niego tuli i po prostu go uwielbia, a
            pies też to lubi bo inaczej obchodziłby dziecko szerokim łukiem.
            Dla mnie najbardziej wzruszające są sceny jak Pawełek stoi obok Maksa (Maks
            jest kundelkiem, ale wielkością zbliżony do wilczura) i wyglądają sobie przez
            okno czy balkon.
            Nie wyobrażam sobie tego, że psa mogłoby nie być.
            A te wszystkie bakterie i zarazki no cóż są mocno przesadzone, ale ja też
            znałam ludzi, którzy kupili sobie rasowego psa (dobermana) i tego wielkiego psa
            trzymali w łazience 2x2 metry żeby im tylko nigdzie nie wchodził, jak ja bym
            mieszkała w takich warunkach to też bym sfiksowała i po prostu kąsała.
            Autorka tego wątku mówi o tym, że żal jej psa, a mąż go nienawidzi, no cóż dla
            mnie osobiście to pies to czuje, że jest niechaciany i może dlatego się
            zachowuje jak się zachowuje.
            Może to złe porównanie, ale znam dziecko, które wie, że nikt go nie kocha nawet
            jego własna matka i wybaczcie ale ten maluch po prostu czasami jest
            niebezpieczny, a swoją agresją i nieposłuszeństwem pokazuje cały swój żal.
            Dlatego więcej racjonalnego podejścia w tych sprawach, zwierzę to nie
            przedmiot, którego można się pozbyć jak się znudzi.
            • milarka Są psy i psy 04.08.04, 14:30
              przede wszystkim z tym psem ktoś popełnił błąd na samym początku, bo co to za
              pies, co sika w domu ??? Albo nie został nauczony, albo nie dało się go
              nauczyć, aczkolwiek to chyba jest w naturze psa, żeby nie załatwiać się w domu.
              Moim zdaniem taki pies jest BARDZO NIEBEZPIECZNY dla małego dziecka, właśnie
              dlatego że się zesika, a dzieciątko sobie w to poraczkuje i co wtedy????
              Dziecko wsadzi w to łapkę i do buzi. Ktoś (chyba Wana) napisał, żeby nie
              przejmować się bakteriami, przy normalnym psie ok, ale trudno nie przejmować
              się dzieckiem mającym kontakt z odchodami.
              Poza tym nie słyszałam jeszcze o psie, do którego trzeba wstawać w nocy -
              owszem, do mojego parę razy w życiu zdarzyło mi się wstać, ale piesek miał
              wtedy biegunkę i trzeba go było wyprowadzić!!! Natomiast, żeby wstawać po to,
              żeby wyprowadzić psa na siku, czy już w ogóle żeby dosypać chapi to jakiś
              ABSURD!!!!
              Wybacz, ale ten piesek chyba nie jest normalny.
              U mnie w rodzinnym domu zawsze był jakiś pies, i też często pieski te nie
              zachowywały się do końca przyzwoicie (np jadły coś ze stołu, albo skakały na
              gości), bo były rozpuszczone, ale nie rozumiem, jak można dopuścić do takiego
              stanu jak u Was.
              Natomiast jeżeli pies normalnie załatwiał się na dworze i nagle już nie umie
              się powstrzymać i leje gdzie popadnie to jest to choroba i wg mnie powód do
              uśpienia.
              • pomocna Re: Są psy i psy 04.08.04, 17:21
                jak to powod do uspienia?a moze choroba pecherza?najpierw trzeba sie udac do
                weterynarza a pozniej dyskutowac!mam nadzieje ze nie masz psa!!!bo co bedzie
                jak np.z powodu ropomacicza zacznie wyciekac mu ropa!zamiast operacji -
                uspienie!!!
                • milarka Re: Są psy i psy 05.08.04, 09:05
                  oczywiście najpierw trzeba iść z psem do weterynarza, może trochę źle się
                  wyraziłam pisząc poprzedni post, ale generalnie chodziło mi o to, że jeżeli
                  sikanie gdzie popadnie wynika z choroby i nie można jej wyleczyć w prosty
                  sposób (bo czasami męczenie 10-letniego psa skomplikowanymi operacjami jest
                  mniej humanitarne niż uśpienie go, choć oczywiście nie dotyczy to wszelkich
                  operacji) to jest to wg mnie powód do uśpienia. Zresztą nie radziłam autorce
                  tematu, żeby sama psa uśpiła, wiadomo, że żeby uśpić psa idzie się do
                  weterynarza no i najpierw weterynarz robi wywiad co psu dolega.
                  No a jeżeli sikanie gdzie popadnie wynika ze złego wychowania to już nie wiem,
                  trzeba by się wziąć za tego psa, przypilnować, jak nasika to przyciągnąć go do
                  tego, pokazać co narobił i sprać (oczywiście bez przesady, 2 klapsy w tyłek).
                  Choć nie wiem, czy to nie trochę za późno, bo piesek ma już 10 lat.
    • pandora_ Re: co zrobić z psem, doradźcie!!!!! 04.08.04, 16:43
      Najpierw do weterynarza, potem do kynologa/trenera. I moze poszukaj dla niej
      innego domu? Szkoda, ze przed przywiezieniem dziecka ze szpitala nie dalas paru
      jego rzeczy do powachania, nie byloby moze tyle strachu.
      Z drugiej strony martwi mne to, ze zdaje sie wychodzisz z psem, zostawiajac
      malego samego w domu? Prosze, napisz, ze zle Cie zrozumialam, kiedy
      pisalas: "Boję się, że kiedyś zostawię dziecko, żeby wyjść z psem, i doprowadzę
      do jakiejś tragedii, bo synek mi się zakrztusi czy zachłyśnie, a mnie przy nim
      nie będzie. Ostatnio wyjechaliśmy z mężem do lekarza i nie domknęłam drzwi do
      pokoju, w którym śpi dziecko. "
    • sudestra Re: co zrobić z psem, doradźcie!!!!! 05.08.04, 00:19
      Witam!!!
      Absolutnie nieuspiałabym psa. Najpierw weterynarz (taki z powolania a nie
      lekarz jednej decyzji). Moze suczka jest po prostu chora, cos jej doskwiera i
      dlatego jest tak zlosliwa.Poza tym byc moze czuje nowego osbnika i odrzucenie,
      dlatego tak Cie absorbuje swoim zachowaniem. Zwierze to nie byle co ,
      szczegolnie po 10 latach. Rozumiem Twoj problem. Ja mam bullteriera , jeden
      pokoj a za oknem male, zapiaszczone podworko. Co chwilke mam brudną podloge (
      wyobraz sobie deszcz), pies budzi Malego tupaniem i szczeka.Ale kochamy go i
      jakos sobie zyjemy. Lekarz powiedzial,ze dopoki pies nie jest powaznie chory
      tak by zagrazac zdrowi dziecka, to Bobasek Do "psich"bakterii sie
      przyzwyczai.Nasz Maluszek do tej pory nie byl na nic chory. Moze jesli moge cos
      doradzic, jesli jest to mozliwe, sprobuj wziąc wozek lub nosiedełko na brzuch i
      psa do tego. Po prostu połaź dlugo na spacerze. Ja mialam problem z psem,bo
      mnie nie akceptowal i hodowca polecil "podejscie z sercem". Zrobilam tak jak Ci
      poradzilam i naprawde zauwazylam zmianę. Teraz jest juz super i kochamy sie
      wszyscy nawzajem. Wspołczuje ci tej cięzkiej sytuacji i koniecznosci podjęcia
      decyzji. wiem jednak ze niezaleznie od tego jaką podejmiesz, bedzie ona
      słuszna. Gdybym mogla prosic, odpisz mi co postanowiliscie. Daj jednak szansę
      na inne rozwiaznie niz uspienie.Gorąca pozdrwiam. Patrycja i Morfeuszek
    • sudestra Re: co zrobić z psem, doradźcie!!!!! 05.08.04, 00:30
      Myslę tez,ze powinnas powoli oswoic suczkę z Dzidzią np. dając jej do
      powąchania kilka rzeczy Dziecka.Nam doskonały weterynarz powiedzial, by podczas
      zabawy przewrocic psa na plecy, potem przytrzymac i doknąj psiego brzucha np.
      rączka Dziecka, lub wręcz polozyc Dziecko na psie. Skoro nam z bullterierem sie
      to udalo, to moze i u Was bylaby taka szansa. Poza tym moze sie okazac, ze
      jesli pozwolicie Im sie poznac, to pies "oleje" (wybacz) Dziecko lub wręcz
      poczuje się odpwoiedzialne i zacznie pilnować (poczuję sie potrzebna).Jest
      wsrod zwierząt zasada. Psy traktują niemowleta jak szczeniaki a zaden dorsly
      pies szczeniaka nie ruszy. Pozdrawiamy.Patrycja z Morfeuszkiem i bullem Dibem
      • maliniaq Re: smutna historia mojej Nusi... 05.08.04, 11:38
        dziewczyny, dziękuję za wszystkie odpowiedzi. Już nie ma mojej Nuki. Wczoraj
        mąż zawiózł ją do weterynarza i uśpił, a ja do dziś nie mogę się z tym
        pogodzić. Zżerają mnie wyrzuty sumienia, w domu jest tak strasznie pusto, na
        dworze szczekają psy, a jej... nie ma. To jest uczucie nie do opisania. Oczu
        nie widać mi już od płaczu, jescze nic nie jadłam od wczoraj, kręci mi się w
        głowie. Nie potrafię z tym żyć!!! Nie umiem się pozbierać!!! Z drugiej strony
        wiem, że było to jedyne wyjście, nie licząc oddania psa komuś (to był 10 letni
        piesek, kanapowiec, który nie przyzycziłby się do nowych właścicieli). Historia
        Nusi była dość smutna. Kupiliśmy ją z bratem 10 lat temu 2 grudnia wbrew chęci
        rodziców. Pierwsze 5 lat mieszkała z nami w moim rodzinnym domu. Tu
        mamajej "nie trawiła". Pies miał swoje legowisko w kuchni i rzadko kiedy mógł
        wchodzić do pokoju. To zależało od "humorku" mojej mamy. Kiedy byliśmy na
        pierwszym szczepieniu, lekarz powiedział, że jest za malutka, żeby ją
        wyprowadzać na spacer, więc kazał uczyć sikania i kupkania na szmatkę w domu.
        Sunia szybko się przyzwyczaiła, i od tej pory każda narzuta, wersalka, fotel,
        wszystko co miękkie, było miejscem do załatwiania się. Nie dało rady już tego
        zmienić, mimo moich różnych prób. Obrywała za to nie raz, ja próbowałam ją
        leczyć, robiłam badania moczu. Ludzie śmiali się ze mnie, kiedy ze słoiczkiem
        latałam za psem aby złapać jej mocz do badania. Okazało się że wszystko jest w
        porządku, ot, taki kaprys, że sikać będzie na miękkie. My wszyscy pracowaliśmy,
        więc psina zostawała w domu sama czasem nawet 5-6 godzin. Pamiętam toczące się
        całymi dniami awantury, żeby "coś z nią zrobić", bo rodzice (szczególnie mama)
        jej nie zniesie. Oni się awanturowali, a ja zawsze stawałam w jej obronie,
        wyprowadzałam, chodziłam na dalekie spacery, wstawałam w nocy, spałam z nią.
        Nusia jednak była nie do pokonania. Potrafiła wrócić z 2 godzinnego spaceru,
        wejść na wersalkę i się zesikać. Potem wyszłam za mąż.Pierwszy rok, gdy
        mieszkaliśmy w wynajętym mieszkaniu, piesek został u rodziców. Wiedziałam że
        czuje się tam niechciany i odpychany beze mnie, więc dzień w dzień chodziłam do
        rodziców przed pracą, ok. 6 rano(na drugi koniec miasta), wyprowadzałam ją,
        przynosiłam jedzenie, popołudniami też przyjeżdżałam na rowerze, żeby się nią
        zająć. Nie mogłam wziąć jej do siebie, bo takie były warunki wynajmu
        mieszkania.Po roku zdecydowaliśmy się zamieszkać w połowie bliźniaka, należącej
        do mojego męża (to była trudna decyzja, ale to zupełnie inny temat). Mama
        wykorzystała to jaką dobrą przyczynę do tego aby się psa pozbyć. Został mi
        przywieziony przez tatę i zostawiony pod drzwiami (mieszkanie było wtedy
        jeszcze w stanie surowym, nie było nawet podłóg, ale mama nie chciała psa nawet
        godziny dłużej). Wzięłam ją oczywiście do siebie. Psina tęskniła za starym
        miejscem, szczekała, piszczała, bo strasznie tęskniła do mojego taty(mimo, że
        to ja ją najbardziej kochałam, ona obrała sobie jego za przywódcę stada).
        Okazało się że niestety mój mąż też jest zdecydowanie przeciwny suce w
        mieszkaniu. Znów wylądowała w kuchni, ale szybko przywykła. Miała do dyspozycji
        bardzo dużą kuchnię i przedpokój. Niestety swoich przyzwyczajeń nie zmieniła.
        Kiedy tylko dostała się do pokoju sikała gdzie popadło. Nie przypadli sobie z
        moim mężem do gustu i pies był agresywny wobec męża i odwrotnie. Nuce dość
        często się obrywało i to doprowadziło do tego, że po prostu stała się
        zastraszonym zwierzęciem. Przy mężu siedziała cicho, ale jak wyszedł do
        pracy, "chodziła mi po głowie". Sytuacja rodzinna była taka, że nie mogłam
        wychodzić na podwórko z psem, wynosiłam go poza teren ogrodzenioa i tam z nią
        spacerowałam. Na podwórku było 3 małych dzieci,na które sunia reagowała bardzo
        agresywnie. Nikt oprócz mnie tak naprawdę nie okazał jej odrobiny serca. Moi
        rodzice zupełnie "umyli ręce" i nie chcieli nawet słyszeć o odwiedzinach z
        suką. Tak minęły 4 długie lata na walkach,o to, by ktoś ją jeszcze
        zaakceptował, pokochał tak jak ja. Nie udało się, a zwierzę to przecież czuło.
        Po 4 latach przeprowadziliśmy się do miasta i kupiliśmy małe mieszkanie 37 m 2.
        Pies poszedł z nami, znów znalazł swoje miejsce w kuchni, tym razem dużo
        mniejszej niż na wsi. Nie miałam siły walczyć z całym światem o nią, bo wszyscy
        byli przeciwko mnie. Zewsząd słyszałam tylko "jak u was śmierdzi, kloakę z
        mieszkania zrobiliście, zróbcie coś z tym psem". Zajmowałam się nią sama. Potem
        zaszłam w ciążę, ale to nie przeszkadzało mi w zajmowaniu się psem. Do końca z
        nią wychodziłasm na spacery, tłumaczyłam, że pojawi się dzidziuś, mówiłam do
        nie, bo wiedziałam, że mnie rozumie. Nawet idąc na porodówkę, 2 godziny przed
        porodem, wyprowadziłam psa na spacer. W czasie mojego pobytu w szpitalu mąż się
        nią zajmował, wychodził z nią 2 - 3 razy dziennie na parę minut. To było mało,
        wiem, ale większośc dnia spędzał ze mną i dzieckiem w szpitalu. Po przyjeździe
        do domu okazało się, że mąż kupił nowe meble, i suka w ogóle przestała mieć
        wstęp gdziekolwiek. Siedziała w pudle w małej kuchni całymi godzinami i
        patrzyła tymi smutnymi oczami. Ja już nie miałam tyle czasu co dawniej. Adaś
        wymaga sporo uwagi i ciągle mojego towarzystwa. Wychodziłam ile mogłam z Nusią,
        starałam się, by nie poczuła się odrzucona. Ale ona chyba wyczuwała co się
        święci. Sikała i kupkała po dywanach, wykładzinach, starała się chyba zwrócić
        na siebie uwagę. Mąż ją za to "punktował", dostawało jej się dość często.
        Ciągłe awantury z mężem doprowadzały mnie do szału. Dziecko stało się
        niespokojne, drażliwe, nie spało w nocy, miało kolki. A my ciągle się
        kłóciliśmy o psa. To był chory układ, naprawdę. Nie chciałam, by dalej się
        męczyła, dlatego podjęłam decyzję o uśpieniu. Myślałam, że może tak będzie dla
        niej lepiej. Bo jeśli nie to, to niedługo doszłoby do tragedii w naszym
        związku. Mąż nie ma nic przeciw psom, ale wyznaje zasadę, że miejsce psa jest
        na podwórku, a nie na kanapie wśród dzieci. I to jest jedyna sprawa w
        małżeństwie, która nas różni. Nie wiem, czy to przypadek, ale od wczorajszego,
        najgorszego w moim życiu, dnia, Adaś pierwszy raz odkąd jest w domu przespał
        całą noc, nie miał ani raz kolki, pięknie się załatwił, co wcześniej było
        niemożliwe i teraz śpi spokojnie. Może to tylko przypadek, a może i on wyczuwał
        tę całą naszą nerwowość.
        Przpraszam, że tak zanudziłam, ale to mnie troszkę uspokoiło, choć pewnie nie
        na długo. Tak bardzo kocham zwierzęta, i nie mogę sobie wybaczyć tego co się
        stało. Mąż też był wczoraj smutny i przygnębiony. Dziś po rozmowie doszliśmy do
        wniosku, że spróbujemy zmienić swoje życie. Chcemy zamienić mieszkanko na
        jakieś mały domek z placem. Wtedy weźmiemy psa na podwórko i wszyscy będą
        szczęśliwi. Tylko ta myśl pozwala mi jakoś normalnie funkcjonować. Pozdrawiam
        serdecznie. Agnieszka.































































































































































































































































        • elasz4 Do maliniaq - daruj sobie 05.08.04, 12:04
          Wiesz co jestem tak wściekła, że stanę się teraz chamką.
          Mam nadzieję, ze wyrzuty sumienia zeżrą cię.
          I nie mów jak to lubisz zwierzęta uważam, że nie dorosłaś do tego żeby
          kiedykolwiek mieć psa czy jakiekolwiek inne zwierzę.
          Dziwi mnie to, ze po tym co się stało chcesz mieć psa.
          Nie masz serca skoro teraz chcesz wziąść następnego, którego też uśpisz jak
          przestanie was zadowalać.

          Nie pozdrawiam, bo żal mi takich ludzi
          • ministrowa Re: Do maliniaq - daruj sobie 05.08.04, 15:12
            Historia strasznie smutna.Nie przeczytałam całej ale to co zdążyłam uświadamia
            mnie że niektórzy ludzie nie powinni mieć zwierząt.
            Zgroza brrr
        • wana Re: smutna historia mojej Nusi... 05.08.04, 12:18
          Witaj!
          Zrobiiliście psu wielką krzywdę. I na koniec życie pies został zamordowany. Nie
          bierzcie następnego psa, szkoda zwierzęcia. Tak trudno było spróbować znaleźć
          mu nowy dom? Poza tym 10 lat to bardzo dużo czasu na to, aby psa wychować - a
          jeśli było to ponad Wasze siły (o czym przekonuje mnie Twój post), to oddać w
          dobre ręce. Owszem, są psy i psy - ale tutaj nie widzę winy psa, tylko
          włąścicieli, którzy pochopnie podjęli się opieki nad zwierzęciem, a potem
          wiodło ono smutny żywot w kuchni. Wybacz to, co napiszę, ale to Wasza wina.
          Pies nie jest zabawką, człowiek (Ty i brat) byliście za sunię odpowiedzialni.
          Naprawdę, nie bierz drugiego psa, nie potrafisz go wychować.
          Pozdrawiam
          wana
        • milarka Re: smutna historia mojej Nusi... 05.08.04, 15:05
          postąpiliście najlepiej jak można było w tej sytuacji, pieska oczywiście
          szkoda, ale dzidziuś jest najważniejszy.
          Mam tylko prośbę, nie kupujcie nowego psa. Trzymanie psa na podwórku w budzie
          jest niehumanitarne, i prędzej czy później skończy się tak jak z pierwszym
          psem - będzie agresywny, zły, nikogo nie będzie słuchał.
        • anka1 Re: smutna historia mojej Nusi... 05.08.04, 15:13
          smutna historia... ale chyba nie bylo innego wyjscia.Nusia pewnie jest gdzies
          gdzie jest jej dobrze.
          pozdrawiam !
          • elasz4 Re: smutna historia mojej Nusi... 05.08.04, 15:17
            Tak masz rację teraz jest w niebie dla piesków, bo po takim podłym życiu tam
            powinna trafić.
            Tylko jak się dowiedziałam, że uśpili tego psiaka to zaczęłam się zastanawiać
            po co maliniaq pytała się o zdanie skoro tego samego dnia kiedy zamieściła post
            poszli ją uśpić. A w sumie każda osoba pisała, ze trzeba najpierw pójść, tutaj
            i tutaj a potem ewentualnie zdecydować.
            Nie wiem ale dla mnie po prostu pokazała, że są ludzie bez serca.
          • wana Re: smutna historia mojej Nusi... 06.08.04, 08:55
            Nie było wyjścia innego? Tak sądzisz? A te lata, w czasie których można było
            znaleźć lepszy dom? A próba znalexienia domu dla psa teraz? Od razu zabijać?
            Pozdrawiam
            wana
            • maliniaq Re: smutna historia mojej Nusi... 06.08.04, 09:25
              przez te wszystkie lata, walczłam o Nukę jak umiałam. Bywały dni, kiedy
              wszystko było ok., i wtedy myślałam, że sytuacja się znormalizuje. Niestety,
              potem bywało gorzej. Po co miałabym ją brać, żeby niemal od razu szukać jej
              domu? Bo tak wypadałoby zrobić.Z tym, że ja odkąd zobaczyłam Nukę, już bardzo
              ją pokochałam i postanowiłam o nią walczyć. Miałam wtedy 20 lat. Myślałam, że
              nawet jeśli moi rodzice jej nie zaakceptują, to nie będzie to trwało długo, bo
              wyjdę za mąż i wezmę ja do siebie. Po 5 latach, kiedy okazało się że i mąż jej
              nie akceptuje, już było za późno na szukanie domu. Przywiązała się ona do nas,
              a ja do niej. Nie chciałam, by tęskniła. Bałam się, że może to się dla niej źle
              skończyć. Dziewczyny, ja naprawdę ogromnie kocham i kochałam tego psa!!! Po 10
              latach z kolei, jedynymi ludźmi, do których mogłabym ją odsdać byli moi
              rodzice, którzy znali ja od malutkiego, i których ona znała. Niestety, nie
              chcieli o tym słyszeć. Mają domek na wsi, gdzie czasem jeźdzliśmy z mężem.
              Brałam wtedy sunię, by choć trochę miała swobody. Niestety, mama zapowiedziała,
              że jeszcze raz ją przywieziemy, to możemy więcej nie przyjeżdżać. Ja bym
              to "olała", ale dołożył się jeszcze mój mąż, który stwierdził, że nie będzie
              woził tym samym samochodem psa i dziecka. Uważam to za absurd, ale to on miał
              prawo jazdy i decydował. W ten sposób skończyły się nawet te krótkie wypady psa
              na wieś. Owszem, był chłopak, który chciał ją wziąć teraz. Ale chciał ją wziąć
              na podwórko, gdzie oprócz niej lata 5 innych psów. Od razu zapowiedział, że
              jesć by jej dał, ale spałaby w stodole razem z innymi psami. Nie zgodziłam się
              na to, to już wolałam moją przytulną kuchnię. A nikomu nieznajomemu nie
              oddałabym jej za żadne pieniądze. Mojego męża znałam rok przed ślubem i w życiu
              nie pomyślałabym, że może kopnąć zwierzę. A co tu mówić o obcych? W listopadzie
              sunia przeszła operację naczyniaka, dość poważny zabieg. po którym chyba z
              tydzień miała święty spokój. Wybuliłam za operację 150 zł. Czy tak postępuje
              bezduszny potwór, któremu nie zależy na psie? Ja nie próbuję się
              usprawiedliwiać, bo dla takiego czyny środowego usprawiedliwienia nie ma.
              Próbuję tylko wytłumaczyć motywy mojego postępowania. Nie uśpiłam Nusi dla
              własnej wygody, nie dlatego, że nie spełniała oczekiwań. Oczekiwań nie spełnił
              mój mąż. A ja nie mogłam pozwolić, by się męczyła.
        • renpul Re: smutna historia mojej Nusi... 06.08.04, 09:27
          Wiesz ... smutno mi tak jak i Tobie, jak to czytam. Trzymajcie się mocno, pa.
          Ja mam dwie szynszyle - sikają w trociny w klatce i prawie nie śmierdzą.
          Polecam na pocieszenie. Nic więcej nie mogę zrobić ale trzymajcie się - będzie
          dobrze - myśl o Adasiu i Twojej rodzinie.
        • aitee Re: smutna historia mojej Nusi... 06.08.04, 09:55
          Pewnie oczekujesz, ze uznam cię za bohaterkę, która tyle lat "stawała w obronie
          psa", ale wg mnie cała ta historia to jakaś paranoja. Skoro pies od początku
          był nie chciany i odpychany przez domowników należało go oddać dużo wcześniej.
          Skoro pies miał kłopoty z pęcherzem - należało go leczyć a nie bić. Skoro to
          twój pies - co to znaczy, że psu się obrywało dość mocno od twojego męża? Wbrew
          twojej woli? Nie potrafisz się sprzeciwić mężowi? Czy za twoim przyzwoleniem a
          teraz udajesz ofiarę. Bo jedyną ofiarą tej całej historii jest pies, który
          przez 10 lat swojego życia nie zaznał od nikogo ciepła. I ty się dziwisz, że
          pies stał się agresywny, nieznośny? Że pies po 10 latach nieleczonej
          najwyraźniej choroby pęcherza załatwiał się w domu?
          Moja rada, nie zmieniajcie z mężem swojego życia, jeżeli efektem miałby być
          pies na łańcuchu na podwórku. Oszczędźcie psa.
          • maliniaq Re: smutna historia mojej Nusi... 06.08.04, 10:10
            Wybacz, ale nie przeczytałas chyba do końca wcześniejszych moich postów.
            Robiłam psu badanie moczu, byłam z nią nawet w klinice weterynaryjnej w
            Warszawie. Lekarze orzekli, że pies nie jest chory, tylko złośliwy i taka już
            jego uroda. Sami lekarze sugerowali, że to nie będzie łatwe życze, bo jamniki z
            natury są złośliwe, i jeśli coś sobie umyślą, to będą tak robić i już. Wierz
            mi, że oddałabym każde pieniądze, żeby ją leczyć, gdyby tylko było można. Ona
            jednak nie była chora!!!
            A co do bohaterstwa? Nie oczekuję, że uznasz mnie za bohaterkę, bo nią nie
            jestem. Moja walka o uczucia rodziny i męża do psa, to nie bohaterstwo. To
            ciągłe poniżanie się, konieczność dokonywania co krok jakichś wyborów, to w
            końcu nieumiejętność przeciwstawienia się. Tak, masz rację, nie potrafiłam
            sprzeciwic się mężowi, jest ode mnie silniejszy fizycznie i psychicznie. Ja
            ważę 50 kg. on 100. Pisałam, że 5 lat awanturowałam się z mężem, próbowałam mu
            tłumaczyć po dobroci i po złości, że jeśli wziął psa, to musi on mieć godne
            życie. Ale to tylko słowa. Kiedy dochodziło do czynów, nie byłam w stanie
            obronić psa. Mąż odsuwał mnie jedną ręką. A rozwścieczony, reagował jeszcze
            agresywniej. Nie odbywało się to wszystko za moją zgodą, ja płakałam,
            krzyczałam, ale to nie pomagało.
            • wana Re: smutna historia mojej Nusi... 06.08.04, 10:16
              To czemu nie oddałaś psa? 5 lat temu to był młody pies, miał 5 lat, skąd wiesz,
              że gdzie indziej by się nie zaadaptował?! Nie zwalaj wszystkiego na charakter
              psa - wiele robi wychowanie, lub jego brak. Któraś z mam ma bulteriera - mówi
              się, że to psy zabójcy, a zobacz, jak udało się go jej wychować!!! Są pewne
              wspólne cechy rasy, biorąc psa trzeba się zastanowić, czy dasz sobie z tym radę.
              Pokpiłaś sprawę i nie myśl o wzięciu drugiego psa!
              wana
    • miska77 Re: co zrobić z psem, doradźcie!!!!! 05.08.04, 11:03
      tak czytam i czytam...
      Mam w domu prawie piecioletnia mastifke (50kg, kociczke i polrocznego synka -
      cala trojka zyje w symbiozie smile
      Jak bylam w szpitalu to dalam mezowi ubranka Grzesia, zeby Sigma (suczka)
      obwachala, zeby sie zapoznala z zapachem nowego domownika. Rodzina mi doradzala,
      zeby Sigma na jakis czas zamieszkala z moimi rodzicami bo dziecko..."..." My
      postanowilismy, ze zadnego zwierza nie oddamy ! Byla to sluszna decyzja pomimo,
      ze Sigma nie lubi dzieci (wie, ze dzieci krzywdza, przekonala sie o tym na
      wlasnej skorze jak byla mala).
      Po powrocie ze szpitala dawalismy Sigmie polizac nozke Grzesia, potem raczke.
      Luna (kociczka) spoala z nim w lozeczku (na drugim koncu pod przewijakiem)-moja
      mama jak przychodzila to dostawala szalu "kot w lozeczku ! boze ! bakterie !
      udusi dziecko !)Po 2 miesiacach Luna przestala sypiac z Grzesiem i wrocila do
      sigmiego koszyka (Sigma i Luna spia do siebie przytulone w jednym koszyku).
      Jak Grzes placze to przychodzi do nas Sigma i patrzy... "wy niewdzieczni
      rodzice, dziecko wasze placze, a ja Sigma opiekunka nie moge go przytulic !"
      Idziemy do malego, wyjmujemy go z lozeczka, sadzamy na kolanku i jak widzi Sigme
      albo Lune nagle robi sie wesoly, wyciaga raczki w ich kierunku, lapie za
      futerko, za uszy, ogon... Sigma podchodzi i lize go w raczki, czasami w buzie
      (jak nie zauwazymy) a on jest w siodmym niebie smile
      Mam zdjecia wiec jesli chcesz moge Ci podeslac jak wyglada * kg dzidzia z 50 kg
      psem smile

      A co do Twojej sytuacji...
      po prostu Ci wspolczuje, z calego serca nienawidze jamnikow bo sa zlosliwe,
      gryza i nic na to nie poradzisz... Sigme atakuje kazdy napotkany czarny jamnik
      jakby miala na czole plakietke "zaatakuj mnie" a sama jest grzeczna i sie nie
      rzuca, nie daje nawet podstaw, zeby sie na nia rzucac...u mnie na osiedlu jest
      jakas plaga tych jamnikow...
      Przede wszystkim nie znioslabym ciaglego ujadania, skomlenia psa (Sigma w domu
      nie szczeka, na dworzu rzadko - nie chce jej sie).
      Czasami nam przeszkadza jak chodzi w kolko po parkiecie, zeby sobie znalezc
      jaknajwygodniejsze miejsce, i stuka pazurami.

      Podziwiam ludzi, ktorzy maja jamniki i nie wiem po co je kupili ? czy wiedzieli,
      ze te psy zawsze takie sa ? czy po prostu im sie podobaly ? a moze byla okazja
      kupna?
      Nie wiem co zrobic na Twoim miejscu, wykluczam, ze suka jest chora bo pisalas,
      ze u rodzicow zachowywala sie tak samo (obsikane tapczany, wieczne ujadanie).
      Balabym sie dac temu jamnikowi do powachania dziecko, bo one sa tak sprytne, ze
      nie zdazysz sie zorientowac a dziecko bedzie z dziura w reku a jamnik bedzie
      swietowal zwyciestwo, ze znowu mu sie udalo !
      Na twoim miejscu oddalabym psa rodzicom - innych chetnych na takiego psa po
      prostu nie znajdziesz...

      Zycze powodzenia,
      Ewa

      P.S.
      Moja znajoma ma boksera i wziela do siebie swoja schorowana mame z jej jamnikiem
      - zachowywal sie tak jak Twoj - siki i kupy na tapczanie, w butach... i gryzl
      wszystkich domownikow i gosci. Sasiedzi narzekali na ciagle szczekanie.
      Znajoma pol roku sie wsciekala, az pewnego dnia poszla z nim na spacer...
      odwiedzila weta i uspil go. Mamie powiedzial, ze wpadl pod samochod.
      • miska77 Re: co zrobić z psem, doradźcie!!!!! 05.08.04, 11:07
        podziwiam Twojego meza, ze jeszcze nie ukrecil glowy temu psu... jest chyba
        bardzo cierpliwym facetem...
        • jo31 Re: co zrobić z psem, doradźcie!!!!! 05.08.04, 12:39
          Twój mąż podją mądrą i jedynie słuszną w takiej sytuacji decyzję, śmierć nie
          jest najgorszą karą, najgorszą karą jest cierpienie. Wasz pies ( a przy okazji
          niejako i Wy) cierpiał bo był zazdrosny, sfrustrowany i nieszczęśliwy. Bez
          sensem byłoby skazywanie jego i Was na kolejne lata stresów walki o dominację.
          Ktoś napisał na forum: "zrobiliście psu straszną krzywdę" , straszna krzywda w
          moim pojęciu to przywiązanie psa do budy, wywiezienie do lasu, żeby sobie
          zdechł sam, albo bicie lub głodzenie. To jest krzywda. Byliście odpowiedzialni
          za stworzenie które przygarnęliście i odpowiedzialnie podjęliście decyzję o
          tym, że wspólne życie to pasmo udręk i dla Was i dla psa. Suczka jest spokojna
          i żadna krzywda więcej już jej nie spotka. Podziękuj mężowi, to trudna i bardzo
          odważna decyzja. Jestem pełna podziwu!
        • cysia.b Re: co zrobić z psem, doradźcie!!!!! 06.08.04, 12:21
          Sorry Miska, ale pieprzysz bzury, nie wyszystkie jamniki są psychopatyczne. Dawno się tak nie wkurzyłam, jak Twoim postem
          Bez pozdrowień
          • miska77 Re: co zrobić z psem, doradźcie!!!!! 06.08.04, 13:06
            moze nie wszystkie ale wszystkie, ktore kiedykolwiek widzialam...
            • miska77 Re: co zrobić z psem, doradźcie!!!!! 06.08.04, 13:08
              zapomnialam dodac, ze mnie wkurza, to jak jestem na sp[acerze a siedzi sobie
              jakas baba z jamnikiem, ktory ujada albo sie rezuca na mojego psa a babka wola
              "chodz do mnie bo ten pies cie zje" i po co straszy skoro to jej pies sie rzuca ???

              Prawde mowiac tylko dzieki jamnikom z naszego osiedla wykupilam sobie OC...
              teraz jak jakis z ni8ch sie rzuci to puszczam smycz...
    • celes Re: co zrobić z psem, doradźcie!!!!! 05.08.04, 15:39
      maliniag - w Twojej sytuacji było to chyba jedyne wyjściesmile To przykre, wiem.
      Ale spokój waszej rodziny jest najważniejszy.
      Odnośnie psów - to nie cierpię psów w domu - sierść, psi zapachcrying brudna
      podłogasad brrrrsad
      piesek, z którym przyszło mi mieszkać , jest na tyle wychowany, ze załatwia się
      na dworze. Teraz został nauczony nie wchodzić do pokoju w którym jest dziecko.
      Widziałyście może kiedyś psa, który siebie masturbuje albo "gwałci poduszkę" ?
      Cóż nie jest piękny widoksad((( Nie wiem czy to u psów normalne, ale mnie to
      bardzo denerwuje i pies zbiera cięgi, jak tylko to zauwazę, a jak nie - to
      pozostają plamy na podłodzesad

      • patee1 Re: co zrobić z psem, doradźcie!!!!! 05.08.04, 23:30
        Nic prostszego....wziac psa i uspic. Piekny obraz czlowieczenstwa.
        Zastanawiam sie czasami czy jak dziecko zacznie rozrabiac to tez sie je
        usypia...

        Szok.

        A co do jamnika (jemu juz to nie pomoze, ale moze ktos kogo jamnik jeszcze zyje
        to przeczyta) Jamnik to bardzo inteligentny pies, a psy sie WYCHOWUJE! To nie
        zabawka. Jesli sie nie ma o tym pojecia to potem sa takie kwiatki jak ten tu
        opisany. A niestety cierpi na tym jedynie pies.

        Pozdrawiam, Patrycja z Paulina dwoma psami i dwoma kotami.
        • jo31 Re: co zrobić z psem, doradźcie!!!!! 06.08.04, 07:53
          Tak droga Pani, chciałabym widzieć jak wychowuje Pani i uczy czystości oraz
          akceptacji otoczenia 10 letnie zwierzę! ( Pani post świadczy o całkowitym braku
          pojęcia o psychice zwierząt) Gratulacje! A o naszym człowieczeństwie - moim
          zdaniem- nie świadczy fakt czy długo potrafimy utrzymać zwierzę przy życiu,
          tylko czy potrafimy zapewnić mu szczęśliwe życie - nawet jeśli miałaby być
          krótkie. A co do cierpienia psa- to właśnie chodzi o to, że już nie cierpi!!!I
          jeszcze jedno, dziecko, to nie zwierze i porównywanie dziecka do psa jest po
          prostu mocno nie na miejscu! Jeśli Pani swoje dzieci traktuje tak jak swoje psy
          to tylko należy współczuć dziewczynkom!
          Ps
          Jestem właścicielką 2 kotów ( 14lat i 7lat)
          • elasz4 Do jo31 06.08.04, 08:12
            Ależ Jo jesteś niesparwiedliwa w swojej wypowiedzi, bo rzeczywiście już po
            uśpieniu psa maliniaq opisała życie jej jamniczka i przyznam, że sama w duchu
            pomyślałam, że może dobrze, że jej już nie ma na tym świecie, bo jak osoba,
            która mówi, że jest osobą, która kocha zwierzęta może być aż tak podła,
            wstrętna i oczekiwać, ze pies wychowany w takich warunkach będzie się inaczej
            zachowywał.

            A z tym dzieckiem to może jestem dziwna, ale tak samo pomyślałam, czy jak ich
            Adaś przestanie spełniać ich oczekiwania to go uśpią, więc może ja też jestem
            szurnięta.
            • jo31 Re: Do Elasz 06.08.04, 08:47
              Przyznaję, że nie przeczytałam historii pieska, skupiłam się na sytuacji,
              niejako "zastanej". Nie było innej mozliwości rozwiązania impasu. Moim zdaniem,
              pies niestety nie nadawał się już - na obecnym etapie- do jakiejkolwiek
              reformy. Ktoś musiał ustąpić. Oddawanie psa do obcych z pewnością sprawił by
              mu jeszcze większy ból. Wszystkie wiemy jak psy tęsknią! Przeciąganie sprawy
              powodowało coraz większe frustracje w rodzinie. Należało sprawę rozwiązać i
              słusznie - moim zdaniem- postąpił tata i mąż.
              Mój 14 letni kot jest słodkim przytulającym się kocurkiem, ale b.często zamiast
              do kuwety załatwia się na meblach. Piorę naookrągło narzuty, dywany w końcu
              pościel. Przypuszczam, że jest to związane z wiekiem, pewnie coś w rodzaju
              kociego Alzheimera. Mój mąż go nie znosi, ale staram się Kiciusiowi
              rekompensować jego niechęć własnymi pieszczotami i okazywaniem akceptacji.
              Zaznaczam, że za sikanie na meble dostaje w tyłek, ale mało sobie z tego robi :-
              )). W chwili w której zdecydujemy się na dziecko los Kiciusia będzie
              przesądzony. Mamy 46m2 mieszkanie. Pomimo tego, że jestem z nim bardzo związana
              nie narażę się na ryzyko, że nasika dziecku do łóżeczka. W swojej
              bezwzględności liczę na to, że do chwili narodzin dziecka odejdzie sam, bo już
              jest wiekowym kotkiem i uwolni nas to od konieczności podejmowania tej decyzji.
              Zawsze starałam się moim zwierzętom stwarzać maxymalnie optymalne warunki do
              życia. Ale niestety dorosłe życie składa się ze strasznych często wyborów,
              musimy ciągle stwiać sobie priorytety i pomimo okropnych moralnych dylematów
              robić to co jest lepsze nie tylko dla nas ale i dla naszych bliskich.
              Pomyślicie pewnie, że jestem potworem skoro tak na zimno potrafię skalkulować
              śmierć ukochanego zwierzaka. Ze śmiercią nie zwierzęcą ale ludzką zdążyłam się
              oswoić, wiem już teraz, że nie ona jest najgorsza tylko ból i cierpienie które
              może jej towarzyszyć. Mój kocurek pomimo wieku czuje się całkiem nie źle,
              ostatnio jakby więcej wymiotował i bardzo schudł, ale wizyty u weterynarza,
              przy jego słabej psychice, tylko przyspieszyły by koniec. Więc póki nie widzę
              widocznych oznak bólu szaleje razem z naszą młodszą kotką ile wlezie. Życzę Wam
              wszystkim, więcej tolerancji dla konieczności podejmowania trudnych decyzji
              przez innych ludzi. Pozdrawiam wszytskie Mamy i wszystkich opiekunów
              zwierząt!
          • wana Re: co zrobić z psem, doradźcie!!!!! 06.08.04, 09:04
            Tak, ale na wychowanie psa mieli 10 tat! takie zachowanie nie bierze się z dnia
            na dzień, tylko jest konsekwiencją lat "parcy" nad pieskiem. Nie radzili sobie
            z psem - można było poszukać mu lepszego domu już po paru miesiącach. Dlaczego
            tak się nie stało? Z głupoty? Lenistwa?
            Wydaje mi się, że autorka głównego postu poprostu chciała znakleźć
            usprawiedliwienie dla zabicia psa. W jej historii takiego usprawiedliwienia nie
            znalazłam. A stwierdzenie, że zabicie psa było najmądrzejszą decyzją jest,
            wybaczcie, głupie, bo można było próbować inaczej rozwiązać tą sytuację. Już
            nie mówię, że wychowywać psa od początku, kiedy pojawił się w domu, ale
            chociażby oddać bratu, lub znaleźć inny dom. Ale to wymaga odrobiny pracy i
            trudu, prawda? Łarwiej jest zabrać psa, który jest taki, jak go wychowali
            włąściciele i zabić.
            Gratuluję!
            wana
    • sudestra Re: co zrobić z psem, doradźcie!!!!! 06.08.04, 01:47
      Wiecie co, popłakałam sie jak przeczytałam ,ze psinka nie zyje. Pisałam wczoraj
      wszystko co mogłam, by pomoc znalezc rozwiazanie inne niz uspienie.Jakiez było
      moje zdziwienie,ze po tak krotkim czasie podjeto taka decyzję.Wydaje mi sie,za
      zapytanie autorki co zrobic i co radzimy bylo bez sensu. I tak pewnie ani jeden
      post nie byl wziety pod uwagę.Cholera,mam bullteriera, ktory wazy 40 kg!,
      brudzi podloge, mieszkamy wszyscy w jednym pokoju i bylo parę sytuacji kiedy
      trzeba bylo "sprowadzic go na ziemię",ale do ciężkiej cholery, staramy sie zyc
      razem bo kochamy psisko.Zwierzak ma dopiero 2 lata, a nie wyobrazam sobie zeby
      go uspic a po 10?! Mamy tez koty i co roku na zime przygarniamy parę ( rok temu-
      4).Nie chce nawet myslec jak czuł sie ten piesek, bo jak wiemy psy czują swoj
      koniec.Nieszczesliwie zyl i tak tez umarł. Naprawde ,nie kupujcie drugiego
      psa!!!A i historia psinki byla nie na miejscu po informacji,ze zostala uspiona.
      Historia straszna i tym bardziej przekonująca,ze psu nalezało sie wiecej
      milosci i zycia.
      Pozdrawiam tych, ktorzy maja wolę i kochają psinki.
      • maliniaq Re: co zrobić z psem, doradźcie!!!!! 06.08.04, 08:33
        Witam! To jeszcze raz ja. Przeczytałam Wasze wszystkie posty z wielką uwagą,
        naprawdę. I na koniec powiem Wam jedno: nie życzę najgorszemu wrogowi, aby
        musiał stanąć przed podjęciem takiej decyzji!!! Rzeczywiście wszystkie niemal
        pisałyście : kochamy swojego psa, żyjemy razem itd. Tylko małe sprostowanie. W
        mojej sytuacji, nikt poza mną nie czuł do Nuki nic pozytywnego. Zwierzę od 10
        lat było odpychane przez domowników. Widać miłość jednej osoby nie wystarczy.
        Gdybym widziała, że psina ma godne życie, nie uśpiłabym jej za nic na świecie.
        Kochałam i kocham ją bardziej niż własnych rodziców, męża. I to dla niej
        głównie podjęłam tę decyzję, dla jej dobra. A może rzeczywiście trzeba było
        zostawić psa? Patrzeć jak jest kopana, bita, rzucana po ścianach. Jak siedzi
        kolejne dni, tygodnie i miesiące w pudle, wychodząc tylko na krótkie spacery?To
        byłoby bardziej humanitarne??? Dla mnie z pewnością, bo pisek by żył. Tylko co
        to za życie? Pozostaje jeszcze wziąć rozwód z mężem, zabrać dziecko, wynająć
        mieszkanie i wziąć tam psa. Innego wyjścia nie było. Wiem, pisałyście, że może
        trzeba iść do weterynarza, kynologa... Tylko po co? Ja wiem, co dolegało temu
        psu. On po prostu czuł się niepotrzebny, i moja miłość tu nie wystarczyła. Wiem
        jedno, od środy coś się zmieniło, już nigdy nie będzie tak, jak dawniej.
        Przeżyłam kryzys zaufania i uczuć w stosunku do męża i rodziców. Już teraz nie
        zależy mi na tym, by ich uszczęśliwiać, nie ranić. Mam to gdzieś. Faktycznie
        zastanawiam się, czy życie pod wspólnym dachem z mężem ma jeszcze jakikolwiek
        sens. Nie po tym, co się stało. Nigdy nie myślałam, że on może tak traktować
        zwierzęta, jak to prezentował. Wiele razy stawałam w obronie psa, zasłaniałam
        go saobą. Nic to nie dało, bo psina mogła tylko oberwać mocniej. Na co miałam
        czekać? Aż kiedyś zdechnie w okropnych męczarniach??? To byłoby lepsze
        wyjście???
        Niezależnie od tego, co napisałyście, ja mogę tylko powiedzieć, że cierpię
        bardzo, nie potrafię normalnie funkcjonować, wszystko mi ją przypomina. Do
        rodziców i męża praktycznie sie nie odzywam. Nie wiem, co będzie dalej, jakie
        podejmę kroki. Na razie wiem tylko tyle, że nigdy nie będzie tak jak kiedyś.
        Środowe wydarzenie, zmniejszyło moje uczucia do męża w bardzo dużym
        stopniu.Czuję obrzydzenie do człowieka, który potrafił wykonać egzekucję na
        psie, z którym żył 5 lat. Do siebie także czuję ogromny żal. Może naprawdę
        trzeba było rozwieść się, zabrać dziecko i psa i rozpocząć nowe życie... Takie
        myśli chodzą mi po głowie. Wiem też, że jeśli w przyszłości zdecyduję się na
        jeszcze jednego psa, to zrobię to tylko wtedy, gdy będę miała pewność że będzie
        on miał dobre i godne warunki życia. Taka decyzja musi być zaakceptowana przez
        wszystkich domowników. Inaczej wychodzą potem takie kwiatki jak ten. Pies
        przerzucany z miejsca na miejsce, bity... Nie wiem, może byłam zbyt słaba, by
        przeciwstawić się mężowi i reszcie rodziny. Tak, zżerają mnie wyrzytu sumienia
        i tak już chyba zostanie do końca życia. Z drugiej jednak strony wiem, że
        lepsze to, co było, niż nieszczęśliwe życie i cierpienie, bo to byłoby dla mnie
        jak "zabijanie na raty". Cholernie źle się stało, wiem. A co do oddania psa,
        znalezienia mu innego domu, to... niestety, ale zwierzę miało już 10 lat, nie
        przyzwyczaiłoby się do nowych opiekunów, tęskniłaby i w końcu też nie wiadomo
        jaki los by ją spotkał. Dziewczyny, wiem, że mnie potępiacie, ale błagam,
        postawcie się w mojej sytuacji. Tak bardzo kocham psy, że zdecydowałam się go
        mieć bez względu na wszystko. Nie wiedziałam jednak, że to takie trudne. 10 lat
        walczyłam z całą rodziną, uciekałam z domu, nabawiłam się nerwicy. Myślałam, e
        uda mi się uratować psa. Aktualne jego życie było jednak naprawdę wielką
        męczarnią. Teraz ja cierpię bardzo, ale wierzę, że moja Nuka trafiła tam, gdzie
        jest jej dobrze, wiem, że nie jest już bita, nie musi siedzieć całymi dniami w
        pudle i na pewno jest szczęśliwsza niż tu.
        • wana Re: co zrobić z psem, doradźcie!!!!! 06.08.04, 09:13
          Dziewczyno, sama piszezsz, że przez 10 lat pies cierpiał. Gdybyś naprawdę go
          kochała, znalazłabyś jej dom, w którym miałaby cirpło i miłość, a Ty mogłąbyś
          ją odwiedzać. Czy to nie świadczyłoby o odpowiedzialności i miłości do psa?
          Wierzę, że jest Ci ciężko, ale proszę: nie bierz drugiego psa. Znowu go
          skrzywdzisz.
          Pozdrawiam
          wana
        • jo31 Re: co zrobić z psem, doradźcie!!!!! 06.08.04, 09:45
          Cierpiał pies, teraz cierpisz Ty, masz kryzys zaufania do męża bo podjął tą
          decyzję bez Ciebie? Przecież wiedział, że Ty byś się na to nigdy nie zgodziła.
          Zamiast obwiniać go o podjęcie słusznej i trudnej decyzji powiedz, że cierpisz,
          ale rozumiesz. Obwiniasz się, tragizujesz, rwiesz włosy z głowy, odwracasz się
          od rodziców i bliskich...zastanów się co wyprawiasz. W istocie, nie powinnaś
          mocno przemyśleć deyzję o adopcji kolejnego zwierzaka, ze względu na
          nieumiejętność radzenia sobie z emocjami. Co się stało to się nie odstanie,
          zrujnujesz sobie życie bo mąż uśpił trudnego wychowawczo psa? Ludzie trochę
          dystansu do życia! Sokro tak reagujecie na śmierć ukochanego zwierzaka jak
          zareagujecie na śmierć ukochanej osoby!

          "Czuję obrzydzenie do człowieka, który potrafił wykonać egzekucję na
          psie, z którym żył 5 lat" A nie czułaś obrzydzenia jak ją bił? Tylko jak już
          dłużej nie wytrzymał to poczułaś obrzydzenie!

          Kochasz psa bardziej niż rodziców, męża? Moim zdaniem konieczne są Ci jakieś
          leki albo jakiś lekarz, albo po prostu nie wiesz co piszesz! Jak przeczytasz
          ten post za 3 lata to zastanowisz się mocno nad stanem swojej psychiki.

          Rozumiem decyzję Twojego męża, natomiast nie rozumiem Twojego histerycznego
          zachowania już po fakcie!!!!

          • maliniaq Re: co zrobić z psem, doradźcie!!!!! 06.08.04, 09:57
            Dzięki za sprowadzenie na ziemię. Może jeszcze za mało czasu upłynęło, by
            nabrać dystansu do tego co się stało. Na razie faktycznie sobie nie radzę.
            Tutaj, na forum zostałam okrzyknięta potworem bez uczuć i tak też się czuję. A
            co do decyzji. To nie mąż ją podjął, to ja. Mąż tylko pojechał do weterynarza.
            Wiem, że podjęłam tę decyzję dla dobra zwierzęcia, rozumiem motywy jej
            podjęcia, ale to mnie nie uspakaja, nie zabije tęsknoty. Tak strasznie mi
            trudno, tak strasznie żal!
            • elasz4 Ja juz nic nie rozumiem 06.08.04, 10:08

              > co do decyzji. To nie mąż ją podjął, to ja. Mąż tylko pojechał do
              weterynarza.
              > Wiem, że podjęłam tę decyzję dla dobra zwierzęcia, rozumiem motywy jej
              > podjęcia, ale to mnie nie uspakaja, nie zabije tęsknoty. Tak strasznie mi
              > trudno, tak strasznie żal!

              To w końcu kto podjął decyzję o uśpieniu, bo jeszcze w poprzednim poście
              pisałaś, że twój mąż zabił psa, którego znał od 5 lat. I z tego wszystkiego to
              ja zrozumiałam, że masz po prostu dziwnego męża, a teraz nagle wyskakujesz, że
              on ją tylko zawiózł.

              Boże kobieto o co ci po prostu chodzi, albo jesteś jakaś rozchwiana
              emocjonalnie albo po prostu stuknięta, a może ta cała historia to po prostu
              prowokacja ?

              Rzeczywiście potrzebny Ci jest lekarz
              • maliniaq Re: Ja juz nic nie rozumiem 06.08.04, 10:19
                To był chory układ, naprawdę. Nie chciałam, by dalej się
                > męczyła, dlatego podjęłam decyzję o uśpieniu

                to cytat z mojego pierwszego postu. Od początku pisałam, że decyzję podjęłam
                ja, teoretyczną decyzję. A resztą "zajął się" mój mąż. To nie jest prowokacja.
                Dużo postów się tu [ojawiło i dlatego wierzę, że można gdzieś czegoś nie
                doczytać. A co do "stuknięcia", to, wybacz, mnie też jedna odpowiedzi pasują
                lepiej, inne gorzej, ale nikomu nie ubliżam. A "rozchwianie emocjonalne"? Tu
                chyba masz rację, ale to stan który trwa od środy. Nigdy w życiu nie straciłam
                nikogo naprawdę bliskiego, nie wiedziałam jak to jest, stąd to "rozchwianie".
                • elasz4 Do maliniaq 06.08.04, 10:55
                  Zarzuciłaś mi, że dokładnie nie czytam twoich postów, bo ty już w pierwszym
                  poście napisałaś, że podjęłaś decyzję o jej uśpieniu.
                  Sorki, ale masz chyba jakieś przewidzenia, bo ja nic takiego znaleźć w twoim
                  pierwszym poście nie mogę.

                  Wręcz przeciwnie, pytasz się tam o radę i mówisz, ze wszyscy każą ci uśpić psa
                  a ty tego zrobić nie chcesz. Więc jak już coś dementujesz to przynajmniej
                  dobrze sprawdź.
                  • maliniaq Re: Do maliniaq 06.08.04, 11:05
                    Tak, faktycznie masz rację, przepraszam. To nie było w pierwszym poście. Ale
                    było w tym zatytułowanym "smutna historia mojej Nusi". Ale było. Nic Ci
                    nie "zarzucam", po prostu rozumiem, że w nawale tych postów coś mozna
                    przeoczyć. Przepraszam, jesli odczytałaś to, jako zarzut.
                    • elasz4 Re: Do maliniaq 06.08.04, 11:18
                      maliniaq napisała:

                      > Tak, faktycznie masz rację, przepraszam. To nie było w pierwszym poście. Ale
                      > było w tym zatytułowanym "smutna historia mojej Nusi". Ale było. Nic Ci
                      > nie "zarzucam", po prostu rozumiem, że w nawale tych postów coś mozna
                      > przeoczyć. Przepraszam, jesli odczytałaś to, jako zarzut.


                      Nie nie odebrałam tego jako zarzut, po prostu jak mi coś ktoś zarzuca to się
                      staram bronić.
                      Wiem, że sytuacja w której się teraz znajdujesz jest podła, bo może i chciałaś
                      znaleźc tutaj wsparcie, a więcej osób Cię potępia z resztą ja też, bo jakoś nie
                      mogę tego wszystkiego zrozumieć. Skoro mówi się jedno to nie można robić czegoś
                      zupełnie przeciwnego. Ale też w jakimś stopniu rozumiem to co zrobiłaś, bo
                      czasami nie ma się innego wyjścia.
                      To jest samo życie i ja już też parę razy musiałam w życiu podjąć decyzję wbrew
                      swoim przekonaniom chociaż nie zawsze słuszną i staram się Ciebie zrozumieć,
                      ale nie za bardzo potrafię, a może nie chcę.
                      U mnie po prostu nie dostałabyś rozgrzeszenia, a może i dostałabyś ale po
                      bardzo długim pobycie w czyśćcu.
        • renpul Re: co zrobić z psem, doradźcie!!!!! 06.08.04, 10:19
          Można by wiele mówić co autorka postu mogła zrobić - począwszy od lepszego
          wychowania psa a skończywszy na nieusypianiu go. To wszystko są pobożne
          życzenia wszystkich tych forumowiczek, które bardziej kochają psy i koty -
          nawet cudze - niż drugiego człowieka. czy wy "do cholery" nie czytacie uważnie
          tego wątku. Ta dziewczyna potrzebuje wsparcia. Nie wiem kto jest dla was
          ważniejszy pies czy człowiek, ale jesteście bezlitosne pogrążając ją w bólu.
          Nie widzicie tego, że jej rodzina robiła krzywdę psu i jej. Decyzja była
          wymuszona przez nich i dziewczyna ma poważny problem z zaufaniem do męża i
          rodziców. NIe dziwię się ...
          Myślę, że w takiej sytuacji nie powinnaś chcieć już psa (kota też odradzam) bo
          w tej kwestii nie możesz mężowi ufać. I nie gódź się na nie ty sama żeby
          zaoszczędzić sobie bólu w przyszłości. Są jeszcze inne zwierzęta (chomiki,
          jaszczurki, rybki itp.)
          Trzymaj się mocno i nie daj się tym wszystkim, którzy chcieliby cię pognębić i
          zrzucić całą winę na Ciebie. Mogłaś zrobić wiele (znaleźć inny dom itp.) ale po
          co to roztrząsać - widocznie długo liczyłaś na to, że coś się zmieni - czasem
          jesteśmy naiwni i na coś liczymy ale niestety życie pokazuje, że jest inaczej.
          Powiem ja Forest Gump "Życie jest jak pudełko czekoladek - nigdy nie wiesz na
          co trafisz"
          Pozdrawiam i głowa do góry. Może są inne rzeczy, którę są w stanie cię
          pocieszyć - rozglądnij się dookoła, może twoje dziecko się właśnie uśmiecha,
          może twój mąż ma jakieś zalety (?) i kochaj ich bardzo bo każdy potrzebuje
          miłości...
          • maliniaq Re: co zrobić z psem, doradźcie!!!!! 06.08.04, 10:58
            Dziękuję, z całego serca dziękuję. Rzeczywiście, piszę tu, bo jesteście
            jedynymi osobami, z którymi mogę porozmawiać o tym, co się stało. Nie mam już
            sił i łez, żeby płakać, dwa dni nic nie miałam w ustach. Może to faktycznie
            histeria, ale nie radzę sobie, kompletnie nie radzę. Mam żal do całego świata.Z
            moimi rodzicami rozmawiać nie mogę, bo po tym, jak im powiedziałam, że są po
            części odpowiedzialni za to, co się stało, obrazili sie i nie odzywają. Z mężem
            też nie mogę się porozumieć, bo on twierdzi, że tak jak sie stało, jest dobrze.
            Tylko że rodzice, brat i babcia są razem, mieszkają 15km. ode mnie, mąż rano
            idzie do pracy, wraca po 15, a ja zostaję sama w domu. W domu, gdzie wszystko
            mi przypomina psa. Nie umiem się odnaleźć w nowej rzeczywistości. Chcę z kimś
            porozmawiać, ale nie ma tu nikogo, dlatego zostało mi to forum. Przepraszam,
            jeśli kogoś zniecierpliwiłam, znudziłam. Przepraszam.
            • jo31 Re: co zrobić z psem, doradźcie!!!!! 06.08.04, 11:09
              Odejdź już od tego kompa, przestań się użalać nad swoim losem i idź z dzieckiem
              na spacer, takie cudne słońce, w łóżeczku leży ktoś dzięki komu Twój dom nigdy
              nie będzie pusty!!!! Całe stado psów i kotów nie jest warte tego, żeby Twoje
              dziecko nie było przez Ciebie zauważane. Masz kogo kochać, i kochaj Go z całego
              serca!!! I nie przepraszaj, jesteśmy tu po to , żeby Cię wysłuchać!
          • ikruck Re: co zrobić z psem, doradźcie!!!!! 06.08.04, 11:06
            Ja uważam, że dobrze zrobiłaś. Zmiana właściciela w tym wieku wiązalaby się
            dla psa z ogromnym stresem, juz się biedaczek w życiu naprzeżywał, lepiej mu
            tego było zaoszczędzić.Można powiedziec, że ratowałaś swoje małżenstwo, w końcu
            pisałaś, że często kłóciłaś się z mężem o psa. Macie dziecko, niech sobie
            dorasta w spokojnym domu, pełnym miłości, a nie w atmosferze kłótni i
            wzajemnych pretensji. Jestem pełna podziwu dla tego, ile w życiu zrobilaś dla
            swojego pieska (przeczytałam uważnie wszystkie twoje posty). Widać, że był Ci
            bardzo bliski i była to dla Ciebie trudna decyzja. Bardzo lubię psy, być może
            należałoby wcześniej coś zrobić, kiedy był młodszy, ale w sytuacji obecnej,
            uważam, że uśpienie go było jedynym racjonalnym rozwiązaniem.
    • malgosik77 Re: co zrobić z psem, doradźcie!!!!! 06.08.04, 13:50
      Tak sobie czytam... weszłąm na to forum z ciekawości, bo narazie
      jestem "oczekująca" smile No cóż, na temat jamniorów sporo moge powiedzieć, ta
      rasa towarzyszy mi całe życie.. Rozgorzałą dyskusja nt. możliwości oddania psa
      komus innemu.. owszem, tyle tylko że to psa nie zmienia.. my właśnie wzięliśmy
      prawie 2 letniego psa od ludzi, którzy wcisnęli nam na jego temat taki kit, ze
      głowa boli... jak się potem okazało piesek miał swoje przyzwyczajenia - tez
      sikał nocami w domu (nawet 0,5 h po powrocie ze spaceru), szczekał, był
      krnąbrny i złośliwy, i co najgorsze nie chciał zostać sam, bo wył w
      niebogłosy... Oczywiście to wszystko "wychodziło" na jaw stopniowo........
      Dodam jeszcze poniszczone w czasie naszej nieobecnosci meble, rozrzucone
      wszsytko co znalazło sie w zasiegu pyska, anonimowe groźby ze strony
      sąsiadów... koszmar... Na wychowanie psa mieli wpływ tamci ludzie, którzy na m
      go oddali.. nie wierzę, że 10 letni pies zmieniłby sie u kogos innego. Nasz
      rudzielec został przez nas pokochany, trochę go "wyprostowaliśmy", ale
      wiekszosc przyzwyczajen została- takie zachowania są po prostu wyrazem stresu u
      psa i odrzucenia- nasz w podsmiadomości się tego obawia mimo, że ma u nas
      ciepły dom. Teraz ma 9 lat, ja nie mieszkam z rodzicami a on został u nich.
      niedługo urodzi się moje dziecko, moja mama ma zamaiar później pomóc mi w
      opiece, oczywiscie przychodząc do nas z rudzielcem.. Mama ndzieje, ze sie oswoi
      z dzieckiem, bo w poprzednim domu właśnie ze wzgledu na dzieci został
      odrzucony... jestem dobrej mysli smile
      Niestety osoby, które mają wpływ na psy w najwczesniejszym etapie ich życia
      moga je najlepiej ukształtować- potem trudno wyplenić złe przyzwyczajenia, a
      bicie psa przynosi rezultat odwrotny... psy wyczuwają tez atmosferę w domu.. my
      staramy się jak mozemy, żeby nasz pupil nie był upierdliwy dla otoczenia- nie
      zawsze jest to łatwe i wiem, że wiele osób jamniorów nie lubi... to rasa bardzo
      krnąbrna i potrzebują silnej osobowości do wychowania.. wiec moja prośba- nie
      kupujcie tej rasy do dzieci- to nie jest dobry pomysł.. no co innego jak już
      taki jamnik jest wcześniej smile Pozostaje wspólna praca organiczna..........
      Trudno mi ocenić to co zrobiła maliniaq (chyba zresztą nie po to tutaj pisała
      aby ją oceniać), ale potrafię sobie wyobrazić jej sytuację i relacje z psem.
      straszne jest to, ze nikt tego psa nie akceptował... wiec trudno mu sie dziwić,
      że zdziczał...... Pozdrawiam i życzę podejmowania dobrych decyzji.......smile
      • patee1 Re: co zrobić z psem, doradźcie!!!!! 12.09.04, 20:20
        Owszem, psa sie da zmienic!

        Wiadomo, ze jest to ciezka praca, ale sie da!

        Poza tym psy NIE MOGA BYC ZLOSLIWE! Niestety mimo calego szacunku dla tego
        gatunku, ich mozgi nie sa az tak rozwiniete, aby uzyskac efekt zlosliwosci.
        Oprocz czlowieka zlosliwe moga byc tylko malpy czlekoksztaltne i to nie
        wszystkie.

        Jamnik to trudna do wychowania rasa, ale znam wiele jamnikow, ktore sa
        normalnymi, dobrze ulozonymi psami.
        Trzeba tylko chciec poznac psa...
        • anna39 Re: co zrobić z psem, doradźcie!!!!! 12.09.04, 20:52
          moim zdaniem zrobiliscie juz bład na samym poczatku jak kupiliscie psa wiem ze
          jamniki sa trudne do wychowania ale trzeba byc stanowczym i pokazac psu kto tu
          rzadzi i gdzie jego miejsce,a co do bakteri to dziecko bynajmniej sie uodporni
          ja mam 2 starszych i 4-ro mies.idzieci sa zdrowea tez mam psa 9 lat (wilk)i od
          czasu kiedy przyjechałam z mała do domu pies nie wchodzi do pokoju chyba ze jej
          pozwole,a oprocz tego mam jescze krolika i mysle ze dzieci chowane ze
          zwierzetamisa bardziej wrazliwe na swiat.zecze ci wytrwałosci ze swoim pupilem
          i niedaj mu sie soba kierowac pokarz mu gdzie jest jego miejsce.Acha pokarz
          suni dziecko pod kontrola niech obwacha aby wiedziała ze jest to nowy członek
          rodziny.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka