maliniaq
04.08.04, 11:11
Dziewczyny, mam pewien problem, może Wy mi dorasdzicie jak postąpić, żeby
było humanitarnie i dobrze dla wszystkich. Mój problem dotyczy psa, a
dokładnie suki jamniczki 10 letniej. Zwierzę zawsze było złośliwe i dość
nieposłuszne. Wychowywała się w domu moich rodziców, mieszkała z nami. Kiedy
wyszłam za mąż wzięliśmy ją do siebie. Moi rodzice nie mogli już wytrzymać
ciągle przesikanych mebli(sunia uparła się, że najlepiej będzie jej sikać na
kanapy), i związanego z tym smrodu, rywalizacji o to, kto pierwszy znajdzie
się przy drzwiach, kiedy ktoś puka, jej złośliwości w stosunku do gości, a
szczególnie dzieci. Praktycznie nikt z dzieckiem u nas nie bywał, bo ludzie
się bali. No ale do rzeczy. Szkoda mi było psa, więc wzięłam ją po ślubie do
nas. Tutaj jest jeszcze gorzej. Słuch tylko mojuego męża, bo jego się boi,
dostała od niego parę razy dość mocno, dlatego zachwuje się dość przyzwoicie.
Niestety, to są krótkie chwile, kiedy mąż jest w domu, w zasadzie wieczory.
Kiedy jest ze mną, zachowuje się jak obłąkana. Do tej pory to znosiłam, bo
btyła jedyną istotą poza nami w domu. Pojawiło się dziecko, i pies dostaje
szału. Pokoje mam pozamykane, suka siedzi tylko w kuchni w swoim pudełku.
Sika gdzie i kiedy chce, nie słucha i jest strasznie zazdrosna. Nie
pokazywałam jej jeszcze dziecka, bo boję się agresji. Ja jestem z Adasiem
praktycznie sama całe dnie i nie daję już rady zajmować się jeszcze psem.
Wiadomo, że zwierzę trzeba wyprowadzić na dwór, dać mu jeść, po prostu się
nim zająć. Mój synek z kolei jest dzieckiem bardzo absorbującym, marudnym i
czasem jest tak, że muszę wybirać : albo wychodzę z wściekle ujadającym psem,
albo uciszam i uspakajam płaczące dziecko. Nie chcę dokonywać takich
wyborów!!!! Adaś ma tylko 6 tygodnio. Boję się, że kiedyś zostawię dziecko,
żeby wyjść z psem, i doprowadzę do jakiejś tragedii, bo synek mi się
zakrztusi czy zachłyśnie, a mnie przy nim nie będzie. Ostatnio wyjechaliśmy z
mężem do lekarza i nie domknęłam drzwi do pokoju, w którym śpi dziecko. Po
przyjeździe piesek spał ślicznie na wersalce w pokoju, a na dywanie i
parkiecie były psie odchody (kupy). Przecież to jest strasznie niezdrowe dla
dziecka. Obawiam się, że w takich sytuacjach (niestety często się
powtarzających) moje mieszkanie to siedlisko bakterii. Podobne sceny
zazdrości pojawiają się w nocy. Synek śpi w miarę spokojnie, budzi się raz
czy dwa. Za to, dziś np., do Adasia wstałam raz, a do psa 5 razy. I to żeby
cokolwiek jej było? A to chciała żeby ją przykryć, a to na dwór siku (
nadmieniam, że musiało jej się nie chcieć tak bardzo, bo chodziłam z nią 10
minut zanim się załatwiła), a to dosypać czapi,a czasem po prostu szczekała
dla zasady, żebym wstała i przyszła do kuchni. W dzień swoim szczekaniem, a
nawet bieganiem po domu budzi mi dziecko, które bardzo trudno zasypia, i
budzi się przy lada skrzypnięciu. Mój mąż nie cierpi suki z całego serca,bo
paraliżuje ona normalne życie i powoduje, że Adaś staje się niespokojny i
marudny. Wszyscy radzą mi uśpić sukę, bo takie życie jest do niczego
niepodobne. No właśnie, wszyscy... Tylko nikt nie chce się tego podjąć ani
pomóc w inny sposób. I co ja mam zrobić??? Z jednej strony nie mam już sił
żeby rywalizować z psem, boję się dokonywania wyborów między nim a dzieckiem,
a z drugiej ... miałam tego psa 10 lat. Kurcze, co robić, błagam
odpowiedzcie, co zrobiłybyście w takiej sytuacji??? Od razu zaznaczę że oddać
go nikomu nie oddam, bo to zwierzę kanapowe, nie przyzwyczai się na podwórku,
nie zniesie zmiany właścicieli, będzie tęsknić. Pozdrawiam. Agnieszka.