Witam. Naprawdę się przestraszyłam-wczoraj ok. 11.00 zabrałam synka (12 tyg)
na spacer do miasta.Chciałam,żeby korzystając z takiej pięknej pogody jak
mamy tej jesieni (u nas ok.20 stopni) jak najwięcej korzystał z powietrza.
Jako że zabraliśmy też mleczko, to w sumie do domu wróciliśmy (piechota) po
17-prawie cały czas synek przebywał na dworze-słońca nie było widać-dzień był
raczej pochmurny,ale ciepły.Więc ja idiotka nie wpadłam na to,że to, że
słońca nie widać nie oznacza,że go nie ma

(((((((Większość czasu synek spał
przy odsłoniętej budzie wózka-bo wydawało mi się,że słońca nie ma, a
chciałam,żeby zaczerpnął powietrza. Dopiero po powrocie do domu-zobaczyłam,że
całe policzki ma czerwone-czółko raczej nie bo zasłaniał daszek od czapki.A
na dodatek myślałam,że krem ziajka, którym go posmarowałam jest z filtrem a
nie jest

((((((((Synek nie ma gorących tych policzków-ciepłe...zjadł mleczko
moze i trochę marudził ale nie wiem czy dlatego. Samcznie przespał całą noc,
ale poliki dalej ma zaczerwienione-a ja się
zamartwiam i wyrzucam sobie swoją głupotę....Czy mogłam mu zaszkodzić?co moge
zrobić, żeby uniknąć ew. konsekwencji...Czy moge się spodziewać jakichś
reakcji organizmu lub skóry syneczka?Dodam,że mierzyłam mu temp w odbycie i
miał 37 jak zawsze-to wczoraj-dzisiaj jeszcze nie mierzyłam.Dziewczyny proszę
pocieszcie mnie, że dziecku nic się nie stało. Mój mąż się ze mnie śmieje i
mówi,że przynajmniej synek blady nie będzie.Ale ja wiem, jak niebezpieczne
dla takiego maluszka może być słońce

Popełniłam błąd,jestem niedoświadczona-
przynaję się do swojej głupoty, choć to teraz nic nie pomoże.Zdarzyło Wam się
choć raz coś takiego zrobić????????
synkowi-ja już na pewno będę uważać

((((((((((