nukolada
10.03.05, 11:27
nie uwierzycie, ale w osttatni weekend z 5/6 marca mialam przedziwny sen.
Snilo mi sie, ze urodzilam dziecko. Nie pamietam samego porodu ale wiem, ze
byl no i pokazuja mi dziecko a to chlopczyk. Wazyl 2630. Ale ja nie moglam w
to uwierzyc, przeciez termin mam na 9 wrzesnia. Czyzbym nie wiedziala, ze
jestem juz tak dlugo w ciazy, ale badania i usg wszysko bylo oki. A tu taka
niespodzianka. Zdrowy, duzy chlopaczek. No i jaki moral z tego snu. A
zobaczcie... 1 sierpnia 2004 zapamietam do konca zycia, jak i pewnie nastepne
daty. Po roku staran na tescie zobaczylam dwie kreski. Radosci nie bylo
konca. A potem juz normalnie. Lekarz, usg, leki, bo ciaza zagrozona.
Przezylam najcudowniejsze dwa tygodnie mojego zycia. Ale ja przeciez chcialam
widziec moja dzidzie , czy rosnie. No i znalazlam sie na usg 14 sierpnia.
Jeszcze wtedy zadowolona podaje tydzien - 7 - wiem doskonale bo dwa tygodnie
wczesniej byl 5!? Ale lekarz tylko na mnie dziwnie spojrzal i powiedzial, ze
u niego to 5 wychodzi i glupoty gadam. Serduszko mojego malenstwa nie bilo. A
lekarz oswiadczyl, ze albo to bardzo mala ciaza, albo zle sie rozwija. To
bylo jak wyrok, pojechalismy do naszego lekarza zeby zaprzeczyl, ale on nie
mial takiego zamiaru. Powiedzial, ze to koniec, ze ono nie zyje i ze mam sie
zglosic w poniedzialek na zabieg. A BYLA SOBOTA. Jak w amoku przezylam reszte
dni. Nie mialam juz sily plakac jak zjawilam sie w szpitalu. Chcialam zeby
ktos powiedzial mi, ze to byla pomylka, ze moja dzidzia zyje. 17 mialam
zabieg, szybko bezbolesnie. Tylko po przebudzeniu zdolalam powiedziec, ze to
koniec, ze juz go nie ma, ze juz nic nie ma... Moj Aniolek urodzilby sie
pewnie w nocy z 5 na 6 marca 2005. Bylby chlopcem i wazyl 2630. Juz zawsze
bedzie to data jego "urodzin". Teraz czekam i modle sie, ze moja dzidzia,
ktora jest w brzuszku ma sie dobrze. Jest zdrowa i niedlugo zacznie kopac.
Ale zawsze bedzie miala braciszka.
Przepraszam, ze tak duzo napisalam, ale nie moge tego nikomu innemu
powiedziec. Nie moge przestac plakac...