Dodaj do ulubionych

spłakałam się

06.09.06, 09:52
Tak jak przewidywałam przyszedł kryzys u mojej straszej córci która me debiut
w przedszkolu. Dzisiaj dostała ataku histerii i nie mogłam od niej odejść.
Sam się zryczałam jak tylko zamknęłam za sobą drzwi. Chciałabym aby chodziła
do przedszkola bo nie długo wracam do pracy a jeszcze mam małą Alunię, którą
muszę nauczyć zostawać z mamą. Dlaczego to wszystko jest takie trudne. Serce
mi się kroi buuuuu
Obserwuj wątek
    • linn3 Re: spłakałam się 06.09.06, 10:00
      oj, trudne to, trudne, ja też przez tydzień płakałam po zostawieniu majci w
      trzylatkach. Bądż dzielnasmile
    • babie_lato1 Re: spłakałam się 06.09.06, 10:02
      Pierwszy stres dla malucha... Pomyśl, że tak naprawdę wyjdzie to jej na dobre,
      nauczy się życia w grupie, może z czasem to polubi i nie będzie chciała wracać
      do domu... Najtrudniejszy pierwszy krok. Chociaż warto ją obserwować, podobno
      niektóre dzieci mimo skończonych 3 lat nie są jeszcze gotowe na taką rozłąkę i
      wtedy lepiej poczekać. Trzymam kciuki, myślę że wszystko będzie OK smile
      • magdacz1 Re: spłakałam się 06.09.06, 10:10
        Oj też coś o tym wiem. Nawet teraz mój duży chłopak czasami zapłacze jak ma iść
        do przedszkola. Ale nie martw się napewno potem jej się spodoba, początki są
        trudne a i w przedszkolu nic ciekawego na poczatku się nie dzieje. Bedzie
        dobrze.
        magda
        • martunia78 Re: spłakałam się 06.09.06, 12:43
          Ja tez ryczłam, to trwa z mc, a potem dzieciaki nie chcą do domusmile
    • kachna79 Re: spłakałam się 08.09.06, 10:30
      dlatego moj znajomy sam odprowadza syna do przedszkolasmile Uznal, ze mama jest na
      to za miekka, a on jakos sobie radzi...
    • ania_34 Re: spłakałam się 09.09.06, 04:14
      Ja płakałam 4 dni i w końcu podjęłam decyzję o zabraniu synka z przedszkola.
      Mateusz 21.09 skończy 3 lata i uznaliśmy, że musimy poczekać - jest bardzo
      wrażliwy i jeszcze nie dojrzał do takiego rozstania.
      Chciałam, żeby chodził do przedszkola, bo wracam do pracy, a babcia i ciocia
      ew. niania będą miały urwanie głowy z dwójką, ale trudno - radziłam się
      wychowawców w przedszkolu (opinie podzielone) i koleżanki pedagog (nie widziała
      go, ale z opisu przez telefon zabrać).
      Było coraz gorzej - chociaż zostawał tylko na 3 godziny. Dlaczego?
      1. W tym przedszkolu nie było zajęć adaptacyjnych - od razu rzut na głęboką
      wodę.
      Ale fakt - inne dzieci się przystosowały - on nie ruszył ani raz do zabawy.
      Cały czas płakał z przerwami i miał w głowie jedną myśl, którą ciągle
      przekazywał pani: "Kiedy przyjedzie po mnie moja mamusia?".
      (Przedszkole ma bardzo dobrą opinię. Sami próbowaliśmy nadrobić ten brak zajęć -
      byliśmy na placu zabaw, długo opowiadaliśmy.)
      2. Kolejne dni wyglądały tak:
      1 dzień - słyszę płacz, zaglądam, Mateusz spłakany, wśród dzieci, wołam go, nie
      może się ruszyć, biorę go na ręce, dziękuję, uciekamy, bo inni płaczą.
      Pocieszam, rozweselam (na nic), tłumaczę, umordowany płaczem usypia w aucie.
      2 dzień - Drugiego dnia synek powiedział do mnie na powitanie: "Mamusiu, pani
      powiedziała, że jak będę płakał, to po mnie nie przyjedziesz." Zadziałało -
      odebrałam małe przestraszone dziecko, które się bało ruszyć. Wytłumaczyłam,
      Mateuszek mówi : "Pani się pomyliła". Dobrze, jedziemy, ale dziecko mówi: "Nie
      pójdę już do przedszkola, proszę, proszę". Tłumaczę, płącze, przestaje się
      odzywać,zasypia w aucie. W domu płacz, smutny, uśmiecha się dopiero ok. 20.00
      3 dzień - Odbieram po obiedzie "Mamo, zjadłem wszystko - zabierzesz mnie do
      domu? Pani powiedziała, że jak zjem, to pojedziemy". Moje dziecko, które zjadło
      wszystko, to dla mnie szok - jest niejadkiem - i nie cieszę się z tego, bo
      wiem, że to przymus i wcale nie jest to nic dobrego. Proszę, żeby nie zmuszać
      (wczesniej też mówiłam, uprzedzałam)W aucie usypia, po południu w kółko płacz i
      pytania przez płacz: "Kiedy po mnie przyjedziesz?, jak która bedzie godzina?""A
      która będzie, jak po mnie nie przyjedziesz?""Szybciutko po mnie
      przyjedziesz?" "Jeszcze nie kończy się ten dzień?" "Jeszcze długo będzie ten
      dzień?"
      - i tak cały czas. Próbuję wytrzymać - mąż mówi, że nie możemy
      rezygnować. "Mateuszku, wiesz, że mama musi iść do pracy (kłamstwo, ale nie
      mogłam mu powiedzieć, że zostaję z jego siostrą w domu). Przyjadę po ciebie po
      bajeczce". I próbuję rozweselać, tłumaczyć, zainteresować czymś innym. Na nic.
      Przetrzymuje nas długo w noc, żeby się dzień nie kończył, wreszcie zrezygnowany
      mówi: "Idziemy spać".
      4. dzień - mój Mateusz zmienił się w mały automacik, który myslał tylko kiedy
      mama po niego przyjedzie i gotów był zrobić wszystko, żeby być w domu. Kiedy
      przyjechałam bo bajce, uśmiechnął się smutno, przyszedł "Teraz możemy jechać?".
      Mówię: "Mateuszku, patrz jak dzieci myją rączki przed obiadem, umyj też, ja
      poczekam, tu na korytarzu". Patrzy smutno "Jak umyję pojedziemy?". Mówię, może
      zjesz obiadek "Jak zjem wszystko pojedziemy?". Mówię - zjedz ile chcesz, pewnie
      jesteś głodny, ja czekam. Poszedł, zjadł zupę - wypadł z płaczem "Czy pani
      zamknęła drzwi na klucz?". Uspokoiłam, pyta "Możemy iść?" Pożegnamy się i
      idziemy. Bez słowa poszedł na salę, a ja patrzyłam i hamowałam łzy, jam idzie
      mały ludzik - taki smutny, poważny - jak nakręcony wypełnia wszystko, żeby
      tylko iść do domu. Do jednej pani, do drugiej, która go nawet nie zauważyła bo
      taki cichutki, jakby chciał zniknąć. Pomyślałam, czy jakbym mu kazała panią
      pocałować w nogę, to chyba też by to zrobił bez zastanowienia.
      W aucie się prawie nie odzywał, poszłam z nim do łożka, żeby odpoczął, dostał
      ataku płaczu, wił się, rzuca, kilka razy się wzdrygnął na mój dotyk.
      Wyciągnełam go spacer, do babci, była powtórka z wczoraj z pytaniami i płaczem.
      W nocy nie spał, płakał - rozmawialiśmy długo z mężem, czytaliśmy artkuły na
      ten temat w Internecie - znalazłam forum przedszkole, poczytałam posty i
      stwierdziliśmy - przerwa - jutro idziemy tylko na bajkę lub wcale.
      Nie poszliśmy wogóle, po ciężkim dniu w domu musiałam powiedzieć dziecku NIGDY
      na pytanie "Nigdy nie pójdę do przedszkola?"żeby zaczęło odzyskiwać spokój i
      poczucie bezpieczeństwa.
      Dziś już drugi dzień w domu, jest lepiej, ale wieczorem znowu była histeria. I
      pytanie z płaczem "Mamo ,nigdy nie pójdę do przedszkola?" - zadane było chyba
      na setki.
      Moje dziecko zmieniło się z wesołego, otwartego chłopca (Tak, zawsze swobodnie
      rozmawiał z obcymi, witał się, cieszył z gości - "Co pan pije?")w kłębuszek
      nerwów. Dziś przestraszył się, że przyjedzie do nas wujek.
      Nie cofnę czasu, ale żałuję, że do tego doprowadziłam.
      • ania_34 Re: spłakałam się 09.09.06, 04:50
        Nakarmiłam małą i uświadomiłam sobie, że jeszcze Ci dokładam, zamiast pocieszyć.
        Ale u Was jest chyba całkiem inaczej - kryzys po paru dniach jest normalny.
        Ważne, żeby dziecko się bawiło choć trochę, nie cały czas płakało, w domu
        dawało się rozbawić.
        Ja wytrzymałam dużo, jestem dość twarda, chcę, żeby moje dzieci były otwarte,
        odważne, samodzielne. Ale co zrobię? Mateuszek jest wrażliwy i na siłę tego nie
        zmienię. Dojrzewać będzie powoli do rostania z mamą. A ja musze poszukać
        przedszkola, które pozwala na obecność rodziców na początku i za rok na
        wakacjach rozpocząć próbę. (Pracuję w szkole). Niestety, w mojej gminie takiego
        nie ma. W Rzeszowie nie mamy szans na przyjęcie do dobrego, bo nie nasz rejon.
        Prywatne pełne na parę lat do przodu. Może za rok coś się zmieni?
        Czasem zazdroszczę, że tak macie fajnie w większych miastach - basen dla
        niemowlaków, gimnastyka dla bobasa, różne przedszkola. Wszystko ma swoje plusy
        i minusy.
        Powodzenia w adaptacji - szkoda, że nam się nie udało
        Rozżalona mama, która musiała się wygadać (widać po rozmiarze poprzedniego
        postu)
    • mysza_33 No to ja też dołożę 10.09.06, 23:34
      Ja do przedszkola nie chodziłam, bo przeszłam b. źle żłobek, przedszkole już nie
      wchodziło w grę. Muszę przyznać, że rodzice lekko nie mają, jeśli chodzi o decyzje.
      Moi zrobili jeszcze jeden błąd (oczywiście nie winię ich za to smile) - wysłali
      mnie na kolonię, gdy miałam może 5 lat? Nie wiem dokładnie, ale wiem, że
      płakałam codziennie, a jak wychowawczyni pytała mnie co napisać rodzicom to od
      razu w ryk. Fakt, przyjechali po mnie (i Brata, też mu się nie spodobało, mimo,
      że 5 lat starszy... jakaś felerna kolonia) po tygodniu, ale to była moja
      pierwsza i ostatnia kolonia. Potem już nigdy nie wyraziłam zgody na żaden wyjazd sad

      Warto jednak przyglądać się swojemu dziecku wnikliwie i patrzeć na reakcję, w
      razie czego zadziałać...

      Ból, gdy płacze Twoje maleństwo jest okropny

      Julka
    • gniewkowiec Re: spłakałam się 11.09.06, 11:15
      Po tygodniu wiem tyle, że Paulina w przedszkolu jest około 10 min płacząco -
      smutna, następnie bierze udział w zabawach z grupą. Dzisiaj nawet już chętnie
      pobiegła do swojej sali. Nie wiem czy to chwilowe czy już zaakceptowała ten
      stan rzeczy. Czytając wcześniejsze posty to pewnie też zabrałabym dziecko z
      przedszkola widząc jak się zmienia na inne dziecko. Nie ma sytuacji bez wyjścia
      aby tak katowac dziecko. No zobaczymy ale dzisiaj u nas było już dobrze!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka