Własnie wróciłam z badań ze szpitala. Pobrano mi krew na morfologię,
pełen zestaw hormonów tarczycy i przeciwciał tarczycowych, bo mam
chorobe Hashimoto. No i musiałam zapłacić- ponad 150 zł- bo do
endorkrynologa musiałam iść prywatnie, na wizyte państwową mogłabym
umówić się najwcześniej miesiąc po terminie porodu

. Doliczając
koszt 2 wizyt u endokrynologa (100 zł) i ginekologa (90 zł) tylko w
tym miesiącu wydam na lekarzy 450 zł. Nie nalezymy do bogaczy, ale
na zdrowiu dzidzi nie będziemy oszczędzać, bo w poprzedniej ciąży
chodziłam do publicznej przychodni i przy porodzie b. źle mnie
potraktowano, niewiele brakowało, a Milenka urodziłaby się z MPDz,
albo jeszcze gorzej, tak więc nigdy więcej ryzyka, bo panowie
doktorzy przejmowali się tylko swoimi prywatnymi pacjentkami, które
przez 9 mies. nabijały im kabzę. Wkurza mnie strasznie hipokryzja
lekarzy, którzy narzekają na "biedę" i sprzeciwiają się prywatyzacji
słuzby zdrowia, która oznaczałaby dla nich odcięcie od koryta-
ubezpieczyłabym się w prywatnej kasie chorych i zapłaciła w
szpitalu, dajmy na to, 30 zł za wizytę, a nie 100 zł do prywatnej
kieszeni lekarza, teraz przecież też płacę składki na słuzbe
zdrowia, a do publicznej przychodni chodze najwyżej po lekarstwo na
katar. Wkurza mnie hipokryzja polityków, którzy sami maja rządowe
kliniki i w razie czego pieniądze na prywatne badania, nie chcą więc
narazac sie lekarzom i skończyć z fikcja "bezpłatnej" słuzby
zdrowia. Trochę za dużo napisałam, ale naprawdę się zdenerwowałam.