Dodaj do ulubionych

UZALEŻNIONY OD MAMY 2-LATEK?!

06.01.04, 11:31
Witam e-mamy i prosze o rady.
Nie mam już siły do mojego 2-latka, który jest ode mnie po prostu
uzależniony. Jeśli jestem w jego zasięgu to nikt nie może go dotknąć, wziąć
na ręce, pobawić się z nim, itd, itp, po prostu TYLKO MAMA. Już nawet
kubeczka z piciem sam do ręki nie weźmie - to ja muszę go poić i karmić. Sam
nic nie chce robić. A w nocy to jest po prostu koszmar. Fakt faktem sam
zasypia, ale budzi się po północy, chce do mojego łóżka i śpi po prostu
przylepiony do mnie całym swoim ciałem, wtulony w szyję, włosy, jak mnie nie
czuje to od razu się budzi i od nowa - jak taka mała huba. Ja ledwo oddycham
kiedy oplata mnie z całej siły swoimi małymi ale baaardzo silnymi rączkami i
zastanawiam się jak on to robi kiedy swój nosek ma wciśnięty w moją szyję do
granic możliwości?!
To jakiś koszmar, na innych, i co gorsza na swojego tatę reaguje tylko
krzycząc sio, albo próbując uderzyć. Straszny mały terrorysta. Próby
wytłumaczenia że tak nie wolno, że tacie będzie przykro, że go to boli, próby
przekupstwa: "jak będziesz grzeczny, to..." itp - to wszystko na nic.
Krzyczenie przynosi jeszcze gorsze rezultaty. Teraz stwierdziliśmy,że po
prostu musimy to ignorować z nadzieją że mu niedługo przejdzie, ale jak tu
ignorować, kiedy próbuje uderzyć babcię w twarz. Sama już nie wiem co robić.
Czasami myślę, że może ma za dużo energii, czasami że jest
nadpobudliwy....ale czy w tym wieku to nie za wcześnie na takie "diagnozy"??
Muszę zaznaczyć, że jak mnie nie ma to wszystko jest w jak najlepszym
porządku - uwielbia zabawy z tatą, nie podnosi ręki na babcie. Po prostu jest
grzeczny.
Poradźcie co robić.
Pozdrawiam, marta.
Obserwuj wątek
    • malgosia87 Re: UZALEŻNIONY OD MAMY 2-LATEK?! 06.01.04, 16:23

      Matrasza skąd ja to znam, mama to, mama tamto i w ogole jak mama na horyzoncie to reszta towarzystwa może spadać wink).
      A zatem chwila wspomnień, tak to m.in bywało:
      1) usypianie i spanie tylko z mamą, na początku to mi się nawet podobało, ale w miarę jak Jula rosła i stawała sie bardziej ruchliwa stopniowo przestawało;
      2) tata (najczęsciej) był traktowany dość obcesowo, słownie, bo Julka nigdy nikogo nie próbowała uderzyć;
      3) no i oczywscie masa czynności powiedzmy pielęgnacyjnych, która biedna mama (czyli ja), ku niekoniecznie swojej radości, zdaniem dziecka wykonywała najlepiej.
      Oczywiście od pkt1-3 zdażały się wyjątki, ale jak to z wyjątkami potwierdzały one pewną regułę.

      I teraz po kolei jak sobie z tym radziliśmy:
      1) spanie, tutaj akurat nie chciałam nic zmieniać do momentu przeprowadzki, przygotowywałam Julkę, że niedługo będzie miała tylko swój pokoik a rodzice obok sypialnię; wspolnie go urządzalismy i powiem Ci, że poszło nadzwyczaj gładko, po prostu od momentu przeprowadzki Jula spi w swoim pokoju (aha, przeprowadzaliśmy się niedługo po jej 3 urodzinach) , początkowo czasami przychodziła do nas w nocy, teraz w zasadzie przesypia całe noce w swoim łóżku ; sama też zasypia i w ogóle sielanka
      2) nie lubie ...; idź stąd, itp. Ja radziłam sobie w ten sposób, że w trakcie zabawy z córką wymyslałam różne sytuajce nawiązujące do jej zachowań, odgrywając np. rolę taty-zajączka, który słyszy od swojego dziecka "idź stad, nie lubię cię, itp., albo wymyslając rózne opowiadania o dziewczynce, która przeżywa identyczne sytuacje jak Julka. Te swoistego rodzaju opowiadania-metafory sparwdziły się u nas nie tylko przy tej okazji, nb. polecam ksiązkę "opowiadania dla twojego dziecka" Doris Brett).
      3) co do agresji fizycznej, nie mam tu żadnego doświadczenia, ale wydaje mi się, że w sytuacji gdy synek próbuje uderzyć kogokolwiek potrzeba jest natychmiastowa reakcja; stanowczy, ostry ton, groźna mina, niech mały wie, że takie zachowanie nie będzie tolerowane; jeśli to nie wystarczy będzicie musieli zastanowic się nad wyciągnięciem konsekwencji za nieposłuszeństwo, co przyznam się wymaga od rodziców nie lada pomysłowowści;
      A jesli chodzi o wyręczanie (np.o kubek z piciem); ja mam taka zasadę nie wyręczam w czynnościach z którymi wiem, że Julka dobrze sobie radzi a czasowa nieporadnośc wynika z chęci postawienia na swoim, kaprysu czy innych takich wink.

      I teraz na koniec i na pocieszenie smile); u nas to wszystko minęło, stopniowo Julka zaczęla dostrzegać inne osoby (i te dorosłe i te mniejsze); mama owszem jest wazna i mamy się słucha smile), ale z tatą tez można robić wiele fajnych rzeczy i cytat "tata się zna lepiej na komputerach", i z ciocią i z babcią (choć mama obok).

      Pozdrawiam,
      Małgosia (mama Julki 4,4 m-ce)

      PS I oczywiscie granice i konsekwente ich przestrzeganie, teraz pracuję, sprzątam, gotuję,odpoczywam, czyli w tej chwili nie mogę zrobic tego o co mnie prosisz;poproś tatę o sok, kanapkę, pobaw się sama itd. Możemy się pobawić jak skończę; nie jest łatwo bo dziecko najczęsiej gwałtownie protestuje, ale opłaca sie nie rzucać słow na wiatr, ono naprawdę w końcu pojmie, że jesli mama mówi "nie" to znaczy "nie". Julka właściwie zrozumiała, że mama może byc zajęta nie tylko jej osobą, gorzej gdy chcę poprostu poleniuchować, no nie da się; staje sie wtedy wielkim upierdliwcem wink, który co chwila pyta"długo jeszcze będziesz odpoczywać, a kiedy skończysz to odpoczywanie.
      • grajka11 Re: UZALEŻNIONY OD MAMY 2-LATEK?! 07.01.04, 11:02
        Matrasza!
        Przechodziłam to samo! też prosiłam o pomoc w wątku "Syn odrzuca resztę
        rodziny, tylko mama!". Trwało to jakiś czas i chyba było związane z rozłąką ja
        w pracy on w żłobku - poradziliśmy sobie tak: po żłobku nie rzucałam się do
        garów, tylko szliśmy na pół godzinki na spacer, ale taki dla niego - każdy
        kamyk, patyk, kapsel na wszystkim mógł się zatrzymać i był czas. Starałam się
        nie okazywać zniecierpliwienia. W domu siadałam na dywanie i zaczynaliśmy
        zabawę, dołanczała się np. Kasia a po jakimś czasie ja wycofywałam się do
        swoich zajęć. Generalnie część moich obowiązków przejęli inni domownicy, jak
        Grześ poczół, że nie musi mnie tak kurczowo trzymać, że mam dla niego czas to
        po jakimś tygodniu zaczęło mu ustępować i nawet razem "gotowaliśmy" tzn. on
        siedział na szawce i mieszał w garnuszku z mąką, a ja robiłam swoje. Przedtem
        musiałam siedzieć z nim przytulona i nic nie mogłam robić. Teraz zdarza się, że
        ktoś z nas jest "nominowany" i tylko on może się z nim bawić, albo czytać
        bajkę, ale nie jestem to już wyłącznie tylko JA. Taki maluch chyba potrzebuje
        pewności, że mama zawsze jest na jego wezwanie, zawsze gotowa przytulić i nie
        ma ważniejszych spraw niż jego własne. Mam wrażenie, że właśnie tak myślał
        Grześ i gdy pozbyłam się nerwowości związanej z prowadzeniem domu (przy dużej
        pomocy męża i Kasi) wszystko ustąpiło.
        Bądź dobrej myśli, to kolejny etap rozwoju dziecka i pociesz się, że przecież
        do 18-stki nie będzie tak wisiał na Tobie.
        Grajka

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka