Dodaj do ulubionych

Dorośli stawiają granice...

24.12.09, 08:43
Zastanawia mnie ostatnio jedna kwestia i ciekawa jestem, co o tym myślicie.
Lansuje się pogląd, że to dorosły decyduje, stawia granice dziecku... Jak więc powinna wyglądać taka zwyczajna czynność jak wychodzenie z przedszkola?
Obserwuję postawy tak przeróżne, że już sama nie wiem, czy w tej kwestii również powinny istnieć jakieś granice i jak powinny być stawiane.
Jedni rodzice mają dzieci tak wyuczone, że gdy tylko staną w drzwiach, dziecko odkłada zabawkę i wychodzi. Inni wchodzą, dziecko czasem jedynie za namową pań do nich podchodzi i oznajmia, że chce jeszcze zostać, po czym rodzic mówi "dobrze, to ja tu poczekam" i stoi pod salą, nawet i godzinę... W przedszkolu mojej córki przyjęte jest, że dziecko ma podejść i zapytać rodzica, czy może jeszcze zostać i ile czasu, do tego zachęcają panie, ale czasem rodzice nie podejmują takich prób, lecz albo stoją właśnie pod tą salą, pozwalają dzieciom decydować ile one jeszcze mogą tam siedzieć (czasem do zamknięcia przedszkola...) albo biorą dziecko za rękę i wyprowadzają je na siłę... Inni przynoszą dziecku niespodziankę, która sprawia, że dziecko idzie z nimi do szatni... Ale potem tam siedzi z rodzicem przez godzinę... Są i tacy, którzy najpierw przed salą, a potem w szatni i na placyku spędzają z dziećmi długie godziny, nie potrafiąc dziecka skłonić do tego, by dało się ubrać...
Jak to jest? I jak być powinno? wink
Obserwuj wątek
    • wieczna-gosia Re: Dorośli stawiają granice... 24.12.09, 10:13
      Tak jak rodzic lubi i umie wytrzymywac. Ja generalnie jestem z opcji
      "ile jeszcze potrzebujesz? 10 minut?" i tego sie trzymam i faktycznie
      po 10 minutach wychodze. Jestem w stanie ponegocjowac jesli dziecko
      wyjatkowo dobrze sie bawi ale wylacznie grzecznie.....
    • alabama8 Re: Dorośli stawiają granice... 24.12.09, 10:17
      Powinno być tak, jak każdemu pasuje. Myślisz, że można do wszystkich
      przyłożyć jedną miarkę. A wogóle co to za temat - jak wychodzić z
      przedszkola? Jeny, a ja myślałam że ta kwestia jest już dawno
      uregulowana ustawowo oraz w wewnętrznych regulaminach
      przedszkolnych, łącznie z instruktażem którego kapcia zdejmuje się
      najpierw.

      A podsumowując - to jak ty wychodzisz z przedszkola jest w porządku,
      to co robią rodzice innych jest naganne i nie przyzwoite. Żeby tak
      na gó...arza czekać - fuj.
    • ana119 Re: Dorośli stawiają granice... 24.12.09, 10:24
      przerabiałam zły humor podczas wychodzenia i u nas zadziałała
      rozmowa wieczorem w domu. wybrałam porę kiedy dziecko jest
      spolegliwe i mówię, co mnie "zmartwiło" i na spokojnie mówię jak JA
      odebrałam to marudzenie i dlaczego mi się śpieszy (gorąco mi w
      ubraniu czekać, muszę przygotować obiad a wracam z pracy, muszę coś
      jeszcze kupić do domu bo czegoś zabrakło) i moje dziecko przyjęło to
      tłumaczenie. tak samo kiedy głośno się bawił kiedy słuchałam w
      wiadomościach o czymś dla mnie ważnym to identyczna rozmowa i
      tłumaczenie, że ta informacja była dla mnie ważna i że chwilę musi
      odczekać, bo ja mu w czasie bajki nie przeszkadzam np. odgłosami z
      kuchni ani nie zadaję trudnych pytań
    • mruwa9 Re: Dorośli stawiają granice... 24.12.09, 12:29
      nie jestem kwadratowa i tego typu sytuacje zaleza od dnia i
      okolicznosci. Jesli sie spieszymy, to nie ma dyskusji, jest
      komunikat z argumentem, dlaczego. Jesli mamy czas, czemu nie? Ja
      jestem dosc liberalna pod wieloma wzgledami (pozwalam dzieciom jesc
      przed telewizorem, na przyklad :-0 ), generalnie staram sie, aby te
      same zasady obowiazywaly wszystkich domownikow (choc doroslym wolno
      troche wiecej tongue_out)
      • per-vers Alabama... 24.12.09, 17:55
        Alabama, kompletnie źle mnie zrozumiałaś.
        Nie czepiam się tych rodziców, choć przyznaję, że sama bym nie ścierpiała stania pod salą godzinę albo dwie, jakkolwiek szanuję swoje dziecko i nie uważam, że gó...arz powinien się podporządkowywać ze wszystkim. Te dzieci wychodzące natychmiast na widok rodzica tak samo budzą moje pewne wątpliwości, choć może to tylko ja mam taki kanciasty przypadek, którego nie dałoby się tak wytresować.
        Ale zastanawiam się, gdzie się zaczyna przegięcie. Osobiście nie mam większych problemow ze swoim dzieckiem w tej kwestii, ale czasem w szatni uważam, że niektórych opiekunów wypadałoby beatyfikować.
        Chciałam poznać waszą opinię na ten temat, tylko tyle.
        • jotde2 Re: Alabama... 27.02.10, 16:16
          > a pod salą godzinę albo dwie

          zależy jaka ta szatnie ? może jest głęboki fotel ,gazeta i kawka ?
          pewnie nie ?smile mam czas ale niema mowy żebym czekał pod drzwiami to
          brak szacunku do samego siebie . ma zaraz wyjść i jak jest pogoda to
          siedze na ławce przed przedszkolem a on sie bawi (lubie go
          poobserwować smile).aha godzine odbioru ustaliliśmy wcześniej wspólnie
          bo jak był młodszy to była to 14.30 a teraz 15.30.
    • mskaiq Re: Dorośli stawiają granice... 26.12.09, 06:44
      Mysle ze granice ktore sie stawia dziecku musza byc rozumiane przez
      dziecko. Inaczej granice stana sie zakazem ktory nalezy lamac bo np
      inne dzieci nie maja takich granic.
      Serdeczne pozdrowienia.
      • camel_3d Re: Dorośli stawiają granice... 27.02.10, 19:31
        >Inaczej granice stana sie zakazem ktory nalezy lamac bo np
        > inne dzieci nie maja takich granic.


        to nie ma znaczenia. inne dzieci sa inne i maja innych rodzicow...
        kazdy wychwuje wedlug uznania.
    • mama303 Re: Dorośli stawiają granice... 26.12.09, 13:59
      Zawsze ja decydowałam kiedy z przedszkola wychodzimy. Czasem
      natychmiast kiedy gdzies sie śpieszyłyśmy, czasem jesli dzicko coś
      kończyło to mówiłam że czekam w szatni ale żeby juz kończyło!.
      Czasem to ja przedłużałm czas wyjścia bo np chciałam pogadac z
      którąś z mam czy z Panią. A pare razy zdarzyło się że wyszłąm do
      pobliskiego sklepu i ponownie przyszłam. Generalnie ja podejmowałm
      ostateczna decyzję, nie dziecko. Faktycznie widziałam jak niektórzy
      rodzice siedzieli w szatni i cierpliwie wyczekiwali i kilkukrotnie
      prosili, az czasami Pani musiała wkroczyć. Raczej nie pochwalam.
    • camel_3d Re: Dorośli stawiają granice... 27.02.10, 19:28
      u mnie jest tak, ze rodzic przychodzi i dziecko idzie do domu. nie ma dyskusji.
      dziecko moze odlozyc zabawke, pozegnac si ez pania i to wszytsko. nie my
      dyskutowania i pertraktowania ile dziecko moze jeszcze zostac.
      • magmajew Re: Dorośli stawiają granice... 27.02.10, 20:43
        U mnie dokładnie tak jak u Camela. Rodzic przychodzi, dziecko wychodzi, nikt nie
        pertraktuje. Myślę, że tak jest najlepiej.
    • ga-ti Re: Dorośli stawiają granice... 28.02.10, 11:45
      Ja czekam aż sprzątnie po sobie i pożegna się z panią i kolegami wyjątkowo, aż skończy coś robić, ale głównie odbieram po podwieczorku, a wtedy dzieci się bawią.
      Młody przychodzi do szatni i czasem jęczy, że za wcześnie, czasem że za późno. Ale ubieramy się, oglądamy wystawę z pracami, podziwiamy i wychodzimy. Jak mam czas, a młody chce to może trochę pobawić się na placu zabaw.
      Nie jestem za staniem godzinę i czekaniem na dziecko. To tak, jak bym podglądała, podsłuchiwała nauczycieli wink Jeśli takie sytuacje się powtarzają to może wystarczy później po dziecko przychodzić, dać mu więcej czasu na zabawę.
    • jkl13 Re: Dorośli stawiają granice... 03.03.10, 09:46
      Powinno być tak, że rodzic czeka tyle, na ile ma akurat czasu. Ja
      tego czasu nie mam, bo robię za kierowcę męża, czyli jadąc po syna
      do przedszkola mam już odebranego młodszego - z młodszym na ręku idę
      po starszaka - z obojgiem jadę po męża i nie mogę się spóźnić, bo
      inaczej 10-minutowy powrót do domu zamieni się w 30-minutowy korek.
      Tak więc mój syn z tych, co to widząc mnie odkładają zabawki i
      potulnie wychodzą z sali. Do tego jeszcze w szatni ubiera się
      ekspresem, coby młodszy, siedzący u mnie na ręku, się nie zapocił.

      Po prostu nie mogę sobie pozwolić na to, aby wedle uznania syna
      spędzać dodatkową godzinę w przedszkolu, choć on z pewnością chętnie
      by w tym przedszkolu został....
      • slonko1335 Re: Dorośli stawiają granice... 03.03.10, 12:59
        Dzwonię domofonem. Jeżeli Alka akurat kończy jakąś czynność Pani wychodzi i mi
        mówi, że akurat się przebiera, kończy zupę,jest w toalecie itd. i muszę chwilę
        poczekać. jeżeli tylko się bawi to odkłada zabawkę na miejsce i Pani ją
        wyprowadza do mnie. Nie wiem jak będzie wiosną czy latem kiedy dzieci będą się
        bawić na podwórku i z placu zabaw będą ją zabierać.
    • marghe_72 Re: Dorośli stawiają granice... 03.03.10, 22:25
      Jak powinno być?
      Ano tak jak każdemu pasuje.
      Moja zawyczaj prosiła o jeeeeeszcze chwiiilę. 5 - 10 minut ,mniej
      więcej.
      Swoją drogą myślałam, ze poruszysz jakiś naprawdę istotny problem.
      Tytuł to sugerował
      • joan2705 Re: Dorośli stawiają granice... 09.03.10, 00:39
        To w jaki sposob dziecko wychodzi z przedszkola jest tylko wylacznie wynikiem
        tego do czego zostalo przyzwyczajone, na co mialo i ma przyzwolenie. Nie
        mieszkam w Polsce, ale jestem pewna ze zwazywszy na upor mojego syna pewnie
        bylabym jednym z tych rodzicow, ktorzy jeszcze godzine stercza pod sala albo na
        sile wyciagalabym go do domu. I wydawaloby mi sie to "normalne". Ale mieszkam w
        UK i tak dla ciekawostki napisze, ze tu obowiazuje sztywny regulamin, ktory
        zreszta bardzo mi teeraz odpowiada - wybija godzina 15.10, rodzice (wszyscy) jak
        na komende wchodza do sali i w zaleznosci od tego w jakiej kolejnosci wchodza w
        takiej wywolywane sa ich dzieci. Nie ma opcji dodatkowej zabawy, szybko nalezy
        sie ubrac i wyjsc. Malo tego. Przez dlugi czas moj syn widzac mnie wyrywal sie
        przed szereg, ale kazdego dnia nauczycielki skutecznie go powstrzymywaly, uczac
        czekanie "na swoja kolej".
    • zuzanka89 Re: Dorośli stawiają granice... 12.03.10, 18:05
      U nas wyglada to tak, ze gdy corka zobaczy mnie lub meza wykrzykuje
      z radosci MAMA (badz TATA) i natychmiast przybiega - przyczyna tego
      jest bardzo prozaiczna - jest glodna (co jest jej wyborem, bo nie je
      a w przedszkolu nie zmuszaja, co bardzo popieram bo ja tez nie
      zmuszam). Z tego co widzialam to inne dzieci zachowuja sie podobnie -
      ciesza sie na widok rodzcow i chca isc do domu, nigdy nie
      widzialam, zeby ktos czekal badz siedzial w szatni ale my przygode z
      przedszkolem zaczelismy niedawno i niewiele jeszcze widzialamsmile
    • kasnova Re: Dorośli stawiają granice... 12.03.10, 18:56
      A skąd wiesz, że niektórzy rodzice czekają na dzieci godzinę lub
      dłużej? Stoisz razem z nimi, obserwujesz sytuację i czekasz, kiedy
      wyjdą?
      • per-vers Re: Dorośli stawiają granice... 13.03.10, 08:53
        Ktoś tu pisał o tym, że temat sugerował poważniejszy problem... O
        wielkich problemach wychowawczych było tu już dużo... Mnie
        zastanowiły wtedy właśnie kwestie błahe: czy wtedy też trzeba i
        należy wyznaczać granice? Czy wy, tu obecni, to robicie? I na TE
        pytania szukałam odpowiedzi.
        Przedszkole mojej córki jest przedszkolem prywatnym i firmowym
        jednocześnie, ale bynajmniej nie jakaś salka-przechowalnia, jest dużo
        dzieci, kilka grup, dużo sal, sporo rodziców, więc po prostu widuję
        tych rodziców o jakiejś porze i potem przez kolejne 2h... Ja sama nie
        stoję tam godzinami, nie potrafiłabym... Mam lepsze rzeczy do
        robienia... Ale moja córka zazdrości np. koleżankom, których rodzice
        przynoszą im do przedszkola jedzenie i karmią je w szatni, dzieciom,
        których rodzice bawią się z nimi na korytarzu godzinę właśnie... Też
        zaczęła się ubierać godzinami... Ja sobie tego nie wyobrażam... I
        denerwuje mnie chodzenie w kółko zamiast zakładania butów...
        • zuzanka89 Re: Dorośli stawiają granice... 15.03.10, 11:23
          Dla mnie 2 godziny w szatni to nie blacha sprawa, nie zgodzila bym
          sie. Nie wiem dlaczego dla kaprysu mieli bysmy zmienic caly rytm
          dnia? Czy przedszkole nie ma wyznaczonych godzin kiedy mozna
          odbierac dzieci? W przedszkolu mojej corki dzieci musza jesc przy
          stole (nie moga jesc np. w salce do zabawy) i nie moga bawic sie w
          szatni, szatnia jest niewielka i przesiadywanie w niej zaklucalo by
          normalne jej funkcionowanie - wydaje mi sie, ze pracownicy
          przedszkola i inni rodzice byli by bardzo niezadowoleni gdyby ktos w
          szatni jadl czy przesiadywal.
          Czy twoja corka nie jest wybawiona i zmeczona jak ja odbierasz?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka