Dodaj do ulubionych

Troche prawdy..troche nie (ARTYKUL!!)

04.10.10, 22:45
www.newsweek.pl/artykuly/francuska-milosc,50581,1

napisalabym ze to niemalze super artykul. Mocno nie zgadzam sie z niektorymi wnioskami autora,bo ostatnio ogolnie nie ufam dziennikarzom,i trudno powiedziec co jest ich interpretacja,a co francuskim wychowaniem - dlatego tez jak tylko bede mogla, siegne po ksiazke, sama wyciagnac wnioski.
I o ile zdecydowani nie popieram klapsow, to rodzic wyznaczajacy granice,zakazy,siedzenie przy stole (z przyjemnoscia - tak to mozliwe!!) ,nie zarzucanie materialnymi prezentami (bo to nie milosc tylko raczej marny substytut), to jak najbardziej.


Obserwuj wątek
    • mrs.t 1 04.10.10, 22:46
      Francuska miłość
      Joanna Kowalska-Iszkowska

      Im częściej okazujemy dzieciom pobłażliwość i czułość, tym gorzej dla nich. Przynajmniej tak uważa wielu Francuzów.

      W pogodne popołudnie jadłam obiad w eleganckiej restauracji na francuskim wybrzeżu Atlantyku. Białe obrusy, przystojni kelnerzy, w menu głównie owoce morza. Przy stoliku obok siedziała para z dzieckiem, około 2,5-letnią dziewczynką. Dziecko nie tylko nie korzystało ze specjalnego krzesełka dla maluchów, lecz także uczestniczyło w ciągnącej się przez prawie dwie godziny uczcie. Dziewczynka nie radziła sobie jedynie z krojeniem półkrwistego steku. Resztę obiadu zjadła samodzielnie. Żadnego marudzenia, rzucania frytkami w innych gości czy prób włożenia lalki Barbie do akwarium z homarami.

      We Francji dobre maniery nie tylko przy stole to u przedszkolaków norma. Cudzoziemcy często się śmieją, że małych Francuzów widać, ale nie słychać (chyba że na placu zabaw, gdzie rodzice pozwalają pociechom się wyszaleć). Mało kto tam uznaje – inaczej niż w Stanach Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii czy także w Polsce – że dzieci muszą odkrywać świat po swojemu i na przykład jeść rękoma, sprawdzając przy okazji, czy spaghetti dobrze przykleja się do stołu. Podstawą tradycyjnego francuskiego wychowania jest tzw. zimny wychów. I to być może jeden z najważniejszych powodów, dla których rodzi się tam najwięcej dzieci w Europie.

      W pupę albo w twarz
      W okolicach Ogrodu Luksemburskiego, ulubionego miejsca spacerów paryżan, widziałam matki albo opiekunki dające klapsy albo policzkujące niesforne szkraby. Nikt wokół się nie oburza ani nie protestuje. W dzielnicy Montmartre na stromych schodach prowadzących do bazyliki Sacré Coeur można zobaczyć dorosłych idących przodem, a za nimi gramolące się z trudem dwulatki, którym rodzicielka w ogóle nie pomaga, jedynie od czasu do czasu pokrzykuje: „Dépêche-toi‎!” – pospiesz się.

      Wielu Francuzów uważa, że oschłe traktowanie i utrzymywanie dyscypliny to najlepszy sposób okazania dziecku miłości, a nawet rodzaj cywilizacyjnej misji. – Niestety, wraz z ekspansją społeczeństwa konsumpcyjnego ta tradycja znika. Dzieci – jak w innych krajach – stają się królewiątkami, wokół których kręci się życie rodziców. Kiedyś dzieci wiedziały, że nie można mieć wszystkiego; dziś uważają, że do wszystkiego mają prawo, i to natychmiast – mówi w rozmowie z „Newsweekiem” dr Aldo Naouri, pediatra i psycholog, którego książki o wychowaniu są nad Loarą bestsellerami. Jego ostatni poradnik „Wychowujecie dzieci. Od dzisiaj” sprzedał się w 150 tysiącach egzemplarzy. Naouri każe rodzicom zapomnieć o radach z amerykańskich seriali o partnerskim i bezstresowym wychowaniu. – Frustrujcie swoje dzieci – radzi, twierdząc, że niedobory, braki, zakazy są motorami działania dziecka nieodzownymi dla jego rozwoju.

      Tato ma zawsze rację
      Zalecenia dr. Naouriego można uznać za kwintesencję tradycyjnego wychowania à la française. Na używanie smoczka, butelki i zabieranie ze sobą ukochanej przytulanki można dziecku pozwolić najwyżej do 2,5 roku. Inaczej nie będzie się rozwijać, tylko mentalnie tkwić w niemowlęctwie. Co więcej – wbrew zasadom głoszonym przez wielu innych psychologów – Naouri zakazuje wyjaśniania maluchowi motywów naszego postępowania. – Zbyt często „tłumaczenie” zmienia się w „tłumaczenie się” – twierdzi Francuz. – Rodzic powinien być przewodnikiem dziecka, a nie jego wyrośniętym kumplem.

      Zdaniem Naouriego, żeby dziecko naprawdę mogło na rodzicach polegać i ufać im jako autorytetom, musi wiedzieć, że w rodzinnej hierarchii znajduje się na dole. Ma wówczas motywację, by się starać, by się wspinać, pokonywać progi i dorastać. – Rodzice dziś są zbyt niepewni siebie – dodaje Naouri. – Nie wymagają, bo się boją, że zostaną znienawidzeni. To bzdura. Bez względu na to, co robią rodzice, dzieci i tak będą ich kochać. Nie mają wyboru.

      Brzmi to dość szokująco, szczególnie dla Polaków, którzy przyzwyczaili się już do myślenia typu: od kiedy jesteś na świecie, wszystko kręci się wokół ciebie, wszystko, o czym myślę, wszystko, co czuję, pragnę dać ci wszystko, co najlepsze. To wyznanie mamy z reklamówki firmy Hipp, która sprzedaje produkty „dla najważniejszych na świecie”. – Jesteśmy dziś przesiąknięci ideologią miłości. Są nawet psychologowie, którzy uważają, że wystarczy dzieci kochać, nie trzeba wychowywać. To bardzo szkodliwe przekonanie. Dzieci potrzebują ograniczeń, czasem ostrych reguł, które pozwolą im zrozumieć świat – mówi „Newsweekowi” Caroline Thompson, francuska psycholog i autorka książki „Przemoc miłości”.

      Ten tytuł to esencja jej poglądów: Thompson uważa, że ślepa miłość rodzicielska jest formą przemocy wobec dziecka, odbierającą mu bodziec do rozwoju i dorastania. – Miłość i nienawiść są blisko powiązane, często jedno przechodzi w drugie. To są uczucia, które każdy człowiek musi umieć przeżywać. Tymczasem dzisiejsi nowocześni rodzice nie chcą się nawet przyznać, że czasem są na dzieci zwyczajnie wściekli. Próbują tylko kochać, kochać coraz mocniej: rozsądek znika w natłoku emocji, a rodzicielska miłość przypomina namiętność – mówi Thompson. Taki zakochany rodzic nie może oczywiście wychowywać dziecka, besztać go i przywoływać do porządku. Zostaje jego przyjacielem, zaciera różnice między pokoleniami i pozbawia dziecko oparcia. Bo surowy rodzic jest oparciem. Jest dorosłym, tym, który wie i rządzi. Do takiego dziecko przychodzi po radę, przy takim czuje się bezpiecznie.

      Matki psychopatki?
      Czy jednak kontrrewolucja ogłaszana przez Naouriego i Thompson jest we Francji potrzebna? Francuskie matki w przeciwieństwie do Polek nie mają poczucia winy z powodu niepoświęcania dziecku wystarczającej ilości czasu, bo wracają do pracy najczęściej po trzech miesiącach po porodzie. Odsetek kobiet karmiących piersią należy do najniższych w Europie. Według danych zebranych przez Komisję Europejską tylko 62 proc. francuskich noworodków otrzymuje mleko matki (w Polsce – 90 proc.). W trzecim miesiącu życia przeciętne niemowlę trafia do żłobka, 93 proc. trzylatków i spory procent dwulatków chodzi do tzw. écoles maternelles (przedszkoli), a po zajęciach odbierają je niańki, często zagraniczne studentki bez referencji.

      Ale dopiero przypadek Rachidy Dati, do niedawna minister sprawiedliwości, dziś eurodeputowanej, wywołał dyskusję nad Sekwaną. Znana z urody i zamiłowania do kreacji Diora 43-letnia pani minister urodziła córkę Zohrę (poród odbył się przez cesarskie cięcie), a pięć dni później w eleganckiej sukience i szpilkach pojawiła się w pracy. Zamiast maleństwa zaprezentowała dziennikarzom nienaganną figurę, fryzurę oraz makijaż. – Bogini wyzwolonych kobiet – pisały na forach internetowych jedne Francuzki. Inne krytykowały ją, ale nie tyle z uwagi na ciężki los maleńkiej Zohry, ile raczej własny, przewidując, że z powodu postępowania pani minister ich szefowie zaczną wymagać powrotu do pracy nie po 2-3 miesiącach od rozwiązania, ale tuż po opuszczeniu porodówki. Na polskich forach zawrzało. „Na gilotynę z tą pracoholiczką!” – brzmiał jeden z wpisów.

      Przypadek Dati to oczywiście skrajność, ale pewne jest, że we Francji życie zawodowe i prywatne rodziców jest co najmniej równie ważne jak potrzeby dziecka. Świeżo upieczeni rodzice nie rezygnują z wieczornych wyjść ani z wakacji. Ufają też publicznym instytucjom, dlatego nie wahają się zostawiać maluchów na cały dzień w żłobkach, przedszkolach i świetlicach.
      • mrs.t 2 04.10.10, 22:46
        Dziecko to nie inwestycja
        Być może ta francuska nieczułość to jeden z powodów, dla których przyrost naturalny we Francji jest najwyższy w Europie (ex aequo z Irlandią). We Francji na jedną kobietę przypada średnio dwoje dzieci (w Polsce 1,27). Demografowie chętnie tłumaczą dużą skłonność Francuzów do rozmnażania jedną z najhojniejszych na Starym Kontynencie polityk rodzinnych. Na przykład becikowe wynosi we Francji prawie 900 euro (w Polsce – cztery razy mniej), comiesięczny dodatek na dwoje dzieci sięga 124 euro, za troje – wynosi 282 euro. Wielodzietne rodziny (z co najmniej trójką dzieci) oprócz zasiłków mają wiele przywilejów, np. prawo do ulg za przejazdy środkami transportu publicznego.

        Podobnie hojna polityka rodzinna nie zadziałała jednak ani w Niemczech, ani na Węgrzech. Wysoki przyrost naturalny odnotowuje Irlandia, ale tam szczodrość świeżo wzbogaconego państwa wobec młodych rodziców zbiegła się z tradycyjnym, katolickim podejściem do kwestii rodzinnych. Natomiast Francja od wieków jest laicka, ma liberalne przepisy aborcyjne, prawie co druga kobieta używa pigułek hormonalnych. Ale to tutaj posiadanie dzieci jest częścią uznanego stylu życia i miarą sukcesu. Francuzi dzieci nie uwielbiają – oni je lubią, a ich pojawienie się uważają za naturalną część życia, a nie rewolucję.

        W Polsce czy we Włoszech, gdzie przyjście na świat dziecka najczęściej oznacza całkowitą zmianę stylu życia, kilkuletnią przerwę w karierze, podróżach i życiu towarzyskim, przyrost naturalny należy do najniższych w Europie. – Jeśli chcemy dziecko wychować perfekcyjnie i zaspokoić wszystkie jego potrzeby, najczęściej możemy mieć tylko jedno – tłumaczy psycholog Caroline Thompson. To z powodu podejścia do dziecka jak do wielkiej inwestycji mamy ich coraz mniej.

        Ale dzieci kosztują naprawdę – powie ktoś. Owszem. Jednak sami napędzamy ten system, chcąc dać im wszystko. Naouri krytykuje huczne urodziny dla maluchów, góry prezentów i natychmiastowe spełnianie marzeń. – Wśród moich pacjentów – mówi – coraz więcej jest małych obsesjonatów. Nie zasną bez cukierka, nie przeżyją dnia bez nowej zabawki, nie potrafią czekać, znieść nieprzyjemności. Koszmar – pediatra kręci głową.

        Cóż, jeśli Francuzi oprą się trendowi rozpieszczania dzieci i dalej będą rozmnażać się tak chętnie jak dotąd, w 2050 roku czeka ich nagroda. Zdaniem wielu demografów staną się najliczniejszym narodem Europy.
        www.newsweek.pl/artykuly/francuska-milosc,50581,1/print
    • forumowiczka.to.ja Re: Troche prawdy..troche nie (ARTYKUL!!) 05.10.10, 09:34
      Artykuł bardzo fajny, dziękuję że go zamieściłaś. Zasiał trochę mętliku w mojej głowie, bo właśnie czytam "mądrych rodziców" gdzie udowadniają, że dzieci nietulone, z małą ilością fizycznego kontaktu z rodzicem mają w dorosłym życiu problemy, są skłonne do depresji, ogólnie słabo radzą sobie z emocjami. I jak to się ma do "zimnego wychowu" Francuzów?
      Myślę sobie, że nie ilość a jakość, co z tego że Francuzi rodzą dużo dzieci, skoro nie poświęcają im wystarczającej (zaznaczam - odpowiedniej) ilości czasu, nie za dużo ale i nie za mało.
      Fakt, my Polacy mamy skłonności do tej sinusoidy uczuć, jest albo super albo bardzo źle. U Francuzów jest cały czas dobrze - tzw constans. I to uważam jest bardzo dobre, dziecko uczy się tego, że nie musi być albo gorąco albo lodowato, może cały czas być ciepło. To bardzo ważne.
      Uważam, że artykuł jak każdy inny trzeba przefiltrować po swojemu, wyciągnąć z niego tylko to, co uznamy za "creme de la creme", a nie brac wszystkiego dosłownie.
      Osobiście jednak skłaniam się do dawania dziecku miłości i czułości, poświęcania mu uwagi i czasu, ale też odpowiednio zabierać coś dla siebie, czyli mieć chwilę na swoje przyjemności bez poczucia winy. I wymagać - zamierzam wymagać od dziecka: manier, szacunku, akceptowania zasad.
      I jeszcze jedno: nie podoba mi się, jak w artykule autor pisze, że dziecko jest najniżej w hierarchii rodziny - u mnie tak nie ma, jest na równi szanowane jak ja, mój mąż, ale z racji wieku jest traktowane jak dziecko a nie jak kumpel, czyli to my rządzimy a on będzie się (mam nadzieję) dostosowywał.
    • froszka Re: Troche prawdy..troche nie (ARTYKUL!!) 05.10.10, 20:42
      Artykuł ciekawy, ale wniosek chyba wyciągnięty na wyrostsmile "Francuski "zimny wychów" jest powodem wysokiego przyrostu naturalnego"

      To by oznaczało, że w takim kraju jak Polska wszyscy wychowują dzieci zgodnie z AP albo bezstresowym wychowaniem, bo przyrost mamy niski smile
    • sabeena Re: Troche prawdy..troche nie (ARTYKUL!!) 05.10.10, 21:13
      Artykuł owszem, ciekawy, ale wniosek o przyroście naturalnym jak to już przedmówczyni zauważyła na wyrost. Osobiście do tej pory wysoki przyrost naturalny Francji przypisywałam dużej liczbie naturalizowanych Francuzów pochodzących z kontynentu afrykańskiego - w rodzinach z Maghrebu rodzi się więcej dzieci, niezależnie od tego, czy we Francji, w Afryce. Jak we Francji to są to obywatele francuscy. Może mój wniosek też jest trochę na wyrost, ale pewnie i tak bliżej prawdy niż związek zimnego chowu dzieci z wysokim przyrostem naturalnym.
      • dzikiedzieci Re: Troche prawdy..troche nie (ARTYKUL!!) 05.10.10, 21:41
        Artykuł o dwóch skrajnościach
        francuskiej - zimnym wychowie

        i takim wychowaniu, które jest chyba reakcją na zimny wychów - kiedy rodzice chcą dziecku wynagrodzić to czego sami nie dostali a nie potrafią

        dużo nieprawdy i stereotypów

        odrobina prawdy, jeśli chodzi o to co jest nie ok
        ale już zalecenia - straszne
        • mama_kaspra Re: Troche prawdy..troche nie (ARTYKUL!!) 06.10.10, 19:05
          Zgadzam sie, okropnosc. Pozostaje miec nadzieje, ze to glownie bajdurzenie dziennikarza....
          • froszka Re: Troche prawdy..troche nie (ARTYKUL!!) 07.10.10, 00:17
            Amerykański dziennikarz wysuwa trochę inne wnioski:
            www.washingtonpost.com/wp-dyn/content/article/2006/10/17/AR2006101701652.html
            Nie ma nic o biciu wink Raczej jest o tym, że rodzina dostaje ogromne finansowe wsparcie, a kobiecie umożliwia się powrót do pracy na dogodnych warunkach (żłobki, przedszkola, dofinansowanie opiekunek, możliwość pracy na pół etaty), ale przede wszystkim jest społeczne przyzwolenie, że matka może bez wyrzutów iść do pracy, bo zostawia dziecko pod dobrą opieką. Rzekomo, w USA czy Niemczech, albo jesteś matką, albo pracujesz, co zniechęca młode ambitne do posiadania potomstwa.
          • mrs.t Re: Troche prawdy..troche nie (ARTYKUL!!) 07.10.10, 10:53
            moze powinnam uscislic
            nie powinnam pisac o artykule, ze super. zle sie wyrazilam, chodzilo mi raczej ze czuje ze ten francuski sposob jest raczej rozsadny -i jak wspomnialam - obawialam sie ze wnioski autora artykulu moga byc jedynym problemem.
            dzieki za linka !!
            • jul-kaa Re: Troche prawdy..troche nie (ARTYKUL!!) 07.10.10, 11:14
              mrs.t - ale co jest rozsądnego w tym sposobie?
              • froszka Re: Troche prawdy..troche nie (ARTYKUL!!) 07.10.10, 13:32
                Chyba wiem o co chodzi mrs.t smile Wcześniej umieściła wywiad z Jean Liedloff, w sumie na podobny temat, że nie należy umieszczać dziecka w centrum naszego świata, polecam:
                forum.gazeta.pl/forum/w,97998,115779606,115779606,znow_czytamy.html
                A mi się wydaje, że kwestia tego tzw. francuskiego wychowania, została w tym artykule bardzo spłaszczona. Bo mój syn również umie się zachować przy stole, wchodzi sam po schodach, posługuje się łyżeczką i widelcem, a nie wynika to z "zimnego chowu". Myślę, że wiele osób nie potrafi zrozumieć, że oprócz zimnego chowu i bezstresowego wychowania jest jeszcze kilka innych opcji.
                Co jeszcze mnie uderza, ale to już z tego drugiego artykułu, to jakie zachowania są społecznie akceptowalne tzn. że dziecko można zabrać ze sobą wszędzie, że część odpowiedzialności za wychowanie potomstwa przejmuje całe społeczeństwo.

              • mrs.t amerykanska inerpretacja 07.10.10, 16:39
                [i]As Europe Grows Grayer, France Devises a Baby Boom

                By Molly Moore
                Washington Post Foreign Service
                Wednesday, October 18, 2006



                JUMEAUVILLE, France
            • roza_am Re: Troche prawdy..troche nie (ARTYKUL!!) 07.10.10, 12:53
              Rozsądne to jest podejście pt. "maksimum wymagań i jednocześnie maksimum wsparcia". Czyli i ciepło, i uczące samodzielności wyzwania czy granice jednocześnie. Tylko, że to takie niemedialne. Bo jak przeciętny czytelnik ma ogarnąć dwa czynniki na raz? A gdzie jakieś przeciwieństwo? Przecież artykuł, w którym przedstawiamy jakąś tezę na tle opcji przeciwnej jest bardziej nośny. Poza tym, kiedy mamy przeciwieństwa, możemy w nieskończoność tworzyć mody. Najpierw modne jest podejście A1, potem B1, później A2, następnie B2, i tak dalej bez końca. Przyjęcie na stałe opcji A+B zepsułoby całą zabawę.
    • mrs.t Re: Troche prawdy..troche nie (ARTYKUL!!) 07.10.10, 16:42
      kurde, wiedzialam, ze mam ostatnio problemy zEBY SIe wyrazic, ale ze az tak? wink)

      rodzic wyznaczajacy granice,zakazy,siedzenie przy stole (z przyjemnoscia - tak to mozliwe!!) ,nie zarzucanie materialnymi prezentami (bo to nie milosc tylko raczej marny substytut), to jak najbardziej.


      to julko, to jest OK 1
      O sposobie sie nie wypowiem poki nei przeczytam oryginalu, bo jak napisalam, nei wiem co jest nieumiejetnym wnioskiem autora artykulu a co francuskim wychowaniem.
      bo mi sie na podworku opisywany obrazek nie rzucil w oczy.
      • dzikiedzieci Re: Troche prawdy..troche nie (ARTYKUL!!) 07.10.10, 18:14
        to ja wam jako kontrę zacytuję fragment cudownej książki pani Hanny Olechnowicz, która jest moim "guru" jeśli chodzi o AP i dobre wrażliwe rodzicielstwo

        książka ma tytuł "Dobre chwile z naszym dzieckiem" i bardzo ją wszystkim polecam

        "Każde dziecko - by rozwijać się prawidłowo - musi przejść przez okres, w którym czuje się przysłowiowym „pępkiem świata".
        Przekonuje się o tym, czując na sobie wzrok rodziców, zapisując w pamięci, że cokolwiek się z nim dzieje i cokolwiek robi jest zauważone, że nie zawsze cieszy ich albo martwi, ale zawsze ich uwaga jest na nim skupiona. To bodaj w wychowaniu najważniejsze - nigdy nie ignorować. Przecież i dla dorosłych największa obraza to nie odkłonić się.
        Rozwijającemu się dziecku uwaga rodziców potrzebna jest jak roślinie światło. To nie jest rozpieszczanie, ale okazywanie dziecku szacunku.
        Dziecko obdarzane uwagą zdobywa przekonanie, że jest dla innych - i dla siebie samego - ważne. I dopiero wtedy staje się dojrzałe do tego, by uznawać także ważność innych, by widzieć i rozumieć ich racje i potrzeby."
      • jul-kaa Re: Troche prawdy..troche nie (ARTYKUL!!) 07.10.10, 18:34
        Dla mnie sytuacja przedstawiana w artykule* jest antyAP. I choć może można wyciągnąć z niego coś dobrego to stawiam, że przeciętny Polak raczej wyciągnie te rzeczy, które z punktu widzenia AP są kiepskie.

        * który moim zdnaiem nie przedstawia oczywiście sytuacji we Francji, bo nigdzie na świecie nie istnieje "narodowy styl wychowania"
        • froszka Re: Troche prawdy..troche nie (ARTYKUL!!) 07.10.10, 20:22
          Widziałam na innym forum komentarze do tego artykułu i rzeczywiście masz rację, że to woda na młyn dla tych, którzy twierdzą, że nie da się dziecka wychować bez dyscypliny, klapsa czy stawiania do kąta, że matka ma prawo w spokoju poczytać sobie książkę, a dziecko niech sobie ryczy...
          Dla przeciętnego Polaka to artykuł wybitnie antyAP, ale zaciekawiło mnie to "francuskie wychowanie" i chętnie poczytałabym na ten temat coś więcej.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka