sylwik30
08.06.13, 17:45
Jestem zła. Wszystko jest na mojej głowie. Tylko dzięki mnie wszystko jakoś trzyma się. Żadnej pomocy od męża. Wręcz odwrotnie. Jest wciąż przeciwny grze na jakimkolwiek instrumencie. Nie chce by dzieci ćwiczyły........ ale jest jak najbardziej za graniem na konsoli. Niejednokrotnie jak przypominam dzieciom, żeby poćwiczyły, to on zaczyna narzekać, że po co... i złości się na oczach dzieci, mówiąc , że po co im ta muzyka.
Czasem mam już dość tego jego niedojrzałego zachowana - to mój syn czasem wykazuje się większą dojrzałością, mówiąc do taty, żeby się nie wtrącał, bo on wie, że musi poćwiczyć dany utwór.
Mąż jest dumny, jak syn zagra publicznie, ale nie zdaje sobie chyba sprawy, że przecież to nie bierze się z powietrza, że trzeba ćwiczeń, by dojść do pewnego poziomu.
CZasem wstyd mi za niego przed dziećmi. To ja z nimi jeżdżę kilkanaście kilometrów taszcząc toboły, siedzę w szkole czekając aż skończą im się zajęcia. To ja pilnuje by grały, a on wszystko rozwala swoim niedojrzałym gadaniem.
Jak to wygląda u was ? Wspieracie się wzajemnie, czy też sami walczycie z przeciwnościami ?