Dodaj do ulubionych

Naturalne konsekwencje

27.04.04, 23:39
Znalazłam przed chwilą w ciekawej odpowiedzi p. Justyny Dąbrowskiej modny
obecnie termin "naturalne konsekwencje". Ale cóż one oznaczają. Rozumiem, ze
jak dziecko coś rozleje, to ma sprzątnąć. Ale jak np. wszystko gubi - czy ma
chodzić do szkoły bez wyposażenia, jak radził pewien psycholog i w różowej
czapeczce młodszej siostry? To są naturalne konsekwencje, ale jakże bliskie
znęcania się... A jak np. pobił kolegę w przedszkolu? Nie chce sprzątać w
pokoju? Włazi na szafę? Ilość zachowań, gdzie kara w postaci naturalnych
konsekwencji jest niemożliwa lub okrutna jest nie do wyliczenia.
Obserwuj wątek
    • antonina_74 Re: Naturalne konsekwencje 28.04.04, 10:31
      Moim zdaniem jak zachowanie ma swoje naturalne konsekwencje to nalezy je
      wykorzystac.
      Nie sprzatasz - nie miej pretensji ze zginela twoja ulubiona rozowa kredka.
      Pobrudziles sciane - szmata w dlon i wycieraj.
      Zgubiles ulubione skarpety - chodzisz w tych brzydkich ktorych nie lubisz.

      Ale wejscie na szafe (chociaz osobiscie nie widze w tym nic karalnego smile -
      jedyna "naturalna konsekwencja" to chyba upadek z szafy i gips sad)
      Pobicie kolegi - miejmy nadzieje ze kolega sobie z tym poradzi (czytaj - odda)
      plus tlumaczenie dlaczego kolegi nie wolno bic.

      A rady psychologa... ja tam wole wlasny zdrowy rozsadek. Czasem mozna naturalne
      konsekwencje wykorzystac a czasem trzeba zacisnac zeby i kupic nowa czapke smile
      Pozdrawiam,
      Antonina
      mama Kuby (4,5) i Zosi (7 m-cy)
    • justyna_dabrowska Re: Naturalne konsekwencje 28.04.04, 12:09
      Naturalne konsekwencje uczą dziecko brać odpowiedzialność za to co robi. Nie
      chodzi tu o znęcanie się bo tam gdzie chodzi o bezpieczeństwo nikt nie będzie
      czekał aż pojawią się konsekwencje.
      Nie chce sprzątać w pokoju? Niech nie sprząta. Dajmy mu czas na sprzątnięcie a
      jeśli bałagan jest na wspólnym rodzinnym terytorium - włóżmy rzeczy dziecka do
      pudła i niech samo sobie dalej z tym radzi.
      jesli notorycznie gubi przybory to chyba warto najpierw o tym porozmawiać,
      poszukac rozwiązań a jesli one nie zadziałają poprosic by kolejne kupiło z
      własnej tygodniówki.
      Oczywiście to są rady które moga byc zupełnie nieużyteczne w konkretnej
      sytuacji - np jeśli dziecko jest nadpobudliwe albo lękowe nie możemy oczekiwać
      że da sobie tak dobrze radę jak inne, bez takich problemów.
      Ponoszenie konsekwencji to naturalna życiowa sytuacja, nie ma w niej nic
      sztucznego i nie rani dziecka tak jak kara.

      pozdrawiam

      Justyna Dąbrowska, red nacz Dziecka, psycholog
      • jola_ep Re: Naturalne konsekwencje 29.04.04, 14:13
        Naturalne konsekwencje zaczęłam intensywniej trenować przy moim drugim dziecku.
        Może dlatego, że to chłopak? Musi zrozumieć _dlaczego_ ma coś zrobić.

        > Nie chce sprzątać w pokoju? Niech nie sprząta. Dajmy mu czas na sprzątnięcie
        a
        > jeśli bałagan jest na wspólnym rodzinnym terytorium - włóżmy rzeczy dziecka
        do
        > pudła i niech samo sobie dalej z tym radzi.

        Ale bałagan to fajna sprawa i w niczym nie przeszkadza wink)) A pudło można
        wywalić i przeszukać. Jak zabawka się nie znajdzie, to zawsze nawinie się
        inna wink itd.
        Dla mojego dziecka (4 l) naturalna konsekwencja bałaganu to np. ja nadepnę i
        połamię zabawkę, drobne rozrzucone zabawki zostaną poodkurzane, poślizngnę się
        na zabawce i upadnę (dziecko mnie żałuje wink ) .

        Dla starszej córy: nie możesz zaprosić koleżanek, bo masz bałagan i mi będzie
        wstyd (dla niej też zresztą).

        Ale oczywiście samymi konsekwencjami porządku się dzieci nie nauczy (tzn. może
        i można, ale moim zadaniem trzeba się trochę do tej nauki przyłożyć - niestety).

        Kiedyś myślałam, że jak synek wyciął dziurę w skarpetce, to najlepiej w ramach
        konsekwencji niech chodzi w dziurawych... Chodził i rozpaczał... Po miesiącu
        wyciął dziurę w rajstopkach. A po następnym odkryłam dziurę w koszulce. Wtedy
        mnie olśniło (a niektórzy sugerowali mi to wcześniej, ale nie wierzyłam...), że
        dzieciak potrzebuje nowego materiału do zabawy nożyczkami. Podrzuciłam mu kilka
        szmatek, o różnej fakturze. Synek był szczęśliwy. I co z tego, że odczuł
        konsekwencje dziurawienia ubranek. Jego potrzeba odkrywania była silniejsza niż
        strach przed konsekwencją.

        Tak więc w pełni uznaję przydatność naturalnych konsekwencji w wychowaniu, ale
        nadal trzeba umieć wsłuchać się w dziecko, zrozumieć je i wykazać się czasem
        dużą fantazją smile)) (i wtedy na przykład sprzątanie można zamienić w
        zabawę smile) ).

        Pozdrawiam
        Jola
    • izunia6 Re: Naturalne konsekwencje 28.04.04, 12:32
      Dla mnie też sprawa nie jest taka biało-czarna jak psychologowie często piszą. Z
      jednej strony jak nie sprząta, to niech ma bałagan, jak nie wrzuca brudów, to
      niech nie ma w czym chodzić itp. Ale to jest mój dom i ja sobie nie życzę
      bałaganu i rozwalanych brudnych ciuchów nawet w dziecka pokoju. I uważam, że mam
      do tego prawo. Z drugiej strony, jakże często ja coś zapominam, zdaża mi się
      wracać pod dom i domofonem prosic dziecko o zniesienie mi tego, czego
      zapomniałam. Zgodnie z tą filozofią dziecko może mi powiedzieć - ciągle coś
      zapominasz, ponieś konsekwencje i wchodź po schodach sama. Ja tam wolę, żeby
      dziecko zrobiło mi przysługę, wiedząc, że jak ona zapomni stroju na basen, to ja
      się też cofnę i jej dowiozę. Zamiast tresury, wolę współpracę we wzajemnej
      życzliwości. Dziś dziecku się coś wylało a ja wytarłam, jutro ja zbiję szklankę
      i dziecko zamiecie. Oczywiście schody się zaczynają, jak rozlane jest codziennie
      i zapomniane co drugi dzień....
      • verdana Re: Naturalne konsekwencje 28.04.04, 14:13
        Zgadzam się z Izunią, ale niezupełnie z p.Dabrowską. Naturalne konsekwencje są
        bowiem naturalne dla osób dorosłych i one muszą je brać pod uwagę - a i to nie
        zawsze, bo jak słusznie zauważono, czasem można liczyć na czyjąś pomoc. Ale
        małedziecko b. często nie ma świadomości tych konsekwencji - np. rozpruwając
        ulubionego misia nie zdaje sobie sprawy, ze miś został zniszczony. Naturalną
        konsekwencją jest tu oczywiście wyrzucenie misia - to nauczy dziecko, ze
        zabawki zniszczone nie nadają się do użytku. Tylko kara jest tu okrutna,
        niewspółmierna do winy. Dziecko może tęsknić za misiem, rozpaczać. Zszycie
        misia nie nauczy dziecka, ze zabawek nie należy niszczyć - a jednak misia
        trzeba zszyć. Tymczasem dziecko robiące stale bałagan, które bez przerwy musi
        czegoś szukać zazwyczaj świetnie się czuje w bałaganie i nie uważa się za
        ukarane, choć musi mieszkać w pokoju, gdzie podłogi i mebli już nie
        widać...Dlatego też kary naturalne nie wydają mi się sprawiedliwe.
        • saskia123 Re: Naturalne konsekwencje 28.04.04, 14:16
          Albo nie sprząta w ogóle, bo mu to nie przeszkadza. A góra sobie rośnie i
          rośnie...
          To banalny przykład, ale czy przypadkiem czasem naturalne konsekwencje
          nie zmieniają się w przyzwolenie na to co być nie powinno?
          • verdana Re: Naturalne konsekwencje 28.04.04, 14:41
            O, własnie!
      • gusiak_mama_kacperka Re: Naturalne konsekwencje 17.05.04, 23:44
        izunia6 napisała:

        >Ale to jest mój dom i ja sobie nie życzę bałaganu i rozwalanych brudnych
        ciuchów nawet w dziecka pokoju.

        Izuniu - to w takim razie ten jego / jej pokój jest jogo/ jej, czy Twój? Bo
        ztego co piszesz, to dziecko ma swój pokój, ale on nie jest do końca jego, bo
        jest w Twoim mieszkaniu.
        Mój mąż miał tak z zabawkami Kacpra - jak Kacpre zepsuł, to łatał, szlochał i
        darł się na małego, że czemu psuje swoje zabawki. A przeciez zabawki sa JEGO
        (mojego dziecka) - jeśli je popsuje - nie będzie ich miał. Ja wierzę w
        konsekwencje. Wierzę też w umowy z dzieckiem - u siebie możesz miec bałagan,
        ale proszę Cię, żeby w moim pokoju nie walały się zabawki, nie ruszaj moich
        rzeczy, bo ja nie ruszam Twoich, teraz ja Ci pomogę, ale Ty pomożesz mi.
        Działa wink
    • agn Re: Naturalne konsekwencje 28.04.04, 21:26
      Naturalne konsekwencje są dobre, ale na pewno nie są do zastosowania w każdej
      sytuacji. Dlatego moim zdaniem bez sensu jest mówienie o tym, że nie stosuje
      się kar, tylko naturalne konsekwencje.
      Dobry przykład jest ze sprząteniem. Moim zdaniem stosowanie "naturalnej
      konsekwencji", czyli nie posprzątasz - będziesz mieszkał w bałaganie i nic nie
      będziesz mógł znaleźć - jest bez sensu. Doprowadzi to po prostu do tego, że
      dziecko nie nauczy się porządku. Nie ma co liczyć, że kilkulatek będzie
      sprzątał, bo źle się żyje w bałaganie. Niestety trzeba tu coś wykształcić,
      wyuczyć. A ew. karę stosować mądrze. Świetnie np. sprawdza się coś takiego: nie
      posprzątasz - nie będzie wieczorynki, albo nie posprzątasz - nie będzie
      następnej zabawy, nie wyjdziesz na dwór itp. Dziecko jest uprzedzone i wie, że
      od jego zachowania zależy, co się stanie. Dość szybko zresztą u dziecka
      wykształca się nawyk i już nie ma problemu.
    • granna Re: Naturalne konsekwencje 29.04.04, 09:23
      Wydaje mi sie ze troszke tu zastaly pomieszane pojęcia. Ja rozumiem metode
      nauralnych konsekwencji następująco: jesli dziecko, które jest na tyle duze
      zeby rozumiało, ze jak bedzie waliło samochodem w podłoge to ten samochód sie
      rozleci i nadal wali nim w podłoge to samochód sie rozpada i nowego nie
      kupujemy. Nie dotyczy to małego dziecka ok. np rocznego, które jest ciekawe i
      bada co sie stanie potem. Co do sprzatania pokoju, jesli ma notoryczny bałagan
      (wiek, w kórym mozna wymagac samodzielnego sprzatania powiedzmy ok 4 lat) a
      potem dramatycznie czegos szuka i nie moze np wyjsc na podwórko bo nie moze
      znalezc ulubionego samochodu i sie nieziemsko wścieka z tego powodu to nie
      rzucamy sie z nim do poszukiwań tylko sugerujemy, ze jesli nie lubi sprzatac to
      niech chociaz odkłada zabawki na swoje miejsce to nie bedzie problemu z ich
      odszukaniem. I oczywiscie nie szukamy gdy chodzi o patologie smile) Oczywiscie nie
      ma gwarancji, ze w przypadku sprzątania przyniesie to efekt (poszukiwana rzecz
      musi byc naprawde wazna). Poza tym wazna jest tez postawa rodziców, jesli sami
      nie do końca porządku pilnuja to nie moga tego wymagac od dzieci. Ja osobiscie
      nigdy pedantka nie byłam i zamiast pastowac podłoge co tydzień wole pojeżdzic
      rowerem a podłoge wypadstuje raz na miesiac. I oczywisci ponosze tego
      konsekwencje bo podłoga nie błyszczy jak na reklamach cudownych środkow do
      pastowania, ale co z tego? Chodzi tez o wyrabianie nawyków jesli z rocznym
      dzieckiem zaczynamy sprzatac pokoj wieczorem to myłśe ze starsze dziecko jest w
      stanie ten pokoj sam jakos do porządku doprowadzic przy naszej pomocy. POdobnie
      z przykładem brudnych ubran. Jesli dziecko widzi od "urodzenia" ze sie brudne
      ubrania wkłada do brudownika to ono tez tak bedzie robic na zasadzie
      powtarzania. Jesli tego nie zrobi a bedzie chciało załozyc ulubiona koszulke,
      która brudna powędrowała do szafy to poniesienie naturalnej konsekwencji jest
      nie pozwolenia na to i juz. Przypuszczam ze wielu dzieciom nie przeszkadzałoby
      bowiem załozenie brudnej koszulki (chyba ze chodziłoby o randke ale nie o
      takich dzieciach mowa smile)
      Acha i podany przeze mnie wiek dzieci jest orientacyjny, wiadomo, ze kazde
      rozwija sie w swoim tempie smile)
      Acha i nie krzyczcie na mnie, ze propaguje lenistwo i nieporzadek. Lubie jak
      jest czysto i posprzątane (boze kiedy ostatnio dłuzej niz 2 godz smile) ale jak
      mam do wyboru rodzinna wycieczke rowerowa albo sprzatanie domu to wiadomo co
      wybiore, (chata nie zajac nie ucieknie wink
      Pozdrawiam
      granna
      • ewa2233 Re: Naturalne konsekwencje 29.04.04, 10:37
        Z bałaganem w pokoju syna radzimy sobie tak:
        gdy przybiera rozmiary "przeszkadzające" mówimy, że ma czas np. do wieczora na
        sprzątnięcie. Jeśli nie sprzątnie - znaczy że mu na tych zabawkach pod nogami
        nie zależy i tato "pomoże".
        To jest "hasło" oznaczające, że tato bierze pudełko,
        wkłada zabawki "hurtem" i odstawia na pawlacz.
        Zawsze okazywało się, że znalazły się tam najpotrzebniejsze rzeczy,
        które jednak musiały "zanocować" na nowym miejscu.
        A przez jakiś czas był spokój.
        Oczywiście takie "sprzątanie" poprzedzone było umową i nie zdarzało się "nagle".
        A NATURALNĄ KONSEKWENCJĄ jest to, że niepotrzebne rzeczy trafiają na pawlacz.

        Też mieliśmy problem z notorycznym gubieniem, kredek, ołówków, czapek.
        Tu też działały "naturalne konsekwencje".
        Po zgubieniu kolejnej czapki - została najbardziej nielubiana
        - trudno, syn musiał w niej chodzić, bo nie miał innej.
        Gubi przybory szkolne? Mówi, że mu ukradli?
        Powiedziałam, że ostatni raz "dokupuję",a następnym razem kupi z tygodniówki.
        Ustaliliśmy, że przybory po lekcji wkłada do piórnika, a piórnik do tornistra.
        Przestali kraść, ale zdarzyło się, że znowu coś zgubił.
        Kupił raz ze swoich pieniędzy i teraz pilnuje.

        Ma odrabiać zadania domowe po szkole, ale zapomina, woli się najpierw pobawić.
        Nie ogląda bajki (a bardzo lubi!)... dlaczego?
        Bo nie zdążył z lekcjami.
        Był z tego powodu nawet płacz, ale mówiłam : sam wybrałeś !
        Syn: wcale nie! Nic nie wybierałem!
        Ja: wybrałeś, że nie odrabiasz zadań od razu, tylko poźniej
        - a w konsekwencji nie zdążasz i nie oglądasz.
        POMOGŁO.

        Cała zasada opiera się na tym, żeby nie wymyślać "kar",
        tylko tego, że każda PRZYCZYNA niesie za sobą SKUTEK.

        Moja koleżanka jak zaczęła karać swego syna nie wychodzeniem na dwór,
        nie oglądaniem TV, to w końcu doszło do tego, że to raczej ona była ukarana,
        a synowi zobojętniało wszystko, bo i tak nie oglada, nie wychodzi...
    • judytak Re: Naturalne konsekwencje 29.04.04, 10:21
      ja do konsekwencji zaliczam nie tylko te "naturalne", ale też
      te "sztuczne", "umowne" czy "kulturowe", czy jakby to określić...

      jeszcze jedna zasada: owszem stosukemy konsekwencje, ale z wyczuciem i z
      miłością, a nie sztywno i mechanicznie

      najlepiej na przykładzie bałaganu:
      punktem wyjścia jest uzgodnienie "stopnia porządku", jaki ma być, i
      powiedzenie, że moim, jako rodzica, absolutnym wymaganiem jest, żeby pokój był
      w stanie nie gorszym od uzgodnionego, np. na każdy wieczór, albo na określony
      wieczór tygodnia, plus uzyskanie zgody

      potem konsekwencje wyglądają tak:
      jeśli np. klocki czy brudne ubrania miały nie leżeć na wieczór rozrzucone, to,
      jeśli leżą, ja je zbieram, i chowam, komentując - widocznie dziecku nie zależy
      na nich na tyle, żeby sprzątnęło
      następnego dnia, jak się upomina o klocki, mówię, że nie dam, bo nie będzie
      komu sprzątnąć
      po obietnicach sprzątnięcia oddaję - po jednym dniu, lub po kilku, muszę
      wyczuć, jak jest lepiej

      albo na przykładzie misia:
      punktem wyjściowym musi być to, żebym zauważyła, co dziecko chce uczynić z
      misiem, i wytłumaczyła, że jak rozpruje, to się popsuje, i trzeba będzie
      wyrzucić
      a konsekwencje: owszem, mówię, że miś zepsuty, nie nadaje się, trzeba wyrzucić
      jeśli reakcja dziecka jest w normie, wyrzucamy
      jeśli dziecko rozpacza, siadamy i rozmawiamy - biedny miś, jaki teraz brzydki i
      nie nadający się (rozpacz się wzmaga), może spróbujemy go jakoś naprawić
      (pojawia się nadzieja), może się uda, ale trzeba będzie wtedy już baaardzo
      uważać na misia (tu obietnica, że już będzie uważać), i zszyjemy misia, grubą,
      kolorową nitką, żeby było widać (miś ma bliznę, a dziecko pamiątkę, że nie
      należy psuć zabawki...)

      albo na przykładzie czapki:
      punkt wyjścia: uzgodnienie, że przy obecnej pogodzie niezbędne jest noszenie
      czapki, plus usilna prośba o niegubienie czapki
      konsekwencje:
      1. że musi szukać: pójść do szatniarki, sprzątaczki, pytać się (owszem to
      trochę wstydliwe, ale tego też trzeba się nauczyć)
      2. zakładanie mniej lubianej czapki (zeszłorocznej, już niewygodnej itp.)
      3. kupienie nowej czapki z komentarzem "widzisz, umówiliśmy się, że kupię ci
      (samochodzik, nowe kredki, gazetkę, słodycze, czy coś tam, co było obiecane),
      ale nie mogę, bo te pieniądze musimy teraz wydać na nową czapkę

      o różowej czapeczce siostry też warto wspominać, jeśli czapka jest gubiona po
      raz kolejny, w stylu, że "a jak tę czapkę też zgubisz, to już pozostaje
      tylko...", a przy kolejnym zgubieniu można też rano zakładać tę różową
      czapeczkę, a jeśli dziecko mocno rozpacza / protestuje, można pójść
      na "ostatni" kompromis typu "tym razem czapka wiosenna plus kaptur, zawiązany
      szalikiem na szyi, ale dzisiaj zrobisz wszystko, żeby odnaleźć właściwą czapkę"

      pozdrawiam
      Judyta

      P.S.
      to, że będzie w pokoju bałagan, albo, że trzeba wylaną wodę wytrzeć, jest dla
      małego dziecka nagroda, a nie kara
      J.
      • burza4 Re: Naturalne konsekwencje 29.04.04, 11:19
        Zasada, że nie wolno rozwłóczyć swoich rzeczy po mieszkaniu była w miarę
        przestrzegana, natomiast spontaniczne sprzątnięcie u siebie było cudem nad
        cudami. Jej po prostu bałagan zupełnie nie przeszkadza i tyle. Mówienie o tym,
        że przychodzą koleżanki a tu taki syf w ogóle jej nie zawstydzało, ona nie
        czuła z tego powodu żadnego dyskomfortu. Gdybym nie interweniowała, do pokoju
        nie dałoby się wejść. Zresztą ja osobiście wchodzenia do pokoju unikałam co
        sił, bo frustracja dopadała mnie już na progu. Od początku podstawówki do
        szkoły przygotowywała się samodzielnie, co drugi dzień nie mogąc czegoś znaleźć
        i histeryzując z rana, trudno, ja nie pomagałam szukać zeszytu z matmy, jak się
        spóźniła to sama musiała się tłumaczyć pani. Mimo wielokrotnych tłumaczeń i
        odczucia konsekwencji na własnej skórze nadal najczęściej nie pakuje się do
        szkoły dzień wcześniej, tylko w ostatniej chwili.

        Chowanie rzeczy do pudła tez nie przynosiło efektów, po pierwsze oznaczało to,
        że muszę mimo wszystko sprzątnąc to sama, po drugie - moje dziecko nie
        ubolewało nad tym szczególnie, przerzucając zainteresowanie w inne rejony.

        Czapeczka czy rękawiczki zgubione? trudno, w pierwszej kolejności gubiła tę
        nielubianą, zresztą nielubianej czapki i tak nie zakładała, albo skwapliwie
        zdejmowała tuż za progiem (moje trochę starsze, więc nie mam możliwości
        kontroli)...

        A jak mają wyglądać naturalne konsekwencje dla starszych dzieci - np. w
        przypadku notorycznych spóźnień. Wychodzi na podwórko, ma być o 18, jest o 19?
        dochodzi do sytuacji, kiedy powinna mieć ciągły szlaban, bo cy wyjdzie, to się
        spoźni...
        • ewa2233 Re: Naturalne konsekwencje 29.04.04, 11:23
          Mój syn ma prawie 10 lat - nie wiem o jaki wiek Ci chodzi ...
          Kupilismy zegarek z budzikiem.
          Przed wyjsciem bezwzglednie ma go założyć i nastawić na godzinę powrotu.
          Działa smile
          • burza4 Re: Naturalne konsekwencje 29.04.04, 20:06
            ewa2233 napisała:

            > Mój syn ma prawie 10 lat - nie wiem o jaki wiek Ci chodzi ...
            > Kupilismy zegarek z budzikiem.
            > Przed wyjsciem bezwzglednie ma go założyć i nastawić na godzinę powrotu.
            > Działa smile

            Rycząca trzynastka.

            A rozwiązanie genialne w swej prostocie, że też na to nie wpadłam! Tylko gdzie
            ta przeklęta instrukcja od G-shocka???? smile)))

            chyba, że jak na złość co drugi dzień będą jej wysiadały baterie...
          • judytak Re: Naturalne konsekwencje 30.04.04, 09:05
            ewa2233 napisała:

            > Mój syn ma prawie 10 lat - nie wiem o jaki wiek Ci chodzi ...
            > Kupilismy zegarek z budzikiem.
            > Przed wyjsciem bezwzglednie ma go założyć i nastawić na godzinę powrotu.
            > Działa smile

            moja córka w sumie się nie spóźnia (jak na razie),
            ale za to żaden zegarek jej się nie trzyma dłużej, niż tydzień
            (najpietw założy, o, jaka ładna, potem, to niewygodne, będę nosiła w kieszeni,
            potem, a w której to kurtce było? i po zegarku...)

            dla mnie konsekwencją za spóźnienie jest to, że następnym razem nie pozwolę
            wyjść
            chyba że uda jej się poprosić ojca lub opiekunkę, żeby ją o określonej godzinie
            przyprowadzili
            dla mnie to, jak dziecko (czy dorosły!) miał być o godzinie X, a jest godzinę
            później, bez informowania, co się dzieje, jest ciężkim przewinieniem, zniewagą,
            i jest traktowane z całą surowością
            za to bałagan w sumie mało mi przeszkadza, o czym dzieci wiedzą ;o)
            a brak rozrzuconych rzeczy przeszkadza dopiero po dłuższym czasie, kiedy już
            naprawdę nie ma co załążyć...
            pozdrawiam
            Judyta
            • ewa2233 Re: Naturalne konsekwencje 30.04.04, 09:16
              Mój syn też na początku, często ten zegarek "gdzieś kładł" .
              Wtedy nie wychodził.
              Zaczął więc zegarka pilnować smile
              • kborz2 Re: Naturalne konsekwencje u 4 latka 30.04.04, 15:24
                Mam w domu 4 - latka który wszedł w pierwszą w swoim życiu fazę buntu.
                Generalnie wszystko jest na "nie". Mówię żeby szedł się kompać a on
                mówi "Nie" . Proszę zjedz kolację - słyszę NIE. I tak jest ze wszystkim. Do
                tego ucieka i chowa się pod stół lub w ciasny kąt i tryjumfująco krzyczy
                że "NIE". Ratujcie bo już nie mogę, chyba go uduszę surprised).
                Jak postępowac z takim niegrzecznym delikwentem. Dodam że swojemu tacie i innym
                członkom rodziny też odmawia.
                Czy to normalne u czterolatków. W przedszkolu jest posłuszny i wykonuje
                grzecznie polecenia.(Lubi tam chodzić).
                • ewa2233 Re: Naturalne konsekwencje u 4 latka 04.05.04, 08:27
                  do kborz2 - najlepiej załóż swój wątek, bo Ci się Twoje pytanie tu "zgubi" smile
                • gusiak_mama_kacperka Re: Naturalne konsekwencje u 4 latka 17.05.04, 23:59
                  U mnie skutkowało "Nie to nie". Nie chcesz jeść kolacji - to nie. Dostaniesz
                  dopiero śniadanie. Nie chcesz iść na spacer - to nie, siedzimy w domu. Nie
                  chcesz myć zębów, no to nie poczytamy książeczek, bo czytamy tylko
                  po "całkowitej toalecie".
                  W końcu się przekonał, że nie nie popłaca wink

                  Ale dzieci są takie różne
              • gusiak_mama_kacperka Re: Naturalne konsekwencje 17.05.04, 23:56
                Sposób na spóźnialskich - sprawdzony.

                Spóxniałam się często i nie rozumiałam, że rodzice mogą się denerwować, bo
                czemu, skoro jestem na osiedlu. Więc moi rodzice pewnego dnia umówili się ze
                mną, że wróca po pracy w domu. O 17.00. O 18.00 obdzwonilam już znajomuch z
                pracy rodziców, babcie, dziadka. Byłam potwornie zdenerwowana (miałam chyba z
                10 czy 11 lat). Rodzice wrócili Chyba o 18.30. Jak zaczęłam na nich krzyczeć,
                że się denerwowałam, wyjasnili mi, że oni czuja to samo, gdy ja się spóźniam.
                Odtąd zawsze starałam się być punktualnie lub informować, że się spóźnię i
                dlaczego.
                Moja siostre wychowało takie samo doświadczenie. Do tej pory, choć wszyscy
                mieszkamy osobno, jeśli gdzies wychodzimy lub wyjeżdżamy, informujemy , gdy
                bezpiecznie dotrzemy na miejsce. Polecam.
      • odalie Re: Naturalne konsekwencje 16.05.04, 22:35
        Miałam się dopisać, ale widzę, że tym razem Judytak wyraziłaś moje myśli -
        idealnie.

        Popieram.

        Według mnie "naturalne" konsekwencje to konsekwencje jak najbliższe skutkom
        zachowanie/postępowania dziecka.
    • aga_piet Re: Naturalne konsekwencje 01.05.04, 11:05
      „Dla mojego dziecka (4 l) naturalna konsekwencja bałaganu to np. ja nadepnę i
      połamię zabawkę, drobne rozrzucone zabawki zostaną poodkurzane, poślizngnę się
      na zabawce i upadnę (dziecko mnie żałuje wink ) .

      Dla starszej córy: nie możesz zaprosić koleżanek, bo masz bałagan i mi będzie
      wstyd (dla niej też zresztą)”.
      Skąd ja to znam?
      Dzięki z pocieszenie, bo myślałam że to tylko ja taka nieporządna, a inne mamy
      codziennie dygają wieczorami w pokojach dzieci.
      Numer z rozdeptywaniem zabawek u mnie się sprawdza.
      Myślę że musimy być elastyczne, bo w każdej rodzinie jest inaczej, ale takiemu
      np. 4 latkowi powiedzieć „posprzątaj” jest bez sensu, bo on dokłądnie nie wie
      jak to ma wygladać. Zawsze zrobi to nie po naszemu. Najlepiej robić to razem,
      albo po prostu dyrygować.
      Umnie najlepszym bodźcem do sprzątania jest mały szantażyk. np. Możecie włączyć
      komputer ale dopiero jak w pokoju będzie ordnung! Narzekają, ale robią to w mig.
      Pozdrawiam
      Aga
      • ewa2233 Re: Naturalne konsekwencje 04.05.04, 08:26
        U mnie też "szantaż" działa smile)
        Najpierw posprzątasz, odrobisz lekcje
        - później bajka, komputer , podwórko etc. etc.
        Najlepiej "idzie" sprzątanie, gdy trzeba szybko wyjść, bo koledzy czekająsmile
    • to_ja_a Re: Naturalne konsekwencje 07.05.04, 13:09
      A jednak sa sytuacje, kiedy naturalne konsekwencje nie wchodza w gre - kiedy sa
      nie do przyjecia dla rodzicow. Moja 6-letnia corka ostanio, bawiac sie z
      dziecmi wyrobila sobie nawyk, ze w zasadzie szkoda czasu na chodzenie do
      ubikacji sad. Naturalne konsekwencje - chodzenie w mokrych majtkach odpadaly.
      Mozna bylo rozwazyc przebieranie sie i pranie mokrych ubran. Ja jednak
      zdecydowalam sie na metode, ktora amatorsko nazwalam programem pozytywnej
      motywacji. Za kazdy dzien bez wypadku mala dostawala wyrysowany przeze mnie
      kupon. Za 7 kuponow - nagroda w postaci paczki ulubionych slodyczy. nie wiem co
      na to psychologowie, ale podzialalo smile). Ale stosuje tez metode naturalnych
      konsekwencji i bardzo ja sobie cenie, mam swiadomosc jednak, ze nie rozwiazuje
      ona wszystkich problemow.
    • steffa Re: Naturalne konsekwencje 13.05.04, 17:19
      No nieeee, ludzie, a wam się nie zdarza niczego gubić? I co, wtedy za karę
      chodzicie w rękawiczkach męża lub dziecka? Pamiętam w dzieciństwie, wracając z
      mamą z opery, zostawiłam w taksówce swoją torebkę; torebka była piękna i
      strasznie po niej rozpaczałam. Dowód: pamiętam to do dziś. Ale co, czy za
      karę mama powinna mi nie kupić nowej? Kiedy i bez tego byłam zdruzgotana. Z
      tym bałaganem, to też bywa różnie. Dzieciom w ogóle raczej nie przeszkadza
      bałagan, to fakt, ale czy wy z sentymentem nie wspominacie swojego zawalonego
      pokoju? Myślę, że z bałaganu powoli się wyrasta, dzięki łagodnym perswazjom -
      chyba nie ma co z tego robić problemu nr 1. No chyba, że wyrośnięciu
      przeszkadza specyficzna konstrukcja psychiczna. U nas w domu zawsze panował
      lekki rozgardiasz - wynik działań mojej mamy - a ja bałaganu nie lubię i na
      pewno nie wyniosłam tego z domu wink Mnie cieszy, gdy dziecko rozpruje misia, bo
      dla mnie to twórcze podejście do zabawki, che che. Nie zawsze trzeba wierzyć
      na słowo, czasem powinno się o tym jak jest naprawdę przekonać. Miś to nie
      niedźwiedź - nie odrąbie ręki za takią nachalność wink) Ale każdy rodzic ma
      swoje priorytety. Trzeba chyba pamiętać też, że było się (a może jest się)
      dzieckiem...
      • aga_piet Re: Naturalne konsekwencje 17.05.04, 10:33
        Powiem Wam w tajemnicy, ze ja właśnie marzę o dzieciństwie, kiedy to moja mama
        dzień w dzień mówiła: Czy ta torba musi zawsze stać na środku pokoju? itp.
        A teraz ja muszę UDAWAĆ porządną i wszystkim dookoła „mędzić”. Pewnie jest to
        kara za bałaganiarstwo w dzieciństwie.
        Generalnie: lubię mieć porządek i czysto, ale nienawidzę sprzątać. A na
        gosposię nie stać...
        Pozdrawiam
        Aga
      • judytak Re: Naturalne konsekwencje 17.05.04, 11:45
        steffa napisała:

        > No nieeee, ludzie, a wam się nie zdarza niczego gubić? I co, wtedy za karę
        > chodzicie w rękawiczkach męża lub dziecka?

        przeciez mi tu nie o tym :o)
        tylko o tym, jak dziecko gubi już trzecie rękawiczki w tym sezonie, nie
        wykazując przy tym żadnej oznaki zrozumienia, że jednak nie powinno się
        gubić :o)
        a ja może mogłabym sobie wyobrazić lepsze miejsce nawet dla tych dziesięciu
        złotych, niż kupowanie czwartej pary rękawiczek :o)

        Z
        > tym bałaganem, to też bywa różnie. Dzieciom w ogóle raczej nie przeszkadza
        > bałagan, to fakt, ale czy wy z sentymentem nie wspominacie swojego zawalonego
        > pokoju? Myślę, że z bałaganu powoli się wyrasta, dzięki łagodnym perswazjom -
        > chyba nie ma co z tego robić problemu nr 1. No chyba, że wyrośnięciu
        > przeszkadza specyficzna konstrukcja psychiczna.

        no właśnie, ja mam córkę taką "specyficznie skonstruowaną" ;o)
        która, im starsza, tym większy robi bałagan :o)
        i jest to, owszem, jednym z tematów w domu, nikt nie powiedział, że nr 1 :o)

        > Mnie cieszy, gdy dziecko rozpruje misia, bo
        > dla mnie to twórcze podejście do zabawki, che che.

        a tak samo cieszy Ciebie, kiedy ten los spotyka czwartego w tym tygodniu misia?
        i w nagrodę kupujesz dziecku piąty?

        > Ale każdy rodzic ma
        > swoje priorytety.

        owszem
        ale nie jest zabronione rozmawiać też o sprawach, stojących niżej w
        hierarchii :o)

        Trzeba chyba pamiętać też, że było się (a może jest się)
        > dzieckiem...

        coś mi się zdaje, że dzieci wolą, żeby ich rodzice byli jednak dla nich
        rodzicami, a nie dziećmi...

        pozdrawiam
        Judyta

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka