Dodaj do ulubionych

3 i 2 latek

16.02.12, 21:57
witam moje dzieci maja 2,5 i 3,8 msc. chlo[czyk i dziewczynka. moj maz pracuje w delegacji juz dawno od zawsze chyba. i nie wiem czy to przez ta zime czy to ja jakas sie zrobilam inna ale nie mam sily juz ... no nie mam ochoty motywacji ..nie chce mi sie rano z lozka wstac no ale przeciez jakbym polezala to dom bym miala do gory nogami postawiony w godzine...ostatnio jestem bardzo nerwowa i nie wiem dlaczego.dzieci jak juz spia to łzy mi leca same jak na nich patrze a w ciagu dnia to z nerwow nawet szarpnelam pare razy dzieci bo wychodze z siebie przy nich. np dzis przyszla sasiadka na pol godz a oni jak wpadli do pokoju i zaczeli popisy i byli przy tym strasznie glosni nie mozna bylo porozmawiac i na nic moje prosby ,a jak poszla to ja juz z krzykiem na nich ze bardzo niegrzeczni i takie tam a starsza corka w placz i mowi do mnie zebym nie mowila tak brzydko(czyli to ze sa nie grzeczni)ze jak ona placze to mam mowic do niej ladnie a nie brzydko. omnie rozwalila.no ale problem w tym ze krzycze duzo i czesto bo mam wrazenie ze nic do nich nie trafia tylko to ale gdy corka mniala tak ok 2 lata to potrtafilam jej wszystko tak spokojnie wytlumaczyc i byla grzeczniejsza a teraz razem z synem to ledwo daje im rade w sensie psychicznie... pomozcie poradzcie jak nie denerwowac sie przy nich tak szybko bo wiem ze to moja wina i teraz oni tez pokazuja nerwy bo widza ze ja krzycze to oni tez keidys tak nie bylo.nie wiem czy to ze biore tabletki anty ma z tym cos wspolnego biore 2 lata i tak zle nie bylo do tej pory,,,musze cos zrobic bo czuje ze robie krzywde swoim dzieciom i nie wychowuje ich tak jak bym tego chciala. przepraszam za bledy.
Obserwuj wątek
    • mama_liz Re: 3 i 2 latek 30.03.12, 09:51
      agnieszko
      nic Ci nie poradzę niestety ale piszę żebyś wiedziała że ...nie jesteś sama. Mam 2 małe dziewczyneczki, 3 i 4 lat teraz . Teraz jestem spokojniejsza już chociaż zdażają się chwile że taka agresja mi "podchodzi do gardła" (nie wiem jak to nazwać ale u mnie to na prawdę tak działa - jest taka milisekunda że robi mi się gorąco i jakaś gula zatyka gardło, jakbym po prostu traciła zimną krew) że czuję że mogłabym ...(to co mogłabym napisać budzi grozę nawet we mnie). Nieraz faktycznie kończy się na potrząsaniu czy szarpaniu (wiem że to straszne) ale już rzadko bardzo. Po prostu dziewczynki są spokojniejsze (ten okres 2 i 3 lat to na prawdę - nie zazdroszczę - dzieciai się buntują i chcą być "niezalezne" a nieraz same nie wiedzą czego chcą. A jeszcze podwójna tego kumulacja i kłopoty osobiste to mieszanka wybuchowa. W dodatku nie ma się z kim pogadać bo: mąż nie wierzy że możesz być aż tak zła, wstyd itd.
      Ja sobie radzę tak (pomogły mi też książki tracy Hogg, w pierwszej o maluchach jest chyba rozdział o stanie psychicznym rodzica w związku z biciem) :
      1. Przealizowałam sobie dokładnie w głowie tą milisekundę w której zaczynam tracić rozsądek żeby wiedzieć jak to działa (że właśnie robi mi się gorąco i ta gula). W ten sposób mogę wychwycić ten moment i odsunąć się, a najczęćciej włącza mi się "z tyłu głowy" zimne myślenie w sttylu "uwaga, nadchodzi, uwaga nadchodzi, to nie ich wina, to dziecko, nie rób krzywdy". Zaciskam zęby i po chwili mija ten moment. Wtedy oddycham głęboko i robię co trzeba zrobić (ubieram, wkładam do łóżka czy coś) lub siadam i uspokajam i=się, analizuję. Wiem że to durnie wszystko brzmi ale ciężko opisać stan psychiczny.
      2. Właśnie pomogło mi wytłumaczenie mi przez panią Tracy Hogg, pisała tak:
      dałaś klapsa lub zbiłaś? usiądz i zadaj sobie pytanie - co w Twoim życiu się nie udaje, jaki masz problem?
      jak czytałam tą książkę pierwszy raz (jeszcze przy jednym dziecku) to śmiałam się z tego. Teraz wiem że jak jestem :głodna, śpiąca, mam problem z mężem to wybucham stokrotnie częściej i szybciej. Więc albo odpuszczam trochę (dzieciom i sobie) albo zaczynam dbać bardziej o siebie (wiem że ciężko). Ale samo zrozumienie mi dużo daje.
      3. Zauważyłam że wpadam w szał najczęściej gdy mam coś zapalnowane (np powiedzmy święta idą i człek by chciała okna mieć czyste), chcę coś zrobić a dzieciaki akurat w ten dzień na wszystko okoniem stają. Skończyło się na tym że odpuściłam (znaczy staram się). Wiem że nieraz dom wygląda strasznie (mycie okien, odkurzanie, góra prasowania) ale po prostu stwierdziłam że stan psychiczny moich dzieci jest ważniejszy niż durne porządki. Dzieci wyrosną, nie będą mnie potrzebować aż tak bardzo - wtedy posprzątam smile Na razie robię minimalne minimum.
      4. pomogło oczywiście oddanie dzieci do żłobka (jak miały 1 i 2 wróciłam do pracy), chociaż to wprowadziło problemy inne - adapracji, chorób itp. Ale naturalnie (i trochę niestety tochę na szczęście) jesteśmy ze sobą mniej czasu a ja w pracy mogę odpocząć psychiczie.
      5. Jak przypominam sobie tamten czas jak byłyśmy jeszcze w domu to BARDZO WAŻNE było dotrzymywanie regularnych godzin. wystarczyło przecholować pół godz na dworze bo ładna pogoda a wracałyśmy na dwóch syrenach a mnie takie wycie stereo wlaśnie wprowadza w szał.
      6. Też było strasznie jak starsza już nie miała ochoty spać po południu, "usypianie" i wkładanie do łóżka było siłą, a ja się przy tym upierałam (bo moja mama mi wciąż i wciąż klarowała że dzieci w tym wieku MUSZĄ spać). Było o wiele lepiej jak ... odpuściłam spanie i kładłam spać tylko małą. Teraz to i tak już żadna nie śpi bo też były awantury o spanie.
      7. no własnie... mama. Mama "wie najlepiej", lepiej od Ciebie i zawsze o dziwo inaczej. Nieraz się czułam jak wyrodna matka (co psychicznie mnie dosłownie zajeżdzało) która chce swoje dzieci zagłodzić zaziębić itd. Ograniczyłam kontakty z rodzicami i staram się wiedzieć swoje czego moim dzieciom potrzeba, przykre, ale mi pomogło.
      Powodzenia życzę, trzymaj się ddzielnie, mam nadzieję że poradzisz.
    • annikasd Re: 3 i 2 latek 03.04.12, 23:12
      U mnie dzieci trochę młodsze (3 lata i 1,5 roku), dwaj chłopcy, raczej spokojni ale też potrafią dać w kość, wszystko chcą sami robić co bardzo często jest opłakane w skutkach
      (głównie chodzi o bałagan bądź jakieś niebezpieczeństwo) lub trwa 7 razy dłużej, przez co ciągle się stresuję że się spóźniam. Podobnie jak ty ciągle siedzę sama z dziećmi, mąż ... powiedzmy że nie daje rady. Też nie mam motywacji do robienia czegokolwiek, np. jeśli chodzi o dom to sprzątanie nie ono ma u mnie zbytnio sensu, bo w ciągu paru godzin stan mieszkania wróci do tego sprzed porządków. Na myśl o spacerze boli mnie głowa, ubieranie się i wybieranie gdziekolwiek z moją dwójką to udręka - ganiam ich po całym domu żeby ich ubrać, czekam tylko lata, wtedy nie trzeba mieć na sobie prawie nic. I też przez to wszystko jestem bardziej nerwowa, piję hektolitry melisy (i poję nią też dzieci wink ), bez specjalnego rezultatu. Kupiłam sobie ziołowe tabletki uspokajające ale pierwsze dwa dni jak je brałam to tylko chciało mi się spać a od trzeciego przestałam odczuwać jakiekolwiek działanie, więc to rozwiązanie także okazało się do niczego. Staram się nie krzyczeć, moi są mali to jeszcze działa metoda, że mówię im że "skoro oni są tacy dla mnie to ja sobie idę i ich zostawię tu samych" (nie wiem czy to pedagogiczne ale działa - od razu zaczynają się słuchać a ja jako rekompensatę staram się okazać im w ten czy inny sposób uczucie. Nie jest lekko, ja tylko czekam aż starszy od września pójdzie do przedszkola, to będę miała przez część dnia trochę spokojniej, bo teraz jestem mamą domową i z dwójką dzieci 23,5/24 mam ich nieraz serdecznie dość i potem też mi wstyd, co ze mnie za matka... To przez to że nie mamy kiedy od siebie odpocząć. Nie wiem co ci poradzić bo sama jeszcze nie znalazłam rozwiązania. Może pocieszy cię fakt że dobrze cię rozumiem i współczuję. Ja mówię sobie że to przejściowe, że dzieci podrosną i jeszcze z rok minie i już będzie lepiej. Piję melisę. Jak już naprawdę nie mogę zostawiam dzieci z mężem i idę do psiapsióły się wygadać albo "coś załatwić" na miasto, ale mogę to zrobić raczej sporadycznie, bo mąż nie ma czasu i nie lubi zostawać z dziećmi. Dasz radę, ten okres w końcu minie, trzymam kciuki za ciebie i inne takie jak my sfrustrowane matki!
      • penelopa1 Re: 3 i 2 latek 04.04.12, 11:02
        Założycielko wątku - jakbym czytała o sobie! Mam dzieci dokładniutko w tym samym wieku, tyle że u mnie starszy jest syn. I mam dokładnie tak samo jak ty, te same odczucia i myśli, te same problemy. Też męża wiecznie nieobecnego - ma pracę wyjazdową i kilka miesięcy go nie ma, a potem kilka miesięcy jest. Takie zmiany i huśtawka trybu życia też się dokładają. Też wzbiera we mnie często taka fala i ta jedna milisekunda kiedy się nie opanowuję i krzyknę albo potrząsnę....Potem mam ogromne wyrzuty sumienia, wiem,że to się odbija na ich zachowaniu,że to jest zamknięte koło. Problem w tym,że nie ma odskoczni, możliwości odreagowania i odseparowania się fizycznie od tych dzieci. Jak nad tym myślę to widzę,że to by mi najbardziej pomogło. Móc wychodzić regularnie z domu i wiedzieć,ze przez ten czas z dziecmi jest ktoś kto nie robi mi łaski z tego,ze nimi zostaje tylko robi to z pełnego zrozumienia moich potrzeb. Odpuszczam wiele rzeczy w domu i często dom wygląda jakby tornado tu przeszło. ale nie o odpuszczanie tu chodzi lecz o tą właśnie możliwośc separacji, odreagowania, odskoczni, robienia czegoś innego, spotykania się z innymi dorosłymi a nie tylko bycia w domu ze swoimi dziećmi. Jest ciężko i też mam wrażenie,że rok temu nie byłam aż tak nerwowa, że umiałam spokojnie wytłumaczyć, porozmawiać, trzymać swoje nerwy na wodzy. Teraz brak mi tego. Jak oni zaczną nakręcać jedno drugiego, jak zaczną dostawać korby i kompletnie mnie nie słuchać to albo mam ochotę przysłowiowo "lać i patrzeć czy równo puchną" - czego oczywiście nie robię. Albo zostawić ich i przeczekać tą ich głupotę i szaleństwo. niestety nie mogę przeczekiwać bo doba się nie rozciąga, trzeba robić różne rzeczy o określonej porze, na wszystko jest odpowiedni czas. Nie mam niestety metody jak opanować szalejącą dwójkę takich maluchów, które się nie słuchają, robią co chcą i śmieją mi się w twarz bo to takie śmieszne jak mama mówi żeby się np.ubrać do wyjścia a my biegamy i krzyczymy. To przecież takie śmieszne. Oni mają z tego naprawdę ubaw, a ja dostaję białej gorączki i zastanawiam się jakie są metody na ogarnięcie dzieci w takiej sytuacji - mają wtedy kompletnie zamknięte uszy, nic nie widzą, nic nie słyszą tylko biegają wkółko wykrzykując bzdury z których się śmieją i to jest dla nich super zabawa. U mnie w domu jest kilka haseł w szczególny sposób uruchamiających takie "korby" u dzieci: jak trzeba się ubierać do wyjścia, jak trzeba sprzątać w ich pokoju i jak trzeba iść do wieczornego mycia. Korba murowana na bank. Bieganie jak kot od ściany do ściany, wołanie różnych głupot typu "Jurek ogórek" i śmianie się. I mogę sobie krzyczeć do rozpęku -oni nie słyszą, a nawet jak słyszą to jest to tylk dodatkowy bodziec do jeszcze większej korby, jeszcze większych popisów głupoty. Ale widzę,że nie jestem sama w takiej sytuacji. Pociesza mnie to bo myślałam,ze tylko ja nie wiem jak sobie z tym radzić i wybucham właśnie w tą jedną maleńką milisekundę, a potem żałuję bo wiem,że moje zachowanie oni odzwierciedlą doskonale później w relacjach ze sobą, do mnie i z innymi. Ale może któraś z forumowiczek ma jakiś patent jak ogarnąć taką rozbrykaną dwójkę w takiej "korbowej" sytuacji bez wrzasku matki, bez niepotrzebnej szarpaniny czy klapsa.
        • mama_liz Re: 3 i 2 latek 05.04.12, 08:52
          Wiecie dziewczyny, może ten klaps nie jest jednak taki straszny? wiem po moich dzieciach że jak mi się już zdaży (wyjątkowo) to dzieci się jakby budzą, opanowują, nie mówiąc że mają większy respekt. Wiem że to wychowawcze sposoby ze średniowiecza, ale czy nie uważacie że nasze pokolenie rodziców pozwala na za dużo? Ja nie chciałabym wychować kogoś kto będzie miał głęboko w nosie wszystko co inni mówią (w tym ja), a tak powoli zaczyna wyglądać świat, a dzieci zaczynają się w końcu w tym gubić same bez respektu dla rodziców. U mnie mąż jest na codzień w domu (tzn po pracy) więc na pewno mi łatwiej! ale zarzuca mi że ja jestem mięczak i na wszystko pozwalam, on jak nieraz huknie to od razu stoją w szeregu smile co nie znaczy że nie ma z małymi dobrego kontaktu - wrędz przeciwnie, umie z nimi nieraz lepiej niż ja. Więc może trochę surowości nie zaszkodzi?
          Co do ubierania, pójścia do mycia to u mnie najlepiej działa "robimy zawody: kto pierwszy w łazience!" (to też sposób męża, ja mam za mało cierpliwości i poczucia humoru na takie eksperymenty). Co do sprzątania to działają "sprzątamy razem" i "nie będzie bajki jak nie będzie posprzątane". w ogóle u mnie b dobrze działa szantaż - na słodycze, bajkę itp., ale czy to takie bardziej wychowawcze niż klaps? myślicie że to nie zostawia śladów w psychice? Pewnie wszystko zostawia ślad.
          Też słyszałam o śpiewaniu piosenek np" teraz czapeczkę, teraz kurteczkę..." , próbowałam, nawet działa, ale na codzień przecie nie ma czasu na takie duperele smile
          pozdrawiam Was!
          • mama_liz Re: 3 i 2 latek 05.04.12, 08:56
            Znaczy huknie to krzyknie, a nie uderzy, miało znaczyć smile
            • afroddytta Re: 3 i 2 latek 06.04.12, 14:34
              Dziewczyny doskonale zdaję sobie sprawę jak Wam ciężko i jak jesteście zmęczone. Ja trochę mam inną sytuację mam 3 synów, 5l, 2,5r, 9mies i też mąż w domu spędza ok 1-2 godz. dziennie i przeważnie nie angażuje się bardzo w zajmowanie się nimi, a o domowych obowiązkach w ogóle nie wspominam. Wiadomo zdarzają się dni męczące, nerwowe, dzieciaki są niesforne itp. itd. Ale zachęcam Was z wszystkich sił do spojrzenia na wszystko z innej strony, bardziej pozytywnej, jesteście mamami, macie (to już w dzisiejszych czasach częsty powód do radości) zdrowe, mądre, fajne dzieciaki i możecie się nimi teraz nacieszyć, kiedy spędzacie z nimi tak dużo czasu, później przyjdzie szkoła itd. i już takiego czasu jak teraz nigdy nie będzie. Może to brzmi banalnie, ale ja staram się wykorzystać każdą chwilę i się nią cieszyć. Dlatego też ja nie pracuję zawodowo i jest to moja decyzja, która praktycznie dziwi każdego, bo ze względu na wykształcenie mogę bez problemu znaleźć pracę i jeszcze pracować dla dobra ludzkości itd. Cały dzień jestem z chłopakami, najstarszy poszedł do przedszkola jak miał 3 lata i to tylko dlatego, ze prowadzi je moja przyjaciółka, od początku jednak chodzi tylko 2-3 dni w tygodniu, ponieważ chcę pozostałe dni był ze mną, braćmi w domu i abyśmy razem spędzali ten czas. Praktycznie codziennie chodzimy na spacery, a w porze letniej na dłuższe piesze wycieczki do lasu czy odległe place zabaw (poruszamy się wózkiem podwójnym z dostawką dla starszaka), wszelkie zakupy to też mój obowiązek, więc robimy je po drodze. Tylko w dłuższe trasy poruszamy się samochodem, bo pieszo jest fajniej, można pogadać, dzieciaki pobiegają no i czas szybciej zleci i kolejny dzień z głowy wink W zimie też staram się wychodzić i to nic, ze ubranie całej trójki zajmuje mi 45 min (szczególnie środkowy syn jest strasznie uparty i samodzielny), ale potem jest dobra zabawa i wszyscy zadowoleni, dotlenieni i też poziom stresu i agresji od razu spada, więc czasami rzeczy które wydają nam się za ciężkie, zbyt męczące przynoszą odwrotny efekt. Ja z (może nie zdrowym) optymizmem patrzę w przyszłość i już planuję kolejnego malucha, niestety w moim przypadku to moje zdrowie decyduje o dostępach miedzy dzieciakami (i tutaj zazdroszczę Wam takich małych różnic), ale mam nadzieję, że nastąpi to jak najszybciej smile

              Idzie wiosna, życzę Wam dużo słońca i optymizmu na co dzień i radości z tych wyjątkowych i na prawdę niepowtarzalnych chwil z Waszymi małymi dziećmi, które za dosłownie sekundę będą już dorosłe i wtedy będzie im jeszcze fajniej, ze jest taka mała różnica wieku smile

              Pozdrawiam

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka