Dodaj do ulubionych

Lekarze a BLW

30.09.14, 16:04
W ramach wprowadzenia: syn ma 7 mies., nidgy nie był specjalnie duży. Przybrał teraz 160g w 17 dni, wiem za częste ważenie, ale akurat tak nam wypadła wizyta u innego lekarza. W kazdym razie wg WHO taki przyrost jest ok, natomiast w sierpniu przyrosty były faktycznie poniżej normy. Jest na 21 centylu (wcześniej długo trzymał się okolic 30 centyla). Od dwóch tygodni jest na blw, radzi sobie świetnie. W piątek trafiliśmy na szczepienie do naszej pediatry, którą widzieliśmy ostatnio na początku lipca.
Oto moja piątkowa rozmowa z pediatrą:
Dr - Tylko 160g od 9 września?! On spadł na 10 centyl! (Centyl wyznaczyła oczywiście na oko wg książeczki zdrowia) Proszę mi powiedzieć, co on je!
Ja - Je pierś i trochę warzyw.
Dr - Ile tej piersi je?
Ja - Nie wiem, na żądanie.
Dr - Ale co ile? Co 2-3 godziny?
Ja (po chwili wahania, bo słabo mi idzie kłamanie, a przecież nie przyznam się, że w nocy je co godzinę) - No tak, co tyle, to na pewno.
Dr (widać po minie, że już wie, że ja kręcę) - No dobrze, a zupek to ile je?
Ja - On nie je zupek. Dostaje warzywa w kawałkach.
Dr (konsternacja) - W kawałkach???
Ja - Tak, rozszerzam mu dietę metodą blw. Dostaje kawalki warzyw i je sobie zjada.
Dr (już wie, że syn żadnego zęba nie ma, bo wcześniej pytała) - I on to sobie może przeżuć???
Ja - Tak, to są takie miękkie warzywa, na parze mu gotuję, on bez problemu je rozciera dziąsłami i językiem. (I tu popelniłam błąd. Po co ja to mówiłam?) Zjada je na pewno, bo widać później w kupie.
Dr (z wyrazem tryumfu na twarzy) - Takie kawałki wychodzą w kupie?! To znaczy, ze on tego nie może odpowiednio przeżuć, organizm nie trawi tego jedzenia i dlatego wychodzi w kupie! To trzeba mu papki dawać jednak.
Ja (w myślach, o ty ruro, pewnie że nie trawi, normalne, u zwierząt też tak jest  na początku. Dam mu papkę, to też wyjdzie, ale nie zobaczy tego nikt, bo one są konsystencji kupy) kiwam głową twierdząco
Dr - Pije coś? Wodę, soki?
Ja - Trochę wody.
Dr - Trochę. No dobrze, a ile on tych zupek je?
Ja - ??? Zupek? Ale on nie je zupek...
Dr - No tak, ale tych warzyw ile je?
Ja - Nie wiem. Zjada ile chce.
Dr (chyba już poirytowana, twardo docieka dalej) - No ale tak ze 150g?
Ja (z udawanym śmiechem) - Nie wiem, na tym blw polega, że się nie waży i nie mierzy dziecku jedzenia.
Dr - No ale mniej więcej chociaż. Pół szklanki? Szklankę?
Ja - Hmmm, no może pół szklanki.
Dr (nieufna już się zrobiła) - Mniej..?
Ja - Nie wiem dokładnie, część wyrzuca, część zjada. Zależy jeszcze co. Ale pół szklanki będzie (w wyślach dodaję - tak przez tydzień to się uzbiera)
Dr (wzydcha) - No dobrze, ja dzisiaj panikować nie będę, ale trzeba go obserwować, proszę za miesiąc przyjść, jak dalej bedzie spadał w siatkach, to dostanie skierowanie do gastroenterologa.

Powyższe można jeszcze uznać za śmieszne, ale teraz kilka smutnych faktów:
1. Pani dr to młoda lekarka - pewnie świeżo po trzydziestce, a wygląda na to, że ode mnie pierwszej usłyszała, że istnieje coś takiego jak blw,
2. O rozwój motoryczny nawet nie zapytała,
3. Nie pociągnęła wcale tematu alergicznej wysypki na buzi, karku i w zgieciach nóżek, jaka się pojawiła u syna - poradziła tylko przejść na słoiczki, bo one są ekologiczne (nawet nie zapytała, czy ja daję nieekologiczne warzywa),
4. Jak zaglądała do buzi, zapytałam o kolor języka, bo dzień wcześniej syn miał żółty nalot. Zdziwiła się, nie zauważyła. Sprawdziła jeszcze raz, zgodziła się, że w sumie, to w tym świetle to taki żółtawy. Sprawdziłam w domu, sorry za porównanie, ale język był musztardowy jak kupa niemowlaka...

Taka jest cała nasza przychodnia. Np. przy modyfikacji kalendarza szczepień największą walkę toczyć trzeba z PIELĘGNIARKAMI! Potrafią tę naszą pediatrę ochrzanić, że zgadza się na rozdzielenie szczepień, bo "tak nie można, od 15 lat podajemy szczepionki po kilka na raz i tak jest najlepiej!" Całe szczęście, że mamy w pracy prywatne ubezpieczenie, do którego można było dopisać syna - trafiłam na pediatrę z powołaniem, która pochwaliła czekanie z rozszerzaniem diety, nie przeżywa spadku przyrostów w upały i można do niej przyjechać o każdej porze.

A jak Wasi lekarze reagują na blw? Przyznajecie się w ogóle?
Obserwuj wątek
    • fizmedka Re: Lekarze a BLW 02.10.14, 11:50
      Taak przyznalam sie niepatrznie jak mloda miala 9 mcy( lekarka z por wad i zaburzen).
      Mlodawtedy przybierala niecale 200g na miesiac, ale juz chodzila. Nawrzeszczalana mnie ze nie umiem dziecka upasc sinlackiem... Powiedzialam jej ze Corcia je pelne kasze, a nie przetworzone paskudztwo.
      To uslyszalam, ze jak przez dwa miesiace nie utucze jej do min 10 kg to mamy nie przychodzic. Wiec nie przyszlysmy bo cora na rok miala 9,4 kgsmile

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka