julia546
15.10.24, 23:23
Jestem w kryzycie psychicznym, I już nie wiem do kogo się zwrócić o pomoc, nic nie jest w stanie mi pomóc. Ogólnie sprawa wygląda tak, że przyjechała rodzina, moje siostry z dziećmi, tata wypił trochę alkoholu (nie jest alkoholikiem), a następnego dnia miałam wycieczkę, odjeżdżali, tata dał dzieciom po 100zł, a ja upomniałam się, trochę z zazdrością, bo mi bardzo żadko dawał pieniądze bez konkretniejszej zarobionej przyczyny. Tacie się to wogóle nie spodobało, co mi później wypomniał, a ja poszłam do pokoju, I tak zaczęłam potężnie płakać. Tata przyszedł, chcąc zrozumieć o co chodzi, a ja wyżaliłam się z tego co mi leży na sercu, wspominając sytuację, która miała miejsce kilka lat temu, na on odpowiedział, że co go obchodzi, co było 20 lat temu. Na co ja wyszłam jeszcze mocniej rozpłakana, siadłam na podłodze przy kiblu i zaczęłam jeszcze mocniej płakać. Uspokoiłam się trochę, tata mnie zawołać by trochę porozmawiać. Wypomniałam wszystko co mi leży na sercu, że dosłownie każde jego niemiłe słowo, niemiły czyn uderza mnie i boli cały czas, co on nie był w stanie zrozumieć, prosiłam, żeby po prostu zrozumiał co ja czuję. Dopytywał się o co chodzi, dlaczego wybuchłam (sama nie wiedziałam, ta sprawa była po prostu powodem dla zgromadzenia się wszystkich moich bóli w ciągu mojego życia), w końcu podniosłam głos, na co on wyrzucił mnie z pokoju, I nie chciał wogóle ze mną rozmawiać. Poszłam zapłakana do pokoju, trochę posiedziałam, tata przyszedł, stwierdzając, że nie wie czy mnie zawiezie, wyszedł, a ja dosłownie dostałam kolejnego ataku paniki, dostałam lekkich drgawek, duszności, I błagałam w myślach rodziców (nie miałam za bardzo siły by kogokolwiek zawołać), by przyszli. Trochę się uspokoiłam po myśli o zrobieniu sobie krzywdy, wyszłam z pokoju, pogodałam trochę z mamą, a ona jak zawsze zaczęła mnie ochrzaniać, wypomniałam, że dostałam drgawek, wiedząc, poszłam do pokoju, a ona zaczęła znowu wypominać mi tą sytuację o to 100zł, powiedziałam, że ja to dawno zamiotłam pod dywan, a ona nadal wypomina, stwierdzając, że nie ma znaczenia, to co miało miejsce wiele lat temu. Zamknęłam drzwi, I teraz siedzę w pokoju zapłakana i nie wiem, co robić, a powiedzenie komuś, kto nie jest moim rodzicem ani mną samą wcielającą się w różne role, uznałam za najbardziej potrzebne. Oczywiście dla lepszego zrozumienia tego, muszę powiedzieć, że to nie jedyna takowa sytuacja, było ich znacznie więcej, a nawet gorszych w których dochodziło do ubicia mnie (dla formalności obecnie rodzice już mnie nie biją). Odnoszę się do sytuacji, które miały miejsce ileśtam lat temu, bo wiem, że w zrozumieniu moich obecnych problemów, mojego stanu mają duże znaczenie, bo w końcu jak to jedna z moich nauczycielek stwierdziła, że jest w mojej pamięci, duszy coś, co mnie męczy, z czym nie potrafię sama sobie poradzić, I leży to właśnie w sytuacjach z przeszłości. Wyodrębniłam wcześniej te sytuacje, które na mój stan miały najwięcej wpływu, a jest to: bicie, pewna sytuacja, gdzie rodzice mnie nie wysłali na wycieczkę na basen, bo im nie pomogłam, przyjście po dokuczaniu w szkole do domu wyspowiadanie się co się stało, I zostanie zbesztanym. Oczywiście sama nie byłam za wielkim aniołkiem, ale też nie byłam aż tak okropna by zasłużyć na takie rzeczy, dosłownie w znacznej większości tylko nie chciałam pomagać na polu (mieszkamy na wsi) w szczególności, że jak byłam młodsza nie byłam w stanie się przeciwstawić im za bardzo. Nie wiem co mam robić, jestem wymęczona psychicznie, ja po prostu pragnę by moi rodzice w końcu zaczęli zauważać i zważać na to co ja czuję, bo dosłownie nieraz traktowali mnie wręcz jak robota nieposiadające emocji, potrzeb, własnych zajęć, pasji. Ciągle wypominają, że to ja nie rozumiem ich, wspominając, że nie poradzę sobie w dorosłym życiu, jak głupio się zachowywuję, stosując szantaż. Może nie rozumiem ich tak jak należy, ale też nie jestem głupia i wiele swoich i ich problemów dostrzegam, I umiem nazwać. Już nie wiem co robić