Nigdy nie zastanawiałam się nad systemem kar I nagród. Staraliśmy się
stosować „naturalny rozwój rzeczy” (brrr nienawidze słowa kara), czyli
umawiamy się, że pokój będzie posprzątany przed dobranocką. 10 minut przed
bajką informuję, że czas sprzątać, bo zaraz bajka. Dziecko nie sprząta. Bajka
się zaczyna ale ten, kto nie posprzątał, nie ogląda itd.
Jeśli chodzi o nagrody (brrr tego słowa też nie lubię) , staramy się
przekazać dzieciom, że uczą się, ćwiczą literki, chodzą na angielski,
czytają, dla SIEBIE i nie ma za to żadnych nagród. Jak dziecko chce iść do
kina, to idziemy nie w nagrodę, tylko dlatego, że syn poprosił; jak chce
słodycza to dostaje (po obiedzie!!!) bo porosił, a nie dlatego, że zjadł
ładnie obiad. Jak chce psa, to nie kupujemy, bo poprosił, tylko tłumaczymy,
dlaczego nie
kupujemy

.
Powiedzcie mi mamy, czy to Waszym zdaniem jest słuszny sposób? Mi do tej pory
wydawał się w porządku i funkcjonował dobrze.
Do myślenie dała mi pani logopeda (którą bardzo cenię) mojego dziecka. W
zeszycie znalazłam notatkę: „Kuba odmówił ćwiczeń. Proszę o rozmowę z synem i
wypracowanie systemu kar i nagród”. Chodziło o masowanie wędzidełka. Pani
robiła za mocno, syn mówił, że to nieprzyjemne i że tak nie chce. Pani nie
przerywała. Syn się zezłościł, obraził i przez kilka minut nie odzywał się do
niej. Po krótkim czasie złość minęła i ćwiczył wyrazy. Pani nie przeprosił.
Czy powinien? I co powinnam Go ukarać?? Za to, że nie pozwoił sobie robić
czegoś, co mu sprawia ból?? Że sie zezłościł, obraził??