kapyl
20.05.05, 08:50
Rzecz dzieje sie w mojej najblizszej rodziny - u siostry mojego ojca, ktora
jest zreszta moja matka chrzestna. Ona ma dwójke dzieci: 13 letniego i 2
letniego chlopaka. Cała historia jest następująca:
dwa lata temu kupili na aukcji WOŚP żółwia - dla starszego syna, żółw super,
prawie nie trzeba sie nim zajmowac, cóż... po pół roku żółwia oddali do
sklepu zoologicznego, bo ten żółw to takie zwierze bez uczuc.
Rok temu zdecydowali ze kupia starszemu psa, takiego malego i takiego co nie
gubi siersci, no bo dziecko powinno miec psa, zeby sie uczyc
odpowiedzialnosci itp, itd. Kupili rodowodowego mopsa, wydali na niego 1 500
zl. No i potem coraz to slyszalam jak ten pies ich denerwuje.
No i minął roczek, a wczoraj moja cioteczka zapytala mnie czy nie znam kogos
kto mógłby wziąć Maksa.
Wiecie co
tak sie wk...wilam ze nie sposob to opisac. Po pierwsze: Jak mozna traktowac
zwierze jak jakas zabawke?? ten pies przyzwyczail sie do nich i przywiazal
Po drugie: czego ona uczy dzieci?? ze jak mamy z czyms klopot, to pozbywamy
sie tego. Idziemy po najmniejszej linii oporu. (Pomijam fakt ze psem przez
ostatnie pol roku zajmowala sie moja babcia, ktora przyjechala do corki
opiekowac sie najmlodszym dziecieciem bo ciotka szla do pracy)
BOZE czemu ludzie sa tacy bezmyslni???