Dodaj do ulubionych

(Nie)typowy? problem w związku

19.11.12, 16:26
Witam,

Czytam to forum od kłótni do kłótni. Prawdopodobnie, żeby poczuć, że ktoś inny może mieć podobne problemy. Może trochę, żeby cudzymi historiami zabić wyrzuty sumienia czy żal, że nie wszystko idzie dobrze. Z chęcią usłyszę co myślicie o moim "przypadku".

Mam 28 lat, jesteśmy z żoną ze sobą od 5 lat, od 3,5 roku mieszkamy razem. Dosyć dobrze nam się powodzi, oboje zarabiamy powyżej średniej krajowej, niedawno kupiliśmy i urządziliśmy piękne mieszkanie, mamy dość fajne auto. Pod względem "gospodarowania" nasze małżeństwo to dość duży sukces, bo oboje pochodzimy raczej z biedniejszych rodzin (ja - miasto, ona - wieś). Myślę, że to główna oś, na której obecnie opiera się nasz związek - taka trochę "spółka partnerska".

Niestety poza tą dziedziną bywa różnie. Są pewne wydarzenia jednak, które skłaniają mnie to bardzo głębokich refleksji. Chciałbym bardzo je wyeliminować, ale tracę siły i wiarę, że jestem w stanie coś z tym zrobić.

Pochodzimy z trochę innych światów. Mamy zupełnie różne zainteresowania. Ja sport (czynnie i biernie), astronomia, muzyka rockowa, dość mocno angażuję się też w swoją pracę (kierownicze stanowisko w firmie z pogranicza finansów i informatyki) oraz przede wszystkim ludzie, ludzie i jeszcze raz ludzie (ekstrawertyk!).

Ona - taniec, lektura kryminałów, seriale. Reasumując jedynym wspólnym hobby jakie mamy jest oglądanie filmów, ale ile można spędzać wieczorów w ten sam sposób. Lubimy także wspólne, dalekie podróże pełne zwiedzania, ale to jak wiadomo zdarza się 1-2 razy do roku. Generalnie, żona jest raczej domatorką, choć da się ją namówić na wyjście. Typowa biorczyni kontaktów, co bardzo szanuje. Nie każdy musi być duszą towarzystwa.

Ja uwielbiam przebywać wśród ludzi (choć też mam swoje "granice") i rozmawiać o wszystkim począwszy od polityki przez rozmowy o grach komputerowych, aż po tematy typowo towarzyskie. Żona najczęściej schodzi na tematy rodzinno-domowe. Tak też wyglądają nasze spotkania ze wspólnymi znajomymi - kto co kupił nowego do mieszkania, komu zepsuł się samochód itp.

W domu żona jest wspaniała. Gotuje najlepiej na świecie, świetnie zarządza pieniędzmi, potrafi też dobrze pokierować mną, aby wspólnymi siłami zadbać o wspólne gniazdo. Jako, że nie mam smykałki do gotowania staram się nadrabiać zakupami, wynoszeniem śmieci czy odkurzaniem. Ona stosuje w domu milion zakazów :), co oczywiście nie jest dla mnie miłe, ale biorę to najczęściej z humorem - jedynie w przypadku, kiedy podnosi na mnie głos mówię jej otwarcie, żeby tego nie robiła.

No i tu dochodzimy do łyżki dziegciu - problem pojawia się kiedy wychodzimy gdzieś, gdzie pojawia się alkohol. Żona w ogóle nie pije, zaś ja po kilku piwkach wchodzę w fazę "nieśmiertelności" poniesiony falą towarzyskich emocji ;) Fakt, że ona jest trzeźwa powoduje, że na trzeźwo ocenia moje zachowania. Zazwyczaj po 3 piwie zaczyna mi powtarzać, że mam już więcej nie pić. Ma powody. Kilkukrotnie zdarzało mi się grubo przesadzić. Ona wtedy (jeszcze podczas imprezy) najczęściej dość dobitnie okazuje swoją złość lub wyrywa mi na siłę butelkę z ręki nie patrząc na reakcję ludzi, ja z kolei reaguje jak dziecko - fochem. Czasami oznacza to, że wracam sam do domu (nie jest to najlepszy pomysł, wiem), a czasami (jak ostatnio) kładę się ostentacyjnie spać pomimo tego, że jestem gospodarzem imprezy.

Pokłosiem takich sytuacji są ciche dni, które trwają do tygodnia. I tu jest SEDNO problemu - nie potrafimy ze sobą w ogóle rozmawiać o tym. Ja wielokrotnie próbowałem rozpocząć ten temat myśląc, że rozmowa sprawi, że doszukamy się o co tak naprawdę nam chodzi. Ona powie mi jak bardzo jest jej za mnie wstyd, bądź dlaczego nie jest w stanie patrzeć na mnie w takim stanie, a ja może odnajdę sens dlaczego tak bardzo szukam "mocnych" wrażeń.

W ogóle rozmowy na tematy uczuciowe u nas w domu nie ma. Żona wychowała się w rodzinie, gdzie rozmawiało się głównie o sąsiadach, samochodach lub kto co zrobił akurat we wsi - wszystko przy włączonym w tle telewizorze. Ja zaś zupełnie odwrotnie - jestem synem i młodszym bratem osób z wykształceniem pedagogicznym, które bardzo dużą wagę (może zbyt dużą) przywiązywały do rozwiązywania problemów za pomocą rozmowy.

Strasznie mi dziwnie z tym, że o problemach nie można pogadać. Moje próby rozpoczęcia rozmowy kończą się najczęściej cichym szlochem żony, ja wtedy nie potrafię dalej mówić, bo widzę jak bardzo ją ranie. Szczególnie kiedy wiem, że wina leży po mojej stronie (jak w akapicie "butelkowym"). Żona nie potrafi wydusić z siebie wtedy, ani po tym jak ochłonie słowa. Kiedy emocje opadną i próbuje przekazać jej swoje uwagi dostaje odpowiedź: "bo ja taka jestem". Próbuje wtedy najczęściej powiedzieć, że potrzebuje więcej wspólnych pasji i zainteresowań, wyjść i przeżyć. Myślę, że to jest powód, dla którego tak bardzo "odlatuje" z alkoholem. Uwielbiam mocne przeżycia, rozmowy przy piwie, krzyki, śmiechy, przygody jak zabawa do białego rana na plaży. Chyba nie wyrosłem jeszcze z czasów studenckich.

Może to mało męskie, ale ciche dni i fakt, że nie potrafimy rozwiązać swoich problemów rozmową działa bardzo demobilizująco na moje libido. Oczywiście ma to swoje odbicie w naszej "sypialni".

Co myślicie? Nie szukam tu winnego, chciałbym prosić o jakąś merytoryczną poradę. Jestem pewien, że z pewnością pojawią się głosy, że powinienem zacząć od leczenia się w poradni AA. Spoko, jeżeli tak trzeba - tak zrobię. A może macie inne koncepcje?

A może powinienem dać przeczytać tego posta żonie?

Dzieki!
Obserwuj wątek
    • asfo Re: (Nie)typowy? problem w związku 19.11.12, 17:12
      1. Może ona ma jakieś złe wspomnienia związane z nadużywaniem alkoholu? Może jacyś jej krewni są alkoholikami? Może obawia się, że zostaniesz pijakiem, stoczysz się na dno i będziesz ją bił, więc reaguje nerwowo na Twoje imprezowanie?

      2. Jak często zdarza Ci się nadużywać alkoholu i czy miewa to jakieś złe skutki (inne niż niezadowolenie żony)? Zastanów się nad tym uczciwie.

      3. Jeśli to jest dla niej faktycznie taki straszny problem to może po prostu odpuść sobie alkohol, zatrzymaj na dwóch piwach, i znajdź inny sposób na uzyskanie stanu ekscytacji. Życie polega też na poświęceniach.
      • jamesonwhiskey Re: (Nie)typowy? problem w związku 29.11.12, 17:53
        > 3. Jeśli to jest dla niej faktycznie taki straszny problem to może po prostu od
        > puść sobie alkohol, zatrzymaj na dwóch piwach, i znajdź inny sposób na uzyskani
        > e stanu ekscytacji. Życie polega też na poświęceniach.


        co za debilne porady
        ona ma problemy ze soba to on ma rezygnowac ze wqszytkiego i sie poswiecac
        puknij sie w glowke
        • izabelski Re: (Nie)typowy? problem w związku 29.11.12, 23:32
          no to wielkie poswiecenie - prosba zony, zeby maz kontrolowal swoje zachowanie....
          • jamesonwhiskey Re: (Nie)typowy? problem w związku 30.11.12, 11:38
            > no to wielkie poswiecenie - prosba zony, zeby maz kontrolowal swoje zachowanie.
            > ...


            problemem nie jest jego brak kontroli
            problemem jest ze nie zachowuje sie tak jak ona chce
            widzisz roznice ?
    • asia.sthm Re: (Nie)typowy? problem w związku 19.11.12, 17:18
      Czesc
      Wzruszajacy post stworzyles i godny podziwu, naprawde.
      Problem masz bardzo typowy ;)
      Wszystko wykonaliscie z zona ZA WCZESNIE. Ty jestes jeszcze nie wybawiony do konca, a zona ambitnie chce juz miec dojrzaly, dorosly zwiazek.
      Mogliscie poczekac troche, palilo sie?

      Ciebie rozumiem, masz odpowiedzialna prace, wiec prywatnie chcesz sie wyszalec, odrelaksowac pokazna doza wariactwa. Zabraklo ci paru lat.
      Teraz musisz sie wziac za kolnierz - kladzenie sie spac bedac gospodarzem imprezy to skandal. Zadna zona tego nie wybaczy, a jesli wybaczy to nie zapomni.

      Dobrze ze widzisz dziegcia - i nie jest go lyzka, jest go warzachwia. Pamietaj, alkohol wykonczy najwieksza milosc. Jesli zona zalewa sie lzami to ty juz z nia nie dyskutuj - lec do AA, pomoga ci zrozumiec i postanowic co z tym wszystkim zrobic.

      Powodzenia.
      • yoma Re: (Nie)typowy? problem w związku 19.11.12, 17:27
        Może w ogóle zaczniemy od tego, że nie ma czegoś takiego jak leczenie w poradni AA?
      • jola-kotka Re: (Nie)typowy? problem w związku 24.11.12, 03:16
        Post tak piekny,ze powinnam grzecznie odpisac.
        Jednak w tym wypadku nie moge i nie byłabym soba gdybym to zrobila.
        Twoja zona jest mloda kobieta a zachowuje sie jak jakas kwoka.
        Co to znaczy,ze ona stosuje zakazy w waszym domu.
        Ja nie ogarniam tego,traktuje cie jak dziecko.
        Zwiazek dwojga ludzi nie polega na rezygnacji jednej osoby z samej siebie na rzecz drugiej.
        Idac wymogami twojej zony,bedziesz starym dziadem jako mlody facet.
        Akcje z wyrywaniem butelki w towarzystwie,co to ma byc jakim prawem?
        Ty jestes facet? Czy jakis nastolatek za ktorym biega mamusia i kontroluje czy nie pijesz piwka.
        Malo was laczy,sory gotowanie i umiejetnosc wydawania kasy to slabe argumenty na obrone zony.
        Ja bym uciekla z tego zwiazku,zwiazales sie z kobieta ktora mentalnie ma 60 lat.
        Zrobi z ciebie dziadka z gazeta przed telewizorem.
        Jak to ci odpowiada to ok,jedyne wyjscie jakie widze dla ratowania wlasnego ja to rozwod.
    • notting_hill Re: (Nie)typowy? problem w związku 19.11.12, 17:28
      Macie kłopot z komunikacją. Przydałoby się, żeby ktoś nauczył Was efektywnego komunikowania swoich potrzeb i umiejętności słuchania drugiego. Warto o to powalczyć, bo samo się nie zrobi. A jak w takiej sytuacji będziecie wychowywać ewentualne dzieci? Przecież kiedy pojawią się dzieci, problemy się spotęgują.
      Poza tym jakoś odniosłam wrażenie, że Twoja żona reaguje tak jakby była DDA. Jest coś na rzeczy?
    • edw-ina Re: (Nie)typowy? problem w związku 19.11.12, 17:42
      oj, jak najszybciej, niemal w trybie natychmiastowym musicie wybrać się na jakiś kurs z zakresu komunikacji, bo za kilka lat zostanie wam tylko rozwód i poczucie przegranego życia. Zamiatanie problemów pod dywan, bo nie umiecie ich ze sobą przegadać, załatwić, to jest zawsze gwóźdź do trumny związku.
      Kolejne sprawa to wspólne pasje. Już kiedyś o tym pisałam - mój i męża terapeuta w chwilach, gdy jest między nami źle, każe nam wymieniać rzeczy, które lubimy wspólnie robić, wspólne pasje lub nawet zwykłe proste przyjemności, które dzielimy. I to działa, bo pokazuje nawet w momentach kryzysu, jak blisko ze sobą jesteśmy. Nauczyliśmy się też nieco naginać do siebie i odnajdywać w tym radość. Ja, podobnie jak Ty, uwielbiam rozmowy do rana, żarty, ludzi, imprezy. M przez długi czas dystansował się od tego. Wówczas opowiadałam mu jak było fajnie, co robiliśmy, kto i co powiedział. I w nim budziła się swego rodzaju zazdrość, że on nie słyszał, że nie widział, że nie mógł zareagować. Wreszcie zaczął częściej ze mną bywać, co przyznaję - bardzo lubię. Kolejną sprawą jest próba łączenia pasji. Twoja żona lubi taniec a ty sport? A może spróbujecie wspólnie zapisać się na capoeirę? Łączy obie dziedziny.
      Poza tym zgadzam się z jedną z przedmówczyń, że nieco za szybko weszliście w poważne życie i ta rozbieżność postaw - twoja chęć wyszumienia się i potrzeby stabilizacyjno-rodzinne żony dość mocno się wykluczają.
    • xika_da_selva Re: (Nie)typowy? problem w związku 19.11.12, 19:05
      a wg mnie post wcale nie jest wzruszajacy, autor solidnie i slusznie sie wybiela, znajac juz okrucienstwo forumowiczow;-)

      na imprezach poprzestan na 2 piwach, co ci szkodzi? czy faktycznie to 3e i kolejne piwo jest tobie naprawde naprawde niezbedne? o ile nie jestes uzalezniony, nie widze zadnego realnego problemu w poprzestaniu na 2 piwach. Chyba ze chodzi o "walke o teren"? zwiazek to tez jakies kompromisy i ustepstwa. a jezeli chodzi o tak blaha sprawe to chyba zaden problem:-) a jak jestes spragniony to sok/ eoda/ cocacola, alternatyw jest naprawde bez liku

      z tymi pasjami to troche jak z hobby w SP, "on nie lubi spice girls wiec nie mamy o czym gadac". byc moze si "spotykacie" pogladowo, emocjonalnie, ksiazkowo? z moim partnerem nie mamy wielu wspolnych "namacalnych" pasji, ale jestesmy z tych ktorym buzie sie nie zamykaja i rozmawiamy nawet podczas wspolnrgo wieszania prania-o! smiem nawet twierdzic, ze wspolne wieszanie prania laczy bardziej niz niejedna Prawdziwa Pasja;-)

      jesli zona nie potrafi rozmawiac, to ja naucz. ale nie po nauczycielsku, tylko niechcacy, mimochodem. Sam sie otworz, nazywaj swoje uczucia tak po prostu, bez konkretnego powodu, rozmawiaj o nich i nie oczekuj niczego w zamian, a zona byc moze predzej czy pozniej podchwyci. Dziala.
      • mwiktorianka Re: (Nie)typowy? problem w związku 19.11.12, 20:17
        Chyba przydałaby się wam jakaś terapia małżeńska, tylko czy zona jest w stanie się na niej otworzyć.Ty jesteś ekstrawertykiem, a zona?Czy raczej intro?
        Ja mam w związku podobny problem, z tym, że ja jestem bardziej ekstrawertyczką choć mam też sporo cech introwertyka, a mój mąż to introwertyk.Mój mąż też lubi w towarzystwie sobie wypić (jak się bawić to do oporu), co dla mnie jest nie do zaakceptowania.Głównie dlatego, że jestem DDA. Uważam, że wszystko trzeba robić z umiarem, a w szczególność pić.
    • asocial Re: (Nie)typowy? problem w związku 19.11.12, 20:40
      Wlasciwie, to mam wrazenie, ze Ty sie czujesz lepszy od zony. Moze to i lepiej, ze nie macie wspolnych pasji, bo pewnie bys(cie) rywalizowali- i byloby jeszcze gorzej.
      Poza tym, w milosci nie tylko wspolne pasje sa wazne- ale tez szacunek dla odmiennych sposobow na spedzanie wolnego czasu, wzajemne dawanie sobie tej wolnosci, podziw dla drugiej osoby, szanowanie przestrzeni, etc.
      Juz w podstawowce pytania o hobby wprowadzalo w lekkie zazenowanie, co dopiero w okolicy trzydziestki..
    • soffia75 Re: (Nie)typowy? problem w związku 19.11.12, 21:10
      O Twoim "problemie butelkowym" wypowiem się krótko, właściwie podpiszę się pod wcześniejszymi wypowiedziami: skoro jest to źródło spięć między Wami, staraj się kontrolować ilość wypijanego alkoholu. Na trzeźwo też można się dobrze bawić; po co fundować sobie kolejne "ciche dni" w domu? No, i po co prowokować u żony mało eleganckie zachowania na spotkaniu towarzyskim? (wyrywanie butelki z ręki)

      Niepokoi mnie natomiast coś innego, o czym piszesz:
      "Pochodzimy z trochę innych światów. Mamy zupełnie różne zainteresowania."
      "(...) potrzebuje więcej wspólnych pasji i zainteresowań, wyjść i przeżyć."
      "W ogóle rozmowy na tematy uczuciowe u nas w domu nie ma."
      "Pod względem "gospodarowania" nasze małżeństwo to dość duży sukces (...) Myślę, że to główna oś, na której obecnie opiera się nasz związek - taka trochę "spółka partnerska"."
      Czytam i zastanawiam się, co Was łączy - bo obawiam się, że jest tego niewiele. To bardzo niebezpieczna sytuacja dla związku, jeśli płaszczyzna porozumienia jest tak mała. Jeśli partnerzy znacznie się różnią, ale mimo to są na siebie otwarci i potrafią rozmawiać, to pół biedy; gorzej, jeśli rozmowa szwankuje, jak u Was. Mam wrażenie, że to się wszystko u Was splata: zbyt mało wspólnych zainteresowań, Twoje "imprezowanie", jej gwałtowna reakcja, nieumiejętność porozmawiania o problemach... jedno wynika z drugiego. Zastanawiam się, czy to przypadkiem nie wierzchołek jakiejś góry lodowej i czy Wasz problem nie jest głębszy niż to się wydaje. Może musielibyście się nad tym zastanowić? Z biegiem czasu będzie tylko gorzej.
      Niestety, nie potrafię podpowiedzieć Ci skutecznego rozwiązania; gdybym je znała, zapewne potrafiłabym uleczyć własną "spółkę partnerską"...
      P.S. Trzymam kciuki; i życzę Ci, żeby moja diagnoza była błędna. ;)
    • foringee Re: (Nie)typowy? problem w związku 19.11.12, 22:08
      Spróbuj iść na kilka imprez i nie pić na nich alkoholu. Czy dasz radę? Bo jeśli w obecności alkoholu to alkohol jest dla Ciebie ważniejszy niż wszystko inne to... dziwię się żonie że w to brnie..skończy się patologią.
      • kasior22 Re: (Nie)typowy? problem w związku 19.11.12, 23:23
        Witam,

        dziękuję za wszystkie odpowiedzi. Pozwolicie, że ustosunkuje się do kilku z nich bezpośrednio.

        1. Może ona ma jakieś złe wspomnienia związane z nadużywaniem alkoholu?

        Jedyne co kiedyś udało mi się z niej wydobyć, to fakt że ojciec wracał często do domu pijany. Niemniej jednak znam teścia i wiem, że nie ma problemów z alkiem. Chyba, że kiedyś było inaczej.

        2. Jak często zdarza Ci się nadużywać alkoholu i czy miewa to jakieś złe skutki (inne niż niezadowolenie żony)?

        Średnio raz na 1/2 roku zdarza mi się impreza, na której zgubię pieniądze, zdarzyło się, że zostałem pobity. Oczywiście jest to wynik krytycznej intoksykacji. W międzyczasie wszystko jest powiedzmy ok. Wyjścia z kolegami (raz na 2/3 tygodnie) kończą się tak samo jak statystycznemu facetowi. 4 piwa, 2 fajki i do domu. Jako, że jestem rodzinnym kierowcą często kończę na soczku z pomarańczy. Niemniej jednak potrafię dać w palnik z moim najlepszym przyjacielem i niestety, sprawia nam to dużą przyjemność :(

        mogliscie poczekac troche, palilo sie?

        Bardzo dobre pytanie. Kiedy zaczęliśmy mieszkać ze sobą moi dość katoliccy rodzice niczego nie wymagali, ale dali jasno znać, że zaręczyny byłyby mile widziane. Na około żony wszyscy zaczynali wtedy tworzyć stałe związki. Oświadczałem się z pełnym przekonaniem o słuszności tego co robię. Ślub miał nastąpić za 18 miesięcy, ale przyszedł kredyt i był cywilny po 9 miechach od zaręczyn.

        Chciałem tego ślubu.

        Teraz musisz sie wziac za kolnierz - kladzenie sie spac bedac gospodarzem imprezy to skandal. Zadna zona tego nie wybaczy, a jesli wybaczy to nie zapomni.

        Wiem. Myślę, że ciągłe sprzątanie problemów pod dywan powoduje eskalacje reakcji. Myślę, że podświadomie chciałem, żeby inni zobaczyli to, może nawet zainteresowali się tym. Mam ogromną potrzebę wypowiedzenia tego bólu, jako że nie rozmawiam o tym co czuję z nikim. Stąd taki potężny post na forum.

        Jesli zona zalewa sie lzami to ty juz z nia nie dyskutuj - lec do AA, pomoga ci zrozumiec i postanowic co z tym wszystkim zrobic.

        Jeżeli po lekturze postów dojdę do takiego wniosku, zrobię to. Marzę jednak o tym, żeby o tym porozmawiać.

        Może w ogóle zaczniemy od tego, że nie ma czegoś takiego jak leczenie w poradni AA?

        Sorry. Moja wiedza na temat leczenia uzależnień jest bardzo powierzchowna.

        A jak w takiej sytuacji będziecie wychowywać ewentualne dzieci? Przecież kiedy pojawią się dzieci, problemy się spotęgują.

        Pełna racja. Nie wyobrażam sobie wychowywać dzieci w tej sytuacji. Zarówno jeśli chodzi o alkohol, jak i deficyt komunikacyjny. Na szczęście żona nie nalega, bo sama nie wie, kiedy chciałaby zostać mamą.

        Wreszcie zaczął częściej ze mną bywać, co przyznaję - bardzo lubię.

        Dziękuję za tego posta. Jest bardzo motywujący :) Kurs komunikacji, piszesz? Jestem ciekaw jak moja druga połowa by to przyjęła.

        autor solidnie i slusznie sie wybiela

        Starałem się być tak obiektywny jak to tylko możliwe. Naprawdę zależy mi na wyjściu z tego impasu niż na szukaniu winnych. Niemniej jednak Twoje spostrzeżenie też jest jakąś informacją. Potraktuje to bardzo poważnie.

        z tymi pasjami to troche jak z hobby w SP, "on nie lubi spice girls wiec nie mamy o czym gadac"

        Jasne, rozumiem ten punkt widzenia. Ja akurat przywiązuję do tego dość dużą wagę, bo po prostu cenię ludzi, którzy są mi w stanie powiedzieć coś ciekawego. Myślałem, że uda mi się zbudować związek na wspólnym budowaniu "gospodarstwa domowego" pomimo przeciwieństw. Im bardziej posuwam się w czasie, tym bardziej czuję jak bardzo mi tego brakuje.

        Sam sie otworz, nazywaj swoje uczucia tak po prostu, bez konkretnego powodu, rozmawiaj o nich

        Próbowałem. Najczęściej kończy się komentarzami a'la "aleś ty delikatny" itp. Będę jednak próbował dalej. To mimo wszystko naprawdę dobra rada.

        a zona?Czy raczej intro?

        Żona raczej intro.

        Mój mąż też lubi w towarzystwie sobie wypić (jak się bawić to do oporu), co dla mnie jest nie do zaakceptowania.Głównie dlatego, że jestem DDA. Uważam, że wszystko trzeba robić z umiarem, a w szczególność pić.

        Może dzięki temu wątkowi nauczymy się czegoś od siebie nawzajem. Trzeba tylko wziąć poprawkę na to, że temperamenty są inne.

        Wlasciwie, to mam wrazenie, ze Ty sie czujesz lepszy od zony.

        Jeżeli tak to podświadomie. Bardzo szanuje fakt, że jest taka jaka jest. Jeżeli będziemy mieli kiedyś dzieci, bardzo chciałbym, żeby odziedziczyły po niej zaradność, zdrowy upór, poczucie humoru, umiejętności negocjacyjne (sic! w pracy jest w tym doskonała) czy pasje w tworzeniu "domu".

        Zastanawiam się, czy to przypadkiem nie wierzchołek jakiejś góry lodowej

        Tak jak pisałem, myślę że tą częścią góry lodowej, która schowana jest pod wodą jest brak efektywnej komunikacji. Jestem zwolennikiem teorii, że to najważniejszy element związku dwojga osób. Tak jak zresztą celnie zauważyłaś w swoim poście.

        gdybym je znała, zapewne potrafiłabym uleczyć własną "spółkę partnerską"...

        Trzymam kciuki również :)

        dziwię się żonie że w to brnie..skończy się patologią.

        Doceniam to, że nazywasz rzeczy po imieniu. Stare powiedzenie mówi "nigdy nie mów nigdy". Szczerze mówiąc zawsze postrzegałem siebie jako osobę, która nie jest w "grupie wysokiego ryzyka", jestem ostatnio w ciężkim szoku, że alkohol stanowi zarzewie problemu w moim małżeństwie.

        co z tego, że żona nie uprawia sportów? i nie jest to jakaś dysfunkcja, którą należy naprawiać - ale po prostu uszanować fakt, że ma inne potrzeby.

        Jasne. Strasznie chciałbym, żeby potrafiła mnie za to swoimi potrzebami "zafascynować". Ostatnio tańczyła Salsę na pokazie publicznym. Byłem z niej taaaaaaki dumny, bo robi to naprawdę dobrze :) Jesteś też drugą osobą, która pisze o tym że czuje się lepszy od niej. Cóż, nie po to wrzucałem temat na forum, żeby teraz się spierać. Dzięki za tą uwagę.
        • margonik Re: (Nie)typowy? problem w związku 20.11.12, 01:31
          Przychodzi mi do głowy kilka rzeczy:
          1) Namów ją na terapię małżeńską. Psycholog pomoże jej się otworzyć Przy psychologu przestanie Cię zbywać tekstami "takiś delikatny" i jest szansa, że nauczy się rozmawiać na temat emocji. Potraktuj to jako trening komunikacji.
          2) Skoro potrzebujesz się wyszaleć i jednocześnie lubisz sport, to może spróbuj w tej dziedzinie rozładowywać się, a nie poprzez alkohol. Regularne intensywe treningi i może coś, co podnosi adrenalinę by pomogło.
          3) Ogranicz picie alkoholu, gdy wychodzicie gdzieś wspólnie. Jeśli potrzebujesz raz na jakiś czas z kumplem się porządnie napić, to może wyjdź bez żony, umów się, że będziesz nocować u kumpla i że wrócisz do domu już trzeźwy? Nie wiem, czy to jest u Was do przejścia. Wyczuj jak ona zapatrywałaby się na to. Ja nie mam nic przeciwko, gdy mój mąż od czasu do czasu imprezuje gdzieś beze mnie i wolę, aby wrócił rano niż po nocy sie gdzieś szwędał.
          4) Nie lubisz tańczyć? Tak pomyślałam, że może wciągnął byś sie w taniec, skoro Twoja żona to lubi? Jesli nie czujesz sie pewnie na parkiecie, to może jakiś kurs byś skończył? Myślę, że to by załatwiło kilka kwestii:
          - mielibyście wspólne zajęcie, co pogłębiłoby więź między Wami,
          - mógłbyś się wyszaleć na parkiecie,
          - szalejąc na parkiecie, mniej byś pił, a to, co wypijesz, byś szybciej spalił.
          Nawet jeśli nie przepadasz za tańcem, to może warto się troszkę poświecić. Jeśli będziesz z nią tańczyć, to Twoja żona prawdopodobnie też będzie chętniej wychodzić na imprezy.

          Poza tym myślę, że jednak trochę nadużywasz alkoholu. Doprowadzanie się, co 2-3 tygodnie do stanu raczej mocno nietrzeźwego (jak podejrzewam) i raz na pół roku do takiego stanu, że dajesz się gdzies tam sponiewierać, pobić, okraść, czy gubisz kasę, to wg mnie już trochę niepokojące objawy. Może to jeszcze nie problem, a może już mały problem? Ciężko mi ocenić. Pogadaj z ludźmi, którzy zajmują sie uzależnieniami, aby rozpoznać na ile jest to uzależnienie, a na ile zabawa. Skoro czujesz, że tak bardzo potrzebujesz tego, to obawiałabym się, że jakieś uzależnienie już jest. Może zrób test i spróbuj przez kwartał się nie upić. 3 miesiące to nie dużo, ale dla alkoholika to bardzo dużo...
          Nie mów, że potrzebujesz tego do rozładowania się po pracy, bo rozładować się można przez sport, czy seks...
          Swoją drogą ludzie z problemem alkoholowym mają problemy z libido. Może tu jest pies pogrzebany, a nie koniecznie w cichych dniach? Ale może nie... To tylko pod rozwagę.
          • margonik Re: (Nie)typowy? problem w związku 20.11.12, 01:34
            I jeszcze odpowiedz sobie na pytanie, jak często pijesz poza imprezami. Ot tak, w domu, przed TV. Może np. tylko jedno piwo lub kieliszek. Co by było, jakbyś się czuł, gdyby tego piwa/kieliszka nie było?
        • xika_da_selva Re: (Nie)typowy? problem w związku 20.11.12, 09:56
          statystyczny facet? statystycznie ty i stol macie po 3 nogi. poznalam sporo facetow w twoim wieku i zapewniam, ze znaczna ich wiekszosc nie pije 4 piw co 2 tygodnie, tym bardziej nie znam takiego, ktory nazwalby to swoja pasja. nie mowiac o tym, ze pod wplywem alkoholu doprowadzasz do nibeezpiecznych sytuscji -pobicie, kradziez czy zgubienie pieniedzy (sic), czyli efekt twojego picia dziala bezposrednio rowniez na zone.

          niezby dobrze rokujesz na potencjalnego ojca, glowe rodziny, stabilizacje domowego ogniska..

          wychodzi na to, ze zona owszem, ma pasje: gotowanie, prowadzenie firmy, salsa(!), ma poczucie humoru, na podstawie ktorego mozna zbudowac naprawde solidne porozumienie, a twoje hobby to picie i imprezy.

          aha i komentarz "ales ty delikatny" moze nie jest przyjekny, ale na pewno nie powinien byc zakonczeniem rozmowy. jest mnostwo mozliwosci kontynuowania o uczuciach mimo takirgo komentarza: zart , przyjazna ironia "ach, kochanie, to dzieki tobie odkrywam w sobie poklady delikatnosci", powaga "masz rscje, ostatnio czuje wielka potrzebe dzielenia sie z toba moimi emocjsmi", itp. opcji bez liku, nie odebralabym tego komentarza jako takiego co ukroca zapedy poprawy komunikacji w zwiazku.
          • jamesonwhiskey Re: (Nie)typowy? problem w związku 29.11.12, 18:03
            > etow w twoim wieku i zapewniam, ze znaczna ich wiekszosc nie pije 4 piw co 2 ty
            > godnie, tym bardziej nie znam takiego, ktory nazwalby


            tez takich nie znam
            99% pije 4 piwa co dzien
        • mamapodziomka Re: (Nie)typowy? problem w związku 20.11.12, 16:25
          Abstrahujac od wszelkiech innych problemow: gdyby moj maz regularnie sie na imprezach upijal, robil z siebie posmiewisko w stylu "latania i niesmiertelnosci" albo rypal sie nawalony spac - znienawidzilabym imprezy do konca zycia. Z cala pewnoscia, chociaz je bardzo lubie.

          Dla twojej zony to zachowanie to potworny stres i obciach i nie ma wiekszej potrzeby artykulowania tego, tym bardziej, ze pytana o to - placze. Juz trudno jasniej wyrazic co w tym momencie czuje, prawda?

          Natomiast jesli chodzi o rozmowy na rozne tematy w domu - to tu spojrzalabym, czy zona NAPRAWDE tego nie lubi, czy tez nie lubi z toba? Dosc wyraznie czujesz sie od niej lepszy, jesli dajesz jej to odczuc w dyskusjach to naturalnie nie bedzie z toba dyskutowac. Bylam raz w zwiazku, w ktorym facet uwazal moje poglady za dno, na kazdym kroku udowadnial ze to on ma racje, a ja jestem strasznie glupia. Wiec w zadne dyskusje pozy tym, czy trzeba kupic mleko czy maslo sie wciagnac nie dwalam (nie, zeby ten zwiazek w ogole dlugo trwal, ale to byla pierwsza reakcja). Zeby do 4 rano dyskutowac nad slusznoscia bezwarunkowego dochodu czy teorii post-Bing Bangowych trzeba sie czuc partnerem partnera i trzeba czuc, ze moja opinia naprawde kogos interesuje. I nie moze to byc dyskusja, ktorej celem jest udowodnienie kto jest madrzejszy, bardziej oczytany, i czyja racja jest mojsza.

          Moim zdaniem, skoro zona jeszcze od ciebie nie odeszla, to masz szanse uratowac to malzenstwo. Ale bedzie cie tokosztowalo sporo wysilku i zmian. Uznania zony za pelnoprawnego partnera, jej zainteresowan za rownie ciekawe jak twoje i sporego dopasowania sie do jej wizji zycia. Dopiero potem byc moze zona odwazy sie troche otworzyc, zaufac ci i wpuscic cie do swojego zycia.
    • velluto Re: (Nie)typowy? problem w związku 19.11.12, 22:34
      Między wierszami da się wyczytać że - być może podświadomie - czujesz się lepszy, bo ty masz "fajne" pasje, a żona - byle jakie. To nie tak.

      Niepotrzebnie szukasz problemu tam, gdzie to nie ma. No i co z tego, że żona nie uprawia sportów? nie uprawiała i przedtem, zapewne nie będzie i potem, że tak powiem "taką ją wziąłeś", i nie jest to jakaś dysfunkcja, którą należy naprawiać - ale po prostu uszanować fakt, że ma inne potrzeby.

      To jedno, drugie - twoje nastawienie do alkoholu, czy faktycznie musisz się zalewać? nie na tym polega zabawa, żeby sie urżnąć na każdej imprezie, a sam przyznajesz, że tracisz hamulce. Trudno jest obserwować kochaną osobę, jak robi z siebie idiotę, ty "dobrze się bawisz" a dla kogoś z boku jest hałaśliwy, nachalny, ordynarny itd. Tak cię widzi twoja żona.
      Wg mnie ma jakiś uraz na tle alkoholu, i nie potrafi o tym mówić. Ale ty nie potrafisz nad sobą zapanować, co jest znacznie bardziej niepokojące.
      Zalany - tracisz w jej oczach,
    • default Re: (Nie)typowy? problem w związku 20.11.12, 08:44
      Dołączę do osób, które napisały, że czujesz się lepszy od żony. Też mam takie wrażenie, ponadto wyczuwam brak szczerości w zapewnieniach, że szanujesz i doceniasz odmienny charakter żony - za to szczerość przebija przez kolejne słowa : te, w których porównujesz tematy rozmów Twoich i żony (ach, jakie banalne!) albo te: " potrzebuje więcej wspólnych pasji i zainteresowań, wyjść i przeżyć. Myślę, że to jest powód, dla którego tak bardzo "odlatuje" z alkoholem. Uwielbiam mocne przeżycia, rozmowy przy piwie, krzyki, śmiechy, przygody jak zabawa do białego rana na plaży"
      Masz ukryty żal i pretensję do żony, że nie dość, że nie podziela Twojego zamiłowania do szaleńczych alkoholowych imprez, to jeszcze Ci je utrudnia.... Chociaż w całym poście usiłujesz przekonać forum (a może i siebie ?), że wcale tak nie jest, że żona jest wspaniała i w ogóle... Żeby tylko tak nie marudziła ;-)
      Powyżej kilka osób pisało o tym jak ważna jest komunikacja w związku i jest to w zasadzie prawda, ale.... Są osoby, które naprawdę nie lubią "rozkminiania" problemów, jałowych gadek i dyskusji, nie umieją tego robić i nawet jeśli się je do tego zmusi (np. namawiając na kursy, warsztaty z psychologiem czy cokolwiek w tym guście) to one nie będą się z tym lepiej czuły. Ty się lepiej poczujesz, bo będziesz miał tak jak lubisz - dyskusja, "rozwiązywanie problemu" itd. A dla Twojej żony być może bardziej wymowne od gadania byłyby fakty i czyny. Np. zamiast upić się na imprezie - tańcz z żoną salsę całą noc. Wtedy nie będzie potrzeby wymuszonych dyskusji, nie będzie cichych dni i oziębłości w sypialni.
      Właśnie - nie piszesz prawie nic o seksie (poza tym, że po kłótni Ci się odechciewa) - a co by nie powiedzieć seks to najlepsze spoiwo każdego związku. Namiętność niweluje różnice w charakterach, zainteresowaniach i upodobaniach, jeśli na tym polu ludzie są zgrani i dopasowani, to wszelkie inne niedopasowania mnie mają już takiego znaczenia. A zanim znaczenie seksu spadnie (po kilkunastu latach związku) to i owe inne różnice się zatrą i dostosują do siebie.
      • agcerz Re: (Nie)typowy? problem w związku 20.11.12, 09:04
        Przeczytałam uważnie i mam dwie uwagi.
        1. Nie związałabym się z osobą, której hobby/pasji nie dzielę. To może być nawet określony typ muzyki. Dlatego nawet nie wiem, czy można wam coś poradzić, jakieś miejsce wspólne.

        2. Boję się, że twoje picie może przybrać niekontrolowane rozmiary. Jestem w stanie zaakceptować picie dla relaksu i picie do obiadu, ale nie tracenie świadomości.
      • edw-ina Re: (Nie)typowy? problem w związku 20.11.12, 10:02
        Nie zgadzam się z twoim postem.
        - namiętność nie niweluje różnic między ludźmi, tylko je na chwilę zasłania. Namiętność jest też wykładnią charakteru i podejścia do życia. Budowanie związku wyłącznie na namiętności, bo komunikacja szwankuje, wspólnota szwankuje - zwykle kończy się wielkim bum tylko z opóźnionym zapłonem.
        - rozmowa to nie rozkminianie każdej dupereli, tylko rozwiązywanie problemów. Ktoś tego nie lubi, więc co? Należy mu się podporządkować, zamiast szukać kompromisów i zrozumienia? Umiejętność rozmowy jest ważna w każdej relacji.
        - potrzeba ciekawej rozmowy - no ja akurat rozumiem faceta w 100 proc. Sama zajmuję się dość hermetycznym wycinkiem historii i pamiętam to poczucie beznadziei, kiedy całkowicie nie mogłam porozmawiać z mężem, bo ja o polityce wewnętrznej Baldwina II a on o nowych manetkach do motoru. W pewnej chwili zaczęłam się buntować. Bo ja wiedziałam o czym on do mnie mówi i mogłam z nim o tym rozmawiać, a on co najwyżej mógł mnie chwilę posłuchać. Ten impas trwał dość długo, szczególnie, że M chciał, żebym bardziej wkręciła się w jego pasje, a mnie nosiło, bo chciałam, żeby on też nieco mocniej wszedł w mój świat i rozmawiał ze mną o tematach, które również dla mnie są interesujące. M.in. dlatego choć kilka wspólnych upodobań jest bardzo potrzebnych. Bo jak długo można funkcjonować w związku, w którym jedna osoba mówi o teorii strun, a druga o kolejnym odcinku Mody na sukces?
        • default Re: (Nie)typowy? problem w związku 20.11.12, 11:33
          edw-ina napisała:

          > - namiętność nie niweluje różnic między ludźmi, tylko je na chwilę zasłania.

          Namiętność i seks to podstawowy powód dla którego ludzie tworzą związki dasmko-męskie (a nie przyjacielskie czy koleżeńskie). Oczywiście najlepiej jest gdy przy tym są dopasowani charakterami, upodobaniami itd. Ale jeśli nie są - to istnienie silnej więzi erotycznej motywuje do tworzenia kompromisów i przystosowania się do siebie nawzajem. Cóż innego może być motywacją do pracy nad dopasowaniem się, dogadaniem w związku ? Wspólne zainteresowanie historią starożytnych Indian ? :)))

          > - rozmowa to nie rozkminianie każdej dupereli, tylko rozwiązywanie problemów. K
          > toś tego nie lubi, więc co? Należy mu się podporządkować, zamiast szukać kompro
          > misów i zrozumienia?

          No właśnie szukać kompromisów ! Skoro ja uwielbiam psychologiczne dyskusje, a ty wolisz proste komunikaty poparte konkretnymi działaniami - to ja powiem ci, co ja myślę (bo umiem i chcę), ale może sobie daruję "przesłuchiwanie" cię w temacie "co czujesz, co ja czuję, co ty czujesz jak ja czuję itp.", bo wiem że to dla ciebie trudne i krępujące, za to postaram się postępować tak, byś była zadowolona ze mnie. Zauważ, że autor wątku wie co nie pasuje jego żonie (pijackie ekscesy), ale mimo to zamiast przestać chlać, domaga się od niej "dyskusji i zdiagnozowania problemu" - o czym na miłość boską tu dyskutować ???

          > - potrzeba ciekawej rozmowy - no ja akurat rozumiem faceta w 100 proc.

          Do prowadzenia ciekawej rozmowy niekoniecznie trzeba mieć wspólne zainteresowania - to jest, powiedziałabym, najprostszy wariant, w dodatku niekoniecznie się sprawdzający. Załóżmy, że mają wspólne hobby, np. ogrodnictwo - zapewne przysporzy to tematów do rozmowy, ale to jest małżeństwo, a nie kółko zainteresowań ani klub dyskusyjny i na okrągło o tym ogrodnictwie nie będą gadać. Jeśli ogólnie coś nie między nimi nie gra, to nie zamaskują tego "ciekawymi rozmowami".
          • edw-ina Re: (Nie)typowy? problem w związku 20.11.12, 11:40
            Namiętność łącząca ludzi w pary z reguły trwa 4 lata. To jest okres potrzebny do słodzenia i podstawowego wychowania dziecka - tak to wymyśliła natura. Przejrzyj jakąkolwiek pozycję z zakresu antropologii czy biologii. Jeżeli chce się tworzyć związek dłuższy - a taki typ związku ewoluował poprzez małżeństwo chrześcijańskie, budowanie go na samej namiętności kończy się nie spełnieniem głównego założenia, czyli trwania tej relacji. Stąd potrzeba rozwinięcia bliskości, przyjaźni, wspólnoty.
            • default Re: (Nie)typowy? problem w związku 20.11.12, 12:36
              edw-ina napisała:

              > Namiętność łącząca ludzi w pary z reguły trwa 4 lata. To jest okres potrzebny d
              > o słodzenia i podstawowego wychowania dziecka - tak to wymyśliła natura.

              Potrzebny także do tego, by na bazie tej więzi zbudować porozumienie bardziej duchowe, "bliskość, przyjaźń, wspólnotę" (o czym sama piszesz) dzięki którym związek przetrwa kolejne lata. Przy czym (moim zdaniem) w pewnym momencie następuje takie sprzężenie zwrotne i dzięki zbudowaniu tej bliskości innej niż fizyczna, także więź erotyczna nie wygasa tak prędko - zaczynają się nawzajem napędzać.
              Tak czy owak - bez seksu ani rusz :) Nie wierzę, że można zbudować prawdziwą bliskość na bazie, powiedzmy - wspólnych zainteresowań. To się przyjaźń wtedy nazywa, a nie miłość kobiety i mężczyzny.

              • edw-ina Re: (Nie)typowy? problem w związku 20.11.12, 13:36
                a. nie napisałam, że seks nie jest ważny, tylko, że nie buduje się przede wszystkim na nim długofalowej relacji
                b. wydzielana przez przysadkę mózgową oksytocyna faktycznie pomaga budować więzi, ale nie działa jak klapki na oczach, poza tym z biegiem czasu podczas aktu seksualnego organizm wydziela jej mniej. Wówczas to spadają słynne różowe okulary. Dlatego również związki budowane przede wszystkim na chemii, pociągu seksualnym, nie są trwałe. Kiedy przychodzi spadek produkcji hormonu przywiązania, związek się wypala, brakuje mu bazy. Dlatego stawianie na namiętność, to budowanie zamku na ruchomych piaskach.
                • default Re: (Nie)typowy? problem w związku 20.11.12, 15:00
                  edw-ina napisała:

                  > wydzielana przez przysadkę mózgową oksytocyna faktycznie pomaga budować więz
                  > i, ale nie działa jak klapki na oczach, poza tym z biegiem czasu podczas aktu s
                  > eksualnego organizm wydziela jej mniej.

                  Ale to jakieś nieubłagane fizyczne prawo jest ??? Że bez tej oksytocyny nie ma szans na długotrwały związek, o ile nie ma się wspólnych tematów do ciekawych rozmów" ??? Ja wiem, że człowiek zwierzęciem jest, ale chyba poza hormonami jeszcze inne czynniki nim powodują. Jakieś takie wyłącznie naukowe podejście masz , najpierw antropologia, teraz biochemia - dla mnie dziwne.

                  > Wówczas to spadają słynne różowe okular
                  > y. Dlatego również związki budowane przede wszystkim na chemii, pociągu seksual
                  > nym, nie są trwałe.

                  Taak ? Ja bym to określiła inaczej - nie są trwałe związki, w których wzajemny pociąg seksualny okazał się zbyt słaby. I się wypalił, po prostu, niezależnie od poziomu wydzielanej oksytocyny :)
                  • edw-ina Re: (Nie)typowy? problem w związku 20.11.12, 15:21
                    to nie jest w żaden sposób zależne od twoich chęci lub ich braku, to kwestia funkcjonowania organizmu
    • czarownica_natalia Oczywiście nietypowy ! 20.11.12, 11:03
      Chyba jesteś jedynym facetem jakiego znam który CHCE ROZMAWIAĆ. RESPECT :-) Większość mężczyzn nie rozmawia,bo w sumie o czym?
      My mamy dzieci. Ale jest tak jak u Was. Zupełnie inne hobby i problem z komunikacją. Mój M ma tak samo jak Ty. Minimum raz na rok musi przejść totalny reset. Ja tego NIE AKCEPTUJE (nie jestem DDA). A na dodatek cierpią z tego powodu nasze dzieci. Po ostatnim piciu ma niedowład dwóch palców.. fajnie nie? Poza tym lubi napić się piwka wieczorem i raz na hmm 3-4 tyg wyjsc z kolegami na piwo (znów reset, powrót nad ranem). Ja tego nie mogę znieść. Dla mnie przesadza z alkoholem. Dla niego nie ma problemu.
      Raczej pytanie jest o to gdzie jest GRANICA? Czy to co jest u Ciebie, u nas, czy to jest normalne czy to AA? I zdaje się o to się rozchodzi..

      Ja też jestem niezadowolna z tego co robimy w wolnym czasie i zawsze przynajmniej jedno z nas czuje sie pokrzywdzone ze robic co innego niz by chciało. Ostatnio podjęłam walkę sama :-) Tzn sama zapisałam się na taniec. Męża też namawiam na realizowanie swojego hobby. Nie wiem czy to jest dobra droga, ale lubie do niego wracac, opowiadac mu o swoich przezyciach. Boje się, że w rezultacie każde z nas może iść w zupełnie inną stronę. Na razie nie znam odpowiedzi, ale czuje się szczęśliwsza. Tyle tylko, że chciałabym żeby hobby mojego męża nie było wyłącznie picie piwa..

      Podoba mi Twoja postawa. To, że mimo wszystko piszesz dobrze o żonie. Ze ma plusy. Ma minusy, ale myślę, że ją kochasz i zależy Ci na niej. Nie sądzę, abyś jakos specjalnie się wywyższał. Myślę, że mimo wszystko potrafisz rozmawiać i gdybym ja była na miejscu Twojej żony to zrozumiałabym o co Ci chodzi. Może napisz do niej maila/list? Może tak łatwiej będzie jej zrozumieć? Może nie będzie się zamykać, tylko znajdzie czas żeby spokojnie wszystko przemyśleć, przeczytać kilka razy i zastanowić się czego Ty od niej chcesz??

      Powodzenia!!!
      • margonik Re: Oczywiście nietypowy ! 20.11.12, 11:14
        Tylko lepiej nie pisz w tym liście:

        Pod względem "gospodarowania" nasze małżeństwo to dość duży sukces, bo oboje pochodzimy raczej z biedniejszych rodzin (ja - miasto, ona - wieś). Myślę, że to główna oś, na której obecnie opiera się nasz związek - taka trochę "spółka partnerska".
        ani
        [i]Myślałem, że uda mi się zbudować związek na wspólnym budowaniu "gospodarstwa domowego"

        Tego chyba większość kobiet nie byłaby w stanie przełknąć! Chyba zdecydowana większość woli jednak budować związki na miłości ;-)
        W tych wypowiedziach czuć takie wyrachowanie: dobra partia, bo finansowo nam sie wspólnie dobrze układa, dobrze zarządza domem, dobrze gotuje... A to jednak nie do końca o to w związku małżeńskim chodzi. Jeśli ona coś takiego przeczyta, to o ile sama nie okaże wyrachowania, Wasz związek może stanąć nad przepaścią. Ja sama byłabym gotowa się rozwieźć z facetem, który tak by pojmował nasze małżeństwo.
        • triss_merigold6 Re: Oczywiście nietypowy ! 20.11.12, 11:29
          Nie ma w tym pasji i namiętności.
        • banksia sami sie ludzie pakuja w takie sytuacje 24.11.12, 01:46
          a potem narzekaja.

          > [i]Myślałem, że uda mi się zbudować związek na wspólnym budowaniu "gospodarstwa
          > domowego"
          >
          > Tego chyba większość kobiet nie byłaby w stanie przełknąć! Chyba zdecydowana wi
          > ększość woli jednak budować związki na miłości ;-)

          na milosci, czy nawet przyjazni, poczuciu wpolnoty, ok... ale na budowaniu, qwa, gospodarstwa domowego? facepalm.
          brzmi to jak w czasach kiedy ludzie sie pobierali bo samemu ciezko bylo pole obrobic.

          > Jeśli ona coś takiego przeczyta,
          > to o ile sama nie okaże wyrachowania, Wasz związek może stanąć nad przepaścią.
          > Ja sama byłabym gotowa się rozwieźć z facetem, który tak by pojmował nasze małż
          > eństwo.
          gdybym cos takiego preczytala, chyba puscilabym pawia.

          on sie z nia zwyczajnie nudzi i zapewne wiedzial, ze moze sie tego spodziewac. pytanie, po jakiego grzyba sie z nia zenil.



          kilka uwag...
          wszyscy tu jak, notebene, pijany plotu uczepili sie alkoholu a mnie to raczej wyglada na chec odreagowania/zabicia nudy niz "problem z alkoholem" jako taki. wiem z wlasnego doswiadczenia... czasem bierze sie z ogolengo poczucia znudzenia i frustracji, w zwiazku lub nie. moze on juz tak ma, ze portrzebuje stymulacji - i pewnie gdyby byl z partnerka, ktora wiecej tej stymulacji dostarcza, inspiruje, z ktora ciekawie spedzaja wolny czas, portafia sie nawzajem zaskoczyc, takich epizodow byloby mniej. bo tu nie chodzi o alkohol, tylko "zeby cos sie dzialo".
          zawsze powtarzam ze najglupsze rzeczy ludzie robia z nudow.

          zalanie sie w trupa to nienajlepszy pomysl, jak wiadomo, wie warto w zyciu szukac innych rzeczy ktore daja takiego "kopa" i super, jesli mozna to dzielic z partnerem. nie oceniam tu nikogo w sensie kto "ma racje", wydaje mi sie ze te 2 osoby po prostu zupelnie do siebie nie pasuja.


      • triss_merigold6 Re: Oczywiście nietypowy ! 20.11.12, 11:17
        On chce od niej żeby akceptowała jego potrzebę imprez i towarzyskiego brylowania.
        Nie jestem do końca pewna co pan chciałby osiągnąć poprzez owe rozmowy.
    • poemes Re: (Nie)typowy? problem w związku 20.11.12, 11:15
      Wyjdę na osobę z góry oceniająca i generalizującą, ale co mi tam....
      Pierwsze, co mnie zastanawia, to starasz się być niesamowicie konkretny - taki wnikliwy analizator, po drugie chyba czujesz się ciągle znudzony i tworzy się takie błędne koło - szukasz coraz mocniejszych wrażeń, ale zaraz potem przestają Ci one wystarczać - i znowu Ci się nudzi. Twoja żona pewnie widzi,że coś jest nie tak, dlatego pewnie potępia Twoje zachowania i separuje się od Ciebie. Ty nie starasz się jej zrozumieć ( być może ona zniechęca Cię do tego, bo nie chce gadac), i szukasz winy w jej "nieciekawym" zyciu.
      Wydaje mi się jednak,że problem jest w Tobie.Może masz jakieś cechy psychotyczne? (wiem, powazna sugestia)Nie znęcasz się czasem nad żoną? Nie musisz jej obrażać... może ją po prostu jakoś krytykujesz? Jakoś tak Ci nie wierzę... że jesteś takiej dobrej myśłi i woli.....
      • edw-ina Re: (Nie)typowy? problem w związku 20.11.12, 11:20
        a dlaczego mu nie wierzysz? Bo facet, a mężczyzna to zło? Rozumiem, że gdyby tu napisała żona (abstrahuję od kwestii resetowania się na maksa, bo ta jest bez sensu w takim staopniu), że nie mają o czym z mężem rozmawiać, nie ma między nimi bliskości, dobrego seksu, zrozumienia, facet najchętniej zamiata problemy pod dywan, to byłaby to jej wina, bo pewnie męża terroryzuje? Nieco obiektywizmu. Bo wyszedł post w kategoriach: nie przeczytałam, ale się wypowiem.
        • xika_da_selva Re: (Nie)typowy? problem w związku 20.11.12, 11:33
          no nie wiem. jak dla mnie to pan owszem, chce rozmawiac, ale tylko by wyjasnic pani pozytywy regularnego upijania sie. Jak na razie to pani jawi sie jako osoba z pasjami (gotowanie, salsa, dynamiczne prowadzenie firmy+poczucie humoru to dobra podstawa do rozmowy), a autor jako spozniony impezowicz (piwo, imprezy, rozmowy o grach komputerowych, krzyki i zabawy do bialego rana). o ile nie jest czynnym muzykiem, to nie oczekiwalabym od zony rozmow do poznej nocy o rocku, mozna tez poszukac wspolnego, niezbyt inwazyjnego sportu, bez namolnego namawiania.
          a dalekie podroze to piekna pasja- mozna razem planowac na miesiace wstecz, wspolnie marzyc, rozmawiac o trasach, o miejscach do ktorych chca sie dostac, wspolnie badac jak, gdzie, dokad i czym..(no chyba ze wakacje to wycieczki all incusive-przelanie kasy danej firmie faktycznie nie pobudza do wspolnego spedzania czasu)
    • esteraj Re: (Nie)typowy? problem w związku 20.11.12, 12:23
      Ja to widzę tak:

      Jesteś ekstrawertykiem: przede wszystkim ludzie, ludzie i jeszcze raz ludzie.
      Podczas wspólnych wyjść prawdopodobnie nadrabiasz potrzebę kontaktu z innymi. Dużo rozmawiasz, śmiejesz się i dobrze się bawisz. W tym czasie Twoja żona jest odstawiona na boczny tor. Nie poświęcasz jej wystarczająco dużo uwagi. Może rodzić się w niej zazdrość o innych (są zabawniejsi od niej), frustracja i złość. Poza tym, w jej subiektywnym odczuciu może to wyglądać tak, że inni widzą, że jest przez Ciebie lekceważona.
      Żeby jednak zwrócić na siebie uwagę, zabiera Ci butelkę z alkoholem. To chęć pokazania, że ma nad Tobą kontrolę i ma coś do powiedzenia. Uświadamia Ci także, że robisz z siebie idiotę. Chce przywołać Ciebie to porządku... Ona jest osobą niepijącą, trzeźwo patrzy na świat, zatem powinieneś uznać ją za autorytet i jej posłuchać. W Tobie rodzi się bunt i strzelasz focha (nikt nie będzie przecież Tobą rządził i mówił co masz robić).

      W czym więc tkwi sedno problemu?
      W braku okazywania przez Ciebie wystarczającej uwagi żonie.
      Jak możesz to rozwiązać?
      Zmienić przede wszystkim taktykę.
      Nie oznacza to wcale, że masz nie gadać ze swoimi znajomymi i dobrze się bawić.
      Podczas takiej imprezy okazuj żonie maksimum czułości. Pokaż innym, że jest ona dla Ciebie ważna, że ją kochasz i liczysz się z jej zdaniem. Nie musisz odgrywać posłusznego pantoflarza, ale męża, który szanuje swoją żonę.
      Może wciągaj ją w rozmowy z innymi, porwij do tańca, zaszalej razem z nią.
      Na początku może będzie się jakoś opierać, ale uwierz, że nawet największy introwertyk ma w sobie ogromnego powera, którego trzeba tylko wydobyć na zewnątrz.
      Wiem coś o tym, bo mnie trafił się podobny egzemplarz i miałam podobny problem.
      • esteraj Re: (Nie)typowy? problem w związku 20.11.12, 12:40
        Jeszcze jedna moja konkluzja:
        Najprawdopodobniej uważasz, że Twoja żona doskonale powinna wiedzieć, że jest dla Ciebie najważniejsza.
        To co dla Ciebie jest oczywiste, nie koniecznie musi być oczywiste dla drugiego człowieka.
        • esteraj Re: (Nie)typowy? problem w związku 20.11.12, 12:41
          *niekoniecznie
          • pamela00 Re: (Nie)typowy? problem w związku 20.11.12, 13:49
            Witam. Powiem szczerze, że z zaciekawieniem czytałam wszystkie powyższe wypowiedzi, gdyż pozwoliło mi to z dystansem spojrzeć na całą sytuację. Nasuwa mi się kilka rzeczy:
            1. po pierwsze: mój mąż problem alkoholu bagatelizuje i chyba było tak od zawsze. Dla mnie picie dwóch piw raz/dwa razy w tygodni wieczorem + piątkowe/sobotnie wyjścia średnio co 2/3 tygodnie to wcale nie mało. Dodatkowo zaznaczę, iż jeśli wychodzimy razem, zawsze umawiamy się na max 4 piwa w jego wykonaniu, ale oczywiście nigdy na tym się nie kończy...czy 4 piwa to rzeczywiście tak mało? tym bardziej, że mąż ma słabą głowę (za takiego zresztą uchodzi wśród znajomych) i po 5 piwie jest już "zmęczony". Tyle wynosi moja granica jeśli chodzi o jego picie, nie mam nic przeciwko wypiciu przez niego 4 piw na imprezie, i powiem szczerze, że jestem zaskoczona tym, co napisał ktoś z Was wcześniej, żeby mąż wypijał na imprezie 2 piwa i na tym poprzestał - gdyż "kompromis" jaki wypracowaliśmy nie jest tak rygorystyczny. Ale tak jak napisałam wcześniej, gadanie - gadaniem, kompromisy - kompromisami, i tak mąż na imprezie kończy picie na ok 5,6 browarze i to tylko wyłącznie dlatego, że ja jestem już wtedy zła (zawiedziona? bo znowu nie potrafił się powstrzymać?) Natomiast jeśli na imprezie po 4 piwach chwyta za wódkę, wlewa sobie do kieliszka jeden po drugim i wypija, nie popijając niczym, no to wybaczcie...nie wytrzymałam i wyrwałam mu tą butelkę, odstawiłam na bok, a on się obraził i poszedł spać :) Uważam, że alkohol jest największym problemem naszego związku, mąż ma problem z samokontrolą, nie może również pić takim samym tempem co koledzy, gdyż ma "słabszą głowę". Dodam również, iż problem ten jest powodem tego, iż nie lubię wychodzić z mężem, nie potrafię wówczas się do końca rozluźnić, gdyż wiem, czym taka impreza może się skończyć...Przyznam, iż był taki moment, iż mąż ograniczył picie, natomiast ostatnio, problem znowu się nasilił. Nie mam siły już z nim o tym rozmawiać, i tu mężu do Ciebie: potrzebuję zdecydowanie dużo więcej działania, a nie gadania i smęcenia dlaczego to znowu się do Ciebie nie odzywam. Swoją drogą, nie odzywam się do Ciebie, gdyż jestem na Ciebie wściekła, że znowu mnie zawiodłeś i wiem, jak bardzo nie znosisz cichych dni. Wiele razy już Ci o tym mówiłam. Wiem również, iż jeśli czegoś nie zrobisz z tym problemem, sytuacje takie będą powracać, tak jak dotychczas.
            2. Po drugie, to chyba nie jest tak, że nie lubię wychodzić z domu i spotykać się z ludźmi, co prawda może nie tak intensywnie jak w okresie studiów, ale myślę, że bardziej ma to związek z tym co napisałam powyżej WYJŚCIE = ALKOHOL. Natomiast chętniej zgadzam się na takie wyjścia, kiedy to wiem, że Ty wracasz autem i dzięki temu nic nie wypijesz. Poza tym cały czas mam wrażenie, że ciągle za czymś gonisz, czymś co jest tak naprawdę nieosiągalne, żyjesz jakimiś ideałami, nie potrafisz cieszyć się małymi rzeczami, codziennością i mam wrażenie, że winy szukasz we mnie. Zapewne to dlatego, jak pisali poprzednicy, że nie wyszumiałeś się do końca, może dlatego, że przez cały okres studiów mieszkałeś z rodzicami i nie do końca miałeś możliwość zasmakowania samodzielności i wolności? Ja ten okres mam już za sobą i powiem szczerze, co oczywiście zapewne już wiesz, że nie ekscytują mnie już szalone imprezy, wolę spokojniejszy, stabilniejszy tryb życia.
            3. A co do sportu! To jak mogłeś nie wspomnieć, że chodzę na fitness, pokazywałam Ci niedawno moje muskułki :) I proponowałam pobiec w maratonie, tak dla śmiechu, ale tutaj to Ty zawiodłeś.
            4. PS. nie mam własnej firmy, chociaż chciałabym :)

            ŻONA
            • molecule Re: (Nie)typowy? problem w związku 20.11.12, 14:09
              pamela00 napisał(a):

              Dodatkowo zaznaczę, iż jeś
              > li wychodzimy razem, zawsze umawiamy się na max 4 piwa w jego wykonaniu, ale oc
              > zywiście nigdy na tym się nie kończy...czy 4 piwa to rzeczywiście tak mało? tym
              > bardziej, że mąż ma słabą głowę (za takiego zresztą uchodzi wśród znajomych) i
              > po 5 piwie jest już "zmęczony".

              Ale co? Ty jesteś jego mamuśką, żebyś pilnowała i mówiła mu ile piw może wypić???
              Facet nie jest małym dzieckiem i potrafi wziąć na siebie odpowiedzialność. Dlaczego to niby Ty miałabyś się za niego wstydzić?
              Poza tym Twój mąż wygląda na bardzo rozgarniętego mężczyznę.

              > Dla mnie picie dwóch piw raz/dwa razy w tygodni wieczorem + piątkowe/sobotnie
              > wyjścia średnio co 2/3 tygodnie to wcale nie mało

              Im bardziej zakazany owoc, tym bardziej jest pożądany.

              > Dodam również, iż problem
              > ten jest powodem tego, iż nie lubię wychodzić z mężem, nie potrafię wówcz
              > as się do końca rozluźnić, gdyż wiem, czym taka impreza może się skończyć..

              Hm... ciekawe czym? Przecież jeśli go pobiją, to nie Ciebie będzie bolało ciało :-)

              > Poza tym cały czas mam wrażenie, że ciągle za
              > czymś gonisz, czymś co jest tak naprawdę nieosiągalne, żyjesz jakimiś ideałami,
              > nie potrafisz cieszyć się małymi rzeczami,

              Wielu jest ludzi, którzy chcą doświadczać nowych rzeczy i cieszyć się tak na maksa, oddając się temu bez reszty. Osobiście dla mnie, takie cieszenie się małymi rzeczami jest dla ludzi, którzy już nie wiele mogą zdziałać i nic więcej im nie pozostaje. W Twoim mężu widzę natomiast ogromny potencjał i to jest ok.
              • margonik Re: (Nie)typowy? problem w związku 20.11.12, 16:55
                > Facet nie jest małym dzieckiem i potrafi wziąć na siebie odpowiedzialność.

                Najwyraźniej nie do końca, skoro zalicza odloty... Człowiek odpowiedzialny pije tak, aby do końca imprezy zachować świadomość i kontrolę.

                > Hm... ciekawe czym? Przecież jeśli go pobiją, to nie Ciebie będzie bolało ciało
                > :-)

                Jak straci kasę, to może ją zaboleć... Jak zostanie wdową, albo żoną inwalidy, też może zaboleć... Poza tym, jesli pan odpływa do takiego stopnia, jak odpływa, to potem ona musi go zaciągać do domu, powstrzymywać od głupich pomysłów, sprzątać wymiociny (za przeproszeniem) i wdychać różne niezbyt przyjemne opary...
            • xika_da_selva Re: (Nie)typowy? problem w związku 20.11.12, 14:29
              znamienne, ze na forum pojawia sie coraz wiecej watkow, w ktorych dwie osoby, mieszkajace w tym samym domu/ mieszkaniu, wyrzucajace wlasne smieci i zmywajace po sobie naczynia, decyduja sie na publiczne potyczki. o ile jestem w stanie usprawiedliwic jedna ze stron, ktora chce cos skonsultowac na forum, a'la terapia grupowa, o ile publiczne posty drugiej strony obnazaja w jaki sposob intymnosc zwiazku. cos jak emocjonalne porno;-)
              zastanawiam sie, czy ten ciekawy pomysl przyciagniecia tlumow na fora podchwycila GW, czy po prostu ludziom coraz bardziej sie miesza virtual z realem..
              • molecule Re: (Nie)typowy? problem w związku 20.11.12, 14:36
                xika_da_selva napisała:

                >o ile jestem w stanie usprawiedliwić
                > jedna ze stron, ktora chce cos skonsultowac na forum, a'la terapia
                > grupowa, o ile publiczne posty drugiej strony obnazaja w jaki sposob intymnosc
                > zwiazku. cos jak emocjonalne porno;-)

                A przepraszam bardzo, czego niby mają się wstydzić te dwie osoby? Że mają jakiś typowy problem i że osoby z zewnątrz patrzące na ich związek z innej perspektywy mogą im pomóc?
                Jeszcze daleko im do porno...
                Bez przesady!
                • pamela00 Re: (Nie)typowy? problem w związku 20.11.12, 14:41
                  jej, gdybym wiedziała, że moja odpowiedź wywoła takie emocje to bym jej nie zamieszczała...:)
                  • molecule Re: (Nie)typowy? problem w związku 20.11.12, 14:46
                    pamela00 napisał(a):

                    > jej, gdybym wiedziała, że moja odpowiedź wywoła takie emocje to bym jej nie zam
                    > ieszczała...:)

                    Do odważnych świat należy!
                    Przy okazji można sprawdzić swoją odporność na riposty innych ludzi.
                  • paul_ina Re: (Nie)typowy? problem w związku 30.11.12, 10:44
                    No ja bym nie zamieszczała odpowiedzi tutaj, wolałabym po prostu z mężem pogadać.
            • edw-ina Re: (Nie)typowy? problem w związku 20.11.12, 14:48
              Może ci się nie podobać picie męża. Jest destrukcyjne, nie ma co tego podważać, ale zakazami i nakazami, zabieraniem butelek nikt jeszcze nie wygrał, bo człowiek to taki zwierz, że im bardziej mu zakazują tym bardziej chce, im większą kontrolę się nad nim sprawuje, tym bardziej potrzebuje pokazać swoją niezależność. Powiedz otwarcie co akceptujesz, a co nie i ustalcie kompromis. Bo to, że dla ciebie wypicie np. 2x w tygodniu po 2 piwa wieczorem to dużo, nie znaczy, że dla innych również. Np. ja uwielbiam wytrawne wino i chętnie wypiję 2 kieliszki do obiadu nawet co drugi dzień. Gdyby M mi tego zakazywał, bo według niego powinnam wypić jeden kieliszek, byłaby wojna. Jestem dorosłym człowiekiem i znam swoje możliwości. Analogicznie może sądzić twój mąż. Odnośnie picia na umór - mówisz wprost, że tego nie tolerujesz. Nie pomagasz w żadnych problemach, jakich sobie w takiej sytuacji narobi, nie żałujesz biednego misia, nie podsuwasz piwka na kaca. Kiedy on leży skacowany i posiniaczony, ty zakładasz ładną kieckę, buty na obcasie i idziesz się pobawić sama, bez pana.
              I zgadzam się z przedmówczynią - to, że człowiek chce czegoś więcej niż ma, nie jest niczym złym. Taka natura zdobywców. Osiągają jeden szczyt i już myślą o kolejnym. Mój mąż ma analogicznie, co jakiś czas włącza mu się opcja - nic nie osiągnąłem, niczego nie zrobiłem. Po czym przypominam mu, jak dużo osiągnął do tej pory i jak dużo jeszcze może zrobić i jest lepiej. Po prostu człowiek szybko przyzwyczaja się do tego, co już ma.
            • falka32 Re: (Nie)typowy? problem w związku 23.11.12, 19:30
              Ja bym nie szukała AA, tylko przyjęła, że to w jaki sposób mąż pije na imprezach, to jest dość typowe i nie jest to cecha męża, tylko cecha alkoholu. Po iluś tam latach imprezowania sporo osób wchodzi w taką reakcję na alkohol, że dopóki go nie piją, to nie ma problemu, ale po 2 piwach kontrolowanie dalszego spożycia staje się dla nich niemożliwe technicznie. Po 4 piwach tym bardziej i żadne przysięgi składane przed pierwszym piwem nie pomogą. Więc recepta jest jedna: resetować się bez żony z kolegami, jeżeli jest potrzeba resetu, a jeżeli pan idzie z żoną, to nie wypija w ogóle tego pierwszego piwa i tyle. Należy się pozbyć złudzeń, że się ma nadal 20 lat i można pić tak jak wtedy.
              W zupełności rozumiem, że dla kogoś, kto jest trzeźwy i i jest to dla niego stan naturalny i przyjemny, pijana osoba z którą nie ma kontaktu, jest przerażająca i odrażająca. Kompletnie nie rozumiem głosów, doszukujących się tu jakiś traum i sugerujących, że to trzeźwy w takiej sytuacji ma problem. Nie, to pijany ma problem, bo jest pijany i nie jest sobą.

              Co do reszty, no to chyba sobie pan radzi całkiem dobrze ze swoją ekstrawersją, czyli szuka sobie kompanów do rozmów, filozofowania i tańca na stole poza domem i nie wymaga od żony, żeby bawiło ją to samo. I tylko niepotrzebnie widzi w tym problem. Moim zdaniem jest to bardzo dobre rozwiązanie, skanalizowanie tych potrzeb tam, gdzie ma to sens i wynika z tego fun.
            • jamesonwhiskey Re: (Nie)typowy? problem w związku 29.11.12, 18:13
              > ten okres mam już za sobą i powiem szczerze, co oczywiście zapewne już wiesz, ż
              > e nie ekscytują mnie już szalone imprezy, wolę spokojniejszy, stabilniejszy try
              > b życia


              typowe, j aten okres mam za soba wiec i ty sie juz nei pobawisz
    • an_ni Re: (Nie)typowy? problem w związku 20.11.12, 15:00
      czemu ma sluzyc obgadywanie oczywistych spraw po raz kolejny i kolejny ?
      naprawde musi ci to powiedziec w twarz, (jak ci powie to bedzie ze gdera, czepia sie itd)
      nie umiesz sam do tego dojsc? i nie patrzec tylko na swoje "bo ja chce", "bo ja taki jestem"
      przyjmij, wiecznie niedojrzaly chlopcze, do wiadomosci ze zona nie ma ochoty przyklaskiwac twoim przygodom, zwlekac twoich zwlok z imprezy, leczyc ci kaca
      ona poszla do przodu, pewnie chce zalozyc rodzine, miec dzieci, spokojny dom z dojrzalym facetem a nie imprezujacego chlopca a ty w czym tkwisz?? na to pytanie sobie odpowiedz !
      • molecule Re: (Nie)typowy? problem w związku 20.11.12, 15:17
        an_ni napisała:

        > przyjmij, wiecznie niedojrzaly chlopcze, do wiadomosci ze zona nie ma ochoty pr
        > zyklaskiwac twoim przygodom, zwlekac twoich zwlok z imprezy, leczyc ci kaca
        > ona poszla do przodu, pewnie chce zalozyc rodzine, miec dzieci, spokojny dom z
        > dojrzalym facetem a nie imprezujacego chlopca a ty w czym tkwisz??

        No tak, czyli decydując się na dzieci, to ten biedny mężczyzna będzie już skazany na monotonne życie, gdzie nawet nie będzie wolno mu pomarzyć o imprezie na maksa i czystym szaleństwu?!
        Boższ..., masakra.
        Małżeństwo to tylko nuda, obowiązki, nuda, obowiązki...
        Ja chyba już bym spieprzała z taką wizją.

        Można być człowiekiem odpowiedzialnym i można też umieć się bawić.
        • palaka25 Re: (Nie)typowy? problem w związku 20.11.12, 15:32
          dziękuję za taką odpowiedzialność, kiedy ktoś naraża swoje życie, bo to go pobiją, a to zgubi portfel...
          • molecule Re: (Nie)typowy? problem w związku 20.11.12, 15:39
            palaka25 napisał(a):

            > dziękuję za taką odpowiedzialność, kiedy ktoś naraża swoje życie, bo to go pobi
            > ją, a to zgubi portfel...

            Myślę, że kiedy ten ktoś poniesie osobiście konsekwencje swoich wybryków, to go lepiej to nauczy, niż jakieś niańczenie czy pilnowanie.
            • an_ni Re: (Nie)typowy? problem w związku 20.11.12, 15:56
              nie mial na to czasu przez 28 lat??
              ciekawe czy ta pamela to rzeczywiscie jego zona
              ale jesli tak i jesli rzeczywiscie podczas studiow mieszkal z rodzicami to nie wyszalal sie chlopak a przede wszystkim nie wydoroslal
              ja nie wiem czy na miejscu jego zony chcialabym nadal czekac az chlopię nauczyc sie na bledach
              • edw-ina Re: (Nie)typowy? problem w związku 20.11.12, 16:25
                A to mając 28 lat trzeba już być poważnym i dorosłym? Smutne.
                • an_ni Re: (Nie)typowy? problem w związku 20.11.12, 21:58
                  no skoro jest sie mezem a nawet kierownikiem?
                  chociaz do bycia kierownikiem to mniej konieczne niz do bycia mezem
            • xika_da_selva Re: (Nie)typowy? problem w związku 20.11.12, 16:47
              halooo... nie rozmawiamy o lotniku i rozhisteryzowanej zonie, o muzyku rockowym ktory musi wybrac miedzy trasami koncertowymi a zona, ale o facecie, ktory pod przykrywka pasji oczekuje akceptacji jego regularnych alkoholowych wybrykow.
              mozna bc radosnym, wesolym i "mlodziezowym" bez regularnego picia alkoholu, bez regularnych bojek oraz bez gubienia portfela pod wplywem(wtf).
        • margonik Re: (Nie)typowy? problem w związku 20.11.12, 16:59
          > Można być człowiekiem odpowiedzialnym i można też umieć się bawić.

          Ale człowiek który jest odpowiedzialny i który umie sie bawić, zna swoje granice i potrafi ich nie przekraczać, a mimo tego bawić sie świetnie.

          Naprawde można bawić się do rana i świetnie, a mimo tego zachować przytomność umysłu, mimo pewnego zawiania...
          • edw-ina Re: (Nie)typowy? problem w związku 20.11.12, 17:08
            z tym się zgadzam w 100 proc. Można bawić się nawet pełne dwa dni, jak najbardziej pić przy tym alkohol, ale się nie schlać, nie narobić nikomu obciachu, nie mieć urwanego filmu, a w konsekwencji wspominać daną imprezę przez kolejnych naście lat. To jest możliwe, jeśli człowiek nie jest spuszczonym ze smyczy gó...arzem. A tak trochę wygląda zachowanie autora wątku: nie mógł poszaleć, bo mieszkał z rodzicami, zaraz żona i poważne życie, więc kiedy już się dorwie do tej imprezy, to przegina, jakby chciał się wybawić na zaś.
        • velluto Re: (Nie)typowy? problem w związku 20.11.12, 21:58
          molecule napisała:

          > No tak, czyli decydując się na dzieci, to ten biedny mężczyzna będzie już skaza
          > ny na monotonne życie, gdzie nawet nie będzie wolno mu pomarzyć o imprezie na m
          > aksa i czystym szaleństwu?!

          Dla ciebie impreza, zabawa MUSI się wiązać z zachlaniem na umór? Inaczej jest nudno? mi takie przekonania raczej z menelstwem się kojarzą.

          Nie zdarzyło ci się nigdy być na takiej imprezie, gdzie ludzie świetnie się bawią, jest alkohol, ale nikt się nie upija w sztok? Dla normalnej kobiety spoza patologii, facet nawalony naprawdę jest żałosny i odstręczający, a nie zabawny i towarzyski. Dla innych również.
          • molecule Re: (Nie)typowy? problem w związku 21.11.12, 13:14
            velluto napisała:

            > Dla ciebie impreza, zabawa MUSI się wiązać z zachlaniem na umór? Inaczej jest n
            > udno? mi takie przekonania raczej z menelstwem się kojarzą.

            Dla mnie impreza nie MUSI wiązać się z zachlaniem na umór i myślę, że dla autora także.
            Takie rzeczy zdarzają mu się dwa razy do roku.
            Facet jest zwykle w sytuacjach, gdy wciąż musi się kontrolować, czyli odpowiedzialna praca, potem w domu przy żonie, wcześniej przy rodzicach...
            Dla mnie jest to normalne, że człowiek czasami chce oderwać się od rzeczywistości, zapomnieć o wszystkim... Tutaj najprostszą formą jest upicie, tym bardziej, jeśli jest się w gronie znajomych, zaprzyjaźnionych ludzi.

            Przyznam, że wcześniej też miałam takie pragnienia. Niestety mój problem był taki, że jeszcze nigdy nie urwał mi się film, chociaż tego chciałam. Natomiast samopoczucie przy nadużyciu alkoholu jest wręcz dla mnie okropne. Karuzela w głowie jest nie do zniesienia.

            Teraz nie mam takich potrzeb, bo w swojej głowie daję sobie pozwolenie na pełen luz i mam świadomość, że biorę w pełni odpowiedzialność za swoje zachowanie, które komuś mogłoby się nie spodobać.
            Wcześniej słyszałam teksty, że coś tam nie wypada, albo jak tak można... Alkohol mógł być dobrym wytłumaczeniem, że przecież to nie ja, że to procenty uderzyły mi do głowy... Przecież na trzeźwo bym się tak nie zachowała...
      • asfo Re: (Nie)typowy? problem w związku 20.11.12, 22:06
        > przyjmij, wiecznie niedojrzaly chlopcze, do wiadomosci ze zona nie ma ochoty pr
        > zyklaskiwac twoim przygodom, zwlekac twoich zwlok z imprezy, leczyc ci kaca
        > ona poszla do przodu, pewnie chce zalozyc rodzine, miec dzieci, spokojny dom z
        > dojrzalym facetem a nie imprezujacego chlopca a ty w czym tkwisz?? na to pytani
        > e sobie odpowiedz !

        No wiesz, tylko że on nie jest taki wesolutki od wczoraj, jak brali ślub to już taki był.

        Niektórzy ludzie lubią imprezować i to nie jest od razu dowód na to, że są wybrakowani. Ja akurat mam w domu egzemplarz, który muszę wywlekać na urodziny do znajomych szantażem (że np. nie pójdę za tydzień na obiad do jego mamy ;-P) i mogłabym pisać na forum, jakie to straszne, że mój mąż jest odludkiem i na pewno ma fobię społeczną czy coś. ;-P

        Wypicie czterech piw na imprezie lub osiągnięcie stanu upojenia alkoholowego dwa razy do roku to nie są jeszcze powody do oskarżania o alkoholizm i żądania rozwodu.

        Założyciel wątku nie napisał jak to u niego jest, więc wyciąganie daleko idących wniosków jest nieuprawnione. Może faktycznie małżonka robi z igły widły i nie pracuje nad swoimi horyzontami umysłowymi w wystarczającym stopniu.
        • triss_merigold6 Re: (Nie)typowy? problem w związku 20.11.12, 22:17
          Żona przybliżyła możliwości i częstotliwość pana ze szczegółami.
      • premeda Re: (Nie)typowy? problem w związku 30.11.12, 10:21
        O rany julek, a może on nie chce już być zramolałym starym dziadem siedzącym na kanapie z gazetą? Dlaczego to on ma dosotosowac się do pani? Alkohol jest dla ludzi i nie ma się co doszukiwać jakiegos wielkiego problemu, z tym że facetowi się raz na ruski rok z jego powodu film urywa. Zwłaszcza, że oboje zaznaczyli, że pan dość często robi za kierowcę i wtedy problemu z piciem nie ma. Problem jest na pewno z żoną stosującą ciche dni (ja świetnie rozumiem fochy, ba sama stosuję) ale ciche dni są dla mnie najłatwiejszą drogą do rozwodu, bo jeśli ktoś potrafi dniami żyć obok teoretycznie bliskiej osoby, to te dni się zamieniają w tygodnie, lata i tak zlatuje całe życie.
    • domza2 Re: (Nie)typowy? problem w związku 20.11.12, 21:30
      Masz problem - ale ze sobą. Nuda, której upatrujesz w żonie wychodzi z Ciebie, nie z niej. Chlejesz to masz jakieś deficyty i moim zdaniem, nie związane bezpośrednio ze związkiem. Taki już wszedłeś w ten związek. Powierzchowni wydaje Ci się, że wystarczyłoby, aby żona była bardziej interesująca i intrygująca i pozwalała Ci bawić się, jak chcesz. W rzeczywistości problem ma mało wspólnego z żoną. Masz problem, który spowodował inny Twój problem - picie. Z całego Twojego postu wyziera wyraźnie jedno zdanie "wszystko byłoby inaczej gdybym bez przeszkód mógł pić". Moja rada - jak najszybciej terapia, ale zdecydowanie solo, pozdr
      • triss_merigold6 Re: (Nie)typowy? problem w związku 20.11.12, 21:38
        OMG pan się nie wybawił. Najpierw mieszkał z rodzicami, a potem od razu z narzeczoną/żoną. To normalne, ale naprawdę nie trzeba dorabiać teorii w guście "żona mnie nie rozumie i w ogóle jest nudno".
      • alexa0000 Re: (Nie)typowy? problem w związku 21.11.12, 16:22
        Chciałam się rozpisać ,ale po co, skoro Ty w kilku zdaniach doskonale ujęłaś to, o co mi chodziło.
    • baszysta Re: (Nie)typowy? problem w związku 21.11.12, 12:32
      hehe to nie nasza wina ze wziales obie za zone nudna dziolche z wioski, ktora tanczy zumbe i oglada m jak milosc

      wyrywajac ci butelki z rak twoja zona odgrywa raczej role mamusi, ktora dodatkowo mozesz posuwac gdy ci sie zechce

      targaja toba dwie namietnosci z jednej strony chec poczucia bezpieczenstwa pod czulym cycem nudnej ale wiernej zono-mamusi ale z drugiej ciagnie wilka do lasu i maly chlopiec pragnie biegac nago po plazy, to calkiem normalne w twoim wieku

      radze znalesc sobie partnerke a nie matko-zono-domatorke
    • kwiat_aloesu Re: (Nie)typowy? problem w związku 23.11.12, 19:45
      Powiem Ci, jak jest ze mną. Zawsze piłam mało i sporadycznie, nigdy się nie upiłam, mogę odstawić alkohol zupełnie i nie zrobi to na mnie wrażenia. Trochę ma na to wpływ fakt, że nie wyobrażam sobie utraty panowania nad sobą.

      Pochodzę z domu, gdzie pije się często, ale kulturalnie - czerwone wino do obiadu, koniak, nalewka, nigdy do większego upicia się.

      Nrzeczonemu zdarzało się pić dużo i często, ale to za czasów studenckich. Od kiedy jesteśmy razem, pije bardzo umiarkowanie i bardzo rzadko.

      A ja tego i tak nienawidzę.

      I mogę Ci wyjaśnić, dlaczego, bo może Twoja żona ma tak samo. Jako ta trzeźwa lepiej widzę, jak zmieniają się ludzie pod wpływem alkoholu. Póki są to ludzie, którzy niewiele dla mnie znaczą, proszę bardzo. Znajomi, nawet przyjaciele - proszę bardzo. Ale nie on. Juz po tych dwóch piwach czuję zmianę w jego zachowaniu; czuję, że inaczej mówi i ma inne podejście do wszystkiego. Och, oczywiście, ta zmiana jest minimalna i nie ma mowy o tym, żeby powiedział mi coś niemiłego, podniósł na mnie głos czy w jakikolwiek inny sposób naruszył normy. Ale jest INNY. I kiedy widzę, że pije - nawet bardzo mało, bo wie, jak tego nie znoszę i nigdy się nie upił, od kiedy jesteśmy razem - i kiedy widzę, że zaczyna się zmieniać, proszę go, żeby przestał - czuję się winna, bo on naprawdę nie nadużywa - ale jednocześnie jestem zła, rozżalona i sfrustrowana, bo w mojej opinii hamuje i powstrzymuje się za mało, chociaż i tak wiem, że znacznie bardziej, niż gdyby mnie nie było. Potem śmierdzi alkoholem, który dla mnie jest bardzo paskudnym zapachem, i oboje się na siebie boczymy - ja, bo wypił więcej, niż bym akceptowała, a on, bo zaczęłam się boczyć w takim momencie, w którym żadna normalna kobieta nie zaczyna.

      Jeśli to o to chodzi Twojej żonie, to gratuluję, bo znaczy to, że naprawdę jej na Tobie zależy - gdyby nie zależało, miałaby w nosie, ile pijesz.

      Spróbujcie przed wyjściem ustalić, ile wypijesz, i trzymaj się tego. Ona będzie wiedziała, że masz nad sobą kontrolę i nie będzie Ci robić wstydu, Ty nie będziesz robić wstydu jej.
    • kasior22 Re: (Nie)typowy? problem w związku 23.11.12, 21:38
      Witam,

      dziękuję za wszystkie wpisy. Te poważne, niepoważne, długie, krótkie, śmieszne i te śmiertelnie poważne.

      Ze względu na multum opinii nie będę się ustosunkowywał do żadnej z nich. Dodam tylko, że postanowiłem najpierw skorzystać z opieki psychologa. Porozmawiałem też z żoną, ustaliliśmy, że przez najbliższy czas nie będę spożywał alkoholu, a kiedy już skończy się (pomyślnie) ten czas poprosiłem ją o mniej kontroli (sic!) we wszystkich dziedzinach życia (oprócz dokładnego określania ile powinienem wypić, chodzi też o takie rzeczy jak np. sposób jazdy samochodem bądź kwestia tego co robię, a czego nie przed wyjściem do pracy), co ma wyrobić we mnie więcej odpowiedzialności za swoje własne czyny/ewentualne konsekwencje nadużycia. W niedzielę idziemy się razem wspinać, zagrać w bilard, potem do kina.

      Udało nam się też szczerze porozmawiać, choć będę chciał jeszcze rozwinąć ten temat, bo 1h rozmowy to chyba za mało.

      Acha, i nie jesteśmy z Agory, więc ten post to nie bujna wyobraźnia inflamer'ów.

      Pozdrawiam!

    • galia29 Re: (Nie)typowy? problem w związku 01.12.12, 19:58
      Żona jak rozumiem ma problem , bo robiąc wszystko by być idealną- co sam przyznałeś- wkurza się kiedy spijasz się na imprezie , a ona musi się za Ciebie wstydzić? Nie no faktycznie trzeba ją wysłać na leczenie - taki chlejący do spodu mentalny wieczny studencik to przecież sama rozkosz. A jakie te straszne zakazy? Nie wchodzenie do domu w ubłoconych butach, zamykanie deski klozetowej itp. ? Straszna baba:(
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka