Dodaj do ulubionych

businesswoman/housewife

02.02.07, 13:40
Natchnął mnie wątek o pracy zawodowej. W zwiazku z tym mam pytanie - czy
bardziej odpowiada Wam model matki pracujacej, odbierającej dzieci z
przedszkola poznym popoludniem, gotującej na kilka dni z góry ...czy....matki
pozostającej w domu. Co wybrałybyście? Do czego jestescie stworzone?

Ja stawiam zdecydowanie na matke pracujacą (i dzieląca sie obowiazkami
domowymi z mezem smile)Wracalam do pracy zaraz po macierzynskim, bo musialam.
Gdybym mogla, to chcialabym byc z dzieckiem 10-15 miesiecy. Ale po tym czasie
na pewno zateskniłabym za pracą, za wyjsciem z domu itp.
Obserwuj wątek
    • maja2101 Re: businesswoman/housewife 02.02.07, 13:50
      No więc ja własnie założylam ten wąteksmile)) i ja bym chciała najbardziej być
      raczej w domu i mieć pracę na kilka godzin w tygodniu, albo na pół etatu. Ale
      też od 10 miesiąca życia dziecka. Tymczasem do pracy wróciłam po 6 miesiącach,
      na pełen etat + nadgodziny wieczorem kiedy Mała śpi.
      Ze względu na finanse i lęk że strace pracę tak zrobiłam.
    • ida771 Re: businesswoman/housewife 02.02.07, 14:41
      jestem w domu od urodzenia starszej córki (czyli już 2 lata i 4 miesiące!).
      Bardzo już tęsknie do pracy zawodowej i chciałabym do niej wrócić. Praca
      wyłącznie przy dzieciach nie daje mi pełnej satysfakcji, mam poczucie że gdzieś
      umyka mi moje własne życie. Jednak traktuję to jako stan przejściowy a nie coś
      stałego. Podnoszę kwalifikacje, jestem w miarę na bieżąco w sprawach zawodowych.
      A bycie w domu też ma swoje zalety- uczę się gotowania (czego nigdy nie
      robiłam), dobrej organizacji (dzieci mnie ćwicząsmile więc nie jest to tak
      zupełnie jałowy okres dla mojej osoby. Tylko cierpliwość do dzieci kończy mi się
      pewnie szybciej niż mamom które wychodzą codziennie do pracy...
    • agutek10 Re: businesswoman/housewife 02.02.07, 16:52
      ja myślałam, że jak wrócę do pracy to będzie kiepsko - a jest super! Tylko, że:
      pracę mam blisko, godziny baaardzo przyzwoite (od 8,30 a o 15,55 jestem w
      domu), zakupów po pracy nie robię - załatwiam to w weekend a drobiazgi w
      tygodniu kupuje moja mama która zostaje z Dominiką. Gotowanie - zupy robi mi
      mama, ja załatwiam tylko drugie - gotuję na dwa dni i raczej takie rzeczy, żeby
      nie tracić czasu na stanie przy garach. Podsumowując - mama pracująca tak jak
      ja - jestem za jak najbardziej!!
    • anaj75 Re: businesswoman/housewife 02.02.07, 18:52
      Ja wybrałabym dom z pracą na 1/3, max 1/2 etatu i to gdzieś od momentu, gdy
      dziecko ma 1,5- 2 lata. Taka praca raczej dla własnego rozwoju niż robienie
      kariery.
    • sabko Re: businesswoman/housewife 02.02.07, 20:35
      Od urodzenia Oliwki czyli od 22 miesięcy nie pracuję na etacie i pewnie zostanie
      taj jeszcze troszkę bo w drodze młodsze rodzeństwo smile.
      Jednak ani na chwilę nie rozstałam się z pracą w 100%. Mam możliwość pracy w
      domu na umowę zlecenie i robię to chętnie. Siedzenie jedynie przy maluchach może
      wykończyć psychicznie smile
      Na przyszłość idealnym dla mnie rozwiązaniem będzie praca na normalnym etacie
      bądź 1/2 etatu. Jednak nie chcę robić kariery która zajmowałaby mi bardzo dużo
      czasu. Dzieci i dom są dla mnie mimo wszystko ważniejsze .
    • andziulindzia Re: businesswoman/housewife 02.02.07, 21:10
      Jestem w domu od 3,5 roku z pięciomiesięczną przerwą na pracę przed drugim
      porodem. Teraz i tak jestem bezrobotna (ach ci pracodawcy!). Ale ja się w domu
      czuję dobrze. Lubię gotować, bawić się z dzieciakami, zajmować się domem.
      Jednak nie bez końca. Teraz zastanawiam się nad pójściem do pracy na 1/2 etatu
      i nęci mnie wizja pracy w weekendy albo w domu. Ale to bardziej ze względów
      finansowych. Jak już moje pędraki pójda do przedszkola wtedy zacznę szukać
      pracy w celu robienia kariery smile
      • oliwia244 Re: businesswoman/housewife 02.02.07, 22:37
        Ja jestem w domu 2lata 4 mce z 8 miesieczną przerwą na pracę miedzy ciążami.
        Bardzo chcę już pracować bo w domu zaczynam sie "nudzić" - wiecie o jaka nudę
        chodzi. Już mam dosc domowych ubran i spacerowych wersji, zalanej torby sokami,
        herbatkami, w każdej kieszeni chusteczek do nosa i wielu innych.
        Nie mam odwagi jednak zostawic dwójki dzieci z nianią , wiec posiedze jeszcze
        do czasu pojscia starszej do przedszkola, czyli jeszcze 7 miesiecy. Do pracy
        mogłabym wrócić juz jutro ale prócz aspektu niani dla dwoch, niechce zrobić
        sobie dobrze akurat na wiosnę i lato kiedy spędzianie czasu z dziećmi jest
        znacznie przyjemniejsze niż zimą!
        • mbkow Re: businesswoman/housewife 03.02.07, 00:12
          oj, ja tez mam dosc tych dresow i trykotowych bluzek wink dzieci choruja od
          grudnia, wiec ciagle piore sobie tylko dresy i pizamy wink z zazdroscia patrze na
          wieszane ubrania meza wink))
          u mnie siedzenie w domu zaczelo sie od ciazy, bo musialam pojsc na zwolnienie,
          druga ciaza tez zagrozona, udalo mi sie pomiedzy popracowac 8 miesiecy. wiec
          straaaasznie dlugo siedze w domu. od prawie 4 lat.
          nie jestem businesswoman. praca w zestawieniu z dziecmi jest dla mnie niemalze
          zlem koniecznym. ale nie da sie ukryc jej podstawowej zalety: tam sie odpoczywa
          wink z drugiej strony ciagle cos tam robie zawodowo, wiec ciagnie mnie. ale po
          polozeniu dzieci albo w weekendy. nie moge, po prostu nie moge przekonac sie do
          niani. mam czas do jesieni, wtedy wracam do pracy i musze cos wymyslec.
    • andziulindzia tak sobie myślę 03.02.07, 22:16
      i doszłam do wniosku, że nie pracując zawodowo mitologizujemy pracę. A przecież
      w pracy wcale różowo nie jest: spotykamy się z ludźmi, którzy niekoniecznie
      należą do naszych ulubieńców, szefostwo zarzuca nas praca ponad miarę,
      zarabiamy za mało, jesteśmy zmęczone. Spędzając czas z dziećmi w domu też nie
      zawsze nam się chce, pracy za dużo a zarobki żadne wink jedynie ludzi, z którymi
      sie spotykamy, możemy sobie wybrać tych sympatycznych.

      To tak na poprawę nastroju wszystkich niepracujących mam big_grin
      • anaj75 Re: tak sobie myślę 04.02.07, 07:47
        Słusznie prawiszsmile
        Ja miałam pracę bardzo stresującą - pracowałam z mężczyznami, którzy mieli na
        bakier z prawem, odbywali wyroki. Ja sama podlegałam dosyć skostniałej
        strukturze. Moje działania zawodowe nie przynosiły wyraźnych skutków - taka
        syzyfowa praca.
        Porównując tamtą pracę z wychowywaniem dzieci - to to, co teraz robię to
        miodziosmile
        • mbkow Re: tak sobie myślę 04.02.07, 11:06
          na pewno duzo zalezy od pracy. ale tez duzo od czlowieka. znam dziewczyne,
          ktorej praca jawi mi sie jako koszmar wink wraca pozno, musi przyjezdzac czasem
          jeszcze raz po powrocie do domu, szefa ma okropnego. a jednak pracuje. dzieci z
          kolejna opiekunka, ale sie nie zraza. moze wzgledy finansowe, firmowa super
          bryka, komora... moze ciezko jej zrezygnowac z tego.
          a moze tylko tak marudzi, ze jej zle, bo woli to niz siedzenie z dziecmi, ale
          pod presja ciezko sie jej przyznac wink
          • maja2101 Re: tak sobie myślę 04.02.07, 21:08
            Ja dużo rozmawiam na ten temat z mamami, które nie pracują i jedna rzecz, którą
            widzę to to, że one nie myślą o takich sprawach "dodatkowych" tak jakby, czyli
            np. mówią do mnie: ty to przynajmniej odpoczniesz w tej pracy, wracasz
            stęskniona a my tak cały dzień. Myślą tylko o dniu w pracy od-do. Niestety
            najgorsze są poranki, kiedy w bardzo krótkim czasie trzeba wszystko zrobić, w
            pracy okropne nerwy, pośpiech, człowiek wraca naładowany i wieczorem, kiedy
            powinnam być cała dla córeczki padam na twarz... Wszystko zależy od pracy, ale
            u mnie zdecydowanie większe zmęczenie jest po pracy niż w domu jak byłam na
            półrocznym urlopie. Także u mnie względy finansowe i lęk o pracę, że ją stracę.
            Nie mam żadnej firmowej brki ani komóry. Jednak praca jest, a może jej nie być.
            Każdy widzi ze swojej strony, wiadomo.
            • natalia433 a ja pracuję w domu... 05.02.07, 11:04
              ... ale zaczne od poczatku: od pierwszej ciązy siedze w domu (ciąża zagrożona
              +przymusowe zwolnienie) potem wiadmomo poród po roku kolejna ciąza znów
              zagrozona ,poród itp. Kiedy córeczka skończyła pół roku załozyłam własna
              dzialalność (zajmuje się sprzedaza internetową) i odtąd pracuje w domu, to dla
              mnie idealne rozwiązanie bo udaje mi się pogodzic wszystkie obowiązki domowe
              zajmujac się dziećmi a do tego jeszcze zarabiam pieniądze.
            • mbkow Re: tak sobie myślę 05.02.07, 17:15
              wybiorcze patrzenie jest po obu stronach. wszystko ma swoje plusy i minusy, a
              szczegolnie plusy, jesli jest sie po tej drugiej stronie wink))
    • d.orka Re: businesswoman/housewife 05.02.07, 16:02
      Gdy zaszłam w pierwszą ciążę, pracowałam zawodowo. Potem przestałam pracować,
      urodziłam córeczkę i z lubością zajmowałam się nią i domem. Z pewnych względów
      zaczęłam tęsknić za pracą. Gdy córka miała 15 miesięcy postanowiłam wrócić do
      pracy. Przy okazji okazało się, że jestem w drugiej ciąży. Musiałam iść na
      szkolenie, bywało, że w pierwszych tygodniach pracy nie było mnie w domu 10
      godzin. Potem miałam więcej czasu, ale stresująca praca zrobiła swoje. W 6
      miesiącu ciąży trafiłam do szpitala i musiałam iść na zwolnienie. W domu
      odżyłam. Urodziłam drugą córeczkę i przestałam myśleć o powrocie do pracy.
      Dopiero, gdy urodziłam trzecie dziecko myśli o pracy wróciły. Ale nie takiej od
      8.00 do 15.00, lub, co gorsza, od 8.00 do 19.00. Wystarczy mi 20 godz. w
      tygodniu. Będę mieć czas i dla siebie, i dla dzieci, i dla męża, i dla domu.

      Podjęcie pracy, czy pozostanie w domu to kwestia wyboru. Żaden nie jest lepszy,
      ani gorszy, jeśli myśli się o dobru rodziny, wszystko dobrze zaplanuje i ma się
      kogoś zaufanego do pomocy (mąż, babcia, niania, pani pomoc domowa).
      Gorzej jeśli wraca się do pracy, która nie daje upragnionego "odpoczynku od
      domu". Ja wolałam zrezygnować z pracy, niż męczyć się na trzy etaty (praca
      zawodowa, dzieci, dom).
      • maja2101 Re: businesswoman/housewife 05.02.07, 21:59
        Gorzej jeśli praca to finansowa konieczność. Albo tak jak w moim przypadku:
        zarabiam na tyle dużo, że utrata tych pieniędzy spowodowałaby spustoszenie w
        domowym budżecie. Dla mnie powrót do pracy to nie była kwestia wyboru, tylko
        mus. Nie potrafiłam powiedzieć sobie: ok, niech się dzieje co chce, nasz poziom
        życia będzie zupełnie inny, stracę bardzo dobrą pracę, ale będę z dzieckiem.
        Pewnie dalibyśmy radę, ale byłoby ciężko. Czy wy nie miałyście takich dylematów?
    • gopio1 Mój Plan Idealny 06.02.07, 12:22
      Próbowalam sobie wyobrazić nasze życie gdy będę pracowała 8-16, a nasze dzieci będą w wieku
      szkolnym. Rano pośpiech, stes, poganianie. Kto zrobi kanapki do szkoly? Po lekcjach lub przed (jesli
      szkola na 11.00) dzieci na świetlicy. Wracają do domu 17 - zapędzam je do lekcji, sama gary,
      sprzątanie, etc. Bleee.... A gdzie czas na zabawe, wspólne rozmowy, bycie razem tak po prostu? No i
      jeszcze przciez dojda rówieśnicy - czas dla nich. Jest też druga opcja - opiekunka. Będzie odbierała
      dzieci ze szkoly, odrabiała z nimi lekcje. Ja będę wracała na zabawę i wspólne bycie razem. Ale chyba
      nie chcę oddawać opiekunce tej przyjemności. Zresztą nie robilaby tego przciez za darmo. A i tak część
      mojego czasu dla dzieci będę musiala oddać rowieśnikom dzieci. To kiedy mam być matką? W nocy ? W
      weekendy? O nie!!!

      No więc mój plan idealny:
      Będę pracowała na pół etatu - 20 godzin tygodniowo. Albo codziennie po 4 h, albo 3 razy w tyg po 6,5.
      Zobaczymy. W kazdym razie rano będę miała czas na to żeby zjeść z dziecmi śniadanie, zaprowadzić je
      do szkoły, odebrać po zajęciach i odrobić z nimi lekcje. Bęziemy mieć dużo czasu dla siebie. Nikt mi go
      nie zabierze - ani oplacana opiekunka, ani społeczna pani świetliczanka. A będę go miała tyle, że z
      przyjemnością i chęcią podzielę się nim z kolegami moich dzieci. Wymarzylam sobie nawet, że będę dla
      nich prowadziła dom otwarty - niech przychodzą kiedy chcą, na jak długo chcą. Na podwieczorek, na
      rozmowy, na zabawy. Znam z dziecinstwa takie domy - dałabym wszystko żeby taki stworzyć. Jestem
      niedoszłym pedagogiem i to moja niespełniona rola życiowa.
      Mój plan wdrażam za 2 lata, kiedy Kuba pójdzie do szkoly wink
      • maja2101 Re: Mój Plan Idealny 06.02.07, 14:17
        No super ten plan. Dla mnie tez idealny tylko nierealny niestety. Nie wiem czy
        to zalezy od specyfiki zawodu czy od czego, ale ja po tylu latach przerwy na
        rynku pracy byłabym nikim. Musiałabym wszystko zaczynać od początku. A na pół
        etatu firma nie zatrudnia i nie znam takiej, która zatrudnia... Zdaje się, że
        jest to taki wyścig szczurów, w czymś takim trochę się tkwi. Wyjście oznacza
        wypadnięcie z rynku.
        Może już skończę się wypowiadać bo Was zamęczam, a to przecież bardzo zależy
        wszystko od indywidualnej sytuacji.
        • gopio1 Re: Mój Plan Idealny 06.02.07, 15:19
          Trochę może zależy od specyfiki zawodu.
          Ale też chyba w każdym zawodzie można pracować na pół etetu przecież.

          A co do wyścigu szczurów...
          Nie cierpię. Nie zamierzam w nim uczestniczyć. Kocham swoj zawód za jego wolność.
          Konkurencja jest wszędzie - fakt, ale nigdy nie pozwolę na to, by praca stała się konkurencją dla Mojej
          Rodziny. Również kosztem utraty pewnych przyjemności, możliwości, luksusu czy jak tam to zwał.
          • maja2101 Re: Mój Plan Idealny 06.02.07, 15:42
            Zgadzam się co do wyścigu szczurów, że jest to straszne. Nastomiast niestety co
            do pół etatu to w moim zawodzie, kiedy pracuje się dla klienta przyzwyczajonego
            do konkretnych terminów, nie jest możliwe pracowanie 2 razy mniej, nie
            zrobiłabym nic. Praca jest akcyjna, raz są luzy kilka dni (jak teraz np.) a
            potem zarywa się noce. Ale trzeba cały czas być w gotowości, czyli w pełni
            dyspozycyjnym. Musiałabym mieć zmienniczkę, która pracowałaby na drugie pół
            etatusmile Ale niestety na to firma już nie pójdzie.... Masz szczeście, ja swojego
            zawodu nie lubię niestety za bardzo właśnie przez to.
            • mbkow Re: Mój Plan Idealny 06.02.07, 16:01
              jestem ciekawa, co robisz... wink
              dobrze platna praca, to praca, w ktorej trzeba niestety wybierac miedzy rodzina
              a zarobkami. nie znam innej opcji. nie spotkalam sie. chyba, ze chodzi o
              dziedzicow fortun wink
              sama nie musze wybierac, bo moja prace mozna pogodzic z opieka nad dziecmi, ale
              za to nie ma specjalnego uszczerbku z naszym budzecie w zwiazku z kolejnym
              wychowawczym. zawod mam z mozliwosciami, ale w chwili pojawienia sie dzieci caly
              moj zapal (a duzy byl wink sie na nie calkowicie przeniosl. poki co ryzykuje
              'wypadek z obiegu' wink na pewno bede sie martwic pozniej, ale nie ma innej
              opcji, bo temat 'niania' jest dla mnie nie do przejscia.
              cos za cos.
              • maja2101 Re: Mój Plan Idealny 06.02.07, 16:17
                jestem socjologiem, pracuję w prywatnej firmie, zresztą nie ma to wielkiego
                znaczenia, firm takich jest bardzo niewiele w Polsce, więc nie mam wielkiego
                pola manewru w razie "wypadnięcia". mój zapał też osłabł nieprawdopodobnie
                odkąd jest córka, ale w przeciwieństwie do Ciebie nie umiem tego ryzyka podjąć.
                boję się konsekwencji. i jest niestety opiekunka, druga już zresztąsad ale ta
                jest fajna. dlatego szybko chciałabym drugie, żeby znowu być z dziećmi... ale
                tak, coś za coś.
          • gopio1 Chińskie przysłowie 07.02.07, 08:39
            Właśnie wczoraj wpadło mi w ręce.

            Za pieniądze można mieć zegarek, ale nie czas.
            Za pieniądze można mieć budynek, ale nie dom.
            Za pieniądze można mieć seks, ale nie miłość.
            Za pieniądze można mieć lekarstwa, ale nie zdrowie.
            Za pieniądze można mieć posadę, ale nie poważanie.
            Za pieniądze można mieć władzę, ale nie szacunek.
            Jednym słowem za pieniądze można mieć... ale nie można być.
            • mbkow Re: Chińskie przysłowie 07.02.07, 15:55
              przyslowie bardzo piekne, ale w obecnych czasach za pieniadze ma sie polowe z
              tych rzeczy 'ale nie': zdrowie, 'szacunek' i 'powazanie'. inna sprawa, ze to smutne.
              mi blizsze jest cos, co powiedziala marylin monroe: pieniadze szczescia nie
              daja, ale zakupy tak smile
              • gopio1 Re: Chińskie przysłowie 08.02.07, 09:47
                No, nie - jak mozesz mowic ze zdrowie mozna kupic? Właśnie stoję przed wyborem komu podarować
                swój 1% podatku. Czytam te wszystkie ludzkie tragedie i robi mi się gorąco. Znasz fundację Akogo?
                Historię Oli? Myślisz że gdyby Ewa Błaszczyk stała się nagle posiadaczką miliarda dolarów wróciłoby to
                zdrowie jej córce? Może jej zapewnic leki, rehabilitację, ale zdrwowia nie kupi.
                Są setki chorób z których się nie wychodzi - potrzeba pieniędzy na leczenie ale mówienie że zdrowie
                można kupić jest nietaktem wobec osób tragedią dotkniętych.

                Z szacunkiem też różnie bywa. Znam chama, który opływa w kasę. Ma wielką władzę. Ludzie się go
                boją. Ale czy strach to szacunek? Na szacunek trzeba sobie zapracować czymś innym niż forsą.
                • mbkow Re: Chińskie przysłowie 08.02.07, 10:07
                  no wlasnie po tym co sie dzieje we wroclawiu mysle, ze pieniadze sa niezbednie
                  potrzebne dla zdrowia/zycia. bardzo, bardzo duzo zawdzieczamy orkiestrze, a
                  dokladnie moj mlodszy synek, nie sadze, zeby szpital byl tak dobrze wyposazony,
                  gdyby nie owsiak i pieniadze, ktore zbiera.
                  natomiast szacunek i powazanie wzielam z cudzyslow, jednokreseczkowy co prawda,
                  ale cudzyslow.
                • maja2101 Re: Chińskie przysłowie 08.02.07, 10:12
                  No tak. Tu już wchodzimy w dywagacje takie poważne, a może nie do końca o to
                  chodziło mi w tych rozważaniach. Chodziło mi o konkretną sytuację rozstania się
                  z praca na jakiś czas w celu opieki nad dzieckiem. Nie wiem, ja po prostu
                  bałabym się zostać w domu na dłużej. Z bardzo wielu względów. Rok wydaje mi się
                  szalenie długim okresem, to jest moje marzenie (przy kolejnym dziecku). Nie
                  wiem, może przykłady z rodziny jakoś tak na mnie działają? W bardzo bliskiej
                  rodzinie jest dziewczyna, która razem z mężem postanowiła, że zostaje z synem w
                  domu, mąż wspierał, kochał i... po 4 latach powiedział, że zakochał się w kim
                  innym i good bye. Ona została z dzieckiem, do pracy nie mogła już wrócić,
                  szukała nowej 3 lata. W końcu znalazła ale zupełnie nie w zawodzie, bradzo
                  kiepsko płatną, wszystko musi zaczynac od poczatku, a wychowuje dziecko sama.
                  Potencjalni pracodawcy kiedy słyszeli, że nie pracowała 5,6 lat pękali ze
                  śmiechu. Tak nie powinno być ale tak było. Jej wcześniejsze dośw. zawodowe się
                  nie liczyło. Znam o wiele więcej takich historii, przytoczyłam tę z
                  najbliższego otoczenia. Mnie to przeraża. Takie czasy, wszystko w życiu może
                  być. Nie mówię, że od razu mąż ucieknie, ale sytuacji może być różnych mnóstwo.
                  Ja bym nie potrafiła tak postawić wszystko na jedną kartę ze strachu po prostu.
                  I dlatego uważam, że jakiś złoty środek trzeba znaleźć. Jeśli mam drżeć, będąc
                  w domu z dzieckiem 2-3 lata co potem będzie, to już wolę wrócić chyba do tej
                  pracy...
                  • andziulindzia Re: Chińskie przysłowie 08.02.07, 21:52
                    Maju, tak czytam twoje wypowiedzi w tym wątku i na myśl przychodzi mi moja
                    przyjaciółka. Zaraz po studiach nie mogła znaleźć pracy w swoim ukochanym
                    wyuczonym zawodzie oprócz dorywczej. Zaczęła pracować dla dużej korporacji.
                    Zarabia bardzo dobrze, ale... nie robi tego co lubi, haruje jak wół od rana do
                    wieczora często w weekendy, zniszczyła sobie zdrowie (ma kłopoty z kręgosłupem
                    i grozi jej wózek inwalidzki). A teraz strach z pracy zrezygnować bo przecież
                    człowiek przyzwyczaja się do pewnego poziomu życia, rodzaju wydatków, trzeba
                    kredyty pospłacać.
                    No ale czy warto? Chyba czasem lepiej podjąć ryzyko, zatrudnić się może w
                    mniejszej firmie za mniejsze pieniądze i żyć spokojniej. Bo rachunek za zbyt
                    szybkie życie przyjdzie w najmniej oczekiwanym momencie.

                    Mam nadzieję Maju, że cię nie uraziłam bo to nie było moim celem. Ale warto
                    wiedzieć, że ryzyko jest w każdej sytuacji jaka nas spotyka w życiu. I tej
                    wydawałoby się lepszej też.
                    • maja2101 Re: Chińskie przysłowie 09.02.07, 08:18
                      Andziulindziu zgadzam się. W zupełności. Tak jest właśnie jak piszesz. Każdy w
                      sobie musi po prostu dokonać jakiegoś wyboru licząc się z konsekwencjami.
                      Bardzo mądrze napisałaś...
                      Dzięki dziewczyny! Bardzo lubię to forumsmile Na razie jestem tu trochę
                      nieuprawniona bo drugiego szkraba nie ma, ale już bardzo niedługo zaczynamy
                      działaćsmile Mąż się wahał, ale już przestałsmile))
                      Dzięki jeszcze raz, super wątek, bardzo mi pomógł.
                      • smilodona Re: Chińskie przysłowie 09.02.07, 09:42
                        No to zaczynajcie działać,z my czekamy na efekty smile

            • smilodona Re: Chińskie przysłowie 09.02.07, 10:01
              Tez mialam głowe nabita takimi sentencjami, ale to bylo zanim urodzilam dzieci,
              zanim stwierdzno u mnie dosc powazna chorobe, zanim mąż prawie stracil prace.
              Okazalo sie ze pieniądze sa jednak wazne. Gdyby nie bylo mnie stac na prywatne
              lecznie, to nie mialabym dzis dzieci.

              Mam okropne wyrzuty sumienia, ze moje dzieciaki siedza z opiekunka, a ja
              pracuje. Nie wiem, czy dobrze robie, nie wiem jak to odbije sie na naszych
              relacjach w przyszlosci. Ale boje sie zrezygnowac z pracy; boje sie panicznie
              sad
              • gopio1 Re: Chińskie przysłowie 09.02.07, 11:25
                Ja też się boję. Teraz pracuję 8 h dziennie. Jedno dziecko w przedszkolu, drugie z opiekunką. Od
                września oboje będą w przedszkolu. Lubię swoją pracę. Bardzo. Nie umiałabym siedzieć całymi dniami
                w domu. Pamiętam swoją radość jak wracałam po macierzyńskich - wreszcie powrót do ludzi, inny
                świat. Ale teraz widzę, że gdy jestem poza domem 9 godzin dziennie, mam mały udział w życiu dzieci.
                Za mały. Męczy mnie to okropnie. Czuję, że ucieka mi coś ważnego. Stąd chęć zmiany. Dlatego dla
                mnie układ idealny to taki, w którym jest miejsce na wszystko - i na pracę i na dom. Boję się jak to
                będzie finansowo gdy zrezygnuję z połowy etatu - zawsze to pół pensji, a do dobrego łatwo się
                przyzwyczaic. Ale radość chyba większa niż lęk.
                Gosia
                • dorota.alex Re: Chińskie przysłowie 09.02.07, 13:14
                  A ja mam jeszcze inne rozwiazanie. Pracuje w domu. W sumie to pracujemy, razem z mezem. Rano bez
                  pospiechu jest czas na powolne rozkrecenie sie. Dzieci do przedszkola jada na 9-10. Potem jest czas na
                  prace, lub jak jest troche luzu to na rozne obowiazki domowe, albo - przyjemniej: np zakupy. Po poludniu
                  wracaja dzieci. No i wieczorem jak pojda spac to zazwyczaj jeszcze 1-2 godzinki pracy. Jak dzieci beda
                  starsze i beda wczesniej wracac do domu to tez bedzie fajnie - bo rodzice czekaja w domu. No oczywiscie
                  nie bede mogla calego czasu poswiecac dla nich, ale sam fakt, ze oni u siebie odrabiaja lekcje, albo bawia
                  sie z kolegami, a ja jestem w domu, a nie gdzies daleko w pracy wydaje mi sie bardzo fajny.
                  • gopio1 Re: Chińskie przysłowie 09.02.07, 16:42
                    Oooo! To dopiero ideał!
                    Tylko - nie wiem czy bym nie oszalała siedząc stale w domu. Jestem typem, który
                    strasznie ciągnie do ludzi. Muszę mieć kontakt ze światem rzeczywistym, wtedy
                    zdecydowanie lepiej funkcjonuję.
                    • andziulindzia A dla mnie takim stuprocentowym ideałem 09.02.07, 21:10
                      byłaby praca na etat cały (wiadomo pensja, emerytura, ubezpieczenie lepsze) ale
                      w takim układzie: 3-4 dni w domu 1-2 dni w biurze smile

                      To byłby superluks nie uważacie big_grin
                • smilodona Re: Chińskie przysłowie 09.02.07, 13:33
                  No ja tez czuje ze cos mi ucieka. Kilka dni temu dostałam sms od
                  opiekunki "Adas zrobil 3 kroki sam". Moj syn zaczyna chodzic a ja dowiaduje sie
                  o tym z smsa sad
                  • gopio1 Re: Chińskie przysłowie 09.02.07, 16:38
                    Pierwsze kroki i pierwsze słowa to pikuś - ja się ciągle zadręczam że przegapię
                    coś zancznie ważniejszego - problemy wieku dojrzewania. Po tej aferze z Anią z
                    Gdańska i kilku artykułach o 12-14-latakch mam istną fobię.
                    • smilodona Re: Chińskie przysłowie 09.02.07, 18:03
                      No taksad

                      Ja mam na razie malutkie dzieci, wiec o problemach nastolatkow nawet nie
                      pomyslam.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka