Nasz problem polega na tym, że moi teściowie mają psa. Niby nic dziwnego gdyby
nie to że jest on ważniejszy od Naszego dziecka

Zacznę od początku:
Moi teściowie mają psa od 8 lat, wszystko było dobrze dopóki Nasz synek nie
zaczął raczkować. Pewnego dnia kiedy szłam z nim za rączki do jego babci pies
zawarczał( niestety nie pierwszy raz) warczeć więc wzięłam dziecko na ręce i
odeszłam z nim, po pewnej chwili mały sam poszedł do babci i w tym momencie
pies ugryzł go! Na szczęście byłam obok i szybko wzięłam go na ręce - efektem
tego była zaczerwieniona rączka i podarta bluza. Z początku teściowie byli
przerażeni tym co się stało i postanowili oddać psa. Czekaliśmy 2 tygodnie ale
jakoś nie szukali nikogo żeby odddać tego psa. Wkońcu nie wytrzymaliśmy i
wyjechaliśmy do moich rodziców. Mój mąż porozmawiał jeszcze raz ze swoimi
rodzicami i okazało się że oni sprawę przemyśleli i nie mogą pozbyć sie tak po
prostu psa bo "on jest taki mądry i kochany" i są do niego przywiązani i na to
nie zasłużył a uspanie nie wchodzi w gre. Wkońcu znalazł sie niby chetny na
pieska wiec po prośbie teściów wróciliśmy do domu. Mieszkamy w bloku więc żeby
odseparować dziecko od psa pies był zamknięty w osobnym pokoju. Ale to też nie
na długo. Teściowie wkońcu stwierdzili że psa nie oddadza bo warunki w jakich
mial mieszka ich pupil im nie odpowiadają. I tak jest do dziś tle że teraz ja
muszę zamykać sie z dzieckiem w pokoju bo pies wyje jak siedzi zamkniety i
"jest mu smutno i źle" i "że źle to na niego wpływa i może być bardziej
agresywny" - słowa moich teśćów!!! Mały płacze jak muszę wyjść z pokoju i go
zostawić, czasem muszę wyjść np do łazienki. Pozostałe rzeczy(np sprzatanie)
robie gdy synek śpi. Ewentualnie (w celu przygotowania posiłków)zamykam sie z
nim w kuchni ale to nie podba sie zwłaszcza mojem teściowi. Taka sytuacja trwa
już od 3 miesięcy i już dłużej tego nie możemy wytrzymać! Im więcej czasu mija
tym bardziej teściowie zmieniają zdanie - teraz jest to moja wina że tak się
stało - dlaczego? pozostaje to dla mnie zagadką. Mąż wielokrotnie rozmawiał z
nimi nawet sie kłucił ale bez skutku. Dawno byśmy sie wyprowadzili do moich
rodziców ale problemem jest praca męża a dokładniej dojazd do niej. Mieszkań
w okolicy też nie ma do wynajęcia a na kupno nowego nas nie stać. Już nie mam
sił ani argumentów do rozmów z teściami! Jedynym wyjściem zostaje wyprowadzka
i to wkrótce bedzie musiało nastąpić. Ale co zrobić z teściamu ktorzy zaczeli
nam zarzucać że ograniczmy im kontakt z wnukiem?? Nie mam już sił do nich...