Dodaj do ulubionych

dzieci wojny

24.07.03, 10:56
Czas akcji: upalne południe.
Miejsce: nasz ogródek.
Bohaterowie: ja z cycusiem i bąblem (3 m.), mój trzyletni przeszło syneczek,
dwaj kuzyni (6 i 3 lata).
Akcja: zza krzaków wyłania się najpierw głowa w hełmie, potem ręka z
kałachem, następnie ręka sięga do pasa i w stronę dzieciarni i moją leci
odbezpieczony granat. Aha, dziecko w moro. Na twarzy mojego syna wyraz
uwielbienia, starszy kuzyn to idol, a zabawa w wojnę jest świetna. To co, że
mama mówi, że arka Noego śpiewa: "wojna,jest zła, nie ważne jest kto racje
ma...". NIE KUPIĘ PISTOLETU I JUŻ, ale czy ta fascynacja mojego syna jest
normalna, czy można pozwolić na takie zabawy? Nota bene, dziecko moje stało
się dość agresywne (wiek, zazdrość o siostrę...????).
PODDAĆ SIĘ?
Obserwuj wątek
    • maga102 Re: dzieci wojny 24.07.03, 15:16
      Opowiem krótką historyjkę: brat mojego męża ma syna 5-latka. Jako, ze brat i
      jego żona są zapalnymi pacyfistami, w takim klimacie wychowywali swoje
      dziecko. Nigdy nie kupowali mu czołgów, chełmów, pisloletów (co najwyżej
      szablę).
      Długo dziecko żyło sobie spokojnie nie przejawiając większego zainteresowania
      bronią, wojskiem itp, aż poszło do przedszkola (poszło w wieku 4 lat).
      Tam dowiedziało się o pisloletach o zabawach w wojnę.
      I stało się takim fascynatem, ze teraz bez pistoletu to nie ma co do niego
      przychodzić. Kolekcjonuje rózne rodzaje broni i inne militarne rzeczy, a jego
      ulubioną zabawą jest co????
      No właśnie, zabawa w wojnę!!!

      Nie wiem czy to będzie fascynacja przejściowa, ale wiem, ze swojemu synowi nie
      będę zabraniać bawić się w wojnę, choć jest to totalnie sprzeczne z moimi
      poglądami i już jak o tym teraz piszę to już mnie serce boli, ze moje dziecko
      będzie biegać z pistoletem

      Pozdrawiam
      Magda mama Filipka
    • e.beata Re: dzieci wojny 24.07.03, 15:20
      Też to sobie obiecałam jak synek był mały wink.
      No to strzelał z patyków.
      I dotarło do mnie że nie tedy droga.
      W przedszkolu, na podwórku i tak się będzie w "walki" bawił.
      Że zakazane bardziej kusi.
      Ma 5 lat. W domu 2 /podarowane przez znajomych/ karabiny.
      Bawił się moze nimi z 3 razy i ważniejszy był hałas oraz świecąca lampka smile.
      Od razu ustaliliśmy że nie strzela się w kierunku ludzi tylko do celu /bez
      sensu moze ale tak postanowiłam/, nie pozwalam na oglądanie agresywnych bajek,
      jakoś póki co jakoś leci, choć eskalacja problemu raczej przede mną. Na razie
      ważniejszy niż pistolet jest ubiór. Po granacie policjanta, przyszła moda na
      khaki i wszelkie plamki w odcieniach ochronnych wink.
      Cóż szkoły przetrwania przed nami wink i mam nadzieję że w tym kierunku pójdzie
      syn sprawdzając "swoją męskość", a nie poprzez bójki.

      p.s. Sama chętnie bym powalczyła na farbki smile choć do wojowniczej natury mi
      daleko. A bitwa na śnieżki? A pistolety na wodę?
      Walka, rywalizacja ale tak aby to było zabawą, aby nikogo przy tym nie
      krzywdzić.
      • ginger_77 Re: dzieci wojny 25.07.03, 10:55
        e.beata napisała:


        > Od razu ustaliliśmy że nie strzela się w kierunku ludzi tylko do celu /bez
        > sensu moze ale tak postanowiłam/,

        To wcale nie bez sensu, bardzo dobrze, ze tak postanowililscie. Ja mam 16 mies.
        coreczke, wiec problem mnie narazie nie dotyczy osobiscie, ale widze syna
        mojego brata - milosnika militarnych zabawek i jego rodzice tez zawsze uparcie
        powtarzaja, zeby nie celowal do ludzi, niestety nie zawsze skutecznie - mysle
        jednak , ze jest to bardzo wazne, bo jak juz pisalyscie wyzej nie da sie tego
        wykluczyc zupelnie, ale moze da sie nauczyc "madrej" zabawy pistoletem.
        Pozdrawiam
        • e.beata Re: dzieci wojny 25.07.03, 13:34
          napisałam "bez sensu" bo potem zrozumiałam, że takie zabawy trzeba rozgraniczyć
          na dwie grupy.
          Te gdzie można strzelać do celu nieożywionego/ puszki, tarcze, baloniki/ i te
          gdzie niestety atrakcją jest chowający, uciekający człowiek /farby, śnieżki,
          pistolety na wodę, zabawa w policjantów i złodzieji/.

          Teraz wiem, że NAJWAŻNIEJSZY jest nie sam fakt posiadania pistoletu ani jego
          wygląd tylko sposób użycia. W pistolecie kupnym najbardziej razi mnie jego
          estetyka a nie to że jest. Sama pamiętam jak podkradłam strzelbę bratu i
          nabiłam pineskami bo byłam wodzem Indian. I zabawy w strzelanie pomiędzy
          bandami podwórkowymi. Morderca ze mnie nie wyrósł. Wrecz przeciwnie smile. Moi
          znajomi też w porządku. Najważniejszy jest chyba umiar, rozmowy z dziećmi że
          wojna jest złem, przynosi tyle nieszczęść itp. Oczywiście dobrze jest
          ograniczyć agresywne towarzystwo, choć niestety nie zawsze to takie proste.

          A w ogóle zdania nie zabieram, bo moje dziecko póki co do wojaczki się nie
          pali, problemów z tym nie mam i mówię na sucho. Gdyby było inaczej, może
          poglądy bym zmieniła wink)
          Ale jestem zdania, że jż. dziecko wie co to empatia, jest wrażliwe na krzywdę
          innych to zabawy w strzelanie krzywdy mu nie zrobią. Są wyłącznie rodzajem
          zabawy a nie wyżycia się, odreagowania agresji.
    • pawlinka Re: dzieci wojny 25.07.03, 11:44
      Racja, ale jak reagować, kiedy padają słowa pod adresem trzylatka: jestes moim
      wrogiem,zabijemy Ciebie, giń. Inna sprawa, żeby nie czuł się inny musi mieć to
      co wszyscy? Jak mu nie kupię pistoletu, zrobi sobie z gałęzi, może to lepsze,
      niż ta cała gażetowa otoczka rodem z gier komputerowych i filmów? Sama nie
      wiem...
    • ata_x Re: dzieci wojny 25.07.03, 12:06
      Nie ma się co łudzić - dziecko spotka się z zabawami w wojnę itp. Ja tez jestem
      przeciwniczką kupowania dziecku pistoletów i całej reszty łącznie z żołnierzami
      i czołgami. Dziecko wie, dlaczego - bo to służy do zabijania ludzi, a do
      niczego dobrego się nie przydaje. I na pewno nic takiego mu nie kupię ani nie
      pozwolę, żeby miał takie zabawki. Fakt, synek robi sobie czasem pistolet z
      patyka i udaje, że strzela, ale tak naprawdę czuje, że robi źle, bo zawsze jest
      zawstydzony, jak się tak bawi. Nigdy w takim przypadku na niego nie krzyczę,
      nie wyrywam mu pseudo pistoletu, ale spokojnie tłumacze dlaczego mi sie nie
      podobają takie zabawy i dlaczego nie powinien się tak bawić. Skutkuje. Sam
      rezygnuje.

      I pomimo wszystko JA osobiście widzę różnicę pomiedzy pistoletem zrobionym z
      patyka, a kupionym przez rodziców czy innych dorosłych w sklepie
      przypominającym do złudzenia prawdziwy. A przy tym raczej staram się, żeby moje
      dziecko nie przebywało w towarzystwie "fanów wojny". To też pomaga.
      • boguniap Re: dzieci wojny 28.07.03, 09:08
        A ja pamiętam, że na podwórku była większość chłopców i bawiliśmy sią albo
        w "Czterech pancernych", albo w Krzyżaków czy jeszcze w Indian (w każdej
        sytuacji toczno walki na karabiny, topory i miecze czy tlko mówiono o ściąganiu
        skalpów)- w zależności co było w tv i nikt z moich znajomych nie wyrósł na
        jakiegoś bardzo agresywnego człowieka...
    • paulina.p-m Re: dzieci wojny 28.07.03, 16:02
      Hej,
      Trafiłaś ze swoim postem w dziesiatkę! Tzn. w sedno problemu, z którym borykam
      się od pewnego czasu - na razie tylko teoretycznie, ale nie chcę być
      zaskoczona, kiedy TO nastąpi... A pewnie nastąpi.
      Końcem marca dowiedziałam się, że Maleństwo w moim brzuchu jest facetem. DAwno
      temu, w przypływie idealizmu smile obiecałam sobie, ze jeżeli kiedyś będzie syn,
      to żadnej zabawkowej broni, itd. itp... Zdania nie zmieniłam, tylko... no
      właśnie... poczucie krzywdy, "że inni mają, a ja nie", zabawy "pożyczonym
      sprzętem", czy też budowanie "spluwy" z klocków...
      Na razie jestem zdania, ze lepiej już niech buduje z tych klocków, czy patyków
      (w końcu to pole dla wyobraźni), niż dać mu zakupioną plastikową imitację.
      Toleruję procę i łuk, ale tylko pod warunkiem, ze zrobi sam (czyli z Tatą) i
      będziemy strzelac do tarczy (sama uwielbiam grać w "lotki").
      Tyle teorii. Jak będzie w praktyce - boję się myśleć. Pozostaje cień nadziei,
      ze Bruno zapatrzy się na "niemilitarystycznego" Tatę z długimi włosami,
      albo... urodzi się pacyfistą... O ja naiwna!! wink Chyba czeka nas duuuużo
      rozmów i ciężkich chwil.
      Pozdrawiam serdecznie i życzę sukcesów w tłumaczeniu, ze granat to... całkiem
      smaczny owoc, a prawdziwa wojna, to głupia zabawa dużych chłopców.
      Paula - idealistka-teoretyczka i Bruno - jeszcze w brzuchu, ale już niedługo...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka