Uwaga
chwale sie potomkiem:
fotoforum.gazeta.pl/3,0,1054475,2,2.html
fotoforum.gazeta.pl/3,0,1054478,2,1.html
Teraz obowiazkowo prosze wyrazac zachwyt

)))))))))
A co do porodu to powiem krotko zaskoczyl mnie nieziemsko. Troche czytalam
sobie wczesniej jak to ma wszytsko wygladac, zwlaszcza oznaki zblizajacego sie
porodu. Caly czas sie zastanawialam czy mozna to przegapic , no ale podobno
nie mozna.
Po dacie porodu regularnie bywalam u ginia na ktg, ktore nie wykazywalo
zadnych skurczy, uzgodnilismy, ze jak nic sie nie bedzie dzialo to w piatek
25go mam podjechac do szpitala i zobaczyc co mi powiedza.
W czwartek po poludniu moj facet wywiazl mnie do sopotu i przepedzil na
kilkukilometrowy spacer wzdluz plazy i po molo. No i w drodze do domu po 17
zlapal mnie pierwszy skurcz. Smialam sie ,ze wszyscy mowili mi ze brzuch boli
jak podczas okresu i wtedy wlasnie masz skurcz. Tylko , ze ja ''biedna'' nigdy
nie miewalam boli podczas miesiaczki i uznalam ,ze to wina dorsza, ktorego
spalaszowlam wczesniej. Wrocilismy do domu po 18tej i tak co jakies pol
godziny cos mi tam w tym brzuchu bulgotalo, ale za bardzo sie tym nie
przejmowalam, no bo w koncu nic mnie nie bolalo. I tak sobie siedzielismy nic
nie robiac, gdzies tak kolo 20tej sie zorientowalam ,ze wyczuwam pewna
regularnosc, wiec zaczelismy mierzyc czas i
wyszlo ze mam skurcze co jakies 10 - 11 minut, (gin mi mowil, ze jak beda co 5
min to mam jechac do szpitala) tak
wiec mierzylismy , ale wcale nie byly bolesne tylko raczej lekko upierdliwe ,
kumpela zadzwonila akurat na skypie i
sie smiala ze pewnie mam skurcze przepowiadajace. Na wszelki wypadek
postanowilam sie wykapac i dokonczyc pakowanie toreb do szpitala.
Po 22 zaczelam sie skurczac co 7 minut , caly czas nie bylam pewna czy to juz
, czy jeszcze nie bo w sumie dalej nic mnie tak nie bolalo, a czasmi wszystko
robilo sie bardzo nieregularne facet sie dopytywal czy ma isc spac , bo w nocy
bedziemy jechac , czy moze sobie wino odpalic. No i zwazywszy na to , ze nie
skrecalo mnie z bolu i siedzialam sobie na necie to faktycznie nastawilismy
sie , ze podjedziemy do szpitala rano na 9ta.
No i w pewnym momencie dotarlo do mnie , ze chyba rodze bo za czesto biegam do
kibla. O polnocy znienacka tak mnie zgielo i to odrazu co
3-4 min, ze lekko sie przestraszylam, ze nie zdazymy do szpitala. 15 min
ponziej bylismy juz w samochodzie i tam zaczal sie moj horror, bo faktycznie
zaczelam miec potezne i bolsne skurcze z przerwami max 3 min. a do szpitala
30km. Nie moglismy jechac za szybko, bo bylo zajebiscie slisko, wiec ja
sapalam z bolu, i tylko wiedzialam jak moj
man na mnie zerka z boku , na szczescie nic nie mowil tylko jechal. Moze
dlatego , ze jak jeszcze dobrze nie ruszylismy jak juz na niego warknelam
''jedz kurwa szybciej''. No i pozniej jak juz dojezdzalismy do szpitala , a
zatrzymaly nas swiatla to ryczalam do niego , zeby jechal (w koncu byl srodek
nocy i ulice puste) najwyzej zaplacimy mandat.
Na izbie przyjec dotarlismy punkt 0100, podlaczono mnie pod ktg, zwijalam sie
z bolu co 2-3 min i jedyne o czym marzylam to by stanac na czworakach. Lezenie
na plecach niezbyt mi sie podobalo. No ale ktg wykazywalo linie prosta i jak
sie dowiedzialam od pani - to prosze nie przesadzac, skurczy to pani chyba nie
ma za mocnych , bo aparat nic nie wykazuje. I musi pani polezec pol godziny
pod ktg , bo nie ma co wczesniej dzwonic po lekarza. A ja , ze ja chce do
kibla i z checia sie porzygam. Ale nie bylo tak latwo, najpierw trzeba bylo
wypelnic ankiete i 100 tys pytan. Moj luby siedzial za drzwiami , a ja sie
zwijalam z bolu, a pani radosnie wolno stulkala w przedptopowa maszyne do
pisania wszystkie potrzebne jej dane. Przy okazji dowiedzialam sie , ze nie
jestem piewrwsza, ktora probuje ja
sciemniac , ze ja boli i ma skurcze, by przyspieszyc akcje , ale papiery
wazniejsze. Pani pisala, ja sapalam i myslalam czy by tego cholernego ktg nie
zrzucic na podloge. Bo linia byla prawie idealnie prosta.
W koncu po pol godzinie pojawil sie lekarz, ktory spojrzal na mnie , na ktg i
zapytal sie babki po co do niego dzwonila? Ale zrobil mi usg , ja w miedzy
czasie z 4 razy polecialam do kibla, bo parcie na odbyt mialam nieziemskie, no
i w koncu zaprosili mnie na fotel. A tam suprise 6 cm rozwarcia. Lekarz
stwierdzil , ze nigdy czegos takiego nie widzial, bo linia prosta, ja mowie ze
mie boli, ale jakos tak malo przekonowujaca podobno brzmialam. Po badaniu
zaczal sie galop.
Pani chcelewatywe? Jasne , mam to w dupie i tak latam co chwila do kibla.
Zrobili mi lewatywe , a ja sie porzygalam, co bylo ciekawym doswiadczeniem, by
trafic do kibla raz z paszczy, a raz z 4 liter. Przebralam sie i kazano nam
dreptac pietro wyzej na porod. Dreptalismy powoli bo skurcze mi przeszkadzaly.
dotarlismy na porodowke 0150 gdzie obudzilismy nastepna pania, nie byla zbyt
szczesliwa i pierwsze co zrobila to podpiela mnie pod ktg. Noz kurde,
dowiedzialam sie , ze mam tak dramatycznie nie zwijac sie z bolu, bo ona musi
miec wykres z ktg i to niczego nie przyspieszy. Na szczescie za chwile
pojawila sie kobieta aniol, ktora przejala porod, a tamta poszla spac dalej. I
dowiedzialam sie , ze zaraz mnie zdejma z lozka i skocze sobie pod przysznic
zlagodzic bole. No tak tylko jak
wsadzila we mnie palce, to okazalo sie ze juz mam 8 cm rozwarcia i '' sorry
kotku , ale ty juz nigdzie nie pojdziesz''. I potem zaczela sie jazda,
zeskakiwalam z lozka i parlam w kucki, wracalam na lozko i parlam na lozku.
W sumie 2 faza trwala 55 minut , powinna sie skonczyc szybciej ale niestety
maly mi utknal w kanale rodnym, okazalo sie , ze jestem strasznie waska (w
zyciu bym tego o sobie nie powiedziala

))))), ale w koncu zostalam nacieta ,
maly byl raz oplatany pepowina i w koncu go wyplulam 2 h po wejsciu na
porodowke.Tata przecial pepowine i bylo po wszytkim. 3 szwy i zycie stalo sie
prostsze. Czyli porod ekspresowy jak na pierwszy raz , bo od 2330 do 0355.
Smiali sie z mojego faceta , ze nie odezwal sie ani slowem podczas porodu,
poza haslem chcesz wody? No ale jak mi wyjasnil pozniej, mial lekkie obawy ,
''ze go zjebie jak psa''. Nie krzyczalam, przeklelam tylko pare razy i patrzac
z perspektywy czasu nie bylo tak zle, aczkolwiek jak to okreslil moj facet
wygladalam na zajebiscie wkurzona.
3 h po porodze poszlam pod prysznic, mielismy wlasny pokoj , w ktorym bylismy
w trojke wiekszosc czasu. A w niedziele ucieklismy do domu. Gdzie popadlam w
depresje poporodowa i bezsennosc na 3 dni, no ale juz mi przeszlo.
Maly jest zajebisty, ja dalej panikuje, facet jest oaza spokoju i jakos powoli
sie docieramy do siebie.
I to tyle.