kalosze2
16.07.08, 15:36
Chciałam zapytać, co o tym sądzicie. Otóż wysłałam 9-latka na kolonię,
pierwszy raz. Nie do końca był pewien, czy chce, miał pewne obawy jak to
zwykle bywa. zanim go wsadziłam w autokar, dałam mu instrukcje typu: majtki,
skarpety co dzień zmieniaj, brudy chowaj do worka, myj zęby, ręczniki
rozwieszaj, żeby wyschły, itp. Oprócz tego jeszcze: słuchaj opiekunów, dbaj o
swoje bezpieczeństwo i innych, nie przejmuj się tym, jak ci coś zginie lub
zniszczy- trudno się mówi, jak ci komórka wpadnie do rzeki, nie skacz za nią,
jak ktoś ci będzie chciał coś odebrać i zagrozi ci- oddaj, nie ryzykuj, to
tylko rzeczy nabyte. nie podskakuj starszym chłopakom, baw się zgodnie z
dziećmi, nie wchodź w konflikty...etc.
Przyjaciółka moja wysłuchała mojej relacji z okrągłymi oczami i powiedziała
mi, że to straszenie, niepotrzebnie stwarzanie poczucia zagrożenia. Miała
rację? Sądziłam, że lepiej poruszyć na spokojnie takie sprawy, żeby syn w
nieoczekiwanych momentach miał jakąś pomoc, podpowiedź. Dziś mam wyrzuty
sumienia, że zachowałam się jak moja matka, która całe dzieciństwo ostrzegała
mnie: nie idź do wody, bo się utopisz.