mrrr
12.10.03, 12:08
Ech...wczoraj spotkałam się z przyjaciółmi. Byłam zarówno jedyną samotną jak
i jedyną dzieciatą w towarzystwie. W ktoryms momencie zeszło na wychowywanie
dzieci, na metody opisane przez Mazlish i Faber w słynnej serii
ksiązek : "Jak mowic , zeby dzieci słuchały, jak słuchać,zeby do nas
mowiły", "Wyzwoleni rodzice, wyzwolone dzieci" etc.
Nie umiałam przekazać sensu tych metod. MOich przyjaciół rozbawiła ich
sztuczność. Ze gotowymi formułkami komunikuje się dzieciom,jakie reguły
panują w domu i społeczenstwie bez dawania im poczucia, ze ktos im rozkazuje.
Nie potrafiłam wytłumaczyc, dlaczego to dla mnie takie wazne, dlaczego
uciekam do ksiązek zamiast intuicyjnie i NATURALNIE rozmawiac z dzieckiem i
je wychowywac. Chyba sie wstydzilam, zostawilam temat wsrod, rzeczywiscie
dowcipnych, wariacji na temat tego typu komunikatów (np"mleko chowamy do
lodowki" a nie"schowaj mleko do lodowki"; "nie lubie, jak ktos rusza moje
buty" " zamist: " nie ruszaj moich butow" etc) .
Ja oczywiscie wiem, ze to moze brzmiec sztucznie. szczegolnie na poczatku.
ale roznica jest dla mnie wybawieniem. jak uzyję metody, dziecko mnie
poslucha, po jednym , dwoch powtorzeniach. powie : acha, rzeczywiscie",
albo: " dobrze, to juz to robię", albo" przepraszam, rzeczywiscie" z
usmiechem- i poslucha. ma 3 lata.
jak nie uzyję tylko powiem - nie rob tego, rob to, etc. to nie slucha od
razu. powtarzam, powtarzam, ja sie denerwuje coraz bardziej, bo, np sie
spieszymy, a on odmawia ubierania do wyjscia, ucieka gdy chce mu pomoc.
jestem sama i nie wynioslam z domu wzorcow, ktore pozwolą mi poradzic sobie w
akiej sytuacji bez jakiejs skutecznej METODY komunikacji. Po porstu w ktoryms
momencie, sfrustrowana, wsciekla, spozniona, wkurzona na maxa zacznę
wrzeszczec strasznie ,nastepnym etapem będą slowa niecenzuralne, potem rzuce
w nigo butem, potem, w nerwach dam mu klapsa. On w histerii, ja w histerii,
wyjscie pol godzin pozniej.
Jestm i przykro, ze nie umialam o tym opowiedziec swoim przyjaciolom,
ktorych cenie i przez ktorych chcialabm byc zrozumiana. ale sie wstydzilam.
Oni wszyscy sa parami, maja rodziny, ktore im beda pomagac, jak juz urodza im
sie dzieci, maja pieniadze na nianie, masaze, i kazde inne relaksowanie i
doladowywanie sie gdzie indziej, gdy opieka nad ukochanym dzieckiem troche
zmeczy. Ja jestem sama z dzieckiem, ledwo wiaze koniec z koncem, jesli zdam
sie na swoje naturalne sposoby komunikacji, tobedzie katastrofa. dlaczego
jest smieszne, ze ucze sie cudzych metod, skoro moje sa nieskuteczne i
szkodliwe dla dziecka? dlaczego skoro znalazlam sobie metode radzenia sobie z
gniewem i wyrazania go w sposob ktory nie budzi moich wyrzutow sumienia, ze
krzywdzi trzylatka, i powiesilam sobie sciagawke na kuchennej szawce, zeby
miec to przed oczyma,to gorzej, niz gdybym w totalnej frustracji sworzyla mu
dom w ktorym rzadzi przemoc? A moje wzorce są wlasnie takie?
Tylko jak powiedziec o tym pzyjaciolom, ktorzy nie maja ani takich
doswiadczen, ani wlasnych dzieci, ani nawet perspektywy, ze moga nie miec
gdzie znalesc neutralnego ujscia gniewu, jesli taki nimi zatrzesie i bedam
ieli ochote wyladowac na dziecku. Tacy ludzi, to oczywiste, o wiele czesciej
z humorem rozladuja sytuacje konfliktowe w swoim domu CALKIEM NATURALNIE. A
ja musialam sie tego humoru nauczyc. i teraz mi idzie, synek sie smieje, ja
sie smieje, sytuacja uratowana. Co z tego, ze to sztuczne sformulowanie?
nauczylam sie go, przestalo byc sztuczne. Pomaga mi i mojemu dziecku.
Czy naprawde to takie smieszne? czy jstem pokręcona "psychologiczną' mamusia?
Jestem pokręcona mamusia, ale dzieki takim metodom sie odkrecam.
Tak mnie frustruje, ze nie umialam tego przekazac ludziom, ktorych lubie,
szanuje i chcialabym byc przez nich zrozumiana.