Dodaj do ulubionych

wymuszone przeprosiny

24.11.08, 23:12
Taki mam problem wychowawczy: starszej córce ( 3l i 3m-ce) zdarza się często
przylać młodszej siostrze. Dziś właśnie obserwowałam taką sytuację, uderzyła
ją ze złością, po głowie, twardą lalką. Zwróciłam jej ostro uwagę, okazałam
swoją dezaprobatę dla takiego zachowania...no ale formalnie kary jej jakiejś
dodatkowej nie dałam w tym momencie. Zdarzyło się jednak tak, że właśnie
szykowałam jej słodką przekąskę, więc jak ona po chwili od tego zdarzenia
zapytała czy może już to dostać- to odpowiedziałam, że nie i wyjaśniłam, że
słodycze to nagroda za dobre zachowanie, a że była niegrzeczna- nie należą
się. No to ona...szybciutko podeszła do małej, objęła ją, ucałowała, gorąco
przeprosiła, tłumacząc, że nie chciała jej zbić i do mnie przybiegła z
relację:" Mamo przeprosiłam siostrę! Ja nie chciałam jej zbić!" No i zaraz: "
Dostanę słodycze? Przecież przeprosiłam!" Dałybyście? To tylko przykład
zachowania...bo właśnie często przeprasza, mnie albo siostrę, ale nie z żalu
że coś złego zrobiła...tylko z obawy przed karą. Mieszane mam uczucia, jak się
wtedy zachować...w końcu dobrze że przeprasza, tylko czy to szczere, a może i
szczere choć te pobudki nie całkiem szlachetnesmile No i jak wy byście się
zachowały w takich sytuacjach? Karać czy uwzględniać przeprosiny nawet takie
jakby wymuszone?smile
Obserwuj wątek
    • mathiola Re: wymuszone przeprosiny 24.11.08, 23:21
      dałabym bo nie było wcześniej sygnału że złe zachowanie skutkuje
      niedostaniem deseru.
      Gdybyś ostrzegła... ale nie ostrzegłaś. Ona nie wiedziała czego się
      spodziewać.
      Piszę nieskładnie bo nie mam klawiszy
      • osa551 Re: wymuszone przeprosiny 24.11.08, 23:36
        mathiola to może mi pomożesz. Poszłam w sobotę z córką do stomatologa, uciekła z
        fotela w połowie roboty, dostała ataku histerii bo już wiedziała, że nie
        dostanie 3 punktów, zwaliła ręką narzędzia z szafki (przez nieuwagę w histerii a
        nie specjalnie), po wyjściu z gabinetu pobiła mnie pięściami i opluła.

        Dla wyjaśnienia. Do gabinetu stomatologicznego jest przyzwyczajona, lekarz był
        miły i jej znany, o wizycie była uprzedzona już tydzień wcześniej, miała dostać
        3 punkty, pobiła mnie i opluła pierwszy raz w życiu (ma 6 lat), nie krzyczałam
        nie ciągnęłam jej i nie popychałam (wyniosłam ją z gabinetu i puściłam pod
        drzwiami). Krzyczała, że jej nie kocham.

        Za pobicie i oplucie mamy zostało jej zabrane dvd i filmy z bajkami, za
        stomatologa nie poniosła żadnej kary (nie zarobiła 3 punktów), dopóki nie będzie
        miała plomby nie dostanie słodyczy (to nie kara - po prostu będzie ją boleć bo
        ma rozgrzebanego zęba). Wieczorem postanowiłam odbyć z nią rozmowę na temat tego
        co się stało bo ewidentnie nie poradziła sobie z emocjami. Usłyszałam, że
        powinnam się cieszyć, że nie zdemolowała całego gabinetu. Co robić droga redakcjo?
        • mamiliuli Re: wymuszone przeprosiny 25.11.08, 06:11
          a czy w zachowaniu lekarza - a może kogoś kto był przed Wami
          wcześnije w gabinecie (?) - nie pojawiło się coś nowego? Bo to co
          opisujesz wygląda na atak strachu (czy rozładowania stresu?)... Też
          mam 6-latkę i na sytuacje nowe (nawet w "starym"/znanym) otoczeniu
          reaguje bardzo mocno... Pytałaś jej może czego się tak przestraszyła?

          Dentystka mojej 8-letniej siosrzenicy poradziła jej mamie po
          podobnym ataku histerii żeby lepiej poświęcić ząb (nie był stały)
          niż trwale zniechęcić dziecko do stomatologa - może coś w tym jest?

          niezależnie do rozwoju sytuacji - życzę Ci (i sobie również) dużo
          dystansu do wyczynów 6-latek wink
          • osa551 Re: wymuszone przeprosiny 25.11.08, 13:18
            W zachowaniu stomatologa nie było nic nadzwyczajnego. Zachowywał się tak samo
            jak 2 miesiące temu, kiedy robił jej pierwszą plombę. Chodzi do niego od 3 lat
            co pół roku na przeglądy.

            Jestem pewna tego co mówię, znam to z życia bo moja mama była stomatologiem, w
            dodatku przyjmowała również dzieci i to dzieci trudne, opóźnione w rozwoju, z
            trisomią, nadpobudliwe, z porażeniem mózgowym etc. Wiem co dziecko potrafi
            zrobić u dentysty i nic mnie nie zszokuje.

            Myślę, że problem pojawił się, kiedy po pół godziny proszenia, namawiania i prób
            wyjęcia lekarstwa i zaplombowania zęba odpuściliśmy sobie i córka zorientowała
            się, że to koniec, nie ma już proszenia wychodzimy z gabinetu - ona nie zarabia
            3 punktów. Problem jest taki, że poszłam jakieś 3 miesiące temu do stomatologa z
            tym zębem, bo ją bolał jak jadła słodycze, miała rozborowany i założone w 2
            zębach lekarstwo. 2 miesiące temu w pierwszym zębie założyli jej plombę a drugi
            miał być robiony właśnie w sobotę. Teraz ma rozgrzebanego zęba i czekam
            cierpliwie aż ją zacznie boleć, żeby sama poprosiła o wizytę u stomatologa, bo
            nie zamierzam jej trzymać przemocą na fotelu.

            Powiedziała, że boi się bólu, bo tym razem ją zabolało przy zdejmowaniu
            lekarstwa. Niestety wiem, że podanie znieczulenia będzie ją bardziej bolało niż
            plombowanie więc odpada - rozmawiałam o tym z lekarzem. Nie zgodzę się też na
            leczenie w narkozie - bo to nie jest moim zdaniem rozwiązanie. Już kiedyś
            zgodziłam się na podanie jej Dromicum jak miała 2 lata i skutek był odwrotny od
            zamierzonego, więc tym tez jej nie dam faszerować, musi po prostu na własnej
            skórze odczuć konsekwencje nie-leczenia zębów, czyli ból zęba. Innego wyjścia
            nie ma.
            • clas_sic osa 25.11.08, 20:22
              a co to za 3 punkty, których nie zarobiła córka?
              • osa551 Re: osa 26.11.08, 11:49
                Córka zbiera na tablicy magnesowej punkty za różne rzeczy. Np. za pomaganie
                (sprzątanie swojego pokoju-zabawki), za grzeczność, etc. Normalnie dostaje jeden
                punkt za "coś" średnio raz na dwa dni.

                Zwykle za 10 punków dostaje jakieś rzeczy, które sobie zażyczy, ale tym razem
                zażyczyła sobie coś co naprawdę bardzo chce mieć ale jednocześnie jest to dosyć
                droga rzecz i normalnie dostałaby to na gwiazdkę i powiedzieliśmy jej, że
                dostanie to za 30 punków. Ona dzięki temu świetnie się nauczyła liczyć i wie ile
                jej brakuje. Stomatolog był za 3 punkty, więc 10% "budżetu".
            • jola_ep Re: stomatolog 29.11.08, 09:46
              Mam trochę doświadczenia ze stomatologami. O ile córa chodzi bez większego
              problemu, to mój syn...
              Ale mam nadzieję, że wyszliśmy na prostą smile (ma już 9 lat)
              W każdym razie przeszliśmy dwa kryzysy: w wieku 3,5 lat i w wieku około 6 lat.
              Po pierwszym kryzysie udało mi się go przekonać do dentysty, chodził chętnie. W
              wieku 6 lat mieliśmy dość podobną sytuację. Co prawda gabinetu nie zdemolował,
              ale ryk i wrzask. A potem samo włączenie wiertła go bolało (widziałam, że
              stomatolog nawet jeszcze do zęba nie dotknęła).

              Cóż. Uznałam, że reakcja dziecka jest autentyczna. Boi się, a moim zdaniem jest
              mu pomóc pokonać ten lęk.

              > czekam
              > cierpliwie aż ją zacznie boleć, żeby sama poprosiła o wizytę u stomatologa

              Może zamiast cierpliwie czekać - porozmawiać?
              Pomaga jak myśli zapisuje się na kartce papieru. Taka burza mózgów smile
              Zapiszcie dlaczego się boi dentysty, a także propozycje co zrobić, aby udało się
              zaleczyć zęba.

              Ważne jest, aby dojść przyczyn zachowania dziecka. Czego najbardziej się boi?
              Ból? Odgłos wiercenia? Co można zrobić, aby temu przeciwdziałać? Propozycje mogą
              być kosmiczne i nierealne. Potem powykreśla się te najmniej sensowne i pozostaną
              tylko najlepsze smile

              Nagrody też można tu wpisać.

              Ale bardzo ważne: jeśli dziecko się boi, to najpierw trzeba obniżyć poziom lęku.
              Nagroda w takiej sytuacji tylko wzmacnia rozterki dziecka: tak bardzo się boje,
              ale tak bardzo pragnę nagrody...
              Może nie wciągaj dentysty w system punktów. Obiecaj jej jakąś nagrodę, a nawet
              jak się nie uda to i tak np. wybierzcie się razem na lody. A nagroda poczeka smile
              Bo w końcu na pewno się uda.

              > Niestety wiem, że podanie znieczulenia będzie ją bardziej bolało

              Mogę się dowiedzieć na jakiej podstawie tak sądzisz?
              Wyrywałam stałego zęba (dodatkowego) u syna w środku "dentofobii". Oczywiście z
              znieczuleniem. Miał wtedy 7 lat. Córa miała przecinane wędzidełko w podobnym
              wieku - też ze znieczuleniem. Czyżby pomogło doświadczenie sprawdzonego
              chirurga-stomatologa? (byli u różnych).

              1. Opowiada się dziecku, jak działa znieczulenie (będzie czuł się drewniany jak
              Pionokio itp.)

              2. Przystępuje się do znieczulenia opowiadając o tym, co się robi dziecku: córa
              dowiedziała się, że będzie miała malinowe znieczulenie, syn miał znieczulenie
              "bałwankiem" - czyli kulkami z waty nasączonymi substancją znieczulającą

              3. Teraz sedno - czyli zastrzyk. Zagadując dziecko (bajerując) robi mu się
              zastrzyk tak, aby tego nie zauważyło. Unika się przy tym słów: zastrzyk,
              strzykawka, igła itp.

              U mnie zadziałało nawet w przypadku córy, która panicznie bała się zastrzyków.

              > skórze odczuć konsekwencje nie-leczenia zębów, czyli ból zęba.

              Nieprawda. Musi nauczyć się, że do dentysty można chodzić bez stresu. Bo można -
              ja np. mogę chodzić smile Moje dzieci też. Choć starsza domaga się leczenia metodą
              bezwiertłową (abrazja powietrzna, drogo, ale dobrze) A z młodszym jeżdżę przez
              pół miasta, bo mu się właśnie ten pan dentysta spodobał wink

              Pozdrawiam
              Jola
              • nangaparbat3 Re: stomatolog 29.11.08, 12:08
                >>A potem samo włączenie wiertła go bolało (widziałam, że
                >>stomatolog nawet jeszcze do zęba nie dotknęła).

                >>Cóż. Uznałam, że reakcja dziecka jest autentyczna.

                Mnie tez samo wlaczenie wiertla boli, a nawet dźwiek przypominajacy jedynie
                właczone wiertło. Boli. Słowo smile
        • mathiola Re: wymuszone przeprosiny 25.11.08, 21:43

          Co robić droga redakc
          > jo?

          a dlaczego ty mnie o to pytasz?
          smile
          • naatka no i dlaczego w moim wątku?:P 25.11.08, 22:07
            mathiola napisała:


            > a dlaczego ty mnie o to pytasz?
            > smile

          • osa551 Re: wymuszone przeprosiny 26.11.08, 11:50
            Bo zwykle miewasz podobne problemy do mnie smile
    • mijaczek Re: wymuszone przeprosiny 24.11.08, 23:40
      przeca jej powiedzialas co ma zrobic, zeby dostac slodycz...
      tak jest jak sie traktuje slodycze jako nagrody....
      • naatka Re: wymuszone przeprosiny 24.11.08, 23:47
        > przeca jej powiedzialas co ma zrobic, zeby dostac slodycz...
        tak jest jak sie traktuje slodycze jako nagrody....<<

        To lepiej traktować słodycze na równi z innymi posiłkami i może jeszcze dawać
        jej prawo wyboru: zjesz zupę czy ciastko? Moja najczęściej wybrała by ciastko...
        • gacusia1 Re: wymuszone przeprosiny 25.11.08, 00:43
          Slodycz nie jest ani nagroda ani "zwyklym" posilkiem wiec wybor nie
          wchodzi w gre.
          Slodycz jest "rarytasem",ktory sie je gdy jest na to odpowiedni
          czas, np. po obiedzie. Slodycz nie jest tez "marchewka" (zacheta do
          zrobienia czegos).
          Slodycz to po prostu slodycz i juz .-)
      • madame_edith Re: wymuszone przeprosiny 25.11.08, 13:25
        A to by coś zmieniło w tej sytuacji, gdyby nagroda była zupełnie inna (np.
        bajka) i dziecko przeprosiło po to, by ją dostać? Bo nie wiem co ma piernik do
        wiatraka.
    • soemi Re: wymuszone przeprosiny 25.11.08, 13:41
      Też mam dylemat w kwestii przeprosin wymuszanych. nigdy nie mówiłam do dziecka
      "przeproś". jak coś nawywyjała to brałam ją na bok, nawet w gościach, i chwilą
      rozmowy starałam się sprowadzić jej zachowanie to przeproszenia ofiary. głównie
      chodziło mi o to by przeprosiny nie były wymuszone i nie nagradzałam jej za
      przeproszenie.
      może twoja córa próbuje zwrócić waszą uwagę na siebie tj narozrabia, przeprosi i
      wtedy jest ok bo ty się włączasz do akcji a potem może uda się dostać nagrodę.
      nie poczuj się urażona ale może faworyzujecie młodszą, więc starsza odreagowuje
      na niej przez co również zwraca waszą uwagę. jeśli stosujecie kary cielesne to
      starsza też będzie podnosić rękę na młodszą. niestety ale wszystko się zazębia.
      uważam, że o karze dziecko powinno być uprzedzone tzn porozmawiaj ze starszą,
      zapytaj dlaczego bije po czym wyjaśnij, że takie zachowanie będzie karane, ale
      jednocześnie nie daj starszej odczuć że żywisz większą sympatię do młodszej gdy
      starsza coś przeskrobie i jest ukarana.
      a w opisanej sytuacji starsza przeprosiła bo wiedziała, że dostanie słodycz
      czyli zrobiła coś dla dobra materialnego. przeprosiny powinny wyjść samoistnie
      od dziecka, a następstwem nie powinna być przyjemność za przeproszenie. tak
      sobie myślę, a w rzeczywistości to się niedługo okaże smile
    • burza4 Re: wymuszone przeprosiny 25.11.08, 19:38
      cóż, ja bym nie dała deseru, a naświetliła hipokryzję tego typu
      poczynań.

      tu raczej nie ma mowy o wymuszonych przeprosinach, były to raczej
      przeprosiny z wyrachowania. Cóż, ja nie lubię zagrywek pod
      publiczkę, co z tego że gładko przeprosi kiedy mama patrzy, jak
      zaraz z lubością gwizdnie siostrę znowu?

      poza wszystkim - dziecko musi zrozumieć, że przeprosiny nie zawsze
      załatwiają sprawę, nie wszystko da się wytrzeć gumką-myszką.
    • clas_sic Re: wymuszone przeprosiny 25.11.08, 20:24
      moim zdaniem córka zachowała się sprytnie - powiedziałaś co trzeba zrobić by
      dostać słodycze, więc to zrobiła smile Poza tym zgadzam się ze stwierdzeniem, że
      nie fair jest nazywanie słodyczy po zaistniałym fakcie nagrodą za dobre sprawowanie.
    • bri Re: wymuszone przeprosiny 26.11.08, 12:09
      Dałabym, bo nie określiłaś przedtem jasno warunków.

      Ja za przeprosiny kary nie anuluję, ale kara jest zwykle
      zapowiedziana w szczegółach: np. jeśli jeszcze raz wylejesz do wanny
      pół butelki płynu to nie będzie słuchania ani oglądania żadnych
      bajek przed snem. Po czymś takim, nawet jeśli przeprasza to ma karę.
    • rotera Re: wymuszone przeprosiny 26.11.08, 12:26
      czy dałabym?
      zależy od wielu czynników, od stopnia 'lania' od stopnia mojego
      zmęczenia itp, bo gdybym wiedziała, że 'lament' będzie pół godzinny
      a ja nie mam w danym momencie siły i po zakazie, w trakcie lamentu
      ustąpiłabym to wtedy NIE karałabym, ale gdybym nie była padnięta i
      miała siłe na dalsze perypetie to TAK

      starszy syn już wie, że nie wystarczy przeprosić, przećwiczyłam
      kilka lamentów i teraz nawet nie dyskutuje, czasem nawet nie zapyta
      młodszy zaczyna kumać, jednak ze mną nie dyskutuje, a złość za kare
      przeleje na starszego brata i poprawi mu jeszcze mocniej, naprawde
      trzeba mieć dużo siły żeby go odciągać (ku mojemu zdziwieniu ma dużo
      więcej siły niż starszy)

      no i sytuacja odwrotna u mnie młodszy leje starszego za byle co, z
      nudów też, więc niestety mówie bić nie wolno, ale starszemu tłumacze
      że ma się bronić, bo dobrowolnie jest workiem treningowym
      teraz już krzyczy 'nie wolno bić, jak mnie zbijesz to ci oddam',
      faktycznie mówi mu to, ucieka na fotele, a na końcu mu oddaje

      pierwsza mina młodszego 'bezcenne zdziwienie'
    • dee.angel Re: wymuszone przeprosiny 26.11.08, 13:15
      Tez mi kiedys zalezalo, zeby moje dzieci sie przepraszaly po nawalankach. Ale
      zdalam sobie sprawe, ze to nie ma nic wspolnego z prawdziwym zalowaniem tego co
      zrobily, tylko z checia zadowolenia mnie i ewentualnym uniknieciem kary.
      Zmienilam wiec taktyke - wiedza, ze nalezy przeprosic, ale wiedza co to tak
      naprawde oznacza (mam nadzieje, ze teraz juz wiedza) - ze naprawde sie zaluje
      tego czynu. Nie jest to jednoznaczne z anulacja kary, jezeli byla ona ustalona
      wczesniej.

      Sposob na karanie podsunely mi panie w przedszkolu. Kiedy widze, ze zaczynaja
      sie poszturchiwac lub klocic ostrzegam, ze jak sie nie uspokoja (nie wnikajac
      kto zaczal) to bedzie kara. Potem mowie, ze licze do 3 (daje im tym samym wybor,
      ze moga przestac w tym momencie i uniknac tej kary). Jezeli to nie pomoze to
      jestem konsekwentna i kara jest. Nie daje kar z zaskoczenia.
    • fajka7 Re: wymuszone przeprosiny 27.11.08, 16:56
      Ja nie widze problemu w zastosowaniu kary spontanicznie i odebranie
      czegos co mialo nastapic.
      To nie jest tak, ze o karze dziecko musi byc zawsze uprzedzone, bo
      po prostu nie zawsze rodzic jest w stanie przewidziec co dziecko
      przeskrobie. Dlatego normalne jest, ze kare ustala sie nie tylko
      ostrzegajac dziecko, gdy cos sie zaczyna dziac, ale rowniez po
      zdarzeniu i rodzic moze ja sobie przemyslec, i odebrac jedna z
      uciech, ktore mialy nastapic, moze byc to deser. Pewne jest tylko
      to, ze nie powinno sie nad kara zbyt dlugo zastanawiac i odkladac
      jej w czasie w przypadku malych dzieci.

      A w tej sytuacji co innego zostalo skopane. Stworzylas zaleznosc
      miedzy anulowaniem kary a przeprosinami. I to byl blad.
      Nalezalo zazadac od dziecka przeprosin, bo sie naleza poszkodowanemu
      jak psu miska. I tego trzeba wymagac od dziecka - zrobiles zle,
      musisz przeprosic. Na ile dziecko to rozumie i sie poczuwa nie jest
      az tak wazne, to sa zabiegi, ktore naprawde zaprocentuja w
      przyszlosci. Nie ma sensu wymagac od dziecka, zeby w pelni rozumialo
      wine czyli wyobrazilo sobie jak to boli dostac lalka w leb.

      A kare utrzymac oczywiscie. Bo zrobiles zle, musisz poniesc kare.
      Niewazne czy przeprosiles czy nie, bo przeprosic i tak trzeba.
      Kare mozna zlagodzic pod wplywem roznych czynnikow, ale pozostac
      musi, bo chodzi o to, zeby nauczyc dziecko ponoszenia konsekwencji
      swoich dzialan. Pewne zachowania nieuchronnie skutkuja
      nieprzyjemnosciami, wiec jest gleboki sens w calkowitym ich
      zaniechaniu.
      A Twoje dziecko zachowalo sie prawidlowo - zgodnie z warunkami,
      ktore mu stworzylas smile
    • marina111 Re: wymuszone przeprosiny 29.11.08, 02:56
      Skaplikowane ale ja bym kazała jej zadośc uczynić. np. coś zrobić
      dla siostry. Powiedziec przepraszam jest łatwo a zadośc uczynić juz
      trudniej. wtedy nie bedzie zle robila bo przeprosiny nie beda takie
      łatwe
    • nangaparbat3 a musi sie karac? 29.11.08, 08:44
      Przypomniał mi sie taki film: małe dziecko (kolo roku) bawiło sie w nowym
      otoczeniu - co chwile spogladalo na mamę, czy aprobuje to co robi. Uważam, ze
      zdanie rodzicow jest dla dziecka tak ważne, ze wystarczy reprymenda (tez juz
      kara) i zadnych dodatkowych kar nie trzeba.
      Co wynika z karania? Ano hipokryzja - robimy cos lub nie robimy zeby otrzymac
      nagrodę/uniknąc kary, a nie z przekonania, ze cos jest dobre albo złe.
      Wymyślajac szczegolne jakies kary blokujemy uwewnętrznienie norm, i tyle.

      A historyjka o zarabianiu punktow po prostu mnie rozłozyła - czy tak wychowywane
      dziecko kiedykolwiek odczuje przyjemnosc z nauki, z pracy, z tego ze cos dobrego
      zrobilo? Za wszystko ma byc nagroda - dla mnie to po prostu chore.


      Co do dziewczynki, ktora uderzyla siostrę - zamiast karac proponuje wziac na
      kolana, przytulic i pogadac o tym, dlaczego walic nikogo nie wolno - co czuje
      ktoś kogo bijemy, jak mozna ich skrzywdzic, jak ona sama czulaby sie, gdyby ktos
      wiekszy od niej ja bil.
      • srebrnarybka Re: a musi sie karac? 29.11.08, 10:09
        Przypomniał mi sie taki film: małe dziecko (kolo roku) bawiło sie w
        nowym
        > otoczeniu - co chwile spogladalo na mamę, czy aprobuje to co robi.

        - to znaczy, że dziecko było chorobliwie i patologicznie uzależnione
        od matki i pozbawione wszelkiej samodzielności. Natychmiast
        oddałabym do żłobka, dla jego dobra. Znam ludzi dorosłych, mających
        rodziny, którzy też o wszystko pytają mamusi. Nie można takiego
        zachowania traktować jako prawidłowe.

        A historyjka o zarabianiu punktow po prostu mnie rozłozyła - czy tak
        wychowywan
        > e
        > dziecko kiedykolwiek odczuje przyjemnosc z nauki, z pracy, z tego
        ze cos dobreg
        > o
        > zrobilo? Za wszystko ma byc nagroda - dla mnie to po prostu chore.

        - jako dziecko chodziłam na eksperymentalną religię dla
        przedszkolaków, prowadzoną przez studentkę psychologii KUL (od razu
        to zaznaczam, jeżeli ktoś będzie mnie krytykował, że naukowo
        psychologia mówi inaczej). Nauczono nas, co to są dobre uczynki, że
        z dobrych uczynków cieszy się Pan Jezus, a złymi smuci. I za każdy
        dobry uczynek nasi rodzice (którzy współpracowali z tą katechetką)
        odkładali nam ziarenko chyba owsa, potem te ziarenka zostały
        zasadzone w doniczkach, przynieśliśmy je do kościoła i ofiarowaliśmy
        Panu Jezusowi. Jaka z tego była radość, że możemy tyle dobrych
        rzeczy ofiarować Panu Jezusowi. I na całe życie zostało mi
        przekonanie, że powinnością człowieka jest czynić dobro dla innych
        ludzi. Moje relacje z Panem Bogiem są różne, bo życie mi się nieraz
        pokręciło, ale zbieranie tych ziarenek nauczyło mnie raz na zawsze
        satysfakcji z dokonanego dobra, nie muszę go już nigdzie sadzić i
        nosic do kościoła, po prostu wiem, że każde dobro, które zdziałam w
        życiu, gdzieś w świecie zostaje, a czasem, a anwjdziwniejszych
        okolicznościach, do mnie wraca. Ale właściwie na to wracanie nie
        liczę, tylko robienie innym ludziom dobrze sprawia mi przyjemność.


        Co do dziewczynki, ktora uderzyla siostrę - zamiast karac proponuje
        wziac na
        > kolana, przytulic i pogadac o tym, dlaczego walic nikogo nie
        wolno - co czuje
        > ktoś kogo bijemy, jak mozna ich skrzywdzic, jak ona sama czulaby
        sie, gdyby kto
        > s
        > wiekszy od niej ja bil.

        - to jest jakaś metoda i powinno sie to zrobić, ale co, jeśli okaże
        się nieskuteczna, a tak może być? Matka ma obowiązek zapewnić
        bezpieczeństwo także młoszemu dziecku.
        • srebrnarybka Re: a musi sie karac? 29.11.08, 10:17
          Na tejże religii dla przeedszkolaków, gdy przygotowywano nas do I
          spowiedzi, czyli jak miałam nieco ponad 6 lat (to była
          eksperymentalna religia), nauczono nas, zgodnie zresztą z teologią,
          żę istnieją dwa rodzaje żalu za grzechy: żal dokonały, spowodowany
          tym, że grzechami obraziło się Pana Boga, i żal chyba niedoskonały,
          nie pamiętam nazwy, spowodowany strachem przed karą piekielną. Ten
          drugi był zdecydowanie gorszy, należało żałować tego, że się
          obraziło Pana Boga, czyli po prostu zawiniło i sam ten fakt powinien
          winowajcę napawać smutkiem. I 6latki były to w stanie pojąć. Myślę,
          że i normalnie inteligentne dziecko jest w stanie pojąć to, że sam
          fakt złego postępowania jest naganny i powinien sprawiać przykrość
          także winowajcy. Ale to pod warunkiem, że dziecko uczy się w ogóle
          norm moralnych i tego, że można coś robić źle. Nie musi to być
          związane z katechezą, chcoiaż uważam, że akurat te lekcje religii
          dużo mi dały (niestety poziom przeciętnych dzisiaj daleko od tego
          odbiega), ale doprawdy nie widzę, w czym perspektywa kary może
          przeszkodzić w wychowaniu moralnym.
        • nangaparbat3 Re: a musi sie karac? 29.11.08, 12:07
          > Przypomniał mi sie taki film: małe dziecko (kolo roku) bawiło sie w
          > nowym
          > > otoczeniu - co chwile spogladalo na mamę, czy aprobuje to co robi.
          >
          > - to znaczy, że dziecko było chorobliwie i patologicznie uzależnione
          > od matki i pozbawione wszelkiej samodzielności.


          Hola hola - mowimy o niespelna rocznym dziecku (to sie nazywa NIEMOWLĘ)
          eksplorujacym zupełnie nowy teren.


          Katecheza super, rozumiem że chodzi Ci o to, ze zupelnie czym innym jest
          zbieranie czegos, co mozna PODAROWAC jako dowód miłosci też chyba, a czym innym
          zbieranie punktow, za ktore SOBIE kupi sie zabawkę.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka