Oj ciężko się wracało, nawet miałam myśli samobójcze ( czyt. urlop
wychowawczy

, ale wróciłam, stwierdziłam, że jednak lubie swoją
robotę jak siedzę "tylko" normalne 8 godzin...
Wyjasnienie dla szczęśliwych na wychwawczym, coby sie na mnie nie
poobrażały - mamuśka całe zycie się nami zajmowała i siedziała w
domu i stała się strasznie dzika, paręnaście lat temu w ogóle
przestała odczuwać potrzeby towarzyskie-nigdzie nie ma chęci wyjść i
wierzcie mi, że to koszmar jest.Siedzi i narzeka.Nie da się pogadać
z nią normalnie.Nie wiem czy to geny, ale jak ja siedzę w domu
dłużej to też mnie taki marazm ogarnia i boję się, żeby mi się tak
nie porobiło.Dlatego chociaż z jednej strony żal, to z drugiej nie
widzę się w domu na stałe - dla dobra całej mojej trzyosobowej
rodziny.