Dodaj do ulubionych

jak sobie poradzić z kilkorgiem dzieci?

02.03.09, 22:56
Witam. Irytują mnie od dłuższego czasu wszelkiego typu porady dla
przyszłych mam dot. organizacji czasu, co, jak, kiedy z dzieckiem
robić jak się urodzi, że spac kiedy ono spi, odpoczywac itp.
wszystko fajnie -rady na pewno są przydatne ale dal kobiet które
czekają na pierwsze dziecko. Nigdzie natomiast nie natknęłam się
(chyba że kiepsko szukałam)na jakieś sprytne rady dla kobiet, które
maja więcej niż jedno dziecko. Ja mam np. troje: 7 lat, 5 lat i 0,5
roku i czasami chciałabym sie dowiedzieć jak np pogodzić w czasie
to że jedno chce na kolację płatki, drugie parówkę a akurat jest
pora na kąpiel malucha. Albo starsze chce wyjść na dwór więc trzeba
mu pomóc w ubieraniu, młodsze absolutnie nie chce ściszyć bajki w
telewizji, a najmłodsze przy piersi próbuje usnąć. To tylko
naprostrze przykłady, których są tysiące każdego dnia. Dlaczego nie
ma poradnika jak to wszystko ogarnać, kiedy doba ma tylko 24h. Czy
tylko ja mam takie odczucia że wszędzie faworyzowane sa
mamy "debiutantki". To jakis mylny pogląd że za nastepnym razem jest
łatwiej bo się wszystko wie-ttalna bzdura, czasami wie sie jeszcze
mniej niż za pierwszym razem. Może jakis rodzic kilkorga dzieci tez
ma ochotę sie poużalać. Zapraszam serdecznie. smile
Obserwuj wątek
    • mruwa9 a pouzalaj sie, pouzalaj 02.03.09, 23:07
      lacze sie w bolu. Norma, ze jedno z dzieci chce sie wyslac na
      Ksiezyc, drugie na antypody a trzecie sprzedac na Allegro. Jednakze
      7-latek to juz powinien umiec ubrac sie sam (moja 4-latka ubiera sie
      sama od prawie 2 lat, lacznie z kombinezonem zimowym i butami),
      pozwol mu na to. 5-latek tez moglby sie ubierac sam. Wykapac
      niemowle mozesz wczesniej lub pozniej, wyrzucic na stol platki i
      parowke to nie problem ) ja bardzo czesto mam sytuacje z cyklu- 5
      osob w domu- 4-5 dan obiadowych, bo rodzina wybredna i repertuar
      potraw lubianych przez wszystkich jest bardzo waziutki).Zreszta
      niemowle mozna kapac np. w porze dopoludniowej, gdy starszakow nie
      ma w domu, da sie.
      • paolka_82 do mrówy 03.03.09, 08:34
        Kochana -ja wiem że się da, problem w tym że ja mam takie zapędy
        pedantyczne-ze na dywanie ani okruszka , samochodziki na półce
        równiuteńko, a na blacie w kuchni nie może byc smugi. No a z trójką
        dzieci ciężko osiągnąć taki stan, biorąc pod uwage że do ogarnięcia
        120 m2. Moje dzieci owszem-ubieraja sie same ale jak je wypuszczam
        na podwórko w zime to musze sama sprawdzic jakość założenia czapki
        czy szalika. Natomiast z jednym zgodzic sie nie moge -jak kąpać
        dziecko przed południem? pora kąpieli to jest wieczór i nic tego nie
        zmieni. Ja załamana nie jestem-daję rade, mająć dwoje maluchów
        pracowałam w systemie zmianowym(dzień lub noc po 12h) dojeżdżając do
        tej pracy codziennie 100km , więc ja wiem że to sie wszystko da
        pogodzić ale denerwuja mnie poprostu te porady z mądrych książek bo
        one mają sie nijak do rzeczywistości. POzdrawiam
        • mruwa9 Re: do mrówy 03.03.09, 13:02
          1. wyrzuc popradniki, bo one ani zyciowe, ani przydatne,
          2. ustal priorytety, podziel prace i problemy na wzne i mniej wazne,
          oraz zupelnie niewazne. W czasach przeddzietnych codziennie mylam
          podlogi i pucowalam lazienke. Teraz, choc brudzi sie bardziej,
          poprzestaje na sprzataniu raz-dwa razy w tygodniu. Zyjemysmile
    • dorotakatarzyna Re: jak sobie poradzić z kilkorgiem dzieci? 02.03.09, 23:12
      Oj, świetnie cię rozumiem. Jak urodziła się najmłodsza, to jedno miało niecałe 7
      lat, a drugie 5,5. Wiem, co teraz przeżywasz. Chociaż ja miałam wrażenie, że
      daję sobie radę dużo lepiej, niż przy jednym pierwszym dziecku. Pamiętałam, że z
      pierwszym łaziłam w piżamie do południa, nie miałam czasu zjeść śniadania ani
      nic zrobić. Tylko niuniałam młodego smile A przy trzecim jakoś udawało mi się
      wyrobić ze wszystkim. Potrafiłam zimą iść z nimi na spacer, jedną ręką pchając
      wózek, a drugą ciągnąc dwie pary sanek... Hihi, Matka Polka wink
      Użalać się nie będę, bo to dawne czasy. Najmłodsza za parę dni kończy 6 lat.
      Dobrze jest. I tylko czasami ze zdziwieniem patrzę na matki jednego bobasa,
      które "nie dają rady". No jak to, skoro można poradzić sobie z trójką wink Kwestia
      wprawy po prostu.
    • jkl13 Re: jak sobie poradzić z kilkorgiem dzieci? 03.03.09, 08:39
      wejdź na forum rodzin wielodzietnych

      forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=16714

      ilekroć tam zerkam mam wrażenie, że ogarnięcie nawet dziesięciorga
      dzieci to pestka...
    • alabama8 Re: jak sobie poradzić z kilkorgiem dzieci? 03.03.09, 14:13
      Pozwól dzieciom na samodzielność.
      Wczoraj w sklepie widziałam kobitę z dwójką dzieci (9-10 lat)
      robiącą zakupy. Biegała z koszykiem, targała soczki, mleczka, potem
      sama wywalała wszystko na taśmę, potem sama pakowała graty do
      reklamówki, potem sama płaciła i sama wytargała siatę ze sklepu. A
      dzieciaki cały czas 5 cm od niej co chwila zawracały gitarę - mamo,
      a co to, a weźmiemy snikersy, a to, a śmo. A kobita cierpliwa, ale
      widocznie zmęczona, zchetana - ale wszystko sama.
      Te dzieciaki to były jak wyyysokie trzylatki, kręcące się wokół
      ogona. Mogła kazać jednemu wywalać zakupy na taśmę, a drugiemu
      pakować do 3 reklamówek, dzieciaki czułyby się dorosłe, ważne. Ale
      nie, sama, sama, sama ...
      I ty robisz to samo. Ubieranie siedmiolatka? Daj mu szansę żeby
      robił wszystko sam, sam pamiętał o rękawiczkach, czapce i szaliku, a
      jak zapomni to łapy może zmarzną ale następnym razem będzie
      pamiętać.
      I odpuść sobie wszystkie paprochy, lepiej zamieść pod dywan smile
      • paolka_82 Re: jak sobie poradzić z kilkorgiem dzieci? 04.03.09, 11:58
        No cóz, myślałam że odezwie sie ktos kto też czasami nie ogarnia
        tego cyrku w domu ale widzę że tu każda silnie zorganizowana i
        samowystarczalna-przepraszam jeśli kogoś uraziłam ale troche to czuć
        w tych wypowiedziach taką pozę: zobaczcie, a ja sobie radze
        koncertowo, wy nie? dziwne...
        • mruwa9 Re: jak sobie poradzić z kilkorgiem dzieci? 04.03.09, 12:06
          nie przesadzaj. przeciez nie jestesmy cyborgami. W ogolnym
          rozrachunku radzimy sobie calkiem niezle, choc bywaja chwile, ze mam
          ochote sie wyprowadzic, a dzieci sprzedac na allegro.
        • dorotakatarzyna Re: jak sobie poradzić z kilkorgiem dzieci? 04.03.09, 22:03
          paolka_82 napisała:

          > No cóz, myślałam że odezwie sie ktos kto też czasami nie ogarnia
          > tego cyrku w domu ale widzę że tu każda silnie zorganizowana i
          > samowystarczalna-przepraszam jeśli kogoś uraziłam ale troche to czuć
          > w tych wypowiedziach taką pozę: zobaczcie, a ja sobie radze
          > koncertowo, wy nie? dziwne...


          Nie urażając nikogo, ale po kolejnych postach wydajesz się taką "paniusią", dla
          której największym nieszczęściem jest okruszek na dywanie czy smuga na stole...
          Dla takich są poradniki typu "Perfekcyjna pani domu" niejakiej Anthei Turner, z
          których to wynika, że kobieta powinna przez cały dzień chodzić z mopem w jednej
          ręce, ściereczką w drugiej, i własnoręcznie zrobionym płynem do czyszczenia w
          trzeciej. A może po prostu chciałaś usłyszeć, jaka to jesteś dzielna, bo masz
          troje dzieci i porządek w domu? No to ja nie mam porządku. I po prostu się tym
          nie przejmuję. W moim poprzednim poście próbowałam ci powiedzieć, żebyś się nie
          przejmowała, bo dasz radę, bo nie jest źle z taką gromadą. Miało być trochę
          optymizmu, ale ty chyba nie tego potrzebujesz. Ciesz się, że masz te 120 metrów.
          My mieliśmy niecałe 50, dopiero od roku 88. Chyba jeszcze nie wiesz, co cię
          czeka, bo najmłodsze małe. Zobaczysz, jak zacznie chodzić. Nie, wcale nie było
          różowo. było okropnie, koszmarnie, wiele razy płakałam z bezsilności, wiele razy
          chciałam uciec z tego cyrku choćby pod most.
          Nie wiem, jak ty, ale ja byłam z tą trójką sama. Bo mąż pracował kilkaset
          kilometrów od domu, i pojawiał się tylko na weekendy. Koszmar zaczął się już
          podczas ciąży - była zagrożona, musiałam parę miesięcy leżeć, potem parę tygodni
          w szpitalu. Biedne starszaki cierpiały strasznie. Potem urodziło się najmłodsze.
          Po dwóch miesiącach zobaczyłam na twarzy średniej córki białe plamy. Z
          niemowlakiem na ręku pobiegłyśmy do dermatologa. Usłyszałam, że to bielactwo. Że
          na skutek stresu spowodowanego narodzinami malucha.
          Nawet do ginekologa chodziłam z dziećmi, bo nie miałam ich gdzie zostawić. Duże
          miasto, bez samochodu. Mama na drugim końcu miasta.
          Wiem, jak ciężko opanować obowiązki związane z trójką dzieci. Najgorsze stało
          się, jak malutka miała 14 miesięcy. Mąż w Warszawie, wróciłam z dziećmi do domu
          po męczącym dniu. Wykąpałam małą, wsadziłam duże do kąpieli, i poszłam robić
          małej kolację, bo była bardzo głodna. W tym momencie któreś duże mnie zawołało.
          Zobaczyłam tylko, jak mała stoi na ławie w kuchni, bo sięgała po jedzenie, i
          nagle leci głową na kafelki. Prześwietlenie, pęknięta czaszka, tydzień w szpitalu.
          Może jeszcze nie wiesz, jak to jest, kiedy jedno przynosi jakieś zarazki ze
          szkoły. Zaczyna chorować, potem drugie, potem trzecie, a jak trzecie skończy, to
          pierwsze zaczyna od początku.
          Albo prowadzanie do szkoły... Zerówczak, pierwszoklasista i niemowlę. Prowadzisz
          jedno na ósmą, drugie na dziewiątą, pierwsze odbierasz o 12, drugie o 13... Jak
          się ma do tego spanie malucha, jego posiłki, albo gdy jest chore? Albo wychodzę
          z domu z wózkiem, jedenaste piętro, a tu winda nieczynna...
          Albo takie przygotowanie do komunii - kilka razy w tygodniu w kościele,
          niezależnie od pogody, ciągnąc ze sobą wszystkie maluchy...
          Albo odrabianie lekcji... Kiedy jedno jest nadpobudliwe, nie może się
          skoncentrować, odrabia godzinami i trzeba cały czas przy nim siedzieć. Drugie
          też musi odrobić lekcje, a trzecie wrzeszczy na kolanach...
          To tylko parę takich drobnych historyjek z życia wziętych... Zapewniam cię, że
          okruszki na podłodze to pikuś w porównaniu z tym wszystkim.
          Aha, mam dwie przyjaciółki pedantki, u których dosłownie można jeść na podłodze.
          Jedna z nich ma czworo dzieci i psa na dodatek. Przez cały czas tylko sprzątają.
          Na okrągło. Żadna szklanka nie może postać w zlewie nawet paru minut, jak
          okruszek spadnie ze stołu, to od razu leci po miotłę... O nie, to nie dla mnie.
          Jedna mówi "oj, taka jestem zmęczona, do pierwszej w nocy myłam podłogi"... A ja
          na to "a ja do pierwszej w nocy czytałam książkę". Chyba w tym moim bałaganie
          czuję się szczęśliwsza smile
          • paolka_82 Re: do dorotakatarzyna 06.03.09, 11:15
            No i tu sie troszke mylisz, moja droga. Nie chcę sie tu licytować
            kto ma w życiu gorzej, ani kto sobie leiej radzi. Z tego co
            przeczytalam to faktycznie lekko nie miałaś ale dałaś rade i
            naprawde si ciesze.Mi tez wszystko z nieba ciurkiem nie spada,
            mieszkam na takiej prowincji, gdzie autobus jest raz dziennie i to
            zwykły PKS a nie niskopodłogowiec, więc wyprawa z wózkiem
            gdziekolwiek odpada. Prawa jazdy jeszcze nie mam, więc moja
            mobilnośc jest żadna póki co. Zostaje rower, wiec tak właśnie
            załatwiam wszystko co musze(zakupy, poczta, przychodnia-na USG tez
            jeździłam rowerem 5km w ósmym miesiącu). Przeszłam przez remont w
            domu z małymi dziecmi, gdzie przez pół roku miałam "kuchnie " w
            pokoju, a zmywałam w wannie. wiem co to znaczy nie po 40-50 godzin i
            to co kilka dni, wychodzic do pracy o 4 rano a wracać o 11
            wieczorem. Wierz mi nie tylko ciebie życie tak doświadczyło. Ja
            poprostu chciałam zainicjowac taki prosty wątek dla tych mam, które
            czasami maja tak dośc tego wszystkiego, że mają chęć rzucić to
            wszystko w diabły i uciec na Kostarykę. A jak człowiek przeczyta że
            inna tez ma czasem dośc, to jakos tak lepiej sie robi. Nie chodzi o
            to bynajmniej ze nieszczęście innych nas samych na duchu podnosi,
            ale o to że ktoś rozumie nas i nasza sytuacje .A co do sprzątania to
            owszem mam zapędy pedantyczne, ale tak mnie wychowano, że "w domu
            sie nie sprząta -w domu sie utrzymuje porządek" , wtedy łatwiej sie
            zorganizować. I bardzo prosze o nie "paniusiowanie" pozdrawiam
    • yula Re: jak sobie poradzić z kilkorgiem dzieci? 04.03.09, 14:25
      jesteś dzielna, ja mam 2-ke, a czasami mam wrażenie że w domu jest stado
      rozbrykanych pawianów smile i oczywiście jak jedno chce jedną bajke to drugie inne,
      broń boże spytać sie oboje co chcą na obiad bo każde wymyśli coś innego. Na
      szczęście nie musze gotować 3 różne dania codziennie. Wystarczy mi dieta
      bezmleczna starszego.
      • karolciaa23 Re: jak sobie poradzić z kilkorgiem dzieci? 04.03.09, 15:32
        ja mam dwie córki jedna ma 6 lat druga, 2 i wierz mi że czasem dadzą mi tak w
        kość, że uciekłabym na koniec świata i nie wróciła, no ale cóż jakoś trzeba
        dawać radę
        • yula Re: jak sobie poradzić z kilkorgiem dzieci? 04.03.09, 16:03
          Ja mam starszego syna 6-lat, ADHD + Asperger i córeczka 4-lata, niby zdrowa ale
          ma swoje za uszami, uparta, zaczepialska co ze zdrowym dzieckiem nie byłoby złe
          (w przedszkolu to gwiazda) to z aspołecznym aspi często kończy się bójkami na
          które oczywiście ja muszę reagować a często już po prostu nie mam sił.
    • mika_p Re: jak sobie poradzić z kilkorgiem dzieci? 04.03.09, 23:24
      Jeszcze można wprowadzić rządy terroru wink
      Decyzję o kolacji podejmujesz ty (płatki dziś bo łatwiej wyjąć, a jutro grzejemy
      parówki); jeśli chodzi o telewizor, to dajesz prostą alternatywe: albo ściszamy,
      albo wyłączamy. Na jęki "ale ja chcę" odpowieadasz "ale ja nie chcę i już".

      No, ale ja mam tylko dwójkę dzieci wink
      • do73 Re: jak sobie poradzić z kilkorgiem dzieci? 05.03.09, 01:03
        Popieram w 100%
        Ja mam czwórkę, w tym 3-letnie bliźniaki. jeśli miałabym każdemu przygotowywać
        inną kolację, to chyba zwariowałabym. Robię dla wszystkich to samo - jak któreś
        nie chce jeść, bo w ząbki kole, to idzie spać bez kolacji, chyba że samo sobie
        poradzi (starsze) i spróbuje jakoś dopasować sobie jedzenie do swoich upodobań.
        Kwestia ściszenia bądź nie telewizora przez dziecko w ogóle dla mnie nie
        istnieje. Jeśli jest taka potrzeba, to albo ścisza albo ja wyłączam i nie ma
        gadania.
        Problemy mam czasem z opanowaniem biegających i hałasujących trzylatków - ale i
        z tym można sobie poradzić.
        Natomiast totalną moją piętą achillesową jest prasowanie ton ubrań uncertain i
        utrzymanie jako takiego porządku w domu. Ale trzeba umieć sobie wybrać
        priorytety. Idealny porządek w domu jest u mnie gdzieś bliżej końca listy smile
    • krwawakornelia a wprowadzenie jakis sensownych zasad? 05.03.09, 08:53
      Ja mam wiecej niz jedno i nie rozumiem na czym polega problem
      • yula Re: a wprowadzenie jakis sensownych zasad? 05.03.09, 08:57
        a ja mam dwoje i akurat teraz okres olewania zasad przez oboje i testowanie czy
        cos z tego wyjdzie, i czasem już po prostu nie mam siły
      • alabama8 Re: a wprowadzenie jakis sensownych zasad? 05.03.09, 08:58
        krwawakornelia napisał:
        > Ja mam wiecej niz jedno i nie rozumiem na czym polega problem

        a to miło. Więcej niż jedno - czyli dwoje i nie rozumiesz w czym
        problem bo w domu jeszcze teść, teściowa, ciotka, babcia, mąż na
        zasiłku, siostra męża i trzy kuzynki.

        • donkaczka Re: a wprowadzenie jakis sensownych zasad? 06.03.09, 12:38
          a skad wiesz? z jednego zdania wywnioskowalas?

          ja tez mam ciezko, wrecz hardcorowo, ale na wlasne zyczenie, wiec nie narzekam
          zeby nie oszalec mam priorytety ustawione, rozne w zaleznosci od dnia wink
          jednego dnia gdy pogoda piekna czniam sprzatanie i siedze z dziecmi na dworze
          ile sie da
          innego gdy mnie energia rozpiera a podloga sie lepi, zasuwam caly dzien
          sprzatajac, a dzieci jesli marudza zatykam bajka

          albo czasem nic mi sie nie chce i leze na dywanie w pokoju dziecinnym udajac, ze
          sie z nimi bawie a jedna reka klepie na forum

          grunt to sie nie napinac do granic mozliwosci, bo sie nerwowy czlowiek zaczyna
          robic..
          pranie i gotowanie mam na biezaco i do perfekcji ogarniete i zorganizowane, a
          reszta jak popadnie..

          byle do wiosny, wtedy caly dzien beda w ogrodku latac zamiast mi smedzic o
          klockach i ksiazeczkach i duzo latwiej caly domowy balagan ogarnac
          nie wiem jak wy, ale czasem mam wrazenie ze sprzatanie sie nie konczy, balagan
          wylazi magicznie nie wiadomo kiedy, ledwie odkurze dom i umyje podlogi juz widze
          gdzies koty.. nie ma co zazdroscic metrazy, sprzatanie duzego domu jest mega
          upierdliwe

          a jak pomysle o myciu okien w calym domu, balkonowych podwojnych 6, normalnych
          tez 6... i to wszystko z asysta trolli..

          najtrudniejsze sa dla mnie wyjscia do lekarza/urzedow, nie mam tu nikogo i
          dzieci ciagam wszedzie ze soba, co bywa trudne
          wczoraj najmlodszy mial kontrole u pediatry, najblizsze miejsce parkingowe bylo
          ponad 500 metrow dalej i zasuwalam z fotelikiem na ramieniu, pchajac wozek z
          drugim dzieckiem i negocjujac z trzecim, zeby trzymalo sie wozka, bo mama
          trzeciej reki nie ma - ryk byl oczywiscie, do lekarza dotarlam spocona i zla jak
          osa..


          czasem stosuje rozwiazania nie do pomyslenia dla innych matek, np zostawiam
          spiaca w lozeczku mlodsza corke i jade odebrac druga do zlobka, noworodka
          zabieram, bo jemu jest rybka i tak ciagle spi..


          dwojka jest jeszcze w miare prosta do ogarniecia, schody sie zaczynaja przy
          kolejnych dzieciach, bo zaczyna brakowac rak, kolana, podzielnosci uwagi
          zwlaszcza gdy roznice wieku sa nieduze..
          • mika_p Re: a wprowadzenie jakis sensownych zasad? 07.03.09, 15:51
            Kup ty se szelki ze smyczą na takie sytuacje jak opisane wyjście do lekarza - i
            tak jesteś spocona, to kurtke rozepniesz, smycz przypniesz do szlufki spodni i
            spokojneijsza (ciut) będziesz wink
            • donkaczka Re: a wprowadzenie jakis sensownych zasad? 07.03.09, 19:05
              ale po co mi szelki, skoro mloda nie ucieka? ona chciala isc za raczke po prostu
              zalowalam, ze MT nie wzielam, zamiat wozka mialabym dziecko na plecach i reke
              wolna.. ale jakos mnie z rana otumailo, a ze pierwszy raz tam jechalam, to nie
              spodziewalam sie wtopy z parkowaniem i dymania kilkaset metrow

              zazwyczaj jestem lepiej przygotowana smile
    • wsb123 Re: jak sobie poradzić z kilkorgiem dzieci? 05.03.09, 09:08
      forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=16714
    • cas_sie Re: jak sobie poradzić z kilkorgiem dzieci? 06.03.09, 13:19
      Nie ma porad jak sobie radzic bo tego nikt nie wie i zadna pani
      psycholog albo inna specjalista nam nie pomoze. Ale popieram że
      trzeba jak najszybciej uczyc samodzielnosci bo to korzystne i dla
      dzieci i dla nas. Jeśli trzeba porządek zrobic to niech pomagają (w
      odpowiednim stopniu do wieku),na zakupach tez a starsze nawet same
      mozna na zakupy wysłac .Mam na razie dwójke(2 i3 lata) możę to za
      mało zeby się madrzyc i wiek może też niewielki(dzieci nie mój)ale
      widze ze jest łatwiej jak nie robię wszystkiego sama tylko właczam
      je w czynnosci codzienne.Załamuje mnie tyloko jak sie tłuka i kłucą
      miedzy sobą i tu porad też nigdzie nie ma. Bunt dwulatka fajnie
      mozna troche znalezc ale jak rozwiazac problam gdy dwulatek na
      trzylatka ten bunt obraca, mam tłumaczyc maluchowi że ma przeczekac
      bo siostrzyczce przejdzie? Sama czasem mam ochote przylac to trudno
      się dziwić że małe odda.ale możę to jednak pytania na inne forum wink
    • undomestic_goddess Re: jak sobie poradzić z kilkorgiem dzieci? 06.03.09, 20:31
      Dobra, trojka to pikus, co pisze z perspektywy czasu, czworke tez sie da
      opanowac (okresowo miewam pod opieka jedno extra smile) Kto da wiecej? :p

      A tak serio to podstawa sa rozsadne zasady i jednak robienie czegos, chocby, jak
      to Donkaczka slodko ujela 'z trollami' u boku, choc moje zdecydowanie teraz
      latwiejsze w obsludze, jesli sie akurat nie tluka.

      Ogarniam trojke z dala od babc, cioc i dziadkow, nie mam niani. Medalu nie
      oczekuje. Jeno prawa jazdy mi brak. Do tego mam na glowie dom, zalatwianie
      roznych spraw i pilnuje, by czas spedzac tworczo, sensownie i rozwijajac sie. Da
      sie.

      Oprocz zasad dla dzieci, czyli, kiedy rzadze ja, to rzadze ja, ale kiedy Wy, to
      ja Was slucham i zachcianki spelniam, np 3 rozne kolacje juz wspomniane. Wtedy,
      gdy naprawde nie mam sily, latwiej z nimi sie porozumiec, tzn ze starszymi, bo
      malolat poki co maly jeszcze.

      Do tego dla mnie wazne jest moje kolko wsparcia, czyli moje kolezanki, z ktorymi
      mamy 'umowe' o wzajemnym wsparciu i pomocy. To taki nasz wentyl bezpieczenstwa,
      jako ze zadna z nas nie ma tu rodziny, a i siec przyjaciol dopiero tworzy. I
      wcale nie chodzi o wzajemne wykorzystywanie sie, bo z tego, co widze, kazda z
      nas jest dzielna i samodzielna, ale duzo dla nas znaczy swiadomosc, ze jakby co,
      to mamy siebie i nie trzeba sie tluc z cala dzieciarnia do lekarza albo z
      chorymi dziecmi pociagiem do szpitala.

      Mysle, ze to kwestia organizacji i samozaparcia. A takze nie tracenia czasu na
      zastanawianie sie, jakie trudne to nasze zycie. Latwe nie jest, nie chodzi mi o
      licytowanie sie, ale o prosta rade, ktora dala mi kolezanka: 'Usmiechaj sie,
      nawet, gdy nie masz sily, nawet wbrew sobie.' To naprawde pomaga smile
    • lolinka2 Re: jak sobie poradzić z kilkorgiem dzieci? 06.03.09, 20:46
      paolka, mówiąc brutalnie dzieciaki w wieku 7 i 5 lat w kontekście
      posiadania półroczniaka w domu to gratisowa siła robocza tongue_out (hehe,
      zaraz mnie zjedzą)

      Poradzenie sobie w opisanej przez ciebie sytuacji wygląda tak: każesz
      7 latkowi (vel 7latce) zrobić sobie parówkę w mikrofalówce, młodsze
      ma zrobić sobie płatki, a ty idziesz spokojnie kąpać malucha,
      przykazując towarzystwu, żeby na koniec naczynia wstawiło do zlewu i
      nie zapomniało zrobić ci herbaty/kawy.

      Mam 7letnią córkę i drugą prawie 3-letnią. Jakkolwiek mała jest
      strasznie upierdliwa i niepomocna, tak duża jest owszem owszem,
      chętna i skora do wszystkich domowych prac (z wyjątkiem sprzątania).
      Pracuję w domu, nieraz w idiotycznych godzinach i wtedy mogę na
      Nutelkę liczyć, że kawkę poda i małą oporządzi (wc, kąpanie,
      jedzenie).

      Hardcore to mają te, gdzie jest trójka rok po roku z najstarszym w
      wieku poniżej 5....
      • undomestic_goddess Re: jak sobie poradzić z kilkorgiem dzieci? 06.03.09, 20:55
        smile hardcore to ja mialam z jedynakiem tongue_out
        • paolka_82 Re: jak sobie poradzić z kilkorgiem dzieci? 06.03.09, 22:27
          No, to fakt, czasem sobie myslę ze szybciej to wszystko ogarniam
          teraz niż jak było tylko jedno dziecko.
      • donkaczka Re: jak sobie poradzić z kilkorgiem dzieci? 07.03.09, 15:09
        > Hardcore to mają te, gdzie jest trójka rok po roku z najstarszym w
        > wieku poniżej 5....

        a to samo, ale z najstarszym ponizej trzech jak sie bedzie nazywac? ;P

        kwestia
        -charakteru matki
        -charakterow dzieci

        moja kolezanka ma jedna corke, starsza od moich dzieci i robi wrazenie bardziej
        zmeczonej i zniecheconej niz ja

        za to mytych codziennie podlog i porzadku w kuchni jej zazdroszcze, ja sie
        piekna kuchnia ciesze gora kilka godzin, bo znow cos pichce i caly lad i czyste
        blaty szlag trafia smile

        moze i z wiekiem i wprawa szybciej sie gromade ogarnia, ale ja mam wrazenie ze
        ciagle jestem w biegu


        wstajemy o 8, cala trojke karmie i ubieram, bo najstarsza jedzie do zlobka na 3
        godziny na 9
        po powrocie mlody cyca, srednia sie bawi, ja mam 2 godziny na sprzatanie, jakies
        gotowanie czy pieczenie, zazwyczaj jeszcze usiade z kawa i forum poczytam zanim
        po 11 zaczniemy sie zbierac zeby najstarsza odebrac
        a zostawilam kiedys meza z mlodym i srednia na dwie godziny
        bidul nie tylko nic w domu nie zrobil, ale nawet sniadania nie zjadl wink ale on z
        tych powolnych i slabo zorganizowanych wink

        za to usamodzielnianie dzieci w ramach ratowania resztek rozumu przychodzi
        szybko, moje dzieci przed ukonczeniem roku jadly normalne jedzenie,co sie dalo
        samodzielnie - latwiej juz po obiedzie szybko sprzatnac meksyk, niz karmic
        wszystkie naraz
        podobnie z ubieraniem, majtki na lewa strone nikomu krzywdy nie zrobia smile
        • undomestic_goddess Re: jak sobie poradzić z kilkorgiem dzieci? 07.03.09, 16:27
          donkaczka napisała:


          > moze i z wiekiem i wprawa szybciej sie gromade ogarnia, ale ja mam wrazenie ze
          > ciagle jestem w biegu

          Bo Ty jestes na etapie wstepnym, przystosowawczym, za 4 tygodnie bedziesz smigac
          ze wszystkim.
          >

          >
          > za to usamodzielnianie dzieci w ramach ratowania resztek rozumu przychodzi
          > szybko, moje dzieci przed ukonczeniem roku jadly normalne jedzenie,co sie dalo
          > samodzielnie - latwiej juz po obiedzie szybko sprzatnac meksyk, niz karmic
          > wszystkie naraz
          > podobnie z ubieraniem, majtki na lewa strone nikomu krzywdy nie zrobia smile

          Posunelabym sie jeszcze dalej - ja gotuje TYLKO te rzeczy, ktore kazde dziecko
          me da rade samodzielnie zjesc. Wlasciwie od okolo 11 miesiaca zycia kazde
          chcialo i jadlo samodzielnie. Jak potrafilo, ale jadlo, wiec warto sie
          przemeczyc sprzatajac po pierwszych probach samodzielnego jedzenia przez
          miesiac-dwa.

          Co do ubierania sie, to i 2 rozne skarpetki nie sa chorobotworcze, a swiadcza o
          tworczym mysleniu dziecka i jego wyobrazni, ktorych rozwoju nie nalezy hamowac
          narzucajac odgornie konwenanse skarpetkowe. Wlasciwie to protestuje jedynie przy
          jednym kaloszu, a drugim adidasie na nogach tego samego dziecka. I jeszcze
          pielucha w postaci boa na szyi poza domem mi zdziebko przeszkadza.
          • donkaczka Re: jak sobie poradzić z kilkorgiem dzieci? 07.03.09, 19:01
            oo wystroic sie dzieci potrafia wink
            plaszcz przeciwdeszczowy na pizame plus crocsy i mloda se na snieg wybiera wink
            juz sie przynajmniej nauczyla, ze zaklada naszykowane, nie to co jej wyobraznia
            nasunie - choc z moim stanikiem naciagnietym na glowe wygladala bajecznie big_grinD to
            jednak w zlobku by wzbudzala sensacje

            moze i urobi sie czlowiek po lokcie, ale sama wiesz, jak super sie obserwuje
            bawiaca sie razem glosno gromade, czy na male glowki pochylone w skupieniu, bo
            cos majstruja wink

            zreszta, z kilkorgiem dzieci wiecej ma sie czasem luzu niz z jednym, bo
            pomijajac logistyke i okolicznosci posilkowo-kapielowe to pomiedzy nimi
            dzieciaki sie swietnie soba zajmuja, do zabawy sie zawsze mozna dolaczyc, ale
            nie smeci dziecko kolo ucha, ze sie nuuuudzii

            btw marianke ucze dwoch pozytecznych rzeczy i jak na niespelna trzylatke ma je
            juz niezle opanowane: rozpakowywania zmywarki i robienia manmie kawy smile co
            prawda tylko na blat mi naczynia wystawia, ale jaka dumna jest - kawe robi sie
            nawet prosciej
            za kolejne 3 lata bede miala chetne i wprawione w domowy wir dzieci, zamiast rak
            wyciagnietych do podlogi - one dumne i szczesliwe ze z mama cos robia, a potem
            wiecej czasu na gry i ksiazki


            pamietam ze moja mama urabiala sie do granic mozliwosci, ale nas gonila, bo
            wszystko zle robilismy - oczywiscie nalezalo czytac jej w myslach co i jak robic
            nalezy, a odkurzanie pokoi w zlej kolejnosci skutkowalo awantura, obrazeniem i
            wyrwaniem odkurzacza
            no to jest strzal w stope.. i takich bledow powielac nie nalezy smile zwlaszcza
            gdy ma sie kilkoro dzieci
            • undomestic_goddess Re: jak sobie poradzić z kilkorgiem dzieci? 07.03.09, 20:44
              Wprawiac dziateczki od malego nalezy w pracach domowych.

              Moje najmlodsze rozklada sztucce ze zmywarki, garnki rowniez, czasem ktorys
              przymierzy smile
              Srednie dzis sciany szorowalo big_grin

              Biustonosz na glowie powiadasz? Niezle.

              A moja gromadka ma tylko jeden minus, wolalabym, zebym mogla ich miec wiecej.
              Och czemuz to najmlodsze bliznietami sie nie okazalo?

              Ich wspolne relacje moge obserwowac i obserwowac.
        • titta Re: jak sobie poradzić z kilkorgiem dzieci? 10.03.09, 20:06
          Mam dwie znajome: jedna z trojka chlopcow z rocznymi odstepami,
          druga urodzila czware majac pare diablat wcielonych 2,5 i
          czterolatka. Dodam, ze maz jednej pracuje w systemie dwa tygodnie
          poza domem, dwatygodnie w domu; maz drugiej czesto wyjeadza, obie z
          dala do rodziny. U mnie maja "beatyfikacje" za zycia gratis. Obie
          stosowaly zasade: nieprzejmujemy sie wrzaskiem, sprzatamy gdy jest
          czas, kapiemy gdy dziecko brudne (í jest czas), wszyscy jedza to
          samo (jak sie da), wszystko co sie da robimy z dziecmi (aby miecz
          czas dla siebie jak padna), kazdy znajomy nadaje sie do tego aby w
          czyms pomoc.(czterolatek mnie uwielbial, wiec czesto bylam
          dyzurna "dopieszczaczka"wink Dziecku pomaga sie jak innego wyjscaia
          nie ma.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka