Dodaj do ulubionych

moje dziecko ma dysplazję stawów...

14.10.04, 15:07
Witam,
przedwczoraj byłyśmy na kontroli i okazało się,że Marcelinka ma dysplazję
stawu biodrowego prawego. Dla mnie to koszmar. Dziecko ma już 5 msc, uczy się
siadać, a teraz musimy ją unieruchomić szelkami Pawlika.
CZy ktoś z Was też ma taki problem? Powiedzcie jak sobie radzicie,ijak wasze
dzieci to znoszą. I czy długo noszą te wydumane rozpórki.
Dzięki, pozdrawiam,
Ania
Obserwuj wątek
    • danulka Re: moje dziecko ma dysplazję stawów... 14.10.04, 15:22
      Ja tez w tym m-cu wybieram sie na kontrole.
      Na pierwszej wizycie wszystko było ok, mam nadzieje że teraz też tak będzie.
      Powiedz mi czy cos wskazywało u Twojej córki ze może miec broblem z bioderkami.
      • mamamarcysi Re: moje dziecko ma dysplazję stawów... 14.10.04, 15:30
        jak byłysmy na kontroli ok.2,5 msc to powiedział lekarz,ze jedna panewka jest
        wyślizgana,ale ze samo powinno się naprawić. no ale niestety.
        jedna nóżka zgina się normalnie a drugą trzyma trochę prościej,no i
        charakterystycznie pyka przy odwiedzeniu.Ale sama tego nie sprawdzaj,bo możesz
        krzywdę zrobić dzidzi.
        polecam przychodnię w szpitalu(ortopedycznym) w Otwocku, bo tam są dobrzy
        specjaliści i na każdej wizycie robią usg.
    • iwaolej Re: moje dziecko ma dysplazję stawów... 14.10.04, 15:24
      ja tez dolanczam sie do prosby o info czy cos na to wskazywalo. Pozdrawiam i
      zycze powodzenia!
    • mamamarcysi Re: moje dziecko ma dysplazję stawów... 14.10.04, 18:08
      Właściwie to cieszy mnie to ,ze mało jest dzieci z dysplazją. Ale szkoda,że
      nikt nie może mi podpowiedzieć co robić.
      • anifloda Re: moje dziecko ma dysplazję stawów... 17.10.04, 21:33
        Moja córeczka ma dysplazję lewego stawu biodrowego, wykrytą dopiero w dziesiątym
        miesiącu życia, mimo pięciu kontroli i USG u dwóch różnych lekarzy, tylko że jej
        wada jest specyficzna, bo nie ma problemu z odwodzeniem nóżki, a poza tym ma
        bardzo wiotkie stawy. Na USG też nie bardzo było widać wadę, to znaczy lekarz
        widział, że coś jest minimalnie nie w porządku, ale mówił, że szerokie
        pieluchowanie na noc to załatwi. No cóż - nie załatwiło, przy kolejnej wizycie,
        kiedy nie było poprawy ortopeda zlecił rentgen i od razu przepisał szelki
        Pavlika. Przepłakałam całe trzy dni, Helenka wyła prawie bez przerwy, bo już
        raczkowała i siadała, a szelki ją unieruchomiły. Czwartego dnia poszliśmy do
        doktora Napiontka, o którym przeczytałam na forum i on kazał szelki natychmiast
        zdjąć, bo dziecko jest już za duże i unieruchomieniem można mu bardziej
        zaszkodzić niż pomóc, ale zaznaczył, że możliwe, że poprawy nie będzie i za parę
        lat trzeba będzie operować. Helenka przez pięć miesięcy była szeroko
        pieluchowana przy pomocy złożonego ręcznika, pilnowaliśmy, żeby trzymała nóżki
        jak najszerzej, kupiliśmy jej jeździk, nosiliśmy ją tylko przodem do siebie z
        rozstawionymi nóżkami i na kontroli po trzech miesiącach okazało się, że kąt
        "poprawił" się o pięć stopni, więc operacji na pewno już nie będzie, miesiąc
        temu zdjęliśmy ręcznik, teraz ma tylko wkładkę w bucie, ale mam nadzieję, że i
        tego wkrótce się pozbędziemy. Z moich doświadczeń wynika, że wszystko trzeba
        konsultować, ale jeżeli masz pewność, że Twoją córeczką zajmują się dobrzy
        lekarze, to jestem pewna, że szelki pomogą. Zakładanie i zdejmowanie nie jest
        tak bardzo kłopotliwe, jak się na początku wydaje, Helenka przez te trzy dni
        nauczyła się w nich siedzieć (ale nie siadać), a nawet pełzać używając rąk. W
        sieci czytałam nawet o dzieciach, które w nich chodzą! Nasze szelki były
        kolorowe i ludzie brali je raczej za część nosidełka niż aparat ortopedyczny. Z
        perspektywy czasu nie było tak źle, ale oczywiście wtedy myślałam inaczej.
        Marcysia jest jeszcze malutka i ma duże szanse na pełne wyzdrowienie, czego
        serdecznie Wam życzę.

        Pozdrawiam

        Agata, mama 14 miesięcznej Helenki.
    • sasha3 Re: moje dziecko ma dysplazję stawów... 18.10.04, 00:09
      Ja byłam dzieckiem, u którego w wieku 1,5 roku (już sprawnie biegałam) wykryto
      zwichnięcie stawu biodrowego. Przez kilka miesięcy byłam w gipsie, potem
      jeszcze w aparacie sad Ale bardzo szybko się przyzwyczaiłam i potrafiłam
      świetnie się przemieszczać. Z tamtego okresu mam sporo zdjęć - na wszystkich
      jestem roześmiana smile

      Nie zaszkodzi konsultacja u jeszcze jednego lekarza, ale na pewno nie lekceważ
      problemu, bo potem mogą wystapić znacznie poważniejsze komplikacje, którym
      pomoże już tylko operacja. Jeśli szelki rzeczywiście okażą się niezbędne,
      pamiętaj o żelaznej konsekwencji w ich stosowaniu, bo od tego zależy długość
      leczenia.

      Głowa do góry! Marcysia szybko się przyzwyczai (pewnie szybciej niż Ty),
      zobaczysz, aczkolwiek początki na pewno będą trudne.

    • klapciuszek Re: moje dziecko ma dysplazję stawów... 18.10.04, 16:45
      Ktoś w tym wątku pytał o objawy - na pewno niepokojące jest to, że niemowlę
      często trzyma nogi prosto, bo w zasadzie powinno przez cały czas leżeć "na
      żabkę" tzn. z podkurczonymi nóżkami. Poza tym polecam wszystkim mamom, które
      miały pośladkowe ułożenie płodu w ciązy wykonania badania USG stawów biodrowych
      wcześniej niż standardowo jest to przyjęte, ponieważ w im młodszym wieku
      rozpocznie się leczenie, tym krócej trwa. Nasz ortopeda miał teorię, że
      leczenie trwa 2xwiek dziecka. Moją Hanię leczyliśmy szelkami Pawlika od 6 tyg.
      przez 4 ok. miesiące.
    • myszka50 Re: moje dziecko ma dysplazję stawów... 20.10.04, 22:20
      U mojej córci stwierdzono dysplazję lewego biodra. OD zeszłego piątku ma
      założoną szynę Koszli (dzidzia ma prawie 4 miesiące). Powiem Ci, że strasznie
      spanikowałam i popłakałam się ,jak usłyszałam, że będzie nosić szynę.
      Wyobrażałam ją sobie w sposób niemal drastyczny. Ale jak zwykle strach i
      niewiedzxa ma wielkie oczy. Bałam się również (przede wszystkim), jak moja
      Zuzia to zniesie. Naprawdę, nie ma co panikować za wczasu. Zuzia dwie pierwsze
      noce marudziła tylko, a teraz jest w porządku, normalnie się bawi, śmieje.
      Dzieci na szczęście potrafią się szybko przyzwyczajać do nowych sytuacji.
      Również szyna Koszli wcale nie wygląda strasznie, dzidzia sobie siedzi na takim
      pałąku zamocowanym na szeleczkach. Moja ma nosić 24g/dobę, ortopeda powiedział,
      że prawdopodobnie przez 3 miesiące, zasugerował, że może wcześniej, ale nie
      chce nic obiecywać. W związku, że to jest dziecko starsze (4 miesiące) to wada
      jest oznaczona jako IIc. Nie matrw się, lepiej, że teraz zdiagnozowali, niż
      później, im wcześniej tym lepiej, dysplazja wcześnie wykryta jest całkowicie
      wyleczalna, a im później tym gorzej, zaniedbana doprowadza do operacji, a to
      już wiadomo, jest znacznie gorsze i dla dziecka i dla rodziców.
      Pozdawiam
      • agaa5 Odsprzedam szelki Pawlika 22.10.04, 10:32
        Witaj
        Twój post nie najlepiej świadczy o lekarzach. Wg przepisów pierwsze badanie
        przesiewowe w kierunku prawidłowej budowy stawów wykonuje się już w 6 tyg życia
        u lekazra pediatry podczas wizyty.Ja miałam to szczęście że dysplazję córeczki
        stwierdzono tuż po urodzeniu w IMiDz. Zauważył to pediatra bo nieprawidłowo
        odwodziła stawy i nie układała nózek na żabkę a prosto. Badanie usg też to
        potwierdziło i już w 2-tyg życia założyliśmy szynę Koszli. W szynie dziecko
        było 24godz/na dobę do 5mca, póżniej jeszcze zakładaliśmy na noc przez ok 3
        tyg. Obecnie maluch kiedy leży sam układa nóżki na żabę i wg lekarza wszystko
        jest ok . Czekamy tylko na zdjęcie rtg stawu coby mieć pewność, że stawy na
        tyle zdrowe że może dziecko stawać.
        Z perspektywy czasu mogę ocenić, że takie rozwórki najlepiej montować jak
        najwcześniej kiedy dzidziuś praktycznie przesypia cały dzień i specjalnie nie
        sprawia mu to bólu a tym bardziej nie ogranicza ruchów.

        Co do metod leczenia my mieliśmy dwóch lekarzy ortopedów i niestety dwie różne
        szkoły jeden zachwalał szelki Pawlika a drugi, na którego ostatecznie się
        zdecydowaliśmy ze względu na miejsce zamieszkania, wyłącznie szynę Koszli.
        W związku z tym chętnie odsprzedam szelki (używane może ze 3 dnisad(( )
        po korzystnej cenie
        Pozdrawiam Aga i 7-czna panienka
      • juspus Re: moje dziecko ma dysplazję stawów... 25.10.04, 11:20
        Moja corcia tez nosila szyne Koszli. Dysplazje wykryto u niej jak miala 5
        miesiecy. Balam sie, ze z tego powodu pozniej sie rozwinie. Natalka jest bardzo
        energiczna wiec na poczatku bylo to dla niej meczace, nie mogla klasc sie na
        boczek, w nocy poplakiwala. Choc pierwsze noce byly staszne. Lekarz zmienil
        jednak wygiecie i wszystko poszlo zgodnie z planem, po 3 m-c moglam szyne
        wlozyc do szafy. Natalka szybko zaczela siadac, potem raczkowac, a teraz ma 10
        miesiecy i ladnie stoi. Szybko wiec nadrobila straty.
        Pozdrawiam wszystkie mamy.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka