Dodaj do ulubionych

"lakierowane przekręty"

26.10.04, 08:33
Post odnosi się do nadużyć dentystów związanych z lakierowaniem mleczaków.
Powinny go przeczytać mamy, które mają to za sobą, jak i te, które dopiero
planują zabieg.

Byłam kilka dni temu z dzieckiem u dentysty w celu zaleczenia ząbka.
Wywiązała sie dyskusja na temat lakierowania i podawaniem fluoru. Dentystka
zaczeła dokładnie opisywać proces zabiegu lakierowania - i tutaj zaskoczyło
mnie to, że wcale nie trwa on kilka sekund, jak to opisywały mamy w starszych
wątkach! Dentystka sama z siebie powiedziała, że w bardzo wielu gabinetach
jest to wykonywane pobieżnie i taki zabieg nie przynosi żadnych pozytywnych
efektów. Prawidłowo wykonany wygląda tak:
1. Dentysta szoruje dokładnie ząbki dziecku w celu usunięcia (chwilowo)
powłoki
2. Dokładnie osusza ząbki, kładzie ligninę.
3. Bardzo starannie, z każdej strony lakieruje pędzelkiem ząbek. Po jednym,
powolutku.
Po zabiegu dziecko nie może jeść przez godzinę i w tym dniu nie myje zębów
wieczorem. Zabieg powtarza się co trzy miesiące.
Aha, nie można kłaść lakieru na mokrą, brudną powłokę (choć przecież i tak
każda mama myje dziecku zęby przed wizytą u dentysty - lekarz musi to zrobić
dodatkowo w gabinecie, być może używa specjalistycznych preparatów).

Jak widać, już samo umycie ząbków jest procesem dłuższym niż opisywany przez
mamy (których dzieci mają problemy z otwieraniem buzi na fotelu i takie
sekundowe lakierowanie było zbawienne). Do tego należy dodać osuszanie i
lakierowanie.

Podpowiadam, aby każdy, kto planuje zaprowadzić malucha na ten zabieg,
dokładnie wypytał, co dentysta będzie robił: etap po etapie. Po co wydawać
pieniądze na lakierowanie, które tak naprawdę jest mało skuteczne, kiedy
przeprowadza się je pobieżnie?

Pozdrawiam
Obserwuj wątek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka