edytek1909
28.04.06, 19:12
Historia mojego dnia
Otóż:w zwiąku z tym, że chcialabym w najbliższej przyszlości podjąć pracę
zawodową(w domu siedzę od narodzin Niki ze wzgledu na jej chorobe) poprosilam
wychowawczynie mojego dziecka aby w ramach pomocy kolezenskiej wyznaczala na
jeden dzień jednego z kolegow badz kolezanek Niki by nosili Jej tornister w
szkole.Szkola jest 2 pietrowa,tornister jest b.cieżki i jest Jej bardzo
trudno sie z nim poruszać.Dzieci są w miarę wyrozumiale choć nie wszystkie bo
są i takie,ktore Jej mówią"sama sobie noś tornister".Jednakze z największym
zaskoczeniem spotkalam sie ze strony rodziców tychze dzieci.Pelna
ignorancja"dlacvzego mój syn ma nosić swój i jeszcze czyjś tornister taki
ciężki??","dlaczego mam dziecka nie przyjdzie nosić tornistra skoro mieszka
tak blisko szkoly"?Moja odpowiedz na wszystkie pytania jest taka choć jeszcze
jej glośno nie powiedzialam bo nie mialam okazji "Dlaczego wogóle tego
dziecka nie zamknąć w domu skoro jest slabe i wymaga pomocy??'
Dziwię się tym rodzicom,dziwię się ich ignorancji i wrażliwości na cudze
nieszczęścia,dziwię się sobie,że moglam pomyśleć o tym, że ktoś mi pomoże!!!!
Boże,mam dość.Ten świat jest chory a spoleczeństwo obojętne...Brak mi
slów.Nie wiem jak mam z tym walczyć,jak mam żyć?Zezygnowac z pracy o ktrej
tak marzylam by podjac??Juz nie mam sily,nie mam checi...Co czuje??
Wspolczucie,wspolczucie dla tych ktorzy sa tak bardzo ovojetni,bo gdy oni
beda potrzebowali pomocy,"podania 1 szklanki wody"nie bedzie nikogo bo ich
dzieci beda wiedzialay,ze nie sa do takich spraw stworzone..I jak mam nie
zazdroscic rodzicom dzieci zdrowych??Zazdroszcze!!!Tez bym chciala
zyc "normalnie"
Edyta mam Niki ze wspolnym pniem tetniczym i Karola zdrowego