zumaminka
03.07.07, 16:57
Właśnie do mnie zadzwonili z Prokocimia i gdyby nie to,że jutro kończymy
antybiotyk to już jutro leżeli byśmy na oddziale.Czy to normalne,że zachowuję
spokój,że nie płaczę,nie ubolewam?Tłumaczę sobie,że nawet jeśli ma być
źle,bardzo źle to wolę te ostatnie dni przeżyć jak najlepiej,najpogodniej,bez
stresu i niepotrzebnych emocji.Czy to normalne,że tak się od tego izoluję?Czy
ktokolwiek z was potrafił myśleć także o tym,że wszystko może pójść nie tak a
mimo tego zachować spokój??Wokół wszyscy się dziwią że żyję normalnie,dlatego
pytam was o zdanie i proszę o wasze wspomnienia.Jak wy przechodziliście ten
ciężki okres przed operacją??
Owszem jestem poddenerwowana ale raczej organizacją tego wszystkiego i myślą o
tym, że mój synek będzie cierpiał. Ale sama siebie przekonuję, że odwrotu i
innego wyjścia nie ma i tak musi być!
Proszę napiszczie czy ja aby nie zbzikowałam??