Dodaj do ulubionych

"Tyjemy szybciej niż Ameryka"

10.11.10, 14:53
www.emetro.pl/emetro/1,88815,8639961,Tyjemy_szybciej_niz_Ameryka.html
wy tez jestescie przekonane o tym ze zdrowo odzywiacie swoje dzieci?
albo ze nie macie z tym problemu?
ja mniej dbam o siebie, bo mam juz rozne paskudne nawyki , za bardzo lubie slodycze, cole zero, chipsy i pozeram je czasami, nie mam czasu na codzienna aktywnosc fizyczna, mam siedzaca prace, ale nigdy nie doszlam do nadwagi, nie mowiac o otylosci - pilnuje sie jednym slowem, nie jem fast foodow, nie pije slodkich napojow gazowanych, ale nie jestem typem chuderlaka z super przemiana materii, zebyscie nie zazdroscily wink i mam za wysoki zly cholesterol uncertain
o zywienie dziecka dbam nawet nadmiernie, wsciekam sie na przedszkole, ktore funduje codziennie cos slodkiego na podwieczorek. moje dziecko - teraz prawie 5 letnie, nie jadlo ode mnie Danonka, parowek, chipsow, slodkich chrupek do mleka, slodkich napojow, chyba ze w przedszkolu to dostana to zjada, ale miala okres diety i nie jadla nic slodkiego i nic mącznego i problemu z tym nie miala.
obawiam sie niestety okresu szkolnego, kiedy sama zacznie sobie kupowac przekaski ze szkolnego sklepiku, bo wiadomo wplyw otoczenia no i atrakcyjny smak batonikow, ciastek, przekasek bywa silniejszy niz rozsadek wpajany przez rodzicow, niemniej, co sie nastaram teraz, to na pewno wyjdzie jej na zdrowie pozniej.
Obserwuj wątek
    • joshima Re: "Tyjemy szybciej niż Ameryka" 10.11.10, 15:47
      Fastfood zdarza mi się kilka razy w roku, chipsy jeszcze rzadziej, słodkich i gazowanych napojów nie pijam. Mam słabość do słodyczy ale staram się ja kontrolować. Moje dziecko z tego wszystkiego jada słodkie rzeczy, ale wyłącznie w postaci kawałka domowego ciasta. W naszej diecie jest sporo mięsa i nabiału, ale jeszcze więcej warzyw. Staram się by jedzenie, nawet jeśli te mniej zdrowe (więcej tłuszczu czy cukru) było dobrej jakości (schabowe tak, parówki nie). Ja uważam, że to jest OK. We wszystkim trzeba miec umiar.
    • longpath Re: "Tyjemy szybciej niż Ameryka" 10.11.10, 20:40
      Ok. No to może zamiast chwalenia się sukcesem, bo oczywiście to sukces w naszym społeczeństwie, podsuń wszystkim zdrowe menu. Co na przykład jada Twoje dziecko na śniadanie? Co na przekąskę? Czy pija tylko wodę? Je wyłącznie jogurty naturalne (z mlekiem w proszku nawiasem)? Czy dostaje tylko owoce i warzywa? Co oznacza, że była na diecie i nie jadła nic mącznego i słodkiego? To znaczy, że wcześniej jednak jadła coś słodkiego i mącznego? I co ze sładkości polecasz?
      A, i na koniec z drugiej strony. Czy nie uważasz, że dbając o dietę dziecka "nadmiernie", możesz mu zafundować problemy z żywieniem (odmiennym od reszty społeczeństwa)? Wiesz, anoreksja, bulimia. Czy nie lepsza metoda złotego środka, umiaru, jak zwał, tak zwał?
      • an_ni Re: "Tyjemy szybciej niż Ameryka" 11.11.10, 00:12
        och tak najlepiej odwrocic kota ogonem i podsumowac ze nadmierna dbalosc o diete i do tego odmienna od reszty spoleczenstwa (kuriozalne!) spowoduje problemy z zywieniem.
        i nie chwale sie sukcesem, bo to nie jest zamkniety rozdzial, moje dziecko ma dopiero 5 lat i samo nie decyduje o jedzeniu, nie kupuje go
        ale dla mnie moje podejscie jest zlotym srodkiem, staram sie uczyc dobrych nawykow, ale nie jestem az tak restykcyjna, jak ci sie wydaje - przeczytaj nizej, chociaz w porownaniu do wielu forumek, to widac tak, bo nie toleruje danonkow i parowek na codzien
        w szkole nie bede tolerowala batona zamiast sniadania i czipsow kazdego wieczora
        poczytajcie sobie post na ten temat na starszym dziecku, moze wam sie rozjasni
        • longpath Re: "Tyjemy szybciej niż Ameryka" 11.11.10, 10:24
          Ależ ja nie odwracam kota ogonemsmile Nie twierdzę też, że dbałość o dietę kończy się problemem. I zeby była jasność, też nie karmię danonkami czy parówkami, nie mówiąc o chipsach czy batonach (tyle że moim zdaniem to jakiś rodzaj sloganu naszych i trochę bez sensu w kółko o tym pisać), ale już chleb np. moje dziecko je. Biały o zgrozo. I czasami cukierka dostanie, czasem gorzką czekoladę. Dlaczego uważasz, że mój post był krytyką Twojego postępowania? To była jedynie lekka ironia na temat wpisu. Nie podajesz żadnych konkretów, o jakie prosiłam, a może byłyby racjonalną wskazówką i alternatywą dla niektóych mam. A tak to tylko post pt. jak ja wspaniale wypadam na tle innych. A nadmierna dbałość o dietę może sie skonczyć pytaniem, które wbiło w ziemię moją koleżankę. Jej córa, lat sześć, spytała rodziców z płaczem: czy wy naprawdę nie jesteście zadowoleni z mojego wyglądu?
          Więc jak, podasz przykład menu twojej pociechy?
          • an_ni Re: "Tyjemy szybciej niż Ameryka" 11.11.10, 19:49
            prosze bardzo, pisalam juz mniej wiecej co je, nie pisalam dokladnego menu
            ale napisze dzisiejsze:
            sniadanie: 2 kromki chleba pelnoziarnistego / razowego / lub bialego, ale bez polepszaczy
            z wedlina - szynka z typu bez polepszaczy - o ile mozna wierzyc ze ich nie ma, patrzac po cenie powinno ich nie byc!
            z serkiem bialym, takim do smarowania - President ze szczypiorkiem
            kilka kawalkow papryki surowej
            II sniadanie jogurt naturalny, chrupki ryzowe - jeden albo dwa, nie wiem ile wziela, nie pilnuje tego
            obiad - plaster indyka pieczonego + ziemniaki - niestety surowki nie wchodza, poskubala kilka kawalkow pomidora i papryki
            podwieczorek jablko, kilka orzechow, migdalow - te bierze sobie sama kiedy chce
            kolacja jak sniadanie mniej wiecej
            mleka nie pija, bo nie przeszla z modyfikowanego na krowie z powodu nietolerancji, teraz juz jej nie ma, ale przestala lubic mleko
            dzis jest troche przeziebiona, siedzi w domu i nie ma duzego apetytu
            na codzien je troche wiecej
            czy to jest dziwne menu? albo jakies wyjatkowo zdrowe? chyba nie, ale nie ma przekasek i zapychania slodyczami, bo dziecko nie zjadlo sniadania, obiadu i bedzie biedne glodne
            w przedszkolu na podwieczorek dostaja najczesciej cos slodkiego
            ja sama jem podobnie, ostatnio od pol roku staram sie ograniczac tluszcze i weglowodany, nie jem ziemniakow, chleba bialego itp, ale nie maniakalnie, jak jestem u mamy na obiedzie to nie cuduje, pizze tez jadlam nie raz, kebaba chinszczyzne na wynos, jadam "na miescie"
            nie jestem wiec idealna, nie kreuje sie na taka
            a moj maz je przepisowo - sniadanie, obiad, kolacja, nic pomiedzy, ale on nie lubi jesc, je zeby zyc, nie czuje potrzeby jedzenia dla przyjemnosci, ma super przemiane materii i jest szczuply
            • longpath Re: "Tyjemy szybciej niż Ameryka" 11.11.10, 21:17
              A dziękuję bardzo. Nie piszesz, co pija, jak mniemam wodę i herbatki owocowe bez cukru. Popieram. Nie ma w tym menu "pięciu pocji warzyw z własnego ogródka" czy domowo robionej szynki, brzmi realnie. A odnośnie tempa naszego tycia z artykułu i porównania do lat 70-tych - nie było wtedy tak wielu pokus, bo nie każdy lubił wyroby czekoladopodobne, a też nie każdego stać było na słodycze z pewexu. Kiedyś słodycz dobrej jakości to był luksus. Nie było fast foodów. No i społeczeństwo było mniej dostatnie. Pamiętam, że luksusem były np. mandarynki. Dziś wszystko masz na tacy, przy kasie, wszystko kusi pięknie opakowane, wszystko w promocji, batony XXL, zestawy XXL - idziemy śladem Amerykanów. A że zmiany u nas nastały szybciej - idziemy szybciej. a celem reklam wafelków, batonów, danonków, czekolad mlecznych i soczków są dzieci. Więc tyją dzieci. Ja nie miałam w szkole problemu z batonami zamiast śniadania, bo ich nie było - może i dziś nie powinno być? Nie mówię, by wprowadzić prohibicję na słodycze, mowię, że trudno dobrze się odżywiać w naszych czasach, zwłaszcz jeśli się lubi słodycze. Pamiętacie film "Wally"? Tak skonczymy - zasypani górą śmieci i na fotelach o wzmacnianych kołach.
    • camel_3d alez to nie jedzenie jest winne... 10.11.10, 22:30
      tylko kultura jedzenia...
      i styl zycia
      • martita1987r Re: alez to nie jedzenie jest winne... 10.11.10, 22:54
        My z mężem postanowiliśmy że nasz maluszek 2 latka teraz będzie dostawał 1 małą rzecz słodką dziennie np. 1 kinderkę. Mi się wydaje że trzeba miec zdrowy umiar bo takie dzieci które nic nie dostają to później ciężko opanowac. Ja miałam koleżąnkę która nie jadła słodyczy a później zamiast śniadań połowę szkolnego sklepiku wykupywała. Jestem zdania, że jak starsze dziecko zje hamburgera raz na miesiąc nie umrze. Ja uwielbiam słodycze i fast foody ale wagę mam w normię 170cmi 61kg przy biuście FF.
        • mozyna Re: alez to nie jedzenie jest winne... 10.11.10, 23:19
          Nasz tez dostaje slodkie. Czasami sa to po prostu np. pierogi z serem, jogurt owocowy, kakao...a czasami jakies ciastko ze sklepu, lody, kawalek czekolady...Slodki to tez fajny smak. Tylko warto nie przeginac ze zbytnia iloscia slodkich posilkow w ciagu dnia.
          Z wlasnego doswiadczenia wiem, ze nie jedzac slodyczy, nie ma sie na nie praktycznie w ogole ochoty. Slodki smak uzaleznia smile
          • an_ni Re: alez to nie jedzenie jest winne... 11.11.10, 00:11
            trzustka sie uzaleznia!
            • leneczkaz Re: alez to nie jedzenie jest winne... 11.11.10, 07:33
              hahah
              To powinna się uzależniać już w łonie matki bo dziecko woli słodki smak wód płodowych. Potem lubi słodkie mleko z piersi mamy, a następnie słodkie mleko modyfikowane..
              Jesteśmy zaprogramowani na słodki smak big_grin
        • camel_3d martita1987r...prosze ... 11.11.10, 08:15
          martita1987r napisała:

          > My z mężem postanowiliśmy że nasz maluszek 2 latka teraz będzie dostawał 1 małą
          > rzecz słodką dziennie np. 1 kinderkę.


          no to faktyzcnie MALA rzecz... ja pitole...
          kinderka zawiara:

          30% tluszczu
          55!!!! % weglowodanow...

          to faktycznie bardzo mu ograniczycie.... gratuluje...
          • martita1987r To ja proszę 11.11.10, 09:38
            Czy ja napisałam, że ta kinderka jest codziennie? nie raz są to chrupki kukurydziane, raz paluszki a raz kinderka. Dla mnie wszystkie typu wafelik czy inne traktuje jak słodkie. Nie wpadajmy w skrajnośc. Ty uważasz że odżywiasz swoje dziecko ok i ja tego jakoś nie krytykuje. Nie uważam, że od kinderki raz w tygodniu umrze tym bardziej że do 2 r to on nie miał nawet chrupka kukurydzianego w buzi. Napewno ta kinderka jest lepsza niż frytki gdzie prawie wszystkie dzieci już w tym wieku jedzą i ja bym do tego bardziej piła
            • camel_3d Re: To ja proszę 11.11.10, 09:41
              nie wiem czy odzywiam dziecko ok..bo w domu tylko kolacje je smile)) no i w weekendy.....

              jasne dostaje tez slodkie...ale najczesciej to sa ciastka maslane...i to wszytsko.
              u babci nadrabia kinderkami..bo mu ciagle podtyka. na szczesci eraz na tydzien tylko.


              frytek nie lubi.
          • justcedr84 Re: martita1987r...prosze ... 13.11.10, 08:46
            Ale nie którzy na forach mają pomieszane w głowach<szok> Dawno nie czytałam tych wypocin i właśnie przypomniałam sobie dlaczego.... Wyścig kto jest lepszą matką, i próba pozbycia się poczucia winy. Tematy są bardzo podobne i zmierzają do jednego która jest lepszą matką. "ja jestem dobrą matką bo karmię piersią 3 lata, nie daję słoiczków tylko zupki z warzyw z ogródka, nie daje danonków"itd. "oh rany ja jestem wyrodna..." i ciągłe kłótnie jak w polityce kto jest "cacy" a kto "bee". Jakby macierzyństwo i ojcostwo kończyło się na żołądku dziecka.
            • martita1987r Re: martita1987r...prosze ... 13.11.10, 09:05
              Nie rozumię co Ci przeszkadza. Piszę tylko, że my staramy się panowac nad tym co nasze dziecko je. I napewno nie chce przez to pisac, że jestem idealną matką bo napewno nie jestem, chodź się staram. Chyba nie rozumiesz na czym polega forum: jeśli ktoś daje wątek-> to reszta się do niego odnosi. A jak Cię coś drażni to nie czytaj. Mi naprzykład fajnie się czyta rady innych może nie zawsze z nich korzystam, ale miło jest też pomyślec, że nie tylko ja mam problemy z niektórymi sprawami.
      • szajma Re: alez to nie jedzenie jest winne... 10.11.10, 23:08
        ja, jako najbardziej wyrodna matka pozwalam swojemu synowi jeść słodycze, oczywiście z umiarem. ale to, co ja uważam za umiar wy, jak widzę, nazwiecie przesadą (dziennie kilka ciasteczek/żelki/jedna trzecia mleka w tubce). je płatki, raczej musli, ale słodkie chrupki też mu się zdarza, je też parówki, danonki (danio to obowiązkowo na śniadanie- uwielbia), raz na ruski rok nawet pizzę, w fastfoodach nie jadamy, coli i podobnych nie pijemy. w dodatku nie uważam, że nie dbam o dietę mojego syna.
        czemu twoje dziecko było na diecie bezmącznej itd??? coś się działo z nią, czy tak z twojego pomysłu?
        dodam, że jestem właśnie z tych chudzielców, ale nie z cudowną przemianą materii, tylko z kontrolą nad własną wagą. jem różne rzeczy, ale rozsądnie. to samo wpajam mojemu dziecku. czemu miałby nie zjeść czekolady?
        • an_ni Re: alez to nie jedzenie jest winne... 10.11.10, 23:56
          to byla dieta antygrzybicza , moze nie totalnie restrykcyjna, ale u nas skuteczna
          antygrzybicza, bo po chorobach, antybiotykach i bylejakim jedzeniu w przedszkolu i naszych nawykach zywieniowych (w tym pozwalanie na spora ilosc slodyczy) miala objawy kandydozy ukl. pokarmowego i (byc moze) moczowo/plciowego. oprocz diety leczylismy ja rowniez - uprzedzajac komentarze
          przeszly po 2 miesiecznej diecie i ogolnym ograniczeniu slodyczy do teraz wlacznie
          wiec nauczylam sie na zywym przykladzie, nie jest to moja teoria albo wymysly, wiem ze pewien sposob zywienia szkodzi zdrowiu (i to bardzo szybko widac u dzieci szczegolnie), ale tez 'naprawia' zdrowie
          i zjada owszem czekolade, ale gorzka i mleczna a nie batony z tona cukru
          zajada orzechy, migdaly, slonecznik
          je razowe pieczywo, razowa make, razowy makaron, b. dobrej jakosci wedline lub pieczone mieso, je glownie jogurty naturalne, bo te najbardziej lubi
          oczywiscie w przedszkolu je to co wszyscy, czyli byle co, bo za 7 zeta nie mozna miec wiele
          i nie łudzę sie ze bedzie zawsze tak jadla, ale przynajmniej naucze ja jesc lepiej, tez na wlasnym przykladzie (a slabostki ukrywam wink)
          kiedy byla mniejsza jadla duzo wiecej i mniej zdrowo , np maz nauczyl ja jesc hurtowe ilosci bulek, takich kajzerek, zapychacz niepotrzebny, ale oduczylam ich oboje. pila za duzo sokow slodkich, takich dzieciowych typu Bobofruit, teraz pije tylko wode min. niegazowana a soki najczesciej w knajpkach do ktorych idziemy na obiad/deser/kawe. mozna? mozna! i naprawde bez fiksacji, bo ja niewiele gotuje w domu!
          • szajma Re: alez to nie jedzenie jest winne... 11.11.10, 00:22
            tak z ciekawości, to ile słodyczy jadła przed tym załamaniem zdrowotnym? tak pytam, chcę porównać.
            my białego pieczywa prawie nie jemy, ale to u nas wychodzi tak naturalnie. nie lubimy raczej. ale ja nie pilnuję tak diety jak ty. natomiast uważam, że w przedszkolu mojego syna dzieci są prawidłowo żywione. może dlatego, że jemy zwykły makaron (na zmianę z ciemnym), pozwalamy sobie na batony itd. 7 zł to niewiele, to fakt, ale ja nie oczekuję jakiejś ścisłej diety w tym przedszkolu. ścisłą dietę w przedszkolu to miała moja mała kuzynka, uczulona na większość produktów, a za jej żywienie płacili więcej niż my za wynajem mieszkania w centrum warszawy.wink ale od takich diet niestety są nie przedszkola prywatne, w dodatku ukierunkowane. a u twojego dziecka dają słodycze na podwieczorek? tu cię rozumiem, też bym nie chciała. u mojego dają owoc i herbatkę owocową lub 2 małe herbatniki bez czekolady.
            ja się nie obawiam o żywieniowe zwyczaje mojego dziecka. złego przykładu nie ma, to na pewno. nie robię też wokół jedzenia wielkiego halo, uważam, że to też nie dobrze. po prostu się je, później sprząta i idzie się dalej. trzeba to robić z głową, ale bez przesady. z tą zasadą jestem zgrabna i szczupławink mój syn też. nie martwię się o niego. wszystko trzeba wypośrodkować. bo zbytnie dbanie o zjadany pokarm też rodzi choroby.
            • an_ni Re: alez to nie jedzenie jest winne... 11.11.10, 00:49
              wczesniej musiala codziennie zjesc cos slodkiego, ja zreszta tez sad
              a w przedszkolu daja slodycze na podwieczorek uncertain
              czasem to wafelek, czasem herbatniki, bulka slodka albo chalka, owoce sa nie codziennie albo w postaci soku z kartonika czyli tak naprawde napoju z cukrem.
              czesto w pierwszej polowie miesiaca wydaja bez sensu kase na kupne slodycze i soki w kartonikach a potem daja dzieciom chleb z dzemem. Kiedy corka miala wykluczony cukier dostawala suchy chleb uncertain nie do przejscia te metody!
              i mylisz sie co do przedszkoli prywatnych, bo tam daja cateringowe zarcie, paskudne
              • camel_3d Re: alez to nie jedzenie jest winne... 11.11.10, 08:19
                u mojego malucha w przedszkolu jest wlasna kuchnia. dzieci nie dostaja slodyczy prawie wogole, sa w pilotowym programie zywieniowym z minimalna iloscia cukrow. Slodycze maja raz na tydzien, np loda. Dostaja duzo owocow i warzyw. Raz w tygodniu jets mieso i raz ryba.
                • an_ni Re: alez to nie jedzenie jest winne... 11.11.10, 19:21
                  u mojego tez
                  ale jednak kupne slodycze sa
              • mumi7 Re: alez to nie jedzenie jest winne... 12.11.10, 08:09
                An_ni, nie przesadzaj, własnie jestem po rozmowie z koleżanką, gdzie w przdszkolu prywatnym jest zwykła kuchnia i przedszkole gotuje. Podobnie jest w kilku przedszkolach koło mnie. Bywają cateringi, ale sa rózne. nie warto generalizować
                • an_ni Re: alez to nie jedzenie jest winne... 12.11.10, 22:29
                  nie przesadzam, podaje sprawdzone osobiscie info, wszystkie przedszkola prywatne w mojej okolicy maja catering.
    • madziulec Re: "Tyjemy szybciej niż Ameryka" 11.11.10, 01:01
      Nie dbam nadmiernie o zywienie mojego dziecka, czasem razem z nim zjem parowki (ot chocby dzis na kolacje).
      Moje dziecko zjada duzo owocow i waryw, kocha surowki.
      Malo natomiast napycha sie chlebem, makaronami. Zjada chetnie kasze.
      W fast-foodach nie bywamy, nie lubimy.
      Czasem kupimy chipsy, czasem zrobimy w domu pop corn.
      Slodycze? Tak. Kupujemy czekolade. I ja pieke ciasto. Nie zjadamy jakichs przekolorowanych cukiereczkow, landryneczek. Moje dziecko nie jest fisniete na punkcie kinderkow i innych przedziwnych rzeczy, ktore jak dla mnie smierdza chemia na kilometr.

      Nie pijamy chemii w postaci aktimelu. Jogurt robie sama, jesli maly chce. Mleko pijamy w zastraszajacych ilosciah (okolo 7 litrow na osobe na tydzien), zyjemy wink
      Zjadamy maslo, oboje mamy dobry wzrok.

      Z napokow maly dostaje soki rozpuszczalne, herbate, mleko i wode.
      Gazowanych napojow nie pija, nie lubi.

      Batonikow nie lubi, sam to przyznaje.

      Nie uwazam sie za nawiedzona matke. To raczej moj syn jest nawiedzony. Chce byc zdrowy, chce sie dobrze odzywiac. I sam to podkresla.
      • mumi7 Re: "Tyjemy szybciej niż Ameryka" 12.11.10, 08:12
        Hehe, jak dziecko samo podkreśla, że chce zdrowo jeśc, to oznacza tylko, że skądś ma takie pragnienia. Czyli słucha o tym w domu, bo gdzie? Uważaj, bo chyba jednak dajecie mu takie sygnały. A potem będzie tak, jak w brytyjskim filmie dokumentalnym o dzieciach, jeden chłopczyk w wieku 9 lat uważa bardzo na dietę i ciagle ćwiczy, żeby "nie przytyć" - dziecku, dodam, widac było żebra gołym okiem. Nie ma co mówic, że dziecko samo uwaz ana diete, tylko mu sie przyjrzec, z tego powodu potem czasem powstają problemy psychiczne na tle jedzeniowym...
      • pelapa Re: "Tyjemy szybciej niż Ameryka" 12.11.10, 09:52
        Moim zdaniem nie ma co marzyć o wyrobieniu zdrowych nawyków u dziecka jesli samemu się ich nie posiada. Można nie dawać dziecku do X lat słodyczy i śmieci, ale jak samemu zażera się czipsami, słodyczami i colą to dzieciak też ich zarząda. Kwestia czasu.
    • leneczkaz Re: "Tyjemy szybciej niż Ameryka" 11.11.10, 07:39
      To ja tak nie mam. Tzn. jak słodycze się w domu znajdą to jemy wszyscy aż uszami wyłazi (ostatnio w 3 dni wciągnęliśmy 6-cio-pak kinder kanapki). Ale to są zazwyczaj sprezentowane smakołyki. Nie mamy nawyku kupowania syfu. Uważam, że na co dzień ze słodkości synkowi wystarczą owoce + słodki serek/jogurt.
      Ale jak jedziemy w gości (albo Ci przychodzą do nas) to się obżeramy pysznościami.. mmmm smile
      Raz w tyg jemy pizze i uważamy ją za zdrową, bo w ten (jedyny) sposób mój syn je żółty ser, jakieś mięso czy oliwki.. Cieszymy się także, że młodzian je parówki (kupujemy te pow. 80% mięsa), jako, że to jedyne mięso które jada.
      • ivaz Re: "Tyjemy szybciej niż Ameryka" 11.11.10, 09:31
        eee tam mój 14 latek pochyłania chipsy, potrafi wsunąć pudełko pryncypałek na raz, zapije to colą; uwielbia skrzydełka z KFC i lasagne z pizza hut i chudy jest jak szczapa, zeby ma zdrowiutkie bo bardzo o nie dba.
        Ja też lubie fast foody, ciasta, pierogi i pyzy, w zyciu nie trzymałam zadnej diety bo nie mam potrzeby , mam 36 lat, dwoje dzieci,waże 45 kg, od zawsze jem na co mam ochotę, największa waga jaką osiągnęłam w życiu to 56kg w 9 mcu ciąży, uważam ze to sprawa genów, w mojej rodzinie wszyscy są szczupli
        • an_ni Re: "Tyjemy szybciej niż Ameryka" 11.11.10, 19:23
          zbadaj cholesterol
        • mumi7 Re: "Tyjemy szybciej niż Ameryka" 12.11.10, 08:15
          Własnie zafundowałas dziecku posag w postaci ukrytych komórek tłuszczowych - teraz szczupłe dziekco może miec potem porblemy z nadwagą, bo organizm ma nawyki żywienionwe okreslone. Podkreslam "dziecko może miec problemy" - mam przykład w rodzinie - po takiej diecie w wieku dziecięcia, nastolatek wyrósł z nadwagi, która nagle w wieku dojrzeania mu wyskoczyła, a jego siostra - nie. I teraz powoli dramatyzuje, bo wokół koleżanki szczupłe...
          • ivaz Re: "Tyjemy szybciej niż Ameryka" 12.11.10, 10:03
            Wiesz co ja całe życie byłam chuda odkąd pamiętam, moje dzieci też są szczupłe, moja mama, moja babaci, moja siostra, mój brat, dzieciaki mojego rodzeństwa wszyscy w rodzinie są szczupli a zajadmy się pierogami, pyzami, kluchami różnego typu, okraszonymi sowicie tłuszczykiem, uwielbiamy ciasta z kremem, herbatę słodzę trzema łyżeczkami cukru, odkąd pamiętam tak się zywię, w zyciu nie liczyłam kalorii całe życie jestem sczupła, moje dzieci mają to w genach, nie sądze ze kiedykolwiek bedą grube nie ma na to szans.
            U moich sąsiadów jest na odwrót, co z tego ze licza kalorię, trzymają diety i tak są grubasami wszyscy matka, córki, babcia
            • hermetyczka Re: "Tyjemy szybciej niż Ameryka" 12.11.10, 10:13
              szczerze wspolczuje diety (oj bleeee) i braku wiedzy, bo dieta to nie tylko otylosc etc- to tez zdrowie. jedno z twoich dzieci moze miec jednak problemy w starszym wieku z taka dieta, i bedzie mialo racje obwiniajac mamusie. ze umeira w wieku lat 45, czy 50, choc przy zdrowym trybie zycia moglby sobie pozyc
              • pelapa Re: "Tyjemy szybciej niż Ameryka" 12.11.10, 10:42
                Niekoniecznie. Znam jedną rodzinę takich szczęsliwców - moi kuzyni, podejrzewam "bogate zycie wewnetrzne" wink Wszyscy szczupli, jedzą ilości po których normalny człowiek drzwi by poszerzał. Senior rodu (85) w dodatku pali i wypić od czasu do czasu też lubi. Rodzina zdrowa i długowieczna, na nagrobkach "żyła/żyła lat (powyżej)" 80/90" Gorzej mają osoby które do tej rodziny "wchodzą" a szczególnie mężowie. W mojej rodzinie te geny gdzieś się niestety zapodziały.
                • ivaz Re: "Tyjemy szybciej niż Ameryka" 12.11.10, 21:54
                  Dziadkowie moi żyli długo w lipcu br. zmarł mój dziadek w wieku 92 lat odżywiał się bardzo niezdrowo i tłusto, lubił też strzelić sobie setkę, zmarł ze starości, nie chorował, po prostu dopadło go zuzycie materiału
    • hermetyczka sport! i polska dieta 12.11.10, 09:42
      A dlaczego przyczepiliscie sie do tych slodyczy??? tycie nie tylko od nich- raczej od zle przygotowanych ltustych obiadów, schabowych i innyc wieprzowych specjałów, bialych bulek , drozdzówek na sniadanie, odwieczneo zabielanaia zup, miesa z zawiesitym sosem na smietanie kremówce i innych polskich niestety, specjalności.
      inna kwestia to jestem ciekawa ile z tych dzieci, ktore maja zle problemy z otyloscia bylo karmionych przed telewizowarmi jako niejadki (bleee, znow nasza lokalna choroba), jedzenie bylo im wciskane prawie caly czas- bo on na 10 centylu przeciez...
      tak, ja kontroluje dietę. niestety, dzeici jedza słodycze, ale w kontrolowanych ilościach, tez kontrolowane slodycze (ciemna czekolada, sezamki, orzechy w karmelu etc).
      jedzą, choć w zamysle mialy nie jesc- niesty okazala się to w naszym przypadku nie do wykonania jak mlody w wieku powyzej 2 lat poszedl do przedszkola. wtedy , niestety, ze wzgledu na nieswiadomosc ludzi, i kucharek, intendentek, i rodzicow innych dzieci przynoszacych slodyczycze do prezedszkola, tajka dietabez cukru jest fikcja.
      ale ja twardo ucze, slodycze syna do szkoly to np zdrowe ciacho, z ciemnej maki, i cimnego cukru, cisto pieczone w domu.
      natomist tycie to nie tylko slodycze, to w ogole dobre zwyczaj zywieniowe- czyli sniadanie rano obowiazkowe przed wyjsciem do szkoly i przedszkola, sniadanie drugie i obiad, ciely posilek na obiadokolacje, i lekka kolacja.bez przekasek, ciaglego podjadania, porcje odpowienie, nie wielkie, nie pozwalam sie obzerac i rozciagac zoladka (czyli nie ma 3ciej porcji ulubionego dania i juz- dzieciom wg mnie mozna powidziec ze juj jesc nie dostana). ogolnie jedzenie jest zdrowe, czesciowo makrobiotyczne, nie zadne ziemniaki z sosami (ojjj, ta polska dieta...)
      ale najwaznejsze dla mnie to SPORT. nie wyjscia na spacerek za raczke (spala sie ok 50 kcl), nei ten przyslowiowy ruch na placu zabaw, na boisku, ktory jest w zasadzie sezonowy- wszyscy sa w zasadzie przeciwni, zeby biedne dzieci uprawiala jakikolwiek sport, bo sie mecza, bo po co, jak maja boisko, bo trzeba dowozic, a teraz na placu zabaw i na boisku nie ma nikogo, co mnie szczegolnie nie dziwi, i tak pozostanie do kwietnia. jedynym ruchem dla dzieci bedzie przelaczanie pilotem programow, boc przekladanie klockow z prawa na lewo. a i tak forum pelne ciekawych wpisow: czy musze wychodzic z dzieckiem na dwor, jak wietrze i ono nie chce???
      wg mnie dzieci powinny od jak najwczesniejszego czasu uprawiac sport zorganizowany. moja corka, lat 5 wcale niestety jest sportowo nieutalentowana, 2 razy na tydzien chodzi na basen, 2 razy na imnastyke do klubu, oprocz tego ma w przedszkolu tance, i 2 razy w tyg. gimnastyke. ok 1 w tyg wspinaczka, zima narty, latem rower codziennie w zasadzie. pojdzie, tak jak jej starszy brat, do szkoly sportowej, innej opji w ogole nie przyjmuje, bedzie tez trenowac w klubie inny sport, jak 6 lat skonczy. sama chce, zna trenera, byla juz na treningach. pojdzie jako 6 latek, m.i. dlatego, ze choc na razie szczupla, to widze że ma skłonność do nadwagi.
      po co to wszystko? po co ta presja na sport- wlasnie jako przeciwdzialanie otylosci, ktora akurat w mojej rodzinie jest dziedziczna, niestety. codzienny sport jest dla nas PODSTAWA. i to prawdziwy, a n ie to co uwaza sie u nas (wg mnie jedna z głównych przyczyn otyłości) czyli jakies gry i zabawy od czasu do czasu. nie tylko przedszkola, ale nawet szkoly nie maja sal gimnastycznych, klasy dla 6 latków montuje sie bez wf (bo przeciez one sie nie rozbiora..???), dzieci w klasach I-III w klasach normalnych maja jakies zajecia ruchowe a nie normalny wf, i to nie na sali, i z pania od zajec zintegrowanych, rodzce przedszkolaków sadza, ze ich dziecko samo dorosnie . a podejdzcie pod gimnazjum, ile grubasow.
      .
      • an_ni Re: sport! i polska dieta 12.11.10, 22:35
        to powiedz mi dlaczego tyle lat nie bylo takiej duzej liczby otylych dzieci w Polsce po tych schabowych, bigosach, drozdzowkach i sosach?
        bo nie bylo chipsow, coli, batonow z tona cukru, fast foodu, i gotowej taniochy z dyskontow
        no i owszem bylo wiecej ruchu, bo nie bylo kompow i multum programow w TV
        • wanielka Re: sport! i polska dieta 12.11.10, 23:43
          an-ni, jest tyle otyłych dzieci nie z powodu fastfoodów, ale z braku ruchu. z czasów dzieciństwa głównie pamiętam całodzienne zabawy na świeżym powietrzu. teraz ruch zastąpił komp i TV. wystarczy rozejrzeć się na większych osiedlach - dzieci prawie nie uświadczysz.
      • leneczkaz Re: sport! i polska dieta 13.11.10, 06:58
        To ja też już inaczej zostałam wychowana. U mnie w domu tłuszcz z zupy się wyławiało, kotlety/placki itd. (smażone na kropli oleju) kładło się na ręcznik papierowy i przekładało następnym. Obiad był z kopcem surówki. Chleb zawsze pełnoziarnisty. Do szkoły kanapka + owoc.
        Jeśli chodzi o sport to codziennie 3-4x z psem + 2x w tyg. spacer ok 2h. (mama częściej) + basen.. Tata i ja- łyżwy rowery, piłka, kometka.

        Pewnie wymieniłam tylko część.
        Także naszą zmorą jest tlko ww. pizza i okazjonalne słodycze. Aaaa, pewnie jeszcze piwko wink

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka