Cześć i czołem!Mam pytanko, szczególnie do mam siedzących po drugiej stronie Odry.Ostatnio dorwałam fenomenalne deserki HIPP"a (przynajmniej wg mojej Perełki). Wzbudziły w niej taką euforię, iż muszę chyba jechać wykupić cały zapas w supermarkecie. Ale mam też obawy. Niemieckiego lizałam trochę przez parę lat (co nie oznacza, że mi się udało liznąć go na przyzwoitym poziomie

), ale wyrażenie "AB 4. MONAT" ewentualnie "AB 7. MONAT" rozumiem. Słowa "NACH DEM 7. " też nie wydawały mi się czarną magią. Do czasu. Mój spostrzegawczy mąż wziął słoiczki do ręki i zaczął oskarżać o próbę otrucia Perły. Okazuje się, iż z tyłu słoiczków przyklejona była polska etykieta z napisem "od 10. miesiąca". No to ja przepraszam. Dzieci niemieckie rodzą się z innym układem pokarmowym niż polskie? Szybciej rosną, dojrzewają, czy jaki czort? Kto wie, o co tu chodzi? A może po prostu nasi uczeni z IZMiD chcą być mądrzejsi od tych niemieckich?Czy ktoś z Was karmił może 6,5 miesięczne niemowlę deserkami HIPP"a od 7 miesiąca? Czy coś komuś zaszkodziło? Jak na razie u Perełki oprócz wybuchu radości na widok słoiczków z kolorową zakrętką, nic nie jest. Mam jechać do sklepu, czy nie? PoradźcieSushi i wygłodniała Perła